Zapomnij patrząc na słońce

Okładka książki Zapomnij patrząc na słońce autorstwa Katarzyna Mlek
Okładka książki Zapomnij patrząc na słońce autorstwa Katarzyna Mlek
Katarzyna Mlek Wydawnictwo: Oficynka Seria: Szpunt do Antałka literatura piękna
255 str. 4 godz. 15 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Szpunt do Antałka
Data wydania:
2013-03-22
Data 1. wyd. pol.:
2013-03-22
Liczba stron:
255
Czas czytania
4 godz. 15 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362465682
Śpij, kochanie, zapomnisz, jak spojrzysz na słońce…

Małą Hankę, wychowującą się w biednej śląskiej rodzinie, od zawsze dręczą złe sny. W świetle dnia każdy koszmar wydaje się mniej straszny. Jest po prostu chaotyczną kombinacją porażających scen przemocy i śmierci, rozgrywających się w absurdalnych okolicznościach. Nikt nie wie, co to za miejsca. Nie zna ofiar. Ot, głupie sny. Nie warto ich rozpamiętywać.

A jednak życie dziewczynki zmierza w szaleńczym pędzie ku niezrozumiałemu końcowi. Kolejne wydarzenia są coraz bardziej intensywne, każdy dzień coraz trudniejszy, każdy rok coraz dłuższy…
Średnia ocen
7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zapomnij patrząc na słońce w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Zapomnij patrząc na słońce



2472 2365

Oceny książki Zapomnij patrząc na słońce

Średnia ocen
7,4 / 10
152 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Zapomnij patrząc na słońce

avatar
524
265

Na półkach: ,

Wstrząsająca opowieść. O Hani, która miała tragiczne i życie na jawie, i życie we śnie. Byłam roztrzęsiona czytając o tym, jak matka alkoholiczka znęcała się nad nią, jak bierny ojciec (sugestia dr psychiatrii o wykorzystywaniu seksualnym, chociaż Hanka się tego wyparła, nie wydaje się wcale taka niedorzeczna) nic z tym nie robi, o niechcianym braciszku, którym musiała się opiekować (chociaż sama była mała) i którego nie udało jej się obronić przed złem świata. Jak życie po kolei odbierało jej wszystkich, których miała. We snach nie było nic lepiej, koszmary z krukiem, próby interpretacji tych snów. Ile razy człowiek może zapomnieć patrząc w słońce?

Wstrząsająca opowieść. O Hani, która miała tragiczne i życie na jawie, i życie we śnie. Byłam roztrzęsiona czytając o tym, jak matka alkoholiczka znęcała się nad nią, jak bierny ojciec (sugestia dr psychiatrii o wykorzystywaniu seksualnym, chociaż Hanka się tego wyparła, nie wydaje się wcale taka niedorzeczna) nic z tym nie robi, o niechcianym braciszku, którym musiała się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
184
182

Na półkach: , ,

Już od wczesnych lat Hanię dręczą koszmary w postaci mrocznego kruka, za którym czają się nieszczęścia. Nie ma lekkiego dzieciństwa; wychowuje ją matka alkoholiczka i pracowity ojciec. Ojciec nieraz powtarzał córce, by spojrzała na słońce, dzięki czemu mogłaby zapomnieć o koszmarach. Rada niewiele pomagała a Hani często przydarzały się koszmary... Co oznaczała obecność kruka w życiu Hani? Czy w życiu Hani pojawi się szczęśliwe zakończenie?

Hanię od dziecka dręczą koszmary. Nie ma też łatwego dzieciństwa u boku matki alkoholiczki. Hanię nieraz wspiera ojciec w trudnej sytuacji. Między ojcem a matką Hani nieraz dochodzi nieraz do awantur. Niebawem matka Hani zachodzi w ciążę i spodziewa się dziecka, co nie podoba się kobiecie. Wkrótce dochodzi do kolejnej awantury w domu Hani. W dodatku w życiu Hani pojawia się tajemniczy kruk, który nie wróży nic dobrego. Hania chce zapobiec nadchodzącym nieszczęściom.

"Zapomnij patrząc na słońce" jest moim pierwszym zetknięciem z twórczością nieznanej mi autorki, Katarzyny Mlek. Jednakże powieść nie przypadła mi do gustu z kilku powodów. Pierwszym jest brak odpowiedniego napięcia i atmosfery.; sama fabuła wydaje się przeciętna i niezbyt ciekawa. Powieść czytało się szybko, lecz bez większych emocji. Styl pisarki, choć poprawny, wydaje się być przeciętny. Sami bohaterowie nie przyciągają większej uwagi.

Uważam, że jest to przeciętna książka. Lektura do przeczytania w kilka dni, lecz bez porywających momentów. Głównie dla osób zainteresowanych twórczością Katarzyny Mlek.

