Słownik rodzinny

Okładka książki Słownik rodzinny autora Natalia Ginzburg, 9788396060945
Okładka książki Słownik rodzinny
Natalia Ginzburg Wydawnictwo: Wydawnictwo Filtry biografia, autobiografia, pamiętnik
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2021-05-26
Data 1. wyd. pol.:
2021-05-26
Data 1. wydania:
1977-01-01
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396060945
Tłumacz:
Anna Wasilewska
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Słownik rodzinny w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Słownik rodzinny



książek na półce przeczytane 3007 napisanych opinii 1262

Oceny książki Słownik rodzinny

Średnia ocen
6,8 / 10
186 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Słownik rodzinny

avatar
167
21

Na półkach:

Proust miał magdalenkę, Ernaux fotografie a Ginzburg powiedzonka. Wartka, wyczelowana i nienachalnie emocjonalna. Oddaje relacje między ludźmi z niebywałą spostrzegawczoscią i zniuansowaniem.

Proust miał magdalenkę, Ernaux fotografie a Ginzburg powiedzonka. Wartka, wyczelowana i nienachalnie emocjonalna. Oddaje relacje między ludźmi z niebywałą spostrzegawczoscią i zniuansowaniem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
238
236

Na półkach:

Dziwna książka. Autorka opowiada wiele szczegółów z życia, zdawało by się mało ważnych powiedzonek. Potem zapomina nam opowiedzieć o sobie, nagle wychodzi za mąż. I niezwykle zimno, rzeczowo, bezuczuciowo pisze o mężu, pomimo trojga wspólnych dzieci w krótkim czasie. Ciekawe, co powiedziałby psycholog. Przeżywała tragedię śmierci kochanego męża i wspomnienia były zbyt bolesne?
Nie zgadzam się z innymi opiniami, że to ksiązka telefoniczna. Nie jest winą autorki, że miała 5 rodzeństwa. Nie można także powiedzieć, że osoby z jej otoczenia to same anonimy. Cesare Pavese - powinniśmy szybko biec przeczytać Upalne lato, jeśli dotychczas tego nie zrobiliśmy. I rodzina Olivetti - kiedyś każdy marzył o maszynie do pisania tej firmy ...
No i opozycjoniści: zamykano ich do więzienia. Ale w notkach - zdecydowana większość przeżyła wojnę. Żydzi - byli prześladowani, musieli mieszkać dyskretnie, wyrabiać fałszywe dokumenty. Ale większość przeżyła. To była inna wojna ...

Dziwna książka. Autorka opowiada wiele szczegółów z życia, zdawało by się mało ważnych powiedzonek. Potem zapomina nam opowiedzieć o sobie, nagle wychodzi za mąż. I niezwykle zimno, rzeczowo, bezuczuciowo pisze o mężu, pomimo trojga wspólnych dzieci w krótkim czasie. Ciekawe, co powiedziałby psycholog. Przeżywała tragedię śmierci kochanego męża i wspomnienia były zbyt...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
270
263

Na półkach:

Plotki o ludziach, których nie znam. Pewnie nie wiele mi zostanie w głowie na dłużej, bo nie zapamiętuję nawet plotek o ludziach, których znam xD Ale idealnie wjechało w okresie burzy w pracy, kiedy na niczym nie mogłam się skupić. Jest tu 332759 bohaterów, z których część pojawia się tylko na sekundę, więc nawet jeśli nie przyswoiłam o kimś ploteczek, to nic się nie stało, zaraz będą następni.

Pomysł interesujący, bo wszystkich tych ludzi poznajemy przez pryzmat jednej włoskiej rodziny. Podsłuchujemy ich trochę jak przez drzwi, wyłapując ich dziwne powiedzonka i to, co sądzą o ludziach, którzy ich otaczają.

Plotki o ludziach, których nie znam. Pewnie nie wiele mi zostanie w głowie na dłużej, bo nie zapamiętuję nawet plotek o ludziach, których znam xD Ale idealnie wjechało w okresie burzy w pracy, kiedy na niczym nie mogłam się skupić. Jest tu 332759 bohaterów, z których część pojawia się tylko na sekundę, więc nawet jeśli nie przyswoiłam o kimś ploteczek, to nic się nie stało,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

560 użytkowników ma tytuł Słownik rodzinny na półkach głównych
  • 319
  • 233
  • 8
93 użytkowników ma tytuł Słownik rodzinny na półkach dodatkowych
  • 51
  • 11
  • 10
  • 7
  • 5
  • 5
  • 4

