Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , ,

"Decyzja o zakończeniu życia musi być uzasadniona w sposób niepodważalny, tak przed tym, który ją podejmuje, jak przed tymi, na których szacunku mu zależy. Tylko wówczas, gdy to kryterium zostanie spełnione, można rozważać ostateczny krok, jakim jest śmierć"

Książka jest rewelacyjna, jeśli można mówić o książce, która porusza "takie" tematy, że jest rewelacyjna, to ta właśnie taka jest. Doktor Sherwin Nuland, zmarły w 2014 roku był chirurgiem, wykładowcą na Yale University, ale też laureatem Pulitzera, którego otrzymał właśnie za "Jak umieramy" w 1994 roku.

Był synem żydowskich imigrantów i urodził się jako Shepsel Ber Nudelman, żeby dostać się na studia medyczne, zmienił nazwisko, po tm jak był świadkiem antysemickiej dyskryminacji wobec swojego kuzyna, również Żyda.

W swojej książce poruszył tematy ostatnich dni, tygodni, czy miesięcy chorych z różnymi chorobami terminalnymi, oraz ze starością.... która zresztą jakby się jej dobrze przyjrzeć, też jest w pewnym sensie "chorobą terminalną".

Z wielkim szacunkiem, delikatnością i pewnego rodzaju czułością nawet rzekłabym, pochyla się nad chorymi na raka, Aids czy Alzheimera. Ale opowiada też o samobójcach, morderstwach i atakach serca. Szczerze mówiąc, ja dopiero teraz naprawdę dokładnie zrozumiałam i potrafiłam sobie wyobrazić, jak pracuje moje serce. Jak pompuje i przetacza krew, kiedy i jakiego koloru jest ta krew w którym momencie i dlaczego, kiedy "przechodzi" przez serce.

Wszystko to pisze Nuland w bardzo przystępny, wręcz obrazkowy, plastyczny sposób i popiera przykładami, również z poletka swojej własnej rodziny. Pisze też o estetyce śmierci o jej godności, o tym kiedy i dlaczego należy przestać utrzymywać przy życiu człowieka, którego i tak nie da się wyleczyć, a jedynie podtrzymywać jego agonie narażając go na niewyobrażalne cierpienia.

Polecam tę książkę tym którzy nie boją się takich tematów... Tematów, przed którymi za daleko się nie ucieknie mimo prób.

"Decyzja o zakończeniu życia musi być uzasadniona w sposób niepodważalny, tak przed tym, który ją podejmuje, jak przed tymi, na których szacunku mu zależy. Tylko wówczas, gdy to kryterium zostanie spełnione, można rozważać ostateczny krok, jakim jest śmierć"

Książka jest rewelacyjna, jeśli można mówić o książce, która porusza "takie" tematy, że jest rewelacyjna, to ta...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Abbott pisze soczyście, a jednak nie rozwlekle i nie nudno, chociaż w moim odczuciu, dość nierówno. Patrzę sobie na moje oceny i opinie poprzednich siedmiu przeczytanych książek tej autorki i zastanawiam się jaką ocenę wystawić tej obecnie przeczytanej. Jak ona się prezentuje na tle tamtych. Jest to szósta część z głównym śledczym Tomem Douglasem, którego zdążyłam już nawet polubić, chociaż w tej części trochę mało go "widać".

Mam trochę kłopot z tą oceną, chyba nie pierwszy raz z tą autorką. Z jednej strony pomysł bardzo dobry, porządnie zamotana akcja z wieloma postaciami pozostającymi w różnych bardziej i mniej dziwnych wobec siebie, zależnościach. Z drugiej strony, czas akcji współczesny, czyli nastolatki w dobie wszelkich cudów techniki informatycznej i nie tylko. A jednocześnie jedna z głównych bohaterek, piętnastolatka infantylna, naiwna jak pięcioletnie dziecko, by nie powiedzieć, że po prostu głupiutka.

Scarlett lat piętnaście, buntuje się i kłóci z matką jak typowa nastolatka, powtarzając wściekle "przecież nie jestem dzieckiem" a jednocześnie wierzy we wszystko i wszystkim tylko nie tym którym powinna. Łyka łgarstwa jak młody pelikan i do głowy jej nie przyjdzie, by sprawdzić to, co jej wciska, ktoś, kogo zupełnie nie zna, a kto jej w dodatku poważnie grozi. Jej motywacje jakoś mnie nie przekonują...

Ale może ja się tylko czepiam? W końcu dawno nie miałam do czynienia z nastolatkami, może oni rzeczywiście są tacy właśnie, bezbrzeżnie naiwni i infantylni? Nie wiem, wiem za to, że pani Abbott, tym razem dostanie ode mnie tylko sześć gwiazdek.

Abbott pisze soczyście, a jednak nie rozwlekle i nie nudno, chociaż w moim odczuciu, dość nierówno. Patrzę sobie na moje oceny i opinie poprzednich siedmiu przeczytanych książek tej autorki i zastanawiam się jaką ocenę wystawić tej obecnie przeczytanej. Jak ona się prezentuje na tle tamtych. Jest to szósta część z głównym śledczym Tomem Douglasem, którego zdążyłam już nawet...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Właściwie można powiedzieć, że mamy tutaj pewien rodzaj klasyki. Dwoje "sprawiedliwych" wplątanych w zabawę szaleńca, zabawę w Boga. Ci sprawiedliwi oczywiście nie są w pełni "normalni". Każde z nich przeżyło coś takiego, co teraz odbija im się czkawką, to znaczy traumą, która im przeszkadza normalnie funkcjonować. Jednocześnie owa trauma wyostrzyła im pewne potrzebne w ich pracy zdolności.

Ten cały dość makabryczny koktajl jest całkiem dobrze wstrząśnięty i zmieszany 😉 i całkiem dobrze się czyta. Nie zaliczyłam zniechęcenia czy spadku napięcia. Jednak nie jest to też nic wybitnego, taka sobie lektura by zabić nudę i czas i dostarczyć rozrywki na te nie do końca wiosenne dni, mimo wskazań kalendarza.

