Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo

Okładka książki Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo autora Shiori Ito, 9788367034029
Okładka książki Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo
Shiori Ito Wydawnictwo: Tajfuny Seria: Tajfuny nonfiction reportaż
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Tajfuny nonfiction
Tytuł oryginału:
Black Box
Data wydania:
2024-02-20
Data 1. wyd. pol.:
2024-02-20
Data 1. wydania:
2021-01-01
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367034029
Tłumacz:
Karolina Bednarz, Dominika Błażyca
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo



książek na półce przeczytane 777 napisanych opinii 373

Oceny książki Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo

Średnia ocen
7,6 / 10
282 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo

avatar
5795
5733

Na półkach:

Historia tułania się od Annasza do Kajfasza. Ani zrozumienia, ani sprawiedliwości. czy naprawdę to ma tak wyglądać? Oburzenie i dyskusja to dopiero początek.

Historia tułania się od Annasza do Kajfasza. Ani zrozumienia, ani sprawiedliwości. czy naprawdę to ma tak wyglądać? Oburzenie i dyskusja to dopiero początek.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
219
85

Na półkach:

Podziwiam zaparcie i odwagę autorki. Świetna, dokładnie przygotowana książka, zarówno przez autorkę, jak i tłumaczki.

Podziwiam zaparcie i odwagę autorki. Świetna, dokładnie przygotowana książka, zarówno przez autorkę, jak i tłumaczki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
247
195

Na półkach:

Gdy uczęszczałam na zajęcia ze wstępu do psychologii sądowej, jednym z pojęć, które na początku trudno mi było zrozumieć była „wtórna wiktymizacja”. Chodziło bardziej o zwięzłość definicji na slajdach niż może o sam koncept, ale nawet jeśli wy też wcześniej nie znaliście tego określenia nie oznacza to, że ono nie występuje. Wręcz przeciwnie.

Ta książka tylko podkreśla fakt, że nie wystarczy, że kogoś spotyka traumatyczne zdarzenie. Cierpienie nie kończy się w momencie, gdy je przetrwaliśmy. Droga do uzyskania zrozumienia i walka o sprawiedliwość będą naznaczone momentami, podczas których będzie trzeba opowiadać wciąż na nowo i od początku o tym, o czym ofiary często chcą zapomnieć. Tak wygląda system, który w biurokratyczny sposób traktuje osoby w tak trudnych sytuacjach.

Jestem pewna, że niejedna osoba na miejscu Shiori by się poddała. Cóż, patrząc na statystyki zgłaszanych gwałtów zapewne tak jest – wysiłek, który należy wykonać, samemu będąc nadal w bólu, szoku czy niepewności, może okazać się niemożliwy do podjęcia. Autorka musi dodatkowo mierzyć się z bardzo męskim światem i społeczeństwem, które wspiera milczenie i stosuje ostracyzm wobec ludzi, którzy decydują się mówić.

Przy okazji lektury i ze względu na dziennikarski kontekst, skojarzyło mi się z pierwszym sezonem The Morning Show, choć tu oczywiście historia jest prawdziwa. Ale jeśli porównamy reakcje tam przedstawione do podejścia japońskiego społeczeństwa to wydaje się, że tu walczyć o siebie jest jeszcze trudniej.

Jedną z bardziej przerażających części jest na pewno samo prawo – przed nowelizacją w swojej definicji nie uznawano nawet, że gwałt to jest coś, co może spotkać mężczyznę… poza tym, pojawia się też pojęcie quasi-gwałtu i nawet nie chcę się o tym za długo rozpisywać, bo od razu skacze mi ciśnienie. Otóż tak określa się czynność seksualną wymuszoną na osobie, która jest nieprzytomna lub w inny sposób nie jest w stanie wyrazić zgody. Nie mieści mi się w głowie, jak można było wymyślić taką nazwę i jeszcze ją stosować.

Zanim zdenerwuję się jeszcze bardziej to zakończę na tym, że na pewno nie jest to łatwa lektura. W tym wydaniu otrzymujemy jeszcze sporo wiedzy z przypisów i posłowia, za co jestem wdzięczna, bo uzupełnia to wiele wątków, poruszanych przez autorkę w swojej publikacji z 2017 roku.

ig: @tylkotrocheczytam

Gdy uczęszczałam na zajęcia ze wstępu do psychologii sądowej, jednym z pojęć, które na początku trudno mi było zrozumieć była „wtórna wiktymizacja”. Chodziło bardziej o zwięzłość definicji na slajdach niż może o sam koncept, ale nawet jeśli wy też wcześniej nie znaliście tego określenia nie oznacza to, że ono nie występuje. Wręcz przeciwnie.