Tagi i tematy do książki Słownik rodzinny

Inne książki autora

Natalia Ginzburg
Natalia Ginzburg
Włoska autorka dzieł związanych z relacjami rodzinnymi, polityką i filozofią. Natalia i Leon Ginzburgowie byli rodzicami znanego historyka – Carla Ginzburga.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Przywiązania Vivian Gornick
Przywiązania
Vivian Gornick
Zaskakująco osobista książka, choć bynajmniej nie ekshibicjonistyczna, poświęcona głównie niełatwym relacjom z matką. No i z mężczyznami - w takiej kolejności, nie tylko chronologicznej… Zapewne będę w mniejszości, gdy napiszę, że mimo całej błyskotliwej narracji, mojej ulubionej przewrotnej ironii pełnej, bardziej jednak do mnie trafiła poprzednia rzecz Gornick, czyli “Kobieta osobna i miasto” - i to nie tylko dlatego że tam było więcej Nowego Jorku. Tu największą wartością są gorzkie-słodkie dyskusje narratorki z matką (niestety, dość toksyczną osobą),które niekiedy przekształcają się w całkiem niezłe awantury i wzajemne obrażania się. To bardzo dynamiczna relacja. “Nieraz przez kilka lat panuje między nami coś w rodzaju zmęczonego odprężenia. Potem wraca gniew jasny i gorący”. Inna rzecz, że obie strony mają nieco racji w tej odwiecznej sztafecie pokoleń kobiecych. “– Dlaczego nie znajdziesz sobie sympatycznego mężczyzny, z którym byłabyś szczęśliwa? - pyta mnie mama. – Prostego i dobrego, nie intelektualistę ani filozofa”. Matka to dla niej “wytrawny miejski piechur, (ale i łowczyni miejsc siedzących w metrze)”. Dla mnie nad wszystkim dominuje tu jednak pięknie plastyczny obraz żydowskiego życia w Bronxie sprzed kilkudziesięciu lat, z niezwykłymi typami ludzkimi, ekscentrykami, dziwakami, przemocowcami. Tę część uważam za najlepszą, ukazującą niełatwe bogactwo ówczesnej mieszanki rasowo-narodowościowo -kulturowej. “Bronx był mozaiką etnicznych księstewek najechanych przez obcy element: pięć kwartałów, gdzie dominowali a to Włosi, a to Irlandczycy, a to Żydzi, ale każdy rewir żydowski miał swoją mniejszość irlandzką, a włoski żydowską”. “W naszej kamienicy mieszkali sami Żydzi, nie licząc irlandzkiej rodziny na parterze, rosyjskiej na drugim piętrze i polskiego dozorcy. Rosjanie byli wysocy i milkliwi, wchodzili i wychodzili w aurze tajemnicy. Wszyscy Irlandczycy byli chudzi, mieli jasne włosy niebieskie oczy, wąskie usta i zamknięte twarze. Oni też przemykali wśród nas jak cienie. Podobnie dozorca i jego żona trzymali się na uboczu. Nigdy do nikogo nie odzywali się pierwsi. Oto główny, jak mi się zdaje, efekt bycia w mniejszości: człowiek cichnie”. A to jeszcze te czasy, i środowiska, gdy kobieta jest funkcją swojego mężczyzny i głównie pod tym kątem oceniana. “Matka jest prawdziwym więźniem swojego środowiska, swoich czasów, które zakazywały kobietom samorealizacji”. Córka jest już zupełnie innego pokolenia, dla którego najważniejsza jest samorealizacja. I to zarzewie nieusuwalnego konfliktu towarzyszy nam w zasadzie przez wszystkie lata, które razem z nimi przeżywamy. “Nie mam dobrej relacji z mamą, a niekiedy, w miarę jak powiększa się nasz życiowy bagaż, zdaje się ona jeszcze pogarszać. Tkwimy uwięzione w ciasnym tunelu bliskiej, intensywnej znajomości”. Fascynujący jest portret sąsiadki Nettie, która sama kształtuje swoje życie, co u kołtuńskich mieszkańców kamienicy wywołuje przewidywalne reakcje. “Jej krok był niespieszny i rozmyślny. Ruszała raz jednym, raz drugim udem, kołysząc biodrami. Dla każdego było jasne, że ta kobieta donikąd nie idzie, że chodzi dla chodzenia, by poczuć efekt, jaki wywiera na przechodniach. Jej chód stale przypominał o ciele ukrytym pod ubraniem. Mówił: +To ciało ma moc budzenia apetytów+. Nie było drugiej takiej jak ona”. “Zarówno mężczyźni, jak i kobiety patrzyli na nią chciwie. To było straszne. Emocje, jakie wzbudzała, stanowiły raczej karę niż nagrodę. Przerażało mnie to, jak ludzie na nią patrzą – mężczyźni okrutnie, kobiety gniewnie. Wydawało mi się, że grozi jej niebezpieczeństwo”. “Ona sama, rzecz jasna, nie znała strachu. Erotyczna perfidia tkwiła w niej głęboko nierozerwalnie. (..) Budzenie pożądania było jedynym znanym jej sposobem na poprawę własnego samopoczucia. Wiedziała, że kiedy kołysze biodrami, unosi leniwie powieki albo przeciąga zmysłowo dłonią po rudych włosach, w męskich lędźwiach budzi się nadzieja. Wiedziała tylko tyle i aż tyle”. Po latach Nettie pada ofiarą raka… – Ona gniła od środka – oznajmiła mama. – Przeżarło ją. Ci mężczyźni ją przeżarli. – Mamo, na litość boską! Naprawdę w to wierzysz? Uważasz że, można dostać raka od seksu? – A n a c o u m a r ł a, j a k n i e n a r a k a?”. Albo taka piękna rozmowa matki z córką: “– Co robią homoseksualiści? – To samo co ty, mamo. – To znaczy? – Bzykają się tak jak ty. – Ale jak oni to robią? Gdzie? – W tyłek. – To musi boleć. – Czasami tak. Zazwyczaj nie. – Czy oni się żenią? – pyta ze śmiechem. – Niektórzy. Większość nie. – Czy są samotni? – Tak samo jak my mamo”. “Pamiętasz Druckerową? Mówiła że gdyby nie papieros w trakcie stosunku z mężem, wyskoczyłaby z okna. A Zimmermanową, tą po drugiej stronie? Wydali ją za mąż, jak miała 16 lat, szczerze faceta nie znosiła(...) Mężczyźni z Europy. To były zwierzęta. Po prostu zwierzęta”. “Przez 25 lat nie mogłam się pozbyć wrażenia, że mama nic nie robi, tylko leży w półmroku na kanapie, trzyma rękę na czole i mamrocze: +Nie wytrzymam+. Co zresztą okazało się nieprawdą”. “Miało się wrażenie, że pracuje wyłącznie po to, by móc się pod wieczór oddać rozpaczy, wiernie jej oczekującej na końcu obowiązkowej przeprawy przez trudy dnia codziennego. W weekendy, rzecz jasna, depresja trwała nieprzerwanie”. Wiele zmienia nagła śmierć ojca Autorki. “Wdowieństwo otworzyło mamie drogę do wyższej formy istnienia.(...) Opłakiwanie taty stało się jej zawodem, jej tożsamością, jej maską społeczną”. “To mama była centralną postacią tego dramatu, reszta kręciła się na obrzeżach. Można powiedzieć że jej spektakularna strata pochłonęła nas wszystkich; z pełnoprawnych żałobników zmieniliśmy się w świadków cudzej żałoby (...) Śmierć taty stała się religią, źródłem obrządku i doktryny. Figura kobiety, która utraciła miłość swojego życia, stała się dla mamy nową ortodoksją, której przestrzegała z talmudyczną dokładnością”. BTW: Tym bardziej było to nienormalne, że po śmierci ojca musiała spać z matką przez rok w jednym łóżku…. “Wołała wtedy moje imię i krzyczała: +Sierota! Mój Boże, jesteś sierotą!+ Nikt nie miał odwagi jej przypomnieć że według tradycji żydowskiej sierotą zostawało się po śmierci matki; dziecko bez ojca było tylko półsierotą”. Niestety, matka miała poważne kompleksy wobec wykształconej córki. “Ilekroć zaczynałam zdanie, którego nie dało się skończyć bez trzykrotnego złożenia, w jej oczach pojawiały się iskry zwierzęcej chytrości. Te iskry wzniecały w niej gniew, który rozpalał się w szał.(..) +Mów do mnie po ludzku!+”. “Zawsze po cichu liczyła, że tym razem będzie inaczej że wreszcie usłyszy ode mnie historię przypominającą jej własną, taką, które ją pokrzepi, a nie wprawi w zdumienie i zakłopotanie”. Pokornie upraszam o wybaczenie, ale część o nieudanym małżeństwie Autorki to chyba najnudniejszy fragment książki. “Teoretycznie zgadzaliśmy się co do wszystkiego, lecz w codziennym życiu jakoś nigdy się nie zdarzało, abyśmy równocześnie pragnęli tej samej rzeczy”. Reszta narracji to opisywanie, czy raczej: analizowanie, relacji z kolejnymi facetami, co także nie wydało mi się porywające. Wyciszający koniec nieco elegijny, gdy “Mama nie wygląda ani młodo, ani staro; wydaje się co najwyżej pochłonięta grozą widoku. (...) - Całe życie przeleciało – mówi cicho. Mój ból jest tak wielki, że nie mam odwagi go poczuć.(...) Potem siedzimy w milczeniu, dwie kobiety niezaplątane w supeł rozmowy, lecz jedynie patrzące w półmrok bezpowrotnie mi utraconego życia”. “Bez końca włóczymy się razem po ulicach Nowego Jorku. (...) Nie przepadamy za sobą podczas tych spacerów, czasem się na siebie gniewamy, ale nasze włóczęgostwo trwa w najlepsze. (...) Nie znosi jedynie teraźniejszości; gdy tylko teraźniejsze staje się przeszłością, mama z miejsca się w niej zakochuje. Opowieść za każdym razem jest taka sama i jednocześnie inna, bo jestem coraz starsza i zawsze przychodzi mi do głowy pytanie, którego nigdy wcześniej nie zadałam”. “Nie zależy nam już tak bardzo jak dawniej na sprawiedliwości. Nasza animozja stała się mniej zajadła”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na71 miesiąc temu
Wiosna Ali Smith
Wiosna
Ali Smith
Powieść „Wiosna” to trzecia odsłona ambitnego Kwartetu Sezonowego szkockiej pisarki Ali Smith. Autorka, znana z eksperymentalnego stylu i niezwykłej wrażliwości na puls współczesności, po raz kolejny udowadnia, że literatura piękna może być najskuteczniejszym narzędziem do opisu chaosu dzisiejszego świata. Fabuła „Wiosny” jest, podobnie jak w poprzednich tomach, nieliniowa i oparta na przeplatających się wątkach kilku postaci, które pozornie nic nie łączy. Głównym bohaterem jest Richard Lease, starzejący się reżyser filmowy, który pogrążony jest w głębokiej żałobie po śmierci swojej wieloletniej przyjaciółki i współpracowniczki, Paddy. Richard, czując się wyobcowany w świecie zdominowanym przez powierzchowność i komercję, wyrusza w podróż na północ Szkocji, która ma być rodzajem ucieczki i pożegnania. Równolegle poznajemy losy Brittany Hall, młodej strażniczki pracującej w ośrodku detencyjnym dla uchodźców (IRC). Jej rzeczywistość to świat drutów kolczastych, biurokratycznej znieczulicy i odczłowieczania drugiego człowieka. Wszystko zmienia się, gdy na jej drodze staje Florence – dwunastoletnia dziewczynka o niemal nadprzyrodzonych zdolnościach retorycznych i empatii. Florence posiada przedziwną moc: potrafi sprawić, że ludzie otwierają zamknięte drzwi, zarówno te dosłowne, jak i metaforyczne w swoich umysłach. Dziewczynka skłania Brittany do wspólnej podróży, która ostatecznie przetnie się ze ścieżką Richarda na małej stacji kolejowej w Culloden. „Wiosna” Ali Smith to książka gęsta, wymagająca i niezwykle odważna. Autorka nie boi się poruszać najbardziej palących tematów politycznych – od Brexitu, przez kryzys migracyjny, aż po toksyczny wpływ mediów społecznościowych i algorytmów na naszą wolność. Smith zaczyna powieść od brutalnego, gniewnego monologu uosabiającego współczesny hejt i populizm, by następnie przejść do lirycznej, niemal baśniowej narracji o odrodzeniu. Tytułowa wiosna nie jest tu tylko porą roku, ale symbolem oporu. To siła, która przebija się przez zmarzniętą ziemię i beton, przypominając, że życie zawsze znajdzie drogę. Smith mistrzowsko operuje kontrastem między klaustrofobicznym opisem ośrodka dla uchodźców a rozległymi, mitycznymi krajobrazami Szkocji. Autorka stawia pytania o granice: te między państwami, ale i te między ludźmi. Czy w świecie, który buduje mury, stać nas jeszcze na bezinteresowną życzliwość? Warsztat Smith jest olśniewający. Pisarka bawi się słowami, wplata w tekst nawiązania do Szekspira (szczególnie do „Opowieści zimowej”),malarstwa Tacity Dean i historii kina. Jej proza pulsuje życiem; jest w niej miejsce na humor, ironię, ale też na głęboki, czysty smutek. Choć konstrukcja książki może początkowo dezorientować, finał przynosi poczucie harmonii i zrozumienia. „Wiosna” to powieść o odzyskiwaniu głosu przez tych, którzy zostali go pozbawieni. To manifest na rzecz prawdy w erze „fake newsów” i hołd dla ludzkiej wyobraźni, która jako jedyna potrafi przekroczyć mury więzień. Smith nie daje łatwych odpowiedzi, ale oferuje coś znacznie cenniejszego: nadzieję, że nawet w najmroczniejszą zimę, ziarno zmiany już kiełkuje pod powierzchnią. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć ducha naszych czasów.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na82 miesiące temu
Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag Sigrid Nunez
Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag
Sigrid Nunez
“W 1982 roku, po spotkaniu w manhattańskim ratuszu poświęconym wsparciu dla polskiego związku zawodowego +Solidarność+, podczas którego Susan nazwała komunizm odmianą faszyzmu, zaskoczyła ją gwałtowność, z jaką została zaatakowana” - ten cytat najlepiej charakteryzuje bezkompromisowość Susan Sontag, nieortodoksyjnej feministki, pisarki, eseistki, aktywistki. To moja druga książka Autorki po “Przyjacielu” i muszę przyznać, że tamta była jednak bardziej interesująca i mocniej do mnie trafiła. Sam jestem nieco zaskoczony taką konkluzją, ale tak to odebrałem. Dodatkowo mam wrażenie, że zaglądamy tu głęboko w prywatność Susan. Wprawdzie nie ma tu jakichś jaskrawych naruszeń w tym względzie, niemniej jednak czasami czułem się trochę jak nie mimowolny podglądacz. Rozumiem, że takie nastały czasy, iż mówi się (trzeba powiedzieć?) niemal wszystko, ale jednak mam wątpliwości. A portret Sontag co najmniej uproszczony, by nie powiedzieć pobieżny. Cóż, może oczekiwałem po prostu, a może właśnie nie po prostu, czegoś więcej o niej samej, niż opinie, które mogą świadczyć, że Autorce zależało głównie na pokazaniu tzw. zwykłego dnia z niełatwym geniuszem spędzanym (z ekspozycją samej siebie w tle). A chodzi o codzienność z matką jej chłopaka, bo cała trójka razem mieszkała przez jakiś czas w nowojorskim penthousie Sontag. Na szczęście zerwanie z jej synem i z nią samą opisane dosyć powściągliwie (dziś pewnie nie wypadałoby przemilczeć mocnych szczegółów). “– David mówi, że chcesz się wyprowadzić, i to z mojego powodu. (...) Nie przemyślałaś tego porządnie. Nie można nagle z pary mieszkającej razem stać się parą mieszkającą osobno. “I tak byśmy zerwali. Ale na pewno zostalibyśmy z sobą dłużej. Ale ostatecznie i tak by nam nie wyszło. Susan mogłaby mieszkać na Księżycu, a mnie i Davidowi by się nie układało”. Na szczęście jest nieco cytatów do przytoczenia. “Wspominała swoje dzieciństwo jako czas absolutnej nudy i dodawała, że nie mogła się doczekać się jego końca”. “Jej matka stała się postacią wręcz legendarną: zimną, samolubną, narcystyczną, okrutną kobietą, która nigdy nie okazywała czułości, nigdy nie wspierała utalentowanej córki i chyba w ogóle nie zauważyła, że ma tak zdolne dziecko”. “Była feministką, ale często krytycznie podchodziła do innych feministek, tak również traktowała większość feministycznej retoryki, uważając ją za naiwną, sentymentalną i antyintelektualną”. “Z irytacją stwierdzała, że towarzystwo nawet bardzo inteligentnych kobiet nie jest zwykle równie interesujące, jak towarzystwo inteligentnych mężczyzn”. “Potrafiła być wroga wobec tych, którzy narzekali, że kobiety są niedoreprezentowane w świecie sztuki czy wyganiane z kanonu, niedelikatnie przypominając wówczas, że kanon (podobnie jak sztuka, geniusz, talent czy literatura) nie jest pracodawcą zachowującym parytety”. “Ekscytowała ją za to twórczość Europejczyków, takich jak Italo Calvino, Bohumil Hrabal, Peter Handke czy Stanisław Lem”. “Nie wolno traktować samego siebie zbyt poważnie, bez względu na to, kim jesteś, w tych, który tak robią, jest coś komicznego a nawet żenującego.(...) Ale traktowała siebie bardzo poważnie”. “Jedna książka dziennie to wcale nie za wysokie wymagania”. “Bardzo niechętnie przechodziła od płyt winylowych do kompaktowych. Była sceptyczna wobec nowoczesnych gadżetów i urządzeń elektronicznych. Odczuwała dumę, że nie testuje nowych technologii”. “Twierdziła, że pisarza nie powinny obchodzić recenzje – ani pozytywne, ani negatywne”. “Jej zdaniem, sen, podobnie jak dzieciństwo, to strata czasu”. “Często narzekała też na pary: bez względu na to, jak interesujące były dwie osoby oddzielnie, to gdy spotykało się je wspólnie, zawsze okazywały się nudne”. “Jeśli rozpłaczesz się raz, ludzie będą ci współczuć. Ale jeśli będziesz płakać codziennie, ludzie uznają cię za histeryczkę”. “Często wspominała, jak bardzo uwielbia przepraszać. – Zawsze później czuję się wspaniale. Ale nigdy nie słyszałam, by przepraszała albo wyrażała żal z powodu swoich wybuchów złości”. “Ludzi należało karcić. Ale ona karciła ich w niemiły sposób i również w obecności innych. Była masochistką i sadystką. Jej zachowanie w restauracjach uważałam za bardzo lekkomyślne. Nie słyszała nigdy o zemście kelnera?”. “Chyba myślała, że ma prawo ganić ludzi. Mężczyzna, który zachowywałby się tak jak Susan, nauczyłby się już dawno temu, zapewne z pomocą pięści innego mężczyzny, co nieco na temat szacunku dla ludzi”. “Nazywała siebie melancholiczką, ale to zbyt blade i mizerne słowo, by opisać, co jej doskwierało”. “Susan była koszmarną malkontentką”. “Była rozgoryczona. Była pełna gniewu. Była wściekła na świat. Była Joem Louisem, który chciał zrobić komuś krzywdę. (...) “Była gotowa zrobić cokolwiek. Chciała robić wszystko”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na62 miesiące temu
Dwa razy czerwiec Martín Kohan
Dwa razy czerwiec
Martín Kohan
Męska fascynacja piłką nożną w Argentynie wykracza poza ramy zwykłego sportu; to niemal religia, która potrafi przesłonić najbardziej brutalną rzeczywistość. W powieści Martína Kohana „Dwa razy czerwiec” ten narodowy obłęd staje się genialną, a zarazem przerażającą metaforą znieczulicy. Autor zabiera nas do roku 1978, kiedy Argentyna celebruje Mistrzostwa Świata, podczas gdy w piwnicach nieopodal stadionów junta wojskowa torturuje i morduje własnych obywateli. To gęsta, duszna proza, którą oceniam na 7/10 za jej precyzyjną, kliniczną niemal surowość. Geometria posłuszeństwa Głównym bohaterem jest młody poborowy, szofer lekarza wojskowego, który uczestniczy w przesłuchaniach. Kohan nie epatuje opisami tortur; zamiast tego skupia się na obsesyjnej dbałości bohatera o detale, liczby i regulaminy. Dla niego świat jest policzalny i uporządkowany – fascynuje go skuteczność formacji na boisku oraz precyzja wojskowej hierarchii. Ta „geometria posłuszeństwa” sprawia, że bohater staje się trybikiem w maszynie zbrodni, nie czując przy tym nienawiści, a jedynie chłodną satysfakcję z dobrze wykonanego zadania. Piłka nożna służy tu jako idealny zagłuszacz sumienia; ryk tłumu na trybunach zagłusza krzyki z katowni. Konstrukcja powieści opiera się na dwóch datach: czerwcu 1978 i czerwcu 1982 roku (czas wojny o Falklandy). Kohan pokazuje ewolucję argentyńskiego upadku – od euforycznego zwycięstwa na boisku, które legitymizowało dyktaturę, po militarną i moralną klęskę. Autor stawia bolesne pytanie o granice odpowiedzialności jednostki, która „tylko wykonuje rozkazy” i „tylko kibicuje”. „Dwa razy czerwiec” to książka krótka, ale zostawiająca trwały ślad. Jej siła tkwi w niedopowiedzeniu i oszczędnym stylu, który oddaje emocjonalną pustkę oprawców. Choć momentami jej matematyczna wręcz suchość może dystansować czytelnika, jest to zabieg celowy i niezwykle skuteczny. To ważna lektura o tym, jak wielkie emocje sportowe mogą zostać wykorzystane do maskowania największych niegodziwości. Kohan udowadnia, że najstraszniejszy potwór to nie ten, który krzyczy, ale ten, który z uśmiechem sprawdza wynik meczu, ignorując krew na własnych rękach.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na77 dni temu
Stówka. Przeczytaj to jeszcze raz Anna Dziewit-Meller
Stówka. Przeczytaj to jeszcze raz
Anna Dziewit-Meller Justyna Sobolewska
Autorki „Stówki. Przeczytaj to jeszcze raz” sięgają po dawno przeczytane książki i tworzą własną, subiektywną listę „lektur”, które odegrały szczególną rolę w ich życiu, były związane z bardzo intensywnymi przeżyciami czy wręcz momentami zwrotnymi. We wstępie piszą, że jest to: 🔰 „absolutnie subiektywny wybór książek najważniejszych dla nas obu. To nie leksykon stu najważniejszych tytułów XX wieku, ani nawet wieku XIX. To nie żaden kanon – ani stary, ani nowy. To opowieść o tych książkach, które nas kształtowały i do których chciałyśmy po latach wrócić”. Sto pozycji, czyli tytułowa „Stówka” (a dokładnie 101 książek a nawet o wiele więcej, gdyż w niektórych felietonach omawianych jest po kilka tytułów),to zestaw, który autorki uporządkowały według własnego dorastania i dojrzewania. Podzieliły go na cztery części: dzieciństwo, szkoła, studia i dorosłość. W krótkich wypowiedziach pisarki i dziennikarki opowiadają o swoich czytelniczych doświadczeniach. To narracja w dwugłosie: felietony obu autorek umieszczone są w tomie naprzemiennie, czasem ze sobą współgrając, czasem polemizując albo mijając się zupełnie. Ważny jest jednak klucz doboru pozycji - to nie sto najwybitniejszych dzieł określonego gatunku, czy okresu. To sto książek najważniejszych dla samych autorek. Takich, które w jakiś konkretny sposób stały się w ich życiu istotne. I właśnie ten nieobiektywny, bardzo osobisty sposób pisania o lekturach oraz ich czytaniu jest walorem tej publikacji. Obydwie autorki opowiadają o swoich literackich podróżach ze swadą, punktują wyraziście, dają ogromny margines interpretacyjny i przede wszystkim niczego nie narzucają. Nie jest to bowiem publikacja o tym, jak czytać, ale przede wszystkim o tym, po co czytamy i jak wiele mamy motywacji do tego działania. Przekrój wymienianych przez Annę Dziewit-Meller i Justynę Sobolewską pozycji jest szeroki, tak, jak szeroki bywa zwykle repertuar lektur wybieranych przez miłośników literatury na przestrzeni lat. Rozważania, eseje i recenzje zamieszczone w tym zbiorze, mogą stać się inspiracją dla osób sięgających po „Stówkę". Może się ona przydać podczas chandry czytelniczej i dla każdego z nas jej odbiór będzie zupełnie inny. Jest ona bowiem otwarta i w mądry sposób fragmentaryczna. „Stówki” nie trzeba czytać od deski do deski, można otworzyć ją na chybił trafił, poświęcić jej kilka chwil, trochę powspominać własne lektury i poszukać inspiracji na nowe czytelnicze przygody. Publikację polecam molom książkowym, których ekscytuje, a nie frustruje niestrudzone powiększanie listy „CHCĘ PRZECZYTAĆ”. Jak deklarują autorki, ich zbiór ma być zachętą do stworzenia własnych list ważnych książek, może więc to dobra okazja do takich refleksyjnych podsumowań? A przy okazji znajdziecie w "Stówce" wiele ciekawostek oraz zaskakujących sugestii interpretacyjnych. Dla mnie było to np. odczytanie inwazji wilków na królestwo księcia Mateusza w "Akademii Pana Kleksa" jako ukrytego obrazu Zagłady oraz informacje o niespodziewanych ustaleniach jednego z badaczy twórczości Andrzeja Bobkowskiego na temat tego pisarza i jego "Szkiców piórkiem". Zaskoczeń oraz inspiracji "wyszperałam" w "Stówce" bardzo wiele:) i chociaż czasami coś tam zgrzytało mi w felietonach pani Sobolewskiej, to wciąż uważam, że dobrze byłoby mieć "Stówkę" na własność. 🍁Listopadowe wyzwanie LC 2025: Przeczytam książkę polskiego autora lub autorki wydaną po 2000 roku. (6)
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na84 miesiące temu
Drżę o ciebie matadorze Pedro Lemebel
Drżę o ciebie matadorze
Pedro Lemebel
Urocza, choć przecież opowiadająca o krwawym reżimie Pinocheta, jest powieść Pedra Lamebela "Drżę o ciebie matadorze". Jest rok 1986. Ciotuchna z Naprzeciwka żyje w Santiago, stolicy Chile w swoim małym świecie. Ma niewielki, sypiący się domek, wynajmowany, ale samodzielne urządzony i ozdobiony. Ma grupę zaprzyjaźnionych ciotek. I ulubioną piosenkę - tytułowe "Drżę o ciebie matadorze". Utrzymuje się z robótek ręcznych, które wykonuje dla wysoko postawionych osób. Nie interesuje się polityką, ale odrobinę niepokoju wprowadzają w jej życie opozycyjne Radio Cooperativa oraz uliczne protesty. Pewnego dnia pojawia się w jej życiu Carlos (choć może wcale nie ma tak na imię). Twierdzi, że jest studentem i prosi o przechowanie kilku dużych skrzynek z "książkami". Zauroczona nim Ciotuchna zgadza się, a potem pozwala też spotykać się na stryszku swego domu grupie kolegów Carlosa, którzy "nie mają się gdzie uczyć". W ten sposób zostaje wplątana w działania Frontu Patriotycznego Manuela Rodrígueza. Tyle wprowadzenia, nie będę więcej zdradzał. Dodam jeszcze tylko, że opowieść o Ciotuchnie i Carlosie przeplata się z historią dyktatora i jego żony, na których wspomniana organizacja przygotowuje zamach. Pomimo politycznego tła, "Drżę o ciebie matadorze" to przede wszystkim subtelna historia miłosna. Opisana z dystansem, poczuciem humoru i wdziękiem. Świadomie też kiczowata, jak kiczowaty jest świat Ciotuchny. I nawet jej język jest ciut delikatniejszy od tego, jakim posługują się bohaterowie/bohaterki książek Michała Witkowskiego. Zapraszam na profil Sczytalim na Instagramie!
Ryszard Kozik - awatar Ryszard Kozik
ocenił na86 miesięcy temu
Między światem a mną Ta-Nehisi Coates
Między światem a mną
Ta-Nehisi Coates
„W Ameryce niszczenie czarnego ciała jest tradycją — dziedzictwem”. Książka Ta-Nehisi Coatesa „Między światem a mną” to nie tylko literatura faktu; to krzyk, modlitwa i brutalnie szczery list ojca do syna, który stał się jednym z najważniejszych tekstów o rasizmie w XXI wieku. Coates, okrzyknięty następcą Jamesa Baldwina, nie bawi się w eufemizmy. Nie pisze o „problemach społecznych” w sposób akademicki. Pisze o ciele — o fizycznym zagrożeniu, o lęku, który przenika kości, i o systemie, który został zbudowany na fundamencie wyzysku czarnoskórych Amerykanów. To lektura gęsta, bolesna i absolutnie niezbędna, by zrozumieć pęknięcia współczesnego świata. Struktura książki, oparta na formie listu do nastoletniego syna, Samori’ego, nadaje jej niezwykłą, niemal bolesną intymność. Coates nie próbuje pocieszać swojego dziecka fałszywymi obietnicami o „postrasowym społeczeństwie”. Zamiast tego przygotowuje go na rzeczywistość, w której jego ciało może zostać mu odebrane w każdej chwili — przez policję, przez system sprawiedliwości czy przez ślepy gniew ulicy. Autor wspomina śmierć swojego kolegi ze studiów, Prince’a Jonesa, zabitego przez policjanta, jako moment ostatecznego przebudzenia. To wydarzenie staje się w książce dowodem na to, że nawet wykształcenie i status materialny nie chronią „czarnego ciała” przed niszczycielską siłą amerykańskiego mitu. Jednym z najbardziej wstrząsających pojęć wprowadzonych przez Coatesa jest koncepcja „Snu” (The Dream). Dla autora „Sen” to iluzja białej klasy średniej — domy z białym płotkiem, grille w ogródku i poczucie bezpieczeństwa — która jest możliwa tylko dzięki ignorowaniu faktu, że została zbudowana na niewolnictwie i segregacji. Coates bezlitośnie obnaża ten mechanizm, pokazując, że ci, którzy „wierzą, że są biali”, żyją w stanie moralnego uśpienia, podczas gdy inni płacą za ten sen najwyższą cenę. Styl Coatesa jest hipnotyzujący. To proza poetycka, a jednocześnie precyzyjna jak cięcie skalpela. Autor nie prosi o empatię; on domaga się uznania faktów. Jego diagnozy są pesymistyczne, co dla wielu czytelników może być trudne do zaakceptowania. Nie znajdziemy tu taniego optymizmu Martina Luthera Kinga o „ziemi obiecanej”. Coates sugeruje raczej, że walka jest celem samym w sobie, a zachowanie godności i świadomości w niesprawiedliwym świecie jest najwyższym aktem oporu. Warsztatowo „Między światem a mną” to majstersztyk eseistyki. Autor sprawnie łączy osobiste wspomnienia z dorastania w Baltimore z głęboką analizą historyczną i socjologiczną. Pokazuje, jak architektura amerykańskich miast, system szkolnictwa i rynek pracy zostały zaprojektowane tak, by więzić czarne ciała w gettach strachu. To lekcja historii, której nie uczy się w szkołach, podana w formie, która nie pozwala czytelnikowi na odwrócenie wzroku. Podsumowując, książka Ta-Nehisi Coatesa to lektura obowiązkowa, która wykracza daleko poza granice Stanów Zjednoczonych. To uniwersalne studium władzy, wykluczenia i miłości rodzicielskiej w czasach pogardy. Choć traktuje o Ameryce, zmusza nas do refleksji nad każdym systemem opartym na hierarchii i dehumanizacji „innego”. Po przeczytaniu tej książki świat wydaje się miejscem trudniejszym, ale nasza świadomość staje się ostrzejsza. To literacki monument, który będzie rezonował w debacie publicznej przez dekady.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na82 miesiące temu
Bratnia dusza David Diop
Bratnia dusza
David Diop
Zastanawiam się czy to nie masochizm? W krótkim czasie czytałam trzy książki o wojnie, każda o innej, każda straszna. A ta jest chyba najbardziej makabryczna. Tak to muszę nazwać. Skusiła mnie nagroda Bookera i niewielka objętość. W trakcie czytania zastanawiałam się, czy w ogóle powinno się pisać takie książki? Pierwszy rozdział już daje po głowie, tym bardziej, że Senegalczyk, Alfa Ndiaje – żołnierz francuski wielokrotnie wraca do swojej traumy związanej z umieraniem przyjaciela, bratniej duszy, Mademby Diopa. Potem jest jeszcze gorzej, bohater zachowuje się jakby oszalał. Staje się bezwzględnym mścicielem, okrutnym zabójcą wrogów, którego boją się jego towarzysze broni. „Żołnierze czekolady zaczęli szeptać, że jestem żołnierzem czarownikiem, dëmmem, pożeraczem dusz, a białasy w mundurach zaczęły im wierzyć” – s. 64. Brutalne obrazy z czasów I wojny światowej, z okopów zwanych tu „brzuchem ziemi” oraz terenów ziemi niczyjej nie mieszczą się w głowie. Żołnierze francuscy to mieszanka białych i czarnych z Afryki Zachodniej – „białasy i czarnuchy, jak mówi kapitan”. Giną jak zwierzęta wysyłane na rzeź, a sposoby dyscyplinowania żołnierzy przez oficera to następny horror. Książka jest napisana w pierwszej osobie, pięknym, klarownym, bogatym językiem, z elementami magii i wierzeń ludowych. Bohater rozmyśla nieustannie nad tym co się dzieje wokół, obserwuje i zgłębia istotę wojny. Wspomina swoją wioskę i życie rodzinne, tak różne od tego w czym tkwi. Jaki sens ma pokazywanie okrucieństwa? To istotny, kolejny manifest antywojenny. Obawiam się tylko, że nie trafi do tych, którzy powinni go przyswoić. Nie żałuję, że przeczytałam, chociaż koszmar wojny w pierwszej części książki jest bardzo trudny do zniesienia. Koniec, baśniowo-fantastyczny odbieram jako rodzaj powrotu do rodzimych korzeni, spokojnej rzeczywistości w porównaniu z tą europejską krwawą łaźnią. To wyjątkowo poruszająca lektura, nie do zapomnienia. Polecam. Cytaty: „Francja kapitana chce, żebyśmy byli dzikusami, kiedy ją to urządza.” – s. 18 „Kiedy wychodzę z brzucha ziemi, jestem z wyboru nieludzki, staję się odrobinę nieludzki.” – s. 20 „Tak, Bogiem a prawdą, zrozumiałem, że na polu bitwy potrzebują tylko tymczasowego szaleństwa. Oszalałych z wściekłości, oszalałych z bólu, furiatów, ale doraźnych. Nie szaleńców na stałe. Kiedy atak się kończy, trzeba schować swą wściekłość, swój ból i swoją furię.” – s. 47 „Tak właśnie wygląda wojna: kiedy Bóg nie nadąża za muzyką ludzi, gdy nie jest w stanie rozsupłać zbyt wielu splątanych nici. Bogiem a prawdą, nie można mieć Mu tego za złe. Kto wie, czy nie chciał ukarać rodziców małego nieprzyjacielskiego żołnierza każąc mu umrzeć na wojnie z mojej czarnej ręki? Kto wie, czy nie chciał ukarać jego dziadków, bo nie miał czasu ich skarcić poprzez ich własne dzieci? Kto wie? Bogiem a prawdą, może Bóg się spóźnił, wymierzając karę rodzinie małego nieprzyjacielskiego żołnierza. Ale możecie mi wierzyć, że ich surowo ukarał za pośrednictwem ich wnuczka czy syna.” – s. 62 „Dla kapitana życie to wojna. Kapitan kocha wojnę, jak można kochać kapryśną kobietę. Kapitan zaspokaja wszystkie kaprysy wojny. Obsypuje ją prezentami, spełnia jej zachcianki, nie licząc się z życiem żołnierzy. Kapitan jest pożeraczem dusz.” – s. 70 Po odesłaniu do ośrodka wypoczynkowego na tyłach: „…doktor François coraz skuteczniej oczyszczał wnętrze mojej głowy z brudów wojny.” – s. 117
Mikila - awatar Mikila
oceniła na73 miesiące temu
Sielanki George Saunders
Sielanki
George Saunders
Dowcipna historia ludzkości? A może ekspozycja przemyśleń na temat człowieczeństwa? Saunders nie byłby Saundersem, gdyby nie rozkminiał człowieka w zabawny sposób, zamiast więc silić się na intelektualne pytanie, czym jest ta książka, lepiej od razu napisać: „kolejne opowiadania mistrza Saundersa o życiu”. Niby proste, ale nie do końca, bo nie są takie opowiadania, do jakich przyzwyczaił nas choćby Mark Twain, do którego Saundersa się porównuje. Twain pisał historie jasne, przejrzyste i nieskomplikowane, natomiast Saundersa ciągnie w stronę absurdu i hipnotycznej niedoskonałości, gdzie nic nie jest oczywiste, ale wszystko jest przesadną emfazą. Saunders miesza gatunki, mataczy czasem i przestrzenią, bawi się słowem, żongluje aluzją i przemyca w swoich opowiadaniach maksymy, morały, refleksje. Sześć opowiadań, w których dowcip rezonuje z przygnębiającymi sytuacjami, w jakich znaleźli się przegrani od urodzenia bohaterowie. Autor punktuje człowieka lewym prostym raz za razem, aby w nieoczekiwanym momencie wyprowadzić podbródkowy i posłać go na deski. Wytyka ludzkości konsumpcjonizm, bezmyślność, bezduszność oraz niezdolność do rozróżnienia, co w życiu jest najważniejsze. Jednak mimo to wszystko czytelnik cały czas się uśmiecha, cały czas dobrze się bawi. Saunders rzuca czytelnikom wyzwanie, aby zakwestionowali przaśność życia, aby utożsamili się z bohaterami i w ten sposób zrozumieli, co to jest godność i co nas niszczy, co zabiera nam prawdziwe szczęście, o jakie przecież całe życie walczymy. I w końcu stawia pytanie: Co to jest szczęście? „Sielanki” to zbiór fascynujących, a zarazem cynicznych opowieści, w których Autor skupia się na wadach swoich bohaterów, bez względu, czy jest nim tancerz erotyczny, podejrzany coach, para neandertalczyków czy niespokojne dziecko. I choć opowiadania osadzone są w uniwersum Ameryki spustoszonej przez kapitalizm, to z łatwością może się z nimi utożsamić zarówno czytelnik japoński, nigeryjski, niemiecki, angielski, włoski, jak i polski. Dzisiaj nie ma już różnicy, gdzie mieszkasz i czym się zajmujesz, jaki panuje w twoim kraju ustrój i w jakim mówisz języku, ile zarabiasz i jaki masz w życiu cel. Globalny konsumpcjonizm, globalne wariactwo w postaci chęci posiadania i wypruwania sobie flaków, aby dojść do celu oraz nienawiść jednych ludzi do drugich wchłania nas wszystkich bez wyjątku. A Saunders się z tego śmieje i wytyka placem. Genialna książka, jak zresztą wszystko, co napisał do tej pory Saunders. Mistrz krótkiej formy, ale w powieściach rodzi sobie świetnie, co udowodnił „Lincolnem z Bardo”. Facet ma swój unikalny styl, nie do podrobienia. Każda jego książka to dzieło sztuki. https://www.facebook.com/hultajliteracki/
Hultaj_Literacki - awatar Hultaj_Literacki
ocenił na109 miesięcy temu

Cytaty z książki Słownik rodzinny

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Słownik rodzinny