Cała opinia na stronie:
https://moichksiazekswiat.pl/zapomnij-patrzac-na-slonce

Już od wczesnych lat Hanię dręczą koszmary w postaci mrocznego kruka, za którym czają się nieszczęścia. Nie ma lekkiego dzieciństwa; wychowuje ją matka alkoholiczka i pracowity ojciec. Ojciec nieraz powtarzał córce, by spojrzała na słońce, dzięki czemu mogłaby zapomnieć o koszmarach. Rada niewiele pomagała a Hani często przydarzały się koszmary... Co oznaczała obecność...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1928
1927

Na półkach:

Oj, tak!
Znam tę radę, która stała się treścią tytułu tej przytłaczającej emocjami, trochę społecznej, a trochę psychologicznej w swoim wymiarze, powieści. Radę dla mnie bardzo cenną, bo zaraz po przebudzeniu nie patrzę w okno, zwłaszcza gdy budzi mnie słonecznym widokiem. Ja chcę pamiętać swoje sny, koniecznie te dobre, przyjemne, ciepłe. A śnię dużo, barwnie, smacznie i różnorodnie. Czasami myślę, że to mój trzeci wymiar życia w odsłonie onirycznej, bo darzę śnienie i życie jednakową miłością.
W przeciwieństwie do głównej bohaterki Hanki.
Ona nie miała dobrych snów, a rada, jakiej udzielał jej ojciec po przebudzeniu – "Nie martw się, to tylko sen – zapewniał ją Janusz. O kruku słyszał od dziecka nie pierwszy raz. Każdy człowiek ma swój dyżurny koszmar, najwyraźniej Hanka postawiła na ptaka. – Popatrz rano na słoneczko, zapomnisz. Zapomnisz…" – była dla niej wybawieniem. Gumką wymazującą wizje makabrycznych, nocnych przeżyć. Ktoś mógłby pomyśleć – A co taki kruk, niewielki ptak, może zrobić człowiekowi we śnie? Pewnie i ja bym tak pomyślała, gdyby nie pierwsza scena wprowadzająca w historię życia dziewczyny. Ostrzegawczy i bardzo bolesny prolog, zwiastujący nadchodzący thriller wzięty żywcem z życia (miałam wrażenie, że czytam autentyczną relację!),w którym kruk nawiedzający Hankę we śnie pokazał swoje sadystyczne możliwości, a po których "budziła się po nocach, wołając Janusza. Miewała jakieś koszmarne sny, których nie potrafiła dokładnie opowiedzieć. Mruczała, szlochała, a potem zasypiała w ramionach ojca. Czasem siedział z nią do rana". Na to, co przeżywała i co musiała robić pod kruczym wpływem, nie zdradzę. Dość, że sny miały krwawą barwę i proroczy wymiar. Chociaż w miarę czytania coraz bardziej skłaniałam się, że może jednak to jej życie wpływało na ich treść, ułatwiając podświadomości uporanie się z koszmarem jawy.
Bo Hanka nie miała lekko.
Matka niepracująca, depresyjna, agresywna alkoholiczka znęcająca się nad córką, wyznaczająca jej swoim nałogiem rytm dnia według cyklu – kłótnia z mężem, picie, leczenie kaca. Hanka musiała się dostosować "musiała zająć się wszystkim. Nieważne, czy chciała. Czy nie. Czy mogła. Czy nie. Czy potrafiła. Nieważne". I nieważne też, że miała dopiero 7 lat, gdy poznałam jej koszmary. Te na jawie i te nocne. I, mimo że jedynym oparciem był jej ojciec nieumiejący rozwiązać patologicznej sytuacji w rodzinie, tkwiła w nim do końca opowieści o jej życiu. Do momentu, kiedy była już dorosłą kobietą i nadal patrzyła rano w słońce. I to właśnie dokładnie taki koniec uświadomił mi, że oprócz Hanki, do głównych bohaterów powieści powinnam zaliczyć również jej rodziców, a tym samym całą rodzinę. Tak ukazana historia ich żyć, przez narratora zewnętrznego, nie pozwoliła mi na jednostronną, negatywną ocenę postaw bohaterów, na potępienie patologicznego zachowania matki i bierności ojca. Stworzyła bolesne warunki (dosłownie – sceny samookaleczeń!) do przeanalizowania łańcucha przyczyn i skutków, mających ostatecznie wpływ na jakość efektu roli rodziny – wychowanie dzieci. Autorka wykreowała jedną z wielu prawdopodobnych historii żyć, które stoją za każdą dzieciobójczynią w więzieniu lub pacjentem przebywającym na oddziale psychiatrycznym. Tym samym zmieniła mój pryzmat patrzenia na głośny medialnie przypadek matki Madzi z Sosnowca i jej podobnych kobiet. Nie na usprawiedliwiający jej czyn, ale na zrozumienie przyczyn, które doprowadzają do okaleczenia psychicznego, fizycznego, a nawet zabójstw własnych dzieci. Najczęściej słyszę – wyrodna matka, ale ta książka tłumaczy, że nie ma czegoś takiego. Są tylko matki nieszczęśliwe, wychowujące nieszczęśliwe dzieci. Mam wrażenie, że ta mroczna powieść, w której życie i sen jest jednym koszmarem, próbuje zmienić świadomość społeczną na temat macierzyństwa, które nie dla wszystkich kobiet jest darem. Dla niektórych przekleństwem. Konflikt interesu jednostki (nazywany często egoizmem życia dla siebie) z presją społeczną (a zwłaszcza rodziny) wyznaczającą kobiecie powinności, a którym nie potrafi lub nie może się przeciwstawić, może mieć katastrofalny wymiar. Skutki takich siłowych wyborów zapełnione są nie tyle więzieniami, ile szpitalami dla psychicznie chorych i cmentarzami. Nie tylko ofiarami dziecięcymi. Również ich matkami. Pocieszam się tylko, że to margines bolesnego zjawiska społecznego, o którym ma odwagę mówić tylko Maria Czubaszek przyznająca się publicznie do niechęci posiadania dzieci i niewidząca w nich kolejnego cudu świata.
Tylko czy jakiekolwiek życie zasługuje na jakikolwiek margines?
Nie popatrzę po tej powieści na słońce, by zapomnieć. Chcę pamiętać dobrze jej przesłanie, gdy media znowu doniosą o kolejnej dzieciobójczyni i jej dziecku w plastikowym worku na śmietniku, w zamrażarce lub beczce, utopione w jeziorze, schowane za regałem, zagłodzone lub trzymane w klatce. Nie będę taka szybka w ocenach, pamiętając, że mam przed sobą nie jedną, a dwie ofiary.
naostrzuksiazki.pl

