Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy

Okładka książki Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy autora Wolf Kielich, 9788377478189
Okładka książki Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy
Wolf Kielich Wydawnictwo: W.A.B. Seria: Fortuna i fatum biografia, autobiografia, pamiętnik
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Seria:
Fortuna i fatum
Tytuł oryginału:
Vrouwen op avontuur; Vrouwen op ontdekkingsreis
Data wydania:
2013-01-23
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-23
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377478189
Tłumacz:
Małgorzata Woźniak-Diederen
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy



książek na półce przeczytane 837 napisanych opinii 605

Oceny książki Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy

Średnia ocen
7,3 / 10
177 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy

avatar
299
11

Na półkach:

Książka godna uwagi, nietuzinkowe kobiety, każda z nich swoim życiem stworzyła barwną opowieść. Wszystko dzięki determinacji i sile, która prowadziła w nieznane, na przekór ówczesnym społecznym oczekiwaniom wobec kobiet. Gorąco polecam

Książka godna uwagi, nietuzinkowe kobiety, każda z nich swoim życiem stworzyła barwną opowieść. Wszystko dzięki determinacji i sile, która prowadziła w nieznane, na przekór ówczesnym społecznym oczekiwaniom wobec kobiet. Gorąco polecam

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
404
237

Na półkach:

Ta książka przywraca pamięć o podróżniczkach, które potrafiły przełamać stereotyp kobiety XIX wieku i na przekór konwenansom i opinii innych spełniać swoje marzenia o podróżach. Historie przestawionych kobiet są niezwykłe, bardzo odmienne od tych spisanych przez mężczyzn. Częścią bohaterek kierowała potrzeba zrobienia czegoś dobrego, inne po prostu realizowały swoje pasje ale wszystkie musiały same finansować swoje przedsięwzięcia, pokonać wiele przeciwności, były długo i uparcie lekceważone przez męski świat.
To bardzo potrzebna książka ALE: brakuje mi źródeł i przypisów (tych jest bardzo mało). Ciężko ocenić wiarygodność historii bez osobistych poszukiwań większej ilości materiałów (a w jednym miejscu z przypisu tłumaczki jasno wynika, że autor poszedł na skróty i całość oparł na dzienniku swojej bohaterki, który zawiera przekłamania i nie zostały one zweryfikowane - brawa dla tłumaczki za czujność). Kolejnym moim zarzutem jest to, że każdy rozdział jest samodzielnym bytem, opisuje na ogół jedną z bohaterek i nie koresponduje z innymi rozdziałami. Zdarza się wręcz, że fakty podane w jednym z rozdziałów przeczą tym z kolejnego (np. informacje dotyczące stanu cywilnego Florence Baker w trakcie pobytu w Afryce).
Pomimo wspomnianych wad warto poznać historie tych kobiet, przekonać się jak postępowe i nowoczesne poglądy wiele z nich reprezentowało.

Ta książka przywraca pamięć o podróżniczkach, które potrafiły przełamać stereotyp kobiety XIX wieku i na przekór konwenansom i opinii innych spełniać swoje marzenia o podróżach. Historie przestawionych kobiet są niezwykłe, bardzo odmienne od tych spisanych przez mężczyzn. Częścią bohaterek kierowała potrzeba zrobienia czegoś dobrego, inne po prostu realizowały swoje pasje...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1117
571

Na półkach:

Dziewiętnastowieczne kobiety, w odróżnieniu od krwiożerczych mężczyzn nie odkrywały nowych terenów by narzucać władzę lecz by poznawać, pomagać, odkrywać, chronić. Fascynująca monografia. Zwłaszcza zadziwiła mnie pani podróżująca by poszerzać swoją przebogatą kolekcję motyli. Pionierka entomologii. Szacun !

Dziewiętnastowieczne kobiety, w odróżnieniu od krwiożerczych mężczyzn nie odkrywały nowych terenów by narzucać władzę lecz by poznawać, pomagać, odkrywać, chronić. Fascynująca monografia. Zwłaszcza zadziwiła mnie pani podróżująca by poszerzać swoją przebogatą kolekcję motyli. Pionierka entomologii. Szacun !

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

590 użytkowników ma tytuł Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy na półkach głównych
  • 346
  • 229
  • 15
126 użytkowników ma tytuł Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy na półkach dodatkowych
  • 78
  • 13
  • 10
  • 8
  • 7
  • 5
  • 5

