Dziewczyny z Gross Rosen. Zapomniane historie z obozowego piekła

Okładka książki Dziewczyny z Gross Rosen. Zapomniane historie z obozowego piekła
Agnieszka Dobkiewicz Wydawnictwo: Znak Horyzont biografia, autobiografia, pamiętnik
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo:
Znak Horyzont
Data wydania:
2022-08-23
Data 1. wyd. pol.:
2022-08-23
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324079667
Tagi:
litetatura polska wspomnienia wojna
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama
Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
7,4 / 10
56 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
96
85

Na półkach:

Agnieszka Dobkiewicz, autorka książki „Dziewczyny z Gross-Rosen" zaznacza we wstępie, że „Nie lubię pisania historii ludzi z jednej perspektywy. Odkąd pamiętam, szukałam różnych punktów zaczepienia, by snuć opowieści, i starałam się dawać głos tym, którzy mieli potrzebę mówienia. Jak bardzo może być niebezpieczna ta jednowymiarowa perspektywa, przekonałam się, pisząc Dziewczyny z Gross-Rosen. Gdy Wydawnictwo Znak zaproponowało mi napisanie książki o kobietach z KL Gross-Rosen, powiedziałam: „Nie”. Dopiero później przyszła refleksja, że taka książka jednak powinna się ukazać. Podjęłam się tego zadania, jednak pełna obaw, że nie uda mi się z niego wywiązać. I nagle stało się coś, co zmieniło moje wyobrażenia o pisaniu tej historii. Okazało się, że problem tkwi w czymś innym, niż sądziłam. Nie w tym, że tych opowieści nie ma, ale w tym, że za późno zaczęłam po nie sięgać".
Kiedy mówimy, że zginęły miliony przeraża nas i przytłacza ten fakt. Ale, gdy zdajemy sobie sprawę, że miliony ofiar to pojedyncze losy, ludzie mający imiona, nazwiska, rodziny, przyjaciół, ukochanych, ciężar wzrasta. I tak ma być. Ta prawda bardzo boli, będzie bolała każdego wrażliwego czytelnika. Ma boleć. Patrzymy w ich oczy na nielicznych zdjęciach. Na niektórych fotografiach jeszcze nie wiedzą, co je spotka - za miesiąc, za rok, za kilka dni.
Agnieszka Dobkiewicz zresztą nie zatrzymuje się li tylko na obozowych realiach, choć opisuje je na tyle dokładnie, na ile było to możliwe. Opowiada też o tym, co działo się z jej bohaterkami przed wojną, mówi o ich rodzinach, pasjach, miłości. Pokazuje świat, który w zderzeniu z brutalnością wojny jest niezmiernie kruchy. Świat indywidualnego losu zniszczonego w mgnieniu oka. To niewątpliwie siła tej opowieści. Ale, w co trudno wierzyć, gdy przekłada się kolejne strony, opowieść pokazuje też siłę tych, które przeżyły Marsz Śmierci i które żyły dalej, nieraz mówiąc o swoim doświadczeniu, a innym razem zamykając je w swoim sercu. Takim losem jest życie Haliny, która postanowiła w Łodzi stworzyć wyjątkowy pomnik, choć prawie w ogóle nie opowiadała o tym, co przeżyła. Autorce udało się także porozmawiać z jej córkami, drugim pokoleniem.
Nie możemy zapomnieć o Ruth, Felice, Feli, Gerdzie, Alize, Halinie... Musimy pamiętać i musimy wiedzieć. Musimy się z tą wiedzą zmierzyć po to, aby to, co je spotkało nigdy, przenigdy się nie powtórzyło. Ale czy na pewno jako ludzkość jesteśmy gotowi, by odrobić tę lekcję?
"Naziści skrupulatnie zacierali ślady po własnych zbrodniach. Niszczyli obozy koncentracyjne, palili dokumenty, zakopywali więźniarki w masowych grobach gdzieś na odludziu. Dlatego
przeszłość dziewczyn z Gross-Rosen pokryta jest kurzem zapomnienia". Dzięki Agnieszce Dobkiewicz - mam nadzieję - nie zapomnimy.

