Pieśń Salomonowa

Okładka książki Pieśń Salomonowa autora Toni Morrison, 8307002796
Okładka książki Pieśń Salomonowa
Toni Morrison Wydawnictwo: Czytelnik literatura piękna
422 str. 7 godz. 2 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Song of Solomon
Data wydania:
1980-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1980-01-01
Liczba stron:
422
Czas czytania
7 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
8307002796
Tłumacz:
Zofia Uhrynowska-Hanasz
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pieśń Salomonowa w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pieśń Salomonowa



książek na półce przeczytane 2453 napisanych opinii 2371

Oceny książki Pieśń Salomonowa

Średnia ocen
7,0 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pieśń Salomonowa

avatar
466
466

Na półkach:

Sięgając po tę książkę, wiedziałam, że nie będzie banalna. Ale nie wiedziałam wtedy, że czytam nagradzaną książkę noblistki. Dopiero po lekturze zapoznałam się z of8cjalnymi notami i recenzjami. Szczerze - nie dziwię się, że autorka zdobyła różne nagrody. Książka przedstawia kawał historii z punktu widzenia rodziny, która przeszła od niewolnictwa po wysoki status społeczny. A przy tym powieść jest pięknie napisana i przetłumaczona na j. polski.

Sięgając po tę książkę, wiedziałam, że nie będzie banalna. Ale nie wiedziałam wtedy, że czytam nagradzaną książkę noblistki. Dopiero po lekturze zapoznałam się z of8cjalnymi notami i recenzjami. Szczerze - nie dziwię się, że autorka zdobyła różne nagrody. Książka przedstawia kawał historii z punktu widzenia rodziny, która przeszła od niewolnictwa po wysoki status społeczny....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1846
637

Na półkach: ,

Trochę długo zbierałem się do przeczytania tej książki, aż wreszcie przeczytałem. Jestem pod ogromnym wrażeniem i, mimo że jest top moje pierwsze spotkanie z Toni Morrison, jestem w pełni oczarowany, stylem i kunsztem słowa — oczywiście tu także zasługa tłumacza. Czytałem pierwsze wydanie książki na polskim rynku z 1980 roku, na długo więc jeszcze przed nagrodą Nobla dla autorki.
Jednak przechodząc do rzeczy, książka opowiada historię rodziny, której przodkowie byli niewolnikami. Autorka opowiada losy trzech pokoleń od zniesienia niewolnictwa na terenie Stanów zjednoczonych, snuta opowieść jest przedstawiana z różnej perspektywy. Mamy to także elementy magiczne, które albo rozgrywają się w wyobraźni bohaterów, albo są sposobem na poszukiwanie swoich korzeni. Bo głównie o poszukiwaniu tożsamości jest ta książka. Stopniowo dozowane są kolejne tajemnice, pojawiające się wraz z opowiadaniem poszczególnych bohaterów o przeszłości. Główny bohater o przezwisku Mleczarz stara się te wszystkie wątki pozbierać w jedną całość. Czy mu się to ostatecznie udało?
Zapraszam do lektury, jak jest jeszcze ktoś taki jak ja, który tej książki nie czytał. Polecam

Trochę długo zbierałem się do przeczytania tej książki, aż wreszcie przeczytałem. Jestem pod ogromnym wrażeniem i, mimo że jest top moje pierwsze spotkanie z Toni Morrison, jestem w pełni oczarowany, stylem i kunsztem słowa — oczywiście tu także zasługa tłumacza. Czytałem pierwsze wydanie książki na polskim rynku z 1980 roku, na długo więc jeszcze przed nagrodą Nobla dla...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
680
50

Na półkach:

Książkę rozpoczynamy jednocześnie z zapoczątkowaniem żywotu przez Mleczarza, należącego do majętnej rodziny Nieboszczyków. Wraz z dorastaniem chłopca, poznajemy jego otoczenie i bliskich. W dalszej części odkrywamy z nim tajemnice i przeszłość jego rodziny. 

Bardzo podobało mi się, że nawet krótki rozdział pisany z perspektywy pobocznej postaci pozwalał na bardzo dogłębne wejście do jej głowy oraz duszy. Dzięki temu wszystkie te postaci mają swoją odrębność, wyjątkowość. Każda z nich ma swój wyrazisty charakter i ciekawą historię. 

