Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
malaskierka 
bosomiedzywersami.blogspot.com
Od zawsze mam do czynienia z książkami. Dzięki mamie, która czytała mi i zaszczepiła we mnie ziarno wyobraźni. Kiełkowało powoli ciągle głodne kolejnych światów, historii i żyć. Dziś książki są dla mnie formą drugiego życia, odpoczynku a nienasycona wyobraźnia nadal chce więcej i więcej... Książki to niezwykli towarzysze całego mojego życia. "Książki kochają każde­go, kto je ot­wiera, dając mu poczu­cie bez­pie­czeństwa i przy­jaźń, nicze­go w za­mian nie żądając." - Cornelia Funke
28 lat, kobieta, Bydgoszcz, status: Czytelniczka, dodała: 1 ksiązkę i 64 cytaty, ostatnio widziana 8 godzin temu
Teraz czytam
  • Anne of Avonlea
    Anne of Avonlea
    Autor:
    Anne is about to start her first term teaching at the Avonlea school, although she will still continue her studies at home with Gilbert, who is teaching at the nearby White Sands School. The book...
    czytelników: 15800 | opinie: 278 | ocena: 7,16 (9313 głosów)
  • Wołanie w górach. Wypadki i akcje ratunkowe w Tatrach
    Wołanie w górach. Wypadki i akcje ratunkowe w Tatrach
    Autor:
    Wielokrotnie wznawiany bestseller. Opowieść o historii powstania i działalności pogotowia górskiego w polskich Tatrach, kronika najciekawszych oraz najtrudniejszych akcji ratunkowych przeprowadzanych...
    czytelników: 838 | opinie: 29 | ocena: 7,48 (276 głosów) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-05-26 09:54:14
Taki jest mój cel. Intuicyjnie, ze spokojem dążyć do prawdy, nikogo nie krzywdzić, rozdawać dobro i ciepło, a jeśli los obróci się przeciwko mnie, pamiętać, że każde cierpienie ma swój kres.
 
2017-05-26 09:50:26
Każdy z nas ma swoją prywatną niepodległość i jest sens walczyć o nią, zmagać się. [...] Żeby zostać sobą, trzeba najpierw dostać po głowie, spalić się ze wstydu i psychicznie zamordować.
 
2017-05-26 09:45:41
Czytanie jest jak terapia, to książki nauczyły mnie, jak patrzeć na świat, one i inni ludzie, więc nie skupiaj się jedynie na sobie. Tylko będąc na dnie człowiek staje się prawdziwie wolnym.
 
2017-05-26 09:37:30
Kolejny raz mijam te same drzewa, łąki, pola. Jak dobrze, że w naszym życiu są chwile powtarzalności. Bywają przerywane kataklizmami, ale jeżeli mamy do czego wracać, to nie jesteśmy jak drzewo wyrwane z korzeniami. [...] Pewna stałość jest potrzebna. Powtarzalność rytuałów, świąt, wolnych niedziel pozwala na wytchnienie i zwolnienie tempa.
 
2017-05-26 09:27:20
Żeby naprawdę poczuć las, trzeba doświadczyć go każdym zmysłem. Wzroku, węchu, dotyku. Aby się z nim zjednoczyć, należy wyostrzyć szósty zmysł- intuicję. Ten najbardziej ukryty, o którego istnieniu nie każdy wie. Zwierzę ma instynkt, człowiek- intuicję.
 
2017-05-26 09:21:07
Dobry ciepły obiad w podbramkowych sytuacjach ratuje zbolałe dusze.
 
2017-05-23 17:07:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Zwilczona (tom 1)

Jaśmina, młoda mama, nauczycielka, mieszkająca w małej, malowniczo położonej, mazurskiej wiosce. Życie płynie spokojnie, właśnie zaczęły się wakacje. Wydaje się, że wszystko jest na swoim miejscu. Pewnego dnia świat staje na głowie. Odbiera telefon od zrozpaczonej przyjaciółki, która odkrywa, że jest zdradzana, a mąż łamie nogę w wypadku motocyklowym. Wkrótce sprawy komplikują się jeszcze... Jaśmina, młoda mama, nauczycielka, mieszkająca w małej, malowniczo położonej, mazurskiej wiosce. Życie płynie spokojnie, właśnie zaczęły się wakacje. Wydaje się, że wszystko jest na swoim miejscu. Pewnego dnia świat staje na głowie. Odbiera telefon od zrozpaczonej przyjaciółki, która odkrywa, że jest zdradzana, a mąż łamie nogę w wypadku motocyklowym. Wkrótce sprawy komplikują się jeszcze bardziej. W tym wirze kobieta odnajduje swoją drogę dzięki świeżo rozbudzonej intuicji. "Zwilczona" to proza życia otoczona pachnącym zielem, trzaskiem płomieni i tajemnicą.


Przyznam, że dość długo zabierałam się do napisania tej recenzji. Podchodziłam do książki jak pies do jeża, trochę z przodu, trochę z boku i nie bardzo wiedziałam jak to ugryźć. Gdy zaczynałam czytać oczekiwałam rodzimej opowieści o przebudzeniu kobiecej intuicji, o budowaniu wewnętrznej siły i harmonii. Tego nauczyłam się czytając "Biegnącą z Wilkami" i tym Clarissa Pinkola Estes mnie urzekła. Dodatkowo "Zwilczona" kusiła mnie mazurską magią. Chciałam więc zanurzyć się w tajemnych recepturach, wierzeniach, musnąć tej magii całą sobą. Jednak moje oczekiwania całkowicie rozminęły się z tym co otrzymałam. Jestem trochę rozczarowana i zawiedziona. W moim odczuciu książka składa się z 2 równoległych opowieści. Jednej metafizycznej, magicznej i urokliwej, której oczekiwałam. Oraz drugiej, będącej zwyczajną szablonową, polska obyczajówką, która doprowadzała mnie do pasji. Obie trochę nieudolnie sklejone w jedną, lekko krzywą historię. Samej magii było "co kot napłakał", a czar mazurskich krain został skutecznie uduszony przez rozterki głównej bohaterki. Brakowało mi rozwinięcia tematu babki, tajemniczej księgi, a sam tarot został potraktowany po macoszemu. Taki potencjał, a pozostał niewykorzystany. Szukałam w tym wszystkim także Wilczycy, którą przedstawiła mi Estes, jednak zamiast zharmonizowanej, pięknej, silnej i dumnej istoty, dostałam miotające się, przestraszone zwierzę. Regularnie w mojej głowie odzywał się głos:"To nie tak! Przecież nie o to chodzi!". Miałam wrażenie, że autorka zachłysnęła się tematem i trochę ją to przerosło. Wtłaczając archetyp dzikiej kobiety w szablonowa obyczajówkę sprawiła, że całość stała się płytka i straciła na znaczeniu. Sama główna bohaterka z początku nawet przypadła mi do gustu, lubiłam obserwować ją i jej otoczenie. Jednak z czasem stała się irytująca. Jej wybory, zadurzenie w kimś kto od pierwszego zdania sprawił, że moja intuicja krzyczała "Uciekaj!", te bitwy z myślami, te emocje jak chorągiewka. No i gdzie w tym odnajdywanie siebie? Wciśnięte pomiędzy jedną ckliwą wiadomość, a kłótnię z mężem, spłaszczone do granic możliwości. Nie! Zdecydowanie to nie moja bajka.


Jedno muszę oddać. W "Zwilczonej" znaleźć można wiele ciekawych i mądrych fragmentów. Nauczyła mnie również do czego używać rozmarynu oraz lebiodki, ale czemu tylko tyle? Z wielka chęcią poznałabym więcej tajników zielarskich, ale chyba będę musiała poszukać gdzieś indziej.

Gdy zaczynałam pisać ten post, nie miałam jeszcze wyklarowanej opinii na temat książki. Mimo to postanowiłam zasiąść i pozwolić sobie na podążanie za intuicja. W miarę jak przybywają słowa, widzę, że mieści się tu wszystko to co mam w głowie. Więc skąd niepewność? Nie wiem.



Czas wyciągać wnioski. Moim zdaniem idealnym podsumowaniem "Zwilczonej" jest określenie, które przeczytałam kiedyś w pewnej grupie dyskusyjnej: "Jest to książka dla smutnych kobiet." Wierzę, że ma ona swój potencjał i może skłaniać do refleksji, ja jednak nie odnalazłam tego. Oczekiwałam gór i dolin, dostałam hektar stepu. Oczekiwałam emocji i głębi, a jedyną emocją jaka towarzyszyła mi było rozdrażnienie (o głębi nie było mowy). Tylko czy przemawia przeze mnie rozczarowanie, a może problem leży gdzieś indziej? Daję 4/10 i już wiem że nie sięgnę po kolejną cześć.

pokaż więcej

 
2017-05-16 18:08:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Chcę w prezencie, Ulubione

Tytułowy Charlie różni się od rówieśników. Jest samotnikiem, typem bacznego obserwatora, niezwykle spostrzegawczy, wrażliwy, wycofany i nieśmiały. Przed sobą ma stresujący pierwszy rok w nowej szkole, a za sobą... pierwsze załamania nerwowe. Pewnego dnia poznaje Sam i Patricka, dwoje uczniów, którzy wprowadzają Charliego w świat seksu, narkotyków i alkoholu, w którym chłopiec poznaje czym jest... Tytułowy Charlie różni się od rówieśników. Jest samotnikiem, typem bacznego obserwatora, niezwykle spostrzegawczy, wrażliwy, wycofany i nieśmiały. Przed sobą ma stresujący pierwszy rok w nowej szkole, a za sobą... pierwsze załamania nerwowe. Pewnego dnia poznaje Sam i Patricka, dwoje uczniów, którzy wprowadzają Charliego w świat seksu, narkotyków i alkoholu, w którym chłopiec poznaje czym jest akceptacja, tolerancja i prawdziwa miłość. Książka jest napisana w formie terapeutycznych listów do nieznajomego, co nadaje jej lekkości i swoistego klimatu.

Z początku myślałam, że intuicja wystrychnęła mnie na dudka, a spotkanie z "Charliem" okaże się płowe i bezbarwne. Chłopiec wydawał się niedojrzały, trochę zbyt rzewny, zbyt ckliwy. Musiałam sporo się natrudzić by wbić sobie do głowy ten jakże odmienny od rzeczywistości obraz nastolatka. Coś mi zgrzytało, nie działało jak powinno. Z czasem i bardzo pomału wtapiałam się w fabułę, poznawałam kolejne fakty by w mniej więcej w połowie książki polubić bohaterów. Lubiłam siadać w kącie i obserwować ich zmagania z rzeczywistością, dorastaniem i problemami dorosłych. Urzekł mnie klimat jaki panował w grupie. Wzajemna otwartość, akceptacja, tolerancja, zrozumienie i wyznaczanie granic, tak bardzo dojrzałe i dorosłe, ale jednocześnie okraszone młodzieńczą odwagą, witalnością, lekkomyślnością i humorem. Mieszanka wręcz elektryzująca oraz inspirująca. Nie mogłam oderwać wzroku od tych młodych-dorosłych. Czasem przystawałam na chwilę by się zastanowić, czasem pochłaniałam stronę za stroną.
Bardzo mi się podobała forma listów i nagłówek: "Drogi Przyjacielu!". Sprawiał on, że czułam się bezpośrednim odbiorcą listu, powiernikiem... przyjacielem. Dystans w sekundzie skracał się do minimum, a ja niemal jak duch uczestniczyłam w każdym spotkaniu, historii czy opowieści. Mimowolnie angażowałam się w relacje trojga przyjaciół by pod koniec zacząć przeżywać naprawdę. Książkę skończyłam jakąś godzinę temu, odłożyłam na półkę, ale emocje zostały. Ciężką kluchą zagnieździły się wewnątrz mojej klatki piersiowej i nie chcą odpuścić. Co czuję? Hmm... Rozczarowanie światem, lekki bunt, smutek i trochę goryczy, ale wiem, że w tym kłębowisku rośnie siła. Siła człowieka, który powstaje, a to rodzi nadzieję. Przyznam, że mam ochotę przeczytać tę książkę jeszcze raz i przyjrzeć się tej historii ponownie, najchętniej w najbliższym czasie, bo mam trochę wrażenie, że coś mi umknęło. Czuję też trochę niedosyt... Hmm... Chyba to będzie kolejna pozycja która zagości na mojej półce. ;)


"Charlie" choć potrzebuje małego rozbiegu jest pozycją bardzo ciekawą. Żeby to udowodnić opowiem z łapką na sercu dzisiejszą anegdotkę. Otóż rano zmęczona po nocce w pracy, położyłam się grzecznie do łóżka, przykryłam kocykiem i chwyciłam za książkę. Chciałam przeczytać parę stron i usnąć (jak zawsze), a wyszło na to, że skończyłam książkę tak rozbudzona, że o spaniu mogłam tylko pomarzyć ;)
Czy potrzeba lepszej reklamy?
Daję 8/10 i polecam gorąco!

pokaż więcej

 
2017-05-14 23:31:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Chcę w prezencie, Ulubione

Po przepysznej przystawce w postaci "Pułapki Tesli", wygłodniała rzuciłam się wręcz na kolejną książkę, tym razem Jarosława Grzędowicza o wdzięcznej nazwie "Wypychacz Zwierząt". Całą sobą pragnęłam zatopić zęby w fantastyce. Takiej rasowej, dobrze przyprawionej, ociekającej sosem, a jednocześnie zamkniętej w niewielkiej porcji. Wybór wyśmienity...


"Wypychacz Zwierząt" to zbiór 13 opowiadań...
Po przepysznej przystawce w postaci "Pułapki Tesli", wygłodniała rzuciłam się wręcz na kolejną książkę, tym razem Jarosława Grzędowicza o wdzięcznej nazwie "Wypychacz Zwierząt". Całą sobą pragnęłam zatopić zęby w fantastyce. Takiej rasowej, dobrze przyprawionej, ociekającej sosem, a jednocześnie zamkniętej w niewielkiej porcji. Wybór wyśmienity...


"Wypychacz Zwierząt" to zbiór 13 opowiadań Jarosława Grzędowicza. Pochodzą z różnych okresów i są pisane pod różnym impulsem, ale razem tworzą swoisty przekrój możliwości i kunsztu autora. Znajdziemy tu opowiadania króciutkie i dłuższe, te bardziej fantasy oraz te z pogranicza s-f. Wszystko okraszone ciekawym posłowiem, które wydobywa po raz kolejny emocje jakie towarzyszyły nam podczas czytania.


Poprzedni zbiór opowiadań Grzędowicza utrzymany był w mrocznym i cięższym klimacie. Tu zetknęłam się z prawdziwą fantastyką w krótkim wydaniu. Gdy przeczytałam pierwsze, zaledwie 7 stronicowe opowiadanko już wiedziałam, że to strzał w 10. Rozsmakowałam się powoli w każdej z tych historii. Czułam się jak ryba w wodzie, jak dzika kotka w swoim naturalnym środowisku. To było dokładnie to czego w tej chwili potrzebowałam! Odczuwałam wyraźnie, że każde z opowiadań było dopracowane, oszlifowane i wypolerowane, by w swej ostatecznej formie dotrzeć do odbiorcy. Czułam, że w moje ręce trafił kawał ciężkiej pracy, godzin spędzonych na pisaniu, sprawdzaniu i poprawianiu. Co ciekawe, opowiadania nie straciły po drodze swej lekkości.


Nie umiem powiedzieć, które z historii były lepsze, a które gorsze. Wszystkie trzymały poziom, wszystkie wywoływały emocje. Jednak opowiem o 3, które wywołały na mnie największe wrażenie.

Pierwszą z nich jest "Buran Wieje z Tamtej Strony"- historia tajemnicza, przypomina mi te, opowiadane wieczorami przy ogniskach. Jej spokojny rytm sprawił, że przysiadłam na chwile i chciałam słuchać tej opowieści oraz szumu wiatru. Jak zaczarowana...

Drugim jest "Weekend w Spestreku"- opowiadanie tak bardzo przypominało mi o obecnej rzeczywistości i modnej, dochodzącej do absurdu poprawności politycznej, że po części zatarła mi się granica między jawą, a wyobraźnią. Gdy skończyłam je, odłożyłam książkę i zaczęłam się zastanawiać czy nie będzie ono poniekąd prorocze. Przecież już tak mało brakuje by zwykły heteroseksualny, szary człowiek był szykanowany za swoją... normalność? To smutne...

Trzecim i najdłuższym opowiadaniem jest "Wilcza Zamieć". Już od początku z zapartym tchem śledziłam losy załogi łodzi podwodnej, gdy jednak w to wszystko wmieszała się mitologia nordycka, a cała akcja stanęła na głowie musiałam zbierać żuchwę z podłogi. Byłam kompletnie zaskoczona sposobem w jaki autor zlepił te dwa różne światy, w jeden i to pasujący do siebie jak dwa puzzle. Zachwycona prześledziłam ponownie całe opowiadanie i nigdzie nie mogłam znaleźć spawu. Wow!


Chcecie wybrać się na niesamowitą podróż meandrami fantastyki i s-f, z wyjątkowym i dobrze przygotowanym przewodnikiem? "Wypychacz Zwierząt" już czeka, a ja mogę obiecać Wam, że nie będziecie żałować. Stawiam przed Wami parujący, bosko pachnący, ociekający sosem i przepyszny kawał świetnej polskiej fantastyki, który nie potrzebuje reklamy. Przemawia sam za siebie. Możecie go pożreć lub delektować się po kawałeczku, ale wiem że będziecie zadowoleni.

pokaż więcej

 
2017-05-14 19:31:01
Ma nowego znajomego: Aleksandra
 
2017-05-14 19:30:11
Ma nowego znajomego: Anita
 
2017-05-13 15:57:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Chcę w prezencie, Ulubione
Książka jest przypisana do serii/cyklu "fantastyczna fabryka". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.

Nic tak nie leczy jak herbata z miodem, trochę ciepła i dobra fantastyka. Niezmienną miłość do pióra Andrzeja Ziemiańskiego żywię już od studiów, więc gdy tylko spotkałam na swojej drodze "Pułapkę Tesli" wiedziałam, że to będzie coś! I się nie zawiodłam. :)


"Pułapka Tesli" to zbiór opowiadań z gatunku s-f i fantastyki okraszony specyficznym językiem i stylem autora. Dużo tu Wrocławia, trochę...
Nic tak nie leczy jak herbata z miodem, trochę ciepła i dobra fantastyka. Niezmienną miłość do pióra Andrzeja Ziemiańskiego żywię już od studiów, więc gdy tylko spotkałam na swojej drodze "Pułapkę Tesli" wiedziałam, że to będzie coś! I się nie zawiodłam. :)


"Pułapka Tesli" to zbiór opowiadań z gatunku s-f i fantastyki okraszony specyficznym językiem i stylem autora. Dużo tu Wrocławia, trochę Tesli i jego patentów, ostrej amunicji i skoków w czasie. Nie brakuje wartkiej akcji i gwałtownych zwrotów, a także emocji.


Andrzejowi Ziemiańskiemu ufam bezgranicznie i bez obaw sięgam po jego książki. Tak było i tym razem. Ledwie żywa "poszłam do łóżka" z "Pułapką Tesli" i czułam jak wraca mi energia. Z każdą przeczytaną stroną wciągałam się bardziej i bardziej. Opowiadanie za opowiadaniem przepadałam. Chciałam więcej i więcej. Nie przeszkadzał mi ani trochę seksistowski, ciężki i typowo męski styl autora. Taki jego urok, który sprawia, że chcę go czytać bez umiaru. Spotkałam się tu z klasycznymi opowiadaniami fantasy, takimi jak "Dom polski", czy opowiadanie tytułowe "Pułapka Tesli". Historiami z pogranicza s-f: "Chłopaki, wszyscy idziecie do piekła" i "A co jeśli ja jestem Bogiem?". Ale największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie o charakterze thrilleru, po którym miałam ciarki na plecach o tytule "Wypasacz". Ten świetnie skomponowany zestaw porwał mi jeden dzień i wcale nie żałuję. Jedyną wadą do jakiej mogę się przyczepić to to, że się skończył. Książka jest dość szczupła, niestety kończy się szybko i pozostawia duży głód fantastyki. Świetna jako przystawka przed daniem głównym :) . Jak sobie przypominam to znów staję się głodna ;)


Dla każdego, kto nie boi się sięgnąć po fantastykę inną niż tę w wersji "fit" lub "light", dla każdego kto chce rozbudzić w sobie apetyt na fantastykę oraz dla wszystkich mających "smaczka" na przekąskę gatunku s-f -to będzie świetny wybór. Polecam z całego serca i daję od siebie okrągłe 8/10.

pokaż więcej

 
2017-05-13 14:01:12
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Wyobraźmy sobie piekło trochę inaczej. Wyrzućmy z głowy smołę i kotły, trzaskające bicze i wrzaski potępieńców. Co powiecie na piekło w formie korporacji, ogromnej firmy z wszystkimi jej zaletami, wadami i... biurokracją? Z systemem kar, szkoleń i wysokimi wymaganiami wobec pracowników. KorpoHell! Brzmi ciekawie? I jest ciekawe. Co ciekawe Listy... choć mają swoje lata to nadal pozostają... Wyobraźmy sobie piekło trochę inaczej. Wyrzućmy z głowy smołę i kotły, trzaskające bicze i wrzaski potępieńców. Co powiecie na piekło w formie korporacji, ogromnej firmy z wszystkimi jej zaletami, wadami i... biurokracją? Z systemem kar, szkoleń i wysokimi wymaganiami wobec pracowników. KorpoHell! Brzmi ciekawie? I jest ciekawe. Co ciekawe Listy... choć mają swoje lata to nadal pozostają aktualne, a ich ponadczasowe treści zastanawiają i zaskakują do dziś. Są niezwykłym, błyskotliwym studium wiary i religijności człowieka, ale nie tylko...


Sięgając po Listy... wiedziałam, że mam mało czasu. Termin biblioteczny zbliżał się wielkimi krokami, grypa szalała w najlepsze, a ja smarkata i zakopana w koce nie miałam ochoty na nic. Jednak zawzięłam się i postanowiłam podołać wyzwaniu i dobrze wykorzystać ten czas, gdy mogłam legalnie wylegiwać się w łóżku przez cały dzień ;) . Przyznam, łatwo nie było. Skupienie spadało do zera, ale na szczęście lekki język i narracja w formie listów sprawiły, że czytało się szybko i miło.

Samo czytanie Listów... było niezwykle ciekawym doświadczeniem. Mogłam przez ramię diabła zerkać na proces kuszenia. Poznawać sztuczki i przekręty, często tak bardzo niewinne, a niosące ze sobą spore konsekwencje. Czasem odkładałam książkę by się nad tym zastanowić i przemyśleć własne postępowanie. I nie mam na myśli tylko aspektu religijnego, ale takie zwykłe normalne życie. Proces zniechęcania się, odpuszczania sobie by w końcu zaniechać całkowicie. Listy... są swoistym studium życia człowieka, jego zmienności i skłonności do osiadania na laurach, ale też siły.


Ciekawa, błyskotliwa książka, która zmusi do ruszenia szarych komórek. Cieszę się, że po nią sięgnęłam, choć myślę, że w innym czasie wywołałaby na mnie większe wrażenie. Na chwilę obecną daję 6/10.

pokaż więcej

 
2017-05-04 19:49:46
Ma nowego znajomego: szirmak
 
Moja biblioteczka
302 154 1163
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (22)

Ulubieni autorzy (14)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (112)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd