Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Obce miasto. Wrocław 1945 i potem

Tłumaczenie: Małgorzata Słabicka
Wydawnictwo: Via Nova
8,28 (57 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
11
9
15
8
17
7
12
6
0
5
0
4
1
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Die fremde Stadt: Breslau 1945
data wydania
ISBN
978-83-60544-07-5
liczba stron
512
kategoria
historia
język
polski
dodał
fck

Fascynująca historia powojennego Wrocławia. W 1945 roku to największe niemieckie miasto na wschód od Berlina znalazło się w granicach administracyjnych nowej Polski. Niemcy zostali wypędzeni, na ich miejsce przybyli Polacy, wśród których znajdowali się liczni wypędzeni z polskich Kresów Wschodnich. Dla większości nowych osadników Wrocław na długo pozostał obcym miastem. To co w polityce...

Fascynująca historia powojennego Wrocławia. W 1945 roku to największe niemieckie miasto na wschód od Berlina znalazło się w granicach administracyjnych nowej Polski. Niemcy zostali wypędzeni, na ich miejsce przybyli Polacy, wśród których znajdowali się liczni wypędzeni z polskich Kresów Wschodnich. Dla większości nowych osadników Wrocław na długo pozostał obcym miastem. To co w polityce sprowadzało się do pociągnięcia zaledwie jednej kreski, tutaj okazało się dramatycznym przełomem, którego przezwyciężenie do dziś definiuje życie tego miasta.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2553
beata | 2016-07-10
Przeczytana: 10 lipca 2016

Zanim skończyłam czytać tę książkę, jej objętość podwoiła się za sprawą wklejanych przeze mnie karteczek samoprzylepnych. Tak już mam, że gdy czytam książkę, lubię mieć pod ręką bloczek z karteczkami, by, gdy napotkam coś ciekawego, wymagającego przemyślenia, sprawdzenia bądź zanotowania, zaznaczyć dany fragment. Zwykle po skończonym dniu czytelniczym, albo po zakończeniu rozdziału robiłam „porządek” z karteczkami. W przypadku tej książki było inaczej: ciekawość dalszej treści nie pozwoliła mi na porządkowanie karteczek, nie mogłam się od niej oderwać. Z pewnością wrócę do tej książki niejeden raz.

To nieco przetworzona wersja pracy doktorskiej autora, niemieckiego historyka i slawisty, którą obronił w czerwcu 2002 roku. Autor starał się rzetelnie i obiektywnie przedstawić tragiczny koniec niemieckiego Wrocławia i trudne dziesięciolecia powojennej polskości tego miasta. Czy mu się udało? A któż to może ocenić? Zwłaszcza dziś, będąc świadkami sporów i kłótni dotyczących współczesnych nam wydarzeń, a przedstawianych krańcowo różnie (gdzie na poparcie każdej tezy są dowody, świadkowie, dokumenty itp…). Poza jednym wyjątkiem, gdy w tekście pojawiło się głupie słowo: „rzekome”, zakładające bardziej chęć oszustwa, a nie np. brak dowodów (podczas wizyty kardynała Augusta Hlonda u wikariusza kapitulnego, kardynał „przekazał mu rzekome życzenie papieża Piusa XII”, by Piontek zrzekł się jurysdykcji nad obszarami na wschód od Odry i Nysy, żeby Hlond mógł wprowadzić tam polską administrację), miałam wrażenie ogromnych starań, by przedstawiony obraz był jak najbardziej obiektywny.

Jestem Dolnoślązaczką. Z pierwszego pokolenia naszej rodziny urodzonego na tych ziemiach. Mój tata przyjechał tu z rodziną wkrótce po wojnie, jako dziesięciolatek, mama jako pełnoletnia już dziewczyna w poszukiwaniu pracy w drugim dziesięcioleciu po wojnie. Moja pamięć nie może więc sięgać pierwszych lat powojennych. I chociaż moje pierwsze wspomnienia obejmują czas, kiedy Polska miała rosnąć w siłę, a ludzie żyć dostatniej, pamiętam doskonale wciąż jeszcze żywą pogardę dla wszystkiego, co poniemieckie, niszczenie niemieckich cmentarzy i pomników, poczucie tymczasowości i niedbałości o otoczenie, wieczny płacz na podwórku najmniej lubianego dziecka, bo w zabawie w wojnę musiało być Niemcem. Pamiętam ogromną różnorodność językową i kulturową rodziców moich koleżanek i kolegów (i ich samych też), którzy przybyli tutaj z różnych stron. I pamiętam coś, czego do końca nie potrafiłam nazwać, a co wiązało się z poczuciem „miasta bez pamięci”, swoistym brakiem „pępowiny” łączącej ludzi z tymi ziemiami...

Książka pomaga usystematyzować wiedzę znaną dziś z opowieści starszych członków rodziny, sąsiadów, literatury wspomnieniowej… Pomaga nadać charakter prawdy niektórym, trudnym do uwierzenia opowieściom, snutym przez bardzo wiekowych mieszkańców tych terenów. Pomaga zrozumieć (logika) mechanizmy działań ówczesnych rządzących i reakcje prostych ludzi. Ułożyć w ciąg zdarzeń chichotów historii, obłudy polityki i tragedii setek tysięcy ludzi. Ale nie pozwala przyjąć tego emocjom.

Napisana jest bardzo przystępnie, wzbogacona unikatowymi fotografiami i fragmentami pamiętników z tamtych czasów. Wciąga bardziej, niż niejedna pozycja beletrystyczna.

To ważna książka. Dla mnie. I może innych osób, które odczuwały ten brak pępowiny:).

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Hotel pod jemiołą

Ten pisarz jest niesamowity. Jego ksiazki sa rewelacyjns i wciagaja od pierwszych stron. I tak tez jest z ta pozycja ktora goraco polecam. Ksiazka...

zgłoś błąd zgłoś błąd