Początkowo trochę irytowała mnie absurdalność życiorysów przedstawionych bohaterów. I już się bałam, że naprawdę mi się nie spodoba. Jednak im dalej w las tym lepiej. Gdy już trochę poobcowałam z bohaterami, wsiąkłam w te perypetie rodzinnne i poukładałam sobie w głowie te wydarzenia, byłam w stanie docenić jak niesamowita jest to historia. 

Zawiera niezwykle barwne, dosadne a jednocześnie poetyckie opisy. Tak trafne i zaskakujące, że samą przyjemnością było ich przyswajanie.

A jak wiele tu cytatów nad którymi można powzdychać!

Jest to szczera, wulgarna, kontrowersyjna opowieść o wolności. Mimo tak wielu opisanych niesprawiedliwości, jest  tak naprawdę opisem najróżniejszych obliczy miłości. I jak wiele nadmierna i przesadna miłość może spowodować złego. 

Jest to moja pierwsza pozycja tej autorki ale rozbudziła we mnie apetyt na kolejne.

Książkę rozpoczynamy jednocześnie z zapoczątkowaniem żywotu przez Mleczarza, należącego do majętnej rodziny Nieboszczyków. Wraz z dorastaniem chłopca, poznajemy jego otoczenie i bliskich. W dalszej części odkrywamy z nim tajemnice i przeszłość jego rodziny. 

Bardzo podobało mi się, że nawet krótki rozdział pisany z perspektywy pobocznej postaci pozwalał na bardzo dogłębne...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

995 użytkowników ma tytuł Pieśń Salomonowa na półkach głównych
  • 711
  • 272
  • 12
96 użytkowników ma tytuł Pieśń Salomonowa na półkach dodatkowych
  • 63
  • 8
  • 7
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki Pieśń Salomonowa

