rozwińzwiń

Kierunek zwiedzania

Okładka książki Kierunek zwiedzania Marcin Wicha
Okładka książki Kierunek zwiedzania
Marcin Wicha Wydawnictwo: Karakter literatura piękna
264 str. 4 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Wydawnictwo:
Karakter
Data wydania:
2021-04-14
Data 1. wyd. pol.:
2021-04-14
Liczba stron:
264
Czas czytania
4 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366147775
Inne
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Okładka książki Książki. Magazyn do czytania nr 1 (58) / 2023 Justyna Bargielska, Anna Bikont, Anna S. Dębowska, Emilia Dłużewska, Paweł Goźliński, Ola Jasionowska, Miłada Jędrysik, Ignacy Karpowicz, Renata Lis, Weronika Murek, Jo Nesbø, Małgorzata I. Niemczyńska, Michał Nogaś, Dariusz Nowacki, Monika Ochędowska, Wojciech Orliński, Jacek Podsiadło, Maria Poprzęcka, Radek Rak, Redakcja magazynu Książki, Maciej Robert, Marcin Sendecki, Krzysztof Siwczyk, Dominika Słowik, Magdalena Środa, Maria Stiepanowa, Justyna Suchecka, Katarzyna Surmiak-Domańska, Natalia Szostak, Wisława Szymborska, Alicja Urbanik-Kopeć, Katarzyna Wężyk, Marcin Wicha, Olga Wróbel, Alejandro Zambra
Ocena 7,0
Książki. Magaz... Justyna Bargielska,...
Okładka książki Pismo. Magazyn opinii, Lato 2022 Jakub Kornhauser, Filip Springer, Marcin Wicha
Ocena 7,0
Pismo. Magazyn... Jakub Kornhauser, F...

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
6,3 / 10
306 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
266
76

Na półkach:

Postać, forma, okładka. Wszystkie te słowa stanowią klucz do „Kierunku zwiedzania”. Kazimierz Malewicz twórca suprematyzmu to główny bohater tej książki. A jeśli poznawać artystę, zwłaszcza nieżyjącego to czy nie warto wybrać się do muzeum na wystawę poświęconą jego twórczości? I tak właśnie jesteśmy, w formie muzealnej, oprowadzani po biografii artysty, czasem z przymrużeniem oka traktując muzealne „standardy”. Poznajemy historię, poznajemy dzieła, a na koniec dostajemy od samego autora publikacji masę źródeł, z których korzystał, oraz delikatny prztyczek w nos. Bo fikcja przeplata się tu z prawdą.
Wszystko to obejmuje okładka, płócienna, z kwadratem, na białym tle, rzecz jasna. Zamyka i otwiera dostęp do treści, a nawet zapewnia sensoryczne doznania podczas czytania, bo ten grzbiet można głaskać wielokrotnie.
Dajcie się autorowi po tej książce oprowadzić, bo w cenie biletu sporo smaczków językowych, zabawa słowem i najmniej dosłowna scena erotyczna. Ja to kupuję i chętnie wybiorę się na zwiedzanie raz jeszcze.

Postać, forma, okładka. Wszystkie te słowa stanowią klucz do „Kierunku zwiedzania”. Kazimierz Malewicz twórca suprematyzmu to główny bohater tej książki. A jeśli poznawać artystę, zwłaszcza nieżyjącego to czy nie warto wybrać się do muzeum na wystawę poświęconą jego twórczości? I tak właśnie jesteśmy, w formie muzealnej, oprowadzani po biografii artysty, czasem z...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1762
1761

Na półkach:

