Dom derwiszy. Dni Cyberabadu

Okładka książki Dom derwiszy. Dni Cyberabadu
Ian McDonald Wydawnictwo: Mag Seria: Uczta Wyobraźni fantasy, science fiction
715 str. 11 godz. 55 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Seria:
Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału:
The Dervish House. Cyberabad Days
Wydawnictwo:
Mag
Data wydania:
2011-09-15
Data 1. wyd. pol.:
2011-09-15
Liczba stron:
715
Czas czytania
11 godz. 55 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374802215
Tłumacz:
Wojciech Próchniewicz
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,7 / 10
131 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1000
463

Na półkach: , , ,

McDonald to pisarz niedoceniany. Każda jego książka jest na swój sposób niesamowita, a jednak gdzieś to recenzentom umyka. Wiem, że gatunkowo może mijać się z głównym nurtem, ale jednak jego dbałość o szczegóły, plastyczność języka i opisywane pomysły oraz idee jednoznacznie pokazują, że jest się czym zachwycić. Oczywiście wymaga od czytelników trochę cierpliwości, ale dzięki temu można skupić się na szczegółach. Pierwszorzędna fantastyka bliskiego zasięgu.

McDonald to pisarz niedoceniany. Każda jego książka jest na swój sposób niesamowita, a jednak gdzieś to recenzentom umyka. Wiem, że gatunkowo może mijać się z głównym nurtem, ale jednak jego dbałość o szczegóły, plastyczność języka i opisywane pomysły oraz idee jednoznacznie pokazują, że jest się czym zachwycić. Oczywiście wymaga od czytelników trochę cierpliwości, ale...

więcej Pokaż mimo to

avatar
720
28

Na półkach:

Z czym kojarzy wam się science-fiction? Statki kosmiczne, obce planety, kosmici i trasa na Kessel w mniej niż 12 parseków. A co przychodzi wam na myśl gdy mówię „cyberpunk”? Korporacje rządzące światem, sztuczne kończyny dające nadludzką siłę, wszechobecna cyberprzestrzeń i Keanu Reeves jako Johnny Silverhand. Tego tu nie będzie za wiele, a przecież „Dom Derwiszy, Dni Cyberabadu” Iana McDonalda można by zaliczyć do obu powyższych gatunków. Właśnie za te „braki” cenię tę książkę. Co więc dostaniemy? Niesamowicie bogaty i barwny świat Indii oraz Turcji, w których to co codzienne, zwyczajne i ludzkie miesza się zarówno z tym co wiekowe i historyczne, jak również z nowoczesnością stechnicyzowanego świata.

Po pierwsze należy wyjaśnić tym, którzy sięgają po recenzję przed lekturą książki, co nie jest takie oczywiste, że wydana przez Wydawnictwo MAG pozycja składa się tak naprawdę z dwóch książek – „Dni Cyberabadu” to zbiór opowiadań rozgrywających się w Indiach przyszłości, natomiast „Dom Derwiszy” jest powieścią z akcją osadzoną w futurystycznym Stambule. Przy czym cechę futurystyczny należy tu rozumieć raczej jako przyprawę dodaną dla smaku niż jako główną esencję potrawy.

Gdy we wstępie pisałem o mieszance codzienności z innymi elementami, nie było to tylko słowo użyte do poprawy kompozycji zdania. Ian McDonald naprawdę kładzie duży nacisk na zwyczajność i normalność. Zarówno opowiadania, jak i powieść to w większości historie wyjęte z dnia powszedniego pewnych jednostek – chłopak szukający dziewczyny w kraju, w którym stosunek kobiet do mężczyzn jest przytłaczający, dzieciak zauroczony lokalną jednostką wojskową, która przypomina bardziej młodociany gang, czy dziewczyna, która szuka pracy w marketingu, bo nie chce wracać do rodzinnej wioski i upraw pomidorów.

W tych historiach technologia i kultura przyszłości są wszechobecne, ale to nie one są w centrum uwagi, które zajmuje jednostka. Taki zabieg sprawia, że świat jest dużo bardziej wiarygodny. Tak jak dla nas normalne są telefony komórkowe, tak dla ludzi w przyszłości wszechobecne AI pomagające w każdym zadaniu mogą być normalnością. Pisarz nie krzyczy do czytelników – „Patrzcie, patrzcie, on wdycha nanocząsteczki jak narkotyk dający mu super możliwości. Bajer nie? Jaka technologia jaka przyszłość?!” – Wdycha to wdycha, tak jest bo każdy w tej historii szprycuje się wspomagaczami jak my suplementami. No dobra, nie każdy, ale obecnie też mamy przeciwników takich tabletek, a jednak koncerny farmaceutyczne z roku na rok sprzedają ich więcej. Chodzi mi o to, że autor nie wymyślił technologii i nie obudował świata wokół niej, raczej zastanowił się, jak dzisiejsze problemy wyglądałyby gdybyśmy mieli narzędzia przyszłości do ich rozwiązania.