Inne książki autora

Okładka książki Czarne Diamenty Maya Angelou, Nikki Giovanni, Audre Lorde, Toni Morrison, Alice Walker, bell hooks
Ocena 8,2
Czarne Diamenty Maya Angelou, Nikki Giovanni, Audre Lorde, Toni Morrison, Alice Walker, bell hooks
Toni Morrison
Toni Morrison
Z domu Chloe Anthony Wofford. Afroamerykańska powieściopisarka i eseistka. Wykłada nauki humanistyczne w Princeton University. Wielokrotnie nagradzana za twórczość poświęconą głównie problematyce rasizmu, jest laureatką m.in. nagrody Pulitzera. W 1993 roku otrzymała literacką Nagrodę Nobla. Przyszła na świat w wielodzietnej rodzinie robotniczej. Studiowała na uniwersytetach w Howard i Cornell. Pełniła funkcję dyrektora nowojorskiej oficyny wydawniczej Random House, publikującej m.in. jej utwory. Zadebiutowała powieścią "The Bluest Eye" (1970),opisującą osamotnienie czarnoskórego dziecka w społeczeństwie o rasistowskich uprzedzeniach. W uzasadnieniu decyzji o przyznaniu pisarce Nagrody Nobla Szwedzka Akademia napisała: "W powieściach charakteryzujących się siłą wizji literackiej i poetyckich wartości Morrison przedstawia najważniejsze problemy amerykańskiej rzeczywistości".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wszystko rozpada się Chinua Achebe
Wszystko rozpada się
Chinua Achebe
To jest dobra książka dla tych wszystkich osób, które obawiają się ekspansji obcej kultury i religii w Europie.  Bo dobrze uświadomić sobie to, jak kultura „białego człowieka” zdewastowała kultury Afryki, Australii, czy Ameryki Południowej. Chinua Achebe pokazuje zderzenie kultur, w którym jedna strona, tubylcza, jest na straconej pozycji, bo to nie tyle zderzenie, co pożarcie, pochłonięcie i zdewastowanie. Pisze się, że Achebe to ojciec literatury afrykańskiej, to uproszczenie. Byli przed nim inni, ale to jednak on książką „Wszystko rozpada się”, pisaną, nomen omen, po angielsku, przebił się do czytelników brytyjskich pokazując im drugą stronę medalu. Powieść była tłumaczona na wiele języków, a autor w 2007 roku otrzymał za nią Nagrodę Bookera. Chinua Achebe pisze, „nagle pojąłem, że te książki [europejskich autorów o Afryce] należy czytać w innym świetle. Na przykład „Jądro ciemności” Conrada […] Uprzytomniłem sobie, że to ja jestem jednym z tych dzikusów, skaczących po plaży. Kiedy człowiek przeżyje taką iluminację, zaczyna myśleć, że ktoś powinien napisać inną historię.” (z posłowia do wydania polskiego, PIW 2009). Nie ma ziemi bez ludu. Nie ma ludu bez kultury. Nie ma też znaczenia, czy ta kultura nam się podoba czy nie. Bo kultura to jest baza tożsamości. Co się dzieje, kiedy zostaje zniszczona? Mamy na to dziś aż nadto przykładów. Achebe pięknie opisuje kulturę swojego ludu, Igbo. Czy wiecie, że Igbo mieli bardzo zaawansowaną demokrację? Czy wiecie, że kobiety Igbo mogły zajmować wysokie pozycje w społeczności? Czy wiecie, że Igbo inaczej liczyli czas? Czy wiecie, że tydzień przed sianiem i sadzeniem mieli Tydzień Pokoju, czas, w którym nie wolno było krzywdzić innych, choćby słowem, by pokazać Bogom, że są godni dobrych zbiorów? Achebe pokazuje też fanatyzm. Pokazuje sztywne i bezrefleksyjne trzymanie się tzw. „tradycji”. Trzeba pamiętać, że jego ojciec był jednym z pierwszych, którzy przyjęli religię przyniesioną przez białego człowieka. Jego rodzina stanęła po drugiej stronie barykady, dzięki czemu Achebe nauczył się angielskiego i odebrał brytyjską edukację. Znalazł się w sytuacji uprzywilejowanej. Książkę, która podbiła świat i zmieniła europejskie spojrzenie na Afrykę (przynajmniej w jakimś stopniu),napisał po angielsku. Oddając w niej hołd swoim przodkom i wspaniałej kulturze, z której wyrósł. Bardzo warto przeczytać.
jolasia - awatar jolasia
oceniła na88 miesięcy temu
Ragtime E. L. Doctorow
Ragtime
E. L. Doctorow
Ameryka na początku XX, okres szalonego rozwoju i zmian społecznych. Napływ emigrantów, slumsy, praca dzieci, ludzie umierający na ulicach, wielomilionowa armia bezrobotnych. Strajki w fabrykach, związki zawodowe, emancypacja, rasizm i walka z nim. Z drugiej strony początek wielkich fortun, wynalazków, pojawiających się okazji i szybkich awansów społecznych, czas, gdy powiedzenie „od pucybuta do milionera” miało sens i było możliwe. Wiek rozumu i ucieczki od niego. „Ameryka stała na progu dwudziestego wieku, była krajem parowych kopaczek i lokomotyw, statków powietrznych, motorów spalinowych, telefonów i dwudziestopięciopiętrowych gmachów. Ale, rzecz ciekawa, nawet najwięksi pragmatyści mieli skłonność do okultyzmu.” Na tym tle historia jednej zamożnej rodziny, czarnego pianisty i owdowiałego emigranta z Europy, których losy przeplatają się z realnymi postaciami tej epoki - tancerki Eweliny Nesbit i jej, skazanego za zabójstwo architekta Stanforda White’a, męża Harry’ego K.Thaw, iluzjonisty Harry’ego Houdini , czy anarchistki i aktywistki Emmy Goldman. Narracja skacze pomiędzy tymi bohaterami i wątkami, sprawiając, że ma się wrażenie, iż bohaterowie tej książki są jedynie pretekstem dla pokazania losów prawdziwej bohaterki jaką jest Ameryka- kraj możliwości, ale też upadku dla niektórych. To powieść pędząca w rytmie tytułowego ragtime’u, wielowątkowa i bardzo filmowa. Przeniesiona na ekran w 1981 roku przez Milosa Formana. Miałam wrażenie zbytniej „powierzchowności” i skakania po wątkach ale warto sięgnąć dla klimatu, wskroś amerykańskiego, przesiąkniętego nostalgią za czasami możliwości i formowania, które już się nie powtórzą i dla obrazów, które jak film przewijają się w głowie podczas lektury.
uczta_babette - awatar uczta_babette
ocenił na63 miesiące temu
Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka W.G. Sebald
Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka
W.G. Sebald
To czwarta książka W.G. Sebalda, którą przeczytałam. O tym pisarzu, zmarłym tragicznie i przedwcześnie, dowiedziałam się z eseju Dariusza Czai z "Lekcji ciemności". "Austerlitz" poznałam w sierpniu 2025 roku, wprawił mnie w zachwyt i ten stan utrzymał się przy kolejnych: "Czuję. Zawrót głowy", "Wyjechali", i teraz "Pierścieni Saturna". "Tropiąc" Sebalda, przeczytałam "Trzy pierścienie" Daniela Mendelsohna i biografię niemieckiego pisarza autorstwa Carole Angier pt. "Ciszo przemów. Szukając W.G. Sebalda". Wygląda na to, że znam teraz jego najważniejsze dzieła. Może uda mi się dotrzeć do esejów, które ukazały się u nas w 2019 roku. W "angielskiej pielgrzymce" (podtytuł "Pierścieni Saturna") Sebald wędruje po terenach wschodniej Anglii. Kiedy się zatrzymuje i przygląda krajobrazowi, od razu następuje dygresja, która kieruje czytelnika do lat dawno minionych, do historii związanych z tym zakątkiem. Są to bardzo obszerne dygresje i trzeba się pilnować, by po nich wrócić do bieżącej narracji. Pisarz bowiem, opowiadając np. o Alecu Garrardzie budującym model Świątyni Jerozolimskiej, o Chateaubriandzie i jego pamiętnikach czy odwiedzinach u swego przyjaciela Michaela Hamburgera, to im oddaje głos, by potem znów płynnie przejść do swoich refleksji i przemyśleń. Dygresje dotyczą bardzo wielu spraw, oprócz już przykładowo wspomnianych. Dowiemy się o hodowli jedwabnika, o losach Józefa Korzeniowskiego, zanim stał się Josephem Conradem, i jego rodzinie. Pojawią się i mniej znani czy bezimienni mieszkańcy "pielgrzymkowych" miejsc. Wędrówka skłania Sebalda do własnych wspomnień, opisuje też czasem ze szczegółami swoje sny. Całość jest, jak to u niego, naznaczona melancholią i smutkiem. A jednak, o czym pisze w świetnym posłowiu Maciej Płaza, "czytamy jak zahipnotyzowani, bez sprzeciwu znosząc depresyjną aurę tej książki". Tak ma ten, "kto dał się zauroczyć prozie Sebalda" zaznacza dalej autor "Golema". W książce są, co też jest charakterystyczne dla twórcy "Austerlitza", czarno-białe zdjęcia. Oglądamy na nich m.in. widoki miejsc w hrabstwie Suffolk, gąsienice jedwabnika, zdjęcia opisywanych postaci. Jest i sam autor stojący pod wiekowym libańskim cedrem w Ditchingham. W nocie od wydawcy znalazło się takie zdanie: "Pisarstwo W.G. Sebalda to bodaj najbardziej niezwykła rzecz, jaka przytrafiła się literaturze europejskiej drugiej połowy XX wieku". Bardzo się cieszę, że mogę doświadczyć zachwytu nim w tłumaczeniu "mistrzyni literackiego przekładu", Małgorzaty Łukasiewicz. Maciej Płaza proponuje powtórną, uważną lekturę "Pierścieni Saturna", by wynotować sobie aluzje i wzmianki, sam podaje kilka, świadczące wg jego interpretacji, że "Sebald jest duchem". Myślę, że to zrobię, bo mam książkę, i chętnie będę do niej wracać.