Oj, tak!
Znam tę radę, która stała się treścią tytułu tej przytłaczającej emocjami, trochę społecznej, a trochę psychologicznej w swoim wymiarze, powieści. Radę dla mnie bardzo cenną, bo zaraz po przebudzeniu nie patrzę w okno, zwłaszcza gdy budzi mnie słonecznym widokiem. Ja chcę pamiętać swoje sny, koniecznie te dobre, przyjemne, ciepłe. A śnię dużo, barwnie, smacznie i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

503 użytkowników ma tytuł Zapomnij patrząc na słońce na półkach głównych
  • 322
  • 181
102 użytkowników ma tytuł Zapomnij patrząc na słońce na półkach dodatkowych
  • 62
  • 9
  • 8
  • 7
  • 4
  • 4
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki Zapomnij patrząc na słońce

Inne książki autora

Okładka książki Zdrowie konia. Opowiadania konkursowe Książka zamiast Kwiatka Lucyna Klejnert, Kinga Kosiek, Katarzyna Mlek, Carla Mori, Agnieszka Pruska
Ocena 0,0
Zdrowie konia. Opowiadania konkursowe Książka zamiast Kwiatka Lucyna Klejnert, Kinga Kosiek, Katarzyna Mlek, Carla Mori, Agnieszka Pruska
Katarzyna Mlek
Katarzyna Mlek
Krytycy literaccy mówią, że jej twórczości warto się przyglądać. Debiutowała w 2012 roku humorystyczną nowelą „Za firewallem”, stanowiącą jej pożegnanie ze środowiskiem wielkich korporacji. Od tego momentu poświęciła się całkowicie pisaniu. Początkiem 2013 roku wydała thriller psychologiczny „Zapomnij patrząc na słońce”, wymieniany przez recenzentów jako jedna z najlepszych książek tego roku, a nawet dekady. Opisywana jako „wymagająca, ale budząca w nas resztki człowieczeństwa” książka spowodowała lawinę komentarzy. A już końcem 2013 roku czytelnicy mogli się cieszyć zbiorem fantastycznych opowiadań “Na wietrze diabeł przyjechał”. Jej ostatnia książka, opublikowana w 2014 „Jeden bóg”, jest takim samym sukcesem jak wszystkie poprzednie. Uwielbia biegać, gotować i czytać, ale nie w tym samym czasie. W wolnych chwilach pisze poezję i maluje. Prowadzi stronę na Facebooku oraz konta w serwisach Twitter, Instagram oraz Pinterest. Dłuższe teksty jej autorstwa regularnie trafiają na blog autorki. Wszystkie dane kontaktowe znaleźć można na jej stronie domowej katamlek.pl.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Zapomnij patrząc na słońce przeczytali również