Ode mnie sześć gwiazdek, jedną ujmuję za historię z psem, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie brutalną, w ogóle zupełnie niepotrzebną.

Właściwie można powiedzieć, że mamy tutaj pewien rodzaj klasyki. Dwoje "sprawiedliwych" wplątanych w zabawę szaleńca, zabawę w Boga. Ci sprawiedliwi oczywiście nie są w pełni "normalni". Każde z nich przeżyło coś takiego, co teraz odbija im się czkawką, to znaczy traumą, która im przeszkadza normalnie funkcjonować. Jednocześnie owa trauma wyostrzyła im pewne potrzebne w ich...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Rozumienie świata to ustawianie się w określonej odległości od niego"

Od jakiegoś czasu, wędrując po różnych książkowych stronach, po oczach atakuje mnie "Moja walka" Karla Ovego Knausgårda . Po którymś takim razie stwierdziłam, że przeczytam pierwszą część, by się zorientować "o co tyle hałasu".

Pierwsza część zaczyna się z głośnym przytupem, rozważaniami na temat śmierci. Karl Ove rozmyśla sobie o prawdach znanych i obecnych w wielu kulturach europejskich i nie tylko. O tym jak bardzo śmierć jest nam "obca", jak bardzo ukrywana i jak bardzo wszyscy udajemy, że nas ona nie dotyczy. Potem następuje opowieść o dzieciństwie, młodości aż w końcu o dorosłości, jednak dość pobieżnie. Domyślam się, że pewnie rozwinięcie nastąpi w częściach kolejnych. Te wczesne dziecięce i wczesne młodzieńcze wspomnienia mieszają się z równie pobieżnymi wspomnieniami z kilku dorosłych migawek życia.

Pierwsza część kończy się również śmiercią i tym razem nie są to li, tylko teoretyczne rozważania. Jest PRAWDZIWA namacalna śmierć, opisana bardzo dokładnie, niemal z kliniczną zawziętością, oraz stosunek do niej naszego głównego bohatera, Karla Ovego.

Przyznaję, że na początku trochę mnie ta książka nudziła, te wspomnienia były jakieś takie "rozmemłane", a dzieciństwo Karla wcale nie było jakieś diametralnie różne od dzieciństwa wielu polskich dzieciaków, biegających z kluczami na szyi po podwórkach osiedlowych blokowisk (w latach siedemdziesiątych). Pomyślałam sobie, że chyba jednak "hałas" okazał się nieco na wyrost, a ja poprzestanę na pierwszej części, nie kontynuując czytania następnych.

Jednak jakoś im dalej, strona za stroną, tym bardziej dawałam się wciągać, tej opowieści, a mikroskopowe opisanie śmierci i jej otoczki na końcu wessało mnie wraz z butami i już wcale nie jestem pewna, czy nie przeczytam kolejnych książek tego autora.

"Rozumienie świata to ustawianie się w określonej odległości od niego"

Od jakiegoś czasu, wędrując po różnych książkowych stronach, po oczach atakuje mnie "Moja walka" Karla Ovego Knausgårda . Po którymś takim razie stwierdziłam, że przeczytam pierwszą część, by się zorientować "o co tyle hałasu".

Pierwsza część zaczyna się z głośnym przytupem, rozważaniami na temat...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Dwadzieścia dwa opowiadania mistrz horroru, Stephena Kinga. Zbiór starszy, pewnie dlatego niektóre opowiadania już znałam. Jak na przykład "Mgła", czy Edytor tekstu", ale i tak czytało się świetnie. Na końcu autor opowiada o każdym opowiadaniu, kiedy, w jakiej sytuacji pomysł na konkretne opowiadanie przyszedł mu do głowy. Niektóre z tych historii mogłyby posłużyć za osobne opowiadania. Moje podium to:

01. Babcia
02. Tratwa
03. Jaunting

A oto pełna lista opowiadań:

01.) Mgła
02.) Zjawi się tygrys
03.) Małpa
04.) Bunt Kaina
05.) Skrót Pani Todd
06.) Jaunting
07.) Weselna Chałtura
08.) Lament paranoika
09.) Tratwa
10.) Edytor tekstu
11.) Człowiek, który nie podawał reki
12.) Świat plaży
13.) Wizerunek kosiarza
14.) Nona
15.) Dla Owena
16.) Szkoła przetrwania
17.) Ciężarówka wuja Ottona
18.) Poranne dostawy
19.) Wielkie bębny
20.) Babcia
21.) Ballada o celnym strzale
22.) Cieśnina

Dwadzieścia dwa opowiadania mistrz horroru, Stephena Kinga. Zbiór starszy, pewnie dlatego niektóre opowiadania już znałam. Jak na przykład "Mgła", czy Edytor tekstu", ale i tak czytało się świetnie. Na końcu autor opowiada o każdym opowiadaniu, kiedy, w jakiej sytuacji pomysł na konkretne opowiadanie przyszedł mu do głowy. Niektóre z tych historii mogłyby posłużyć za osobne...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Autor w posłowiu pisze, że jest niewierzący, ale pisząc swoją książkę wcale, a wcale nie chciał "dokopać" kościołowi. W moim odczuciu chciał czy nie, dokopał i to po całości. Tak dosadnie, że momentami prawie obrzydliwie. Niestety postępowanie co niektórych "kościelnych", czy to z niższych sfer, czy z samych kościelnych władz też jest obrzydliwe.

Nie rozumiem tylko tego zdania z opisu:

"Czy działanie w imię wyższego dobra może gwarantować bezkarność? Czy wszyscy zasługują na drugą szansę?"

Jakoś nie zauważyłam w tej książce "wyższego dobra", raczej najwyższą możliwą sposobność chronienie własnego tyłka i tyłków swoich pobratymców. Bezkarność, jaka otacza duchownych, jest wprost porażająca. Ale ja nie o tym chciałam, miało być o książce...

