Czytamy w weekend

LubimyCzytać
10.01.2020

Na ten weekend zespół lubimyczytać.pl i Ciekawostek Historycznych ma już wybrane lektury. Mateusz zdecydował się na książkę, która przypomina mu doświadczenia z dzieciństwa, natomiast Agnieszka wybrała lekturę, która koresponduje z niepokojącą wizją naszej przyszłości. Z kolei Adam odda się działaniu literackiej muzyki, a Agata sięgnie po publikację skrojoną na miarę. 

Czytamy w weekend

Reklama

Pamiętam taką sytuację… Byłem dzieckiem, chociaż może już nie takim najmłodszym, miałem może z dziesięć lat. Wracaliśmy z mamą z zakupów w nieodległym supersamie (sic!). Siedziałem na tylnym siedzeniu jej fiata cinquecento. Były to czasy sprzed fotelików, kiedy bezpieczeństwo dzieciom miał zapewnić jedynie spokój tylnej kanapy i zapięte pasy. Obok mnie leżały siatki z zakupami. Z jednej z nich wystawało coś, czego nie widziałem nigdy wcześniej. Małe zielone kuleczki z czymś czerwonym w środku. Były ściśnięte w podejrzanie wąskim słoiku, z gatunku tych, które po użyciu należy wyrzucić, bo nie przydadzą się na wlanie do nich konfitur ani innych zapraw.  – To oliwki – usłyszałem głos mamy. – Spróbuj, jeśli chcesz.

Zatrzymajmy na chwilę ten moment. W mojej pamięci ta chwila jest zawieszona w czasie. Smak oliwek był dla mnie szokująco nowy, niepodobny do niczego, co wcześniej jadłem. Towarzyszyła mu bardzo świadoma refleksja – czy mi to smakuje? Zdecydowałem, że tak. Do dzisiaj uwielbiam oliwki. A za każdym razem, kiedy je jem, przenoszę się w myślach do tej jednej chwili, gdy były dla mnie nowością, a dziś chciałbym mieć możliwość jeszcze raz spróbować ich po raz pierwszy.

Podobnie jest ze smakiem różnych owoców kultury. Znacie to uczucie zawiści w stosunku do ludzi będących w trakcie pierwszej lektury książki, którą wy kochacie od lat? Ja jestem właśnie w sytuacji, której można mi zazdrościć. Czytam „Prawiek i inne czasy” Olgi Tokarczuk. Powieść, która miała premierę w 1996 roku i w wielu kręgach ma status dzieła kultowego. I wiecie co? Jestem zachwycony! Czy w 2020 roku mówi się jeszcze o Tokarczuk? Myślę, że tak. Części z Was temat mógł już się przejeść. Trudno. Mnie się nie przejadł. Tak jak oliwki.

Świat jako nieprzebyta dżungla zmutowanych roślin. Zwierzęta i człowiek na skraju wymarcia. W tle tego wszystkiego powoli gasnące słońce. Co powiecie na taką wizję naszej przyszłości?

Gdy płonie Australia, zewsząd dochodzą nas wieści o katastrofie klimatycznej, a na Bliskim Wschodzie znowu wrze, mam wrażenie, że nasz gatunek niczego się nie uczy i historia musi się powtarzać. Jednocześnie pokładam jakąś dziwaczną wiarę w ludzkość, że jak nas się mocno przyciśnie, to potrafimy sobie poradzić ze wszystkim. Pamiętacie dziurę ozonową? Rozwiązaliśmy problem, choć było już z nami krucho. Ołów ze spalin zatruwający nasze powietrze? Bardzo proszę, wycofano benzynę ołowiową (choć lobby walczyło jak lwy). Musimy sobie poradzić, w końcu nie po to w toku ewolucji nasze mózgi tak bardzo się rozwinęły. Jednak gdybyśmy sobie nie poradzili…

Niejeden pisarz SF snuł ponure wizje przyszłości „co by było, gdyby”. W ten weekend sięgnę po Briana W. Aldissa i dowiem się, jaką on zaplanował ludzkości przyszłość. Na szczęście to tylko fikcja. Bo ja nadal wierzę, że ludzkość zawsze znajdzie jakiś sposób, żeby nie zniszczyć wszystkiego.

 

Gdy sięgałem po pierwszą książkę Pawła Sołtysa, bałem się. Znałem już wcześniej jego twórczość muzyczną, zarówno tę bardziej skoczną z Vavamuffin, jak i solową czy z Ludzikami. Uwielbiałem słuchać jego tekstów mówiących o Warszawie z fenomenalnej płyty „Telehon”, która zagościła w moim samochodowym odtwarzaczu na długo. Nie byłem pewny, czy moja miłość do twórczości Sołtysa nie jest związana z rytmem i muzyką, które niechybnie w książce będą utracone. I, przysięgam, z pewną obawą zacząłem czytać „Mikrotyki”… I zatonąłem w nich. W ich melodyjności, w rytmie (znowu ta muzyka!), w tym, że każdy z nich mógłby być osobną piosenką. Wystarczył jeden wieczór.

A wczoraj w końcu dotarła do mnie przesyłka z „Nieradością”. Specjalnie nie czytałem recenzji, opinii, wywiadów i artykułów. Chcę czytać jednego z moich ulubionych autorów zupełnie na świeżo, nieobciążony doświadczeniem innych. I mam nadzieję znowu zatonąć w jego literackiej muzyce.

Lubię prace, w których historia mody nie jest tylko opowieścią o dziejach poszczególnych elementów garderoby, ale także pokazuje modę jako zjawisko kulturowe. Stąd też z ogromną ciekawością sięgnęłam po książkę „Nienaganny. Biografia męskiego wizerunku” – tym chętniej, że do tej pory trafiałam głównie na książki skupiające się na dziejach ubioru kobiet. Autor – Przemysław Bociąga – zabiera nas w podróż i opowiada o kształtowaniu się mężczyzny „nienagannego”, do którego narodzin w dużym stopniu przyczyniła się rewolucja francuska. Bociąga tłumaczy m.in., jak rzeczywiście duży był udział Hugo Bossa w odzieżowym przemyśle III Rzeszy, dlaczego mordercy lubią garnitury (jak chociażby powojenny seryjny morderca Władysław Mazurkiewicz) oraz jak powinna wyglądać dobrze skrojona męska marynarka. Przy czym nie poprzestaje wyłącznie na opisywaniu przeszłości i pisze także o zjawiskach współczesnych, jak chociażby o „epidemii markowości”. W podróży po historii męskiej garderoby towarzyszą czytelnikowi m.in. filozof Michel Foucault, Karol Darwin czy Adolphe Quételet — ojciec antropometrii, czyli metody badawczej próbującej określić wymiary człowieka.

Dla mnie szczególnie ciekawym rozdziałem jest także ten, w którym autor nawiązuje do ubiorów kobiecych i pisze o tym, w jaki sposób moda męska wpływała na kobiece ubrania, przywołując np. postać Georges Sand. Na marginesie – wiedzieliście, że pod koniec XIX wieku istniało coś takiego, jak Rational Dress Society, czyli Stowarzyszenie Racjonalnego Ubioru, które działało na rzecz bardziej komfortowego kobiecego stroju? Jeśli chcecie dowiedzieć się na ten temat więcej, to „Nienaganny. Biografia męskiego wizerunku” jest zdecydowanie książką do przeczytania w jeden weekend. Więcej też możecie poczytać na stronie Ciekawostki Historyczne.

Reklama

komentarze [206]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2507
4
10.01.2020 13:57

Zapraszamy do dyskusji.


2846
17
10.01.2020 16:01

Z poprzedniego stosiku została mi  Pępowina Pępowina i właśnie z nią spędzę weekend. A jak starczy czasu to sięgnę po  Świąteczny dyżur Świąteczny dyżur

Miłego weekendu! :)


662
128
10.01.2020 17:13

Pępowina. Wciąż ją pamiętam. Dobra książka.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

545
75
10.01.2020 16:07

Zaczynam  Kasztanowy ludzik Kasztanowy ludzik
I pewnie coś jeszcze, ale na razie nie wiem co.


1570
5
10.01.2020 16:08

Wczoraj skończyłam  Przebudzenie Lewiatana Przebudzenie Lewiatana i spodobała mi się na tyle, że od razu sięgnęłam po kontynuację:  Wojna Kalibana Wojna Kalibana. Zaczęłam też oglądać serial na podstawie serii, mam...

więcej

268
22
10.01.2020 16:09

 Bunt w Treblince Bunt w Treblince


359
68
10.01.2020 16:15

Obecnie czytam  Polowanie na mordercę Polowanie na mordercę
Później coś z:
1)Cykl: Wieczór taki jak ten
 Wieczór taki jak ten Wieczór taki jak ten,  Lato utkane z marzeń Lato...

więcej

434
372
10.01.2020 16:17

Właśnie skończyłem  Marsz Radetzky'ego Marsz Radetzky'ego.
Teraz czas na  Metro 2035 Metro 2035.
No i może uda się zacząć coś w innych klimatach:
 Dwunastu odważnych. Odtajniona historia konnych żołnierzy

więcej

1230
65
10.01.2020 19:33

Jakie wrażenia po  Marsz Radetzky'ego?


434
372
10.01.2020 22:43

Ciekawa pozycja, melancholijna to książka, no i ja z monarchii Habsburgów, więc mam też specyficzne podejście do wszystkich książek, które dzieją się w Austro-Węgrzech. Więcej w mojej opinii:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/253011/marsz-radetzky-ego/opinia/55768282#op...


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

663
94
10.01.2020 16:20

 Opowiem Ci o zbrodni 2 Opowiem Ci o zbrodni 2


1388
10
10.01.2020 16:29

 Foe Foe
 Dobrze się myśli literaturą Dobrze się myśli literaturą


610
7
10.01.2020 16:38

Kontynuuję
 Ręka mistrza Ręka mistrza
i zaczynam
 Rekursja Rekursja


zgłoś błąd