wiesia - awatar wiesia
oceniła na1021 dni temu
Middlesex Jeffrey Eugenides
Middlesex
Jeffrey Eugenides
Ta książka mogłaby spokojnie być o 200 stron krótsza. Jakby tak wyciąć zbyt dłużące się dygresje i kompletnie nieistotne fragmenty (np. o pracy Desdemony dla tego pseudo-kościoła - co to w ogóle było, po co?),to czytałoby się lżej. Denerwuje mnie to, że było mnóstwo takich sytuacji - misternie budowanych wątków, co do najmniejszego detalu, żeby finalnie okazało się to zbędne, nieistotne lub umarło śmiercią naturalną. Dla mnie najlepszy fragment dotyczył romansu z Przedmiotem. Przypomniał mi się okres gimnazjum i - tu apel do rodziców - jeśli się wam wydaje, że 14/15-latek nie myśli o seksie lub niczego nie robi w tym kierunku, to jesteście bardzo naiwni. Czuję, że po tej lekturze ja i moi rówieśnicy jesteśmy z czasów swojej młodości totalnie rozgrzeszeni. Konstrukcję głównego bohatera uważam za całkiem udaną, widać, że książka powstała jeszcze przed czasami hiper-poprawności politycznej, co jest bardzo na plus. Trochę w tej perspektywie hermafrodyty nie pomaga język polski, który jednak rozróżnia rodzaje. Z tego tytułu ciężko było oswoić się z myślą, że Tessie od razu zaczęła mówić do córki per "on". Myślę, że ten Pulitzer wynika głównie z kontrowersyjnego tematu (jak na wczesne lata 2000). Stylistycznie przystępnie, ale jakoś mi się dłużyła cała lektura, nie miałam takiego uczucia, że nie mogę się oderwać. Wręcz przeciwnie, niekiedy się zmuszałam.
Karusia - awatar Karusia
oceniła na73 dni temu
2666 Roberto Bolaño
2666
Roberto Bolaño
Roberto Bolaño napisał arcydzieło, ale zarazem powieść absolutnie niedoskonałą, co nie powinno nas dziwić, bo z doskonałą precyzją można napisać dziełko stustronicowe, ale kiedy mierzymy się jak święty Jerzy ze smokiem, kiedy za cel bierzemy sobie powieść totalną, kiedy chcemy poznać tajemnicę zła, to zawsze wyjdzie nam z tego powieść niedoskonała, tak jak niedoskonały musi być każdy system filozoficzny. "2666" składa się z pięciu rozdziałów, i jak dobrze wiemy, jest to właściwie pięć osobnych powieści, ale powieści, które się zazębiają. Rozpoczyna się od części o krytykach literackich, specjalistach od niemieckiego pisarza piszącego pod nieco absurdalnym pseudonimem Benno von Archimboldi. Jest to metaliteracka powieść o literaturze, z której narrator w pewnym momencie wyrywa nas iście tarantinowskim aktem przemocy, ale ów akt przemocy to wyłącznie wstęp do tego, co będzie tematem kolejnych części. Podobnie jak w kolejnych częściach odwiedzamy razem z krytykami fikcyjne miasto Santa Teresa, które jest lustrzanym odbiciem rzeczywistego Ciudad Juarez Następnie mamy równie metaliteracką powieść o popadającym w szaleństwo profesorze filozofii, który opuszcza Barcelonę i przenosi się do fikcyjnego miasta Santa Teresa. Profesor żyje w napięciu w lęku o swoją córkę, ponieważ w Santa Teresa giną młode dziewczyny. Powoli popada w szaleństwo, wiesza książkę na sznurze do prania, umieszcza nazwiska filozofów na geometrycznych figurach, słyszy głosy. W części Fate'a poznajemy z kolei czarnoskórego dziennikarza. Kiedy ginie korespondent sportowy gazety, dla której pisze Fate, redakcja proponuje Fate'owi, który nie zna się na sporcie, wyprawę do Santa Teresa, gdzie odbędzie się walka bokserska, którą dziennikarz ma opisać. Fate'a od samej walki bardziej interesuje sprawa zaginionych kobiet i dziewczyn, co jednak nie spotyka