Ta książka tylko podkreśla...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1101 użytkowników ma tytuł Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo na półkach głównych
  • 742
  • 359
165 użytkowników ma tytuł Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo na półkach dodatkowych
  • 57
  • 32
  • 19
  • 17
  • 12
  • 10
  • 9
  • 9

Tagi i tematy do książki Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Uśmiech Shoko Choi Eun-young
Uśmiech Shoko
Choi Eun-young
Sporządzając listę najlepszych tytułów, jakie przeczytałam w tym roku, przypomniałam sobie, że – poza klubem książki – nie podzieliłam się z wami wrażeniami na temat tego zbioru opowiadań. Moja opinia zdążyła już trochę odleżeć, ale gdy spojrzałam na ilość zapisanych cytatów, uznałam, że chociażby z tego powodu warto się będzie nią podzielić i zostawić ten ślad. Kolejny raz przekonuję się, że wiele dzieł autorek z Korei dotyka jakiegoś wydarzenia historycznego; choć proza może być nawet osadzona i we współczesności, echo przeszłości zdaje się przenikać do codziennego funkcjonowania bohaterów. W siedmiu historiach zapoznajemy się z różnymi perspektywami, z których każda jest wyjątkowa; jest w nich i staruszka, i matka, i siostra. Kobiece postacie odsłaniają przed nami cenne wspomnienia. Choć według mnie pierwsza część zbioru jest znacznie mocniejsza niż druga, bardzo doceniam całość i do tej pory jestem w stanie przywołać uczucia, które towarzyszyły mi podczas lektury. Jak pewnie zwróciliście uwagę, imię z tytułów jest japońskie – ten wątek też się tu pojawia, a wiadomo, że relacje obu narodów nie należą do najłatwiejszych. Jest to opowiadanie rozpoczynające i razem z drugim stoją na szczycie mojego podium. Oba dotykają problemu kontaktów międzykulturowych, a te poszukiwanie wspólnego języka i zrozumienia, wydaje się stanowić tło wielu motywów. To fascynujące jak autorka sięga po różne punkty geograficzne, symbolizują też może trudność w osadzeniu się bohaterek i ich poszukiwania. Znajdziemy tu nawet odniesienia do Polski, co zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy; mimo odległości wielu tysięcy kilometrów jak widać zawsze da się znaleźć punkty wspólne. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że styl jest oszczędny w środkach i mało ozdobny. Ja jakoś nie zwróciłam na to uwagi, gdyż wciąż i wciąż trafiałam na doskonałe akapity, które w precyzyjny sposób mnie poruszały. Co więcej, patrząc na popularne w bookmediach zbiory opowiadań z krajów Azji, ten podobał mi się znacznie bardziej niż „Grobowa cisza, żałobny zgiełk” Ogawy. A wydaje mi się, że słychać o nim mniej. Oczywiście najlepiej samemu to ocenić. I do tego was zachęcam. ig: @tylkotrocheczytam
tylkotrocheczytam - awatar tylkotrocheczytam
ocenił na93 miesiące temu
Ja, która nie poznałam mężczyzn Jacqueline Harpman
Ja, która nie poznałam mężczyzn
Jacqueline Harpman
Liminalne życie Od czasu do czasu można przeczytać coś, co podobno jest mądre. Szczęśliwie odkryłem, że katalog wydawnictwa ArtRage można znaleźć na jednej z książkowych subskrypcji. Nic zatem nie szkodzi, by nie sprawdzić czegoś z ich pozycji. Po rozpoczęciu lektury pierwszym, co przyszło, to refleksja nad literaturą piękną. Czym ona jest? To dosłownie beletrystyka (fr. belles lettres),czyli zwyczajnie fikcja literacka. Czytając „Ja, która nie poznałam mężczyzn” obok Jacka Dukaja, jestem w stanie zrozumieć, czemu wydaje go Wydawnictwo Literackie. Z kolei w przypadku prozy Jacqueline Harpman nie rozumiem wyłączania jej z literatury gatunkowej. Omawiana książka podczas lektury początkowo nie chce dać się sklasyfikować. Zaczynamy od dystopii, która płynnie zmienia się w postapokalipsę, a na koniec dodaje do niej jeszcze powieść drogi. Język ani jakość nie wydaje się jakkolwiek ją wyróżniać, choć być może nie mam do tego kompetencji. Jednak po porównaniu ze słowami Dukaja, pozostaje ze mną pytanie: „czy określanie dziś czegoś literaturą piękną, nie jest praktycznie wybiegiem marketingowym?” W drugą stronę możemy mieć do czynienia z unikaniem określenia „fantastyką”. W tym kontekście zacząłem czytać książkę, która nie zachwycała ani literacko, ani kreowaniem świata, ani jakąkolwiek głębią. Nasz główna bohaterka, w momencie rozpoczęcia akcji jest ona już nastolatką, ale apokaliptyczny scenariusz zaczął się dla niej dużo wcześniej. Jak wiadomo, cierpienie dzieci jest bardziej dotkliwe, a by utrzymać tę nieokreśloność jej wieku, jej imieniem wręcz staje się Dziewczynka. Jednak jak to określił Marcin Mortka ustami swojego bohatera w „20:32”, dodawanie dzieci do postapokalipsy to tani zabieg. Zaczynamy bowiem w klatce z uwięzionymi czterdziestoma kobietami. Więcej lepiej nie wiedzieć, bo szczerze nie ma to nawet znaczenia. Przez to, że nasza bohaterka była właśnie dzieckiem, gdy trafiła do klatki, nie zna innego świata i nie ma rówieśników. Jest całkowicie wyobcowana i musi powoli odkrywać świat samemu lub z pomocą innych kobiet. Jest to wygodny zabieg do różnych rozważań nad relacjami międzyludzkimi i światem. Niestety moim zdaniem ten potencjał został zupełnie niewykorzystany. Nasza Dziewczynka bardzo rzadko dochodzi do czegoś samemu, choć dochodzenie do ustalenia czasu było satysfakcjonujące. Jednak poza tą sytuacją bardzo rzadko jest ona detektywem lub naukowcem w stylu głównego bohatera „Projektu Hail Mary” Andy'ego Weira. Praktycznie zawsze rozpoznaje lub dochodzi do czegoś, bo jakiś trafem ktoś jej o tym opowiedział. W większości są to tylko pozakadrowe skojarzenia, które odbierają jej to sprawczość. W równie niesatysfakcjonujący sposób świat nie jest spójny. Wśród czterdziestu kobiet jedna wykształcona miała wykształcenie pielęgniarskie, a wśród używanych i przekazywanych Dziewczynce słów jest choćby inercja (nie bezwładność!) lub kwinkuns (czy ktoś wie, co to, bez sprawdzenia?). Zatem świat, przemyślenia ani fabuła nie mają tu tak naprawdę znaczenia. Co zatem ma? Choć refleksje społeczne nie są zbyt głębokie, to mogą być punktem wyjścia do własnej refleksji. Jednak dla mnie nie były zbyt pociągające ze względu na swoją płytkość. Jednak ta książka jest przede wszystkim egzystencjalna, można ją przeżywać lub interpretować całościowo. Ja podczas jej czytaniem odczytywałem ją jako paradoks Fermiego, z racji na pewne skojarzenia, która sama autorka podrzuca. Jednak nic nie szkodzi interpretowania tej historii w kategoriach czyśćca niczym w „Zagubionych” (2004-2010),czy po prostu ludzkiego życia. Widziałem też interpretacje w kontekście biografii autorki, że opowiada ona o traumie bezsensu świata po Holocauście. Jak widać, można odnaleźć tu wiele, a być może każdy znajdzie coś dla siebie. Jednak przede wszystkim tę książkę się czuje. Dlatego te wszystkie średnie elementy ostatecznie nie przeszkadzają. Nie o nie w tej pozycji chodzi. Dzięki temu nie jest to zła książka, ale nieco tanio dochodzi do swojego celu. Realnie nic nie daje, by potem zabrać. Beznadzieja jest zatem ciągła i słaba, a nawet pozorne chwile triumfu nie wybrzmiewają. Przez tę emocjonalność nie można powiedzieć, że jest wybitna. Prawdopodobnie „Droga” Cormaca McCarthy’ego, do której nawiązywał wyżej M. Mortka, robi to lepiej, ale ona jeszcze przede mną. Jeśli ktoś chce ponownie poczuć egzystencjalny bezsens życia w stylu „Mitu Syzyfa” Alberta Camusa albo „Zatracenia” Dazaia Osamu, to „Ja, która…” być może się nada, ale może się okazać niezbyt satysfakcjonująca i niestety nie ma do zaoferowania wiele więcej.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na713 dni temu
Wściekłe suki Dahlia de La Cerda
Wściekłe suki
Dahlia de La Cerda
Ta książka to idealny przykład, że potrzebuję bibliotek, ponieważ nie śledzę różnych literackich nagród, toteż kompletnie ominęła mój radar, dopóki nie spojrzałam na półkę z nowościami w mojej filii. Zbiory opowiadań zawsze są bardzo "hit or miss", zwłaszcza w momencie kulturowym, kiedy zdaje się, że ta forma zaczyna umierać. Teraz wszystko musi być długie i mieć głębokie lore. Nie ma wiele miejsca na niedopowiedzenia, dosadność bez dosłowności, na historie rzucone nam poniekąd luzem. Dahlia de la Cerda to zdecydowanie hit, nie miss. Chociaż nie wszystkie opowiadania są moim zdaniem równie dobre, żadne nie jest złe i wszystkie mają tu swoje miejsce, ponieważ w ten czy inny sposób mierzą się z tematami mizoginii, problemów społecznych oglądanych przez soczewkę na wskroś meksykańską, oraz po prostu kultury, której autorka się nie wstydzi i nie próbuje jej wygładzać z myślą o barierze kulturowej pomiędzy sobą a szerszą publicznością, do której mogłaby dotrzeć. Podobał mi się ogromnie język, który oczywiście jest również zasługą dobrej pracy i wyczucia tłumaczki, ale jednak musiała ona na czymś pracować. Podobało mi się, że chociaż wszystkie teksty są pisane jak monologi do czytelnika, każdy głos narracyjny jest trochę inny, nawet u postaci o podobnym tle, gdyż każda ma inną osobowość. Podobało mi się, że autorka unika prostej dychtomii "kobieta zawsze dobra, mężczyzna zawsze zły", co nie jest łatwym zadaniem w pracy orbitującej wokół kobietobójstwa (khem, "They Never Learn", khem). Podobał mi się nawet skręt ku wątkom paranormalnym, który też miał w sobie coś bardzo folkowego, bardzo ściśle splątanego z kulturą w której się na tak krótko, ale intensywnie mogłam zanurzyć. Myślę, że ogromną zaletą jest również motyw przeplatających się opowieści, który jest dla mnie niczym spłata kredytu zaufania, jaki dałam autorce – bo udowadnia mi, że to nie są losowo wybrane teksty, że to zostało jakoś przemyślane i ułożone według pewnej logiki, że ktoś wie, co robi, zanim mi tę książkę zaserwuje. Podoba mi się również, być może najbardziej, brak oczywistej odpowiedzi, na ile ostatnie opowiadanie w zbiorze jest autentyczną spowiedzią, a na ile fikcją równą reszcie opowieści. Ogólnie to jest książka na max. dwie godziny lektury, jeśli ktoś czyta bardzo wolno – ale cóż to za dwie godziny.
Rosaline - awatar Rosaline
ocenił na828 dni temu
O mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet. Od inceli do artystów podrywu Laura Bates
O mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet. Od inceli do artystów podrywu
Laura Bates
