Nikomu się nie śniło

Okładka książki Nikomu się nie śniło
K.B. AmbroziakHanna Bilińska-Stecyszyn Wydawnictwo: Czwarta Strona literatura piękna
560 str. 9 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Wydawnictwo:
Czwarta Strona
Data wydania:
2017-03-15
Data 1. wyd. pol.:
2017-03-15
Liczba stron:
560
Czas czytania
9 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379766383
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Autostop(y). Dziesięć opowiadań o wolności K.B. Ambroziak, Joanna Chudzio, Marta Koton-Czarnecka, Katarzyna Kowalewska, Hanka V. Mody, Zuzanna Muszyńska, Magdalena Niziołek-Kierecka, Gabriela Szczęsna (pseud.), Dorota Szelezińska, Katarzyna Tomczyk
Ocena 7,9
Autostop(y). D... K.B. Ambroziak, Joa...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,6 / 10
24 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
159
98

Na półkach:

Fajne, bardzo różnorodne opowiadania. U mnie jedno na jeden wieczór. Większość autorów to osoby piszące do szuflady, ale wartość ich twórczości oceniam wyżej od walorów dziełek tłoczących się w księgarniach.

Fajne, bardzo różnorodne opowiadania. U mnie jedno na jeden wieczór. Większość autorów to osoby piszące do szuflady, ale wartość ich twórczości oceniam wyżej od walorów dziełek tłoczących się w księgarniach.

Pokaż mimo to

3
avatar
82
26

Na półkach:

Nie da się czytać...

Nie da się czytać...

Pokaż mimo to

0
avatar
3269
369

Na półkach: , ,

W felietonie na Dzikiej Bandzie
http://dzikabanda.pl/teksty/felietony/pijac-ksiazki-czytajac-piwa-s02e06/
opisałem ogólne wrażenia po przeczytaniu tej książki oraz jak to się stało, że ona powstała. Natomiast tutaj zebrałem moje wrażenia na temat każdego z opowiadań, które (te wrażenia) pojawiały się na moim FB.

Tak jak wspominałem i wyjaśniałem na DB wszystkie one łączą się jakimiś drobinkami, szczegółami; jedna postać z jednego opowiadania zna inną postać z innego opowiadania; albo miejscowość, w której coś się dzieje, powtarza się w zupełnie różnych historiach. Można samemu to zauważyć, albo postudiować indeks słów, imion i fraz, który jest zamieszczony na końcu książki. Cała idea związana z tym pomysłem nazywa się Wykup Słowo i tam ładnie wytłumaczona.
A więc lecimy:


„Senariusz” Anny Rozenberg:

Opowiadanie – klasa! Przeczytane dwa razy. Od razu za pierwszym razem czułem, że coś nie gra, ale po zakończeniu musiałem wrócić do pewnych niuansów, które na to wskazywały.
Wymyślona historia wcale nie sztampowa. Dreszczowiec jak się patrzy. I jak napisana!
O pamiętnikach pisanych za młodu: „Plamy hormonalnego atramentu dziś czytamy z zażenowaniem”.
O seksie: „ Artur patrzy na mnie spode łba. Jestem zbyt zmęczona na seks. Nie umiem się wczuć w te jego pchnięcia. Dla ułatwienia daję mu od tyłu. Szybciej mam to z głowy. Raz po raz ściana to zbliża, to oddala się od mojej twarzy, a za mną jęczy zarzynany bawół. Przy ostatnim uważam, żeby nie zaryć nosem w tapetę. Zajebiście”.
No i ta perełka, której zdjęcie wstawiłem na swoim blogu. Od niej wszystko się zaczęło.
Wiem jedno. Autorka pisze powieść. Biorę w ciemno.


Roberta Małecki – „Pustka”

Od samego początku czuć tajemnicę, która aż pulsuje pod narracją, podobnie jak tętno czytelniczej większości , kiedy np. dochodzą do „krwawych godów” w „Grze o tron”. Nie można przestać czytać. Autor tak skutecznie dawkuje napięcie, że nie pozwala czytelnikowi odłożyć książki choć na chwilę. Jak zwykle u niego mistrzowskie są dialogi. Iskrzące emocjami: to humorem, to złością…
A o czym to opowiadanko jest? Dziewczyna, po śmierci swojej babci, odkrywa tajemnicę z przeszłości swojego życia, która skutecznie przez jej rodzinę była ukrywana. Dreszczowiec, jak malowany; retrospekcje z dzieciństwa, las, stara spalona leśniczówka…. Ale i z elementami horroru; fragmentu, kiedy wizerunek Jezusa z obrazka na ścianie zamienia się powoli w wielką żywą, ohydną muchę. King by się nie powstydził.
No i co za niespodzianka, kiedy okazało się, że główna bohaterka jest mi już znajoma z książki Roberta Małeckiego „Najgorsze dopiero nadejdzie”, w której miała swoja epizodyczną, ale bardzo ważną w pewnym momencie, rolę. Pojawia się również tam Marek Bener, główna postać z tej książki. Od razu zrobiło się miło.
A jaka była druga niespodzianka! Kiedy nasza bohaterka ma ochotę zadzwonić do swojej przyjaciółki Rudej z Częstochowy coś mnie tknęło. Wróciłem do opowiadania Anny Rozeberg, a tam jak wół stoi, że tamtejsza bohaterka zna naszą dziewczynę z opowiadania Małeckiego, i że nawet doszły jej słuchy, że jej babcia umarła. Niezłe jaja. Uwielbiam odkrywać takie smaczki i powiązania. Pisarze puszczają do nas oko mając z tego też niezłą frajdę.


Dorota Szelezińska – „Wilkiem”.

No, no. Cały czas w głowie siedzi mi to opowiadanie. Jest jakieś takie niepokojąco magiczne. Inne niż wszystkie dotąd. Nieoczywiste. O miłości. Takiej – od stóp do głów, od łap po czubki uszu. Ale z zadrą działającą jak ta na harpunie; jak już wbijesz, to bez uszczerbku nie wyciągniesz.
Zaczyna się od razu naprężeniem neuronów mózgowych, kiedy podczas masażu mauri główna postać – Bruno – doznaje zgoła nieoczywistych doznań. Od razu zakochuje się w masażystce Monie. Ich romans przedstawiony jest krótko, ale bardzo ciekawie. Natomiast najważniejsze jest to, kiedy na tydzień Bruno musi wyjechać, aby przejść terapię. Tu osadza się cala opowieść. Zupełnie nieoczywista, niepokojąca, magiczna i straszna. To co działo się z Brunem wlazło mi do łba i czytałem zapalczywie, bo nie byłem pewien każdej następnej linijki. To opowiadanie żyło jakimś podskórnym drugim życiem; czytamy o jednym, a drugie puka do nas przez zasłonę literek.
Dużo jest smaczków, cytatów. No rozczuliłem się, kiedy Bruno widzi kobietę pochyloną nad czajnikiem i przypomina mu się piosenka Świetlików „Odciski” („mężczyzna i kobieta… wtedy istnieli mężczyźni i kobiety, teraz nie wiadomo co istnieje”). Przecież to ja zawsze ją śpiewam w myślach nad czajnikiem. Myślałem, że nikt nie zna tej piosenki.
Było bardzo przyjemnie.