Tagi i tematy do książki Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi Magdalena Skopek
Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi
Magdalena Skopek
„W przekrojonym na pół, leżącym na trawie wypatroszonym zwierzęciu krew zbiera się jak w wielkiej wazie. To takie nienieckie 'wino'.” Brutalne? Nie dla nich, nie dla Nieńców - mieszkańców północnej Syberii. „Dobra krew” to fascynująca relacja z podróży Magdaleny Skopek. Autorka zdecydowała się spędzić kilka miesięcy w jednym z najbardziej surowych rejonów świata – tundrze jamalskiej. To osobisty dziennik konfrontacji z ekstremalnymi warunkami, odmienną kulturą i samą sobą. Autorka nie jest jedynie obserwatorką – zamieszkuje czum (tradycyjny namiot),uczy się języka, je surowe mięso i walczy zarówno z mrozem, wiatrem, jak i z komarami. Jej relacja jest pełna szczegółów, które wciągają czytelnika w egzotyczny świat, ale też zmuszają do refleksji nad tym, czym jest cywilizacja, przetrwanie i człowieczeństwo. Autorka pokazuje prawdziwe życie na tundrze, jego brutalność, surowe prawa natury, ale też niezwykłą gościnność i duchowość Nieńców. „Dobra krew” to również opowieść o zanikającej kulturze, o świecie, który znika pod naporem cywilizacji i zmian klimatycznych. Polecam 😊 „A ja myślę o wielkich ekspedycjach: wyprawy dorosłych, silnych mężczyzn, przygotowania, treningi, oprawa medialna. Śmieszne to trochę. Te największe wyczyny zdarzają się gdzieś z boku, bez kamer, sponsorów i widzów, jakby przypadkiem.” ​
Edyta Kyzioł - awatar Edyta Kyzioł
ocenił na811 miesięcy temu
Dom żółwia. Zanzibar Małgorzata Szejnert
Dom żółwia. Zanzibar
Małgorzata Szejnert
(2011) Ludzie i domy Zanzibaru. Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*. Przypomina duże nazwiska, które zapisały się w historii Afryki i świata, a jednocześnie ratuje od zapomnienia te mniejsze, żywe już pośród nielicznych, głównie podstarzałych krewnych, sąsiadów i lokalnych specjalistów. Przeplatają się wzajemnie, niekiedy w swych losach oddalając terytorialnie od tytułowej wyspy, zwłaszcza na początku książki (ze Stanleyem zawędrujemy aż do Konga, z Livingstone’em będziemy podróżować wzdłuż Zambezi). Dopiero od krwawej rewolucji roku ‘64, bardziej zdecydowanie trzymamy się Zanzibaru, i tok wydarzeń sprawia wrażenie istotniejszego niż losy poszczególnych bohaterów. Typowo reporterski patent opowieści o historii i przemianach politycznych poprzez skupienie na losach wybranych bohaterów, z różnych warstw społecznych, nie został tu w pełni prawidłowo wykorzystany, bo autorka skupią się również na żywotach prowadzonych poza Zanzibarem, z marginalnym związkiem z samą wyspą, w których włości sułtana znikają daleko za horyzontem... Butny Stanley i dr Livingstone to ciekawe postacie, ale pod kątem konstrukcyjnym, autorka poświęca im zbyt wiele miejsca – tak jakby była to książka na inny temat (o początkach europejskiej kolonizacji i zapełnianiu ostatnich białych plam, w środkowej i wschodniej Afryce). Opowieść rozpoczyna się stosunkowo późno, kiedy Zanzibar jest już terytorium zależnym od Omanu (tj. po 1698 r.),a kończy w roku 2010 (jak można się domyślać, w czasie ostatniej wizyty reporterki). Brakuje wprowadzenia historycznego**, kilku zdań na temat pierwotnych mieszkańców, perskiej i arabskiej kolonizacji***. Wystarczyłaby jedna strona, albo dłuższe zdanie. ______________________ * Ośrodkiem handlu niewolnikami, skąd płynęli dalej do krajów arabskich, lub trafiali na lokalne plantacje goździków. ** Krótka historia Zanzibaru: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(autonomia)#cite_note-PWN-1; https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(wyspa) *** Gdyby tego nie pominięto, nazwa Partii Afroszyrazyjskiej (Afro-Shirazi Party),która nieprzypadkowo zawiera w sobie znajomo brzmiącą nazwę perskiego miasta, byłaby bardziej zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. (Odwołanie do perskiego osadnictwa pojawia się tylko raz, przy okazji opisu ruin, identyfikowanych jako pozostałość po ludności irańskiej). Skoro ruch polityczny obrał sobie taką nazwę, musi się to w jakiś sposób przekładać na autoidentyfikację części czarnych Zanzibarczyków, być elementem pewnej narracji tożsamościowej, a zatem czymś istotnym, o czym warto by napisać. Niestety temat jest niepodjęty. „The Afro-Shirazi Party (ASP) was an African nationalist and socialist Zanzibari political party formed between the mostly Shirazi Shiraz Party and the mostly African Afro Party” (https://en.wikipedia.org/wiki/Afro-Shirazi_Party). O Szirazyjczykach (Mbwera): „Modern academics reject the authenticity of the primarily Iranian origin claim, although recent genetic evidence points towards noticeable Iranian admixture. They point to the relative rarity of Iranian customs and speech, lack of documentary evidence of Shia Islam in the Muslim literature on the Swahili Coast, and instead a historic abundance of Sunni Arab-related evidence. The documentary evidence, like the archaeological, »for early Persian settlement is likewise completely lacking«”(https://en.wikipedia.org/wiki/Shirazi_people). • Językowo: 8/10 – czyta się naprawdę dobrze. Pod kątem informacyjnym: 7/10 – ciekawa. W oparciu o lekturę, można zyskać podstawy niezbędne do zrozumienia lokalnej historii i powiązania z procederem niewolnictwa (nawet pomimo braków, przemilczenia okresu sprzed arabskiej kolonizacji, oraz tego, jak ta przebiegała na przestrzeni stuleci). Napisanie książki wymagało zapoznania się z dużą ilością materiałów, odbyciem wielu rozmów, a liczne przypisy sugerują skrupulatność i rzetelne podejście. (W materiale promocyjnym