To była trudna książka. Autorka, znana w UK działaczka feministyczna, funkcjonując na forach i stronach jak Alex, zinfiltrowała świat tzw. "menosfery" oraz społeczności "inceli". Przykłady są przerażające. I gdyby nie to, że regularnie na pewnej polskiej stronie, na niektórych facebookowych grupach i na subredditach widziałem mnóstwo podobnych postów, jak opisane w książce, to mógłbym uznać za próbę prowokacji lub przesadę... co również należy do technik inceli. Według ludzi tam funkcjonujących, takie czyny wobec kobiet jak gwałt, obmacywanie, znieważanie, bagatelizowanie czy dyskryminacja, jest czymś normalnym i nawet nie powinno wywoływać oporu jak i na część nie powinno być paragrafu. Jednocześnie wychodzi szereg nieścisłości, przeinaczeń jak i braku logiki: indywidualna ocena wydarzeń z historii, wybiórcze, wymyślone lub przekręcone badania naukowe, oburzanie się że kobiety uprawiają seks ale jednocześnie nienawiść do kobiety że nie chcą uprawiać seksu. Nie zdziwiło mnie też, że bigtechy jak Facebook czy Google, nie dość że nie ściągają szkodliwych materiałów, to jeszcze je podbijają. Autorka podaje sposoby jak temu przeciwdziałać: rozmowa twarzą w twarz, łączenie się w grupy i przeciwdziałanie, dążenie do tego by normalni faceci nie wpadli w sidła... i tutaj znalazłem parę zgrzytów. Ubolewam że autorka nie przedstawiła drugiej strony (a nawet miejscami zbagatelizowała coś takiego jak "mizoandria"),gdzie w ramach skrajnego feminizmu dyskryminuje się mężczyzn. Pod koniec również się nieco pogubiła: własne przeżycia, Internet, menosfera, jej facet, mizoginia, politycy. No i nieco naiwne podejście, że wystarczy w szkołach rozmawiać, by uniknąć tego zjawiska. Aczkolwiek ważna książka, prawdopodobnie każdy z nas zna incela ze skrajnymi opiniami, nawet się nie spodziewa że to ta osoba.
Rafał Stefaniak - awatar Rafał Stefaniak
ocenił na71 miesiąc temu
Prawdziwa powieść Minae Mizumura
Prawdziwa powieść
Minae Mizumura
Jeśli tylko cierpliwość jest jedną z Twoich cech, to jest duże prawdopodobieństwo, że i Tobie (tak jak mnie) powieść Minae Mizumury może się spodobać. Nie oczekuj jednak Czytelniczko/Czytelniku ani magii Murakamiego, ani lekkiego nastroju popularnych azjatyckich powieści „komfortowych”. Słynnego japońskiego minimalizmu, którym charakteryzują się nie tylko wnętrza mieszkań, ogrody i japońska emocjonalność – a przynajmniej jej zewnętrzne oznaki – też tutaj nie znajdziesz. Minae Mizumura nie oszczędza słów – opowiada nam o sobie i swoich pisarskich planach, oddaje głos kolejnym narratorom i prowadzi nas przez ponad pięćdziesiąt lat historii japońskiej rodziny, jej krewnych, pracowników i całkiem nieznanych osób, które trafiwszy na orbitę losów Taro i Yoko zostają wciągnięte w ich niezwykłą historię miłosną. Powieść japońskiej autorki ma w swoim założeniu przypominać literaturę europejską – być taką (jej słowami) „prawdziwą powieścią”, ale im bardziej zagłębiamy się w to, o czym nam opowiada, szczególnie w pierwszej części, która jest historią pobytu japońskiej rodziny w Stanach Zjednoczonych, gdzie poznają głównego bohatera Taro Azumę, tym bardziej zaczynamy mieć wątpliwości, co w tej historii jest fikcją, a co prawdą. Dzieje pierwszej narratorki są bowiem zbieżne z biografią Minae Mizumury i wszystko czego dowiadujemy się o niej i źródłach jej inspiracji wydaje się być prawdziwe. Pytaniem jest tylko, czy możemy jej wierzyć, skoro to jednak „powieść”? Jan Tomkowski w swojej „Literaturze powszechnej” pisze o japońskiej literaturze, że spośród egzotycznych, najbliżej jej do europejskiej. Mizumura podkreśla jednak wiele różnic i postanawia napisać coś, co będzie miało przede wszystkim cechy literatury „zachodniej” a nie typowo japońskiej. Jako wzór stawia sobie „Wichrowe wzgórza”. Nie wyjaśnia dlaczego i chociaż nie pada tytuł tej powieści, to jednak miejsce akcji (wrzosowiska Yorkshire),burzliwe losy kochanków i charakterystyczne rozpoczęcie właściwej opowieści (niespodziewany gość, nocleg, duch) są niemal identyczne i nie pozostawiają miejsca na wątpliwości. Moim zdaniem, pomimo swojej objętości (sam wstęp do całej historii ma około 200 stron, całość ponad 700) jest to historia warta poświęcenia jej czasu i uwagi. Oprócz burzliwej i (nawet jak na dzisiejsze czasy) nietypowej historii miłości, mezaliansu, związku oddanego i pełnego poświęcenia mężczyzny i fascynującej go, za to pełnej sprzeczności kobiety, Mizumura opisuje losy powojennej Japonii - jej powolną amerykanizację i upadek klasowego społeczeństwa. Podobne tło ma powieść Kazuo Ishiguro „Malarz świata ułudy” - pokazuje bohaterów o przedwojennej mentalności i zniszczoną Japonię po upadku II wojny światowej. Powieść ma kilku narratorów i trzy odmienne punkty widzenia, nie licząc ostatniej, dość wieloznacznej części, gdzie wkrada się motyw plotki. Najbardziej rozbudowana jest druga, można ją nazwać właściwą, część historii, w której służąca Fumiko opowiada w sposób chronologiczny historię małego chłopca o tajemniczej przeszłości i losy rodziny bogatej japońskiej rodziny, u której przez wiele lat pracuje. To nieomal klasyczna narracja linearna – trudno nią oczarować czytelnika i utrzymać go w napięciu, stąd bardzo różni się ta część od pozostałych – narracji młodego (współczesnego) japońskiego mężczyzny i samej autorki. Myślę, że to jedna z tych powieści, która może zachwycić, albo znużyć, ale z pewnością stanowi dobre uzupełnienie literackich podróży do Japonii i właśnie tak ją traktuję. Po bardzo ciekawym „Purezento” Joanny Bator – o sztuce kingtsugi (artystyczna naprawa porcelany),czy powieści „Zając o bursztynowych oczach” Edmunda de Waala, gdzie bohaterem pośrednim są japońskie figurki netsuke, stanowi dobrą przeciwwagę jako historia z pierwszej „japońskiej” ręki, nie będąca jednocześnie pop-literaturą eksportową tego kraju.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na85 dni temu
Demon z samotnej wyspy Edogawa Ranpo
Demon z samotnej wyspy
Edogawa Ranpo
"Demon z samotnej wyspy" to powieść kryminalno-przygodowa osadzona w japońskim klimacie. Utwór powstał w 1930 roku dlatego charakteryzuje się niecodziennym stylem i klimatem ( warto też przeczytać posłowie tłumaczące kontekst historyczno-kulturowy, nietypowy dla literatury europejskiej). Dodatkowo był pisany jako powieść odcinkowa, wydawana w prasie. Fabuła rozpoczyna się od romansu dwójki współpracowników, gdy nagle ukochana głównego bohatera - Minoury, ginie w tajemniczych okolicznościach. Mężczyzna wraz z pomocą swojego przyjaciela Michio Moroto rozpoczynają wątek detektywistyczny, próbując zrozumieć tajemnicze wydarzenia. Kolejne odkrycia doprowadzą ich do tytułowej samotnej wyspy, demona i ukrytego skarbu. Książka poza klasycznym uczuciem między kobietą a mężczyzną porusza też wątek homoseksualizmu, czego ucieleśnieniem jest postać Moroty. Inne postacie drugoplanowe są ciekawe ( nawet bardziej niż główny bohater). Ze względu na styl pisania powieści ciężko było mi się do niej przekonać, autor szeroko opisywał wszytskie szczegóły śledztwa, podkreślając ich istotną rolę. Mimo to ksiażka ma swój klimat, niedopowiedzenia śledztwa w późniejszym etapie mieszają się z groteską i makabrycznymi opisami praktyk na wyspie. Ciekawą formą jest również pamiętnik Hide, bliźniaczki syjamskiej. O ile w trakcie powieści wątki są fajnie prowadzone to końcówka pozostawia wiele do życzenia i wszystko zostaje szybko zakończone na raptem kilku stronach.
Karola - awatar Karola
oceniła na715 dni temu

Cytaty z książki Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo

Więcej
Shiori Ito Czarna skrzynka. Sprawa, która stała się symbolem japońskiego #MeToo Zobacz więcej
Więcej