Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Cud w Andach

Tłumaczenie: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Muza
7,93 (164 ocen i 26 opinii) Zobacz oceny
10
23
9
40
8
44
7
34
6
11
5
9
4
1
3
2
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Miracle in the Andes
data wydania
ISBN
978-83-7495-069-5
liczba stron
306
słowa kluczowe
Andy, rozbitkowie, samolot, cud, góry
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodał
Shelby

Trzynastego października 1972 roku samolot lecący z Urugwaju do Chile, na którego pokładzie było 45 osób, w tym przede wszystkim członkowie studenckiej drużyny rugby, rozbił się w Andach. Trwającą 72 dni gehennę przeżyło 16 osób - kilka zginęło na miejscu, większość zmarła wkrótce wskutek odniesionych ran i wycieńczenia, a także pod lawiną śnieżną, która zasypała szczątki samolotu. Miejsce...

Trzynastego października 1972 roku samolot lecący z Urugwaju do Chile, na którego pokładzie było 45 osób, w tym przede wszystkim członkowie studenckiej drużyny rugby, rozbił się w Andach. Trwającą 72 dni gehennę przeżyło 16 osób - kilka zginęło na miejscu, większość zmarła wkrótce wskutek odniesionych ran i wycieńczenia, a także pod lawiną śnieżną, która zasypała szczątki samolotu. Miejsce tragedii było tak niedostępne, że ekipy ratownicze po bezskutecznych próbach wkrótce zaprzestały poszukiwań. Żywności zabrakło po kilku dniach. Kiedy w oczy ocalałych zaczęła zaglądać śmierć głodowa, musieli podjąć najtrudniejszą w życiu decyzję...

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 664
Scarlett | 2010-12-01
Na półkach: Przeczytane, Hall of fame
Przeczytana: 01 grudnia 2010

Czekając dziś na spóźniający się tramwaj i narzekając w myślach na siarczysty mróz, nie mogłam przestać myśleć o przeczytanym ostatnio "Cudzie w Andach". Siła, z jaką opowieść ta zawładnęła moim umysłem (i sercem też), niezmiennie doprowadza mnie do ciężkiej konsternacji. Dawno już żadna książka nie zrobiła na mnie tak piorunującego wrażenia.

Wspomniany "Cud..." to opowieść człowieka, który dokonał niemożliwego. Nando Parrado - jeden z ocalałych z głośnej katastrofy lotniczej, do której doszło w 1972 r. w Andach, dzieli się z czytelnikiem wszystkim tym, co było jego udziałem w trwającej 10 tygodni gehennie. Samolot rozbił się w samym sercu gór, w środku zimy. Osoby, które przeżyły, dowiedziały się wkróte, że ekipy ratownicze odwołały poszukiwania. Można wyobrazić sobie ich rozpacz i niedowierzanie, gdy dowiedzieli się, że już postawiono nad nimi krzyżyk. Nad wciąż żywymi ludźmi.
Fernando bez owijania w bawełnę pisze o heroicznej walce z górami, o batalii o każdy następny dzień życia. O beznadziei, która powoli i skutecznie ogarniała wszystkich ocalałych. O głodzie, który zmusił ich do aktów kanibalizmu. O dojmującym zimnie, przy którym moje dzisiejsze perypetie z tramwajem mogą się schować. O woli walki, o tęsknocie za domem, a nade wszystko o Miłości, która wyciągnęła go z tego zimnego piekła.
Tak, o Miłości. Nando pięknie, magicznie wręcz pisze o uczuciu do ojca, które utrzymywało go przy życiu na śnieżnej pustyni. Opowiada on o postanowieniu, jakie złożył sam sobie, kuląc się we wraku poharatanego samolotu. Obiecał on, że przejdzie przez góry i sprowadzi pomoc dla swych towarzyszy, a także wróci do swojego ojca i pokaże mu, że niemożliwe nie istnieje. Czyste szaleństwo - wycieńczony, kompletnie przemarznięty mężczyzna nadający się do natychmiastowej hospitalizacji roi obie, że przejdzie setki kilometrów. Bez jakiegokolwiek wyposażenia, w zdartych butach do gry w rugby i letnich spodniach.

"A co ze mną? Czy moje szanse na szczęście umrą wraz ze mną w tym lodowatym piekle? Dałem się ponieść fantazji. Gdzie była w tym momencie kobieta, którą miałem poślubić? Czy też rozmyślała nad swoją przyszłością: kogo poślubi i gdzie on teraz jest? Tu jestem, pomyślałem, mrożę tyłek na szczycie świata i myślę o tobie..." (s. 135)

Magiczna opowieść. Czytając ją, czułam na policzkach chłód andyjskiego wiatru. Przeżywałam razem z ocalałą Lilianą jej tęsknotę za domem. Płakałam razem z Gustavo, żegnającym swego najlepszego przyjaciela, którego zabrały mu góry. Cierpiałam wespół z Javierem, dla którego gorszy od fizycznego bólu był kryzys wiary w Boga.
I płakałam ze szczęścia razem z Nando i Roberto, którzy pokazali światu, że jeśli Miłość jest na pierwszym miejscu, jeśli uczynimy ją siłą napędową naszego życia, możemy pokonać absolutnie każdą przeszkodę, stającą na naszej drodze.

"Są rzeczy, które wiem na pewno. Wiem, że umrę. Wiem też, że jedyną rozsądną odpowiedzią na coś tak przerażającego jest miłość. Arturo Nogueira, jeden z naszych najdzielniejszych towarzyszy, powtarzał, zanim umarł: "Nawet tutaj, nawet kiedy cierpimy, życie jest nadal warte przeżycia..." Miał na myśli to, że nawet gdy wszystko nam odebrano, mogliśmy nadal myśleć o naszych bliskich, zachować ich w sercach i hołubić jak skarby naszego życia. Arturo, jak my wszyscy, odkrył, że tylko to się liczy. [...] Jak mawialiśmy w górach: "Oddychaj. Weź jeszcze jeden oddech. Z każdym oddechem jesteś żywy." Po wszystkich tych latach jest to nadal najlepsza rada, jakiej mogę udzielić: Delektujcie się istnieniem. Przeżywajcie każdą chwilę. Nie traćcie ani oddechu."


Bardzo, bardzo gorąco polecam. "Książka pełna skarbów", tak teraz o niej myślę.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Z moim tatkiem

Kasiek z bloga 'Z pasją o dobrych książkach i nie tylko...' ukuła takie fajne określenie na takie książki 'Trupy z półki'. Ja je tu przytoczę, bo świe...

zgłoś błąd zgłoś błąd