Izabela Szymczak – „Sidła snów”.

Dawkowałem sobie tę antologię po jednym opowiadaniu między czytanymi książkami i coraz bardziej ogarniało mnie przekonanie jak bardzo w dzisiejszych czasach niedoceniona jest tego typu forma literacka. Chyba jedynie w fantastyce opowiadanie funkcjonuje na rynku na równi z powieścią.
Główną postacią jest Alicja Black – plastyczka, pasjonatka architektury sakralnej (kogoś mi przypomina… 😉 ), mająca mroczne, prorocze sny – która przybywa do małego miasta, ponieważ dostała tam pracę. W nowym miejscu poznaje nowych ludzi, odwiedzą ją również brat Grzegorz. A że jest ładną kobietą, od razu staje się obiektem zainteresowania profesora archeologii, który prowadzi wykopaliska na miejscowym cmentarzu. Wszystko jest OK do czasu, kiedy dochodzi do wypadku bliskiej jej osoby, a zaraz potem staje się podejrzaną w dokonanym morderstwie.
Opowiadanie fajne się rozwija. Ma swoje nieśpieszne tempo. Małe miasteczko, dom kultury, zwykła praca, wynajmowane mieszkanie, ludzie, których Alicja spotyka na pozór w miarę normalni. Ale pierwszej nocy miała przerażający sen, po którym nie może dojść do siebie. Zwyczajnej, obyczajowej historyjce nagle ktoś zakłada pętlę na szyję, coraz mocniej zaciska i podnosi w górę. Akcja się zagęszcza coraz bardziej, aż do kulminacyjnego punktu na samym końcu. Sidła snów Alicji nie dają jej spokoju, ponieważ przepowiednie nieszczęść, które za nimi stoją potrafi ona zinterpretować dopiero wtedy, kiedy jest już za późno. Alicja wplątana w dodatkowe sidła zależności i relacji małomiasteczkowych dziwactw nie dostrzega, że jedno z tych dziwactw toczy robak groźnego szaleństwa.
Bardzo dobrze można poznać Alicję Black, ale mam nadzieję, że kiedyś będę miał sposobność poznać ją jeszcze bardziej, bo to kobieta tajemnicza i po przejściach; straciła męża w niewyjaśnionych okolicznościach, z którym „widuje się” w swoich proroczych snach. A to zaciekawia.
Bardzo fajne i zgrabne opowiadanie. No i jak zwykle cieszy cały stos wtrącanych smaczków.


Grzegorz Giedrys – „Sny”

To opowiadanie jest jak wiersz, wszystko umiejscowione w chmurze snów; nie wiadomo co jest snem, a co wspomnieniem; co prawdą, a co życzeniem. Bohater plącze się, gubi we wspomnieniach. Mylą mu się czasy i miejsca.
„Jutro nie cierpiałem i nie było żadnego bólu. Wyglądałem pogodnie, jakbym spał. Zakryli mi sińce pod oczami, z którymi się urodziłem. Lekko ogolili. Jutro nie płakałaś, płakałaś pojutrze. Jutro zajęłaś się organizacją. Jutro mówiłaś, czy my wszyscy znów musimy tak nerwowo przygotowywać się do wyjścia. Jutro mówiłaś mi, czy mam zamiar oto spóźnić się na własny pogrzeb.”
To chyba ostatni jego sen w życiu. Jedyne na czym może się skupić to na swoich byłych dziewczynach i na swojej mamie. I to nawet jest dosyć urocze.


Marta Koton-Czarnecka – „Śniaki”

„Śniaki” to kolejny motyw pomylenia światów. Świata wewnętrznego z tym zewnętrznym… hm, ale czy prawdziwym? Wychodzi na to, ze ten świat prawdziwy wygrywa jedynie większością głosów. Ale czy to oznacza, że mniejszość, chociażby ludzie chorzy na depresję, będący po jakiejś traumie nie odczuwają realnie swojego świata? To takie moje luźne refleksje po tym opowiadaniu. Ono skłania do mylenia co jest realne, a co nie; co jest prawdą, a co prawdą wymyśloną.
„Leżę skulona na podłodze. Przeczekuję. Czasem godzinę tak leżę, czasem dwie. Na wpół uśpiona, na wpół wyjawiona. Wyjawiona na jawę z majaków i rojeń o tobie. I ten siniec poranny zawsze w tym samym kształcie.”
Śniaki to sny, które ranią, które powodują siniaki. Piękne słowo. Smutne opowiadanie, z tajemnicą, której niby się domyślamy, ale i tak wstrząsa do głębi.
W ogóle to zauważyłem, że opowiadania dziewczyn są smutniejsze niż chłopaków. Faceci idą bardziej w taki smutek prześmiewczy.


Elżbieta Łapczyńska – „Wszystko, czego nie powiedziałem dziewczynie spod okna”.

Króciutkie opowiadanko bez jakiejś szczególnej puenty i przesłania. Głównemu bohaterowi przytrafia się dosyć osobliwa przygoda i od tego czasu jego życie zmienia się materialnie na lepsze i passa go nie opuszcza. Nie dowierza temu węsząc boży spisek. „Słowem – moje życie było bez pęknięć. Bardzo mnie to niepokoiło”. Sprawnie napisane. Fragment, kiedy „Love-Hate” znika pod wodą – rewelacyjny.


„Sztuka chodzenia po linie” – Hanka V. Mody

Uff, muszę ochłonąć. Co za opowiadanie! Nie wiem jak się zabrać do napisania czegokolwiek, bo dawka emocji, którą zaliczyłem w skondensowanej formie, dopiero rozlewa się po moich neuronach i skutecznie blokuje racjonalne myślenie.
Ogrom smutku i bólu, którymi przesiąknięte są strony tego opowiadania przypomina mi powieść „Małe życie”, którą napisała Hanya Yanagihara. Tylko że tam smutek podawany był w roztworze na 800 stron, a tutaj dostajemy go w pigułce, która kopie jak przypalany ogier.
Anna, która nie może poradzić sobie ze światem zewnętrznym i wewnętrznym od czasu zaginięcia jej mamy, ma poważne problemy z emocjami. Niby normalnie funkcjonuje, ma normalną pracę, ale każdy dzień to dla niej pierwsza linia frontu w słabo umocnionych okopach swoich wartości. Każdy poranek to walka o oddech, rozpaczliwy i rzeczywisty. Jak by codziennie rano rodziła się z wrzaskiem noworodka wywleczonego na nowy, zimy i obcy świat, a tego samego dnia wieczorem popełniała samobójstwo fluoksetyną, hydroksyzyną i kilkoma kieliszkami wina, aby szybciej zasnąć. Anna odkrywa, że codzienność zmagania się z bólem wewnętrznym może uśmierzyć jedynie ból zewnętrzny. Każdy dzień to dla niej sztuka chodzenia po linie. Tak jak Jude z „Małego życia”, ma pocięte całe ciało.
Jej miłość do Jana jest z góry skazana na niespełnienie; nie może sobie z nią poradzić. Jej miłość nie akceptuje świata zewnętrznego. Świat nie ma prawa do jej miłości, świat nie powinien istnieć, świat to ból. Bo miłość według Anny to nie jest wyspa pośród oceanu świata, lecz miłość to planeta w nicości. A skoro nie ma nicości, to Anna zna tylko jedno wyjście z takiej sytuacji; mimo obopólnej miłości, zrywa z Janem.
Poznaje Ildefonsa. „Żadnego dotykania, tylko ból”. Ildefons, też doświadczony za młodu przez życie, wie czego pragnie Anna. Wie, że dla takiej jak ona ciało nie jest świątynią duszy – jest jej więzieniem, a jednocześnie zbawieniem. Przygotuje dla niej stosowną drogę ucieczki…
Ogromne wrażenie zrobiło na mnie to opowiadanie. Świetnie napisane. Portret psychologiczny Anny jest perfekcyjny. Napięcie takie, że cały czas czułem się jak półprzewodnik. Scena kiedy Anna spotyka na ulicy Jana ze swoją nową narzeczoną to powoli narastający odgłos budzącego się wulkanu. „Co u ciebie, Anno?”, „Uczę się ładnie mówić (…) lubię wyrzucać z siebie niepotrzebne słowa”.
Genialne.