Więc tak, książę czytało się świetnie. Autor wykreował kilka ciekawych charakterologicznie postaci, chociaż raczej nie takich do polubienia, czy chęci zaprzyjaźnienia się z nimi. Ustrzegł się autor też zbytniego rozwleczenia całej akcji i moralizatorstwa. Mam wrażenie, że tylko przybliżył mi, dając szkło powiększające, to, że "jaki jest koń, każdy widzi".

Autor w posłowiu pisze, że jest niewierzący, ale pisząc swoją książkę wcale, a wcale nie chciał "dokopać" kościołowi. W moim odczuciu chciał czy nie, dokopał i to po całości. Tak dosadnie, że momentami prawie obrzydliwie. Niestety postępowanie co niektórych "kościelnych", czy to z niższych sfer, czy z samych kościelnych władz też jest obrzydliwe.

Nie rozumiem tylko tego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Społeczność bezdomnych była podzielona, jak wszystkie inne. Miała swoje wyimaginowane hierarchie"

Powieść dość stagnacyjna. Wszystko się dzieje jakoś dziwnie powoli i przynosi mi skojarzenie przysłowiowej muchy w smole. Tak naprawdę, mam nieodparte wrażenie, że w tym wszystkim wcale nie chodzi o te rzesze bezdomnych zalegających wszelkie możliwe miejsca Londynu, chociaż i o nich i ich życiu można się z tej książki sporo dowiedzieć. Życiu bardzo podobnym, jakie wiodą oni i w innych dużych miastach Europy i nie tylko jej. Jednak od początku czytania miałam dziwne wrażenie, że ci bezdomni, wcale nie giną przypadkowo. Że te zabójstwa, zresztą opisane dość drastycznie, mają jakiś wyraźny wspólny mianownik. No i oczywiście miały...

Dopiero po przeczytaniu tej książki, kiedy zajrzałam na swoją wirtualną książkową półkę, okazało się, że ja już coś tego autora czytałam prawie dwa lata temu. Jak przeczytałam swoją własną opinię na temat tej poprzedniej książki o tytule "Perswazja", coś mi się zaczynało kojarzyć i przypominać. Wcześniej nie pamiętałam nic z tamtej książki. Tak więc wydaje mi się, że "Zapomniani", też zostaną "zapomniani" i to raczej szybciej niż później. Jednak tym razem dam tej książce jedną gwiazdkę więcej za brak "opowieści dziwnej treści" na temat krzywdy zwierząt...

W mojej ocenie pan Mark Billingham to nie żaden heros literatury kryminalnej, jego książki są takie sobie, czasami dobre, można przeczytać, ale nie koniecznie. Przeczytałam o tym pisarzu gdzieś taką notkę:

"Mark Billingham należy do czołówki autorów powieści kryminalnych. Od kilku lat zdobywa najważniejsze brytyjskie nagrody literackie. Za postać inspektora Toma Thorne'a, uznango za najciekawszego detektywa został uhonorowany nagrodą Sherloka. Wszystkie thrillery Billinghama trafiają na najwyższe miejsca bestsellerów "Sunday Timesa", m.in. "Kokon", "Mięczak", "Ofiary", "Podpalona" i "Zapomniani". Powieści zostaną zekranizowane."

No cóż, są gusta i guściki, a o tym się podobno nie dyskutuje. Na naszym rodzimym gruncie też mamy takich pisarzy...

"Społeczność bezdomnych była podzielona, jak wszystkie inne. Miała swoje wyimaginowane hierarchie"

Powieść dość stagnacyjna. Wszystko się dzieje jakoś dziwnie powoli i przynosi mi skojarzenie przysłowiowej muchy w smole. Tak naprawdę, mam nieodparte wrażenie, że w tym wszystkim wcale nie chodzi o te rzesze bezdomnych zalegających wszelkie możliwe miejsca Londynu, chociaż i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Po "Nocy" pana Miniera, przeczytanej w listopadzie roku 2020, czyli czytelniczo bardzo dawno, stwierdziłam, co następuje: albo pan Bernard stetryczał, spowolnił i zaczyna przebierać pisarskimi łapkami zupełnie w innym kierunku niż dotychczas, albo ze mną się coś dziwnego porobiło i może to ja stetryczałam i wymagam nie wiadomo czego od bogu ducha winnego autora, którego pisanie do tej pory mi się podobało.

Mamy rok 2026, "przypadkiem"? (nigdy nie wierzyłam i nie wierzę w przypadki), wpadła mi w ręce inna książka pana Miniera o tytule "Siostry", pomyślałam, a niech mu będzie, przeczytam, może mi się coś odmieniło i znowu mi się podoba.

No niestety, w mojej opinii ten autor zaczął rewelacyjnie, pierwsze jego książki pochłaniałam niemal w biegu na jednym wdechu, dwie ostatnie, które czytałam, są w mojej ocenie na "może być". Ale zacznijmy od plusów (jakieś ze dwa znalazłam).

Na pewno mamy tutaj ciekawy pomysł, chociaż nie tak do końca nowatorski, pomysł zabójstw dokonywanych "z książki", już się pojawiał w literaturze kryminalnej. Ale niech będzie. Tutaj ten pomysł jest wykorzystany dość ciekawie. Drugi plus to kilka ciekawych twistów. To już wszystkie plusy...

Wszystko to, cała akcja mimo swoich zwrotów ciągnie się jak flaki z olejem. Zero dynamiki, jakieś dziwne wstawki, bzdety, skargi i moralizatorstwo wręcz spowalnia akcję, której i tak już niemal nie ma. Scenki typu on miał w niej swoje palce głęboko, a ona nie chciała włożyć swojej ręki do jego spodni, albo opis ubioru żony kolegi z pracy, spódniczka nad kolanka itd. ble ble ble, informacje nijak się mające do akcji książki. Jakieś rozwodzenie się o rohatyńcach... no i to zakończenie... Jak w greckiej tragedii, bardzo teatralne i ten list od ojca po tylu latach, co to w ogóle miało być???

Myślę sobie, że "współpracę" czytelniczo pisarską z panem Minierem, tą książką, zakończyłam na dobre.