Trochę oszukałem mówiąc, że wszyscy bohaterowie są przeciętni, nie do końca, ale i w ich nadzwyczajności nie ma nic niezwykłego. Jedno z opowiadań stanowi historię bramina – genetycznie udoskonalonego dziecka, które może żyć dwa razy dłużej, ale także starzeje się dwukrotnie dłużej – w ciele 13 latka znajduje się 26 letni mężczyzna. Jego nienaturalnie długie trwanie nie tylko wiąże się z problemami takimi jak potrzeby dorosłego w ciele dziecka, ale także doprowadza do tego, że w kwiecie wieku to co miało być boskim darem staje się ślepą uliczką rozwoju, który pogalopował w zupełnie inną stronę. Mimo że bohater tego tekstu nie jest „zwyczajny” w naszym rozumieniu tego słowa, to w żadnym razie nie jest wybrańcem, tym jedynym i osią świata. Jemu podobni pojawiają się także w innych tekstach i innych rolach tworząc spójny świat.

Nawet w przypadku historii o dziedziczce jednego z dwóch zwaśnionych indyjskich rodów, które swą potęgą władają całym krajem, nie miałem wrażenia, że jest ona jakąś superbohaterką. Wręcz przeciwnie Ian McDonald w mistrzowski sposób pokazuje, że im dana osoba jest potężniejsza i bardziej niezwykła tym silniejsze są czynniki, które nią kierują i wpływają na jej los.

Kolejną z cech, która świadczy o wyjątkowości światów wykreowanych przez pisarza jest ich odmienność od standardowej amerykocentrycznej wizji przyszłości. Zarówno Indie z opowiadań, jak i Stambuł z powieści to scenerie kompletnie różne od zimnych ulic Nowego Jorku przyszłości czy, także już sztampowych, klimatów NeoTokio. Dla mnie to gigantyczny plus, gdyż mimo, że kocham Gibsonowską wizję cyberpunku, to jednak już wiele elektryczności w stykach przepłynęło od czasu jej premiery, a ja czytając kolejne historie z tego gatunku mam wrażenie, że stanął on w miejscu odszedłszy ledwie kilka kroków z cienia swego ojca.

Nie wiem na ile wizje spraw codziennych Hindusów i Turków w tekstach McDonalda są zgodne z prawdą, ale ja, jako osoba nie znająca tych kultur zbyt dobrze, miałem wrażenie, że są one specyficzne dla tych światów na tyle na ile nie muszą być uniwersalne dla każdego człowieka. Wielkie ukłony.

Mimo wszystko twórczość pisarza nie jest dla mnie jedynie lśniącym na piedestale ideałem. Nie wiem do końca z czego to wynika, ale nie czytałem tej książki z zapartym tchem jak niektóre pozycje z gatunku sci-fi. Na początku lektury powieści miałem nawet dość długi przestój. Może zwyczajnie nie trafiłem z wyborem książki w odpowiedni do niej nastrój, a może jednak zabrakło mi trochę szaleństwa w wizjach Iana. Położenie tak dużego nacisku na codzienność i spójność świata sprawiła, że tylko nieliczne z opowiadań (na pewno nie powieść) wyróżniały się pomysłem na ewolucję przyszłości. Inne stanowiły raczej ciekawe wykorzystanie krążących od lat wokół gatunku elementów.

Ostatecznie jednak uważam, że książkę warto polecić i nikt kto kocha science-fiction nie powinien się na niej zawieść. Wydana została w ramach serii „Uczta Wyobraźni” i z pewnością taką ucztę stanowi. Co więcej wiem, że „Dni Cyberabadu” stanowią powrót do świata pierwotnie wykreowanego w wielokrotnie nagradzanej „Rzece Bogów”. Nie czytałem jeszcze wspomnianej książki, ale zamierzam to niedługo nadrobić. Oczywiście opinią podzielę się z Wami.