„Powrót” Hanny Bilińskiej-Stecyszyn.

To dosyć sentymentalno-humorystyczna podróż do początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy rodził się wolny rynek, a pierwsze pieniądze najlepiej było zarobić jeżdżąc na saksy do Niemiec. Opowiadanie jest o nauczycielu imieniem Ildefons, który w wakacje jedzie do naszych zachodnich sąsiadów popracować w barze, aby zarobić kasę i kupić tam samochód. Wszystko po to aby zaimponować dziewczynie, w której się zakochał. Kupuje ten samochód i po wiele przedziwnych perypetiach wraca do domu na wozie drabiniastym. Fajne, nienachalne, pogodne, sprawnie napisane opowiadanie ze zdaniami typu: „Praca sprzedawcy kiełbasek była prosta jak zdanie pojedyncze”. Czytało się bardzo przyjemnie.


„Nakazany owoc” – Michała Dębskiego.

Jazda bez trzymanki. Morda mi się śmiała przez całe opowiadanie. Niejaki Ildefons (a jakże) Parówka, nikomu nie zawadzający introwertyk, spotyka w pociągu (kolejce) jegomościa, który zagaduje go: „lubię jabłka. A pan?”. Ildek za diabła nie może się natręta pozbyć. Mało tego, facet się przyczepił, śledzi go w drodze do domu i reaguje złością, gdy nasz Ildefons ma daleko w tyle jakieś jabłka. Na drugi dzień to samo. Opowiadanie czyta się z przyklejonym bananem na facjacie. Jest tak absurdalne i groteskowe, a jednocześnie ciekawie i na luzie napisane, że aż fascynujące. Taka np. sytuacja: wspomniani kolesie jedzą jabłka, więc akurat przestali o nich rozmawiać i nagle Ildefons się zamyśla: „Moje myśli krążyły wokół odbytów. Jak to możliwe, że każdy ma własne zwieńczenie układu pokarmowego, ale nikt nie jest z niego dumny?” potem dalej jak gdyby nigdy nic konsumują jabłka i rozmawiają o jabłkach. Na koniec opowiadania chichotałem jak potłuczony.


„Sąsiadka” Magdaleny Genow-Jopek

Jest posępne i smutne. Rzecz o starszej samotnej kobiecie, która za jedynego towarzysza życia ma psa wabiącego się Manio. Wracając w sylwestrowy wieczór ze spaceru z psem („póki jeszcze nie strzelali” – bardzo mnie tym Autorka ujęła) jest świadkiem pobicia dwóch mężczyzn w sąsiedniej klatce swojego bloku. Ucieka przestraszona do domu, ale ma wrażenie, że sprawcy ją przyuważyli. Na drugi dzień okazuje się, że jeden z mężczyzn nie żyje, a policja i lekarze w karetce oznajmiają, że przyczyną był zawał. Kobieta ma wyrzuty sumienia, że nie zgłosiła od razu na policję momentu kiedy mężczyzna był bity i wyrzuca sobie, że przyczyniła się do jego śmierci. Boi się jednak wychylać, gdyż jest prawie pewna, że sprawcy mogą się zemścić. Opowiadanie bardzo klimatyczne. Czytelnik razem z główną bohaterką bije się z myślami co robić, jak postąpić. Świetne wyczucie przez Autorkę starszej osoby, wejście w jej osobowość, kiedy w tym wieku wiele rzeczy nowych się nie pojmuje, np. co to za napis na ścianie „HWDP”, kiedy zostało się samym, a pies i najprostsze obowiązki; gotowanie dla niego, spacery, są całym jej życiem. Nagle pojawiający się dylemat wypala staruszkę od środka. A co jeśli się sprawcy zemszczą? Niby ma tak mało do stracenia, ale to cały jej świat. Bardzo ciekawe opowiadanie. Zostaje na długo.


K.B. Ambroziak – „Finimondo”.

Bruno Bohren jest zwykłym facetem, który szuka pracy w wielkim mieście. Szczęśliwym trafem udaje mu się ją dostać jako tester leków w firmie farmaceutycznej. Jak się okazuje niebawem będzie testował specyfik generujący określone sny. Sny, których tematykę można sobie z góry zaplanować, i które ciężko odróżnić od rzeczywistości. Jego żona Katja, nie jest zbyt szczęśliwa z tego powodu.
Jak można się domyślić, na początku sny Bruna są raczej standardowe, ale później, kiedy bardziej testowane są specyfiki większego kalibru, sny zaczynają przenikać się z rzeczywistością. Czytelnik, jak i sam Bruno, przestaje odróżniać co jest jawą, a co snem. Zmierza to wszystko ku katastrofy w życiu głównego bohatera. Tylko czy ta katastrofa, faktycznie jest katastrofą?
No właśnie. Opowiadanie solidne, na pierwszy rzut oka o dosyć wyświechtanym temacie przenikania się snów, zostawiło mnie z niemałą konsternacją na samym końcu. Przewrotność w przewrotności, no dobra, ale kiedy chodzi o miłość nie jest już tak sztampowo. Każdy ją przeżywa po swojemu. Miłość kierująca naszymi motywami postępowania to wolna amerykanka. Wszystko może się wydarzyć. Tutaj ujęcie tematu jest nieszablonowe. Wydawałoby się kolejne opowiadanie o nakładaniu się snów na końcu zaskakuje i wprowadza ciekawą konfuzję, z którą czytelnik już sam sobie musi poradzić. Co jak co, ale faktycznie nikomu się nie śniło, że tak nikomu się nie śniło. Dobra robota.
Jak wspominałem na Dzikiej Bandzie, opowiadania w tym zbiorze przenikają się określonymi słowami. Przykładowo tutaj Finimondo to wyhodowana cyberbiologicznie roślina generująca po jej zażyciu określone sny. W innym opowiadaniu „I nikt cię nie usłyszy” Finimondo to zgromadzenie-ośrodek dla ludzi, którzy chcą zapomnieć o świecie. Są punkty wspólne? Fajnie to wszystko wymyślone.
Już nie mówiąc o tym, że autorstwem tego drugiego opowiadania jest Katja Tomczyk, której imię nosi żona opisywanego wyżej Bruna. Itd, itd.


