Hotel Zaświat

Okładka książki Hotel Zaświat
Przemysław Borkowski Wydawnictwo: Oficynka Seria: Szpunt do Antałka kryminał, sensacja, thriller
312 str. 5 godz. 12 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Seria:
Szpunt do Antałka
Wydawnictwo:
Oficynka
Data wydania:
2013-05-10
Data 1. wyd. pol.:
2013-05-10
Liczba stron:
312
Czas czytania
5 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362465675
Tagi:
literatura polska
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
5,4 / 10
118 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
88
87

Na półkach:

Przemysław Borkowski "Hotel Zaświat".
Krzysztof wraca do rodzinnej miejscowości, aby sprzedać dom. Wioska, w której się wychował, nic się nie zmieniła. Chociaż, jakby się przyjrzeć... Gdzie by nie poszedł, od razu dopadają go wspomnienia. Piękne wspomnienia, o ciekawym dzieciństwie w zapadłej dziurze. Ludzie się pozmieniali, niektórzy pomarli, inni wyjechali. Z dawnych znajomych twarzy pozostał tylko proboszcz.
Krzysztofa spotykają dziwne zjawiska. Począwszy od zwierząt, które w jakiś sposób prowadzą go do okrycia pewnych tajemnic. Ptaki, zające, a nawet lisy. Za każdym stworzeniem Krzysztof idzie na przód, dokonując osobliwych odkryć. Raz znajduje odciętą ludzką rękę. Raz ucho. A tak, jeszcze wydawało mu się, że w rzece razem z nurtem płynie odcięta noga. Zaiste. To wszystko było dziwne.
Sprzedaż domu przedłuża się, Krzysztof trafia do hotelu po podpisaniu wstępnej umowy sprzedaży człowiekowi z nazwiskiem Wrona. Człowiek ten prowadzi hotel, opiekuje się bratem, który jest jak warzywo, po wypadku na motorze. Wrona ma także tajemnicę. Straszną, w rzeczy samej. Kwalifikującą go jako wariata z prawdziwego zdarzenia.
Krzysztof poznaje także pewnego policjanta, który z braku laku, bawi się w pisarza. I o dziwo, jego opowiadanie jest mega (tak, jest w opowiadaniu właśnie inne opowiadanie). Historia o karpiach ludojadach bardzo przypadła mi do gustu, wiadomo... Ostatnimi czasy animal horror jakby wychyla się na prowadzenie.
Cała historia jest zagmatwana. Głównego bohatera Krzysztofa nie idzie polubić. Można go tylko tolerować. Jest on przedstawiony jako dziwny człowiek o dziwnych poglądach i zachowaniach. Nie przypadł mi do gustu. Niekiedy myślałam sobie, że jest z nim coś nie tak...
Książka nie ma wielkiej objętości. Przyciągnęła mnie okładka i opis. Aczkolwiek spodziewałam się czegoś innego. Tutaj trzeba było się trochę namęczyć, by zrozumieć przebieg wydarzeń. Znajdziemy tu bowiem różne inne, poniekąd nie ważne, legendy, mity i opowieści. Całość jest bardzo dokładnie opisywana, toteż może nudzić.
Momentami chciałam odłożyć książkę. Nie byłam pewna, o czym czytam. Jednocześnie nie mogłam tego zrobić. Paradoksalnie klimat, niespieszne opowiadanie, mącenie, dokładanie nieistotnych rzeczy... to wszystko sprawiło, że autentycznie byłam ciekawa, do czego to wszystko zmierza. O ile niektórych spraw się domyśliłam, tak końcówka mnie z lekka zadziwiła. Nie wiem, czy na plus. Po prostu zostawiła we mnie coś, czego nie potrafię nazwać.
Podsumowując. Pomysł fajny, wykonanie już mniej. Za dużo gmatwania, a mogłoby być naprawdę fajnie. Na plus opowiadanie policjanta. To właśnie jedna z tych rzeczy, które nie wnoszą nic do ogólnego poznania historii, a jednak wciąga o podoba się.
To było moje pierwsze spotkanie z autorem. Przypadkowe. Nie do końca udane, ale też nie całkiem stracony czas. Tak więc w tym przypadku nie zachęcam. Nie odradzam.

Przemysław Borkowski "Hotel Zaświat".
Krzysztof wraca do rodzinnej miejscowości, aby sprzedać dom. Wioska, w której się wychował, nic się nie zmieniła. Chociaż, jakby się przyjrzeć... Gdzie by nie poszedł, od razu dopadają go wspomnienia. Piękne wspomnienia, o ciekawym dzieciństwie w zapadłej dziurze. Ludzie się pozmieniali, niektórzy pomarli, inni wyjechali. Z dawnych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

3
avatar
275
269

Na półkach:

Krzysztof wraca po latach do rodzinnej miejscowości, by sprzedać dom, w którym się wychował. Tak sielska dawniej kraina lat dziecinnych nie jest już jednak taka jak kiedyś. Powoli ukazuje swoje inne, groźne i mroczne oblicze. Świat, który zapamiętał z czasów dzieciństwa, zmienił się i zdegradował. Powrót do niego nie jest już ani przyjemny, ani bezpieczny, a kolejne wydarzenia popychają bohatera w kierunku tajemnicy, której wcale nie ma ochoty poznawać…

Krzysztof wraca po latach do rodzinnej miejscowości, by sprzedać dom, w którym się wychował. Tak sielska dawniej kraina lat dziecinnych nie jest już jednak taka jak kiedyś. Powoli ukazuje swoje inne, groźne i mroczne oblicze. Świat, który zapamiętał z czasów dzieciństwa, zmienił się i zdegradował. Powrót do niego nie jest już ani przyjemny, ani bezpieczny, a kolejne...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
1504
1392

Na półkach:

Powieść, która na początku wydaje się obyczajówką z niewielkim wątkiem kryminalnym z biegiem czytania bardzo mrocznieje i przekształca się w prawie horror.

Powieść, która na początku wydaje się obyczajówką z niewielkim wątkiem kryminalnym z biegiem czytania bardzo mrocznieje i przekształca się w prawie horror.

Pokaż mimo to

4
Reklama
avatar
2757
2154

Na półkach: , ,

75/2021 (A)

75/2021 (A)

Pokaż mimo to

0
avatar
1555
1554

Na półkach:

Miał tylko sprzedać dom.
Wrócić do domu swojego dzieciństwa, który po śmierci rodziców stał od dłuższego czasu bezużytecznie pusty i pozbyć się go. Sprzedaż uchroniłaby go przed popadnięciem w ruinę. Miało mu to zająć niewiele czasu. Akurat tyle, żeby znaleźć kupca, dopełnić formalności i uzyskać w miarę dobrą cenę. Nie przypuszczał, że powrót do krainy dzieciństwa zamieni się dla niego w prywatne niby śledztwo, niby przygodę, a dla mnie w thriller.
A zaczęło się od nietypowego znaleziska w rzece – ludzkiej ręki.
Zgłoszona i od razu zbagatelizowana sprawa przez policjanta przyjmującego zawiadomienie, uspokoiła Krzysztofa, głównego bohatera tej opowieści, racjonalnością wyjaśnienia. Jak się potem okazało, na krótko, bo z logicznym, niezauważonym przez niego, błędem, trafnie wskazanym przez zaprzyjaźnionego, nad wiek rozwiniętego intelektualnie, nastolatka. Jego tezę potwierdziło drugie znalezisko. Równie makabryczne. Tak dobrze znane strony, które nie miały przed nim żadnych tajemnic, w których znał każdy kamień i ścieżkę, nagle zaczęły nabierać tajemniczego i groźnego wymiaru, a ludzie je zamieszkujący stali się obcy, nieprzewidywalni i nieodgadnieni w swoich zamiarach. Rzeczywistość, tak realna do tej pory, zaczęła nabierać cech metafizycznych, w której krążące miejscowe legendy, podania i plotki zamieniały bezdomnych alkoholików w niedźwiedzie, zwierzęta w przewodników człowieka ku koszmarnej prawdzie, a nocne zjawy w demony żywiące się strachem mieszkańców. Ten zestarzały świat, który uległ destrukcji pod wpływem czasu, w niczym nie przypominał wyidealizowanych wspomnień, a plany, żeby tu przyjechać, szybko rzecz załatwić i wrócić, okazały się naiwne. Ponure miejsce z jeszcze bardziej ponurą przeszłością, upiornymi, wzajemnymi podejrzeniami wszystkich o wszystko, co najgorsze i odnajdywanymi częściami ludzkiego ciała, zaczęły Krzysztofa przykuwać do siebie, wciągać w wir wydarzeń, nie pozwalając mu wyjechać. Wyraźnie czuł, że jego osobowość ulega tu destrukcji, że się rozpada jak stary budynek, w którym wszystko powoli przestaje działać. Początkowy rekonesans po zakątkach dzieciństwa i wśród mieszkańców zaczął powoli zamieniać się w nieformalne śledztwo o przejmującym grozą finale.
Autor ciekawy wątek detektywistyczny, który powierzył cywilowi, a nie miejscowemu policjantowi, który nie widział potencjału kryminalnego w podległym mu rejonie, obudował gęstą atmosferą niedomówień, niedopowiedzeń, sugestii, niepewnych domysłów, a przede wszystkim plotek. Nadinterpretowanych, rozbudowywanych, wyolbrzymianych przez wyobraźnię rozmówców Krzysztofa. Nastrój grozy spotęgował męczącymi koszmarami sennymi, które z czasem zaczęły nawiedzać mężczyznę. Nie pozwalało mi to na jeden kierunek myślenia w moim czytelniczym śledztwie i na zaufanie komukolwiek. Za to byłam gotowa uwierzyć w teorię zamiany człowieka w niedźwiedzia. Wie pan, świat to ciekawe miejsce i różne dziwne rzeczy się tu zdarzają. – jak przekonywał sąsiad Smoczyński. A zwłaszcza w takim miejscu – dodam od siebie. Pozostało mi więc liczyć tylko na to, że mój bohater pozostanie jak najdłużej przy zdrowych zmysłach i nie stchórzy, poddając się rozgrywającemu biegowi zaskakujących, ale i niebezpiecznych wydarzeń.
Nie do końca jednak określiłabym tę historię jako thriller z elementami powieści grozy. Autor, znany satyryk z Kabaretu Moralnego Niepokoju, którego zdjęcie umieszczono na okładkowym skrzydełku, zaprzeczyłby swojej naturze, gdyby nie umieścił w niej odrobiny humoru, rozładowującej napięcie. Jednak takiego czarnego, który pozostawia po sobie pytanie – A co, jeśli to prawda? – po którym czytelnik zaczyna się przejmować i błądzić jeszcze bardziej.
Hotel Zaświat zaprasza w głąb lasu, po którym spacerując, można nadepnąć na odcięte ludzkie ucho. Następny krok zależy już tylko od odwagi czytającego. Zwłaszcza tego, który dużo podróżuje i zatrzymuje się w hotelowych pokojach.
Ja się odważyłam, ale tego, co zobaczyłam na końcu powieści i na mrocznym dnie ludzkiej duszy, nie zdradzę. Za to zdradzę, że po takiej historii, dobrze spać jednak w swoim własnym łóżku, we własnym domu. Chociaż… właśnie mi się przypomniało, że słyszałam plotkę, jakoby wcześniej miał być tu cmentarz…
naostrzuksiazki.pl

Miał tylko sprzedać dom.
Wrócić do domu swojego dzieciństwa, który po śmierci rodziców stał od dłuższego czasu bezużytecznie pusty i pozbyć się go. Sprzedaż uchroniłaby go przed popadnięciem w ruinę. Miało mu to zająć niewiele czasu. Akurat tyle, żeby znaleźć kupca, dopełnić formalności i uzyskać w miarę dobrą cenę. Nie przypuszczał, że powrót do krainy dzieciństwa zamieni...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

8
avatar
218
48

Na półkach:

Książka o niczym szkoda mojego czasu tylko okładka klimatyczna

Książka o niczym szkoda mojego czasu tylko okładka klimatyczna

Pokaż mimo to

0
avatar
2631
515

Na półkach:

„Hotel Zaświat” miał być – zdaje się – kryminałem z lekkim wątkiem grozy, ale trudno mieć w tej kwestii pewność, bo książka w zasadzie nie posiada żadnej fabuły. Mimo trzystustronicowej objętości. Jak to – zakrzykną niedowiarkowie – przecież tam coś musi być! I będą o tyle mieć rację, że rzeczywiście w środku jest – mnóstwo liter, które łączą się w słowa, te zaś w zdania, zresztą na ogół poprawnie napisane. I tyle. Autor udowodnił bowiem, że można napisać grubą powieść-nic.

Zgaduję, że wyjściowym pomysłem było prywatne śledztwo w sprawie znajdowanych w położonej na uboczu wiosce fragmentów zwłok, ale bohater „Hotelu…” tak naprawdę nie prowadzi żadnego śledztwa. Policja zresztą też. Ot, tu jest ręka, tam noga, i już. Nikogo nie interesuje, skąd się wzięły. Z kolei za wątek nadprzyrodzony miało robić kilka dziwnych elementów, ale albo są one wrzucone byle jak i w niewiadomym celu (lisek prowadzący do fragmentów zwłok), albo niby poprawnie wprowadzone, tyle że niemal natychmiast przydeptane i wyśmiane (bezdomny jako niby-niedźwiedź, dziwne dźwięki w zajeździe), albo zaprezentowane jako tzw. inserty, czyli – przykładowo – ktoś przynosi bohaterowi opowiadanie do przeczytania, i ten wraz z nami przez cały następny rozdział je czyta (w ten sposób zjawiają się żrące ludzi karpie, jedyny jaśniejszy punkt tej książki). W efekcie nie ma co mówić o jakimkolwiek klimacie grozy, bo po prostu brak pożywki, na której mógłby już nawet nie urosnąć, a chociaż zakiełkować.

O czym jest więc ta powieść? Ano o tym, że pewnego dnia do niedużej miejscowości przyjeżdża sfinalizować sprzedaż rodzinnego domu niejaki Krzysztof Rozkroczny. Tu się wychował, więc chodzi po okolicy, oglądając jezioro, mokradła, domy, stodoły, strumyki, wykroty, gałęzie, cmentarz, ptaki i co tylko jeszcze przyjdzie do głowy autorowi. Co jakiś czas trafia na tubylca – księdza, kolegę z dzieciństwa, byłego sąsiada – i obowiązkowo daje się zaprosić na herbatę. Wówczas następuje kilka stron niezobowiązujących rozmów o wszystkim i o niczym, i bohater rusza dalej – oglądać, pić herbatę i myśleć o sprzedaży domu. Przy czym każda jego czynność jest dokładnie opisana, każde otwarcie drzwi czy okna, każde przekroczenie progu, każdy rzut oka na krzaki, po prostu wszystko. Że zacytuję przypadkowy akapit:

„Zaparkował samochód, wysiadł i wszedł po schodkach. Drzwi były zwykłe, przypominały wejście do normalnego domu, a nie do hotelu. Brakowało tylko tabliczki z nazwiskiem gospodarza. Otworzył je i wszedł do środka.”

I tak leci akapit za akapitem. Nic z tych opisów i poczynań nie wynika. Nic nie buduje klimatu. Nic nie tworzy ścieżki pod intrygę. Można przerzucić w ślepo 50 stron i nic nie stracić. Tym bardziej, że nie wiadomo, co ma być osią fabuły. Znalezione członki? Raczej nie, skoro znikają z pola widzenia po dwóch, trzech stronach. Co prawda w zewnętrznej historii o karpiach znowu się pojawiają, ale wiadomo, że to fikcja niezwiązana z samą fabułą „Hotelu…”. Tajemniczy bezdomny? No pojawia się co jakiś czas, ale na krótko, niczym meteor prześlizgujący się po krawędzi horyzontu. Ksiądz? Niby rzuca jakieś tajemnicze uwagi, ale ani bohater nie przywiązuje do nich większej wagi, ani nie przekładają się one na tok opowieści.

Takie błądzenie po omacku, w zalewie śmiertelnie nudnych, tuzinkowych opisów, trwa do strony 286. Wtedy akcja znienacka wskakuje na skuter i zaczyna pędzić na łeb na szyję, biorąc kolejne wiraże już bez czytelnika, który w międzyczasie spadł z siodełka i przydzwonił w drzewo, przez następny kwadrans próbując ogarnąć, czego właściwie był przed chwilą świadkiem. Bo autor nagle przypomniał sobie, że miało być i kryminalnie, i nadnaturalnie, więc – bach! – chlasnął finisz w stylu kryminału grozy. Tak ni w pięć, ni w dziewięć. Bez wstępu, bez przygotowania. Ale za to z przytupem. I rozwiązaniem kilku dodatkowych wątków, których istnienia nie sposób było nawet wcześniej podejrzewać.

O tym, co konkretnie się na ostatnich kilkunastu stronach dzieje, oczywiście napisać nie mogę, żeby nie zepsuć lektury desperatom, którzy jednak zechcą sięgnąć po „Hotel Zaświat”, ale wiele wskazuje na to, że najpierw powstał finał, a dopiero potem reszta, mozolnie rozbudowywana o kolejne puste akapity. W sumie nie wiadomo, po co była cała ta harówka, bo w zaprezentowanym kształcie intryga miała potencjał co najwyżej na niezbyt grube opowiadanie. A i to dopiero wtedy, gdyby rzecz napisał ktoś sprawniejszy warsztatowo. Szczerze powiedziawszy – o wiele sprawniejszy.

(Esensja.pl)

„Hotel Zaświat” miał być – zdaje się – kryminałem z lekkim wątkiem grozy, ale trudno mieć w tej kwestii pewność, bo książka w zasadzie nie posiada żadnej fabuły. Mimo trzystustronicowej objętości. Jak to – zakrzykną niedowiarkowie – przecież tam coś musi być! I będą o tyle mieć rację, że rzeczywiście w środku jest – mnóstwo liter, które łączą się w słowa, te zaś w zdania,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

9
avatar
1001
296

Na półkach:

Fajna książeczka,biorąc pod uwagę jakie autor teraz popełnia to taka jakby wprawka. Co mi się nasunęło od razu to klimat jak u #BramStoker tylko mniej grozy i mroku ale i tak jest gdzieś cały czas bliżej nieokreślone coś co powoduje dreszcz. Listy,które bohater pisze do żony wyjaśniając, że powrót do niej się przeciąga z powodu takiego a to innego od razu mi się skojarzyły ze Stoker'owym bohaterem, który z zamku księcia Draculi takież pisał do swojej. Historia banalna,jakich pełno w małych miasteczkach i wsiach i to chyba najbardziej działa na wyobraźnię, że gdzieś tam, może obok nas, niekoniecznie taka sama ale też wszyscy milczą, nikt nie słyszy, nikt nie widzi a historia bliska i daleka się śmieje a echo teraźniejszości niesie jej historyczny chichot. Ot, w każdej historii ....

Fajna książeczka,biorąc pod uwagę jakie autor teraz popełnia to taka jakby wprawka. Co mi się nasunęło od razu to klimat jak u #BramStoker tylko mniej grozy i mroku ale i tak jest gdzieś cały czas bliżej nieokreślone coś co powoduje dreszcz. Listy,które bohater pisze do żony wyjaśniając, że powrót do niej się przeciąga z powodu takiego a to innego od razu mi się skojarzyły...

więcej Pokaż mimo to

29
avatar
85
85

Na półkach:

Hotel zaświat jest niewinnie rozpoczynającym się kryminałem, z jak najbardziej winnym zakończeniem. Sielankowy nastrój. Powrót do miejsc idyllicznego dzieciństwa. Parowy, szczyty wzgórz, łachy piachu, w niemal każdym rozdziale “płytkie wąwozy”, wąskie jary, stoki, zbocza oraz “koryto dawnego strumienia”. Tak. Wszystko to, tutaj jest. Na każdej stronie. Czujemy się jak na wiejskich wakacjach do momentu, kiedy najróżniejsze szczątki ludzkiego ciała, nie zaczynają wyrastać jak przysłowiowe grzyby po deszczu, wśród tego swojskiego, leśnego krajobrazu. Przemysław Borkowski, serwuje nam morderczą zagadkę, ale taką, która przyjemnie mało waży.

Każdy element przestrzeni jest w Hotelu… dokładnie narysowany. Kąt, pod którym przechylają się liście na wietrze, kierunki wijących się, polnych ścieżek oraz tonacja, w której wolno śpiewać okolicznym ptaszkom. Nie ma miejsca na własną interpretację. Czytelnik, który nie lubi pracować nad własnym wyobrażeniem scenerii wydarzeń, będzie zachwycony. Nie grozi mu również zadyszka. Postaci w opowieści jest zaledwie kilka, a od sceny do sceny, przemieszczają się one, delikatnie mówiąc, z lekkim ociąganiem. Lektura, z którą można przejechać weekend, nie wrzucając nawet na moment szóstego biegu.

Tajemnice z zamierzchłej przeszłości. Tylko odrobinę przemądrzałe dzieci. Stróże prawa z aspiracjami do sensacyjnych, śledczych sukcesów. A w tym wszystkim najbardziej prozaiczny z motywów ludzkich działań – zemsta. Momentami bywa w opowieści makabrycznie, momentami trywialnie. Hotel zaświat jest przykładem na to, że zajmujący, klimatyczny kryminał, można zupełnie śmiało umieścić w najodleglejszej, zapomnianej przez Boga i ludzi mieścinie i wycisnąć z jej prostolinijnej aury wszystko, czego potrzeba by się bać, ale potem zupełnie spokojnie zasnąć.

Jeden z członków Kabaretu Moralnego Niepokoju, pokazał się nam z zupełnie innej, niekomediowej strony. To odmienne, pisarskie oblicze jest nieco zaskakujące, lecz z pewnością warte poznania. Jeżeli tylko od pierwszych stron książki, uda nam się pozbyć tej, przypisanej mu łatki żartobliwości i skłonności do dowcipkowania, dostrzeżemy ciekawego, rzetelnego w swym rzemiośle, powieściopisarza.

Hotel zaświat jest niewinnie rozpoczynającym się kryminałem, z jak najbardziej winnym zakończeniem. Sielankowy nastrój. Powrót do miejsc idyllicznego dzieciństwa. Parowy, szczyty wzgórz, łachy piachu, w niemal każdym rozdziale “płytkie wąwozy”, wąskie jary, stoki, zbocza oraz “koryto dawnego strumienia”. Tak. Wszystko to, tutaj jest. Na każdej stronie. Czujemy się jak na...

więcej Pokaż mimo to

14
avatar
162
58

Na półkach: , ,

Zaintrygowana okładką i opisem książki, sięgnęłam po nią, licząc na historię z tajemnicą w tle, być może pewną nutką grozy. Niestety rozczarowała mnie ciągnąca się zbyt długo akcja, dopiero pod koniec "rozkręcająca" się, niepotrzebne wstawki innych historii, nieco zbyt długie opisy niektórych scen. Mimo sympatii do autora, niestety trochę zawiodłam się na treści. Można było tą akcję poprowadzić nieco szybciej, dodać więcej tajemniczych szczegółów, które na koniec ładnie ułożyłyby się w całość.

Zaintrygowana okładką i opisem książki, sięgnęłam po nią, licząc na historię z tajemnicą w tle, być może pewną nutką grozy. Niestety rozczarowała mnie ciągnąca się zbyt długo akcja, dopiero pod koniec "rozkręcająca" się, niepotrzebne wstawki innych historii, nieco zbyt długie opisy niektórych scen. Mimo sympatii do autora, niestety trochę zawiodłam się na treści. Można było...

więcej Pokaż mimo to

9

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Hotel Zaświat


Reklama
zgłoś błąd