Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/10661/ile-klasy-w-klasyku-ziemiomorze

Ile klasy w klasyku: „Ziemiomorze”

28 wartościowy tekst

Rozpoczęty Czarnoksiężnikiem z Archipelagu cykl autorstwa Ursuli K. Le Guin tak głęboko wrył się w literacki kanon, że rzeczony pierwszy jego tom jest w Polsce nawet na liście lektur. Jako że jednak od jego premiery mija w tym roku równe pół wieku, rodzi się pytanie, czy magia cyklu Ziemiomorze nieco już nie zwietrzała?

Odpowiedź brzmi: nie. Bez żadnego lania wody, bez wątpliwości, bez udawanego wahania, trzeba rozpoznać w „Ziemiomorzu” Ursuli K. Le Guin arcydzieło, i to z tego specjalnego przedziału historii, które nie może się zestarzeć.

...w efekcie dostajemy historię, która nigdzie się nie śpieszy, która nie puchnie specjalnie...

To fascynujące, że pół wieku temu Le Guin weszła w gatunek rozkwitający, opasły sukcesem Władcy pierścieni, i z rozbuchaniem wizji Tolkiena zestawiła oszczędność formy i treści, z jego zapatrzeniem w eposy o herosach starła swoje skupienie na bohaterze złamanym, niechętnym, winnym, a wreszcie nie poszła też w rozmach fabularny, zamiast pisać o ratowaniu świata, wybierając snucie opowieści o odkupieniu i cenie mocy.

Po dziś dzień zresztą fantasy skupia się raczej na świecie lub na dziejach świata, ewentualnie na akcji, niż prawdziwie, tak jak Le Guin, na bohaterach. Szalenie ciekawe jest to „zaburzenie równowagi”, bo w efekcie dostajemy historię, która nigdzie się nie śpieszy, która nie puchnie specjalnie i w zasadzie niewiele wychodzi poza opowieść o chłopcu z wyspy Gont. Opowieść nie o walce ze smokami, dawnymi bogami czy cieniami z innej rzeczywistości, choć te w „Ziemiomorzu” się pojawiają, ale raczej o zmaganiu człowieka z samym sobą. Bo nawet jeżeli występują w kolejnych powieściach jacyś antagoniści, koniec końców i tak stanowią oni tylko personifikacje pewnych ludzkich żądz, które potrafią nami zawładnąć.

Brzmi to wszystko górnolotnie, ale to dlatego, że jest proste i piękne, a o takich rzeczach trudno jest inaczej pisać.

Gdyby spłycić „Ziemiomorze”, ślizgać się tylko po powierzchni, trzeba by opisać je jako klasyczną historię od zera do bohatera, gdzie pastuch z maleńkiej wyspy odkrywa w sobie talent, idzie do szkoły dla czarodziejów, a potem urasta do rangi Arcymaga, mierzy się ze smokami, przywraca Ziemiomorzu króla, by ostatecznie wygrać w starciu ze śmiercią (choć nie tak, jak się spodziewacie). Odnajdziemy nawet w pierwszym tomie wiele zbieżności z (późniejszych inspiracji dla?)… Harrym Potterem, poczynając od szkoły magii, z różnymi przedmiotami i magami-nauczycielami, po prototypy takich postaci jak Draco Malfoy, Ron czy Dumbledore, który – jeżeli odjąć dziwaczność postaci Rowling – bardzo przypomina Ogiona Milczącego.

Tak odczytywałem te książki, gdy sięgałem po nie po raz pierwszy, przed wielu laty. Wtedy dostępną była dla mnie tylko pierwsza z warstw prozy Le Guin, ta efektowna, z większą ilością smoków. Już wtedy jednak fascynowało mnie, jak tak małą ilością słów można zbudować tak wielki świat, jak zamiast mówiąc wprost i cytować kroniki, ledwie muskać historię i geografię Ziemiomorza, a mimo to uczynić je tak realnym i bogatym jak Śródziemie.

...jak tak małą ilością słów można zbudować tak wielki świat, jak zamiast mówiąc wprost i cytować kroniki, ledwie muskać historię i geografię Ziemiomorza...

Znów zestawiając Le Guin z Tolkienem, powiem, że on słowa kochał, jako oksfordzki profesor lubił je smakować, układać, nadawać im rytm i powtarzać dla samego brzmienia (jakież piękne wymyślał imiona i nazwy własne!). Ona z kolei szanowała je inaczej, obdzielała nas nimi niczym największym skarbem, szczodrze, ale bez rozrzutności; w zasadzie nigdy nie dała się w „Ziemiomorzu” ponieść dygresji, nigdy też nie upajała się brzmieniem własnego literackiego głosu, zawsze wybierając oszczędność ponad gawędziarstwem.

Jest przez to w „Ziemiomorzu”, zwłaszcza w nowszych tomach, coś z baśni, z przypowieści wręcz – ten sposób narracji nastawiony nie na historię, ale na to, co ona przekazuje. To kondensacja języka – maksymalizacja treści w minimalizacji formy.

Ogromną siłą prozy Le Guin jest niedopowiedzenie, sugestia – autorka robiła to tak wyśmienicie, że choć nie tworzyła opasłych kronik dziejów swojego świata, jak przed nią robił Tolkien, a po niej Martin, czytelnicy i czytelniczki mogli dać się zwieść; co rusz dodawała, mimochodem, odwołania do innych wydarzeń i bohaterów, wyraźnie pracowała nad wrażeniem ogromu Ziemiomorza, zarówno geograficznego, jak i historycznego, de facto jednak nie wznosząc samej fikcyjnej konstrukcji.

Czytając „Czarnoksiężnika…” i pozostałe tomy po raz pierwszy, musiałem podświadomie wyczuć ten ciężar opowieści większej niż jej fabuła i bohaterowie. Dlatego tak mnie ona wciągnęła.

To zresztą ciekawe, ponieważ fabularnie „Ziemiomorze” nie daje uczucia satysfakcji, właśnie przez doskonałą iluzję bycia elementem większej opowieści. Bo choć losy Geda poznajemy na przestrzeni „Czarnoksiężnika z „Archipelagu”, Grobowców Atuanu, Najdalszego brzegu, Tehanu i Innego wiatru naprawdę dobrze, w zasadzie od początku do końca, nie możemy powiedzieć, że poznaliśmy Ziemiomorze. Raczej, że udało nam się całkiem nieźle zbadać jedną z jego wysp.

Zresztą iluzja wielkości była tu na tyle dobra, że kusiła i samą Le Guin, która niemalże do końca swojego życia wracała do tego świata, przez pięć dekad, jakie minęły od premiery „Czarnoksiężnika…”, pisząc nie tylko jeszcze cztery kolejne powieści, ale i niemało opowiadań. Ostatnie, „Córka Ordenu”, ukazało się w roku 2014.

Nam, czytelnikom i czytelniczkom, dało to przy okazji możliwość obserwowania fascynującego procesu ewolucji historii przez blisko pięćdziesiąt lat, a w przypadku powieści od roku 1968 do 2001.

I tak, przyglądając się samym powieściom, od „Czarnoksiężnika…” do „Innego wiatru”, wyraźnie widzimy tu ewolucję fantasy. Zaczynamy od czegoś nieco eskapistycznego, ale też działającego jako ogólna metafora dla pokazania pewnych prawd o człowieku (w tym wypadku, pogodzenia się z obecnością zła w nas samych, konieczności zaakceptowania także negatywnych uczuć), do zwierciadła, w którym przegląda się współczesność i które pozwala dyskutować o tematach bliższych naszej rzeczywistości, przeniesionych do Ziemiomorza wprost z ulic naszych miast (prawa kobiet). To ciekawe, jak Le Guin „odzierała” historię Geda z tej warstwy fantastycznej, z powieści na powieść przesuwając równowagę w stronę realnych problemów, zastępując starcia z cieniami i złymi magami opowieściami o nietolerancji i pogardzie dla innych.

I tak, przyglądając się samym powieściom, od „Czarnoksiężnika…” do „Innego wiatru”, wyraźnie widzimy tu ewolucję fantasy.

Ponownie przywołując „Harry’ego Pottera”, tak jak u Rowling „Ziemiomorze” ewidentnie dorastało wraz z odbiorcami, wychodząc od prozy gatunkowej, a zamykając się ponadczasowymi i uniwersalnymi opowieściami dla wszystkich. Dlatego ponowna lektura składających się na ten cykl książek to coś podwójnie niesamowitego. Nie dość, że z każdym następnym tomem skaczemy w czasie, w sumie pokonując okres 43 lat, to jeszcze, jeżeli jak ja z prozą Le Guin ktoś zetknął się, będąc nastolatkiem, a wraca do niej, będąc już dwa-trzy razy starszym, może obserwować sam siebie, jak znane sobie historie odczytuje na całkowicie nowym poziomie. I może być pewien, ja jestem pewien, że za kolejne kilkanaście, kilkadziesiąt lat, gdy świat Ursuli K. Le Guin ponownie mnie do siebie przyciągnie, odnajdę w tej literaturze znaczenia, na które obecnie jestem ślepy.

To niemożliwy do pomylenia z niczym innym symbol wielkości: tworzenie opowieści autentycznie dla każdego, autentycznie nieśmiertelnych, bo zawierających treści, które nie zdezaktualizują się tak długo, ja nie zdezaktualizuje się ludzkość, opowieści, które przyciągają smokami i magią, a oczarowują pięknem i głębią.

„Ziemiomorze” to arcydzieło. Najlepsze, co literaturze dała fantastyka. (Przykro mi, profesorze, „Władca pierścieni” jest wybitny, ale… to nie Le Guin.)

 

Już wkrótce kolejna część cyklu publicystycznego Marcina Zwierzchowskiego „Ile klasy w klasyku” - o J.R.R. Tolkienie. Zapraszamy!

Powiązane treści:
„Opowiadanie świata” Ursuli K. Le Guin zostanie przeniesione na duży ekran

Powstanie film na podstawie „Opowiadania świata”, uznanej powieści z cyklu o Ekumenie pióra zmarłej w styczniu tego roku Ursuli K. Le Guin. W pracach nad scenariuszem brała udział sama pisarka – podaje „The Hollywood Reporter”.



więcej
Wszystkie światy Ursuli Le Guin

Skuta lodem planeta, na której żyje społeczeństwo androgynów. Karłowate hominidy o zielonym futrze zamieszkujące puszczę, którą ludzie próbują wyciąć i skolonizować. Smok, który stworzył świat, i magia oparta na nazywaniu rzeczy ich prawdziwymi imionami. Mag z pobliźnioną twarzą żeglujący przez ocean w pościgu za cieniem. To tylko kilka bardziej znanych pomysłów i obrazów z twórczości zmarłej w styczniu Ursuli K. Le Guin.



więcej
Ursula K. Le Guin nie żyje

Ursula K. Le Guin, amerykańska pisarka SF i fantasy, autorka cenionych cykli o Ziemiomorzu i Ekumenie, zmarła 22 stycznia w wieku 88 lat – podał dziennik „The New York Times”. Syn pisarki, Theo Downes-Le Guin, powiedział dziennikarzom, że od kilku miesięcy chorowała.



więcej

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Marcin |  wypowiedzi: 14  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1150
Iza
29-07-2018 14:38
Niesamowita opowieść. Podpisuję się obiema rękami pod autorem tekstu. Nie ma porównania z epopeją "Władcy pierścieni" . "Ziemiomorze" spokojnie buduje świat pełen magii, prostym językiem, a tak wymownie. Uwielbiam.
książek: 2427
jatymyoni
29-07-2018 19:39
Jako córka znanego antropologa i badaczki folkloru Indian w jej centrum zainteresowania zawsze był człowiek i jego duchowość.Jej proza dzięki temu, że jest tak oszczędna i nie przytłacza nas opisem innych światów, jest bardzo humanistyczna. "Ziemiomorze" można czytać wielokrotnie i zawsze coś nowego odkryć.
Szkoła podobna występuje jeszcze wcześniej w genialnym dziele Hermanna Hessa "Gra...
Jako córka znanego antropologa i badaczki folkloru Indian w jej centrum zainteresowania zawsze był człowiek i jego duchowość.Jej proza dzięki temu, że jest tak oszczędna i nie przytłacza nas opisem innych światów, jest bardzo humanistyczna. "Ziemiomorze" można czytać wielokrotnie i zawsze coś nowego odkryć.
Szkoła podobna występuje jeszcze wcześniej w genialnym dziele Hermanna Hessa "Gra szklanych paciorków"
pokaż więcej
książek: 1340
Monika
29-07-2018 21:24
Brawo! Świetny artykuł i świetny pomysł na cykl. Brawo dla autora, ale i dla LC, że publikuje coś wartościowego pomiędzy reklamami.
Proszę o więcej!

jeżeli jak ja z prozą Le Guin ktoś zetknął się, będąc nastolatkiem, a wraca do niej, będąc już dwa-trzy razy starszym, może obserwować sam siebie, jak znane sobie historie odczytuje na całkowicie nowym poziomie.


O tak! A jak ktoś zetknął się z...
Brawo! Świetny artykuł i świetny pomysł na cykl. Brawo dla autora, ale i dla LC, że publikuje coś wartościowego pomiędzy reklamami.
Proszę o więcej!

jeżeli jak ja z prozą Le Guin ktoś zetknął się, będąc nastolatkiem, a wraca do niej, będąc już dwa-trzy razy starszym, może obserwować sam siebie, jak znane sobie historie odczytuje na całkowicie nowym poziomie.


O tak! A jak ktoś zetknął się z tym po raz pierwszy będąc jeszcze kilkulatkiem, to materiału do obserwacji ma jeszcze więcej. Już czytając to w wieku lat 13 wracałam do opowieści czytanej mi dawno temu przez mamę, już wtedy odkrywałam więcej, niż poznałam za pierwszym razem i poznając książkę na nowo, uczyłam się też siebie i tego, że człowiek, nie tylko bohater literacki, ale też żywy człowiek, także ja, jest zmienny w czasie. Jedne z najważniejszych książek mojego dzieciństwa, jedne z tych, które pokochałam w czasach, gdy nie wiedziałam jeszcze, że literatura dzieli się na jakieś gatunki i że istnieje wśród nich fantastyka.
Jedne z tych, które sprawiły, że poznawszy już nazwę gatunku, z miejsca się w nim zakochałam. I jedne z tych, które nauczyły mnie oczekiwać więcej, niż przeciętna fantastyka jest w stanie mi dostarczyć :(

„Ziemiomorze” to arcydzieło. Najlepsze, co literaturze dała fantastyka. (Przykro mi, profesorze, „Władca pierścieni” jest wybitny, ale… to nie Le Guin.)


Mam wątpliwości. Nie pewność, ale właśnie wątpliwości. Prawdziwą konkurencję Le Guin robi... sama Le Guin. Nie potrafię wybrać pomiędzy "Ziemiomorzem" i "Hain". O tym drugim cyklu też poproszę artykuł!


Poza tym uważam, że książkę należy przetłumaczyć na nowo.
pokaż więcej
książek: 1157
asymon
30-07-2018 10:34
A ja mimo wszystko żałuję, że nie napisała "Czynów Geda", wspominanych tu i tam w różnych miejscach "Ziemiomorza".

Nic to, może Brandon Sanderson da radę.
książek: 1340
Monika
06-08-2018 18:01
Ale jak to: "nie napisała"? A czym jest większość powieści i opowiadań z Ziemiomorza?

A jeśli to, co napisała, Cię nie satysfakcjonuje, to nie, Sanderson nie da rady. Bo o ile się orientuję, wspominane lecz nieobecne w tych książkach "Czyny Geda" to poemat bądź pieśń. Czyli to samo, co mamy w znanych nam powieściach, tyle że całkiem innymi słowami, w zupełnie innej formie zapisane. Do tego...
Ale jak to: "nie napisała"? A czym jest większość powieści i opowiadań z Ziemiomorza?

A jeśli to, co napisała, Cię nie satysfakcjonuje, to nie, Sanderson nie da rady. Bo o ile się orientuję, wspominane lecz nieobecne w tych książkach "Czyny Geda" to poemat bądź pieśń. Czyli to samo, co mamy w znanych nam powieściach, tyle że całkiem innymi słowami, w zupełnie innej formie zapisane. Do tego nie wystarczy powieściopisarz, potrzeba poety, ale też nie byle jakiego, bo epickiego. Znasz jakichś żywych? Bo kontakt z Homerem już jakiś czas temu mi się urwał :)
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
Draconis
05-08-2018 13:00
Bzdury. Do „Władcy Pierścieni” nawet nie ma startu. A już stawianie „Ziemiomorza” ponad twórczością Tolkiena jest śmieszne.
książek: 189
Gracjan
05-08-2018 21:43
To jest wręcz bardzo słaba książka, która jedzie na opinii klasyka fantasy. Pisząc o niej takie peany, to tak samo jakby wystukać że pierwszy Conan to głęboka psychologiczna nowela...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek

1946 rok, Anglia. Młoda pisarka Juliet cierpi na chwilową niemoc twórczą i nie może wymyślić dobrego tematu na następną książkę. I nagle otrzymuje lis...

zgłoś błąd zgłoś błąd