„I nikt cię nie usłyszy” Katji Tomczyk.

Każdy ma swoje tajemnice, każdy ma prawo do tajemnic.
Lubelska wieś, w której działa ośrodek Zgromadzenia Finimondo, prowadzony przez panią Barbarę, skupia ludzi, którzy chcą zapomnieć o świecie, albo chcą, aby świat o nich zapomniał. Finimondo sąsiaduje z plantacją chmielu, którą zarządza gospodarz Dziabaducha („chmiel znów pnie się po tyczkach, żeby łaskotać Pana Boga w stopy”). Monotonne leniwe dni ośrodka przerywa nagle odkryte zabójstwo.
Ale myli się ten, który sądzi, że dostaniemy tutaj kryminał w stylu Agathy Christie. O co innego chodzi w tym opowiadaniu, przynajmniej mam taką nadzieję. Głównym bohaterem są tutaj wszyscy, łącznie z Dziabaduchą. Każdy jest portretowany na równi z innymi. Nawet narracja przechodzi od jednego do drugiego. Uczestników Zgromadzenia, jak i personel (to duże słowo) łączy to, że wszyscy są uciekinierami. Przed życiem, przed przeszłością. Chcą się odnaleźć między sobą, boją się świata, przeszłości, ale jednocześnie za tym tęsknią. Nawet stojąc w obliczu problemu co zrobić z trupem chcą to załatwić w swoim gronie. Jeden chce go pogrzebać, drugi spalić, trzecia uszyć mu garnitur. Jednak paradoksalnie okazuje się, że zabójstwo i problem ze zwłokami staje się katalizatorem do nadzwyczajnych ruchów i decyzji naszych postaci, po podjęciu których wszystko się zmieni w Finimondo.
Wszystko to jest podane w lekkim surrealistycznym sosie, więc jako takiej wyraźniej puenty nie ma. A może tytuł jest takim podsumowaniem; nikt cię nie usłyszy, dopóki sam siebie nie usłyszysz, a czasami potrzeba do tego wstrząsu. Ale historyjka niczego sobie. Sprawnie napisana. Taka trochę współczesna baśń o nieistniejącym skrawku wszechświata, w którym spotykają się istniejące przeróżne inne wszechświaty.


Joanna Chudzio – „Kwadratowe kałuże”.

Udało się Autorce mnie zaskoczyć, zmrozić i przepuścić stado mrówek przez plecy. Zaczyna się elektryzująco; razem z Edwardem i Lubą – głównymi postaciami – czytelnik pojawia się w świecie podobnym do jakiejś alternatywnej rzeczywistości rodem z s-f. W świecie, w którym np. kropla deszczu wywołuje kwadratowe kręgi w kałuży. Rzeczywistość (?) na dłuższą metę okazuje się duszna i mroczna, jak diabolicznie uśmiechnięty klown, z której razem z Edwardem i Lubą próbujemy się wydostać do normalności. Lecz ta ucieczka bynajmniej nie prowadzi nas tam gdzie zamierzamy. Rzeczywistość jest jeszcze bardziej przerażająca.
Duże wrażenie, mroczny klimat, brawa.


Moomu Mu – „Dziewięć koma osiemdziesiąt jeden”

To opowiadanie za pierwszym razem mi nie weszło, ale nie dawało mi spokoju. Po jakimś czasie do niego wróciłem i przeczytałem jeszcze raz. To nie jest jakaś historia, opowieść, to opowiadanie to studium pewnej choroby związanej ze spaniem. Próba jej zrozumienia. Choroba się nazywa Zespół Kleinego-Levina i jak Autorka wyjaśnia w przypisie: „jest trudny do zdiagnozowania i nierzadko trwa latami. Objawia się okresami nadmiernej senności, w okresach czuwania żarłocznością, poczuciem zmęczenia, pobudzenia seksualnego, dezorientacją czasową, zaburzeniami nastroju i świadomości”.
Pierwszy fragment ma tytuł „Andrea nie rozumie”; nie rozumie Lucyny, przyjaciółki żony, która u nich mieszka, i która cierpi na tę chorobę. A ostatni fragment – „Andrea rozumie”. Lecz, czy tak naprawdę rozumie? Moim zdaniem rozumie, że do końca nie da się tego zrozumieć.
Na przykładzie Lucyny poznajemy jak czuje się osoba z tym Zespołem. Co przeżywa, jak reaguje na nią środowisko, jak łączą się jej światy jawy i snu, jak próbuje z tym walczyć. Bardzo smutne to opowiadanie, ale zostaje na długo. Pojawiają się tam takie piękne zdania: „Tymczasem zmarznięty świat za oknem spał, kiedy podeszła do odrapanego z białej, olejnej farby szpitalnego parapetu. Drzemał pod pierzyną śniegu, skrobany w siwe niebo kikutami łysych, zmrożonych drzew.”
Tytuł nawiązuje do wartości przyśpieszenia ziemskiego, czyli grawitacji, które Lusi bardzo różnie odczuwa. Czasami potrafi ją ono fizycznie przytłoczyć.


Przemek Morawski – „Życie o jakim śniłeś”

Bardzo dobre opowiadanie. Tematycznie trochę nawiązuje do „Senariusza” Anny Rozenberg, czyli wyparcia pewnych traumatycznych doznań.
Bruno to facet poukładany i zaplanowany. Wszystko w jego życiu jest od linijki i tak jak w poradnikach piszą. Stosowanie się do ich zaleceń, w jego mniemaniu, ma mu dać szczęście. Ma poukładane życie rodzinne, niedawno się ożenił, urodziło mu się dziecko, jest szczęśliwy. Pracuje w hotelu i wszystko na to wskazuje, ze dostanie awans. Lecz im bardziej w opowiadanie, okazuje się, że pojawia się rysa, pęknięcie, które coraz to robi się większe i w końcu dowiadujemy się, ze to nie do końca tak pięknie jest z tym życiem Bruna.
Smutne opowiadanie, ale naprawdę z polotem napisane. Samo się czyta. Wchodzi w głowę.