Z czym kojarzy wam się science-fiction? Statki kosmiczne, obce planety, kosmici i trasa na Kessel w mniej niż 12 parseków. A co przychodzi wam na myśl gdy mówię „cyberpunk”? Korporacje rządzące światem, sztuczne kończyny dające nadludzką siłę, wszechobecna cyberprzestrzeń i Keanu Reeves jako Johnny Silverhand. Tego tu nie będzie za wiele, a przecież „Dom Derwiszy, Dni...

więcej Pokaż mimo to

avatar
4567
73

Na półkach: , ,

Dom Derwiszy strasznie mnie wymęczył. Znacznie ciekawszy był zbiór opowiadań o Indiach. Ale Turcja... czytałem to chyba w odcinkach przez dwa lata (a książkę kupiłem w styczniu 2012 roku). Aż się boję podchodzić do reszty tekstów McDonalda z UW (to moje pierwsze spotkanie z tym panem). Może Brasyl będzie ciekawsze; nie będzie tak egzotyczne.

Dom Derwiszy strasznie mnie wymęczył. Znacznie ciekawszy był zbiór opowiadań o Indiach. Ale Turcja... czytałem to chyba w odcinkach przez dwa lata (a książkę kupiłem w styczniu 2012 roku). Aż się boję podchodzić do reszty tekstów McDonalda z UW (to moje pierwsze spotkanie z tym panem). Może Brasyl będzie ciekawsze; nie będzie tak egzotyczne.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar

Ok, nie zdzierżyłem, nie skończyłem, poddaję się. Paradoksalnie, bo to jeden z moich ulubionych pisarzy, uważam go za geniusza stylu i kreacji przyszłości. A jednak.
Dni Cyberabadu to zbiór opowiadań - świetne wprowadzenie lub uzupełnienie dla "Rzeki Bogów". Poziom wysoki lub bardzo wysoki.
Dom Derwiszy to już Turcja i tutaj mój entuzjazm czytelniczy ciągnął w dół wątek ekonomiczny. Ciągnął, aż pociągnął - nie uratował go ani ciekawy jak zwykle futuryzm, ani kulturalny miszmasz. Porzucone gdzieś w trzech czwartych.

Ok, nie zdzierżyłem, nie skończyłem, poddaję się. Paradoksalnie, bo to jeden z moich ulubionych pisarzy, uważam go za geniusza stylu i kreacji przyszłości. A jednak.
Dni Cyberabadu to zbiór opowiadań - świetne wprowadzenie lub uzupełnienie dla "Rzeki Bogów". Poziom wysoki lub bardzo wysoki.
Dom Derwiszy to już Turcja i tutaj mój entuzjazm czytelniczy ciągnął w dół wątek...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1555
176

Na półkach:

Książka napisana z rozmachem, ambitna i nietuzinkowa. Nie jest to typowe science-fiction, to bogata i złożona opowieść o ludziach, polityce, religii i gospodarce w niedalekiej przyszłości. Autor przedstawia dość realistyczną wizję przyszłości Indii (Dni Cyberabadu) oraz, moim zdaniem, trochę mniej realistyczną (ze względu m.in na uchodźców) wizję rozwoju Turcji (Dom Derwiszy). Autor się naprawdę napracował, w każdym zdaniu otrzymujemy mnóstwo informacji. Nie czyta się tego lekko, łatwo i przyjemnie, ale historie rzeczywiście mnie wciągnęły. Nieco rozczarowałam się tylko zakończeniem "Domu Derwiszy", miałam wrażenie że na koniec zabrakło pomysłu a niektóre wątki urwały się bez wyjaśnienia.
Moim zdaniem nie jest to pozycja wybitna, fabuła czasem była nieco banalna (np. Kyle poznaje rzekę), a czasem zbyt powolna i trochę przewidywalna, jednak na pewno jest to książka oryginalna i "uczta dla wyobraźni".

Książka napisana z rozmachem, ambitna i nietuzinkowa. Nie jest to typowe science-fiction, to bogata i złożona opowieść o ludziach, polityce, religii i gospodarce w niedalekiej przyszłości. Autor przedstawia dość realistyczną wizję przyszłości Indii (Dni Cyberabadu) oraz, moim zdaniem, trochę mniej realistyczną (ze względu m.in na uchodźców) wizję rozwoju Turcji (Dom...

więcej Pokaż mimo to

avatar
406
279

Na półkach:

Żeby było dokładnie 6/10 dla Dni Cyberbadu; 8/10 dla Domu Derwiszy.

Przeczytałam Iana McDonalda 4 książki, tę liczę jako dwie, (opowiadania i powieść w oryginale mają różne daty wydania) i ewidentnie im później książkę McDonald napisał tym bardziej mi się podoba. Żałuję, że nie znam (jeszcze) Rzeki Bogów, ale zgodnie z tą zasadą(angielski rok wydania Rzeki 2004,Brasyl 2007, Dni Cyberbadu 2009, Dom Derwiszy 2010, Luna 2015) powinno się okazać, że mnie nie zachwyci. Bo póki co dla mnie Ian McDonald jest jednym z tych pisarzy, którzy z wiekiem się rozwijają i z upływem czasu tworzą coraz lepsze książki.
Opowiadania są kontynuacją Rzeki Bogów, chyba dotąd najbardziej znanej książki McDonalda, na szczęście można je czytać bez znajomości powieści. Dla mnie było ich za dużo na raz i pod koniec czułam się znużona mieleniem w kółko tych samych idei. Najwięcej nagród zebrała Żona dżina, mi zdecydowanie najbardziej podobał się Kawaler na wydaniu, opowiadanie od reszty subtelniejsze i jako jedyne naznaczone poczuciem humoru. Do tych Dni Cyberbadu mam też to samo co do Barsyl zastrzeżenie, to opowieść o świecie egzotycznym, inteligentna i zmyślna ale jednak pocztówkowa, ani przez moment nie zapomniałam że pisał to Europejczyk. Nie czułam się wrzucona w środek obcego świata, dostawałam światy obce, ale opowiedziane przez kogoś mentalnie mi bliskiego. Turystycznie nieprawdziwe.

Dopiero w Domu Derwiszy było inaczej. Tym razem była to dla mnie Turcja prawdziwa, tygiel światów, piękny i chaotyczny Istambuł opowiadany przez autochtona, pierwszy raz Ian McDonald nie był człowiekiem z zewnątrz. W tej powieści wyraźnie uwidocznia się też talent autora do tworzenia tła: Giełda Terroru, to arcydzieło, tak samo zmelifikowany, czyli zmumifikowany w miodzie, człowiek - rozdział poświęcony jego powstawaniu jest wspaniały. To w ogóle książka wspaniałych pomysłów, istniejących obok głównego wątku, nie mogę powiedzieć że McDonald pisze chaotycznie, ale zaryzykowałabym stwierdzenie że daje za dużo naraz. Wiele pomysłów pobocznych powinno mieć własne książki. Często zastygałam na dłuższa chwilę z pojedynczymi zdaniami (bo dlaczego: nikt tak nie mści się jak Grecy?) W tej książce jest już zapowiedź znakomitej Luny.

Ciekawym aspektem czytania Domu Deriwszy jest nasz czas realny. W tej powieści Turcja dąży do silnej Unii Europejskiej i przystępuje do niej w 2025 roku. Nie ma państwa islamskiego, tragedii uchodźców, Brexit. Tak mało czasu minęło a Dom Derwiszy jest już wizją przyszłości z zupełnie innej przeszłości. To interesujące i zarazem naprawdę straszne.

Podsumowując. Ian McDonald jest bardzo dobrym pisarzem nurtu przygodowego sf, moje doświadczenie mówi, że z wiekiem coraz lepszym. Nie jest jednak mistrzem opowiadań, ogólnie wszystkie są dobre, niektóre nawet lepsze, ale nie czytając ich nie tracimy nic istotnego, niemniej jeśli lubi się fantastykę warto je przeczytać, zaś Dom Derwiszy znać trzeba.

Ale i tak: przede wszystkim zachęcam do Luny.

Żeby było dokładnie 6/10 dla Dni Cyberbadu; 8/10 dla Domu Derwiszy.