się z aprobatą redakcji. Dalszego rozwoju akcji nie mogę zdradzić, ale będzie się ona łączyć z treścią poprzedniej części. Najcięższą lekturą jest jednak nieco zbyt długa część o zbrodni. Bałem się tej części, bo obawiałem się, że narrator niepotrzebnie będzie epatować przemocą, ale moje obawy się nie sprawdziły. Narracja jest chłodna, pozbawiona niepotrzebnych ozdobników. Właściwie to bez przerwy jesteśmy konfrontowani z opisami obdukcji ciał zamordowanych dziewczynek i kobiet. Wyjątkiem jest przemoc zadana młodocianym przestępcom w więzieniu, w akcie zemsty za zabójstwo młodej kobiety z mafijnej rodziny, oraz gangsterskich porachunków. Niemniej jest to lektura niezwykle ciężka. Pełna jest jednak przerw, dygresji, polifonicznej narracji, z której dowiadujemy się nie tylko o samej zbrodni, ale o kulturze gwałtu, o przyzwoleniu na gwałt i na zło, o atmosferze, w której zło może opanowywać całe miasto, cały region, a nawet cały kraj. Najsłabszą częścią jest ta ostatnia, która łączy wszystkie pozostałe, czyli część o niemieckim pisarzu o pseudonimie Benno von Archimboldi. Brakuje jej wiarygodności jak i koherentności. Mnie, jako czytelnikowi z Niemiec, początek w Niemczech wydawał się niewiarygodny. Nie rozumiem, dlaczego autor wymyślił dziwaczne nazwy miejscowości. Nie rozumiem, po co wprowadził różne elementy magiczne, które nie korespondują z realizmem poprzednich części. Pojawiają się również błędy merytoryczne, jak na przykład kiedy Grete twierdzi, że jej siostra była nazistką, bo wstąpiła do Hitlerjugend. Hitlerjugend była obowiązkowa dla niemieckiej młodzieży, więc każdy młody człowiek chcąc nie chcąc był w Hitlerjugend. Podobnie jest z pogrzebem wydawcy Bubisa, którego prochy wrzucono do Alster. To jest w Niemczech zwyczajnie niemożliwe, bo dopuszczone są tylko pochówki na cmentarzu, a już na pewno nie byłoby to możliwe na oficjalnym pogrzebie z zaproszonymi gośćmi. Wydaje mi się jednak, że główną przyczyną tych słabości jest przedwczesna śmierć autora, który najwyraźniej nie zdążył zredagować swojego dzieła i skonfrontować go z opiniami osób, które lepiej się na niemieckiej historii i rzeczywistości znają. Niestety mamy do czynienia z monstrualnych rozmiarów korpusem powieści, a nie z gotową i autoryzowaną całością, co nie umniejsza w żaden sposób jej znaczenia. "2666" jest genialne. Bolaño zaprowadził nas do komór gazowych współczesności, na granicy pierwszego i trzeciego świata. Jest to precyzyjny obraz regionu przygranicznego, który rozpada się w szwach z powodu gospodarki narkotykowej i neoliberalnego kapitalizmu trzeciego świata, w którym przemoc jest tak samo strukturalnie i społecznie zakotwiczona, jak brak oporu wobec tych warunków. Santa Teresa jest metaforą szaleństwa zglobalizowanego świata, ale także rzeczywistością. Co przede wszystkim należy docenić, to zdolność autora do łączenia różnych światów, co udaje mu się bez widocznego wysiłku. Trzeba też dodać, że całość jest świetnie napisana. Chociaż żadna zagadka ani historia w tej powieści nigdy nie zostaje całkowicie rozwiązana, a linie fabularne są wielokrotnie przerywane, czytelnik nigdy nie jest urażony ani zmęczony, chociaż podróż, w którą Bolaño czytelnika zabrał, jest podróżą przez piekło. Nie bardzo wiem, do czego mogę "2666" porównać. Na myśl przychodzi mi jedynie "Wyznaję" katalońskiego autora Cabré, której autor postanowił w powieści totalnej zmierzyć się z istotą zła, ale Cabré popadł w kicz, napisał powieść częściowo genialną, ale częściowo wpisującą się w literaturę puplpową o Holokauście. Bolaño potrafił natomiast wyjść z tej pułapki bez szwanku. Zmierzył się ze smokiem i wygrał. 9/10 bo chociaż jest to arcydzieło, to jest to niestety arcydzieło bez ostatniego szlifu.
tzaw - awatar tzaw
ocenił na98 miesięcy temu

Cytaty z książki Pieśń Salomonowa

Więcej
Toni Morrison Pieśń Salomonowa Zobacz więcej
Toni Morrison Pieśń Salomonowa Zobacz więcej
Toni Morrison Pieśń Salomonowa Zobacz więcej
Więcej