„O tym, jak Szczupak, Przecinek i Pancernik odkryli tajemnicę kolorów” – Magdalena Niziołek-Kierecka

Muszę to napisać: pani Magdalena ma wspaniałe nazwisko: Niziołek. Wywołuje ono we mnie od razu sympatyczne uczucia, no i oczywiście wiadomo kto je wymyślił: Tolkien.
Natomiast co do samego opowiadania. Jest to opowiadanie dla dzieci. Opowiedziane w duchu „Dzieci z Bullerbyn”. Czyli jest trojka dzieciaków, jest sielsko, jest kupę zabawy, pomysłów, dzieci nie mają komórek, są na wakacji u cioci, śpią w namiocie, chodzą na ryby (przynajmniej próbują). Lecz jest też tajemnica, którą trzeba odkryć.
Bardzo sympatyczna i urocza opowieść. I mimo, iż świat w tej opowiastce odbierany przez starego pryka jest, oczywiście, światem naiwnym , dziecięcym, to takim właśnie ma być. I bardzo dobrze. Dawno nie czytałem nic dla dzieci, ostatnio może z pięć lat temu mojej wówczas dziesięcioletniej córce (teraz sama pisze jakieś fanfiki na wattpadzie), i to opowiadanie było bardzo miłym, odświerzającym uczuciem. Piękne, czyste, słoneczne. Jak bym się cofnął w czasie.
Wbrew pozorom, napisać takie opowiadanie dla dzieci, to nie jest prosta sprawa. Dlatego tym bardziej wyrazy mojego uznania. Poza tym, typuję to opowiadanie na pierwsze miejsce podium w kategorii wykorzystania wykupionych słów, imion i postaci. Super robota.


„Karkonosze Cztery” – Monika Wasilewska

Kolejna perełka w tym zbiorze. Ależ mi się to opowiadanie podobało. A zakończenie – kurde, rozwaliło mnie.
Pamiętają Państwo magnetyczne karty telefoniczne? Ja pamiętam. I pamiętam, że je kiedyś zbierałem, może gdzieś na strychu jeszcze by się znalazły. (Czego ja kiedyś nie zbierałem razem z chłopakami! Nawet bilety PKS takie żółte kiedyś były. Największą wartość miały te, które miały czerwoną czcionką wydruk ceny. Po drodze ze szkoły każdy przystanek był przez nas przeszukiwany…) I o tym jest to opowiadanie. O cofnięciu się w czasie, kiedy w szkole zbierało się rożne duperele i się tym wymieniało. W tym przydatku chodzi o karty telefoniczne. A zwłaszcza o jedną unikatową – „Karkonosze Cztery”. Pod tym pretekstem jest pokazana historia Małej, chłopczycy, która nie boi się ganiać po drzewach na równi z chłopakami, ale chyba trochę boi się ludzi. Odczułem, że jest bardzo wrażliwa.
Króciutkie opowiadanko, a tyle w nim treści. Jedno z najlepszych.


„Cień klabaternika” – Maras Pijanowski

A to dopiero historia! Tajne zgromadzenie naukowców w Toruniu, znające tajemnicę tunelu pod Wisłą w tym mieście, staje w obliczu zdrady jednego ze swoich członków. Krzysztof Gotring, obarczony przez Mistrzów Najwyższego Wtajemniczenia Loży Wielkiej Pary winą zdrady członka, którego wprowadził do zgromadzenia, ma za zadanie go odpowiednio ukarać, a mianowicie obciąć mu język. Gotring tropi go, wyszukuje, ale okazuje się, że zdrada Zgromadzenia była osobistą zemstą na Gotringu. Dlaczego? Tego już nie zdradzę, dosyć tych zdrad, ale przyczyna jest całkiem ciekawa.
Na koniec wszystko rozwiązuje się tak, że czytelnik mimowolnie sapie z zaskoczenia. A potem następuje drugi koniec, po którym sapie jeszcze raz.
Przyjemne opowiadanie z podwójnym dnem. Czyta się z ciekawością jednym tchem. Dodatkowym błyskiem jest ciekawy główny bohater Krzysztof, wymyślony przez anonimowego wspierającego, tak przystojny, że wszyscy go podrywają, nawet faceci.

W felietonie na Dzikiej Bandzie
http://dzikabanda.pl/teksty/felietony/pijac-ksiazki-czytajac-piwa-s02e06/
opisałem ogólne wrażenia po przeczytaniu tej książki oraz jak to się stało, że ona powstała. Natomiast tutaj zebrałem moje wrażenia na temat każdego z opowiadań, które (te wrażenia) pojawiały się na moim FB.

Tak jak wspominałem i wyjaśniałem na DB wszystkie one łączą...

więcej Pokaż mimo to

20
Reklama
avatar
775
774

Na półkach: , , ,

Antologia opowiadań, która wyszła spod piór znanych bardziej i mniej autorów, to znakomita propozycja dla tych, którzy cenią wyjątkowo ten gatunek literacki, który z kolei tylko z pozoru jest gatunkiem łatwym strukturowo i merytorycznie do stworzenia. Te opowiadania same w sobie nie są tylko krótkimi historiami. Każde z nich ma swój jeszcze wewnętrzny podgatunek, bo każde z nich opowiada co innego i przybiera inną formę gatunkową. I tak znaleźć tutaj można nie tylko obyczaj, ale też lekką fantastykę podsycaną surrealizmem, wręcz dotykające granicy jawy i snów, jest trzymający w napięciu dramat psychologiczny, śmiała wizja przyszłości, a nawet forma osobistego pamiętnika.

Należy również wspomnieć cel i ideę przyświecającą powstaniu antologii. Cały projekt jest eksperymentem literackim, zainicjowaną już poprzednią edycją „Autostopy”. Na zasadzie zbiórki pieniędzy na rehabilitację wybudzonego ze śpiączki strażaka, dokonywano wykupu poszczególnych słów, czy fraz, a autorzy wykupione słowa musieli wpleść w wymyślone przez siebie opowiadanie. Dochód ze sprzedaży „Nikomu się nie śniło” w całości zasili konto Fundacji Światło, która pomaga swoim pacjentom wybudzić się ze śpiączki. Należy nadmienić, iż żaden autor nie otrzymał za to honorarium.

Całą paletę emocji, uczuć oraz mnóstwo niedokończonych historii można znaleźć w tym zbiorze. Muszę przyznać, że autorzy bardzo skrzętnie i drobiazgowo podeszli do swojego pomysłu. Wielki szacunek i ogromne brawa za odwagę, chęci i pomysłowość. Są teksty, które aż się proszą o kontynuację, bo czytelnicza ciekawość urasta do niebotycznych rozmiarów i chciałoby się po prostu poznać dalsze losy tych wymyślonych na potrzeby antologii bohaterów. Ja delektowałam się każdym z osobna, poświęcając każdemu odpowiednią ilość czasu, robiąc dłuższe przerwy, reflektując się nad przesłaniem i morałem. A są to postacie różne, o szerokim paśmie charakterów, skrywający emocje, uczucia, otwarci, skromni, zamknięci w swoim wyimaginowanym świecie. Bohaterowie, którzy wracają wspomnieniami do przeszłości, którzy nie umieją budować relacji z bliskimi. Historie zaś pokazują nasze różne problemy, bolączki współczesności, ale też brak komunikacji i nieumiejętność budowy bliskich relacji z tymi, na których nam naprawdę zależy.