wydawnictwa Znak z 2011, autorka wspomina, że kilka lat przed podjęciem tematu nie widziała nawet gdzie leży Zanzibar [https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns]. Pisząc tę książkę nadrobiła zaległości z nawiązką). Konstrukcyjnie, patrząc na tekst pod względem obranej koncepcji: 5/10 – młodszemu reporterowi, bez wyrobionego nazwiska, raczej zwrócono by uwagę odnośnie zaburzonych proporcji, odejścia od tematu i pominięcia istotnego wprowadzenia historycznego. Summa summarum: 6.5 lub naciągane 7/10. Warto przeczytać (jeśli skupiamy się na walorze informacyjnym – ten jest wysoki, nawet pomimo pewnych luk; natomiast konstrukcyjnie to i owo poszło źle, wymknęło się spod kontroli, i nie jest to dobry wzór dla adeptów sztuki reportażu). • Małgorzata Szejnert*: „Podczas pierwszego nurkowania [u wybrzeży Zanzibaru], spotkałam, na głębokości mniej więcej dwudziestu metrów, dwa ogromne żółwie zielone. […] To było tak cudowne, te-te żółwie, które się poruszały jak bańki mydlane... […] żółw zielony, może złożyć jaja, tylko tam gdzie przyszedł na świat. […] I zdałam sobie sprawę, że te żółwie – jeżeli to były żółwice – które widziałam, w wodzie, to one nie mają przed sobą wielkiej szansy złożenia jaj na Zanzibarze, dlatego że, cała plaża – jest pełna ludzi, że… zabudowuje się hotelami, te hotele są otoczone murami, i właściwe jest niewielka szansa, że jeżeli żółwica przyszła tu na świat, to będzie mogła w tym miejscu złożyć jaja […]. […] zaczęłam więcej myśleć o powierzchni Zanzibaru, niż o tym co jest w wodzie. I, pojechałam przede wszystkim obejrzeć ten Zanzibar. […] Pojechałam do stolicy Zanzibaru […] i zobaczyłam tam, zdumiewające rzeczy. Zobaczyłam, stare pałace posułtańskie, zobaczyłam dom z którego Livingstone wyruszał w jedną ze swoich wypraw, i inny dom w którym złożono jego zwłoki, jak…. umarł w Afryce i trzeba go było przewieźć je do Anglii. Zobaczyłam, miejsca w których kupował koraliki Stanley […]. Zobaczyłam miejsce po dawnym targu niewolników, gdzie zbudowano katedrę anglikańską. Zobaczyłam stary letni pałac w którym wychowała się księżniczka Salme, która potem uciekła do Europy ze swoim niemieckim... kochankiem a potem mężem […]. Zobaczyłam… wielki gmach, w którym urzędował jako [francuski] konsul, w XIX wieku, polski poeta romantyczny Henryk Jabłoński. I zdałam sobie sprawę, że Zanzibar jest miejscem niezwykle ważnym dla świata. O którym my właściwe, no ja w każdym razie, prawie nic nie wiedziałam. […] Pracowałam dwa lata nad tym. Byłam trzy razy na Zanzibarze. […] I książce dałam tytuł Dom żółwia. Dlaczego Dom żółwia? Dlatego, że… przejęłam się bardzo bezdomnością tego żółwia. I zdałam se sprawę, że ta bezdomność jest… niezwykle symboliczna dla całego Zanzibaru. To była bezdomność niewolników. To była później bezdomność elit arabskich które zostały podczas rewolucji przegnane z Zanzibaru. To jest dzisiejsza bezdomność ludzi z wiosek, które są wypychane przez przemysł turystyczny. Czy ci ludzie są wypychani z tych wiosek, wioski są spychane, przez wielkie hotele, przez jakieś korporacje międzynarodowe prowadzące ten… także tak się stało, że podczas pierwszego nurkowania złowiłam temat, który […] zyskał efekt w postaci tej książki”**. _______________________ * W roku, w którym książka poszła do druku, autorka miała 75 lat. ** Małgorzata Szejnert o Zanzibarze i swojej książce "Dom żółwia" [2011] https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns (spisywane ze słuchu) • ‘64: MORD ZAŁOŻYCIELSKI CZARNEGO ZANZIBARU „– Czy wiadomo, gdzie znajdują się groby? – Nie, i nikt nie dociekał. To jest Afryka” (str. 329). „Masakra Arabów na Zanzibarze – masowe egzekucje, gwałty i tortury ludności arabskiej dokonane przez bojówki Partii Afroszyrazyjskiej i Umma oraz lokalną czarnoskórą ludność podczas rewolucji na Zanzibarze w styczniu 1964 roku. Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 13–20 tys. Arabów, a tysiące kolejnych zostało wygnanych do Omanu. Zdaniem niektórych naukowców, działania te nosiły znamię ludobójstwa [przepraszam, tu są jakieś wątpliwości?]. […] W efekcie zamordowano tysiące nieuzbrojonych arabskich cywilów. Wiele hinduskich sklepów zostało splądrowanych i spalonych, a niektórzy Hindusi (element miejscowej elity handlowej) zostali zabici. Majątki Arabów zostały wywłaszczone. Po ukierunkowanej rzezi tysiące kolejnych umieszczono w obozach, a później przymusowo deportowano do Omanu. Niszczone było również kojarzone z Arabami islamskie dziedzictwo Zanzibaru. Większość arabskich rękopisów znajdujących się w Archiwach Narodowych Zanzibaru została zniszczona. Na ulicach symbolicznie palono Korany, mimo że 98 procent populacji Zanzibaru stanowili muzułmanie. Zabijanie arabskich cywilów i grzebanie ich zwłok w masowych grobach zostały udokumentowane przez włoską ekipę realizującą w helikopterze sceny do dokumentu Africa Addio, a ta sekwencja filmu jest jedynym znanym, wizualnym udokumentowaniem zbrodni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_Arab%C3%B3w_na_Zanzibarze). To mogłoby być w jakimś stopniu zrozumiałe, i jednocześnie spodziewane w latach ucisku, jeszcze 150-200 lat temu, w ramach spontanicznego zrywu, w odpowiedzi na realną potrzebę wolności, dramatyczne warunki życia, brak perspektyw... w ramach realnej walki o przeżycie. Ale po zniesieniu niewolnictwa? Tuż po ogłoszeniu niepodległości? Przy proporcjach społecznych w których czarni mają miażdżącą większość i mogą sparaliżować wyspę podczas zwykłego protestu? (Co zrobił PRL po tej czystce etnicznej? Nawiązał relacje dyplomatyczne z czarnym reżimem. Ręce opadają). • To co uderza odbiorcę podczas lektury, to znajomy model historyczny, typowy dla praktycznie całej postkolonialnej Afryki. Biali usuwają się w cień, przekazują władzę autochtonom – a ci rozpoczynają bratobójcze walki lub krwawe czystki etniczne. Jak u Orwella w Folwarku zwierzęcym, następuje zamiana miejsc: samozwańczy oswobodziciele stają się kastą pasożytniczą która wprowadza zamordyzm, usuwa jednostki niewygodne, piętnuje je lub brutalnie spycha na margines – w nędzę i zapomnienie; kwitnie korupcja, nepotyzm, układy i układziki. Zamiast sukcesu gospodarczego, jest głód i klepanie biedy. Fundamentalizm religijny nie pomaga, podobnie jak kompletny brak sensownej kontroli narodzin i nieprzemyślana, źle realizowana edukacja publiczna. Zapewne byłoby dla Zanzibaru lepiej, gdyby pozostał sułtanatem związanym z Wielką Brytanią. Gdyby stopniowo dochodził do pełnej demokratyzacji, zaczynając od wprowadzenia powszechnej, darmowej i obowiązkowej edukacji. Wykształcenia wielopokoleniowych, czarnych elit, lokalnych specjalistów i świeckich społeczników, sensownego zagospodarowania zajmowanej przestrzeni, zbudowania sieci trwałych połączeń gospodarczych, i wejścia w rolę pomostu między Afryką a światem islamu. Lokalna ludność i potomkowie niewolników nie ulegli arabizacji, nie pochłonęło ich muzułmańskie dziedzictwo, a jednocześnie, paradoksalnie – zachłysnęli się islamem. I dziś, ze szkodą dla siebie, swoich matek, żon, córek i sióstr, tworzą jedną z bardziej konserwatywnych, zacofanych społeczności. _______________________ * Nawet dziś, to co jest tam architektonicznie i kulturowo najatrakcyjniejsze, to pozostałości po potomkach przybyszy z Omanu i Brytyjczykach, stawiających budynki w stylistyce muzułmańskiej. • UWAGI (wyd. 2011): str. 19 – „siódmego – ósmego” (siódmego-ósmego); str. 27 – wówczas jeszcze nie indonezyjskich, Indonezja powstanie po II wojnie światowej; str. 62 – ta ozdoba (widoczna na sąsiedniej stronie) nie wygląda jak korona, to raczej splot roślinny; str. 66 – to nie ściana, ale rozwijane tło (sugeruje to specyfika pracy w zakładzie fotograficznym, oraz lewa strona zdjęcia); str. 70 – przesiedział się (przesiedział sobie?); str. 73 – po co pada tu bezsensowna uwaga o naturze śmierci, zdanie powinno się kończyć po słowach „potwierdza tę teorię”; str. 76 – Anglika (Szkota); str. 84-85 – na fotografii widzimy słupek do cumowania, to sugeruje że patrzymy na nadbrzeże, a być może pokład jednostki, nie wnętrze pokoju, w tle jest olinowanie (na str. 374, w spisie fotografii, czytamy, że mężczyzna znajduje się na pokładzie statku Malwa!); str. 100 – Anglikiem (Brytyjczykiem/Walijczykiem); str. 113 – Arabia Saudyjska powstała dziesięć lat po śmierci Kirka; str. 168 – „Stolica Zanzibaru, Zanzibar, leży, jak wiemy, na wschodnim brzegu wyspy Ungui” – miasto znajduje na zachodnim brzegu, po drugiej stronie cieśniny jest kontynent; str. 173 – Zambii (Rodezji Północnej); str. 181 – „[…] dzieci od trzech różnych żon” (...z trzech różnych żony?); str. 199 – „Boże, zbaw Królową”, tj. God Save the Queen, Boże, chroń Królową – „zbawić” to wg słownikowej definicji „ocalić, uratować, odkupić (od potępienia wiecznego)” (https://sjp.pl/zbawić) i w tym trzecim rozumieniu używa się go najpowszechniej, „save” to najczęściej zachować, zapisać, uratować; str. 210 – nie pochodzący (niepochodzący); str. 208 – przez (przed); str. 314 – niewielką-niewielki (brzydkie powtórzenie); str. 333 – kontynuacja wypowiedzi Matyldy od kolejnego myślnika (nawet jeśli są to osobne całości, nie ma powodu by nie skleić ich w jedną). Wszystkie przypisy, umieszczone na końcu książki, oznaczone są w tekście gwiazdkami (nie numerkami) – co za idiotyczny pomysł?
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na69 miesięcy temu
Przejrzeć Anglików. Ukryte zasady angielskiego zachowania Kate Fox
Przejrzeć Anglików. Ukryte zasady angielskiego zachowania
Kate Fox
Dla miłośniczki Monty Pythonów i wielbicielki Agaty Christie, ta książka to prawdziwa perełka. Autorka – antropolog społeczna, w bardzo humorystyczny sposób usiłowała wycisnąć jak cytrynę samą esencję „angielskości”. I chyba jej się całkiem udało. Temat po temacie przechodzimy przez kolejne kręgi piekieł, jakimi są dla Anglika: praca, zabawa, podróże, wizyty w pubach, wreszcie – kontakty społeczne; właściwie wszystko, co uniemożliwia Anglikowi bycia we własnym domu, wyłącznie we własnym towarzystwie.. Według Fox, typowy Anglik jest pełen rezerwy i podszyty społeczną fobią, co z jednej strony czyni go pełnym zasad i bardzo uprzejmym człowiekiem, a z drugiej – może objawiać się skrajnym chuligaństwem i piciem alkoholu do nieprzytomności (ach te angielskie wycieczki do Krakowa…!). Wszystko dla uciszenia wrodzonej rezerwy i przełamania barier. Mnóstwo cech Anglików wynika, według autorki z ich fascynacji „klasą” i ciągłej żądzy wspinania się po drabinie społecznej. Towarzyszy tym żądzom lekkie zażenowanie i ogromna hipokryzja – stąd specyficzne, podszyte autoironią i sarkazmem poczucie humoru, stąd nieskończone „sorry”, wtrącane w niemal każde zdanie, stąd hiper-uprzejmość, udawana skromność, podkreślanie bycia „fair”, leciutkie (oczywiście perfekcyjnie udawane) lekceważenie własnych osiągnięć i sukcesów. Oznaki przynależności do danej klasy społecznej niekoniecznie wiążą się ze statusem majątkowym ale wyrażają w tysiącach drobnych, subtelnych zachowań, upodobań, sposobów spędzania wolnego czasu, wyboru drinków, ubrań, używania specyficznych słów. Nawet test zielonego groszku wymyślili, ha! Nie mam niestety dobrych wiadomości dla naszej znanej w Polsce Hiacynty – Kubeł – Żakiet – Bukiet; ta biedaczka jeszcze bardzo długo będzie się wspinała w stronę niedosiężnej klasy wyższej i pewnie nie dotrze tam nigdy. A najbardziej spodobał mi się tekst, praktycznie podsumowujący wszystkie najważniejsze cechy angielskiego dżentelmena – Anglik, który stoi w kolejce robi praktycznie wszystko, czego się można po nim spodziewać – pilnuje swojego nosa, żyje i daje żyć innym, nie przepycha się, więc daje innym równe szanse, gra fair, czeka cierpliwie, więc spełnia swój obowiązek wobec innych – spoko gość! Kochajmy Anglików i ich dziwactwa!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na72 lata temu
Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu: Szlakiem Wielkiego bazaru kolejowego Paul Theroux
Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu: Szlakiem Wielkiego bazaru kolejowego
Paul Theroux
Xiążki o podróżowaniu mówią nie tylko o podróży ale i podróżniku. Czego, więc możemy się dowiedzieć z "Pociągu widmo..." o Theroux? Ten, kto już czytał jego reportaże z podróży nie dowie się niczego nowego. Theroux to nadal ten sam mizogin, nadęty bufon, zapatrzony w siebie egocentryk i klasyczny amerykański ignorant. Wypomina Rumunom, że nie obalili komunizmu a sam spoliczkowany przez burdelmamę ucieka z podkulonym ogonem. Siedzi cicho i słucha bzdur jakiegoś nawiedzonego muzułmańskiego starca bo boi się popsuć atmosferę w pociągu. Porównuje amerykańskich żołnierzy z terrorystami z Al Kaidy albo komisję senatora McCarthy'ego ze stalinowskim terrorem Berii. Cieszy się, że komunistyczny Wietnam pokonał USA i dzięki temu teraz ludzie tam mają pracę i mogą najeść się do syta, ale nie przeszkadza mu, że tą pracą jest prostytucja i sutenerstwo. I nie zastanawia się dlaczego wszyscy oni chcą wyjechać do USA? Ta podróż jest z założenia powtórką odbytej w połowie lat 70-tych. Przy tej okazji Theroux przyznaje się, że wówczas mało wiedział o świecie, np. o zbrodniach Czerwonych Khmerów w Kambodży. Wydaje mi się, że podczas tej podróży też niewiele wie. Albo użala się nad sobą, że w trakcie tamtej wyprawy on tęsknił za żoną a ona nie zrobiła nic aby uratować ich związek. A co on zrobił? Wyjechał w kilkumiesięczną podróż zostawiając ją z małymi dziećmi. Żyje w przekonaniu, że jest ideałem a potem dziwi się, że inni go nie lubią bo jest arogancki, jak wtedy gdy dowiaduje się o tym jak zapamiętali go studenci z Singapuru. No, i z polskiej perspektywy, prawdziwa perełka: wyjeżdżając z Białorusi, w Terespolu zaczęły się Niemcy... Skąd, więc tak wysoka ocena? Bo xiążkę czyta się świetnie, jeśli uda się nie koncentrować na autorze ale na opisywanej przezeń otaczającej go rzeczywistości. A poza tym zazdroszczę Theroux, że może sobie pozwolić aby przez kilka miesięcy nieśpiesznie okrążyć połowę świata.
The_Core - awatar The_Core
ocenił na81 rok temu
Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji Anna Ikeda
Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji
Anna Ikeda
Anna Ikeda – Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji Japonia to kraj, który jest pierwszy na liście tych, które bardzo chciałabym odwiedzić. Dlatego też z ogromną przyjemnością sięgam po reportaże o kraju kwitnącej wiśni. Tym razem jednak trafiłam na książkę, zupełnie inną od dotychczas przeze mnie czytanych. „Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji” to tak naprawdę zbiór różnych wydarzeń z życia autorki oraz jej przemyśleń dotyczących kulturowej odmienności, codziennego życia, wierzeń Japończyków itp. Przybliża ona czytelnikom swoją codzienność i bez owijania w bawełnę mówi o tym, co jej się nie podoba w kraju, w którym przyszło jej żyć. Aspekty, które opisuje jak np. brak ogrzewania, trudności ze znalezieniem pracy, kąpiel oszczędzająca wodę, japońskie przedszkola oraz praca w nich i wiele innych, są przybliżone czytelnikowi w sposób łatwy, lekki i wartki, przez co książkę tę czyta się szybko i przyjemnie. Liczne anegdoty z życia autorki przeplata ona z ciekawostkami z historii i kultury Japonii. Całość natomiast pięknie uzupełniają własnoręcznie zrobione fotografie. Książkę czytało mi się bardzo dobrze i spodobało mi się to, że autorka jest szczera z odbiorcami i opisuje otaczającą ją rzeczywistość bez upiększania. Ukazuje prawdziwą Japonię i Japończyków, którzy mogą szokować Europejczyków swoim podejściem do życia oraz poglądami np. na temat przyjezdnych. „Życie jak w Tochigi” to wyjątkowa książka, która daleka jest od stereotypów i mitów. Styl autorki może być odebrany jednak dwojako. Była to książka, którą omawiałam na prowadzonym przeze mnie Dyskusyjnym Klubie Książki i zdecydowanie podzieliła ona uczestników spotkania. Styl, przeze mnie odbierany jako lekki i przyjemny, dla niektórych był infantylny, czepialski i pozbawiony konkretów. Uważam, że jest to świetna historia dla osób, które szukają innego podejścia do reportażu, coś na zasadzie bloga opisującego codzienne życie w danym kraju. Jednocześnie jest to książka wartościowa pod względem merytorycznym, gdyż mimo licznych anegdot poznać można Japonię od zupełnie innej strony.
biblioteczny_mol - awatar biblioteczny_mol
ocenił na95 miesięcy temu
Zakazane wrota Tiziano Terzani
Zakazane wrota
Tiziano Terzani
(1984) [La porta proibita] ChRL w pierwszej połowie lat 80. pod sterami Deng Xiaopinga (1904-1997),reformatora i twórcy dzisiejszego sukcesu Chin*. „[…] wszystko co dzieje się tam dzisiaj i wydarzy jutro, ma swoje korzenie w latach [80.] kiedy to mnie samemu i bardzo nielicznej grupie innych zagranicznych dziennikarzy dane było mieszkać wśród Chińczyków” (str. 8, ze wstępu do wznowienia z roku ‘98). „Opisywałem w tamtych latach kraj zawieszony między starym a nowym, coraz bardziej niepewny swoich korzeni kulturalnych, podobny do olbrzymiej, niesionej prądem tratwy, obciążonej balastem w postaci trupa – trupa [przewodniczącego] Mao [1893-1976]. Jeszcze dzisiaj jest tam tak, a nawet gorzej: niepoddany nigdzie prawdziwemu sądowi historii, Mao ciąży nadal nad duszą Chin w swoim mauzoleum, które otaczają obecnie coraz ciaśniej sklepiki z pamiątkami” (str. 9, ibid.) Tiziano Terzani (1938-2004) opowiada o okresie przejściowym, w którym przeciętny Chińczyk wciąż jeszcze klepie biedę, ale żyje już w kraju stwarzającym nowe perspektywy. Aby wyjaśnić rzeczywistość zastaną – a także z uwagi na niemożność swobodnego gromadzenia materiału, nieskrępowanego prowadzenia rozmów – dużo miejsca poświęca dekadom poprzedzającym okres swojego pobytu. Pisze o modernizacji Pekinu, realizowanej ze szkodą dla jego zabytkowej tkanki i tradycyjnego charakteru; chińskiej kolonizacji Wschodniego Turkiestanu**; Mandżurii jako podupadającym zapleczu przemysłowym ChRL; narodowej pasji do hodowli świerszczy i ptactwa (odradzającej się po latach potępienia); Szantungu w kontekście wydarzeń najnowszych – quasi-kapitalistycznej parcelacji ziem oraz gromadzeniu okruchów przeszłości, ocalałych z obłędu rewolucji kulturalnej (1966-76),o niemieckiej kolonii Tsingtau (Qingdao)*** i rehabilitacji Konfucjusza; Tybetańskim Regionie Autonomicznym, odrębności Tybetańczyków i okupacji ich kraju zasiedlanego Hanami; o zrujnowanym klasztorze Szaolin i powracającym do łask kung-fu; polityce jednego dziecka i kontroli urodzin; chińskiej szkole z perspektywy własnej córki i syna****; specjalnej strefie ekonomicznej Shenzen i wolnorynkowym Kantonie; nowych porządkach w Kaszgarii (ciąg dalszy dramatu Ujgurów); kampanii przeciwko przestępczości – publicznym egzekucjom; grom politycznym Deng Xiaopinga – kampanii przeciwko wypaczeniom duchowym; zaaresztowaniu i wydalenie z ChRL. Typowy reportaż opisuje szerszy kontekst poprzez historie poszczególnych bohaterów opowiadających o otaczającej rzeczywistości. Tu tego zabrakło – można się domyślać, że z uwagi na barierę językową i deklarowany brak swobody działania. Autor wprowadza indywidualne głosy, ale żaden z nich nie towarzyszy nam zbyt długo, a treści mają charakter bardziej ogólny niż pogłębiony, sygnalizując istotne zagadnienia bez pełniejszego omówienia. Czytelnik szerzej zaznajomiony z historią ChRL, sięgający po książkę celem pogłębienia wiedzy o sytuacji lat 80., zainteresowany świadectwem przeciętnych Chińczyków, przedstawicieli mniejszości czy kolegów po fachu reportera – będzie zawiedziony. Terzani pisał z intencją uchylenia tytułowych zakazanych wrót. Kierował swoje reportaże do szerszego grona czytelników, nie sinofilów. Z tego co czytamy, wynika, że przynajmniej część była pierwotnie publikowana w prasie. Każdy stanowi odrębną całość, i jako taki spełnia swoją rolę, nie jest to jednak opowieść o życiu Denga Tiannuo*****, o codziennym zmaganiu z obcą rzeczywistością i zaskarbianiu sympatii. Literacko tekst wypada dobrze, choć za sprawą autora i tłumacza (Krzysztof Żaboklicki) znalazło się w nim kilka potknięć merytorycznych wymagających sprostowania (naciągane 7/10). __________________________ * Reformy Denga, wzorującego się na gospodarkach Hongkongu, Singapuru, Tajwanu i Makau, przekształciły Chiny w fabrykę świata, i przy zachowaniu władz reżimu, zaprowadziły morderczy kapitalizm. Dziś Chiny nie tylko produkują i kopiują zachodnie technologie, ale coraz sprawniej tworzą własne, budując nowe, silne marki o znaczeniu globalnym (elektronika, samochody). (Przy okazji przodują w inwigilacji, i podtrzymują aparat cenzury). Pragmatyczny Deng miał powiedzieć: „Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały, ważne, aby łowił myszy” i tym samym wyrazić aprobatę dla modelu wolnorynkowego. Dziś inwigilacja Chińczyków jest bardziej subtelna, i o ile przeciętny Wang, Li czy Zhang są oni skupieni na konsumpcji i nie dążą do obalenia reżimu, ograniczając się do krytyki władzy lokalnej, mogą żyć na poziomie zachodnim i spać spokojnie. To samo tyczy się terenów okupowanych, Tybetu i Ujgurii, kolonizowanych przez Chińczyków Han, na które świat machnął ręką, bo bardziej liczą kontakty handlowe. PRZYPIS DO PRZYPISU: 76,8% Singapurczyków to Chińczycy. Dla 35% mieszkańców Singapuru ojczystym jest mandaryński, dla 11% hokkien, dla 5,7% kantoński, a dla 1,8% inne języki chińskie – prawie 48% deklaruje angielski jako główny język komunikacji (spis powszechny z 2000, https://pl.wikipedia.org/wiki/Singapur). Z perspektywy Denga Singapur był kolejnym, chińskim miastem. Informacja o tym, że zrehabilitowany Deng miał konkretne rozwiązania pod nosem, i zdecydował się odtworzyć w większej skali, pierw na wybrzeżu a potem w reszcie kraju, jest w książę pominięta. Podobnie jak domniemany cytat o umaszczeniu kota. ** Mongolska Dżungaria i turkijska Kotlina Tarymska (Ujguristan, Ujguria). *** Cesarstwo Niemieckie gospodarowało w Szantungu krótko, w latach 1897-1914, ale to Niemcy postawili stoi tam do dziś. Wpisuje się to w narodowy stereotyp. **** W momencie publikacji, pojawiły się kontrowersje co do autorstwa, i chyba nie bezzasadne, bo już po pierwszej stronie pojawia się myśl, że Tiziano Terzani pisze go w imieniu swoich dzieci, na podstawie ich opowieści. Autor zapiera się jednak, że „[…] napisały go zupełnie same” (str. 345). Nawet jeśli tak było, to musiał przejść solidną ojcowską redakcję, bo dzieci w wielu lat 9 (córka) i 11 (syn) nie są tak biegłe językowo. ***** Włoski Reporter, rozpoczyna od informacji o przybraniu chińskiego imienia i nazwiska, co daje nadzieję na osobiście zaangażowaną opowieść w stylu Petera Hesslera. Nic z tego jednak nie wynika. • Jak wielu młodych Europejczyków z Zachodu, Terzani uległ urokowi Mao, ale do ChRL wjechał dopiero wtedy, kiedy tłusty przywódca kopnął w kalendarz, a stery przejął inny starzec, Deng Xiaoping. „Przybyłem w styczniu 1980 i pojąłem od razu, że rzeczywistość jest mniej piękna od marzeń. Przyjechałem szukać nowej kultury, jakoby zrodzonej z rewolucji, a znalazłem resztki starej, wspaniałej kultury, którą zdążono metodycznie zniszczyć” (str. 14). „[…] jeździłem wszędzie, dokąd tylko się dało, od zakątka Chin wysuniętego najbardziej na zachód, w prowincji Sinkiang, do ich leżącego najdalej na wschód krańca w prowincji Szantung, od Mandżurii na północy po tropikalną wyspę Hajnan na południu” (str. 14-15). Mimo wydarzenia opisanego w ostatnim rozdziale, udało mu się powrócić do Chin kilka lat później, akurat po to, by zrelacjonować wydarzenia na placu Tian’anmen (‘89). • Ciąg dalszy tej historii napisał Peter Hessler w książce Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach [Country Driving: A Journey Through China from Farm to Factory] (2010). Sporo ciekawych spostrzeżeń znajduje się również w jego wcześniejszym reportażu Kości wróżebne. Podróż po przeszłości i teraźniejszości Chin [Oracle Bones: A Journey Between China’s Past and Present] (2006). Dobrą lekturą, będzie również Prowadzący umarłych Liao Yiwu [The Corpse Walker: Real Life Stories: China from the Bottom Up] (2008). • Książka trafiła do księgarń w 1984, i pod wieloma względami przypomina Rok 1984 Orwella zmiksowany ze swojskimi bolączkami PRL-u. Dzisiejsi Chińczycy żyją w pełnym rozdwojeniu jaźni, w deklarowanym socjalizmie i faktycznym kapitalizmie. Stali się społeczeństwem hiperkonsumpcyjnym, komercjalizującym przeszłość i teraźniejszość. Reżim uległ modernizacji, jest subtelniejszy, a kontrola i cenzura przeszły do sfery cyfrowej. Z kraju biednego, Chiny awansowały do roli globalnego gracza o imperialnych ambicjach i twórcy nowych technologii. Reportaże Terzaniego dokumentują początki tego procesu. • ZAKAZANE WROTA „Próbowałem zamieszkać w zwykłym chińskim domu, w chińskiej dzielnicy, lecz okazało się to absolutnie niemożliwe. Cudzoziemcy mogą mieszkać tylko w granicach tak zwanej »dzielnicy dyplomatycznej«, której bramy są dzień i noc strzeżone przez uzbrojonych policjantów; funkcjonariusze ci rejestrują wszystkich wchodzących i wychodzących” (str. 15). „Podobnie jak w bajce o zaklętym zamku, w którym przybysz może robić wszystko, ale nie wolno mu otworzyć pewnych wrót, bo wpuści złe duchy, ja takich wrót nie mogłem nie otworzyć. No i oczywiście złe duchy się na mnie rzuciły. Po ponadczteroletnim pobycie w Chinach zaaresztowano mnie, przesłuchano i poddano całomiesięcznej reedukacji […]. […] Oskarżono mnie na koniec o niepopełnione przestępstwo i wydalono z granic państwa” (str. 17). Jest to też odwołanie do Zakazanego Miasta w Pekinie, kompleksu pałacowego dynastii Ming i Quing (str. 32). • UWAGI (wyd. II 2011, tłum. Krzysztof Żaboklicki, W.A.B.): Str. 84 – Terzani pisze, że pustynia Takla Makan była przez Mongołów nazywana Gobi, ale Takla Makan i Gobi to dwa różne obszary geograficzne (?). Str. 87 – „Kazachów o orlich nosach” – wprawdzie jest to naród językowo turecki, ale o fizjonomii rasy żółtej… taki kształt nosa nie jest typowy dla Kazachów; wspomina też „jasnowłosych chłopców Uzbeckich o wielkich, niezwykle zielonych oczach” – sytuacja identyczna jak powyżej, Uzbecy reprezentują typ mongoloidalny… przytaczany wygląd jest dosyć nietypowy (przydałoby się kilka słów wyjaśnienia). Str. 88 – „Xinjiang: »Nowe Terytoria«” – w polskim „Sinkiang/Sinciang” częściej tłumaczy się jako „nowe kresy” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Sinciang) lub „nowe pogranicze” (vide Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 151). Angielska Wikipedia dopuszcza oba warianty: „It can be translated as »new frontier« or »new territory«” (https://en.wikipedia.org/wiki/Xinjiang). Str. 93 – Mongolii (Mongolii Wewnętrznej). Str. 105 – Harbin jako „miniaturowa replika Moskwy” to gruba przesada. Str. 127 – dżipem? (x2, gazikiem?) Str. 194 – autor pomija istotną informację, administracyjne granice Tybetu w ramach ChRL są mniejsze niż Tybet historyczny, etniczny i kulturowy; to co pisze na str. 206, o Tybetańczykach rozproszonych w innych prowincjach, np. Syczuanie, zdaje się potwierdzać tę nieświadomość. „Region Amdo, Kham i pozostałe terytoria oddzielono od tego, co dziś składa się na TRA [Tybetański Region Autonomiczny] ChRL, włączono je do Qinghai, Gansu, Syczuanu i Yunnanu […]” (Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 205-206). Str. 196 – Tiziano Terzani pisze o telepatii jak o faktycznej, a nie domniemanej umiejętności (a przynajmniej tak to zaserwowano w tłumaczeniu). Str. 222 – Frankenstein, wł. potwór Frankensteina. Str. 226 – „[…] Li Xianniana, obecnego prezydenta Republiki […]” – ChRL nie ma prezydenta, funkcja jaką sprawował Li to przewodniczący (kiedyś, w jednym z polskich serwisów informacyjnych, bodajże w Faktach na TVN-ie, Xi Jinping był również podpisany jako prezydent). Str. 242 – autor pisze, że w każdym chińskim mieście jest plan Ludowy z portretem Mao, ale wcześniej, bodaj nawet dwukrotnie, wspomina że portret przewodniczącego ostał się tylko w Pekinie, na Bramie Niebiańskiego Spokoju… Str. 279 – chorągwi (fladze!); str. 281/283/286 – kierowniczka/kierowniczki (dyrektorka/dyrektorki?); str. 293 – „chorągiew angielska”, nie chorągiew, i nie angielska – brytyjska flaga (Union Jack); str. 294 – „kontynentem chińskim” [sic!] – chodzi o Chiny kontynentalne, tj. ChRL, stojące w opozycji wobec obszarów etnicznie chińskich, ale poza komunistyczną jurysdykcją, położonych na wyspach i półwyspach (Makau, Hongkong, Republika Chińska/Tajwan). Czy przeliczenia juanów na euro odzwierciedlają inflację? (Euro w formie wirtualnej wprowadzono w 1999, a w fizycznej w 2002, książka jest z 1984). Str. 45 – „,będzie” (źle postawiony przecinek); str. 68 – przedmioty-przedmioty; str. 87 – „szisz kebabu” (zgubiony przecinek); str. 149 – zbytnich ceremonii (tu: zbędnych ceregieli?); str. 175 – najświeższych egzekucjach (najbliższych/najnowszych?); str. 197 – informacja o braku dróg w Tybecie pada dwa razy na tej samej stronie (!); str. 250 – wybijające (wcierające); str. 312 – „[…] fryzjerzy wodzą po policzkach klientów lśniącymi brzytwami […]” (balwierze?); str. 315 – krainy Kaszgar (Kaszgarii) + państwa Kaszgar (Kaszgarii); str. 317 – krainy Kaszgar (Kaszgarii); str. 338 – przerwa przed przecinkiem.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na71 miesiąc temu
Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej John Gimlette
Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej
John Gimlette
Parafrazując mickiewiczowskie „Dziady cz. III” mógłbym zakrzyknąć: O Gujanie, dalibógże! mniej wiem niż o Chinach. :-) Istotnie, na tle innych państw Ameryki Południowej niewiele wiadomo o Gujanie, Surinamie oraz Gujanie Francuskiej. Ta część kontynentu w pełni zasługuje na miano Dzikiego Wybrzeża. Nasza przeciętna wiedza na temat tego zakątka świata sprowadza się zapewne do trzech tematów. W przypadku Gujany (Brytyjskiej) działalność „wielebnego Jonesa” oraz tragiczny los sekty „Świątynia Ludu” w dn. 18.11.1978 r. – opis tych wydarzeń sporządzony przez Autora jest naprawdę poruszający. Surinam: jako była kolonia holenderska, która odzyskała niepodległość dopiero w dn. 25.11.1975 r. wydaje się najspokojniejsza i jako taka stanowi kolebkę wielu światowej klasy holenderskich piłkarzy. Ale pod względem politycznym było (jest) to bardzo niespokojne państwo, zwłaszcza w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Wreszcie Gujana Francuska – dla młodszych czytelników miejsce, gdzie znajduje się „Europejskie Centrum Lotów Kosmicznych” i skąd wysyłana jest zdecydowana większość satelitów komercyjnych. Dla starszych z kolei – symbol jednego z najcięższych francuskich ośrodków więziennych umiejscowionych na Wyspach Diabelskich (zwanych paradoksalnie Iles de Salut),które zakończyły działalność w 1946 roku. Odbycie wyroku w bardzo ciężkich warunkach klimatycznych nie oznaczała powrotu do Francji, o nie…. Książka zaskoczyła mnie niezwykle plastycznym i barwnym językiem. Czytając kolejne strony dosłownie czułem jak w bardzo mroczne terytoria wkraczam, jak wiele miejsc oznaczonych jest ludzkim cierpieniem, jak nieprzychylna dla człowieka jest tutaj przyroda. A wszelkie dowody ludzkiej działalności są pochłaniane żarłocznie przez naturę. Czujemy, jak jest duszno i parno, jak nocą grają cykady, jak trzeba uważać na każdy krok i na każdą nieznaną roślinę. Losy kolonistów wszelkiej maści mieszają się z życiem niewolników oraz ludzi sprowadzonych do pracy między innymi z Indii. Autorowi udało się wpleść do swojej opowieści elementy humorystyczne, ciekawie opowiedzieć o historii ekspansji państw kolonialnych. Mimo znacznych rozmiarów, książka wcale nie jest nużąca, a podróż przez ponad 500 stron jest bardzo emocjonująca. Jedyne, co nadaje się do udoskonalenia: odrobinę większy druk oraz wprowadzenie trochę dokładniejszych i szczegółowszych mapek obrazujących kolejne etapy podróży. Bardzo mocne 8,91/10
Kedar - awatar Kedar
ocenił na83 lata temu
W Azji Tiziano Terzani
W Azji
Tiziano Terzani
Tiziano Terzani (1938-2004) był włoskim dziennikarzem, reporterem i wieloletnim korespondentem czasopisma "Der Spiegel". Ukończył prawo na uniwersytetach w Leeds i Pizie, a także studiował sinologię na Uniwersytecie Columbia. Przez wiele lat wspólnie z rodziną mieszkał w różnych krajach Azji. Poznawał ich kultury, religie, zwyczaje oraz historie, a także był świadkiem zamachów stanu, wojen i rewolucji. Rozmawiał z ludźmi m.in. zepchniętymi na margines społeczny, przedstawicielami elit, wykładowcami, a nawet z przestępcami. Nie bał się poruszać się trudnych tematów i z ogromną starannością starał się relacjonować wydarzenia, zachodzące w krajach w których przebywał. Starał się wyjaśnić w jaki sposób przeszłość i religia oddziaływały na ich sytuacje wewnętrzną oraz ich relacje z sąsiadami. Efektem jego pracy jest zbiór reportaży napisanych w latach 1965-1997 pt. "W Azji". Książka ta jest pełna dogłębnych treści i ukazuje nam obraz krajów azjatyckich, które dzielą religie, kultura i język, łączą zaś podobne doświadczenia, chęć pokoju i stabilizacji oraz oczekiwanie na lepszą przyszłość. Na ich sytuację wpływ miały działania mocarstw zachodnich (prawie wszystkie kraje, w których przebywał Terzani było koloniami),wojny z sąsiadami, zamachy stanu, dyktatury oraz sytuacja gospodarcza. Wiele z nich w wyniku różnego rodzaju wydarzeń mierzy się z problemami takimi jak m.in. konflikty etniczne, korupcja, rozwarstwienie społeczne, rasizm czy szowinizm. Reasumując. Książka Terzaniego jest poruszająca i pełna dogłębnych spostrzeżeń dotyczących krajów azjatyckich. Zmusiła mnie do przemyśleń nad różnymi zagadnieniami i zaciekawiła swoją narracją. Polecam.
Maras - awatar Maras
ocenił na103 lata temu

Cytaty z książki Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy

Więcej
Wolf Kielich Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy Zobacz więcej
Więcej