„Kierunek zwiedzania nie jest literaturą faktu”.
Tak zastrzegł autor w nocie bibliograficznej, która na przekór jego słowom była bardzo rozbudowana. Mnóstwo pomieścił w niej pozycji, z których korzystał, poznając życie i twórczość swojego bohatera malarza Kazimierza Malewicza. Rosyjskiego Polaka jak pisali Rosjanie, Ukraińca jak sam deklarował artysta, by zaraz potem zaprzeczyć jakiejkolwiek narodowości i wreszcie Polakiem, bo według narratora „był Polakiem, był Polakiem. Jego ojciec był Polakiem. Jego matka była Polką. Brat był Polakiem. Siostra była Polką. Drugi brat był Polakiem”.
Może dlatego w Wikipedii zamieszczono oksymoron jego tożsamości – Polak, rosyjski malarz.
Postaci barwnej, skomplikowanej, nieustannie unoszącej się na sinusoidzie wzlotów i upadków, triumfów i porażek warunkowanych zmianami politycznymi w Rosji, a potem ZSRR. Twórcy i pioniera suprematyzmu oraz autora słynnego, pierwszego dzieła nieprzedstawiającego „Czarnego kwadratu na białym tle”. Jak opisał go narrator „biografii” - z bliska „wygląda jak praca wykonana na szkolnych zajęciach. [...] Koślawy czarny kwadrat”. Nie zmieniło to jednak faktu, że obraz doczekał się licznych interpretacji, a następne pojawią się w miarę oglądania kolejnych odbiorców. Może w tym tkwi jego moc? Nie wiadomo, ale wiadomo na pewno, że zostawił trwały ślad w sztuce potwierdzający realność swojego twórcy.
O co zatem chodzi z tą biografią-niebiografią?
O zaczyn. To drażniące umysł ziarenko piasku, wokół którego autor toczył opowieść powoli zamieniającą się w perłę. Przyjął nietypową formę, by ten proces stawania się pokazać – zwiedzanie życia artysty niczym wystawy malarskiej składającej się z „obrazów” jego losu niczym z geometrycznej abstrakcji. W głównych czterech pomieszczeniach metaforycznie niczym bokach kwadratu, a realnie rozdziałach opowieści, mieściły się najważniejsze kadry biograficzne. Każde z tych głównych pomieszczeń prowadziło do mniejszych zawierających szczegóły lub zbliżenia oraz pobocznych mieszczących dygresje z tematami pośrednimi, instalacjami lub wystawami towarzyszącymi totalnie spoza planu akcji.
Ten nomen omen kierunek zwiedzania narzucił autor opowieści.
Tutaj w roli kustosza-narratora oprowadzającego po wystawie. Wykraczającego często poza swoją rolę poprzez nadinterpretacje i dopowiedzenia. Od czasu do czasu puszczającego oko do zwiedzającego-czytelnika, pozwalając sobie na metafory, gdy scena była zbyt intymna lub żarty zamieniające się w czarny humor, by zdystansować emocje klaustrofobii, presji i bezsilności wobec warunków życia poznawanego bohatera. Więźnia tkwiącego w kwadracie, czyli opresyjnym systemie komunizmu.
Tak miało być.
Już we wstępie, czyli przed wejściem na wystawę zostałam ostrzeżona i przygotowana do odbioru komunikatem – „Świat składa się z przypadkowych przedmiotów i obrazów. Rozsypanych liter”. Narrator-przewodnik tę rozsypankę skrupulatnie, drobiazgowo prezentował w odrębnych kawałkach, pozostawiając jej złożenie czytelnikowi, by ostatecznie nie tyle poznać artystę dzięki faktom połączonych klejem wyobraźni lub interpretacji narratora, ile poczuć życie rewolucyjnie kreatywnego człowieka sztuki w systemie nakładającym na artystów kaganiec socrealizmu. Człowieka, który w kreatywności uważał Boga za kolegę po fachu. Malarza z własną filozofią, którą współcześnie skondensowano do wyrażenia - „skrajnie eklektyczna”. Pioniera, który konsekwentnie odrzucał odgórnie ustalony „kierunek zwiedzania”, czyli patrzenia na sztukę i jej rolę, nie poddając się socjalistycznemu realizmowi. Szedł pod prąd, kwestionując obowiązujący kierunek ruchu i ponosząc tego dotkliwe konsekwencje.
Tyle zobaczyłam na tej „wystawie”.
„Zwiedzając” ją, miałam nieustanne wrażenie alternatywnego sposobu poznawania losów i twórczości artysty oraz jego interpretacji poprzez kreślone obrazy i z wielu źródeł przytaczany światopogląd, w którym najważniejszą była forma idealnie odzwierciedlająca suprematyzm, ale w słowach. I tak jak filmowcy wykorzystujący w filmie obrazy malarzy, by opowiedzieć życie Vincenta van Gogha („Twój Vincent”) lub powieść „Chłopi” Stanisława Reymonta pod tym samym tytułem, tak tutaj to samo dzieje się w środowisku liter, wyrazów i zdań. Autor stworzył swoisty, jeśli nie rewolucyjny, styl narracji, narzucający tempo w zależności od długości zdań - od długich, po jego równoważniki, aż do pojedynczych wyrazów. Ich częste rozstrzelenie oraz wielkość, liczne odstępy w tekście zwartym czy akapity imitujące fizyczne przejście, pełniły funkcję mentalnego przystanku na pomyślenie, by potem przejść dalej. By ostatecznie poznać twórczość głównego bohatera, chociaż był z założenia „tylko” tej formy wypełnieniem.
Przeżyłam bardzo ciekawe doświadczenie czytelnicze – byłam na wystawie złożonej z liter na podobieństwo suprematyzmu.
naostrzuksiazki.pl