Przeczytałam Iana McDonalda 4 książki, tę liczę jako dwie, (opowiadania i powieść w oryginale mają różne daty wydania) i ewidentnie im później książkę McDonald napisał tym bardziej mi się podoba. Żałuję, że nie znam (jeszcze) Rzeki Bogów, ale zgodnie z tą zasadą(angielski rok wydania Rzeki 2004,Brasyl...

więcej Pokaż mimo to

avatar
114
23

Na półkach:

Za "Dni Cyberabadu. Dom derwiszy" wzięłam się trochę z głupia frant. Nie należę do fanatyków "Uczty wyobraźni", obok książek dobrych (Baciagalupi!, "Welin" Duncana, "Wieki światła" MacLeoda) i niezłych ("Ślepowidzenie" Wattsa - które, gdybym wcześniej nie przeczytała "Arsenału" pewnie wydałoby mi się lepsze) znajdują się też kompletne porażki ("Dom burz" MacLeoda, "Viriconium" M. Johna Harrisona), a w dodatku seria jest lewicowa. Tak czy owak, generalnie prezentuje literaturę na pewnym poziomie (acz dobieranym wedle klucza, który do mnie osobiście nie przemawia). Słyszałam dobre rzeczy o "Rzece bogów" (choć z drugiej strony "Viriconium" mi polecono...) więc po chwili wahania sięgnęłam po "Dni Cyberabadu. Dom derwiszy".
Krótka notka o autorze brzmiała bardzo obiecująco: otóż Ian McDonald to pisarz science fiction, który osadza akcję swoich powieści w bardzo różnych, nieeuropejskich, kręgach kulturowych. Jakkolwiek mierzi mnie postkolonializm, tak uwielbiam egzotykę (mam świadomość, że jedno z drugiego wynika). Przecież to egzotyzm cenię w fantastyce najbardziej.
"Dni Cyberabadu. Dom derwiszy" to wydanie omnibusowe. Zawiera zbiór opowiadań "Dni Cyberabadu" osadzony w świecie "Rzeki Bogów" (a więc Indiach Przyszłości) i powieść "Dom derwiszy", której akcja toczy się w Stambule (a więc Turcji Przyszłości, z grubsza tej samej co ta w Indiach...).
Zacznijmy od zbioru opowiadań... Pierwsze z nich, "Sanjev i robociarze" jest niezłe - sama idea konfrontacji wyobrażeń i dziecięcych marzeń z rzeczywistością i sposób poradzenia sobie z jej wynikiem jest świetna (choć oczywiście daleka od oryginalności). Nie powalił mnie ten tekst, ale pomyślałam, że to takie słabsze opowiadanie na początek i zaraz sprawa się rozkręci. Przy kolejnym tekście, "Kyle poznaje rzekę", nie odłożyłam książki chyba tylko dlatego, że byłam w zbyt wielkim szoku. Otóż, pozwólcie że streszczę: Chłopiec w wieku szkolnym, syn dyplomaty, czy kogoś w ten deseń, mieszka na zamkniętym osiedlu wraz z innymi rodzinami zagranicznych oficjeli i biznesmenów, gdzieś w Indiach (zdaje się, że jest Amerykaninem). Razem z kolegą-hindusem (też synem jakiegoś ważniaka, ale lokalnego) grają w pewną sieciową grę - o ile można to nazwać grą. Zabawa polega na obserwacji wirtualnego świata w którym toczy się dziwna, przyspieszona ewolucja. W między czasie narasta napięcie między autochtonami a ludźmi Zachodu. Pewnego dnia nasz mały bohater ucieka ze strzeżonego osiedla, idzie do miasta, spotyka wspomnianego kolegę-hindusa i razem idą nad rzekę. Rzeka jest piękna, dzieciaki podziwiają widoki, a bohatera w końcu odnajdują zestresowani rodzice. Koniec.