Sztuka uprawiania róż z kolcami Margaret Dilloway
Sztuka uprawiania róż z kolcami
Margaret Dilloway
Oto książka, która latami spoglądała na mnie z wyrzutem, a ja - mimo gorących zapewnień znajomej - bałam się po nią sięgnąć, by nie doznać w takiej chwili nic poza kolejnym rozczarowaniem. Tak długo niepotrzebnie odwlekałam tę podróż. A może to właśnie dzięki temu trafiłam na wyjątkowy moment, by móc w pełni cieszyć się jej treścią? Może czytając ją w szpitalu zyskała inny wymiar? Filtrujemy treści przez własne doświadczenia, emocje czy tego chcemy czy nie, a co też niesie niebagatelny wpływ na walory czytanego tekstu. Książka staje się pocieszeniem w chwilach zwątpienia, książka potrafi odciągnąć uwagę od problemów, czasem daje słodką satysfakcję jak po zjedzeniu ciastka. "Sztuka uprawiania róż z kolcami" w pierwszej chwili wydawała się być lekką opowiastką o zamiłowaniu do pielęgnacji kwiatów, w toku zyskiwała coraz większy potencjał na dramat chorego człowieka. Jest tutaj wszystkiego po trochu, jak w życiu, podróż nie jest jednostajna i nie odbywa się jednym torem. Bohaterka wiedzie życie dyktowane pobytami w szpitalu, uciążliwymi dializami i oczekiwaniem. Nie da się tego zepchnąć na margines, chociaż pasja do hodowli róż i tworzenia nowych odmian zdaje się przyćmiewać tę niewygodną prawdę. Zawodowo Galilee Garner to zasadnicza nauczycielka biologii w prywatnej szkole, która nie chce iść na ustępstwa. Jest świadoma, iż wymagania względem uczniów owocują sukcesami w dalszej edukacji. Nie chce rezygnować z czegokolwiek ze względu na swój stan, nie daje forów innym, nawet przyjaciółce Darze. Taka już jest, bezkompromisowa. Na pewno nie można jej odmówić pasji w działaniu. Jest oschła, trzyma ludzi na dystans i myślę, że to charakterystyczne dla tych, którzy zmagają się z bólem na co dzień, bo ten zdecydowanie nas osłabia zarówno fizycznie jak psychicznie. (...) "Sztuka uprawiania..." jest ciekawa również z tego powodu, iż przedstawiana obecnie sytuacja staje się skomplikowana przez podesłanie do rodziny na kilka miesięcy Riley. Trzydziestosześcioletnia kobieta, żyjąca wedle ustalonego schematu zyskuje kolejny obowiązek. Pogubiona nastolatka nie może być tym, co uwzniośli jej życie, prawda? Uczymy się przez całe życie właśnie dzięki ludziom, którzy stają na naszej drodze. I to właśnie dzięki obecności Riley nasza bohaterka może pewne sytuacje i zachowania siostry poddać ponownej głębszej analizie i mimo iż dostrzega niesprawiedliwość w ocenie to nadal będzie ją uważać za nieodpowiedzialną. Z przyjemnością śledzi się poczynania bohaterów, którzy nie są nachalni wobec siebie, co czyni fabułę spowolnioną, jednocześnie lekko kreślącą zawiłości powstające między nimi. George Morton - nowy nauczyciel, który pojawia się w tym samym czasie w szkole, gdy przybywa siostrzenica Gal i wcale nie zamierza jej we wszystkim przytakiwać. Mark Walters - starszy pacjent, który zyskuje pierwszeństwo w kolejce po przeszczep nerki, co powoduje ogromny sprzeciw bohaterki na taką niesprawiedliwość. Do tego dr O'Malley, która wydaje się być jej nieprzychylna i działa jakby z zamiarem pozbawienia jej ratunku. Różne zdarzenia, nawet te związane z hodowlą róż i dzieleniem się swoją wiedzą pokazują, ze czasem zostajemy oszukani przez tych, którym zawierzamy. Ale Margaret Dilloway wskazuje też drugą dobrą stronę natury ludzkiej, bo przecież gdy trzeba to potrafimy się jednoczyć, zawsze ktoś przy nas jest, wystarczy poprosić i przyjąć pomoc. "Sztuka uprawiania róż z kolcami" to wyważona historia, z której nie wylewa się żal i rozpacz, a cierpienie jest okraszone słońcem i tym szczególnym promieniem płynącym od ludzi. Całość: https://nakanapie.pl/recenzje/pielegnacja-roz-pielegnacja-ludzkich-serc-sztuka-uprawiania-roz-z-kolcami
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na810 miesięcy temu
Ladacznica Emma Donoghue
Ladacznica
Emma Donoghue