„Kierunek zwiedzania nie jest literaturą faktu”.
Tak zastrzegł autor w nocie bibliograficznej, która na przekór jego słowom była bardzo rozbudowana. Mnóstwo pomieścił w niej pozycji, z których korzystał, poznając życie i twórczość swojego bohatera malarza Kazimierza Malewicza. Rosyjskiego Polaka jak pisali Rosjanie, Ukraińca jak sam deklarował artysta, by zaraz potem...

więcej Pokaż mimo to

avatar
162
8

Na półkach:

Nie skończyłam

Nie skończyłam

Pokaż mimo to

avatar
1179
733

Na półkach:

Przeczytane zaraz po "Rzeczach..." wzbudziło tzw. mieszane uczucia. "Kierunek", który jest może biografią (beletryzowaną),może esejem o sztuce malarskiej, może przyczynkiem do zrozumienia mechanizmów totalitarnego zniewolenia, może opowieścią o artyście bez talentu, za to z ambicjami, może wszystkim tym po trochu (tylko nie jest powieścią, co to, to nie!),przyciąga, pociąga, wciąga i czasem irytuje i męczy. Bo na traktat o sztukach wizualnych to ja się nie zgadzam, nie ostrzeżono mnie przed lekturą, że autor, zadowolony z wciągnięcia czytelnika w głąb swojej historii będzie częstował (nie przyjmując odmowy) rozważaniami o malarstwie i tym nieszczęsnym dizajnie, który jest ważny i interesujący, ale nie dla mnie, bo mnie nie obchodzi i już.
Zatem i dobrze, nawet bardzo dobrze, i wkurzająco. Cóż, może to dziś recepta na dotarcie do publiczności?

Przeczytane zaraz po "Rzeczach..." wzbudziło tzw. mieszane uczucia. "Kierunek", który jest może biografią (beletryzowaną),może esejem o sztuce malarskiej, może przyczynkiem do zrozumienia mechanizmów totalitarnego zniewolenia, może opowieścią o artyście bez talentu, za to z ambicjami, może wszystkim tym po trochu (tylko nie jest powieścią, co to, to nie!),przyciąga,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1175
881

Na półkach: , ,

Mam kłopot z oceną tej książki. Całkiem spory. Na początku lektury zupełnie nie rozumiałam o co w niej chodzi. Formalnie napisana prosto i potoczyście, a jednak zupełnie do mnie nie trafiała i nie rozumiałam po co autor ją napisał. Chyba dalej nie do końca rozumiem. Punktem wyjścia jest czarny kwadrat. Dzieło (czyżby?) i jego historia, a także dalsze losy jego twórcy. Nie znam się na sztuce, architekturze ani niczym podobnym, ale podejrzewam, że to było przełomowe, skoro ktoś zdecydował się napisać o tym książkę. Być może ten kwadrat zapoczątkował nowe myślenie w sztuce użytkowej, być może dla niektórych ta historia będzie ciekawa. Dla mnie zupełnie nie jest. Niemniej mam poczucie, że ta książka wpasowuje się w to, co wydaje wydawnictwo Karakter. Doceniam, że to awangarda, że dobre, ale nie jestem odbiorcą docelowym.

Mam kłopot z oceną tej książki. Całkiem spory. Na początku lektury zupełnie nie rozumiałam o co w niej chodzi. Formalnie napisana prosto i potoczyście, a jednak zupełnie do mnie nie trafiała i nie rozumiałam po co autor ją napisał. Chyba dalej nie do końca rozumiem. Punktem wyjścia jest czarny kwadrat. Dzieło (czyżby?) i jego historia, a także dalsze losy jego twórcy. Nie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
269
269

Na półkach:

Podoba mi się styl i język, który znam z “Rzeczy, których nie wyrzuciłem”; projekt graficzny i wykonanie okładki (płócienna oprawa),która prowadzi nas do najsłynniejszego obrazu - czarnego kwadratu na białym tle.

Kazimierz Malewicz - Polak, Ukrainiec, Rosjanin, supretysta, kopista, kabotyn, bolszewik… tożsamość narodowa, pozorne lub faktyczne umiejętności malarskie, teorie na temat sztuki, wszystko zmienne, płynne, dostosowujące się do chwili, okoliczności. Jakby wynikające z próby uchwycenia rzeczywistości, wkomponowania się w nią, zaistnienia, przetrwania.