Po "Nocy" pana Miniera, przeczytanej w listopadzie roku 2020, czyli czytelniczo bardzo dawno, stwierdziłam, co następuje: albo pan Bernard stetryczał, spowolnił i zaczyna przebierać pisarskimi łapkami zupełnie w innym kierunku niż dotychczas, albo ze mną się coś dziwnego porobiło i może to ja stetryczałam i wymagam nie wiadomo czego od bogu ducha winnego autora, którego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Nie jesteśmy przecież tacy, jacy w lustrze się widzimy..." - Michał Bajor "Popołudnie"

No właśnie, więc jacy jesteśmy na prawdę, lepsi, gorsi, czy po prostu inni niż widzimy się w lustrze?? To zdanie, ten cytat wciąż siedział mi w głowie, kiedy śledziłam losy postaci wykreowanych, zresztą całkiem zmyślnie, przez autorkę. Mimo różnych głębokich przemyśleń nie udało mi się ustalić, kto był najbardziej pokręcony z tych wszystkich bohaterów. A konia z rzędem temu kto by zgadł kto, w jaki sposób i co najważniejsze DLACZEGO, to wszystko rozpoczął.

Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z prozą pani Żuber, chociaż, jak teraz się zorientowałam, ma ona już "kilkuksiążkowy" dorobek na swoim koncie. W tej konkretnej pozycji zaciekawił mnie opis, a ściślej mówiąc gra, o której była mowa w opisie. Jednak przy czytaniu miałam takie dziwne skrobanie pod czaszką. Z jednej strony jakoś nie mogłam w to wszystko uwierzyć, jakieś było to dla mnie mało realne. Te powody, motywacje, jakieś takie grubymi nićmi szyte.

Z drugiej strony, wiem, że to, co tutaj przeczytałam, w dark necie dzieje się na pewno. A i wiele pewnie jeszcze gorszych rzeczy. I już nawet przestałam się zastanawiać, jak to możliwe, że coś takiego jak dark net w ogóle powstało i ma się całkiem dobrze. Na pewno jest to książka bardzo wciągająca, niepokojąca, by nie rzec przerażająca, ale też na pewno warta przeczytania.

"Nie jesteśmy przecież tacy, jacy w lustrze się widzimy..." - Michał Bajor "Popołudnie"

No właśnie, więc jacy jesteśmy na prawdę, lepsi, gorsi, czy po prostu inni niż widzimy się w lustrze?? To zdanie, ten cytat wciąż siedział mi w głowie, kiedy śledziłam losy postaci wykreowanych, zresztą całkiem zmyślnie, przez autorkę. Mimo różnych głębokich przemyśleń nie udało mi się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Wszystko będzie dobrze, bo jesteś piękna" - Pierwiastek

Ta książka jest jak wielki ciepły miś przytulak, w ramiona, którego można się wtulić i wyszeptać mu wszystkie swoje bolączki i tylko z daleka nad ciepłymi ramionami przytulaka krąży jak w bajce czarny groźny "kruk" postukujący laska...

Troje ludzi w tej historii w swoim wzajemnym towarzystwie znajduje to czego im w życiu brakowało, szeroko pojętą miłość, czułość, uwagę, zainteresowanie. Namiastkę tego co można by nazwać szczęściem i spełnieniem.

Jednak ja jestem daleka od zachwytów nad tą pozycją, ponieważ, do znienawidzonej przeze mnie matematyki dołączył tutaj mocno niekochany przeze mnie futbol. I tak jak matematyką w tej książce nawet się zainteresowałam i zaciekawiłam, tak obecny przez całą książkę futbol, totalnie mnie przytłoczył. Wielokrotne powtarzanie zupełnie nic mi niemówiącego nazwiska piłkarza (w różnych konfiguracjach) bardzo zniechęcało do czytania i mocno niwelowało całą "przytulność" tej lektury.

"Wszystko będzie dobrze, bo jesteś piękna" - Pierwiastek

Ta książka jest jak wielki ciepły miś przytulak, w ramiona, którego można się wtulić i wyszeptać mu wszystkie swoje bolączki i tylko z daleka nad ciepłymi ramionami przytulaka krąży jak w bajce czarny groźny "kruk" postukujący laska...

Troje ludzi w tej historii w swoim wzajemnym towarzystwie znajduje to czego im w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

“Niech Pan nigdy nie mówi, że na coś jest za wcześnie. Bo szybko się pan zorientuje, że na wszystko jest już za późno...”

Najpierw mnie to zdanie rozbawiło, ale zaraz za chwilę troszkę zasmuciło, bo toż przecież sama prawda. Najpierw człowiek czegoś nie robi, bo jeszcze nie wypada (mówię o tym pokoleniu, które jeszcze na takie niuanse zwracało uwagę) a za chwilę już nie wypada i znowu się czegoś nie robi...

A tak poważnie, jest to bardzo króciutka książka, która niby ma 208 stron, ale duża większość tych stron to zdjęcia. Tak, dobrze czytacie, sporo w niej zdjęć czarno-białych oczywiście, osób, których dotyczyły opowiadane przez autora historie.

Pan Szczygieł przedstawił mi bardzo ciekawe osoby z ich ciekawymi kaprysikami. Najbardziej chyba podobała mi się historia kartki znalezionej przez autora w kawiarni pod stolikiem i próba dotarcia do osób wypisanych na tej dziwnej liście.

Reasumując książka cienka, krótka, ale ciekawa, taka na jeden wieczór jako przerywnik po lub przed poważniejszymi czy bardziej obszernymi objętościowo pozycjami. Ciekawe historyjki, ale raczej nie do dłuższego zapamiętania.

“Niech Pan nigdy nie mówi, że na coś jest za wcześnie. Bo szybko się pan zorientuje, że na wszystko jest już za późno...”

Najpierw mnie to zdanie rozbawiło, ale zaraz za chwilę troszkę zasmuciło, bo toż przecież sama prawda. Najpierw człowiek czegoś nie robi, bo jeszcze nie wypada (mówię o tym pokoleniu, które jeszcze na takie niuanse zwracało uwagę) a za chwilę już nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

William Wisting wzbudza we mnie, nie wiedzieć dlaczego, daleko idące instynkty opiekuńcze. Jest doskonałym śledczym, a jednocześnie jakimś zagubionym, wycofanym, takim, na którego widok, żaden porządny przestępca by się nie przestraszył i nie uciekł. Jest trochę jak Colombo, chociaż bez charakterystycznych gestów tamtego, ale z jego logicznym myśleniem. Za to w domu zupełnie nie ma mocy sprawczej i ciągle rozładowuje mu się telefon 😉.

Tym razem Wistingowi przypadły dwa śledztwa. Jedno jak najbardziej świeże,(zaginięcie młodej kobiety), drugie, ciekawie ukryte zwłoki, sprzed 25 lat. Detektyw jest pod dużą presją. W pracy wisi nad nim widmo przedawnienia i "Żelazna" czyli jego szefowa. W domu żona, która jak się okazało, ma własny pomysł na swoje życie, teraz kiedy dzieci już wyfrunęły z rodzicielskiego gniazda. A jeszcze gdyby tego było mało, pojawił się aspekt "nadprzyrodzony", ale czy na pewno on taki jest? To też nasz norweski "Colombo" musi wyjaśnić.

Sami widzicie, pracy nie mało i wszyscy popędzają... Czy nasz śledczy sobie poradzi?, czy znajdzie mordercę, albo raczej morderców, bo przecież ma dwie sprawy do rozwiązania i dwoje zwłok. Ode mnie zasłużone siedem gwiazdek.

William Wisting wzbudza we mnie, nie wiedzieć dlaczego, daleko idące instynkty opiekuńcze. Jest doskonałym śledczym, a jednocześnie jakimś zagubionym, wycofanym, takim, na którego widok, żaden porządny przestępca by się nie przestraszył i nie uciekł. Jest trochę jak Colombo, chociaż bez charakterystycznych gestów tamtego, ale z jego logicznym myśleniem. Za to w domu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

"Uchroń mnie przed wrogiem, który ma coś do zyskania i przed przyjacielem, który ma coś do stracenia"

Koontza kiedyś czytywałam wprost namiętnie, potem mi trochę przeszło, ale że pisarz ten ma spory dorobek literacki, więc jednak "trochę" mi jeszcze do przeczytania zostało. W mojej ocenie większość jego książek jest świetna, albo bardzo dobra, zdarzały mu się też jednak "wypadki przy pracy" (jak i wielu innym autorom), czyli książki dość miałkie.

Jednak rozumiem też, że oceny i opinie są zawsze subiektywne, więc co dla mnie było miałkie, innym może się podobać, ale do brzegu... "Prędkość", tę pozycję zaliczam do tych świetnych. Odetchnęłam z ulgą (kiedy już mogłam oddychać swobodnie), że jednak mój "stary dobry Koontz" jednak znowu stanął na wysokości zadania.

Książka ta sporo "odstała" u mnie na półce. Jakoś tak nie bardzo miałam ochotę po nią sięgać. Ani tytuł, ani okładka nie zachęcały specjalnie. Przywodziły mi na myśl jakieś nielegalne wyścigi, czyli tematy, które mnie zupełnie nie interesują. Jednak pomyliłam się bardzo, a raczej zostałam umiejętnie wprowadzona w błąd tytułem i okładką.

"Prędkość" jest zupełnie o czymś innym, można powiedzieć, że jest z lekka zmodyfikowanym czymś, co w psychologii nazywane jest "trolley problem", czyli "dylemat wagonika". Eksperyment myślowy z zakresu etyki. Z czymś podobnym musi się zmierzyć główny bohater "Prędkości", Billy Wiles. Bardzo mu nie zazdrościłam tej całej sytuacji, zwłaszcza że i wcześniejsze życie Billy'ego nie było pasmem radości i szczęścia, jednocześnie bardzo byłam ciekawa, jak sobie poradzi z tym arcytrudnym zadaniem... Rewelacyjna lektura.

"Uchroń mnie przed wrogiem, który ma coś do zyskania i przed przyjacielem, który ma coś do stracenia"

Koontza kiedyś czytywałam wprost namiętnie, potem mi trochę przeszło, ale że pisarz ten ma spory dorobek literacki, więc jednak "trochę" mi jeszcze do przeczytania zostało. W mojej ocenie większość jego książek jest świetna, albo bardzo dobra, zdarzały mu się też jednak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Córka" nie zawodzi, T.M. Logan nie zawodzi. To mój piąty Logan i moje zadowolenie wciąż jest na właściwym, pożądanym przeze mnie, poziomie. Z tym autorem, a właściwie z jego stylem pisania polubiłam się jakoś od razu, co nie zdarza mi się za często. Lubię to, w historiach opowiadanych przez niego, że porusza tak wiele różnych tematów, ale robi to spójnie i bez zgrzytów.

Nie czuję się przy lekturze jego książek "pogubiona", mimo sporej ilości postaci i zdarzeń. Co nie znaczy, że nie ma w nich napięcia czy innych emocji. Przy "Córce" na przykład co i raz szeptałam bezwiednie do siebie "No i coś ty zrobiła", "po coś go ze sobą brała, przecież to małe dziecko" itp. A jak u mnie występuje takie "wpadnięcie" w akcje na całego, to ja jestem na całego usatysfakcjonowana.😉 

Tym razem mogłam się niejako "z bliska" poprzyglądać, do czego zdolna jest matka, która szuka swojej zaginionej córki i do czego zdolna jest ta córka, kiedy sytuacja robi się ekstremalna i kiedy powiedzenie "ja nas w to wszystko wpakowałam, to ja nas z tego wyciągnę" jest jak najbardziej właściwe i na miejscu. Ale też, do czego zdolni są prawdziwi bandyci pałający żądzą zemsty i żądzą niewyobrażalnie wielkiej forsy.

Nie wiem, czy to jest właściwe porównanie, ale po lekturze Logana, czuję się jak kot który z ukontentowaniem oblizuje spokojnie wąsy, na których lśni jeszcze smaczna śmietanka, którą właśnie przed chwilą się raczył. Myślę, że kto chociaż raz widział u kota taką "minę", ten będzie wiedział, o czym mówię.😉

"Córka" nie zawodzi, T.M. Logan nie zawodzi. To mój piąty Logan i moje zadowolenie wciąż jest na właściwym, pożądanym przeze mnie, poziomie. Z tym autorem, a właściwie z jego stylem pisania polubiłam się jakoś od razu, co nie zdarza mi się za często. Lubię to, w historiach opowiadanych przez niego, że porusza tak wiele różnych tematów, ale robi to spójnie i bez zgrzytów....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

"Wszyscy są umoczeni od prawa do lewa. Jak ktoś zdecyduje się tym zająć, otworzy taką puszkę Pandory, że z tego kraju nie zostanie kamień na kamieniu"

Z prozą pana Chmielarza nie "widuję" się za często. Jakoś tak trochę się mijamy, trochę za dużo mi zgrzyta w książkach tego autora. Jednak "Rana" jest rzeczywiście inna i jak napisał ktoś przede mną, nie jest to klasyczny kryminał, chociaż zwłoki są i to nie jedne. Jednak jakby pojawiają się one mimochodem, w tle zupełnie innych spraw większej wagi. Nie ma tu klasycznego śledztwa, autor tym razem postawił na przede wszystkim psychologię postaci. I nawet nieźle mu to wyszło.

Mamy więc wiele postaci i każda ma swoje za uszami, jedna mniej inna więcej, ale wszyscy skrywają jakieś tajemnice. A interakcje pomiędzy postaciami, które chowają swoją prawdziwą twarz w kłamstwach i niedomówieniach, zawsze są ciekawe.

Ciekawsze tym bardziej kiedy kilka z tych postaci to nastolatki, ze swoją jeszcze nieukształtowaną do końca, a już (albo jeszcze) rozchwianą psychiką. Oni to właśnie, zostają przez autora "wrzuceni" w bezwzględny, brudny i zakłamany do bólu świat dorosłych, którzy zdolni są do wszystkiego, kiedy zaczyna im się palić grunt pod nogami i pod ich nielegalnymi ciemnymi interesami.

Aby już nie przedłużać, powiem tylko, że mimo pewnych niewielkich uchybień, jak na przykład zbytnie rozwleczenie akcji miejscami, (alkoholizm matki Gniewka), ta książka pana Chmielarza podobała mi się bardziej niż pozostałe dwie przeczytane wcześniej, to była naprawdę dobra lektura.

"Wszyscy są umoczeni od prawa do lewa. Jak ktoś zdecyduje się tym zająć, otworzy taką puszkę Pandory, że z tego kraju nie zostanie kamień na kamieniu"

Z prozą pana Chmielarza nie "widuję" się za często. Jakoś tak trochę się mijamy, trochę za dużo mi zgrzyta w książkach tego autora. Jednak "Rana" jest rzeczywiście inna i jak napisał ktoś przede mną, nie jest to klasyczny...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

“Bo najgorszy jest strach wywołany przez coś zupełnie zwyczajnego. ”

Powiem wam, że długa kolejka książek do czytania ma, jak wszystko, swoje plusy i minusy (czasem nawet te plusy dodatnie i minusy ujemne 😉). Ewidentny plus to ten, że przy jakiejś głośnej/sławnej/dobrze reklamowanej książce, czytelnicy napisali już tyle różnych opinii, że w zasadzie zawsze mogę się na którąś z nich powołać, zacytować i nie powielać ich swoją opinią.

Niewątpliwie Karika jest czytany i opiniowany, a zwłaszcza jego polski debiut, czyli "Szczelina", którą ja przeczytałam dopiero teraz, w tym roku. To mój czwarty Karika (bo oczywiście, tradycyjnie, czytam nie po kolei), ale chyba "najmocniejszy". Poza tym co już inni napisali na temat tej książki, dodam tylko, że mi się bardzo podobała, zresztą jak i poprzednie tego autora. Ma on swoisty dar opowiadania plastycznego, jak ja to nazywam.

Na czytanie książek mam czas najczęściej wieczorem, zasiadam w ulubionym fotelu i następuje "mój czas" i tylko mój, świat niech sobie czeka. Biorę do ręki aktualnie czytaną książkę, wpadam w nią całkowicie. Oczywiście jeśli jest to dobra książka, która jest w stanie mnie pochłonąć bez reszty wraz z papuciami 😉.

Z Kariką tak właśnie mam, a "Szczelina", wręcz wpędziła mnie w jakieś zwidy. Jak podniosłam głowę i spojrzałam poza krąg światła rzucany przez moją lampkę do czytania, wydawało mi się, że widzę tam coś, czego absolutnie nie powinno tam być. To właśnie nazywam pisaniem plastycznym, kiedy moja wyobraźnia natychmiast przekuwa słowa w obrazy.

Przeczytałam w internecie, że wielu czytelników polskich po przeczytaniu "Szczeliny" ruszyło zdobywać i poczuć Trybecz, sama chyba bym się nie odważyła, zresztą żaden ze mnie górołaz. Karika nie odpowiada na pytanie co tam się naprawdę wydarzyło. Co było prawdą a co zmyśleniem. Zostawia to pod ocenę czytelnika.

Mimochodem autor zwrócił też uwagę co z "umysłu" blogera może zrobić fanatyczna potrzeba zasięgów i lajków.... dla mnie to już rodzaj jakiegoś zaburzenia psychicznego tylko jeszcze niesklasyfikowanego. Reasumując uwielbiam styl tego pisarza.

“Bo najgorszy jest strach wywołany przez coś zupełnie zwyczajnego. ”

Powiem wam, że długa kolejka książek do czytania ma, jak wszystko, swoje plusy i minusy (czasem nawet te plusy dodatnie i minusy ujemne 😉). Ewidentny plus to ten, że przy jakiejś głośnej/sławnej/dobrze reklamowanej książce, czytelnicy napisali już tyle różnych opinii, że w zasadzie zawsze mogę się na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Strasznie mnie ta książka wkurzyła, a raczej nie tak książka, jak jej główna bohaterka. Doszłam do wniosku, że raczej ja nie byłam dobrym targetem dla tej lektury. Zresztą dopiero po zakończeniu czytania zauważyłam, że to literatura młodzieżowa, więc tym bardziej nie byłam właściwą osobą do jej czytania, dlatego pewnie mnie tak wkurzyła. Mój odbiór jej jest zupełnie inny niż wcześniejszych czytelniczek, które głównie współczuły Leoni, ja czułam do niej tylko złość... i niedowierzanie, że tak infantylnie, zupełnie jak ośmiolatka, mogła zachowywać się szesnastolatka.

Jaśnie panienka Leonia obrażona na cały świat, za własną głupotę. A wszyscy obchodzą się z nią jak ze zgniłym jajkiem. Pod koniec autorka chyba się trochę opamiętała, bo w końcu sama przyjaciółka Leoni mówi, że zachowuje się jak niemowlak. I całe szczęście, bo chyba jak jeszcze raz bym przeczytała Leoniu, Leoniu, Leoniu !!!, to już bym nie dokończyła tej książki. Nic na to nie poradzę, że nie cierpię takich roszczeniowych dziuń, którym się wydaje, że im się wszystko należy.

Tak wiem, dziewczyna była przerażona, postawiona w całkiem nowej sytuacji, świat jej się zawalił itd. Tylko Hello, witamy w świecie dorosłych, tutaj ponosi się konsekwencje własnych decyzji i wyborów, nawet tych najgłupszych.

I jeszcze jedno co mnie trochę jakby zdziwiło. Pannica miesiąc po wypadku, już zaczyna "zapominać" twarze swoich bliskich?? Nie za szybko to trochę?? Mój tato nie żyje prawie 20 lat, a ja wciąż pamiętam jego twarz, sylwetkę itd. bez patrzenia na zdjęcie. Trochę mi się nie chce wierzyć, że już po miesiącu nie widzenia, można zapomnieć twarze bliskich.

Czasem lubię sobie poczytać jakąś mądrą młodzieżówkę, niestety tym razem mój wybór był mocno chybiony.

Strasznie mnie ta książka wkurzyła, a raczej nie tak książka, jak jej główna bohaterka. Doszłam do wniosku, że raczej ja nie byłam dobrym targetem dla tej lektury. Zresztą dopiero po zakończeniu czytania zauważyłam, że to literatura młodzieżowa, więc tym bardziej nie byłam właściwą osobą do jej czytania, dlatego pewnie mnie tak wkurzyła. Mój odbiór jej jest zupełnie inny...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Książkę "Tajemnice przodków, ukryty przekaz rodzinny" nabyłam niemal bez zastanowienia, jak tylko zobaczyłam ją w mojej ulubionej internetowej księgarni. Bardzo byłam ciekawa, (bo któż by nie był) jakież to tajemnice skrywają moi przodkowie i czy rzeczywiście zgodnie z zapowiedzią z tylnej okładki tej książki, odniosę owe korzyści tam opisane, jak tylko się z nią zapoznam. Niestety, to co "odniosłam" po przeczytaniu tej pozycji, to przede wszystkim głębokie rozczarowanie.

Autorka była francuską psycholog, urodzoną w Rosji w 1919 roku. Pani dożyła sędziwego wieku, ponieważ zmarło jej się dopiero w roku 2018. Była profesorem psychologii na uniwersytecie w Nicei i psychoterapeutką o światowej renomie i jak podpowiada mi zapis na tylnej okładce, opiniowana przeze mnie książka, "weszła do kanonu lektur obowiązkowych na wydziałach psychologii".

I to widać, że może jest to książka, z której studenci wspomnianych wydziałów powinni się uczyć. Jednak dla zwykłego zjadacza chleba jest bardzo nudna i toporna do czytania. Dużą część książki zajmują wyliczenia drogi zawodowej pani autorki, jakie kończyła szkoły itp. i z kim pracowała i od kogo się uczyła. Ci wszyscy jej nauczyciele współpracownicy i ci, których ceniła i cytowała w swojej książce, również wymienieni z imienia nazwiska, stanowiska, jakie zajmowali i nawet jak napisała jedna z czytelniczek w swojej opinii, kto kogo lubił, a z kim się kłócił.

Autorka bardzo obszernie chwali się swoimi badaniami, i w jej mniemaniu sukcesami w myśli zasady, że "moje jest zawsze mojsze", bo jak jakiś ktoś się pani Anne nie podobał, to potrafiła powiedzieć, że ten czy tamten "nic nie udowodnił". Pani owa, nie wierzyła w żadne "cuda" taroty i inne reinkarnacje, (o czym kilka razy czytelnikowi przypominała, jakby ta informacja była do czegokolwiek potrzebna) tylko w swoje "badania", które moim zdaniem w zasadzie niczego tak naprawdę nie udowadniają. I też mogą być odbierane jak "cuda". Bo czy "prześlizgiwanie się z pokolenia na pokolenie" to nie cud? Autorka tak pisze o tym pod koniec książki:

"Wstrząsające traumy, o których się nie mówi, nieprzepracowane stają się następnie traumami, o których nie wolno nawet pomyśleć, lecz objawiają się psychosomatycznie, będąc wspomnieniami traum u tych, którzy sami ich nie przeżyli, a których wspomnienie przedostało się, PRZEŚLIZNĘŁO!z pokolenia na pokolenie. Dzięki transgeneracyjności udaje się je uchwycić i zneutralizować, wyrażając je przez psychoterapię, sny, rysunki, czy też pieśni lamentacyjne"

I wszystko mija jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zwłaszcza dzięki tym pieśniom lamentacyjnym ?.

Nie i nie, to zdecydowanie nie jest to, czego ja oczekiwałam i czego się spodziewałam, po tej książce.

Książkę "Tajemnice przodków, ukryty przekaz rodzinny" nabyłam niemal bez zastanowienia, jak tylko zobaczyłam ją w mojej ulubionej internetowej księgarni. Bardzo byłam ciekawa, (bo któż by nie był) jakież to tajemnice skrywają moi przodkowie i czy rzeczywiście zgodnie z zapowiedzią z tylnej okładki tej książki, odniosę owe korzyści tam opisane, jak tylko się z nią zapoznam....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Miałam rację, nie ufając nikomu. W końcu wszyscy mnie zawiedli. Skrywali sekrety albo zdradzali je za moimi plecami. Znowu jestem głucha."

Ależ ja rozumiałam tę Sally. Jakże często sama bym chciała "być głucha", słysząc durnoty, jakie wypowiadają niektórzy, lub jakąś bezwładną, zupełnie bezproduktywną paplaninę o niczym. Mam czasem podobne odczucia w stosunku do ludzi jak Sally, mimo że nie mam za sobą tak traumatycznych przeżyć jak te, jakimi obdarzyła swoją bohaterkę autorka, Liz Nugent.

Sally jest dziwna (ale czy na pewno?) Społecznie niedostosowana (a kto jest dostosowany, do tego coraz dziwniejszego świata?). Emocjonalnie odcięta (czasami to jedyny ratunek, by nie zwariować). Te wszystkie opinie o naszej głównej bohaterce wydał jej ojczym psychiatra (ten, którego wystawiła na przysłowiowy śmietnik), oraz jej obecna terapeutka Nina. Bo przecież to tak łatwo przyczepić komuś łatkę.

Jakieś sto lat temu, czyli tak naprawdę lat 5,5 przeczytałam coś podobnego jak ta książka. Temat główny był podobny i do dziś tę książkę pamiętam. Była to książka pt. "Pokój"- Emmy Donoghue Myślę, że "Dziwną Sally Diamond" również zapamiętam na długo, ładunek emocjonalny, jaki ze sobą ta książki mi przyniosła, wybuchł, dokładnie sięgając celu, czyli moich emocji...

Liz Nugent historią Sally przypomniała mi, że geny są bezlitosne, że po rodzicach, kimkolwiek by oni nie byli, dziedziczymy i dobro i zło. A wychowanie, jakie nam oferują, determinuje potem nasze możliwości rozpoznania, nazwania i określenia się po jednej albo po drugiej stronie.

W spadku po rodzicach (nie tylko tym materialnym) możemy więc otrzymać, nie tylko dom i kasę, ale na przykład talent muzyczny czy plastyczny, albo...skłonności do przemocy różnego rodzaju, niedostosowanie społeczne, nieumiejętność tworzenia normalnych więzi i relacji itd.

Autorka w swojej opowieści stworzyła sporo postaci, bardzo różnych zresztą, jednak mnie nie udało się polubić żadnej. Może ja też jestem "dziwna"? 😉

"Miałam rację, nie ufając nikomu. W końcu wszyscy mnie zawiedli. Skrywali sekrety albo zdradzali je za moimi plecami. Znowu jestem głucha."

Ależ ja rozumiałam tę Sally. Jakże często sama bym chciała "być głucha", słysząc durnoty, jakie wypowiadają niektórzy, lub jakąś bezwładną, zupełnie bezproduktywną paplaninę o niczym. Mam czasem podobne odczucia w stosunku do ludzi jak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Ależ to było wyśmienite. Mimo że nie mam kłopotu z uzależnieniami (bo nawet palenie udało mi się rzucić kilkanaście lat temu) to jednak ta książka jest mi jakaś dziwnie bliska. Nie posiadam innych uzależnień, chyba żeby do takowych zaliczyć nałogowe czytanie książek i układanie puzzli 😁😉.

To o czym autorka pisała, okazało się dla mnie tak wiarygodne i prawdziwe, że aż mi zaparło dech. Z wieloma przemyśleniami, zdaniami i słowami w stu procentach się zgadzałam, jakby były po prostu moje i już. Wykminione w mojej głowie i w moim umyśle.

Z tego to powodu, postanowiłam poszukać czegoś o samej autorce, w internecie i o tym czy, a jeśli tak to kiedy powstała kolejna część "Kliniki..." zapowiedzianej na zakończeniu części pierwszej. Tak jest napisane na końcu książki "Koniec części pierwszej". Przecież już jaśniej nie można poinformować czytelników, że nastąpi kontynuacja, prawda?

Niestety na polskich stronach i w języku polskim nie znalazłam niczego na temat autorki. Wprawdzie znalazłam profil autorki na facebooku, jednak tamże ostatni wpis datowany jest na rok 2021, więc trochę dawno... Trochę informacji znalazłam na stronie:
/poloniaviva.eu/ informacji w języku niemieckim, jednak artykuł tam zamieszczony jest datowany również parę lat temu, bo w roku 2020. Tak więc niestety w sumie niczego konkretnego się nie dowiedziałam, ani o autorce (jakichś aktualnych informacji) ani o drugiej części "Kliniki...". Bardzo żałuję, bo z wielką chęcią bym ją przeczytała.

A jeśli chodzi o samą książkę. Mamy tutaj głównego bohatera "M" który jest stomatologiem ma około 30 lat i pewne uzależnienie, nie powiem jakie, ale zdradzę, że nie alkoholowe. Pewnego razu za przyczyną zbiegu niefortunnych okoliczności zostaje pozwany do sądu, oskarżony i skierowany na terapię do właśnie "Kliniki pana B", no i się dzieje 😉. Serdecznie polecam.

Ależ to było wyśmienite. Mimo że nie mam kłopotu z uzależnieniami (bo nawet palenie udało mi się rzucić kilkanaście lat temu) to jednak ta książka jest mi jakaś dziwnie bliska. Nie posiadam innych uzależnień, chyba żeby do takowych zaliczyć nałogowe czytanie książek i układanie puzzli 😁😉.

To o czym autorka pisała, okazało się dla mnie tak wiarygodne i prawdziwe, że aż mi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to