Wielkie wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie Roberta Małeckiego „Pustka”, opowiadanie Hanki V. Mody „Sztuka chodzenia po linie”. Akurat te opowieści ze sobą sąsiadują, ale to nie ma najmniejszego znaczenia, bo zarówno Hanka jak i Robert dotykają podobnych tematów. Traumatyczne przeżycia, rodzinna tajemnica, która wychodzi na jaw dopiero kiedy umiera ukochana babcia. Jest też zupełnie poruszające opowiadanie "O tym, jak Szczupak, Przecinek i Pancernik odkryli tajemnicę kolorów" Magdaleny Niziołek-Kiereckiej. Fenomenalne wręcz! Bardzo się nim zachwyciłam. Można je odczytać dwojako, razem z dziećmi i podyskutować wspólnie. Moją uwagę i głębszą refleksję zgarnęło opowiadanie „Śniaki” Marty Koton – Czarneckiej. Zdecydowanie polecam wszystkim, jako lektura wręcz obowiązkowa. To opowiadanie mogłoby posłużyć do szerszego rozwinięcia. Wątkiem kryminalnym posłużyła się Magdalena Genow – Jopek w opowiadaniu „Sąsiadka”, zręcznie osadzając go w plener bydgoskiego Fordonu i starszej pani, która była świadkiem morderstwa oraz Izabela Szymczak w „Sidłach snów”. Kto zaś lubi mroczne, oplecione mgłą średniowiecza klimaty, odnajdzie ten wątek w opowiadaniu „Cień klabaternika" Marasa Pijanowskiego. Na uwagę zasługuje także opowiadanie Katji Tomczyk „I nikt cię nie usłyszy” ukazujące choroby, tajemnicze Finimondo, przeszłość zostawioną gdzieś w tyle. O traumach, dziwnej definicji miłości, męskiej duszy, uczuciach, relacjach między kobietą a mężczyzną pisze pod wymownym tytułem Dorota Szelezińska „Wilkiem”.

Antologia „Nikomu się nie śniło” zasługuje na głębszą uwagę miłośników różnorodnych gatunków. Znajdziecie tu całą planetę emocji, uczuć, odczuć. To opowieści, które wymagały największej precyzji, ale i stabilizacji, by zmieścić się w jego ramach merytorycznych. Autorzy wykazali się lekkością pióra, zgrabnym lawirowaniem między wątkami, poruszanymi przez siebie problemami i tematami. Wszystkim należą się słowa wielkiego uznania. Akcja cały czas trwa. Jeśli dokonacie zakupu, pieniążki zostaną przekazane na konto Fundacji. Przed nami okres świąteczny, warto sprawić, jeśli nie sobie, to komuś radość i piękny prezent.


Jako jeden z patronów medialnych, dziękuję, że mam przyjemność i okazję uczestniczyć w tej akcji

https://nietypowerecenzje.blogspot.com/2017/11/patronat-medialny-nikomu-sie-nie-snio.html

Antologia opowiadań, która wyszła spod piór znanych bardziej i mniej autorów, to znakomita propozycja dla tych, którzy cenią wyjątkowo ten gatunek literacki, który z kolei tylko z pozoru jest gatunkiem łatwym strukturowo i merytorycznie do stworzenia. Te opowiadania same w sobie nie są tylko krótkimi historiami. Każde z nich ma swój jeszcze wewnętrzny podgatunek, bo każde z...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
416
412

Na półkach:

„Nikomu się nie śniło” jest nietypowa książka ze względu na to, że jest to swojego rodzaju eksperyment. Co, jeśli da się ludziom już gotowe słowa, zdania czy postacie? Co z tego powstanie, gdy każdy człowiek ma inną wrażliwość, umysł czy inne spostrzeganie na daną rzecz? W ten sposób powstało 19 różnych opowiadań załączonych na prawie 500 stronach. Tematem, którego mieli się trzymać było napisanie o czymś co się jeszcze nikomu nie przyśniło. Co na uwagę zasługuje zrezygnowali ze swoich zysków z książki na rzecz ludzi, którzy dopiero co się wybudzili ze śpiączki. Na ten pomysł wpadła jedna z autorek.

Książki nie można pochłonąć jednym tchem, przez co czyta się ją o wiele dłużej. Ponieważ każde opowiadanie wymaga od nas innego nastawienia na to, co zostanie w danym tekście przedstawione. Raz mamy do czynienia z czymś wesołym a zaraz przerażającym. Wiec przerwy między nimi są wskazane, by poukładać sobie to głowie i moc dalej zapoznawać się z przedstawionymi opowiadaniami. Sama czytając tę książka byłam nią strasznie zafascynowana, że tyle osób mimo tak ustanowionych zasad stworzyło zupełnie różne historie. Na uwagę w utworach zasługuje również powtarzanie się niektórych słów, na przykład Lunatyk, a w każdym z nich miało inne znaczenie. Pierwszy raz spotykam się z tak zbudowaną książką i naprawdę jestem szczerze bardzo zadowolona. A nawet z chęcią sięgnęłabym po podobne historie. Myślę również, że do wybranych opowiadań powrócę.

Jeszcze dochodzi fakt, że okładka jest niesamowicie piękna i magiczna.

„Nikomu się nie śniło” jest nietypowa książka ze względu na to, że jest to swojego rodzaju eksperyment. Co, jeśli da się ludziom już gotowe słowa, zdania czy postacie? Co z tego powstanie, gdy każdy człowiek ma inną wrażliwość, umysł czy inne spostrzeganie na daną rzecz? W ten sposób powstało 19 różnych opowiadań załączonych na prawie 500 stronach. Tematem, którego mieli...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
1405
189

Na półkach: ,

Od początku, od tego Początku, na czele którego stało Słowo, minęło mnóstwo czasu i wiele wody upłynęło w rzece. Teraz, słowo jest na sprzedaż.
Czy można kupić słowo?
Dlaczego nie? Każdy może kupić słowo jak bułkę, jak kupon materiału. A potem autor, z tego słowa wyczaruje opowieść. Wykup Słowo to eksperyment literacki, to projekt, z którego dochód zostanie, w tym roku, przekazany Fundacji Światło. Fundacji, która pomaga pacjentom wybudzić się ze śpiączki. Stąd tytuł, nawiązujący do snu.
Żeby pomóc podopiecznym Fundacji, można było wykupić słowo, aby posłużyło jako tkanina do uszycia opowieści. Teraz, można także kupić - książkę.

W antologii "Nikomu się nie śniło" znajdziemy opowiadania znanych, lubianych pisarzy oraz bardzo udane debiuty. W czasach, kiedy forma opowiadania w świecie święci triumfy, my także mamy czym się pochwalić.

A co takiego "nikomu się nie śniło"?

Na pewno trzydzieści lat temu nie śniło nam się, że świat będzie wyglądał i funkcjonował tak, jak widzimy za oknem. W opowiadaniu "Powrót" Hanny Bilińskiej - Stecyszyn, znajdującym się na początku zbioru, wielu z nas powróci we wspomnieniach do lat młodości. Zabawne perypetie głównego bohatera uświadamiają długą drogę, jaką przebyliśmy i zmiany, jakie zaszły w naszym kraju, w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Równie "wspomnieniowe" jest opowiadanie zamykające tom, "Karkonosze Cztery", Moniki Wasilewskiej, która przywołuje czasy kolekcjonowania zużytych kart telefonicznych.
Podobnie jak "Powrót" rozbawiło mnie przewrotne opowiadanie Michała Dębskiego "Nakazany owoc". To, że owoc zakazany kusi, wiemy wszyscy, ale co nakazanym?

O tym, jak ludzie sobie (nie) radzą z traumatycznymi przeżyciami opowiada nam Hanka V. Moody w przejmującej "Sztuce chodzenia po linie", ale również Robert Małecki w doskonałym studium rodzinnej tajemnicy pt."Pustka". „Sąsiadka” Magdaleny Genow-Jopek, to historia starszej kobiety z bydgoskiego Fordonu, która była świadkiem morderstwa na osiedlu, na którym mieszka. Bardzo mocno wgryzła się w moją duszę czytelnika Marta Koton-Czarnecka opowiadaniem "Śniaki", którego finał zmusił mnie do zrobienia sobie przerwy, aby wrócić "na ziemię", czy nawet "dojść do siebie". To mocny, psychologiczny dramat.

Zupełnie inaczej bawią nas skojarzeniami K.B. Ambroziak, której "Finimondo" oraz „Kwadratowe kałuże” Joanny Chudzio wzbudziły mój szczery zachwyt. Niesamowita fantazja, sny na jawie i sny na życzenie, a także utrzymanie stylistyki opowiadań w konwencji snu niezmiernie mi się podobały.

Magdalena Niziołek-Kierecka, laureatka konkursu Książka Przyjazna Dziecku, zabiera czytelników w świat wyobraźni kilkulatków. "O tym, jak Szczupak, Przecinek i Pancernik odkryli tajemnicą kolorów" to opowiadanie, które mnie po prostu urzekło. Inaczej odczytają je dorośli, a zupełnie coś innego zobaczą w nim dzieci. To doskonała propozycja dla całej rodziny.

Natomiast Moomu Mu w "Dziewięć koma osiemdziesiąt jeden" i Przemek Morawski w "Życiu, o jakim śniłeś", w poważny sposób tropią naturę snu i jego zaburzenia o podłożu medycznym. Z Elżbietą Łapczyńską dowiemy się, czym jest "Wszystko, czego nie powiedziałem dziewczynie spod okna" i zejdziemy z głównym bohaterem do mrocznych zakamarków jego duszy.

Nie zabrakło też opowiadań kryminalnych. To, choćby, wywołujący ciarki na plecach "Scenariusz" Anny Rozenberg oraz pełne proroczych snów opowiadanie Izabeli Szymczak ,"Sidła snów", lecz wątki kryminalne znajdziemy i w pozostałych historiach.

Z Marasem Pijanowskim podążymy tropem tajemniczego bractwa, które spotyka się w średniowiecznej kamienicy w Toruniu. W "Cieniu klabaternika" mamy zdradę, zemstę, poplątane losy i mnóstwo symboli, a sen staje się rzeczywistością. Lub odwrotnie.
Rzeczywistość z marą senną, a teraźniejszość z czasami sprzed dwudziestu lat mieszają się też w "Snach" Grzegorza Giedrysa.

Wreszcie, "I nikt cię nie usłyszy" Katji Tomczyk. Gęsta, duszna proza, wrzucająca czytelnika w świat majaków, chorób i miejsca, zwanego Finimondo, które zdaje się wysepką surrealizmu, w oceanie nieprzyjaznego świata, oazą na pustyni.

Na koniec, chociaż nie ostatnie w zbiorze, "Wilkiem" Doroty Szelezińskiej. Doskonała wiwisekcja związku między kobietą, a mężczyzną, wędrówka po zakamarkach, pełnej traum i blizn, męskiej duszy. To opowieść o miłości różnie pojmowanej, o (nie)umiejętności kochania, o uczuciu, które uzależnia, ubezwłasnowolnia, zatraca. I o odzyskiwaniu kontroli.

Antologia "Nikomu się nie śniło" jest książką, którą wzięłabym na bezludną wyspę, ponieważ zawiera w sobie mnóstwo opowieści, a te, po odłożeniu tomu, same się dalej snują, dopowiadają i śnią. Po każdym opowiadaniu robiłam przerwę, aby pobyć z tekstem, z puentą, w atmosferze, która wniknęła w moją duszę, posłuchać poruszonych strun i powyobrażać sobie dalsze ciągi. Aby posmakować słów i metafor.
Każde opowiadanie jest inne, uszyte z odmiennej tkaniny, uplecione niby z tych samych wyrazów, jak z klocków, lecz różniące się od siebie jak gotycka katedra, współczesna galeria handlowa i wiejska, drewniana chata. Na każde rzucałam się z zachwytem i wpisywałam nazwisko autora do wyszukiwarki z nadzieją, że natrafię na jego/jej książkę, która chwyci mnie w sidła tak, jak jego/jej, opowiadanie, i uwięzi na długie godziny.

Kawał dobrej roboty!
Polecam!

Od początku, od tego Początku, na czele którego stało Słowo, minęło mnóstwo czasu i wiele wody upłynęło w rzece. Teraz, słowo jest na sprzedaż.
Czy można kupić słowo?
Dlaczego nie? Każdy może kupić słowo jak bułkę, jak kupon materiału. A potem autor, z tego słowa wyczaruje opowieść. Wykup Słowo to eksperyment literacki, to projekt, z którego dochód zostanie, w tym roku,...

więcej Pokaż mimo to

15
avatar
1862
1554

Na półkach: , ,

"Przebudzenie. Nie samo otwarcie oczu, ale właśnie przebudzenie – ta siła sprawcza, która przepycha cię na drugą stronę, która wywraca zaschnięte perspektywy, która odkleja, wyrywa. To ona jest najbardziej pociągająca".


Stworzenie krótkiej, prozatorskiej formy to nie lada sztuka. Stworzenie opowiadania z odgórnie narzuconymi słowami, frazami, a nawet bohaterami to wyczyn zasługujący na wielki podziw. Wiem, że jest to możliwe, gdyż pierwsza antologia wydana w ramach eksperymentalnego projektu literackiego pt. "Wykup słowo" zdobyła moje uznanie. A jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia.

"Nikomu się nie śniło" to zbiór dziewiętnastu opowiadań, których filar stanowi jeden główny element - napisanie o czymś, co nie przyśniło się jeszcze nikomu. Utwory zawierają wykupione przez czytelników frazy, słowa i postacie. Ich autorzy zrezygnowali ze swoich honorariów, a część środków ze sprzedaży książki wspiera Fundację Światło, pomagającą osobom wybudzonym ze śpiączki. Pomysłodawczynią całego projektu jest Katja Tomczyk, autorka jednego z opowiadań w zbiorze.