Narrator - przewodnik po muzeum - pomija daty, miejsca, nie zanudza przypisami, cytatami, pokazuje biografię człowieka przez pryzmat przedmiotów zgromadzonych w muzeum. Trochę jak w “Muzeum” Szymborskiej. Są rzeczy, przedmioty, ale nie ma osób, emocji, wrażeń. Co zatem pozostało z nich? Co można z tych eksponatów wydobyć, by powiedzieć kilka zdań o ich właścicielu.
Chaotyczność wątków, przeskakiwanie z tematu na temat, zmiany stylu, pozorne dygresje, to może razić, ale w gruncie rzeczy jest chyba celowym zamysłem, pokazującym jak niejednoznaczność postaci i wieloznaczność jej czasów..

Poetycka, namacalna, pełna faktów i zmyśleń awangardowa opowieść o awangardowym twórcy. Nielinearna, trochę chaotyczna, pobieżnie traktuje rzeczy ważne, a roztkliwia się nad drugorzędnymi. Ale czy czasem tak nie zwiedzamy, przechodząc od gabloty do gabloty nie wedle kierunku zwiedzania, ale według tego co nas zainteresuje?

Najciekawsze jest jednak to, co pojawia się pomiędzy. Spostrzeżenia dotyczące poszukiwania swojego miejsca w świecie, podcinanie skrzydeł i dążenie wbrew wszystkim do celu, zmierzch caratu uzewnętrzniony przez różne formy anarchizmu, narodziny bolszewizmu i próby odnalezienia się artystów w nowej rzeczywistości, młyny totalitarnej machiny, rola sztuki w życiu społeczeństwa.

Podoba mi się styl i język, który znam z “Rzeczy, których nie wyrzuciłem”; projekt graficzny i wykonanie okładki (płócienna oprawa),która prowadzi nas do najsłynniejszego obrazu - czarnego kwadratu na białym tle.

Kazimierz Malewicz - Polak, Ukrainiec, Rosjanin, supretysta, kopista, kabotyn, bolszewik… tożsamość narodowa, pozorne lub faktyczne umiejętności malarskie,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
123
117

Na półkach:

PROSZĘ SPOJRZEĆ NA TE KILKA ZDAŃ JEDNEGO Z CZYTELNIKÓW

Wszedłem do tego muzeum trochę przez przypadek, czytałem już jedną książkę tego autora i bardzo spodobała mi się okładka (po lekturze uważam ją za jeszcze lepszą). Pomimo faktu, że wystawy były dla mnie zupełną nowością, nie znałem Kazimierza Malewicza, to przewodnik, czyli Pan Marcin momentami potrafił mnie na prawdę zaciekawić. W pamięć zapadło mi parę głównych wystaw jak: kanapa i palce, oraz instalacja o byciu Polakiem.

Super przeżycie, nie spodziewałem się tego po książce.

PROSZĘ SPOJRZEĆ NA TE KILKA ZDAŃ JEDNEGO Z CZYTELNIKÓW

Wszedłem do tego muzeum trochę przez przypadek, czytałem już jedną książkę tego autora i bardzo spodobała mi się okładka (po lekturze uważam ją za jeszcze lepszą). Pomimo faktu, że wystawy były dla mnie zupełną nowością, nie znałem Kazimierza Malewicza, to przewodnik, czyli Pan Marcin momentami potrafił mnie na prawdę...

więcej Pokaż mimo to

avatar
420
304

Na półkach:

Życiorys Malewicza jest niezwykły.
Marcin Wicha podjął się prawdziwego wyzwania próbując pośród meandrów losów suprematysty znależć przyczyny powstania przełomowego 'Czarnego kwadratu'.
O awangardowym twórcy napisał awangardową książkę. Kierunków zwiedzania jest tu sporo, stąd zapewne poczucie chaosu przy czytaniu. Ten tekst to tylko takie lekko wyczuwalne muśnięcie żywota i mozołu twórczego tego teoretyka i praktyka sztuki.
Całość to eksperyment literacki.
Wspomniana niezwykłość losów Malewicza niestety nie pomogła autorowi stworzyć pasjonującej narracji.
Nużące i skupia bardziej uwagę na autorze ze wzgledu na eksperymentowanie z językiem niż na czołowym przedstawicielu awangardy.

Życiorys Malewicza jest niezwykły.
Marcin Wicha podjął się prawdziwego wyzwania próbując pośród meandrów losów suprematysty znależć przyczyny powstania przełomowego 'Czarnego kwadratu'.
O awangardowym twórcy napisał awangardową książkę. Kierunków zwiedzania jest tu sporo, stąd zapewne poczucie chaosu przy czytaniu. Ten tekst to tylko takie lekko wyczuwalne muśnięcie żywota...

więcej Pokaż mimo to

avatar
533
485

Na półkach:

Z całym szacunkiem dla kunsztu pisarskiego Pana Wichy, poległam na lekturze „Kierunek zwiedzania” – czytelnik we mnie umarł na stronie 186.

Autor w sposób niekonwencjonalny przybliża nam biografię artysty Malewicza. I choć w swej formie publikacja ta jest świetna pod każdym względem, bo zaskakuje na każdym kroku czytelnika swą innowacyjnością, grą języka, wypukłą ironią, to sam życiorys malarza okazał się dla mnie bardzo „nudny”. O ile można powiedzieć, że czyjeś życie było nudne. Może inaczej… Nie znalazłam w życiorysie Malewicza niczego, co by mnie podekscytowało na tyle, by uczestniczyć dalej w tym spacerze po wyimaginowanej wystawie jego prac. Rzadko mi się zdarzają tak kategoryczne i nagłe rozstania z książką, ale trudno… Jest mi przykro i nic z tym nie zrobię. Za Malewicza dziękuję, a Pana Wichę przepraszam. Niemniej jednak polecam innym lekturę i życzę dojścia do nieco bardziej owocnych wniosków niż te moje, własne…

PS. Tak wysoka ocena w formie gwiazdek została przeze mnie przyznana temu tytułowi z uwagi na ogromny szacunek dla autora i jego warsztatu. Moje subiektywne uczucia, co do doboru wątków biograficznych nie mają w jej przypadku nic do rzeczy 😉

Z całym szacunkiem dla kunsztu pisarskiego Pana Wichy, poległam na lekturze „Kierunek zwiedzania” – czytelnik we mnie umarł na stronie 186.

Autor w sposób niekonwencjonalny przybliża nam biografię artysty Malewicza. I choć w swej formie publikacja ta jest świetna pod każdym względem, bo zaskakuje na każdym kroku czytelnika swą innowacyjnością, grą języka, wypukłą ironią,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
520
346

Na półkach:

Próba pokazania drogi jaka prowadzi malarza do malowania białego na białym, albo czarnego kwadratu na białym tle, płynność granic między geniuszem, pozerem, szaleńcem, niby się jej spodziewałam ale i tak zapamiętam nazwanie Malewicza kabotynem. Jednocześnie towarzyszy nam czytelnikom, tak jak autorowi, niedające się uciszyć podejrzenie, że „na tym czarnym gwoździu wisi cały świat” (bardzo niedokładny cytat, z pamięci).

Malowanie „emocjonujące jak zgniatanie ciasta”, pracowania malarska porównana z warsztatem stolarza, bełkotliwe cytaty z Malewicza: czarny kwadrat „żywym królewskim dziecięciem, latoroślą czwartego wymiaru”, małe fragmenty z życia radzieckiej ojczyzny: „Nuda była wykoślawioną wersją wieczności. Parodią doskonałości. Komuniści potrzebowali nudy. Była jedynym dostępnym erzacem nieśmiertelności.”

Widziałam kilka obrazów Malewicza w europejskich muzeach, ale Petersburg i Nowy Jork, z różnych powodów nieosiągalne. Czytałam już wcześniej że biały na białym zszarzał i zżółkł, że wyciągany jest z magazynów tylko przy ważnych okazjach, o czarnym kwadracie Wicha pisze: „mniejszy, żółtawy, czarny kolor też zmarniał”. Chciałabym zobaczyć Czerwona kawalerię.
I to „był Polakiem, był Polakiem, był Polakiem”.
Ależ to dobra książka.

Chciałabym żeby Wicha sięgnął kiedyś po kolejnych artystów, na przykład Duchampa.

Próba pokazania drogi jaka prowadzi malarza do malowania białego na białym, albo czarnego kwadratu na białym tle, płynność granic między geniuszem, pozerem, szaleńcem, niby się jej spodziewałam ale i tak zapamiętam nazwanie Malewicza kabotynem. Jednocześnie towarzyszy nam czytelnikom, tak jak autorowi, niedające się uciszyć podejrzenie, że „na tym czarnym gwoździu wisi cały...

więcej Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Przeczytane
    377
  • Chcę przeczytać
    340
  • Posiadam
    82
  • 2021
    44
  • Teraz czytam
    32
  • 2022
    15
  • 2023
    7
  • Literatura polska
    7
  • Legimi
    7
  • Chcę w prezencie
    6

Cytaty

Więcej
Marcin Wicha Kierunek zwiedzania Zobacz więcej
Więcej

Podobne książki

Przeczytaj także