Agnieszka Dobkiewicz, autorka książki „Dziewczyny z Gross-Rosen" zaznacza we wstępie, że „Nie lubię pisania historii ludzi z jednej perspektywy. Odkąd pamiętam, szukałam różnych punktów zaczepienia, by snuć opowieści, i starałam się dawać głos tym, którzy mieli potrzebę mówienia. Jak bardzo może być niebezpieczna ta jednowymiarowa perspektywa, przekonałam się, pisząc...

więcej Pokaż mimo to

avatar
855
853

Na półkach:

Kolejna mocna relacja z piekła jakim były obozy koncentracyjne i obozy pracy przymusowej. Gross-Rosen to jeden z największych obozów pracy z czasów II wojny światowej. Znajdował się na ówczesnym terenie Niemiec, dziś jest to wieś Rogoźnica na Dolnym Śląsku. Obóz ten miał też wiele filii na terenach dzisiejszego Śląska. To z nich w styczniu 1945 roku przerażeni swoją klęską Niemcy wygnali tysiące kobiet w "marsz śmierci", który przeżyły tylko nieliczne.

Kolejna mocna relacja z piekła jakim były obozy koncentracyjne i obozy pracy przymusowej. Gross-Rosen to jeden z największych obozów pracy z czasów II wojny światowej. Znajdował się na ówczesnym terenie Niemiec, dziś jest to wieś Rogoźnica na Dolnym Śląsku. Obóz ten miał też wiele filii na terenach dzisiejszego Śląska. To z nich w styczniu 1945 roku przerażeni swoją klęską...

więcej Pokaż mimo to

avatar
189
125

Na półkach:

Mam ogromny problem z tą ksiazka, ponieważ bardziej przypomina prace zaliczeniowa na studiach niż utwór literacki. Jaki właściwie był główny zamysł autorki? Powierzchowny opis pracy w filiach obozu? Opisanie życiorysu kobiet z którymi nigdy się nie spotkała i nie porozmawiała?Taki jest rozdział o Ruth, taki jest również rozdział o Felice Schragenheim. Zwłaszcza rozdział o Felice daje do myślenia-wrzucono w nim ogólnikowo 3 życiorysy kobiet, które przebywały w obozie w Bukołowie. Z żadna z nich autorka się nie spotkała, opis Felice to cytaty z ksiazki Ericy Fischer pt. „Aimeei Jaguar” Autorka sugeruje, ze natknęła się na nazwisko Felice w dokumentach i mogła na podstawie relacji innych kobiet odkryć co się z nią dalej stało. Nie jest to do końca prawda, nie ma tu nic nowego. Nie został odkryty żaden nowy list. Poza tym wystarczy wejść na stronę o tzw. Stoperstein w Berlinie ( kamienie pamięci), gdzie Erika Fischer opisała dalsze losy swojej bohaterki. Po co Agnieszka Dobkiewicz opisuje to raz jeszcze? Sugeruje, ze wie coś więcej? Podobnie jest z rozdziałem dt. Gerdy Weissmann i dosłownymi licznymi cytatami z jej ksiazki. Po co to wszystko? Jest to bardzo odtwórcze. Może lepiej było nadać nazwę rozdziałów jako nazwy pododdziałów KZ Grossrosen? I tym samym wspomnieć kto w nich przebywał i co na ten temat pisał? Brakuje mi solidności w podejściu do tak poważnego tematu. Autorka sugeruje ze członkinie Towarzystwa Miłośników Ziemii Żmigrodzkiej nigdy nie spytały rodziny Hatzfeldow, dlaczego wynajęli budynku w Kurzbach pod filie Gross-Rosen. A czy autorka to zrobiła? Czy choćby spróbowała skontaktować się z majętnym rodem? Najbardziej wartościowa rzecz, czyli cytaty z nigdy niewydanego pamiętnika Felli Szeps zostały pocięte i wplecione w pogmatwana i niespójna relacje o marszu śmierci. Statuetkę Oscara z kolei wręcza Gerdzie nie Patricia Arquette a Elisabeth Shue. Ile jest takich drobnych pomyłek w książce? Brak mi dobrej redakcji w tej książce, brak mi szeroko pojętej uczciwości. To nie jest książka autorska tylko zbitek czyichś tekstów wydanych pod swoim nazwiskiem. Mam wrażenie, ze książka powstała, bo podpisana umowa tego wymagała. Owszem, oddaje ona hołd kobietom i temu co przezyly, bo nawet najbardziej ogólnikowa ksiazka jest forma pamięci. Pytanie tylko, czy w ten sposób powinno się pisać i tak po macoszemu obchodzić się z historia.

Mam ogromny problem z tą ksiazka, ponieważ bardziej przypomina prace zaliczeniowa na studiach niż utwór literacki. Jaki właściwie był główny zamysł autorki? Powierzchowny opis pracy w filiach obozu? Opisanie życiorysu kobiet z którymi nigdy się nie spotkała i nie porozmawiała?Taki jest rozdział o Ruth, taki jest również rozdział o Felice Schragenheim. Zwłaszcza rozdział o...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
443
285

Na półkach: , , , , , ,

Nie będę tutaj oceniać samych historii, które są dramatyczne, przerażające i niesamowicie poruszające. Myślę, że temat na pewno potrzebuje szerszego omówienia, ponieważ rzeczywiście miejsca, gdzie w czasie wojny ludzie przebywali w tragicznych warunkach, wykonując morderczą pracę nie zawsze są odpowiednio uhonorowane. Często brakuje nawet tabliczki informującej o strasznej przeszłości danego miejsca a uważam, że naszym obowiązkiem jest pamiętać. Historia niestety zbyt często lubi się powtarzać. Może gdybyśmy bardziej refleksyjnie podchodzili do przeszłości nasza teraźniejszość byłaby lepsza…

Sama książka Agnieszki Dobkiewicz pod względem merytorycznym wywołała we mnie niemało emocji, jednak swoim stylem i formą nie wzbudziła mojego zachwytu. Szczególnie ostatnia opowieść-wywiad wydaje mi się mocno niedopracowany i chaotyczny. Praktycznie brak jest tu jakiejkolwiek redakcji i to nieuporządkowanie bardzo przeszkadzało mi w lekturze.

Nie będę tutaj oceniać samych historii, które są dramatyczne, przerażające i niesamowicie poruszające. Myślę, że temat na pewno potrzebuje szerszego omówienia, ponieważ rzeczywiście miejsca, gdzie w czasie wojny ludzie przebywali w tragicznych warunkach, wykonując morderczą pracę nie zawsze są odpowiednio uhonorowane. Często brakuje nawet tabliczki informującej o strasznej...

więcej Pokaż mimo to

avatar
187
126

Na półkach:

Daję 7 ,bo książki o takiej tematyce ciężko mi ocenić niżej, myślę, że zwyczajnie nie wypada .
Bo to historie o strasznych przezyciach, traumach ocalałych i ocalonych.
Niemniej ,po tytule spodziewałam się czegoś innego.
Gross Rosen to obóz o którym do tej pory pisano stosunkowo mało, nie ma wielu zachowanych dokumentów oraz zapiskow opisujacych okrucieństwo i sadyzm małego obozu położonego na Dolnym Śląsku, ktory (co juz wiadomo) nie odbiegał bestialstwem od Auschwitz czy Treblinki.
Spodziewałam się ,że autorka przybliży nam obóz sam w sobie, jak funkcjonował, jak ciężko ludzie musieli pracować w pobliskich kamieniołomach i zakładach które wykorzystywały tanią siłę robocza kobiet tam osadzonych i dzięki temu niektóre funkcjonują po dziś dzień.
Dostajemy tutaj historie kilku kobiet wiezionych w PODOBOZACH filli Gross Rosen w różnych lokacjach dolnego Śląska.
Nie śmiem napisać , że to kolejne wspomnienia dość nudno i monotonnie opisane, bo nie wypada. Należy się hołd oddany tym kobietom, ofiarom reżimu jednak książka sama w sobie to wcale nie obiecujące odkrycie rąbka tajemnicy obozu GR ,tylko spis wspomnień, których mamy już mnóstwo w literaturze wojennej więc jeśli ktoś nie chce " znów " czytać pamiętników, bądź zapisków spisanych po wojnie -stanowczo odradzam .

Daję 7 ,bo książki o takiej tematyce ciężko mi ocenić niżej, myślę, że zwyczajnie nie wypada .
Bo to historie o strasznych przezyciach, traumach ocalałych i ocalonych.
Niemniej ,po tytule spodziewałam się czegoś innego.
Gross Rosen to obóz o którym do tej pory pisano stosunkowo mało, nie ma wielu zachowanych dokumentów oraz zapiskow opisujacych okrucieństwo i sadyzm małego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
340
256

Na półkach: ,

Ogromny szacunek i podziękowania dla Pani Agnieszki Dobkiewicz za trud i chęci przybliżenia nam raczej mało znanego obozu Gross-Rosen. Jest to bardzo trudne zadanie, gdyż nie zachowała się dokumentacja z tego obozu koncentracyjnego. Autorka opisuje sześć wstrząsających historii młodych kobiet, które spotkał jeden los piekła Gross-Rosen oraz przerażających i niewyobrażalnych Marszów Śmierci. Takie książki traktuję również jako oddanie szacunku wszystkim tym, którzy nie mogli podzielić się swoimi przeżyciami.

Do jakiego stanu trzeba doprowadzić człowieka, żeby myślał o śmierci jak o wybawieniu i nagrodzie? Poniższe cytaty pochodzące z książki powinni wystarczyć za opinię i w jakimś stopniu przybliżyć nam piekło Holokaustu. Bardzo mocna i ważna książka, która ratuje od zapomnienia kolejne historie i obóz koncentracyjny Gross-Rosen. Obowiązkowa dla wszystkich interesujących się podobną tematyką.

„Zginęli nie tylko ludzie, lecz także konie. Skrajnie wygłodzone kobiety rzuciły się na ich ciała i rękami rozdzierały je, i wkładały sobie do ust kawałki zakrwawionego, surowego mięsa. Dziś trudno o tym myśleć bez odrazy, ale wtedy wielu z nich ten barbarzyński posiłek uratował życie”.

„Kiedy wszedłem do szopy, pomyślałem, że mamy tu grupę starych mężczyzn… - mówił 7 maja 1945 roku major Aaron S. Cahan, oficer medyczny wyznaczony do zbadania stanu kobiet. – W tamtym czasie dałbym im od 50 do 60 lat. Byłem zaskoczony i zszokowany, gdy zapytałem jedną z tych dziewczyn, ile ma lat, i powiedziała, że ma 17. Byłem pewien, że ma nie mniej niż 50…”.

„Żołnierzami wstrząsnęła zwłaszcza śmierć dwudziestosiedmioletniej Feli Szeps z Dąbrowy Górniczej. Po śmierci dziewczyna ważyła… 29 kilogramów. Według jej dokumentacji medycznej wyglądała jak 75-letnia kobieta.

„Niezwykle szczegółowo opisała izolację i zamknięcie w getcie łódzkim, mówiła o życiu codziennym, o tym, jak można było funkcjonować w tym totalnym poczuciu zagrożenia, o miłości w getcie, o swoim pierwszym mężu, o tym, jak się ludzie wspierali podczas likwidacji getta i wywózki do Oświęcimia, o ostatnim spotkaniu z mamą. Powiedziała, że to był najtragiczniejszy moment w jej życiu, gdy zostały już ogolone i zapędzone do łaźni, i jakaś kobieta zaczęła do niej mówić. Ona jej nie poznała, a to była jej matka. Bo pierwszy raz widziała matkę nago i bez włosów”.

Ogromny szacunek i podziękowania dla Pani Agnieszki Dobkiewicz za trud i chęci przybliżenia nam raczej mało znanego obozu Gross-Rosen. Jest to bardzo trudne zadanie, gdyż nie zachowała się dokumentacja z tego obozu koncentracyjnego. Autorka opisuje sześć wstrząsających historii młodych kobiet, które spotkał jeden los piekła Gross-Rosen oraz przerażających i niewyobrażalnych...

więcej Pokaż mimo to

avatar
302
199

Na półkach:

Poznajcie dziewczyny z Gross-Rosen. Ruth, Felice, Fela, Gerda, Aliza, Halina.

Sześć niezwykłych kobiet, które przeżyły własną śmierć. Piekło getta, nieludzkie transporty, Auschwitz. To początek ich historii. Sześć życiorysów, które połączył jeden grossroseński obóz i okrutny Marsz Śmierci. Nie wszystkim dziewczętom udało się przetrwać wyczerpujący, będący ponad ich siły, pochód. Zginęły. Nie przeżyły swojej kolejnej śmierci.

Autorka książki trafnie zauważa, że historie obozowe często ograniczają prawdę historyczną i zamykają się głównie w kręgach obozu Auschwitz. Historie tego miejsca pełne nieludzkiego cierpienia, bólu są na tyle mocne i sugestywne, że wiodą swego rodzaju prym, ale i w pewien sposób sprawiają, że prawda historyczna staje się niekompletna. Tak właśnie jest w przypadku bohaterek tej książki. Ich historii nie należy ograniczać. Obóz Auschwitz był często tylko punktem w ich życiorysie, dlatego warto pochylić się nad dalszymi losami kobiet, które właśnie m.in. z Auschwitz trafiły do filii grossroseńskiego obozu, by tam przeżyć swoje prawdziwe piekło na ziemi.

Autorka przyznaje, że pisanie historii grossroseńskich dziewczyn było "jak tkanie z kawałków pourywanych i pogubionych nici". Czytając te historie czuć, że pani Agnieszka włożyła dużo pracy i serca, by te nici połączyć. Z niezwykłą miłością, dokładnością i zaangażowaniem odkurza zapomniane historie kobiet i umiejętnie scala je w obraz, który pokazując prawdę historyczną łamie nam serce. Tych historii nie trzeba zmieniać. One same w sobie doskonale pokazują kruchość człowieka, ale i jego niezwykłą siłę oraz chęć życia.

Dolny Śląsk. Województwo Lubuskie. Dzięki historii sześciu bohaterek tej książki dowiedziałam się tak wiele o obozach pracy w mojej okolicy. Jestem przekonana, że te życiorysy, pełne bólu, smutku, ale i miłości oraz nadziei, która może tlić się w samym centrum piekła, pozostaną ze mną na zawsze. Czytacie! Naprawdę warto 🤍

Poznajcie dziewczyny z Gross-Rosen. Ruth, Felice, Fela, Gerda, Aliza, Halina.

Sześć niezwykłych kobiet, które przeżyły własną śmierć. Piekło getta, nieludzkie transporty, Auschwitz. To początek ich historii. Sześć życiorysów, które połączył jeden grossroseński obóz i okrutny Marsz Śmierci. Nie wszystkim dziewczętom udało się przetrwać wyczerpujący, będący ponad ich siły,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
157
155

Na półkach:

Bardzo dobrze, że ktoś poruszył ten ciężki temat, nie wolno nam zapominać o tym co się wydarzyło.
Jednak nie mogłam strawić tego w jaki sposób książka została napisana. Po pierwsze chaos, ciągłe powtarzanie. Po drugie język, którym posługuje się autorka aż się prosi o drobne poprawki.

Bardzo dobrze, że ktoś poruszył ten ciężki temat, nie wolno nam zapominać o tym co się wydarzyło.
Jednak nie mogłam strawić tego w jaki sposób książka została napisana. Po pierwsze chaos, ciągłe powtarzanie. Po drugie język, którym posługuje się autorka aż się prosi o drobne poprawki.

Pokaż mimo to

avatar
102
42

Na półkach: , ,

W zalewie pozycji z "Auschwitz" w tytule, warto odsiać ziarna od plew i nie czytać beletrystyki, która jedynie bazuje na emocjach. "Dziewczyny z Gross Rosen" to nie beletrystyka, to ciężki kawał dziennikarskiego śledztwa, przeszukiwanie archiwów, odkrywanie nieznanych dotąd dokumentów. To trzeba przeczytać, jeśli chce się wiedzieć prawdę o Zagładzie.
Dolnośląskie piekło Gross Rosen odkrywa kolejną, nieznaną kartę. Patrząc na dzieło niewolniczej pracy więźniów, jak chociażby Riese w Górach Sowich, trudno wyobrazić sobie miejsce dla kobiet, młodych dziewcząt w tym potwornym obozie. A jednak Gross Rosen obejmował swym zasięgiem olbrzymi obszar Dolnego Śląska i nie tylko. W wielu filiach, jak np. w Zielonej Górze, więźniarki pracowały w fabrykach zbrojeniowych niemalże do końca działań zbrojnych III Rzeszy. Zbliżający się front nie przyniósł nadziei na wolność, a morderczy marsz bez celu i sensu, pod batem i karabinem SS-manów.
W książce najważniejsze jest oddanie głosu samym więźniarkom - autorka dotarła do dwóch niezwykle cennych pamiętników, w tym jeden w autografie, nigdy niepublikowany. To wstrząsający głos z dna piekła.
Przerażające warunki bytowe, przemoc, szczucie więźniów przeciwko sobie, budowanie atmosfery wrogości - nie mieści się w głowie, że to wszystko miało miejsce tak niedawno, tak blisko...

W zalewie pozycji z "Auschwitz" w tytule, warto odsiać ziarna od plew i nie czytać beletrystyki, która jedynie bazuje na emocjach. "Dziewczyny z Gross Rosen" to nie beletrystyka, to ciężki kawał dziennikarskiego śledztwa, przeszukiwanie archiwów, odkrywanie nieznanych dotąd dokumentów. To trzeba przeczytać, jeśli chce się wiedzieć prawdę o Zagładzie.
Dolnośląskie piekło...

więcej Pokaż mimo to

avatar
746
489

Na półkach: , ,

„Dziewczyny z Gross-Rosen” to historia, którą trzeba sobie dawkować. W przeciwnym razie może powodować nadmiar negatywnych emocji. Przynajmniej w moim wypadku. Nie są to moje codzienne klimaty – zazwyczaj sięgam po lekkie lektury, które nie angażują moich największych lęków – obawy przed śmiercią, wojną, głodem, niewolnictwem i ludzkim okrucieństwem.

Ta książka to historia ocalałych. Historia, ocalona przez wielu ludzi od zapomnienia.

Przyznam szczerze, że nie byłam świadoma istnienia obozu Gross-Rosen i jego wielu filii rozsianych po obecnym terytorium Polski. Głównie mówi się o Auschwitz-Birkenau, Majdanku, a o Gross-Rosen nie wiedziałam nic. Nie trzeba dodawać, że każda książka opowiadająca historię obozów koncentracyjnych jest tragiczna i nie dająca się zrozumieć niezależnie od tego, o jaki obóz chodzi.

Jednak w tej książce możemy spojrzeć na obóz w kontekście konkretnych osób, kobiet, których imiona i życiorysy znamy. Nie patrzymy na masę bezimiennych ludzi, a na jednostki, które mają swoją historię, przeszłość i przyszłość, choć niestety nie wszystkie z nich.
Zadziwiające, jak te kobiety mogły funkcjonować z dnia na dzień, przetrwać lata w obozach – wychudzone, chore, bite i poniżane. Jak potrafiły przetrwać Marsz Śmierci – w środku zimy iść setki kilometrów praktycznie bez ubrania, bez jedzenia i bez sił. Jaką wolę walki i siłę trzeba mieć, by pomimo widzianego okrucieństwa i morderstw nadal mieć nadzieję i marzyć? Jak zamknąć oczy, gdy widzi się wokół tyle zła?

Ta książka pozostawia mnie z wieloma pytaniami i powodami do refleksji, ale też z obawą i nadzieją jednocześnie. Obawą przed tym, co przyniesie nam przyszłość, a nadzieją na to, że następne pokolenia nie zapomną o naszej historii.

Dziękuję Wydawnictwu Znak za egzemplarz.

„Dziewczyny z Gross-Rosen” to historia, którą trzeba sobie dawkować. W przeciwnym razie może powodować nadmiar negatywnych emocji. Przynajmniej w moim wypadku. Nie są to moje codzienne klimaty – zazwyczaj sięgam po lekkie lektury, które nie angażują moich największych lęków – obawy przed śmiercią, wojną, głodem, niewolnictwem i ludzkim okrucieństwem.

Ta książka to historia...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dziewczyny z Gross Rosen. Zapomniane historie z obozowego piekła


Reklama
zgłoś błąd