Opowiadania zawarte w tej antologii zgodnie z moimi oczekiwaniami, cechuje przede wszystkim różnorodność konwencji, stylów i samej tematyki utworów. Cały zbiór czytałam dość długo bowiem jego obszerność (ponad 500 stron) wraz z różnorodnością, wymogły na mnie robienie sobie przerw między lekturą kolejnych utworów. Przyznam, że nie wyobrażam sobie przeczytania tej książki za jednym podejściem, gdyż wielość wątków i motywów jest tak duża, że trzeba sobie te krótkie formy odpowiednio dozować, by przyjemność z czytania była pełna. W tego typu zbiorach zawsze typuje swoich faworytów, których utwory wywoływały we mnie najwięcej emocji, zaskoczyły mnie, bądź też rozbawiły.

Jest tajemniczo. I tak Joanna Chudzio w swoich "Kwadratowych kałużach" dość przewrotnie bawi się z czytelnikiem, kreując świat przedstawiony poprzez motyw śmierci i snu. Zakończenie tego opowiadania mocno mnie zaskoczyło. Katja Tomczyk w "I nikt cię nie usłyszy" dotyka tematu narkolepsji poprzez historię dziewczyny, która na plantacji chmielu poznaje ludzi z różną przeszłością. Tutaj widocznie wyeksponowany klimat tajemnicy fascynuje do samego końca.

Jest śmiesznie i wesoło. Hanka Bilińska-Stecyszyn w "Powrocie" zaserwowała mi nieco sentymentalną podróż do przełomu lat 80 i 90 XX wieku, w którym historia kupna pewnego samochodu, okazała się być dość zabawną. Opowiadanie napisane z humorem, pełne lekko podanej ironii. "Nakazany owoc" Michała Dębskiego pokazuje, że wykorzystując zwykły owoc, jakim jest jabłko, można zbudować ciekawą, humorystyczną historię, w której uwidoczniono płaszczyznę psychologiczną. Magda Niziołek-Kierecka w utworze "O tym, jak Szczupak, Przecinek i Pancernik odkryli tajemnicę kolorów" zaserwowała mi bajkę, podczas czytania której można szeroko się uśmiechnąć. Opowiadanie z przesłaniem, z dobrą energią.

Jest psychodelicznie. Magdalena Genow-Jopek w "Sąsiadce" buduje odczuwalny, psychodeliczny klimat, w którym sumienie starszej kobiety walczy z uczciwością i wyrachowaniem. Tutaj również widoczne jest mocno wyeksponowane podłoże psychologiczne, które otacza atmosfera niepokoju. "Śniaki" Marty Koton-Czarneckiej to także proza psychologiczna. Opowiadanie dość krótkie, jak na standardy tego zbioru, a jednak poprzez ukazanie studium obłędu, posiadające duży emocjonalny ładunek. "Sztuka chodzenia po linie" Hanky V. Mody to opowieść o pewnej traumie, której konsekwencje są iście przerażające.

Jest groza. Tutaj niezaprzeczalnie króluje znany mi już Robert Małecki i w swojej "Pustce" buduje klimat niedopowiedzenia oraz wielkiej tajemnicy. Trauma z dzieciństwa, porażenie przysenne, lokalna społeczność, leśna chatka, będąca świadkiem tragicznych wydarzeń, larwy – te wszystkie elementy doskonale ze sobą współgrają. Przy lekturze tego opowiadania można się naprawdę przestraszyć. K. B. Ambroziak w utworze "Finimondo" umiejętnie łączy ze sobą jawę ze snem, budując mroczny klimat. Wątek tajemniczych testów, firma Pabitel i to, co dzieje się dalej – wywołują zaniepokojenie i konsternację. Podoba mi się pomysł na to opowiadanie.

Wspomniana przeze mnie wcześniej różnorodność widoczna jest nie tylko w samym motywie fabularnym utworów w zbiorze, ale także i przede wszystkim w bezpośrednim bądź pośrednim dotykaniu przez autorów tematyki snu. Niezwykle fascynujące jest także powtarzanie się pewnych słów, jak chociażby Lunatyk, Finimondo, Pabitel, które w konkretnych utworach mają zupełnie inne znaczenie.

Cieszy mnie fakt, że w drugiej edycji antologii, zachowano formę przedstawiania przed każdym, kolejnym opowiadaniem, jego autora wraz ze zdjęciem. Niektórzy z nich, jak chociażby Robert Małecki, K. B. Ambroziak, Magda Niziołek-Kierecka i Katja Tomczyk to już znane marki, których prozę mogę czytać w ciemno. Handlowanie wyrazami? Nikomu się to nie śniło, a jednak jest już faktem. I to z jakim dobrym skutkiem. Czekam na kolejną edycję.

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/

"Przebudzenie. Nie samo otwarcie oczu, ale właśnie przebudzenie – ta siła sprawcza, która przepycha cię na drugą stronę, która wywraca zaschnięte perspektywy, która odkleja, wyrywa. To ona jest najbardziej pociągająca".


Stworzenie krótkiej, prozatorskiej formy to nie lada sztuka. Stworzenie opowiadania z odgórnie narzuconymi słowami, frazami, a nawet bohaterami to wyczyn...

więcej Pokaż mimo to

149
avatar
4649
1935

Na półkach: ,

Lubię zbiory opowiadań, które bazując na jakimś głębszym pomyśle tworzą pełną historię. I nie musi to być zbiór jednego autora. Najciekawsze są takie publikacje, w których grono pisarzy muszą się wykazać, wzorując się na konkretnym zamyśle.

"Nikomu się nie śniło", to właśnie takie-eksperymentalny zbiór. Opowieści, w których autorzy, wykazując się swoim talentem musieli zawrzeć pewne frazy, postaci, lub całe zdanie. I ciekawie to wyszło muszę przyznać. Od opowiadań, które wywołują niepokój I nikt cię nie usłyszy", po takie które mnie rozbawiły do łez niemal "Nakazany owoc". Albo kolejne, które skłoniło mnie do zastanowienia się, jak sam bym się zachował w podobnej sytuacji "Sąsiadka".

Słowem podsumowania, każdy w tym zbiorze powinien znaleźć coś dla siebie. Większość tych twórców jest mi kompletnie nie znana, co nie zmienia faktu, że całość mnie zainteresowała i mogę szczerze polecić.

Lubię zbiory opowiadań, które bazując na jakimś głębszym pomyśle tworzą pełną historię. I nie musi to być zbiór jednego autora. Najciekawsze są takie publikacje, w których grono pisarzy muszą się wykazać, wzorując się na konkretnym zamyśle.

"Nikomu się nie śniło", to właśnie takie-eksperymentalny zbiór. Opowieści, w których autorzy, wykazując się swoim talentem musieli...

więcej Pokaż mimo to

10
avatar
39
37

Na półkach:

http://potoruniu.blogspot.com/2017/03/ksiazka-nikomu-sie-nie-snio-robert.html

http://potoruniu.blogspot.com/2017/03/ksiazka-nikomu-sie-nie-snio-robert.html

Pokaż mimo to

5

Cytaty

Więcej
K.B. Ambroziak Nikomu się nie śniło Zobacz więcej
K.B. Ambroziak Nikomu się nie śniło Zobacz więcej
K.B. Ambroziak Nikomu się nie śniło Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd