Alef

Okładka książki Alef
Jorge Luis Borges Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Proza Światowa literatura piękna
226 str. 3 godz. 46 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Proza Światowa
Tytuł oryginału:
El Aleph (1949)
Wydawnictwo:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania:
2020-06-19
Data 1. wyd. pol.:
1972-01-01
Liczba stron:
226
Czas czytania
3 godz. 46 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381960670
Tłumacz:
Andrzej Sobol-Jurczykowski
Tagi:
literatura argentyńska literatura iberoamerykańska opowiadania proza latynoamerykańska klasyka fantastyka
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
7,9 / 10
552 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
23
19

Na półkach:

"Alef" to zawiła lektura. Borges nie szczędzi czytelnikowi odniesień do (często fałszywych) postaci historycznych, szpikuje swoje opowiadania szczegółami. Robi to jednak z czarującą elegancją, rozważnie stąpa po labiryntach języka. W swoje misterne opowiadania wplata wątki przygodowe, nawet kryminalne, jednak szykujcie się raczej na prozę kontemplacyjną. Codzienność występuje w niej jako niezbędny, ale marny kontrapunkt do sfery symboli. Zresztą sam Borges kreuje zarówno narratora/komentatora, jak i bohaterów większości swoich opowiadań jako odbicia, powołując do życia tabuny doppelgangerów i stawiając rozchwianą, wewnętrznie poróżnioną tożsamość ludzką wobec sacrum.

Skomplikowane? Robi się jeszcze ciekawiej! Kiedy już nam, znużonym czytelnikom, udaje się rozsupłać zagmatwaną symbolikę, Borges-komentator wkracza z ironicznym posłowiem, podważając prawdziwość dopiero co opowiedzianej historii. Robi to jednak nie ze złośliwości, raczej z poczucia niewyrażalności tego, co nieskończone. Jak sam pisze: "Każdy język jest alfabetem symboli, których używanie zakłada pewną przeszłość, jaką dzielą rozmówcy; jak przekazać innym nieskończonego Alefa, którego moja trwożna pamięć nie jest w stanie objąć?".

Właśnie, Alef – czemu akurat taki tytuł? Hebrajska pierwsza litera, symbol Boga, daje początek całemu ludzkiemu językowi. Jest nieskończoną możliwością. Podobnie jak (fałszywy) Alef z tytułowego opowiadania, odbija w sobie cały świat. Możecie się śmiać, ale to jednocześnie najkrótszy, ale i najdłuższy tytuł, jaki można było nadać temu zbiorowi.

"Alef" to zawiła lektura. Borges nie szczędzi czytelnikowi odniesień do (często fałszywych) postaci historycznych, szpikuje swoje opowiadania szczegółami. Robi to jednak z czarującą elegancją, rozważnie stąpa po labiryntach języka. W swoje misterne opowiadania wplata wątki przygodowe, nawet kryminalne, jednak szykujcie się raczej na prozę kontemplacyjną. Codzienność...

więcej Pokaż mimo to

avatar
800
267

Na półkach:

Borges to dla mnie autor zagadka. W przypadku „Alefa” nie rozumiem np. dlaczego tytuł zbioru wziął od najgorszego zwartego w nim opowiadania. Z drugiej strony jednak trochę rozumiem: słowo „alef” jest jednak dość enigmatyczne, więc może intrygować, a samo opowiadanie znajduje się na końcu, więc nie powinno zniechęcić czytelnika, który zachowa narzuconą przez autora kolejność czytania. Zbiór ma poza tym jeszcze kilka zalet, opowiadania są krótkie (nie przekraczają średnio 10 stron) i są to kolejno:
• „Nieśmiertelny” – trochę zmęczone opowiadanie o męczących koniec końców skutkach nieśmiertelności, poczułem ulgę kiedy się skończyło i pomyślałem, że los bohatera mi niegroźny.
• „Nieboszczyk” – archetypiczna historia mafijnego bonza, który nim stał się bonzem okazał się trupem. Pouczająca przypowiastka moralna dla nad-ambitnych przestępców.
• „Teologowie” – kolejna pouczająca przypowiastka moralna tym razem dla nadgorliwych inkwizytorów i obrońców czystości doktryn wszelakich. Niezłe, ale trochę za dużo borgesowania (stare księgi to, ach! stare księgi tamto) jak na mój gust.
• „Historia wojownika i branki” – prawdziwa lakoniczność jest cnotą i to jest dowód.
• „Biografia Tadea Isidora Cruz” – ciekawe opowiadanie o kolistych ścieżkach przeznaczenia, trochę w klimacie „Południa” i realiach Ameryki Płd.
• „Emma Zunz” – historia zemsty na zimno, opowiedziana jednak też zbyt chłodno, bo dreszcz mnie przeszedł dopiero, kiedy pomyślałem o jego zmarnowanym potencjale.
• „Dom Asteriona” – mit opowiedziany z punktu widzenia (spojler), napisane ładnie i zgrabnie, ale ostatecznie trochę oczywiste i puste.
• „Powtórna śmierć” – drążenie tematu losu i przeznaczenia, narzucająca się trochę do porównań z „Biografia...” i moim zdaniem słabsza, bo obecny tu zbyt fantastyczny koncept przegrywa z mniej fantastycznym (i dosłownym), a niemal realistycznym rozwiązaniem zastosowanym w „Biografii”.
• „Deutsches Requiem” – biografia pewnej niemieckiej upadłej duszy. Na plus.
• „Dociekania Awerroesa” – erudycyjnie zmęczone filozofowanie, mogłoby być krócej, bez straty dla końcowych wniosków, niezbyt zresztą odkrywczych.
• „Zahir” – swoista zapowiedź „Alefa”, czyli krótki pokaz jak zmarnować fajny pomysł na niefajne opowiadanie.
• „Pismo Boga” – o mistycznych skutkach transkrypcji cętek jagura na język człowieczy. Na plus.
• „Ibn Hakam al-Buchari zabity w swym labiryncie” - wariacja na temat opowiadania detektywistycznego w duch szkoły Dupina i Poirot w orientalnym sosie. Niezłe, ale nie tak dobre jak appendix, czyli:
• „Dwaj królowie i dwa labirynty” – przypowieść, opowiedziana bez zbędnego szeleszczenia kartami tysiąca i jednej księgi.
• „Oczekiwanie” – tytuł precyzyjnie oddaje treść, ale stwierdzam, że nie warto było czekać.
• „Człowiek w progu” – trochę kiplingowskie klimaty, opowiadanie fantastyczno-detektywistyczne. Bez szału.
• „Alef” – moje największe rozczarowanie, może wielosłowie Borgesa w tym opowiadaniu jakoś się powinno bronić, choćby ze względu na temat i ambitny zamysł, ale jakoś dla mnie nie broni. Ukryło mi się tu wszystko co cenię w literaturze: styl, dramaturgia, i humor. Może i to tu jest (jak wszystko w alefie), ale za hebrajskiego boga nie mogę tego tu dostrzec.
Podsumowując moją druga przygodę z Borgesem: nie nudziłem się, ale przełomu (czyt. miłości od drugiego wejrzenia) nie było. Borges to dla mnie jednak taki Edgar Allan Poe na sterydach erudycji popity rozcieńczonym Kafką, co nie jest jednak zaletą, bo uważam że z Poego i Kafki czerpać trudno w sposób oryginalny. Szczególnie rzucają mi się w oczy kolejne nagminne inkarnacje Williamów Wilsonów, choć nawet (nieliczne tu) kobiety („Alef”) mają rysy heroin Poego, może bez romantycznej emfazy (i dramatycznych konsekwencji fabularnych). Kafki tu chyba mniej, ale poczucie uwięzienia w absurdzie i tajemnicy nie jest jakoś szczególnie świeże, a i bardziej papierowe, więc mniej intensywne. I głupio może robić z tego zarzut u autora tak otwarcie dialogującego ze swoimi poprzednikami i mającego w zanadrzu sporo autorskich motywów i tematów, ale jednak to właśnie metaliterackie gry osłabiają mi dramaturgię i podkreślają wtórność wielu tych z zamierzenia zaskakujących i enigmatycznych opowiadań. Wynika to chyba z tego, że w moim odczuciu Borges nie zna umiaru w ciągłym odsyłaniu do innych książek i autorów, i nie ważne jest czy są to postacie realne czy spreparowane na potrzeby jego własnych utworów, bo po jakiś czasie ten chwyt po prostu nuży. Borges najlepszy jest moim zdaniem kiedy uczciwie skupia się na samym rytmie opowieści, zyskuje zwłaszcza kiedy opisuje realia południowo-amerykańskie. Czuć tu po prostu, że wie o czym pisze, jest w tym też jakaś surowa prawda krajobrazu i ludzi, której brak w tych bardziej erudycyjnych (i zarazem bardziej suchych) utworach. Tak to na ten moment widzę, choć zamierzam jeszcze powrócić do „Fikcji”, z czytelniczej uczciwości.

Borges to dla mnie autor zagadka. W przypadku „Alefa” nie rozumiem np. dlaczego tytuł zbioru wziął od najgorszego zwartego w nim opowiadania. Z drugiej strony jednak trochę rozumiem: słowo „alef” jest jednak dość enigmatyczne, więc może intrygować, a samo opowiadanie znajduje się na końcu, więc nie powinno zniechęcić czytelnika, który zachowa narzuconą przez autora...

więcej Pokaż mimo to

avatar
205
10

Na półkach:

Wybitny pisarz, tworzący jeszcze wybitniejsze dzieła, a przy tym niesamowicie trudny.

Wybitny pisarz, tworzący jeszcze wybitniejsze dzieła, a przy tym niesamowicie trudny.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
890
226

Na półkach:

To nie była moja pierwsza lektura tego zbioru. Ale uprzednio podchodziłem do Borgesa bezkrytycznie, w otępiałym zachwycie, tym razem pojawiły się zaś pewne wątpliwości. Najbardziej przemawia bowiem do mnie erudycja w wydaniu dyskretnym, tymczasem w „Alefie” zbyt często jest ona demonstracyjna, choć wciąż tę dyskretność usiłuje symulować. Chwilami wydawało mi się wręcz, że Borges zatracił sztukę opowiadania, że jego historie są zbyt wyrachowane, by porwać, by można było uwierzyć w światy, jakie rysują (choć przynajmniej, wobec oszczędnej i fragmentarycznej narracji, nie można zarzucić mu wodolejstwa).

Wbrew pozorom, do spotęgowania tego wrażenia nie przyczynia się wcale wszechobecny tryb przypuszczający, właściwy w końcu, gdy chce się cokolwiek orzekać o świecie; problem tkwi raczej w intelektualnym wysiłku Borgesa, by w jednej historii spleść w subtelny sposób jak najwięcej eleganckich odwołań. Doszło do tego, że zacząłem modlić się, by narrator kolejnego opowiadania był człowiekiem nieoczytanym, a dla większej pewności niepiśmiennym.

A jednocześnie argentyński mistrz sam w kilku miejscach wypowiada się przeciw krasomówczym, efekciarskim sztuczkom. I jest to tylko jeden z wielu paradoksów, jakie mieści ta książeczka. Konsekwentna autoironia Borgesa nie pozwalała mi się długo na niego dąsać, a dzieła zniszczenia (moich murów obronnych) dopełniła jego niewytłumaczona słabość do Wrocławia, a bardziej jeszcze nieodparte piękno niektórych fraz czy metafor.

„Alef” przynosi kolejne wariacje na temat dualizmu osadzonego dożywotnio w ludzkiej duszy, ale też morze smutku i zanurzenie się w świat brzydkiej melancholii, w której wzniosłość musi ustąpić wobec gwałtowności i chaosu. Centralnym problemem czyni Borges ludzką tożsamość, której pewność wciąż od nowa podważa jako – jak sam o sobie mówi – autor opowiadań fantastycznych. I wobec tego jako taki właśnie konstrukt – niepewny, na wpół mityczny – jawi nam się tożsamość, rozgrywana popularnymi symbolami – sobowtóra, lustra, koła, labiryntu. Choć najważniejszym symbolem, definiującym cały zbiór, okazuje się w końcu dyskotekowa kula.

To nie była moja pierwsza lektura tego zbioru. Ale uprzednio podchodziłem do Borgesa bezkrytycznie, w otępiałym zachwycie, tym razem pojawiły się zaś pewne wątpliwości. Najbardziej przemawia bowiem do mnie erudycja w wydaniu dyskretnym, tymczasem w „Alefie” zbyt często jest ona demonstracyjna, choć wciąż tę dyskretność usiłuje symulować. Chwilami wydawało mi się wręcz, że...

więcej Pokaż mimo to

avatar
386
368

Na półkach:

Ten wielki pisarz wciąż zaskakuje połączeniem erudycyjnego, przenikliwego ostrza intelektu z z mistyczną nieoznaczonością odwiecznej tajemnicy bycia człowiekiem. W charakterystyczny dla siebie sposób najpierw mnogością konkretów i szczegółów sugeruje nam realną, historyczną przestrzeń a potem nagle wystrzeliwuje poza czas i przestrzeń, poza jednostkowość, poza to co znane i przewidywalne, poza przyczynę i skutek. Najlepszy efekt daje odczytywanie głośne ( bo są to opowiadane innym historie) albo odsłuchiwanie audiobooka.

Ten wielki pisarz wciąż zaskakuje połączeniem erudycyjnego, przenikliwego ostrza intelektu z z mistyczną nieoznaczonością odwiecznej tajemnicy bycia człowiekiem. W charakterystyczny dla siebie sposób najpierw mnogością konkretów i szczegółów sugeruje nam realną, historyczną przestrzeń a potem nagle wystrzeliwuje poza czas i przestrzeń, poza jednostkowość, poza to co znane...

więcej Pokaż mimo to

avatar
2829
635

Na półkach: ,

Opowiadania kongenialne. Polecam całość!

Opowiadania kongenialne. Polecam całość!

Pokaż mimo to

avatar
224
62

Na półkach: , , , , , ,

Zdanie "Borgesa znam z opowiadań" ma w naturalny sposób dwa znaczenia. I choć wreszcie udało mi się zamienić jedno na drugie dzięki eleganckiemu zeszłorocznemu wydaniu "Alefa" PIW-u, oba poniekąd pozostają w mocy. Biorąc pod uwagę pieczołowitość tłumaczenia (Andrzeja Sobola-Jurczykowskiego), objętość sekcji z przypisami i jej zawartość, doszedłem do wniosku, że istnieje Borges czytany (to mój przypadek) i Borges studiowany i celebrowany (to przypadek tłumacza). Oba podejścia są zupełnie możliwe w takim znaczeniu, że z obu można czerpać radość, choć z pewnością nie równoważne.

Sposób ujmowania świata przez pisarza ma bowiem tę cudowną cechę, że niezależnie od tego, czy jesteśmy oswojeni z jego poczuciem humoru, manieryzmami lub ich brakiem, czy mamy wystarczający background w dziedzinie historii i filozofii, by bawić się razem z Borgesem jego metatekstualną żonglerką, jesteśmy w stanie z przyjemnością i ekscytacją przedzierać się przez kolejne strony mieszające w równym stopniu rozważania pisarza na temat natury rzeczy i żywe historie, zazwyczaj zresztą klasycznie zamknięte adekwatnym zakończeniem (słowo puenta wydało mi się tu niewłaściwe -- to raczej wielostronicowe aforyzmy, które pozostawiają czytelnikowi przestrzeń, by pokontemplować zarówno myśli w nich zawarte, jak i kunszt autora). Z słów w tym kontekście niewłaściwych przyszło mi do głowy także nazwisko Olgi Tokarczuk (to jedna z tych intertekstualnych nici, których pisarz w swojej książce nie mógł podjąć, ale pewnie uśmiechnąłby się na wieść, że ktoś odważyłby mu się to wypomnieć), która w "Biegunach" podjęła bardzo podobną formę -- wielu opowieści opartych na wspólnych motywach, które razem są w stanie powiedzieć czytelnikowi więcej niż każda z osobna. Motywem "Alefa" jest paralelność -- istnienie drugiego, innego, odbitego, dopełniającego. Każda z historii ma natomiast swój własny czas i miejsce akcji, swoich bohaterów i na poziomie zupełnie dosłownym jest bytem całkiem skończonym.

Bo to przede wszystkim udane opowiadania -- kunszt narracyjny i intertekstualne umocowanie przydają im oczywiście niezwykłości, ale nie one same o niej stanowią. Niektóre fragmenty, dla kogoś niezainteresowanego zbytnio historią, filozofią czy teologią z pewnością stworzą pewien dystans, czy nawet poczucie obcości. Nie do końca pomaga tu wspominanych już pięćdziesiąt stron nieoznaczonych przepisów tłumacza zgromadzonych na końcu wydania, często odsyłających do oryginalnych źródeł parafrazowanych myśli. Pozostaje więc albo drogę tę pokonać zbytnim skrótem, albo przesadnie dookoła. Można jednak w ten pierwszy sposób uczynić to bez frasunku, choć formuła opowiadań Borgesa sama przez się zachęca do pogłębionej analizy. Nie da się naturalnie na bazie samego tekstu, czy też dołączonych do niego obszernych przypisów wywnioskować, co z opisywanych wydarzeń jest wyobrażeniem historycznym a co fantasmagorią. Borges tę zagadkę jednak rozwiązuje, co czyni "Alefa" w kategoriach powieści detektywistycznych -- dziełem nieskazującym czytelnika na dozgonną frustrację.

Borges, inaczej niż Cortázar, szanuje słowa i każde użyte przez niego sformułowanie sprawia wrażenie głęboko przemyślanego pod względem adekwatności do tego, co chce przekazać. To lektura czysta (od tego co niepotrzebne), precyzyjna i rzeczowa, sterylna wręcz, choć nie odebrałem jej w żadnym razie jako dzieła pedanta. Czytelnik musi co prawda uznać wyższość pisarza, jako tego, który wie, może też w tej rzeczowości wyczytać coś wrogiego, skierowanego bezpośrednio przeciw niemu, ale nie może Borgesowi zarzucić, że ten lawiruje, błądzi, ani tym bardziej, że się powtarza. Borges jest zresztą autorem (i narratorem) obecnym i gdy uznaje za stosowne, zabiera głos jako on, autor.

Zdanie "Borgesa znam z opowiadań" ma w naturalny sposób dwa znaczenia. I choć wreszcie udało mi się zamienić jedno na drugie dzięki eleganckiemu zeszłorocznemu wydaniu "Alefa" PIW-u, oba poniekąd pozostają w mocy. Biorąc pod uwagę pieczołowitość tłumaczenia (Andrzeja Sobola-Jurczykowskiego), objętość sekcji z przypisami i jej zawartość, doszedłem do wniosku, że istnieje...

więcej Pokaż mimo to

avatar
305
192

Na półkach: , , ,

Alef „Borgesa” to zbiór opowiadań argentyńskiego wieszcza. Tematem jest wszystko. Osiami fabularnymi- wszystkie historie świata. Motywem- to co tylko chcesz. Każde słowo zawiera w sobie wszechświat, jak sam Borges to ujął w jednym z opowiadań.
Nie wywracając ci już więcej w głowie, ja obrałem interpretacje: poszukiwanie własnej osobowości; definiowanie tożsamości i samej podróży w dążeniu do niemającego znaczenia celu; przypowiastki alegoryczne; rola słów, czasu i przestrzeni w odkrywaniu świata.
Największą zaletą Borgesa jest wielorakość interpretacji; niejednoznaczność i jednoznaczność zarazem; styl narracji.
Największą wadą- to samo.
Nigdy nie czytałem tak trudnych utworów w rozumieniu, ale nigdy też nie miałem tak silnej potrzeby powrotu w przyszłości do tegoż.
Polecam zdeterminowanym.

Alef „Borgesa” to zbiór opowiadań argentyńskiego wieszcza. Tematem jest wszystko. Osiami fabularnymi- wszystkie historie świata. Motywem- to co tylko chcesz. Każde słowo zawiera w sobie wszechświat, jak sam Borges to ujął w jednym z opowiadań.
Nie wywracając ci już więcej w głowie, ja obrałem interpretacje: poszukiwanie własnej osobowości; definiowanie tożsamości i samej...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1103
682

Na półkach: ,

Wstyd, że jeden z najlepszych pisarzy naszych czasów nigdy nie otrzymał literackiej nagrody Nobla. Borges, jak mało kto, wędrował duchem po zakamarkach historii, odnajdując siebie w datach poległych przodków. Nieustannie tłukąc się z chwilą teraźniejszą, która niczym lustro pęka na widok człowieka nieszczęśliwego przez nadciągającą przyszłość. W ,,Labiryntach'', czyli zbiorze osobistych wierszy zjawiają się słowa, które determinują twórczość Argentyńczyka. Pozwólcie, że przytoczę. ,,Nie ma innego czasu niż teraz, szczytu tego co będzie i co było, w tej chwili, w którym kropla upada w klepsydrze. Iluzoryczne wczoraj jest siedzibą kształtów nieruchomych z wosku lub literackich wspomnień o tym, że czas przeminie zagubiony w swych zwierciadłach...'' (Przeszłość, strona 87) albo ów sentencja ,,Spoglądać na rzekę z czasu i wody i wspominać, że czas jest inną rzeką, wiedzieć, że jak rzeka się zagubimy i że twarze przemijają jak woda.'' (Ars poetica, strona 53). Czas jest źródłem lęku i niepokoju, którego trawi od początku swej istoty (twórczej i egzystencjalnej). W ,,Alef'' dostajemy przeróżne opowiadania o przeróżnych fobiach dręczących Jorge'a. Bawiąc się z czytelnikiem, tak jak historia bawi się ludzkim losem.

Borges jako wytrawny erudyta i bibliofil na miarę Umberto Eco - błąka się pośród licznej biblioteki. Odnosi się do bogactwa mitologii religijnej czy bogów, których możemy znać z pisma Jana Parandowskiego. Gama koncepcji filozoficznych łączy się z tekstem o charakterze nieśmiertelnego pana przemierzającego prehistorię i nowożytność, do królów i wezyrów, stąpającego po Bliskim Wschodzie, schodząc w dół do piwnicy, by odkryć tytułowe Alef (w kabale oznacza nieograniczoną, czystą boskość). Jedno z moich ulubionych opowiadań, czyli ,,Nieboszczyk'' przemierza brazylijskie pogranicza, by przedstawić chłopaka z przedmieścia, którego jedyną bronią jest odwaga. Martwego za życia, ponieważ ani tamtejsze dzielnice, ani zapiski kronikarskie nie mają zamiaru pamiętać bandyckich nieokrzesańców, jakby tylko zwycięzcy czy wielcy tego świata mieli prawo zostać bohaterami romantycznych lub pospolitych tragedii. Coś na wzór selektywnej historii, która wymazała szczegóły z ogółu. Ciekawą rozprawą wydaje się ,,Zahir'', gdzie jedno słowo oznacza wiele pojęć, przez co nabiera legendarnego znaczenia. Gdzie moneta nie ma awers - rewers, ponieważ ma szerszą perspektywę, liczne wizerunki oraz mitologiczną wartość. Jak zauważa Borges - ,,Pieniądz jest abstrakcyjny. Pieniądz jest czasem przyszłym. Może być popołudniem pod miastem, może być muzyką Brahmsa, może być mapą, może być szachami...Jest czasem nieciągłym, czasem Bergsona, nie zaś sztywnym czasem Islamu i stoików...'' (strona 121).

Borges jako literat i człowiek zamknięty w labiryncie bez wejścia i wyjścia - pokazuje, że śnimy, dopowiadamy oraz snujemy własne domysły. Choć Borges prawie nic nie wie o Borgesach, odnosi się do dawnej chronologii, co majaczy w zbiorze ,,Nieokreśleni ludzie, którzy w mym ciele kontynuują po omacku swe nawyki, rygory i lęki'' (Labirynty), przez co trwanie w wieczności staje się sakramentalnym przeznaczeniem.

Wstyd, że jeden z najlepszych pisarzy naszych czasów nigdy nie otrzymał literackiej nagrody Nobla. Borges, jak mało kto, wędrował duchem po zakamarkach historii, odnajdując siebie w datach poległych przodków. Nieustannie tłukąc się z chwilą teraźniejszą, która niczym lustro pęka na widok człowieka nieszczęśliwego przez nadciągającą przyszłość. W ,,Labiryntach'', czyli...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1005
559

Na półkach:

W momencie swojego pierwszego wydania, w 1949 roku, pięć lat po „Fikcjach”, „Alef” składał się z trzynastu utworów. Dopiero po trzech latach argentyński pisarz uzupełnił go o cztery kolejne opowiadania: „Ibn Hakam al-Bokhari zabity w swym labiryncie”, „Dwaj królowie i dwa labirynty”, „Człowiek w progu” i „Oczekiwanie”. To z tego ostatniego pochodzi piękny cytat „We wspomnieniu wszystkie dni wyglądają jednakowo, ale ani w szpitalu, ani nawet w więzieniu nie ma dnia, który by nie przyniósł czegoś nieoczekiwanego, który, oglądany pod światło, nie byłby siateczką maleńkich niespodzianek”. Stanowi on nie tylko ważną myśl, ale może być też traktowany bardziej panoramicznie, jako swoisty wyznacznik wrażliwości literackiej Borgesa.

Twórczość wybitnego prozaika stawia czytelników w niezwykle kłopotliwej sytuacji. Jedną z cech wyróżniających jego prozę jest, o czym wspominałem już przy okazji recenzji wydanego rok temu zbioru „Fikcję”, trudność z zakwalifikowaniem przedstawionych historii. Z jednej strony nie sposób jednoznacznie zaszufladkować je w określony gatunek literacki, z drugiej, co jeszcze ważniejsze, w trakcie lektury często niełatwo jest dociec, które zdarzenia i słowa zostały zmyślone, a które odnoszą się do faktów. Także werdykt, czy lektura jest tekstem z dziedziny literatury, czy raczej filozofii lub nauk humanistycznych, wielokrotnie nie jest prosty, a w każdym razie trudno nazwać je utworami literackimi, jakie znamy z innych podań. Nie są to też eseje, teksty krytycznoliterackie czy publicystyczne, gdyż stoi za nimi fikcja. Nurtujące pytanie borgesowskich opowiadań o naturę rzeczywistości, niewątpliwie powraca także w tym zbiorze.

Próba rozszyfrowania dokładnego znaczenia jego opowieści jest właściwie z góry skazana na porażkę. Rozłożenie na nogach encyklopedii i studiowanie nazwisk, miejsc czy dat, jest równie płonne, jak rzucanie głazem w taflę jeziora z nadzieją, że ten w końcu pozostanie na powierzchni (co nie oznacza, że kwerenda tematu nie jest tu mile widziana!). Motywy snu, lustra czy też fantazji są kluczem do zrozumienia przekonań argentyńskiego pisarza na temat natury realnego świata. Stanowisko, że rzeczywistość jest tylko imaginacją lub senną marą, nieskończonym szeregiem lustrzanych odbić, jest bez wątpienia wynikiem wpływu, jaki wywarli na argentyńskim pisarzu Berkeley i Schopenhauer. Co wcale nie oznacza, że Borges zgadzał się ze wszystkimi tezami zawartymi w najważniejszych dziełach wspomnianych filozofów.

Cały zbiór tworzy tu jedną całość. Znaczenie ma układ opowiadań, istotne są ich tytuły, także rytm nadany przez pisarza wpływa na odbiór konkretnej miniatury. Fascynująca jest chociażby narracja, która na przykład w „Dociekaniach Awerroesa” prowadzona jest w trzeciej osobie, zaś komentarz autora zaproponowany został jako pierwszoosobowy. Borges wyraźnie tym sugeruje, że utożsamia się z bohaterem, a cała jego opowieść, właśnie dzięki temu zabiegowi nosi znamiona wyznania. Wrażenie zagubienia potęguje także szkatułkowa struktura, w której to, co zwykliśmy nazywać szkatułką literacką, przybiera nowatorskie szaty. Nie chodzi tu bowiem o przenikanie się historii różnych narratorów, ale o refleksje – z jednej wypływa następna, a z tej kolejna. W ten sposób tworzą się piętrowe dygresje, które łączą początek i ostateczną puentę historii cienką nicią. Owe dygresje to nic innego, jako artystyczne wykorzystanie cytatów, wątków literackich, toposów, aluzji i stereotypów, splątanych ze sobą w niemożliwy do rozwiązania motek.

Nie da się ukryć, że czytanie Borgesa jest zarezerwowane przede wszystkim dla ludzi cierpliwych i wrażliwych na indywidualne, intelektualne przeżycia. To nie jest książka, którą można wziąć do ręki i przeczytać w drodze na wymarzony urlop. Mnogość odwołań przytłacza, a ostateczna interpretacja opowiadań zależy w dużej mierze od tego, co o sztuce już wiemy. Chociaż, jak pokazują doświadczenia literatury naukowej, nawet gruntowna wiedza z kilku dziedzin, nie sprawia że „Alef” jest interpretowany jednoznacznie. Ta książka to wyraz ciekawości światem, ludźmi, sztuką, drobnymi przedmiotami, które nas otaczają. Borges nieustannie bawi się motywami i słowami, zmienia fronty i zastawia pułapki, rzuca przynęty, by po chwili wciągnąć nas w wir nieskończoności. Mieszają się tu czasy prehistoryczne z nowoczesnością, wierzenia mitologiczne z obyczajami Bliskiego Wschodu, sen z jawą. A wszystko to zamknięte w miniaturze. Niebywałe! Tak właśnie kształtował się postmodernizm.

Recenzja ukazała się pod adresem http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2020/11/recenzja-alef-jorge-luis-borges.html

W momencie swojego pierwszego wydania, w 1949 roku, pięć lat po „Fikcjach”, „Alef” składał się z trzynastu utworów. Dopiero po trzech latach argentyński pisarz uzupełnił go o cztery kolejne opowiadania: „Ibn Hakam al-Bokhari zabity w swym labiryncie”, „Dwaj królowie i dwa labirynty”, „Człowiek w progu” i „Oczekiwanie”. To z tego ostatniego pochodzi piękny cytat „We...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Jorge Luis Borges Alef Zobacz więcej
Jorge Luis Borges Alef Zobacz więcej
Jorge Luis Borges Alef Zobacz więcej
Więcej
zgłoś błąd