Co to kurwa miało być?
Poważnie, to jest opowiadanie o chłopcu który poszedł nad rzekę.
Tak, wiem, że były tam mądrości o izolacji obcej kulturowo klasy rządzącej/posiadającej od większości autochtonów. Ale poważnie, kto poza Paulo Coelho poświęca takim banałom całe teksty? A najbardziej frustrujące jest to, że motyw gry zapowiadał się na dobry punkt wyjścia akcji (a co by było gdyby to nie była wirtualna rzeczywistość? Oczywiście wtedy autor musiałby się bardziej wysilić przy wymyślaniu zasiedlających go stworzeń) - i jak wiele innych został przez autora olany...
"Kyle poznaje rzekę" doskonale oddaje ducha twórczości McDonalda. Jest ostentacyjnie obyczajowa. Nie jest jakoś specjalnie zła - jest o niczym.
A co z tymi realiami kulturowymi? No, są. Na doczepkę. To tylko taki kostium. Zastanawiam się w ogóle czy można tu mówić o wykreowaniu odrębnego świata, czy to w ogóle z zasady jest fantastyka. To nasz świat, tylko za kilkadziesiąt lat. Powrzucał do niego różne gadżety i tyle. Nie ma do tego żadnego pomysłu na wykorzystanie tych różnych nieeuropejskich perspektyw. Wybiera pewne charakterystyczne cechy i tłucze do obrzydzenia te same motywy. Pokazuję i objaśniam: W Indiach Przyszłości jest poważny problem z dysproporcją płci - za mało kobiet. Czyli co to jest? Prosta ekstrapolacja sytuacji już istniejącej. W efekcie tej dysproporcji to mężczyźni szaleńczo zabiegają o kobiety (chcą się podobać) i to mężczyzna wnosi posag, a w takcie poszukiwania małżonki, przestaje się zwracać uwagę na kastową przynależność kandydatki. Mało to błyskotliwe, ale logiczne. Tylko że to się powtarza ciągle i ciągle... Albo: genetycznie zmodyfikowani, ulepszeni ludzie nazywani są Braminami. No ładne rozegranie sprawy, faktycznie jest kulturowo... tylko że to jest coś co może pełnić rolę smaczku, a nie maczugi z napisem HINDUISTYCZNA STYLIZACJA DZIWKO, którą się wali czytelnika po łbie i oczekuje entuzjazmu... Bo właśnie: obca kultura nie jest źródłem opowieści. Jest filtrem, przez który się opowieść przepuszcza. Teksty McDonalda zdecydowanie nie są tekstami o świecie. Przedstawiona wizja jest mała i ciasna, garściami czerpie ze współczesności ubierając ją tylko w obcobrzmiące słowa i wybiegając kawałek w przyszłość (nie na tyle, żeby się to stało interesujące). Całe te Indie Przyszłości składają się z kilku kawałków: Indie współczesne + Indie rozbite na poszczególne państwa + walka o wodę, bo zmiany klimatyczne i nie ma monsunów + sieć, rzeczywistość wirtualna równie istotna, co ta, hm, rzeczywista, status SI + dysproporcja płci + rozwarstwienie społeczne. I to właściwie wszystko. Właściwie określenie "wizja" wydaje się nie na miejscu. Ten hinduizm w dodatku - tak naprawdę niewiele z niego wynika. Trochę jest hinduskich słówek (neologizmy są na bazie hindu), trochę wierzeń, pojedyncze zwyczaje. Ale to tylko pozłotka. Równie dobrze mogłoby jej nie być.
Skoro nie świat, to może fabuła?
BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA. HA.
Opowiadanie albo są o niczym, albo nie wychodzą poza schemat fabularny romansu (i wtedy też są z grubsza o niczym, tylko jest przyczyna i skutek).
Czyli? Bo ja wiem? Diagnoza społeczna? Tylko, że to żadna diagnoza, taka współczesna. I wniosków brak. Pod tym względem - a mam wrażenie, że o to głównie chodziło - mamy tutaj ilustrację zbiorka oczywistości. Opowiadanie o kobiecie, która zostaje żoną AI, a potem tego męża zdradza - to znowu miało dobry punkt wyjścia (owa AI jest politykiem), ale koniec końców wyszło, ze baba woli prawdziwego kutasa od niewysłowionych wirtualnych rozkoszy (ze stajni apple... XD ). Jak rozumiem miało być o żonie agentce w totalitarnym systemie, kiedy nadchodzi wojna i ona i mąż znajdują się po dwóch stronach barykady... tylko na litość boską, ile razy już to przerobiliśmy? A na dodatek bohaterowie McDonalda generalnie mają cokolwiek wyjebane, jak to mawia młodzież...
Akcja powieści "Dom derwiszy" dzieje się w Turcji Przyszłości. Fabuła równie dobrze, jeśli nie lepiej, zagrałaby w niefantastycznym środowisku. Zresztą, co to za fantastyka, taka jak w CSI albo Agentach NCIS. Elementy sf (wielkie słowo) ponownie są tu tylko ozdóbką, gadżetem (bardziej nawet niż w "Dniach Cyberabadu"), generalnie bez znaczenia. "Dom derwiszy" jest lepszy od zbioru opowiadań, gdyż zwyczajnie ma fabułę - a raczej ich cały szereg, wszystkich związanych jakoś z tytułowym domem derwiszy. Kilkoro bohaterów w nim mieszka, Ayse prowadzi tam antykwariat, Adnan jest mężem Ayse itd. Wszystkie te linie fabularne rzecz jasna spotykają się na końcu (niekiedy w cokolwiek deus ex machina sposób).
Kiedy w końcu w powieści zaczyna się coś dziać (czyli po jakichś 2/3) jest nieźle - choć to powieść sensacyjna czy jak by ją tam zakwalifikować, może thriller przymiotnikowy nawet, a nie fantastyka. Zakończenie jest cokolwiek ofensywnie cukierkowe, ale w gruncie rzeczy to miła odskocznia po takim Tregillisie. Do tego: McDonaldowi świetnie idzie opisywanie dzieci, wątek Cana jest super. Wątek poszukiwania Zmelifikowanego Człowieka też jest niezły, to te nieliczne momenty, kiedy pojawia się trochę więcej islamu. Postacie epizodyczne w rodzaju kuzyna Naciego, czy Ahmeta i Mehmeta też są ciekawe.
Tak samo jednak jak w opowiadaniach z "Dni Cyberabadu" pojawiają się wątki i motywy, które nie zostają rozwinięte. Chociażby: w domu derwiszy brat jednego z bohaterów, Ismet, organizuje tajny tarikat. Bractwo chce przywrócić islamski system ludowych sędziów, sprawiedliwości ulicznej. Kwestie świeckości państwa są w Turcji ważne, nic więc dziwnego, że pojawiają się w powieści, której akcja dzieje się w Stambule. Problem polega na tym, że tylko i wyłącznie "się pojawiają".
McDonald traktuje różne kultury jak kostiumy, w które ubiera historie (i problemy), które mógłby osadzić w dowolnych realiach. Jestem na nie. Nie na tym polega fantastyka. Jeśli fantastyka nie jest niezbędna, to nie powinno się jej stosować. Kropka.
Jeśli ktoś lubi obyczaj i romanse - niech zerknie. Jest to nieźle napisane, może się spodobać. Jeśli ktoś chce fantastyki - nie ma po co, strata czasu. Ewentualnie można zerknąć na "Dom derwiszy", ale fantastyki jeszcze w nim mniej niż w "Dniach Cyberabadu". Za to bohaterowie lepsi, szczególnie Can.

Za "Dni Cyberabadu. Dom derwiszy" wzięłam się trochę z głupia frant. Nie należę do fanatyków "Uczty wyobraźni", obok książek dobrych (Baciagalupi!, "Welin" Duncana, "Wieki światła" MacLeoda) i niezłych ("Ślepowidzenie" Wattsa - które, gdybym wcześniej nie przeczytała "Arsenału" pewnie wydałoby mi się lepsze) znajdują się też kompletne porażki ("Dom burz" MacLeoda,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
924
30

Na półkach: , ,

"Dni Cyberabadu", są zbiorem opowiadań osadzonych w świecie wykreowanym przez McDonalda już w "Rzece Bogów" - Indiach w latach czterdziestych XXI wieku. Wybija się tym samym spośród mnóstwa twórców s-f którzy jako jedyną przyszłą drogę ludzkości widzą triumf kultury Europejskiej i Amerykańskiej przyćmiewających resztę świata. Jest to wizja bardzo namacalna, realistyczna, poruszająca tematy ekonomii, ekologii, demografii, geopolityki, możliwości podziału Indii, a zwracająca również uwagę na to jak ważnym graczem na arenie międzynarodowej może to państwo się stać w przyszłości.
A to tylko otoczka dla poruszenia czegoś istotniejszego. Zetknięcia ludzi i ich obyczajów, kultury oraz wierzeń z technologiami przyszłości - wojen innych niż znamy dzisiaj, rozrywek na innym poziomie, rozwoju człowieka w kontakcie ze sztuczną inteligencją, problemów mogących wyniknąć z modyfikacji genetycznych, choćby doboru płci u nienarodzonych dzieci, czy zamawianiu przez rodziców dzieci genetycznie idealnych. Poznajemy bohaterów z odmiennych warstw społecznych, trudzących się z innymi problemami, przechodzących w czasie tych opowieści czasami kilka etapów życia. Spory plus muszę dać McDonaldowi za umiejętność kreowania bohaterów dziecięcych, będących dla niejednego autora sporym problemem. Każde z tych opowiadań odsłania nam kolejne elementy świata przedstawionego i jedynie czytanie ich w kolejności pozwoli czytelnikowi na jasny odbiór, prowadząc do niesamowitego zakończenia w ostatniej, najdłuższej opowieści. Na koniec dodam, że nie trzeba znać "Rzeki bogów", żeby zabrać się za tę lekturę i zbiór ten nadaje się świetnie na pierwsze spotkanie z twórczością tego pisarza.

"Dom derwiszy" to dla odmiany powieść przenosząca nas do Turcji, a dokładniej do Królowej Miast - Stambułu. Nie jest to tylko przesiadka geograficzna oraz kulturowa, ale także przejście do całkiem innego świata, gdzie zamiast cybernetyki naprzód wysuwa się rozwój nanotechnologii. Tutaj nanotechnologia to nie tylko maszyny poruszające się w rojach nanobotów i potrafiące przybierać różne formy, ale również dużo mniejsze urządzenia, które mogą wpływać na ludzki umysł - działających jak środki pobudzające, zwiększające czasowo umiejętności intelektualne, wpływające po połknięciu na naszą pamięć pozwalając przyswajać konkretne informacje lub mogących zmienić na stałe ludzki umysł. Ten niezwykły pomysł nasuwa na myśl "Kongres Futurologiczny" Lema, a zagłębiając się w powieść możemy dostrzec również nawiązania do "Dzienników gwiazdowych" tegoż samego autora.
Fabuła toczy się wokół sześciu bohaterów, których losy w ciągu paru dni zaczynają się łączyć, chociaż każdy z nich musi przejść całkiem inną drogę - chłopiec cierpiący na rzadką wadę serca, poznający świat głównie dzięki zdalnie sterowanemu robotowi, dziewczyna wkraczająca w świat marketingu i start-upów, trader giełdowy szykujący się do wielkiej kradzieży, grecki naukowiec żyjący cieniami przeszłości, handlarka antykami podążająca za legendą, oraz chłopak, którego życie zaczyna się wywracać do góry nogami po zamachu terrorystycznym w tramwaju. Ta niezwykła mieszanka pozwala czytelnikowi poznać świat stworzony przez McDonalda z różnych perspektyw łączących historię, kulturę muzułmańską, wierzenia mistyczne, ekonomię, geopolitykę, technologię, los mniejszości narodowych i wizję terroryzmu przyszłości. Porywający jest tutaj również opis Stambułu i czuć wręcz jego esencję, a jeśli ktoś odwiedził już kiedyś to miasto, to w Stambule z "Domu derwiszy" się poczuje jak w domu. Całość składa się na wielopoziomową powieść sensacyjną pełną intryg i tajemnic od której ciężko się oderwać i McDonald kolejny raz pokazał, że świetnie sobie radzi przy tworzeniu wielowątkowych powieści.

Jeszcze na koniec pozwolę sobie na komentarz odnoszący się do obydwu utworów. Styl autora nie należy do lekkich, widać, że stara się dobrze wykorzystać każde zdanie, przekazując w swoich tekstach ogrom informacji. Ta niezwykła skrupulatność daje czytelnikowi obraz zapierający dech w piersiach, ale również trudny w odbiorze i wymagający ciągłego skupienia.
Polecam każdemu miłośnikowi s-f poszukującemu literatury ambitnej i wizjonerskiej. Po obydwu tych pozycjach jestem w stanie uwierzyć, że jeszcze za naszego życia ludzkość mogą czekać niezwykłe zmiany.

"Dni Cyberabadu", są zbiorem opowiadań osadzonych w świecie wykreowanym przez McDonalda już w "Rzece Bogów" - Indiach w latach czterdziestych XXI wieku. Wybija się tym samym spośród mnóstwa twórców s-f którzy jako jedyną przyszłą drogę ludzkości widzą triumf kultury Europejskiej i Amerykańskiej przyćmiewających resztę świata. Jest to wizja bardzo namacalna, realistyczna, ...

więcej Pokaż mimo to

avatar
2304
2041

Na półkach: , , , ,

Po raz kolejny przekonuję się, że nie dla mnie fantastyka...

Po raz kolejny przekonuję się, że nie dla mnie fantastyka...

Pokaż mimo to

avatar
13
7

Na półkach: ,

Spojrzenie na przyszłość wyewoluowaną z nie chrześcijańskiej kultury. Nowe spojrzenie na AI. Egzotyczna. Polecam

Spojrzenie na przyszłość wyewoluowaną z nie chrześcijańskiej kultury. Nowe spojrzenie na AI. Egzotyczna. Polecam

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dom derwiszy. Dni Cyberabadu


Reklama
zgłoś błąd