rozwińzwiń

Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu

Okładka książki Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu autora Georges Perec, 9788361962281
Okładka książki Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu
Georges Perec Wydawnictwo: Lokator Seria: Seria Potencjalna literatura piękna
80 str. 1 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Seria Potencjalna
Tytuł oryginału:
Un Cabinet d'amateur. Histoire d'un tableau
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
80
Czas czytania
1 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361962281
Tłumacz:
Wawrzyniec Brzozowski
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu

Średnia ocen
6,9 / 10
54 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu

avatar
1525
1500

Na półkach:

Co widzimy, gdy widzimy dzieło sztuki i dlaczego nie zawsze jego prawdziwą prawdę? Czy stajemy się wtedy ofiarami oszustwa, czy też po prostu sami chcemy być oszukani - byle pięknie?

Dylemat ten wydaje się głównym tematem książki Georgesa Pereca, w której mistrz twórczo ożywił wyświechtany zdawałoby się motyw „obrazu w obrazie”, relacji między oryginałem a jego imitacją oraz - coraz bardziej chorego - rynku dzieł sztuki.

Bardzo lubię książki, których autorzy powołują się na wyimaginowane, acz wiarygodnie prezentujące się źródła. Ulubiony mój polski przykład to „Wieloryb. Wypisy źródłowe” Jerzego Limona, choć tu przedmiotem są fakty historii, a nie sztuka. Przyjemność z „bycia nabranym” zawsze jednak taka sama.

I właśnie taka frajda czeka i tu, choć poprzeczka wisi wysoko. Perec przedstawił „źródła” mające wszelkie cechy prawdziwości: to nie tylko same obrazy, ale i opinie na ich temat historyka sztuki, profesjonalne katalogi aukcyjne, opisy obrazów i ich aukcyjne ceny. Fikcja staje się wręcz prawdą - rzecz jasna prawdą Autora. Jego perfidia wobec czytelnika jest tym większa, że wśród zmyślonych twórców i ich obrazów są i płótna prawdziwe, i autentyczni mistrzowie

W centrum narracji znajduje się należący do kolekjci piwowara Hermanna Raffke - stający się obiektem niezdrowej fascynacji - obraz „Gabinet kolekcjonera”, który miał odzwierciedlać historie malarstwa, a jednocześnie wykpiwać oczekiwania i publiczności, i marchandów.

Ta 78-stronicowa książeczka jest również kpiną z rynku sztuki, gdzie na pierwszym miejscu znajduje się nie przyjemność estetyczna, lecz wymierna finansowo autentyczność obrazu.

To także odniesienie do najsłynniejszej książki Autora, czyli „Życia. Instrukcji obsługi” - każdy z opisanych tu 99 obrazów nawiązuje do jednego z jego rozdziałów.

Istotę rzeczy odda kilka najcelniejszych cytatów…

„Obrazy z kolekcji występowały w charakterze kopii, pastiszów czy też replik i jako takie wyglądały naturalnie kopie, pastisze lub repliki obrazów rzeczywistych”.

„Nikt nigdy nie wydawał się znudzony porównywaniem oryginałów z ich coraz to bardziej pomniejszonymi kopiami. Bardzo prędko zabawiono się w obliczenie, że gdy format oryginalnego płótna wynosił trochę ponad trzy metry długości na nieco poniżej dwa wysokości, pierwszy +obraz w obrazie+ miał jeszcze prawie metr na siedemdziesiąt centymetrów, trzeci mierzył nie więcej niż jedenaście centymetrów na osiem, piąty nie osiągał już nawet wielkości marki pocztowej, a szósty miał ledwie pięć milimetrów na trzy”.

„Znaczna ilość obrazów – jeśli nie wręcz wszystkie – nabiera prawdziwego znaczenia jedynie w odniesieniu do dzieł je poprzedzających, które są w nim bądź po prostu w całości lub fragmentarycznie odtworzone, bądź też zaszyfrowane za pomocą rozmaitych aluzji”.

„Spoglądając na swoją kolekcję, widział w niej płótno przedstawiające go w trakcie podziwiania własnej kolekcji”.

„Malując obraz przedstawiający kolekcję obrazów, widział w nim obraz, który właśnie maluje – jednocześnie jego koniec i początek, obraz w obrazie i obraz obrazu”.

„Dzieło to przedstawia śmierć sztuki, jest refleksją na temat natury tego świata, skazanego na wieczne powtarzanie swoich własnych wzorów”.

„Gazety pittsburskie poświęciły o wiele mniej miejsca obrazom i artystom niż osobistościom obecnym na jej otwarciu”.

Nie rozumiem do końca, dlaczego wszyscy tak bardzo koncentrują się na pierwszych zdaniach książek. Dla mnie niemniej ważne są ostatnie, np. takie, jakimi raczy nas Perec; „Badania, które niezwłocznie przedsięwzięto, natychmiast wykazały, iż rzeczywiście większość obrazów z kolekcji Raffkego jest fałszywych – tak jak większość szczegółów tej zmyślonej opowieści, powstałej wyłącznie dla przyjemności, w pogoni za szczególnym dreszczykiem, jakie daje stwarzanie pozorów”.

To 5. mój Perec, a nie ostatni, bo ostatnio spory wysyp jego niedrukowanych wcześniej rzeczy…

PS I tylko wątpliwość, czy w tym zdaniu Pereca wszystko się zgadza, czy to pułapka zastawiona przez Autora tym razem na nas, Polaków: „Pośród przedstawionych osobistości znajduje się król Polski Władysław Zygmunt”.

Co widzimy, gdy widzimy dzieło sztuki i dlaczego nie zawsze jego prawdziwą prawdę? Czy stajemy się wtedy ofiarami oszustwa, czy też po prostu sami chcemy być oszukani - byle pięknie?

Dylemat ten wydaje się głównym tematem książki Georgesa Pereca, w której mistrz twórczo ożywił wyświechtany zdawałoby się motyw „obrazu w obrazie”, relacji między oryginałem a jego imitacją...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
829
783

Na półkach: ,

Prawda to czy fałsz? Czy możliwe jest, aby spod pióra tak wielkiej osobliwości świata literatury jaką jest Georges Perec, wychodziły kłamstwa? Rozpoznać to można tylko wtedy, kiedy się wybierze z wybitnym francuskim pisarzem na krótki spacer po jego galerii malarskich unikatów. Mistrz pozorowania jak zwykle wciągnie nas w labirynt swej wyobraźni i pokaże kolekcję, której pochodzenia będziemy się potem domyślali długi czas po jej zobaczeniu. Jednak ten, kto poznał już wcześniej zmysł mistyfikatorski tego wspaniałego twórcy, może z góry podejrzewać pewnego podstępu, mającego na celu zmanipulowanie perspektywy poznawania świata. Również ja dałem się złapać w zasadzkę. Jednak zrobiłem to całkiem świadomie wiedząc, że porównywanie oryginałów z kopiami przyniesie mi wielką przyjemność.

Czytając "Gabinet kolekcjonera" mogłem się poczuć jak marszand dokonujący skomplikowanych wyborów. Nazwałbym tę książkę pewnego rodzaju katalogiem autentyczności oraz jej przeciwieństwa. Wiele wysiłku musiałem włożyć, aby odsiać blagę od literackiej uczciwości. Dzieło Pereca stanowi studium rozważań nad autentykiem i pastiszem. To również wyrafinowana historia na temat możliwości twórcy w kreowaniu owładniętych złudzeniem ludzkich emocji. Tworząc pisarską fatamorganę, francuski mistrz OuLiPo stawia czytelnika pośród jednej wielkiej aukcji, podczas której miłośnik jego literatury musi sobie sam poradzić z nawałem przeinaczeń. Jednak to zamieszanie wcale nie wpływa na jakość dzieła, wręcz przeciwnie, wzbogaca je o zdolność do logicznego myślenia.

Gabinet kolekcjonera, który miałem możliwość dokładnie obejrzeć od środka, wiele mi powiedział o jego posiadaczu. Niesamowity talent imitacyjny Hermanna Raffke, doprowadził do kunsztownie wypracowanej zemsty o jaką bym nie podejrzewał samego Georgesa Pereca. Wmieszanie w to spadkobierców i nabywców obrazów dodało pikanterii historii, która tak naprawdę bada relacje i interakcje osób, będących pod wpływem sztukmistrzowskich zabiegów. Skrupulatność z jaką Perec odnotował wszystkie wydarzenia nie jest niczym nowym. Ten twórca jest znany z ogromnej drobiazgowości, odnotowywanej z iście matematyczną dokładnością.

"Gabinet kolekcjonera" to schyłkowy utwór Georgesa Pereca napisany prozą. Zabawiając się w mecenasa sztuki malarskiej ukazał mi, że jego kunszt obejmuje nie tylko literaturę. Wierność z jaką odtwarza najtajniejsze zaułki kolekcjonerskiej wyobraźni budzi podziw. Hochsztaplerski wdzięk jest jego wielką zaletą. Całe jego dzieło to nic innego, jak bałamutny przekręt dotyczący czytających go ludzi. Czy uda się Wam wpaść w pułapkę i nie odróżnić fałszu od prawdy? Liczę na to, że stopniowo poznając Pereca, dobrze odróżnicie momenty, kiedy blefuje. Nie zapomnijcie tylko uzbroić się w szkło powiększające. Pozostawię to zagadką, do czego Wam się ono przyda.

Prawda to czy fałsz? Czy możliwe jest, aby spod pióra tak wielkiej osobliwości świata literatury jaką jest Georges Perec, wychodziły kłamstwa? Rozpoznać to można tylko wtedy, kiedy się wybierze z wybitnym francuskim pisarzem na krótki spacer po jego galerii malarskich unikatów. Mistrz pozorowania jak zwykle wciągnie nas w labirynt swej wyobraźni i pokaże kolekcję, której...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
391
64

Na półkach: ,

Jak się okazuje nawet dla historyka sztuki "Gabinet kolekcjonera" może okazać się niestrawny. Dłużył mi się ten czas z Perecem okrutnie mimo niepozornej objętości jego książki.
Według mnie sam pomysł autora jest ciekawy, aczkolwiek przedzieranie się, przez tekst będący jego realizacją jest z mojego punktu widzenia żmudne i pozbawione sensu.
Być może pokutuje tu fakt, iż nie czytałam "Życia, instrukcji obsługi" i bez znajomości tej powieści, "Gabinet kolekcjonera" nie cieszy.

Jak się okazuje nawet dla historyka sztuki "Gabinet kolekcjonera" może okazać się niestrawny. Dłużył mi się ten czas z Perecem okrutnie mimo niepozornej objętości jego książki.
Według mnie sam pomysł autora jest ciekawy, aczkolwiek przedzieranie się, przez tekst będący jego realizacją jest z mojego punktu widzenia żmudne i pozbawione sensu.
Być może pokutuje tu fakt, iż...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

218 użytkowników ma tytuł Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu na półkach głównych
  • 141
  • 75
  • 2
47 użytkowników ma tytuł Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu na półkach dodatkowych
  • 29
  • 7
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu

Inne książki autora

Georges Perec
Georges Perec
Georges Perec - był francuskim eseistą, pisarzem i filmowcem eksperymentalnym, zaliczanym do grona najważniejszych współczesnych twórców. Członek grupy literackiej OuLiPo. Ukończył historię i socjologię na Sorbonie. Perec urodził się w dzielnicy robotniczej w Paryżu w rodzinie polskich Żydów: Icka Judko Perca z Lubartowa i Cyrli Szulewicz z Warszawy, którzy w 1920 roku wyemigrowali do Francji. Ojciec Pereca zaciągnął się do armii francuskiej podczas II wojny światowej, umarł w 1940 r. w wyniku odniesionych obrażeń, a jego matka zginęła w niemieckim obozie koncentracyjnym – prawdopodobnie w Auschwitz w 1943 r. W 1942 r. Perec trafił pod opiekę wujostwa ze strony ojca. Zaczynał jako eseista i recenzent we francuskiej magazynie literackim – Nouvelle Revue Française oraz Les Lettres nouvelles. Publikował już podczas studiów historycznych i socjologicznych na Uniwersytecie Paryskim. W latach 1958–1959 służył w wojsku jako spadochroniarz, następnie ożenił się z Paulette Petras. Spędzili rok w Safakis (Tunezja),gdzie Paulette pracowała jako nauczycielka. Te wydarzenia stanowiły inspirację do napisania przez Pereca powieści Rzeczy (1965). W 1981 roku, podczas pobytu w Australii, pracował nad niedokończoną powieścią 53 dni. Wkrótce po powrocie z Australii, jego stan zdrowia pogorszył się. Perec był nałogowym palaczem ze zdiagnozowanym rakiem płuc. Rok później zmarł. Jego prochy znajdują się w kolumbarium na cmentarzu Père-Lachaise.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jeśli zimową nocą podróżny Italo Calvino
Jeśli zimową nocą podróżny
Italo Calvino
Zaczyna się od premiery... nowej książki Itala Calvino "Jeśli zimową nocą podróżny". Egzemplarz jest jednak felerny, urywa się w punkcie kulminacyjnym. Czytelnik próbuje zatem wymienić go na nowy. Odkrywa nieświadomie nową, ukrytą dotąd powieść, która ponownie urywa się w zenicie. Śledzimy tak pogoń Czytelnika i Czytelniczki za sekretami powieści 10 razy odkrywając coraz to nowe historie zawarte w - jak się okazuje - nieistniejących woluminach. Przezabawna gra konwenansami literackimi pełna autoodniesień i ironii. Calvino był mistrzem krótkiej formy. Wątek główny tej powieści szkatułkowej to sznurek, na który jak paciorki autor ponawlekał różne scenki, mniej lub bardziej rodzajowe i gatunkowe - kryminał, dramat, romans. Skojarzenie z Borgesem, czy "Ćwiczeniami stylistycznymi" Queneau'a jest nieprzypadkowe. Motyw powieści urwanej w połowie odczytuję jako reintepretację "wiecznego powrotu", ciągłego odkrywania jednej i tej samej księgi w każdej kolejnej przeczytanej. Początek każdej książki to też ten moment, który nas do niej przyciąga, jest to moment, gdy podświadomie wyrabiamy sobie o niej opinię i najlepiej zapamiętujemy. Jak twierdzi pisarz w jednej z fikcyjnych opowieści "Urzeka mnie początek, który stwarza niewyczerpane, wielorakie możliwości dalszego prowadzenia akcji, przekonuję się, że nie ma nic lepszego nad konwencjonalne rozpoczęcie utworu, nic lepszego od wstępu, po którym można spodziewać się wszystkiego i niczego".
Borowik - awatar Borowik
ocenił na85 miesięcy temu
Dawni mistrzowie: Komedia Thomas Bernhard
Dawni mistrzowie: Komedia
Thomas Bernhard
Czarna komedia Thomasa Bernharda, pełna dramatycznych dowcipów językowych, skupia się na dawnych mistrzach i wielkich umysłach. Reger, niezwykle negatywnie nastawiony filozof teoretyk muzyki, którego artykuły ukazują się w brytyjskim „Timesie” i w związku z tym pozostają nieznane w Austrii, zaprasza do Muzeum Historii Sztuki swojego przyjaciela i wielbiciela Atzbachera, pisarza, który od 17 lat pracuje nad dziełem, nie opublikowawszy z niego ani jednej linijki. Od trzydziestu lat spędza tam co drugie przedpołudnie, zgodnie ze swoim zwyczajem, odkrywając błędy w obrazach dawnych mistrzów. Niemal zawsze można go spotkać w sali Bordone przed „Portretem siwowłosego mężczyzny” Tintoretta, gdzie poznał swoją żonę, której śmierć próbuje przezwyciężyć, pielęgnując swoje regularne dziwactwa. Tutaj Reger rozmyśla w spokoju i przy stałej temperaturze o tym, co jest złe na świecie, a zwłaszcza w Austrii. Trzecim członkiem tej trójki jest strażnik muzeum Irrsigler, prostoduszny mieszkaniec Burgenlandu, który z biegiem lat przyswoił sobie poglądy Regera i chętnie je cytuje. Reger filozofuje na temat nie do zniesienia sztuki rządzenia państwem. Rozdziera literackie szumy lasu Adalberta Stiftersa nazywając go nieznośnym mistrzem kiczu. Anton Bruckner, z jego religijnym szaleństwem nutowym i głupim, monumentalnym orkiestrowym zadęciem, jest przez niego określany jako kompozytor, który zniszczył muzykę. Wziął na cel filozofa Martina Heideggera, tego śmiesznego, nazistowskiego, sztywnego mieszczucha i katastrofalnie megalomańskiego słabeusza, który bez skrupułów przekształcał wielkie myśli innych w swoje własne, małe myśli. Jedynie toalety w „Hotelu Ambassador”, gdzie można go spotkać każdego popołudnia, przypadły mu do gustu ze względu na ich czystość. W swoim tekście, opartym na jednej myśli, Bernhard tworzy postać anty-artysty, człowieka, który potrafi deprecjonować i kwestionować uznane „wielkie” dzieła sztuki. W ten sposób bezpośrednio atakuje przestarzały mit geniuszu XIX wieku i próbuje go zniszczyć. Bezlitośnie.
XcX - awatar XcX
ocenił na93 miesiące temu
Kalkwerk Thomas Bernhard
Kalkwerk
Thomas Bernhard
„Słowa stworzono po to, aby poniżyć myślenie, słowa są po to, by skasować myślenie, z czym uporają się one kiedyś w stu procentach." To nieprawda. To jedynie niemożność. Mój mąż nie był szaleńcem. Ja nie byłam ofiarą. To jedynie zależność wędrująca od wzniosłości do krańcowej śmieszności. On skrzywdzony przez rodziców. Ja skrzywdzona przez los. Niecierpliwość serca i Duma Łagodnej. On podążający za Studium o słuchu. Ja obserwująca upiorny mózg. Obecni dla siebie po to jedynie, aby w jednej chwili nie stracić rozumu. To udręka. Tak, nawet największa staje się przyzwyczajeniem. Ludzie? Nie. Ta zależność nie mogła mieć świadków. Uwaga. Przedstawienie skończone. Ludzie wskutek zależności, tak czy inaczej się rozstają. Ps. Kalkwerk to kakofonia, w której słyszymy zmaganie człowieka z siłą niedającą sformułować prawie usłyszanych myśli, niekończących się pokładów jeszcze niewidocznych słów. To nerwowy półsen, w którym czekamy na jakąś absolutną prawdę. Prawdę, na szukanie której człowiek poświęca całe życie, ale nie ma odwagi jej przyjąć. A przeszkody nie istnieją. Przeszkody są wygodnym ubezpieczeniem tchórzostwa człowieka. Bardzo trudna książka. Szalona. Można czytać wyłącznie po kilka stron. Jeżeli ktoś chce usłyszeć, jak brzmi ta książka nalegam wręcz na jednokrotne odsłuchanie w całości tego oto utworu: https://youtu.be/OidFaXxTP6U?si=Cmzk-AksKhXq52S9 (Béla Bartók: The Miraculous Mandarin). Powtarzam, jej mąż nie był szaleńcem, eksperymentował jedynie na osobie wielogodzinne odtwarzanie tego utworu.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na105 miesięcy temu
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie Fernando Pessoa
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie
Fernando Pessoa
Pierwsze i prawdopodobnie ostatnie moje podejście do Pessoa. Książka jest stosunkowo długa i ciężka do przeczytania, mi bardzo się dłużyła i język autora zupełnie mi nie podszedł ani nie pomógł w przebrnięciu. Niesamowicie zaciekawiło mnie podejście autora do tworzenia nowych heteronimów w swoim życiu, a nawet tłumaczenia jak różnią się między sobą i czasem jak nawet różnią się od niego samego/jego własnych poglądów. Do tego znalazłem parę ciekawych ideii i cytatów, niestety zbyt mało aby usprawiedliwić długość książki. Co ciekawe czytałem ją przypadkiem w podobnym czasie gdy zacząłem czytać dzieła Seneki i ta, powiedzmy antyczna samoanaliza gra z moją duszą dużo dużo bardziej, nawet jeśli autorzy dochodzą do podobnych wniosków. Myślę, że takie podejście do samego siebie i świata jest bardzo potrzebne dzisiaj, gdzie każdy co raz bardziej jest 100% przekonany tylko do swoich poglądów bez otwierania się na innych, a tak na prawdę po długiej i bolesnej "samoanalizie" może się okazać, że nic z naszych poglądów nie jest nasze, a jedynie zaszczepione w nas przez różne doświadczenia czy relacje. Czytając ją myślałem własnie, że opinie będą bardzo podzielone, albo 10 albo 1, ja starałem się być jak najbardziej obiektywnym nawet jeśli lektura mnnie trochę wymęczyła w złym sensie tego słowa znaczeniu, to jednak ze względu na powyższe argumenty myślę, że warta przeczytania, nawet fragmentami. Końcowo powiem, że wg. mnie książka nie jest aż tak pesymistyczna jakby się zdawało na pierwszy rzut oka, w wielu momentach, sczególnie opisach natury widać ukochanie życia takiego jakim jest, na swój może lekko "czarny" sposób, ale jednak odczytywałem te fragmenty jako coś pozytywnego! :)
KubeK - awatar KubeK
ocenił na73 miesiące temu
Śmierć w Wenecji. Nowele Thomas Mann
Śmierć w Wenecji. Nowele
Thomas Mann
Długo szukałam tego opowiadania Thomasa Manna. Przyciągał mnie tytuł, a jednak spotkało mnie lekkie rozczarowanie, bo jakoś tym razem nie umiałam zachwycić się prozą tego wspaniałego pisarza. Jego „Czarodziejska góra” czy „Buddenbrokowie” są dla mnie niezapomniane. Może zaskoczenie tematem spowodowało, że jakoś mnie to nie porwało. Moralnie nic mnie nie uwierało, chociaż fascynacja starszego pana na punkcie młodego chłopca przechodząca w obsesję mogłaby wydawać się niesmaczna. Ale od czego w końcu jest literatura? W teorii może opisać i przeanalizować wszystko to, co zakazane lub moralnie niepoprawne w rzeczywistości. Napisane na początku XX wieku musiało być nowatorskie i odważne. Stary Gustaw jak stara wenecka kurtyzana tęskni za młodością i świeżością, ale jego czas już minął. Obawia się choroby i śmierci, ucieka przed nią, jak ćma leci do ognia, tak on lgnie do młodości, ale w tej pogoni z góry skazany jest na porażkę. Stary i samotny przegrywa nierówną walkę. W ogólnym wydźwięku smutna i fatalistyczna, pełna tęsknoty za pięknem i niewinnością. Homoseksualny aspekt nie jest tu tematem przewodnim, ale sposobem na pokazanie tej nostalgicznej tęsknoty. Zawiera w sobie sporo symbolik, ale przesłuchanie audiobooka nie pomogło w uważnym rozpoznaniu tych znaczeń. Jak dla mnie pokazuje tylko jedną z twarzy Wenecji – fascynującą, ale zarazem niepokojącą, wręcz nieprzyjazną i groźną. Chyba wrócę do tego opowiadania jeszcze raz za jakiś czas.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na610 dni temu
Kopista Bartleby. Historia z Wall Street Herman Melville
Kopista Bartleby. Historia z Wall Street
Herman Melville
Bartleby kopiuje dokumenty. Poproszony jednak o cokolwiek innego, jak wyjście na pocztę, sczytanie kopii, opuszczenie biura, uparcie odpowiada: "I would prefer not to". Nie mówi "tak" ani "nie", nie wyraża chęci ani niechęci, nie zgadza się ani nie odmawia, nie odrzuca ani nie przyjmuje. Wybiera stan zawieszenia - najbardziej kreatywną postawę z możliwych, bo potencjalnie dopuszczającą każde rozwiązanie. Być może to dlatego Bartleby rezygnuje wreszcie nawet z kopiowania, bo jego "I would prefer not to" paradoksalnie kieruje go ku stwarzaniu, a nie odtwarzaniu. Wcześniej Bartleby pracował w Biurze Martwych Listów, czyli takich, które nie sposób było dostarczyć do adresatów. To w nich zawiera się to, co mogłoby się wydarzyć w przeszłości, ale się nie wydarzyło. Tak jak w formule "I would prefer not to" zawiera się wszechpotencja czasu teraźniejszego. Większość ludzi nie rozumie Bartleby'ego. To go zwolnią z pracy, to są poirytowani jego uporem w przyjętej postawie, to chcą go wyrzucić z budynku czy wtrącić do więzienia. Przeciwstawianie się schematom jest nieznośne dla otoczenia. Bartleby dużo patrzy się w okno na mur położonego naprzeciw kancelarii budynku. Może sprawiać wrażenie człowieka uwięzionego - ograniczonego jakimiś trudnymi życiowymi doświadczeniami, zrezygnowanego. Może jednak owo "I would prefer not to" jest najwyższym wyrazem wewnętrznej wolności? Mnie do lektury "Kopisty Bartleby'ego" zachęcił Byung-Chul Han. Was zachęcam ja. Sięgnijcie po to konkretne wydanie opatrzone bardzo ciekawymi komentarzami Deleuze'a i Agambena. Pierwszy odnosi się do wielu tekstów Mellville'a, więc zainteresuje osoby zaznajomione z jego twórczością. Drugi - jest zorientowany bardziej na logiczno-ontologiczny wymiar tego konkretnie opowiadania. Dla mnie miodzio. No i pogapcie się trochę w ścianę, powiedziawszy: "Wolałbym, wolałabym nie". To się może okazać bardzo twórcze.
anodder_chapter - awatar anodder_chapter
ocenił na104 miesiące temu

Cytaty z książki Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu

Więcej
Georges Perec Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu Zobacz więcej
Georges Perec Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu Zobacz więcej
Georges Perec Gabinet kolekcjonera. Historia pewnego obrazu Zobacz więcej
Więcej