Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
5,68 (22 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
1
8
1
7
4
6
7
5
5
4
1
3
3
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The land of mango sunsets
data wydania
ISBN
9788376484136
liczba stron
392
słowa kluczowe
Manhattan, rozwód
język
polski
dodała
Pistacia

Miriam Swanson jest rozwódką. Mieszka na Manhattanie, udziela się w organizacjach charytatywnych dla znudzonych żon bogatych mężów i przy każdej okazji pisuje liściki z podziękowaniami. Choć od rozwodu minęło sporo czasu, wciąż z goryczą myśli o Charlesie, który rzucił ją dla młodszej kobiety, i synach, bo w chwili próby nie stanęli na wysokości zadania. Jedyną jej pociechą jest lokator i...

Miriam Swanson jest rozwódką. Mieszka na Manhattanie, udziela się w organizacjach charytatywnych dla znudzonych żon bogatych mężów i przy każdej okazji pisuje liściki z podziękowaniami. Choć od rozwodu minęło sporo czasu, wciąż z goryczą myśli o Charlesie, który rzucił ją dla młodszej kobiety, i synach, bo w chwili próby nie stanęli na wysokości zadania. Jedyną jej pociechą jest lokator i przyjaciel – Kevin, oraz papuga Harry. Gdy Nowy Jork za bardzo daje jej się we znaki, szuka spokoju na Wyspie Sullivana. Tam wciąż żyją wspomnienia sielskiego dzieciństwa, tam mieszka matka – ekstrawagancka hipiska. Tam wreszcie jest Harrison, dzięki któremu znika Miriam, a pojawia się Mellie...

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 481
Kinga Kulig | 2016-08-23
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 października 2015

Tytuł w moim odbiorze zupełnie mylący, chociaż zważywszy na ostatnie wydarzenia powieści, można by powiedzieć, że jest to wewnętrzny krzyk, wręcz głucha prośba o powrót autorytetu, najważniejszej, kochającej kobiety..

Miriam Swanson dość przypomina szaloną bohaterkę „Dziennika Bridget Jones”. Nieco pogubiona, stęskniona męskiej, ale i rodzicielskiej miłości, podejmująca różne, zwariowane decyzje, niekoniecznie dla wszystkich dobrze się kończące; z niewyparzonym językiem, a jednak jest nieco ostrożna, pełna obaw i przede wszystkim doświadczona przez życie..

Jakiś czas temu tak znienacka pozostawił ją mąż Charles, który nie tylko postanowił ożenić się z kochanką, (o której nawet nie chciała mieć pojęcia, a jednak takową świadomość o jej istnieniu posiadała, tym bardziej katując się i cierpiąc), a na dodatek ta wydała na świat dwójkę dzieci. Ponadto Miriam nie utrzymywała najlepszych relacji z dwójką dorosłych już synów. Nie mogła się pogodzić, że jeden z nich jest w związku z kobietą o ciemnej rasie, pochodzącej Priscilli z Jamajki, zaś z drugim synem Danym wpadła w konflikt, kiedy głośno, kpiąco i z pełnym oburzeniem skomentowała dość oryginalne imiona ich dzieci. Tak, więc Miriam mieszkała samotnie na Manhattanie, pozostałe mieszkania w kamienicy wynajmowała różnym ludziom.

Nieodzownym jej towarzyszem był młody mężczyzna Kevin o wysmakowanym guście, znającym się na urządzaniu przestrzeni, a także na dobieraniu garderoby. Był doskonałym przyjacielem od zabaw i wypłakania się na rękawie. Miriam i Kevin często spędzali ze sobą czas, nie tylko świetnie się bawili w swoim dwuosobowym towarzystwie, a właściwie we trójkę, ponieważ Miriam posiadała wyjątkowo uzdolnioną papużkę Harrego, który lubił od czasu skomentować zachowanie byłego męża rozwódki „Charles to dupek”, ale od czasu do czasu rzucił też przyjemnym komplementem i słowem otuchy. Tak, więc Miriam nie miała najnudniejszego życia.

