Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne

- Kategoria:
- reportaż
- Format:
- papier
- Seria:
- Reportaż
- Tytuł oryginału:
- Plutopia: Nuclear Families, Atomic Cities, and the Great Soviet and American Plutonium Disasters
- Data wydania:
- 2016-08-03
- Data 1. wyd. pol.:
- 2016-08-03
- Liczba stron:
- 600
- Czas czytania
- 10 godz. 0 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788380493315
- Tłumacz:
- Tomasz Bieroń
To opowieść o dwóch miastach, w których produkowano pluton.
Oziorsk i Richland leżały po dwóch stronach żelaznej kurtyny. Powinno je dzielić wszystko, ale jednak miały wiele wspólnego. W Richland nie było prywatnej własności, wolnego rynku ani władzy samorządowej. Oziorsk oficjalnie nie istniał, próżno go szukać na mapach. W obu miastach obowiązywały restrykcje dotyczące poruszania się i pobytu. Ale mieszkańcom to nie przeszkadzało. Wyborcy w Richland dwukrotnie odrzucili propozycję nadania ich miejscowości praw miejskich, samorządu i wolnego rynku. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych w Oziorsku dziewięćdziesiąt pięć procent wyborców opowiedziało się za utrzymaniem systemu przepustek, bramek i strażników.
Osiedlano tam całe rodziny, którym zapewniano tanie mieszkania i znakomite szkoły. Mieszkańcy wspominali, że nie musieli zamykać drzwi domów, dzieci były bezpieczne, sąsiedzi przyjaźni, bezrobocie, bieda i przestępczość nie występowały. O inwigilacji, tajnych informatorach czy podsłuchach nikt nie wspomina. Tak jak o gigantycznym skażeniu środowiska.
Tak wyglądała plutopia. Jedyne w swoim rodzaju, odizolowane od świata miejscowości, które zaspokajały potrzeby powojennych społeczeństw Ameryki i Związku Radzieckiego.
Choć każdy słyszał o Czarnobylu, o Richland i Oziorsku tylko nieliczni. To nie dziwi, bo miejsca te ukrywano niczym tajne laboratoria z „Archiwum X”. Rosyjskie Ministerstwo Energii Atomowej nie udzieliło Kate Brown zgody na wjazd do Oziorska. Oba miejsca do dziś objęte są zmową milczenia. Wiele spotkań z tymi, którzy zgodzili się mówić, odbyło się w okolicznościach godnych powieści sensacyjnej. Informacje przekazywano nerwowym szeptem i zaszyfrowanym językiem, a informatorzy odmawiali zgody, by ich cytować. Ci, którzy próbowali ujawnić prawdę o wypadkach i zagrożeniach dla zdrowia ludzi, byli inwigilowani, nękani, śledzeni i zastraszani zarówno w USA, jak i w Rosji, nawet po zakończeniu zimnej wojny.
Książka zdobyła wiele nagród: Nagrodę Amerykańskich Historyków im. Ellisa W. Hawleya, Nagrodę Amerykańskiego Stowarzyszenia Historycznego im. Alberta J. Baveridge’a , Nagrodę Amerykańskiego Stowarzyszenia Historii Przyrodniczej im. George’a Perkinsa Marsha, Nagrodę Stowarzyszenia Nauk Słowiańskich, Wschodnioeuropejskich i Euroazjatyckich im. Wayne’a S. Vucinicha, Nagrodę Heldt w kategorii Najlepsza Książka Nauk Słowiańskich/Wschodnioeuropejskich/Euroazjatyckich Stowarzyszenia Kobiet w Naukach Słowiańskich oraz Nagrodę im. Roberta G. Athearna.
Kup Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne
Nieznane atomowe miasta
Wydawałoby się, że nieźle znamy historię powstania bomby atomowej i późniejszej zimnowojennej rywalizacji w arsenale nuklearnym. Znamy nazwisko Roberta Oppenheimera, kojarzymy ośrodek w Los Alamos, słyszeliśmy o Rosenbergach i innych szpiegach przekazujących tajemnice broni jądrowej do ZSRR. A jednak są elementy tej historii, które przez lata umykały uwagi historyków.
Mówi wam coś nazwa Oziorsk? A Richland? Ta druga być może, dzięki popularnej także w Polsce serii urban fantasy o Mercy Thompson. Jednak przede wszystkim to dwa miasteczka położone na dwóch półkulach, pół świata od siebie, ale niemal bliźniaczo podobne. Oba te ośrodki zostały zbudowane jako zaplecze mieszkaniowe dla pracowników kluczowych instytucji przemysłu zbrojeniowego. Fabryk plutonu, „paliwa” dla bomby atomowej.
Historię obu miast przedstawia w „Plutopii” Kate Brown. Autorka jest profesorem historii na Uniwersytecie Maryland i jej warsztat historyczny widać na kartach książki. Całość narracji to logiczny, uporządkowany wywód, poparty licznymi cytatami z bardzo zróżnicowanych źródeł. W niespełna 600-stronicowej książce, ok. 85 stron to przypisy bardzo drobną czcionką.
Jednak nie przypadkiem Wydawnictwo Czarne przypisało książkę do serii wydawniczej Reportaż. „Plutopia” nie jest pozycją stricte naukową, choć bez wątpienia posiada ogromną wartość faktograficzną. Autorka wplata w narrację własne wspomnienia z odwiedzin plutopijnych regionów i ze spotkań z ich mieszkańcami. Pozwala sobie również na niedopuszczalny w naukowej publikacji osobisty ton. Wyraźnie widać, że jest przeciwna całej branży atomowej, a jej wykorzystaniu w zbrojeniach w szczególności. Jednak na kartach reportażu można sobie pozwolić na więcej, a te wtrącenia są na tyle rzadkie, że nie zaburzają odbioru całości.
Brown w swojej książce prowadzi nas przez ponad pół wieku historii obu miasteczek. Od wyboru lokalizacji, przez budowę fabryki z reaktorami, funkcjonowanie kompleksu, aż po wygaszenie produkcji i próbę rekultywacji terenów.
Właśnie, rekultywacji. Autorka przekonująco udowadnia, że Richland i Oziorsk były większymi katastrofami dla lokalnej ekologii niż Czarnobyl i Fukushima. W czasie działania obu ośrodków uwolniono więcej substancji promieniotwórczych niż w obu tych słynnych katastrofach. W latach 50. promieniotwórcza woda po schłodzeniu reaktorów była po prostu wypuszczana z powrotem do rzeki, w której miejscowi kąpali się i łowili ryby.
Fascynujące są paralele między oboma ośrodkami, istniejącymi przecież w tak różnych systemach i tak różnych warunkach. Ich istnienie przesycały paradoksy. Amerykańscy pracownicy fabryki plutonu długo nie chcieli w swoim miasteczku samorządu, bo bali się, że zagrozi to ich wygodnemu subsydiowanemu życiu. Paradoksalnie też to w USA łatwiej było utrzymać tajność niż w totalitarnym, ale przeżartym korupcją ZSRR. Przerażające są totalne lekceważenie zasad bezpieczeństwa i brak jakiekolwiek refleksji nad zdrowiem okolicznych mieszkańców, nie należących do Plutopii.
Warto skupić się na rozdziałach poświęconym socjologicznym aspektom życia i pracy w pobliżu niesamowicie szkodliwych fabryk plutonu. Kombinatów często bronili lokalni mieszkańcy, ci najbardziej narażeni na straszliwe skutki promieniowania. Jednak dla nich ważniejsze okazywały się krótkoterminowe interesy ekonomiczne. Whistleblowerzy, ostrzegający przed zabójczym promieniowaniem, byli zdrajcami.
„Plutopia” to znakomicie udokumentowana książka opowiadająca o mało znanym aspekcie Zimnej Wojny. Dla wszystkich zainteresowanych tym okresem historycznym lektura obowiązkowa.
Krzysztof Krzemień
Oceny książki Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne
Poznaj innych czytelników
2702 użytkowników ma tytuł Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne na półkach głównych- Chcę przeczytać 1 690
- Przeczytane 960
- Teraz czytam 52
- Posiadam 262
- Reportaż 38
- Literatura faktu 20
- Ulubione 19
- Chcę w prezencie 18
- 2019 16
- Reportaże 14































OPINIE i DYSKUSJE o książce Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne
Recenzja książki z anarchizującego pisma „Chaos w mojej głowie” nr 16 (2017 grudzień):
Jest to książka niezwykła. Historia dwóch miast leżących po dwóch stronach żelaznej kurtyny. Oziorsk i Richland to miasta-fabryki plutonu. Pierwsze z nich do roku 1989 oficjalnie nie istniało. Drugie było jedyną ostoją socjalizmu na kontynencie amerykańskim. Dwa miasta jedyne w swoim rodzaju, odizolowane od świata i do dzisiaj objęte zmową milczenia. Kate Brown, profesor historii na Uniwersytecie Maryland, z dziennikarską dokładnością opisała historie powstania obu „nuklearnych miast". W miastach-laboratoriach zarówno władze radzieckie jak i amerykańskie, kosztem zdrowia własnych obywateli, budowały potęgę nuklearną mającą na celu zapewnienie „wiecznego pokoju”. Książka jest opowieścią o heroizmie pracowników, a zarazem smutną historią niesprawiedliwości, niekompetencji i niedbalstwa, którego dopuszczano się w imię bezpieczeństwa narodowego i walki ze światowym wrogiem proletariatu. To historie pierwszych katastrof nuklearnych, ukrywanych przed opinią publiczną, których skutki odczuwalne są do dzisiaj.
Warto nadmienić, że Rosyjskie Ministerstwo Energii Atomowej odmówiło autorce wjazdu do Oziorska. W USA zaś tylko nieliczni z informatorów zgodzili się być zacytowani. Wiele spotkań z tymi, którzy zgodzili się mówić, odbywało się w okolicznościach godnych powieści sensacyjnej. Ci, którzy próbowali ujawnić prawdę o wypadkach i zagrożeniach dla zdrowia ludzi, byli inwigilowani, nękani, śledzeni i zastraszani, i to zarówno w USA, jak i w Rosji. Po zakończeniu zimnej wojny! Jeśli chcesz się dowiedzieć, co skłoniło mieszkańców Richland do dwukrotnego odrzucenia propozycji nadania ich miejscowości praw miejskich, samorządu i wolnego rynku, dlaczego pod koniec lat dziewięćdziesiątych w Oziorsku 95% wyborców opowiedziało się za utrzymaniem systemu przepustek, bramek i strażników, koniecznie sięgnij po tę książkę! Witamy w plutonowym raju… [Gruha]
zapraszam na blog: tesinblog.wordpress.com
Recenzja książki z anarchizującego pisma „Chaos w mojej głowie” nr 16 (2017 grudzień):
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to książka niezwykła. Historia dwóch miast leżących po dwóch stronach żelaznej kurtyny. Oziorsk i Richland to miasta-fabryki plutonu. Pierwsze z nich do roku 1989 oficjalnie nie istniało. Drugie było jedyną ostoją socjalizmu na kontynencie amerykańskim. Dwa miasta jedyne w swoim...
Bardzo dobra książka w formie reportarzu o 2 różnych światach i ideologiach, a zbudowanych na tej samej nauce. USA- projekt Manhattan oraz ZSRR - budowa reaktora o podwójnym zastosowaniu. To 2 książka tej autorki o takiej atomowej tematyce - warto wiedzieć jak do innowacyjnej nauki podchodzi bieżący świat, a jak potem to samo zapisuje się na karcie historii. Szokujące i uczące krytycznego myślenia.
Bardzo dobra książka w formie reportarzu o 2 różnych światach i ideologiach, a zbudowanych na tej samej nauce. USA- projekt Manhattan oraz ZSRR - budowa reaktora o podwójnym zastosowaniu. To 2 książka tej autorki o takiej atomowej tematyce - warto wiedzieć jak do innowacyjnej nauki podchodzi bieżący świat, a jak potem to samo zapisuje się na karcie historii. Szokujące i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPlutopia to opowieść o dwóch miastach, w których produkowano pluton. Jedno znajdowało się w USA, drugie w ZSRR. Na pierwszy rzut oka powinny być zupełnie inne. Jednak przyglądając się bliżej, zauważamy, że mają ze sobą więcej wspólnego, niż przypuszczaliśmy. Autorka skacze raz do USA, raz do ZSRR, prezentując po kolei jak owe kombinaty, i obsługujące je zamknięte miasta powstawały. Z jakich pobudek i w jaki sposób. Następnie prezentuje charakter powstałej tam społeczności, kto tam mieszkał, o czym myślał i w jaki sposób widział świat. Aktem trzecim jest schyłek plutonowych utopii, afery oraz jawne i ukryte koszta finansowe, społeczne,. zdrowotne i środowiskowe. O ile część sowiecka mnie kompletnie nie zdziwiła, tak po USA wielu rzeczy zawartych w książce bym się nie spodziewał.
Plutopia to opowieść o dwóch miastach, w których produkowano pluton. Jedno znajdowało się w USA, drugie w ZSRR. Na pierwszy rzut oka powinny być zupełnie inne. Jednak przyglądając się bliżej, zauważamy, że mają ze sobą więcej wspólnego, niż przypuszczaliśmy. Autorka skacze raz do USA, raz do ZSRR, prezentując po kolei jak owe kombinaty, i obsługujące je zamknięte miasta...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSięgnęłam po nią po przeczytaniu książki "ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji". Częściowo rozszerza tę tematykę, ale również przedstawia ją z nieco innego punktu widzenia. Jest to interesujący temat, ciekawie i przystępnie opowiedziany. Książka daje do myślenia, w szczególności, że historie w niej opowiedziane wydarzyły się całkiem niedawno.
Sięgnęłam po nią po przeczytaniu książki "ZATO. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji". Częściowo rozszerza tę tematykę, ale również przedstawia ją z nieco innego punktu widzenia. Jest to interesujący temat, ciekawie i przystępnie opowiedziany. Książka daje do myślenia, w szczególności, że historie w niej opowiedziane wydarzyły się całkiem niedawno.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo solidne przedstawienie tematu.
Warto tę książkę czytać w kluczu zmian społecznych, które zaszły w USA oraz „niezaszły” w ZSRR/Rosji. Dukaj ma rację , w Rosji panuje wieczna zmarzlina.
Bardzo solidne przedstawienie tematu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarto tę książkę czytać w kluczu zmian społecznych, które zaszły w USA oraz „niezaszły” w ZSRR/Rosji. Dukaj ma rację , w Rosji panuje wieczna zmarzlina.
Była to lektura niełatwa i wymagająca dużego skupienia.
Opowiada bowiem historię zwykłych ludzi, którzy zostali wessani przez zimnowojenną machinę, wyścig zbrojeń, produkcję plutonu, potrzebnego do skonstruowania bomby atomowej.
Zostało tu szeroko zarysowane tło polityczne, które pozwala zrozumieć od czego zaczynano w USA i w ZSRR, jakie były ograniczenia i zagrożenia takiego, a nie innego postępowania.
To, co było najbardziej przerażające:
1) z początku nie zdawano sobie sprawy z tego, jak wielkie zagrożenie dla zdrowia niesie niewłaściwe obchodzenie się z substancjami radioaktywnymi i jak powinno się przed nimi bronić;
2) gdy już o tym wiedziano, nie podjęto odpowiednich kroków aby chronić pracowników, ich rodziny oraz pobliskich mieszkańców, a wręcz zaprzeczano istnieniu zagrożenia i umyślnie narażano ludność na przewlekłe choroby, cierpienie, a nawet śmierć.
Co jeszcze przeraża? To, że przed Czarnobylem były inne katastrofy i skażenia, które były tuszowane, a ich konsekwencjom zaprzeczano (i to nawet w 1999 r.). I to zarówno w ZSRR, jak i w USA.
Porażająca lektura!
Była to lektura niełatwa i wymagająca dużego skupienia.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowiada bowiem historię zwykłych ludzi, którzy zostali wessani przez zimnowojenną machinę, wyścig zbrojeń, produkcję plutonu, potrzebnego do skonstruowania bomby atomowej.
Zostało tu szeroko zarysowane tło polityczne, które pozwala zrozumieć od czego zaczynano w USA i w ZSRR, jakie były ograniczenia i zagrożenia...
Ta książka jest porażająca. Na 500 stronach zmieściło się 40 lat zbrodni - bo inaczej nie można określić opisywanych na jej kartach procederów.
40 lat defraudacji pieniędzy na jachty i dacze zamiast przeznaczania ich na systemy bezpieczeństwa.
40 lat zmuszania niewykwalifikowanych pracowników do pracy w warunkach bezpośredniego zagrożenia życia.
40 lat wmawiania mieszkańcom skażonej okolicy, że ich dzieci rodzą się zdeformowane i umierają na raka na skutek złej diety rodziców.
40 lat zamykania ust aktywistom i przekupywania lub zastraszania naukowców.
40 lat niemej zgody władz na powolne zabijanie setek tysięcy obywateli.
USA i ZSRR w swoich zbrodniczych procederach idą łeb w łeb. Rywalizacja o kolejne kilogramy plutonu jest jednocześnie rywalizacją o to, kto bardziej skazi środowisko i kto zatruje więcej własnych obywateli.
Od zawsze przeraża mnie władza, ten rak na moralności. Ta książka jest kolejnym na to dowodem. I choć nigdy nie ufałam politykom, to zawsze ufałam naukowcom. Po lekturze takich pozycji zaczynam wątpić każdemu, kto reprezentując wielkie pieniądze mówi mi: to bezpieczne, wszystko pod kontrolą.
Ale najbardziej przerażające jest postawienie się w roli bohaterów tej książki. I to nie tych najdotkliwiej skrzywdzonych - im pozostaje tylko fatalizm. Ale zastanawiam się, czy gdybym to ja była mieszkanką perfekcyjnego, atomowego miasteczka. Gdybym to ja zarabiała dwa razy tyle co moi lepiej wykształceni rówieśnicy. Gdybym to ja codziennie kładła na stole rarytasy niedostępne większości społeczeństwa. Gdybym to ja za wszystkie moje przywileje miała płacić tylko milczeniem - czy miałabym odwagę się wyłamać, jak kilku godnych najwyższego podziwu bohaterów tej książki? Czy może zza złotych prętów mojej pięknej klatki patrzyłabym na powolną śmierć sąsiada - Afroamerykanina, Latynosa, Tatara, Baszkira.
Przeraża mnie, że nie wiem.
Fenomenalna książka. Zostawia ślad na mózgu i na sumieniu.
Ta książka jest porażająca. Na 500 stronach zmieściło się 40 lat zbrodni - bo inaczej nie można określić opisywanych na jej kartach procederów.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to40 lat defraudacji pieniędzy na jachty i dacze zamiast przeznaczania ich na systemy bezpieczeństwa.
40 lat zmuszania niewykwalifikowanych pracowników do pracy w warunkach bezpośredniego zagrożenia życia.
40 lat wmawiania mieszkańcom...
"Plutopia" to bardzo dobry reportaż poruszający w większości socjologiczne podjęcie do problemów atomowych miasteczek i kombinatów utworzonych w latach 40-tych ubiegłego wieku na terenie USA i ZSRR. Jest to ciekawy zabieg stosowany przez autorkę, który nieco zmusza nas do porównań podjeścia kapitalistycznego i komunistycznego do problemu atomu. Niektóre fragmenty działań władz po obu stronach przypominały mi nieco eksperymenty medyczne z obozów koncentracyjnych podczas II wojny światowej - całkowicie nieetyczne, ale mające na celu uzyskanie nowej wiedzy naukowej. Autorka prowadzi narrację w nieco chaotyczny sposób co czasem rozpraszało mnie mocno. Poza tym wygląda to na porządną reporterską robotę. Dodatkowo, zdałem sobie sprawę o jak wielu katastrofach czy incydentach nukelarnych nie miałem pojęcia. Wydawało się, że wybuch w czarnobylskiej elektrowni był pierwszym z tego rodzaju... był pierwszym, ale który zobaczył cały świat.
Zdecydowanie polecam, choć jako chemik nie zgadzam się z ostateczna tezą autorki o niebezpieczeństwie energii jądrowej.
"Plutopia" to bardzo dobry reportaż poruszający w większości socjologiczne podjęcie do problemów atomowych miasteczek i kombinatów utworzonych w latach 40-tych ubiegłego wieku na terenie USA i ZSRR. Jest to ciekawy zabieg stosowany przez autorkę, który nieco zmusza nas do porównań podjeścia kapitalistycznego i komunistycznego do problemu atomu. Niektóre fragmenty działań...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka mogłaby być krótsza i zawierać kilka wykresów. Narracja jest czasami chaotyczna.
Na końcu autor sugeruje, że energia jądrowa jest niebezpieczna, co jest sprzeczne z nauką.
Ta książka mogłaby być krótsza i zawierać kilka wykresów. Narracja jest czasami chaotyczna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa końcu autor sugeruje, że energia jądrowa jest niebezpieczna, co jest sprzeczne z nauką.
Historia dwóch kombinatów nuklearnych utworzonych w latach 40 XX wieku w USA i ZSRR do produkcji plutonu. Autorka nie skupia się na technikaliach, fizyce czy chemii (tego mi tu jednak w odpowiedniej ilości brakowało),a na mechanizmach rządzących życiem w odizolowanych miejscowościach dedykowanych dla pracowników atomowych fabryk, awariach, dewastacji środowiska oraz walką części ludzi dotkniętych skutkami radiacji o swoje prawa. Bez wątpienia ciekawym wątkiem jest mechanizm socjologiczny polegający na dobrowolnym przyzwoleniu ludzi zamykanych w odizolowanych miastach, którzy w zamian za dobrobyt i nadzór państwa byli w stanie poświęcić swoje swobody i prawa obywatelskie (tyczy się to USA, w ZSRR zamknięcie w Oziorsku rekompensowało znacznie lepsze zaopatrzenie w sklepach czy standard mieszkalnictwa niż w reszcie Związku Radzieckiego). Tak jak wspomniano w innych recenzjach, odbiór książki nieco burzy tendencja autorki do oceniania ludzi żyjących 60-70 lat temu oraz raczej negatywny, mało obiektywny stosunek do atomistyki (co widać jak na dłoni w ostatnim rozdziale). Podsumowując, książkę serdecznie polecam.
Historia dwóch kombinatów nuklearnych utworzonych w latach 40 XX wieku w USA i ZSRR do produkcji plutonu. Autorka nie skupia się na technikaliach, fizyce czy chemii (tego mi tu jednak w odpowiedniej ilości brakowało),a na mechanizmach rządzących życiem w odizolowanych miejscowościach dedykowanych dla pracowników atomowych fabryk, awariach, dewastacji środowiska oraz walką...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to