Czytając zachęcające rekomendacje recenzentów umieszczonych na oprawie tej powieści, zauważyłam sporą rozbieżność, a może raczej trudność, w jednoznacznym określeniu jej gatunku. Jedni nazwali ją powieścią historyczną, drudzy historycznym thrillerem, a jeszcze inni powieścią w oprawie historycznego dramatu. Dla mnie wszystkie te określenia okazały się trafne. I jeśli wyłuskać z nich jedno powtarzające się słowo, i sprowadzić je do wspólnego mianownika, to będzie nim pojęcie historyczności. To właśnie na tej bazie, autorka z doświadczeniem historyka, dobrze znająca realia obyczajowo-religijne osiemnastowiecznej Anglii i pozycję kobiety w ówczesnym mocno zhierarchizowanym społeczeństwie, oparła swoją wersję fabuły, którą można uznać zarówno za dramat, jak i powieść społeczno-obyczajową, psychologiczną, czy nawet thriller. To bogactwo płaszczyzn i kierunków rozwoju akcji determinujących jej charakter czyni z tej powieści wnikliwe studium pozycji kobiety w osiemnastowiecznym społeczeństwie angielskim. Kobiety wyjątkowej, a właściwie nastolatki, o której opowieść rozpoczęła się w jej trzynastym roku życia roku pańskiego 1760. Dziewczyny pochodzącej z rodziny biednej, ale którą stać było na wysłanie córki do szkoły, bo "biednym było się wtedy, gdy skrawki nagiego ciała prześwitywały przez dziury w podartym ubraniu. Gdy szczyptę herbaty zaparzano nieskończoną ilość razy, aż w końcu barwą przypominała wodę. Bieda oznaczała osunięcie się bez sił na ziemię", a Mary miała co jeść, w co się ubrać i przyszłość szwaczki przed sobą. Minimum niezbędne, by żyć tak, jak jej matka. Jednocześnie dziewczyny, która urodziła się z ambicjami dążenia ponad to, co szykowała jej przyszłość. Pragnęła czegoś więcej niż smrodu węgielnego pyłu przynoszonego przez ojczyma, przeklętej igły, od której ślepła jej matka i ciasnej, ciemnej, zatęchłej piwnicy, w której mieszkali jak szczury. I wcale nie były to tylko piękne ubrania, jak sugeruje informacja umieszczona na odwrocie książki – studium kobiety opętanej żądzą posiadania ubrań. Ta historia sięga dużo głębiej w stan psychiki bohaterki wkraczającej w dorosłe życie, a kolorowe suknie były tylko jego symbolem. Czymś, co będzie świadczyć, że została wyniesiona „ponad motłoch” – jak sama to określiła. Mary była opanowana przez nieokreśloną tęsknotę, za czymś innym niż oferowało jej dotychczasowe życie, będącą jak "robak, który zagnieździł się w jej żołądku i sprawił, że zawsze pożądała czegoś więcej", mimo że wielokrotnie miała okazję wrócić do roli porządnej, szanowanej dziewczyny, naprawiając popełnione błędy. Tragedia Mary polegała na tym, że była w tym dążeniu osamotnioną, niedojrzałą, niewidzącą świata poza Londynem, nastolatką, a jedyną dostępną drogą prowadzącą do obranego celu, okazała się prostytucja. Sprzedając ciało, kupowała sobie wizję własnej przyszłości i stroje, które bardzo dużo mówiły o statusie społecznym ich właściciela. Ludzie dobrze ubrani byli wysoko sytuowani i niezależni. To dlatego dziewczyna mottem życiowym uczyniła dwie zasady – "nigdy nie wyrzekaj się swojej wolności i szata zdobi człowieka". By ostatecznie, na koniec, zrozumieć jedno – "Ubrania to najlepsze ze wszystkich możliwych kłamstw". W ten sposób Mary rzuciła społeczeństwu wyzwanie. Społeczeństwu skostniałemu od sztywnych norm, zasad i konwenansów, które jeden z bohaterów porównał do wodnego ekosystemu. Mary była na jego mulistym dnie nic nieznaczącą istotą, marzącą o wędrówce ku górze, by wypłynąć na jego powierzchnię i grzać się w promieniach słońca. Ze zderzeń jej marzeń ponad swój stan z twardą, surową, bezwzględną rzeczywistością, która wyglądała tak jak "wyglądała tylko dlatego, że została tak zaplanowana sto lat temu", musiała wyniknąć tragedia z narastającą atmosferą thrillera. Autorka nie skupia się jednak tylko na postaci ambitnej Mary. Ukazuje również inne kobiety, które albo pogodziły się ze swoim losem, jak jej matka, albo nie widzą jej innej dla siebie, jak jej pracodawczyni. Najwięcej jednak miejsca poświęca prostytutkom. Kobietom upadłym, wyrzuconym na margines, ich roli w społeczeństwie i systemowi opieki nad nimi. Autorka zaprowadziła mnie w zakazane zaułki dzielnic Londynu, do których porządni ludzie nie zaglądają, do barów, gdzie można było łatwo zdobyć klienta, ale i stracić życie oraz do wynajmowanych klitek, w których śmierć zabierała spędzane płody niechcianych dzieci równie często, jak ich przypadkowe, potencjalne matki. W tym kontekście pokazała również złożoność postaw mężczyzn pełnych hipokryzji i pruderii, którzy w nocy z przyjemnością korzystali z płatnego seksu, a w dzień z obrzydzeniem i pogardą wieszali na szubienicy swoje kochanki, jak wyrzuty sumienia, bo "śmierć poruszała się w tłumie ludzi, nosząc twarz zwykłego człowieka i klepała po ramieniu bez żadnego ostrzeżenia". Przerażający świat społecznego systemu, w którym kobieta była całkowicie podporządkowana mężczyźnie. Ktoś kiedyś powiedział mi, że mamy tylko jedno życie, ale wiele możliwości. Mam wrażenie, że Mary bardzo dobrze to rozumiała, otwierając szeroko "oczy na wszelkie skróty, tylne zaułki i szczeliny w murach życia". Miała tylko nieszczęście urodzić się z tym przekonaniem o kilka wieków za wcześnie, bo pierwowzór bohaterki literackiej istniał naprawdę. Autorka fabułę powieści obudowała wokół dostępnych informacji na temat życia prawdziwej Mary Saunders oraz kilku innych postaci żyjących w ówczesnej Anglii. W efekcie powstała przytłaczająca bezsilnością i samotnością jednostki, ale zarazem fascynująca powieść świadcząca o niezwykłej wyobraźni autorki, pobudzonej tylko przez dwa słowa przeczytane przez nią w sprawozdaniu z ówczesnych, tragicznych wydarzeń z udziałem Mary, a które brzmiały – "zrobiła to, ponieważ pragnęła „pięknych ubrań”". Tylko tyle i aż tyle, żeby mieć marzenia i ambicje, jak w przypadku Mary, a w przypadku autorki, w przejmujący sposób o tym opowiedzieć człowiekowi, a zwłaszcza kobiecie, z XXI wieku. Nie jest super lekko, ale przynajmniej za ambicje i ich realizację już nie wieszają. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na74 lata temu
Dziewczynka z balonikami Agnieszka Turzyniecka
Dziewczynka z balonikami
Agnieszka Turzyniecka
Wcześniej nie była mi znana twórczość Agnieszki Turzynieckiej. Na książkę "Dziewczynka z balonikami" trafiłam przypadkiem - jedna z użytkowniczek portalu LubimyCzytać zamieściła ją na swoim koncie. Nie sądziłam jednak, że będzie to tak krótka powieść- nieco ponad 170 stron dość dużego druku można przecież przeczytać w kilka godzin. Może i książka jest cienka objętościowo, lecz temat w niej poruszony nie jest już taki lekki i przyziemny. Dotyczy bowiem pacjentów szpitala psychiatrycznego. W bardzo wielu przypadkach chorzy traktowani są wręcz nieludzko, a społeczeństwo przekreśla ich całkowicie. Ba, mówi się nawet, że choroby im towarzyszące, jak np. depresja, schizofrenia czy choroba afektywna dwubiegunowa to bzdury, wymysły, a społeczeństwu po prostu nie chce się pracować. Myślę, że treść książki może zmienić krzywdzące nastawienie niektórych osób... Główną bohaterką powieści jest Marlena Serafin- kobieta ta od dawna zmaga się z depresją, ma tez stwierdzoną chorobę afektywną dwubiegunową. Oznacza to, że raz cieszy się ze wszystkiego, by za chwilę popaść w kompletny marazm. Przykre jest to, że swój stan zdrowotny Marlena zawdzięcza głównie matce. Jest to kobieta, która nie powinna być nazywana matką. Żadna normalna, kochająca swoje dzieci matka nie bije, nie poniża, nie podcina skrzydeł słowami typu "jesteś głupia, jesteś grubasem, jesteś pulpetem, niczego nie osiągniesz. Te wszystkie słowa Marlena zna jednak na pamięć, a na domiar złego nie ma żadnego wsparcia od rodzeństwa. Co więcej, jej rodzeństwo ma wiele z zachowań patologicznych- jeden z braci to narkoman, który mieszka w pustostanie, a dalsze strony lektury zdradzają jego tragiczną śmierć... W końcu Marlena trafia do szpitala psychiatrycznego, ale czy lekarze jej pomogą? Nie chcę zdradzać wszystkiego, ale będzie to bardzo żmudna walka o poprawę zdrowia. Kim jest tytułowa dziewczynka z balonikami? Też się nad tym zastanawiałam, ale myślę, że sami musicie się tego dowiedzieć. Marlena nie mieszka w Polsce- wyprowadziła się do Niemiec, jednak jej matka wręcz zmusza ją do powrotu. Któregoś dnia kobieta poznaje Martina- mężczyznę oddanego, czułego, chcącego dzielić życie z Marleną. Czy związek pomoże bohaterce normalnie żyć? Warto przeczytać książkę i się o tym przekonać. Powieść tę warto polecić- wolałabym, żeby nasze społeczeństwo zrozumiało, że choroby psychiczne to nie żarty. Warto też podkreślić, że poniżanie słowne własnych pociech może doprowadzić do dramatu.
FioletowaRóża - awatar FioletowaRóża
oceniła na66 lat temu
Syndrom czerwonej hulajnogi Mirka Jaworska
Syndrom czerwonej hulajnogi
Mirka Jaworska
Mimo XXI wieku mamy wiele tematów tabu, boimy się rozmawiać o pewnych sprawach. Jednym z takich tematów są zaburzenia ze spektrum autyzmu, które naprawdę powinny być poruszane, ponieważ problem ten dotyczy niemałej części społeczeństwa. Kiedyś określenie „zaburzenia autystyczne” było obce i rodzicom i lekarzom, a dzieci pozostawały nieszczęśliwe bez jakiejkolwiek pomocy ze strony dorosłych. Nie rozpoznając tej choroby, nie wiemy jak takim osobom pomóc, a obecnie mamy naprawdę wiele narzędzi i sposobów, aby rozpoznać to schorzenie i robić wszystko, aby dostosować autystyczne osoby do życia społeczeństwa. Książka "Syndrom czerwonej hulajnogi" jest powieścią biograficzną i pewnego rodzaju pamiętnikiem matki, której syn zmaga się z zespołem Aspergera. Jest to poruszająca historia rodzica, który zdaje sobie sprawę, że z jego dzieckiem jest „coś nie tak”. Pewne sygnały i zachowania malucha budzą w matce niepokój, przez co kierują się na dalsze badania i terapie. Nie bez znaczenia są tutaj również geny. Mimo trudności z przebrnięciem pierwszych kilkunastu stron, resztę książkę przeczytałam w mgnieniu oka. Historia Michała jest wzruszająca, wciągająca i pełna rodzicielskiej miłości oraz walki. Walki o szczęście dziecka, o jego przyszłość i dalsze życie. Autorka w niesamowity sposób ukazała nie tylko problemy, z jakimi muszą mierzyć się rodzice autystycznych dzieci, ale również jak świat postrzegany jest z perspektywy samego dziecka. Książkę polecam absolutnie każdemu, a szczególnie przyszłym rodzicom. Możemy uwrażliwić się na pewne rzeczy i wyczulić na konkretne zachowania. Mirka Jaworska chciała, żeby jej syn był samodzielny – mimo, że miał zespół Aspergera, czuł i przeżywał wszystko o wiele więcej niż inne dzieci. Sprawdźcie sami, jak z tym wszystkim poradził sobie Michał (i przy okazji dowiedzcie się, czym jest tytułowa czerwona hulajnoga).
just_her_books - awatar just_her_books
ocenił na95 lat temu
Ocaliła mnie łza Angele Lieby
Ocaliła mnie łza
Angele Lieby
„Ocaliła mnie łza” to historia, którą napisało samo życie. Angele Lieby zapadła w śpiączkę po tym, jak trafiła do szpitala z silnym bólem głowy. Niby nic, a doprowadziło to do ciężkiej choroby, z której niezwykle trudno powrócić do normalnego życia. To, co autorka nam przedstawia w swojej historii jest straszne i przygnębiające, ale jednocześnie dające nadzieję na powrót do zdrowia. Najgorsze z tego wszystkiego są emocje, które towarzyszą bohaterce książki, toczy ona wewnętrzną walkę ze sobą, choć na zewnątrz niczego nie widać. To powieść bardzo potrzebna w dzisiejszym, bezdusznym świecie. Pokazuje, że osoba, która nie daje oznak życia również może odczuwać emocje: ból, strach, bezsilność, przygnębienie, ale również i radość. Często nie zdajemy sobie sprawy z niektórych rzeczy, dopóki one nas nie dotkną. Dzięki tej historii otworzyły mi się oczy na osoby, które zapadły w śpiączkę. Mimo, że są one bezwładne mogą czuć i być zalewane przez własne myśli. Myślę, że to najgorsza forma bezsilności jaka może dotknąć człowieka: nie móc zareagować na to, co dzieje się dookoła i ma to bezpośrednio z nim związek. Książka nie jest za długa, ale mimo trudnego tematu napisana jest prostym i lekkim językiem, czyta się ją naprawdę bez problemów i szybko. Myślę, że powinien przeczytać ją każdy, a szczególnie osoby związane zawodowo z medycyną. Empatia nie boli. ___ „Marzenia są koniecznym dopełnieniem rzeczywistości. Pomagają nie tylko ją znosić, ale też ulepszać. Bez marzeń nie ma postępu. Marzyć to wyznaczać sobie cele.” [s. 135] „Cierpienie jest doświadczeniem samotnym; nie da się go z nikim dzielić.” [s. 161]
Karo - awatar Karo
ocenił na65 lat temu
Adam i Ewy Monika Orłowska
Adam i Ewy
Monika Orłowska
Przeczytałam wcześniej dwie książki Moniki Orłowskiej i znów mnie poniosło do kolejnej, która wcale nie jest przyjemną lekturą o słodkim życiu, historią wymyśloną na potrzeby szerszej publiki dla ukojenia własnych nerwów. "Adam i Ewy" to wykładnia zmagań z życiem jakie sobie obrałyśmy. My, bo książka pisana z punktu bohaterki, pod którą może "podłożyć się" każda kobieta z własnym życiem. Powieść jest refleksyjna, dająca wiele powodów do dyskusji i to nie koniecznie w temacie przemyśleń, co do wyborów poruszanych przez Ewę, ale rozważań o własnych - mniej lub bardziej świadomych - decyzjach. Ktoś może powiedzieć, że ta książka jest nudna, mało w niej barw, mimo iż bohaterka wraca również do wspomnień, kiedy żyli na wyspie, w warunkach diametralnie innych niż w polskiej rzeczywistości krakowskich dzielnic. Ja powiem, że jest przyziemna, bo dotyka zwykłych problemów, codziennych spraw, drobiazgów, które nie mają w sobie nic z romantycznych uniesień bohaterów bajkowych scenerii. Ewa - macocha, Ewka - pasierbica, Karolina - córka oraz teściowa, to układ scalony opowieści Orłowskiej. Mężczyzna pojawia się tu na chwilę, choć trwa niejako na stałe w ich świadomości. One, chociaż niedoskonałe, popełniające błędy, startujące w życie, czy też u jego schyłku, mają w sobie więcej odwagi i godności niż ów mężczyzna, który na odległość wydaje dyspozycje i jeszcze czasem ma pretensje. Problem szeroki jak świat i od wielu lat aktualny, gdzie niejedna rodzina boryka się z rozłąką. Na ile można się odnaleźć przebywając większą część roku w oddaleniu od bliskich, w innym kraju, obcej kulturze, bez namacalnego wsparcia? Bo pytanie na ile jest się w takiej sytuacji rodziną jest dla mnie retoryczne, skoro już sześciolatka po zajęciach w przedszkolu raczyła mnie uświadomić, iż jej tatuś jest tatusiem, ale to nie rodzina, bo rodzina mieszka razem. Co uzmysławia, że nawet najmłodsi mają świadomość czym są więzi rodzinne, ze to bliskość i wzajemne wspieranie się buduje rodzinę. Jedyne, co w tej książce jest tandetne to okładka. To chyba syndrom obecnych czasów, żeby "zasłodzić" czytelniczkę przynajmniej poprzez okładkę, skoro autorka uwzięła się by opisać realistycznie żywot wcale nie jednej takiej Ewy, ale setek kobiet, które w imię dobra rodziny coś poświęcają, a do tego nie mają skłonności narzekać czy też egzekwować prawa do zaspakajania własnych potrzeb. Czasem bardzo łatwo zagalopować się w ogarnianiu rzeczywistości domowej kosztem samej siebie. Trzeba jakiegoś impulsu by przeorganizować to, co do tej pory tkwiło na głowie, czyli barkach żony, by i ten mężczyzna partycypował w obowiązkach i najtrudniejszych chwilach. A wracając jeszcze do okładki, która oczywiście przekłamuje co do zawartości, jaką możemy ujrzeć wewnątrz, to była ona czynnikiem, który odpychał mnie od zapoznania się z treścią. To tak, jakbym wyśmienitą czekoladkę zapakowała w szary papier, a krówkę w pozłotko. I na początku tylko czekałam, aż bohaterzy zaczną przeżywać słodkie chwile, będzie mdło, aż nie naturalnie, a tu okazało się, że dosięgła mnie bogata szara rzeczywistość. Oto kolejna książka, która przekonuje mnie do autorki, jak i rynku księgarskiego, gdzie nie muszą pojawiać się powielane historyjki snute na temat rozkosznie przeżywanych chwil pośród nagromadzonych katastrof spadających jedna za drugą na jedną bohaterkę/rodzinę. Nie ma potrzeby by polskie autorki budziły do życia sztuczne sytuacje, powoływały się kolejny raz na te same motywy, żeby tylko odegrać przed czytelnikiem niebywałe dramaty. Można prościej i przede wszystkim prawdziwie oddać sytuacje i emocje bohaterów.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na78 lat temu

Cytaty z książki Zapomnij patrząc na słońce

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zapomnij patrząc na słońce