rozwińzwiń

Z powrotem do uszatej sowy

Okładka książki Z powrotem do uszatej sowy autorstwa Ádám Bodor
Okładka książki Z powrotem do uszatej sowy autorstwa Ádám Bodor
Ádám Bodor Wydawnictwo: Czarne Seria: Inna Europa, Inna Literatura literatura piękna
376 str. 6 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Inna Europa, Inna Literatura
Tytuł oryginału:
Vissza a fülesbagolyhoz
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
376
Czas czytania
6 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389755704
Tłumacz:
Tadeusz Olszański, Małgorzata Komorowska-Fotek, Elżbieta Sobolewska
Wybór opowiadań wybitnego prozaika węgierskiego.

"Nic nie jest z góry gotowe, sam nie wiem, co będzie dalej, wszystko rozwija się w miarę pisania. Punktem wyjścia czasem bywa jakieś miejsce, uczucie, zapach, zdarzenie. Albo po prostu sam nastrój. Coś, czego nie można sobie z góry zaplanować i ustalić. I właśnie to nieuchwytne coś, ten tajemniczy powiew jest duszą opowieści. I jeśli to coś nie krąży wkoło nas w powietrzu, lepiej nie przymuszać się do pracy...."
Ádám Bodor

"Opowiadania Bodora to groteski i makabreski, thrillery i dreszczowce, wreszcie dramaty egzystencjalne, których mottem mogłoby być zdanie poety: życie byłoby zbyt ciężkie, gdybyśmy się rozumieli. Bo gdybyśmy się rozumieli, to po co w ogóle sny lub cokolwiek?
Sposobem Bodora jest zaciemnienie, niedopowiedzenie, wyprowadzenie w pole, stop-klatka jak w czasie na reklamy, a jego krótkie formy to przerwane w kulminacyjnym momencie sny, wiersze zakończone przed puentą, niedoświetlone klisze."
Agnieszka Wolny-Hamkało
Średnia ocen
7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Z powrotem do uszatej sowy w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Z powrotem do uszatej sowy

Średnia ocen
7,1 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Z powrotem do uszatej sowy

avatar
1084
1084

Na półkach: , , ,

Nietypowe, w większości bardzo krótkie opowiadania dziejące się głownie na węgiersko- rumuńskim pograniczu. W smutnych miejscach gdzie przyroda zdegradowana, cywilizacja niekoniecznie dotarła, a ludzie z dziwnym fatalizmem poddają się losowi. Opowieści czasami dziwne, czasem mało zrozumiałe, jednak wszystkie mocno niepokojące.

Nietypowe, w większości bardzo krótkie opowiadania dziejące się głownie na węgiersko- rumuńskim pograniczu. W smutnych miejscach gdzie przyroda zdegradowana, cywilizacja niekoniecznie dotarła, a ludzie z dziwnym fatalizmem poddają się losowi. Opowieści czasami dziwne, czasem mało zrozumiałe, jednak wszystkie mocno niepokojące.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
164
67

Na półkach:

Niesamowite opowiadania, a w nich absurdalnie banalny świat. Lektura wymagająca i smakowita.

Niesamowite opowiadania, a w nich absurdalnie banalny świat. Lektura wymagająca i smakowita.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3010
785

Na półkach: ,

Wedle posłowia Bodor to wręcz geniusz literacki, spod którego pióra wyskakują same arcydzieła. A według profana - czyli mnie - to nawet nie jest literatura przyzwoita. To karton ze ścinkami, z którego co prawda daje się wyłowić kilka interesujących pomysłów czy idei, ale Bodorowi nie chciało się ich nawet z grubsza obrobić.

Bo co jest w środku? 45 opowiadań, z których większość jest absolutnie o niczym. Ot, na przykład "Brat palacza". Przyjeżdża facet podający się za brata palacza, tyle że w ośrodku nie ma palacza. Nocuje więc u mechanika i rano wyjeżdża. Koniec. I tak z każdym tekstem - coś się rozwija, ale gdy myślimy, że fabuła zaczyna się wreszcie zawiązywać, autor urywa narrację. I już. Jak rozumiem, to ma być ta szczególna wartość opowiadań. Że czytelnik powinien teraz rozmyślać, kim kto był, i co robił, nie mając przy tym praktycznie żadnych informacji ani o postaci, ani o realiach.

Z tych wszystkich tekstów wybija się jeden jedyny - "Wydział". Jest to dłuższa historia kobiety, która trafia do obozu pracy, niejako z każdym etapem podróży zstępując do stopień niższego piekła nijakości i brudu. Opowieść robi wrażenie przede wszystkim obojętnością narracji i godzeniem się bohaterki na każdą niegodziwość, ale jedno ciekawe opowiadanie nie jest w stanie poprawić odbioru całej książki.

Wedle posłowia Bodor to wręcz geniusz literacki, spod którego pióra wyskakują same arcydzieła. A według profana - czyli mnie - to nawet nie jest literatura przyzwoita. To karton ze ścinkami, z którego co prawda daje się wyłowić kilka interesujących pomysłów czy idei, ale Bodorowi nie chciało się ich nawet z grubsza obrobić.

Bo co jest w środku? 45 opowiadań, z których...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

114 użytkowników ma tytuł Z powrotem do uszatej sowy na półkach głównych
  • 71
  • 42
  • 1
29 użytkowników ma tytuł Z powrotem do uszatej sowy na półkach dodatkowych
  • 19
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Z powrotem do uszatej sowy

Inne książki autora

Ádám Bodor
Ádám Bodor
Ádám Bodor (ur. 1936),prozaik węgierski; ukończył w Koloszwarze (Klużu) studia teologiczne; w latach 1952-1954 był więźniem politycznym. W 1982 roku przeniósł się na Węgry. Jest autorem kilku tomów opowiadań i powieści. W Polsce ukazały się jego "Okręg Sinistra", "Wizyta arcybiskupa" oraz "Zapach więzienia". Jest laureatem wielu prestiżowych nagród, m.in. Nagrody im. Józsefa Attili, Węgierskiej Nagrody Literackiej i Nagrody im. Kossutha przyznawanej wybitnym przedstawicielom nauki, sztuki i literatury za całokształt twórczości.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pływak Zsuzsa Bánk
Pływak
Zsuzsa Bánk
„Dziwne było tylko to, że nasze życie toczyło się dalej, chociaż moja matka nas opuściła”. Subtelna książka o stracie - i to niejednej - której kanwę stanowią losy węgierskiego rodzeństwa i ich ojca po ucieczce matki jesienią 1956 r. za granicę w związku z upadłym powstaniem. Dzieci z ojcem (duchem nieobecnym, jakby w istocie i jego nie było) zaczynają wędrówkę, pomieszkując to tu, to tam, u bliższych lub dalszych krewnych, na zawsze beznadziejnej prowincji. I zawsze doświadczają tam ciężaru monotonnej codzienności, która nieodłącznie towarzyszy nieprzemijającemu poczuciu tymczasowości. U obojga – starszej dziewczyny i młodszego chłopaka - syndrom sieroctwa przejawia się na różnorakie sposoby, jaskrawiej u Istiego niż u jego siostry, która całą narrację prowadzi (ze świadomością dziecka, choć już wie, co się stanie). I właśnie ta lekko naiwna, nie wszechwiedząca perspektywa wydaje mi się największą wartością tej niełatwej – pora uprzedzić - książki. Gęsta, mocno psychologiczna to proza, jakichkolwiek ozdobników pozbawiona, a chłód emocjonalny otaczający dzieci wydaje się lekko mrozić i czytelnika. Pełna nostalgii i nieokreślonej tęsknoty, pozbawiona zbyt wielu wydarzeń narracja, gdzie dominują odczucia i wrażenia, może odstraszać osoby ceniące konkretne wydarzenia, choć nieco ich jest, zawsze dramatycznych. Język odpowiednio oszczędnie minimalistyczny. Z jednej strony dzieci nie zdają sobie w pełni sprawy z sytuacji, a z drugiej w większym stopniu niż domyślają się tego dorośli, wyczuwają one fałsz ich zachowań. Ich obroną jest, jak zazwyczaj w takich przypadkach, ucieczka w fantazje…. „Wymyślaliśmy sobie z Istim wiele historii o naszej matce, za każdym razem opowiadaliśmy je inaczej. Zapamiętywaliśmy, co komu powiedzieliśmy i nigdy nie pomyliliśmy żadnego zwrotu, żadnego szczegółu. Ciągnęliśmy te historie, upiększaliśmy je, dodawaliśmy coś, czasem ujmowaliśmy. Wykluczaliśmy myśl, że ktoś mógłby je wziąć za kłamstwo, może zresztą sami po jakimś czasie zaczęliśmy w nie wierzyć”. Zakorzenienie nie jest czymś, na co może, na co powinno liczyć dwoje dzieci… „Bywały lata, że pakowaliśmy nasze rzeczy co tydzień, bo już nas dłużej nie chcieli, bo byliśmy uciążliwi, za głośni, za cisi, za mało nas było, za dużo, a my z Isti nie żałowaliśmy, nie przeszkadzało nam, że odjeżdżamy, być może mieliśmy nadzieję, że w nowym miejscu będzie lepiej”. „Kiedy ruszaliśmy, ruszał świat wokół nas, zaczynał się kręcić, sądziliśmy, że w każdej chwili może się zatrzymać, dokładnie wtedy, gdy tego chcieliśmy”. „Nigdy nie pojęłam, dlaczego nie zostaliśmy w jakimś miejscu na stałe, dlaczego ojciec nie wprowadził się do jakiegoś domu, nie założył ogrodu, dlaczego nie zatrzymał się po prostu w jakimś miejscu jak wszyscy inni, jak każdy, kogo spotykaliśmy, i nie powiedział, tutaj zamieszkamy”. Relatywnie najlepszy czas bohaterów to pobyt nad Balatonem, ale i on ma swój kres. Najgorzej na tym wyjdzie brat narratorki Isti (książka swój tytuł zawdzięcza właśnie jemu),„dla którego nie istniał żaden powód, żadna wymówka, żeby nie pływać, nie troszczył się ani o pogodę, ani o upomnienia, ani o zakazy. Jednym skokiem lądował w wodzie, wszędzie i o każdej porze, dorośli zaczęli mówić, że trzeba go wiązać na smyczy.(…) Pływał niezmordowanie”. Kilka razy akcja przenosi się do obozu uchodźców w Austrii, a potem do Niemiec, gdzie matka dzieci znalazła jakąś mechaniczną pracę. Na nic innego nie może liczyć, zwłaszcza gdy życzliwe zainteresowanie losem wygnańców szybko się wyczerpuje… („Inge nie mówiła do nich Vali i Kati, tylko Valerie i Katharina, co jakiś czas pytała je w żartach, dlaczego kobiety o takich imionach pracują jako pomywaczki i szorują brudne podłogi, a Vali i moja matka odpowiadały, że one także nie wiedzą”). Interesującym, przedstawionym tu wątkiem węgierskiego roku 1956, były swoiste „pushbacki wewnętrzne”. Osoby złapane na granicy z Austrią początkowo wywozi się w głąb Węgier, gdzie są, o dziwo, wypuszczane, z kopniakiem na drogę… Dopiero potem następni trafiają za kraty, jak jeden z drugorzędowych bohaterów. „Zamknęli go w szkole, bo zabrakło więzień, które mogłyby kogokolwiek jeszcze przyjąć”. „Wypatrywał każdego pociągu, odkąd dowiedział się, że w Budapeszcie stało się coś, co czuło się aż tu, odkąd usłyszał, że rozbili głowy z kamienia, rozgnietli butami skorupy, że padły strzały, za wiele, że ktoś zawołał do świata przez radio po pomoc, ale świat odmówił, jakby nie słyszał, jakby radio zostało wynalezione nie dla nas”. Dalekim i pobocznym echem odbijają się w narracji i inne ważne, nie tylko dla Węgier, wydarzenia historyczne: „Chodzili po mieście i w pewnej chwili stanęli, bo wszystko i wszyscy stanęli: tramwaje, autobusy, ludzie, pieszo, na rowerach, bo tak kazali przez megafony. Każdy stał i milczał, nie tylko tutaj, w całym kraju, nawet w krajach sąsiednich. (…) Coś się skończyło, skończyło się czyjeś życie, a z nim jakiś czas, jakaś era”. „Na przystani opowiadają, że w Pradze ktoś się podpalił, teraz kiedy wszystko już się skończyło, pół roku za późno, a my nie wiemy, czy w to wierzyć”. Szczególnie podoba mi się to, że nie ma tu nic z kombatanctwa; to opowieść o więcej niż zwykłych ludziach; nie ma tu żadnych herosów ‘walki z komuną’ ani z niczym innym – samo ciśnienie codzienności to wystarczająca opresja…. Ciekaw jestem w tym kontekście recepcji tej powieści w dzisiejszych Węgrzech, gdzie wiadome ‘wzmożenie’ trwa, bo trwa mać, i chyba jeszcze długo się nie skończy… Inne cytaty „Moja matka się z nami nie pożegnała. Poszła na dworzec jak każdego innego dnia”. „Miałam niewiele wspomnień o mojej matce. W zasadzie znałam ją tylko ze zdjęć”. „Udawałam, że nie myślę o mojej matce”. „Wiadomości nigdy nie mówiły nic nowego”. „Wtedy nie wiedziałam, czy to życie przepływa obok niego, czy to on prześlizguje się przez nie bez wysiłku”. „Zapomnieliśmy nawet, że był taki czas, kiedy czytaliśmy na dworcach rzędy cyfr i zapamiętywaliśmy je, wierząc że to może nas uratować przed czymkolwiek”. „Mihaly obejmował jej dłonie swoimi wystarczająco długo, by dać jej coś do zrozumienia, i wystarczająco krótko, żeby nie zauważyli tego inni”. „Wszystkie dziewczyny go lubiły, właśnie dlatego że nie zwracał na nie w ogóle uwagi”. „Szczęście należało do nich, tylko do nich, jakby całe szczęście tego świata zebrało się w jednym miejscu, jakby odjęto je innym, żeby dać je tylko im”. „Uspokaja mnie myśl, że Isti był i coś zabrał. Jest jedną z niewielu myśli, które mnie uspokajają”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na81 rok temu
Biały król György Dragomán
Biały król
György Dragomán
Fascynacja prozatorstwem Magdy Szabó oraz Herty Müller zaprowadziła mnie do rumuńskiego Tirgu Mures, w którym György Dragomán rozlicza się z reżimem komunistycznym ubiegłego stulecia. Wbrew założeniom o prawdopodobnym epatowaniu postacią Ceaușescu, Rumuńską Partią Pracy oraz innymi symbolami opresyjnej władzy, węgierski pisarz sięga po perspektywę dorastającego chłopca, a także jego ogromnej tęsknoty za zesłanym na przymusowe prace ojcem. Codzienność oczami dziecka jest jeszcze bardziej wstrząsająca niż starszego obserwatora rzeczywistości ze względu na prostotę, a zarazem dosłowne znaczenie wykorzystywanych słów. W „Białym królu” nie ma zawoalowanych myśli, ani symbolicznego opisywania brutalnych scen z życia powszechnego. Przemocą skażeni są dorośli, jak również rówieśnicy chłopca, co w prozie węgierskiego pisarza służy unaocznieniu skali okrucieństwa w każdym pokoleniu. Tęsknota za ojcem, której nie są w stanie zagłuszyć drwiny, a niekiedy gnębienie ze strony otoczenia, stanowi ostatni przebłysk nadziei w państwie totalitarnym, dzięki czemu narrator „Białego króla” stara się doszukiwać resztek normalności w zastanym świecie. György Dragomán rezygnuje ze środków stylistycznych, pięknych haseł oraz pokrzepiających cytatów. Wspomniane ozdobniki przeszkadzałyby w rozliczeniu Rumunii z jej ciemnej przeszłości. Autor rekompensuje ich ubogość zdaniami wielokrotnie złożonymi, co wcale nie znaczy, aby zgubił po drodze znaki interpunkcyjne lub zasady składni. György Dragomán wymusza na odbiorcy określony sposób czytania „Białego króla”, czyli jednym tchem, bez zatrzymywania oraz zbędnego analizowania terroru komunistycznego reżimu, który stanowi zamknięty rozdział historii Rumunii.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na72 lata temu
Marakesz Václav Pankovčín
Marakesz
Václav Pankovčín
Jest w tej książce pewna nostalgia i smutek za minioną epoką, za tyglem, za karuzelą różnobarwnych postaci wiejskich kobiet i mężczyzn. Prostych ludzi – Słowaków, Żydów i Polaków – którzy żyją tak, jak żyli ich przodkowie; którzy może pragną innego, lepszego „życia wielkiego miasta”, ale boją się nieznanego, brakuje im odwagi lub po prostu pogodzili się ze swoim losem. To książka o prostym i ciężkim życiu gdzieś na dalekiej Słowacji, ale taki „Marrakesz” znajdzie się wszędzie. Te same problemy, te same oczekiwania i nadzieje. Marrakesz Vaclava Pankovica to piękna, liryczna historia, w której realizm magiczny przeplata się z poetycką prozą, humor z groteską, a czas płynie leniwie. Prócz pięknej historii nie sposób nie docenić polskiej okładki książki projektu Kamila Targosza z wykorzystaniem obrazu Andrzeja Kozyry. W tym wypadku stwierdzenie „nie oceniaj książki po okładce” zupełnie się nie sprawdza. There is a certain nostalgia and sadness in this book for a bygone era, for that melting pot, for the carousel of colorful characters—village women and men. Simple people: Slovaks, Jews, and Poles who live as their ancestors once lived; who perhaps long for a different, better “big city life,” yet fear the unknown, lack the courage, or have simply come to terms with their fate. It is a book about a simple and difficult life somewhere in distant Slovakia, but such a “Marrakesh” can be found anywhere. The same problems, the same expectations and hopes. Marrakesh by Vaclav Pankovic is a beautiful, lyrical story in which magical realism intertwines with poetic prose, humor with grotesque elements, and time flows lazily. Apart from the beautiful story, it is impossible not to appreciate the Polish book cover designed by Kamil Targosz, featuring a painting by Andrzej Kozyra. In this case, the saying “don’t judge a book by its cover” definitely does not apply.
RobertTomasz - awatar RobertTomasz
ocenił na81 miesiąc temu
Wizyta arcybiskupa Ádám Bodor
Wizyta arcybiskupa
Ádám Bodor
Iście beckettowski koncept: miał przyjechać kościelny dostojnik - nie przyjechał, choć cała książeczka niemal poświęcona wyłącznie przygotowaniom do tego. Ale po co miałby wizytować, skoro i bez niego to wzorowa totalitarna rzeczywistość z elementami magii…. W tej mocno oniryczno-brutalistyczno-magicznej opowieści współcześni księża to dawni żołnierze rządzący wcześniej tym krajem, gdzieś na pograniczu Ukrainy, Węgier i Rumunii, którzy „zapuścili sobie teraz gęste brody, włożyli wysokie czapy i poprzebierali się w rozmaite księże kapoty”. Tylko metody sprawowania władzy się nie zmieniły – obozy formalnie są prewentoriami. Tylko nie wiadomo, na co umieszczani w nich ludzie chorują…. Raczej nie dla wszystkich ten gorzki obraz transformacji po 1989 r. - cóż, że przerysowany? - krajów byłego obozu komunistycznego, gdzie dawny system zastąpiła go mniej lub bardziej realna, a nie tylko symboliczna, władza kościołów (tu – greckokatolickiego, którego nie należy mylić z prawosławnym, za który niektórzy w opiniach mylnie go biorą). Świat przedstawiony nie jest szczególnie przyjazny, zwłaszcza ludziom (za to ich wspaniałe nazwiska!). ”Koniec końców, w miejscu gdzie, gdzie wcześniej były siostry Senkowitz, zostały tylko dwie, czy trzy szufelki śmieci. W wypełnionej strzępami gałganów, wiórami i drzazgami parującej mięsnej miazdze trudno się było dopatrzyć nie tylko dwóch, ale nawet jednego trupa. Mewy niewiele zostawiły”. ”O odporności wikariusza Peripravy zaczęły już krążyć legendy, mówiono że jest jak jaszczurka – gdy obciąć jej ogon, odrośnie drugi – dlatego poćwiartowali go na drobne kawałki, by ochłapy, które z niego zostały, nigdy już nie mogły zrosnąć się do kupy”. ”Żołnierze przez długie tygodnie piekli na fortepianach poćwiartowane baranie tusze – szlachetne drewno dłużej trzyma żar – struny pękały jedna po drugiej z gorąca, a ich brzęk mieszał się z dymem, wzlatywał nad podwórzem i jeszcze przez wiele dni szybował nad dachami”. ”W mieście oczekiwano wizyty arcybiskupa Zilavy. Właśnie dlatego należało jak najszybciej pochwycić wszystkie niepożądane osoby, a przede wszystkim przebywających na wolności chorych”. Są tu elementy znane z wcześniejszych książek Autora, tylko jeszcze bardziej…. ”Nad dachami domów drżała galaretowata kopuła smrodu, od którego milkły nawet najbardziej zapalczywe mewy. Pośród murów unosiła się wprawiająca w odrętwienie cisza; słychać było jedynie bzyczenie much uderzających co i raz o szyby okien. Przenikało ono przez szyby i niczym czarne uderzenia bicza rozchodziło się echem po mrocznych pokojach”. ”Biskup Zelofan prowadził niegdyś zbiórkę pieniędzy, obiecywał 18 procent zysku tym, którzy powierzą mu swój majątek, a potem zwyczajnie zniknął z miasta. Można go było spotkać na iwano-frankiwskim rynku, gdzie co dzień paradował w astrachańskim futrze do ziemi, cały poobwieszany łańcuszkami, bransoletkami i srebrnymi kolczykami w uszach”. ”Z wnętrza samochodu dolatywała oszałamiająca woń – zapach miejsca, gdzie nie trzeba się liczyć z pieniędzmi. Niektórzy z bliżej stojących gapiów, czując go, po prostu wybuchali płaczem”. ”Żywili się sosnowymi szyszkami, żywicą, szarańczą i leśnym miodem, przede wszystkim zaś świeżym powietrzem”. ”Ulicami miasteczka parami lub trojkami błąkały się borsuki, jednorożce i rysie, które czasem pod osłoną nocy rzucały się dla hecy na przechodniów”. ”Trzymał teraz w dłoni połówkę granata, a w sączącym się do baraku świetle księżyca jego drobne pestki – rubinowe ziarna miłości – lśniły niczym drogie kamienie”. To moja 4. książka Bodora i jednak mam poczucie pewnej wtórności przy braku nowych konceptów. Dlatego „tylko” 6, bo jednak nie tak znakomita jak tamte. Zwłaszcza ”Okręg Sinistra” – jednak niezapomniany!
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na61 rok temu
Likwidacja Imre Kertész
Likwidacja
Imre Kertész
Likwidacja” to przede wszystkim utwór rozliczeniowy wobec traum pozostawionych w ludzkich umysłach przez totalitaryzmy hitlerowski i komunistyczny.W narracji niemało jest także rozważań filozoficznych o charakterze egzystencjalnym. Jednak jego fabuła ma charakter powieści quasi- detektywistycznej o skomplikowanej intrydze, tak skonstruowanej, że nie powstydziłby się jej twórca bestsellerowych kryminałów. Najważniejszy bohater “Likwidacji” B. urodził się i przeżył w Oświęcimiu dzięki polskiej kapo nadzorującej kobiecy oddział szpitalny. Po wojnie B. został pisarzem. Czytelnik jednak nie ma okazji go poznać, ponieważ gdy zaczyna się fabuła B. już nie żyje.2. Na pierwszym planie powieści pojawia się krytyk literacki i lektor wydawniczy Keseru. Po samobójczej śmierci pisarza B., Keseru ogarnięty jest obsesją odnalezienia - pisanej do szuflady powieści B. Odpowiedź na pytanie, co się stało z rękopisem powieści zaszyfrowany jest w dramacie zatytułowanym “Likwidacja”. Keseru odnajduje go w mieszkaniu martwego B., wśród masy notatek i innych próbek pisarskich B., a następnie ukrywa przed nadejściem policji, która może wszystko zarekwirować ze względu na antykomunistyczną postawę B. W trakcie lektury napisanego przed dekadą dramatu “Likwidacja”, Keseru odkrywa, że B. przewidział w nim dokładnie wszystko, co nastąpi po jego śmierci: że Keseru odnajduje w mieszkaniu martwego B., dramat zatytułowany “Likwidacja”, ukryje wszystkie papiery pisarza przed nadejściem policji itd. ... B. przewidział wszystko z dokładnością, która staje się lustrzanym odbiciem rzeczywistych wydarzeń. Takie zapętlenie się fabuły powieści jest jednocześnie jej zawiązaniem, a bohaterom utworu coraz trudniej zorientować się, co jest ich autonomiczną decyzją, co wynikiem manipulacji pisarza “zza grobu”, a wreszcie co samospełniającą się przepowiednią czy skutkiem autosugestii Keseru i tych, którzy przeczytali dramat zmarłego B. Kertész prawie do końca będzie nas trzymał w niepewności, czy wysiłki podejmowane przez Keseru, bardziej oddalą go niż przybliżą do odnalezienia rękopisów pisarza B. i prawdy o motywach jego samobójstwa. Ale jak to bywa w każdej szanującej się powieści, wartość ma nie ta czekająca na ustalenie odpowiedź, lecz to, co przeżyje i jaką lekcję wyniesie z tego dla siebie poszukujący rozwiązania. Mottem książki jest cytat z powieści Samuela Becketta „Mollowy”: "Jest północ. Deszcz smaga szyby. Nie była północ. Nie padało." W ten sposób autor wprowadza do powieści wątek filozoficzny. Motto bowiem skłania do postawienia pytania: czy to, co nas otacza jest prawdziwe? A może człowiek żyje tylko w przestrzeni własnej wyobraźni. Buduje wokół siebie osobisty, subiektywny świat, tak jak B., który nie mógł się wyzwolić z pamięci o traumatycznej przeszłości.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na78 miesięcy temu
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki Miljenko Jergović
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki
Miljenko Jergović
Cyt.: „Jego oczy patrzą teraz nicości w twarz, czekają, aż z którejś strony pojawi się Bóg i powie mu, że po tamtej stronie i dla ludzi wszędzie obcych znajdzie się miejsce.” Miljenko Jergović, ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” Miljenko Jergović, bośniacki poeta, prozaik i publicysta, z pochodzenia Chorwat, urodzony i wychowany w Sarajewie, od 1993 roku mieszkający i pracujący w Zagrzebiu za swoją wydaną w 2008 roku powieść „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” otrzymał cztery lata później Nagrodę Literacką Europy Wschodniej Angelus. To nagroda przyznawana w dziedzinie twórczości prozatorskiej, napisanej w języku polskim lub tłumaczonej na język polski , która od niemal dekady zyskuje na znaczeniu w świecie literackim. To dzięki tej nagrodzie polski czytelnik może odkrywać takie nazwiska jak György Spiró, Swietłana Aleksijewicz, Josef Škvorecký, Oksana Zabużko, Serhij Żadan, Varujan Vosganian, Georgi Gospodinow czy Goran Vojnović. ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” to opowieść o tajemniczej i brutalnej śmierci Srdy Kapurowej, dziewczynki żebrzącej na ulicach Zagrzebia, której pochodzenia nikt nie potrafi ustalić. Skąd pochodzi? Z Mołdawii, Rumunii, Ukrainy czy też jeszcze z innego zakątka Europy? Jak znalazła się w Zagrzebiu? Pięciu bohaterów, z których każdy opowiada swoją historię i która w jakiś sposób łączy go ze śmiercią dziewczynki. Serb urodzony w regionie Lika w Chorwacji, Chorwat, którego rodzina pochodzi z Bośni, Chorwat z Banja Luki, Chorwat, który całe swoje dzieciństwo i młodość spędził w Belgradzie i w końcu Chorwat z Sarajewa, którego dziadek przywędrował na Bałkany z Czech. Tak naprawdę ta tragiczna śmierć to w zasadzie pretekst dla Miljenko Jergovića do opowiedzenia bolesnej historii Bałkanów, tego tygla narodów który wybuchał już wiele razy. To na ostatniej dekadzie wieku XX skupia się autor, gdy w kilka lat po śmierci Josipa Broz Tity Jugosławia rozpadła się jak domek z kart i wybuchła krwawa wojna domowa. Gdy zaczęło być ważne jaką religię wyznajesz, czy w kościele katolickim broń Boże nie żegnasz się trzema palcami i najważniejsze jakiej jesteś narodowości. Przestało mieć znaczenie, że urodziłeś się na tej ziemi i tu mieszkali twoi przodkowie – nie jesteś nasz, jesteś oby. Jesteś Chorwatem czy Bośniakiem w Serbii a Serbem w Chorwacji, wracaj do siebie, wracaj do domu. I nie jest ważne, że ten twój dom był właśnie tutaj. To historia Jugosławii, jej rozpadu i krwawego konfliktu ale nie tylko. Bo Miljenko Jergović opowiada swoje historie w sposób zadziwiający i jednocześnie niezwykle piękny. Z jednej historii przechodzi niezauważenie do następnej, po niej do kolejnej i jeszcze jednej, opowiadając o skomplikowanych losach mieszkańców Bałkanów i losach Chorwacji, od czasów Austro – Węgier, Królestwa Serbów Chorwatów i Słoweńców, Niepodległego Państwa Chorwackiego Ante Pavelica, Jugosławii, wojny domowej i niepodległej Chorwacji. Opowiada o ludziach, którzy, choć żyli obok siebie zawsze byli obcy czy inni. I to o nich jest ta książka. Niezwykła, urzekająca wręcz opowieść.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Z powrotem do uszatej sowy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Z powrotem do uszatej sowy