Na co dzień udzielała się, jako aktywna wolontariuszka w organizacjach i klubach zrzeszających osamotnione, bogate mężatki, z którymi utrzymywała chłodne i sztuczne stosunki. Osobiście to Miriam doprowadzało do szału, zdając sobie sprawę z nieprawdziwości tych relacji - z tego, że nie ma żadnej przyjaciółki, tylko każda kobieta zadziera dumnie, wysoko swojego nosa, nie bacząc na niczyje uczucia, a zwłaszcza jej, kiedy traktowana jest oschle, protekcjonalnie, będąc równie często wykorzystywana do najgorszych robót – zrobienia kawy, podesłania, przysłania tego i tamtego. Było to bezsensowne dla niej zajęcie, które w ostatecznym rezultacie niewiele wniosło w jej życie, już nie mówiąc o żadnym samorozwoju i wzmocnieniu swoich wewnętrznych sił, ducha.

Na życiowej drodze Miriam przeplata się wiele osób, które dość ważną rolę odegrały, sprawiając, że w Miriam następowały różne zmiany, głównie na lepsze.

Choć początkowo negatywnie oceniła obecną lokatorkę wynajmowanego przez nią mieszkania, zmieniła o niej całkowicie zdanie, kiedy na jaw wyszło, że to jej młoda sąsiadka żyje w nieświadomości i niebezpieczeństwie w związku z żonatym mężczyzną. Romans o mały włos nie kończy się tragedią zarówno dla młodej Liz, a także samego kochanka. Był to też czas uświadomienia sobie, jak Miriam zazdrości dziewczynie wigoru, energii, prawdziwej chęci życia, nie wiedząc, że za rezolutną i optymistycznie patrzącą na życie Liz, kryją się demony przeszłości, o których z początku znajomości nie chce rozmawiać z kobietą.
Z czasem obie panie stają się bardzo bliskie, na tyle, że Miriam postanawia odnowić swoje kontakty z synami. Nie jest to dla niej łatwe, wie, że w ciągu lat popełniła wiele błędów, ale jest matką i z całego serca pragnie nadrobić wszelkie możliwe zaległości. Przecież jej syn wnet bierze ślub, drugi zaś potomek ma żonę i spodziewa się już trzeciego dziecka. Istne szaleństwo! Na dodatek jej ukochana matka, ogromny autorytet staje się z dnia na dzień coraz szczuplejsza. Panna Josephine, jak zwykle się do niej zwracała córka, była uśmiechniętą kobietą. Paliła marihuanę, prowadziła samodzielnie ekologiczne gospodarstwo, karmiła kury oraz kozę Cecylię. Kiedy pogubionej Miriam, (która ucieka na chwilę do krainy swojego dzieciństwa, czyli domu rodzinnego), uważa, że jej matka zupełnie zwariowała udając młodą, nieokiełzaną nastolatkę, okazuje się, że ekologiczne życie, zabawy z ziołem są zwykłą przykrywką na tragedię, która lada moment spadnie na całą rodzinę kobiety. Wówczas wszystko się zmieni.

W tym całym zawirowaniu Miriam poznaje wiernego towarzysza swojej matki. Choć ta przypuszcza, że młodszy, acz atrakcyjny mężczyzna jest partnerem matki, – co również uważa za istne szaleństwo ze strony matki, okazuje się, że owszem, jest to jej.. Towarzysz, który w ważnych chwilach dla Panienki Josephine pokazuje się w gospodarstwie. Mężczyzna ukradkiem przygląda się Miriam i nieśmiało próbuje do niej podejść, zagadać, co również jest śmiałym pomysłem, jak i nie podstępem ze strony samej matki pragnącej, aby jej córka na nowo stanęła na nogi i znalazła właściwego, mądrego, z poczuciem humoru mężczyznę. Dlatego dla Panienki Josephine jej przyjaciel jest idealnym kandydatem, czego sam zainteresowany nie zaprzecza i nie wzbrania się na propozycje jej mentorki. Przecież cóż tu mówić. Miriam wpadła mu w oko, tylko że nie wie, w jaki sposób mógłby do niej zagadać. Nie chce tym bardziej się wtrącać, kiedy wie, co Miriam przeszła z mężem, jak układają się jej relacje z synami, synowymi i wnuczkami – prawie, że znikomo, a sam przecież w dość młodym wieku stracił matkę – stąd dla niego Pani Josephine stała się dla niego najbliższą matką, a żonę stracił. Oboje skrzywdzeni, pragnący czegoś więcej od życia aniżeli dawania siebie innych.

Owa powieść doskonale odzwierciedla fakt, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeden wybór, pociąga kolejną decyzję a wraz z nią związaną konsekwencję.

Kiedy ojciec Miriam zostawił jej matkę, ta powróciła na Wyspy Sullivana, aby dożyć spokojnej, szczęśliwej starości, mogąc swobodnie cieszyć się ostatnimi chwilami życia a także być najlepszą podporą dla swojej jedynej córki. Kiedy Miriam została zdradzona i opuszczona przez własnego męża, ta nie tylko uwolniła się z fatalnego związku, ale znalazła w swym sercu miejsce na nowe, dojrzałe i oparte na zaufaniu, lojalności uczucie, miłość. Kevin – był jej rewelacyjnym, godnym niepożałowania przyjacielem, na dobre i złe chwile. Liz, z pozoru zwykła sąsiadka kamienicy wskazała jej drogę ku pojednaniu się z rodziną. Miłość już samej mamy poprowadziła ją do Harrisona. I na wyspę, która była zarówno początkiem, jak i końcem. Nowy rytm życia, słone morskie powietrze, a przede wszystkim same dobre zmiany na lepsze w życiu rodzinnym uleczyły Miriam przed samotnością, zupełnym zgubieniem, alienacją.

Po wielu przeszkodach kobieta odnalazła swoje miejsce na ziemi. Było ciężko, momentami droga stawała się wyboista, ale Miriam zaparła się w sobie. Bo przecież jak wspomniałam, nic nie dzieje się bez przyczyny. Jej bliscy, sąsiadka po prostu cały czas byli, ona niespecjalnie ich zauważała. Sama nie wkładała wiele wysiłku w zmiany, które miały nastąpić. Może chciała, ale była nazbyt urażona, zbyt dumna, aby powziąć życie w swoje ręce i kontrolować je. Całe szczęście, że bliscy okazali jej wiele serca, otwierając oczy jak i drzwi na to, co przyniesie jutro..

Powieść konkretna w stronach. Nudziłam się początkowo, przedzierając przez kolejne strony, czekałam na rozwój akcji, ale najwidoczniej ona taka miała być - iść po swojemu, czasami przypadkowo, tak jak to było w przypadku głównej bohaterki. Były chwile, kiedy odczuwałam zażenowanie, kiedy Miriam po raz kolejny nastąpiła na tzw. minę i w danym momencie nawet nie pomyślała o konsekwencjach, była niczym w gorącej wodzie kąpana. Ale podkreślę, jak dobrze mieć kogoś lojalnego, wiernego i stałego u swego boku. Taka osoba na trzeźwo, z szerszej perspektywy spojrzy na kwestię, która jeszcze w głowie i przed oczami Miriam się nie uwypukliła. Dzięki przyjaźni, odwadze, wielu przeprowadzonym rozmowom, zachętom i determinacji, a przede wszystkim ogromnym zaangażowaniu, osiągnęła sporo. I więcej. Miriam pokonała w sobie lenistwo, obrzmiewający opór – zburzyła mur, który zagradzał jej drogę do tego, co wcześniej było jej tylko zwykłym pragnieniem, marzeniem..

Bez naszych chęci, motywacji, zaangażowania niewiele nam będzie dane. Nic samo do nas dobrowolnie nie przyjdzie. A wiedząc już to, możemy w dobrej wierze się zbuntować. I działać!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
List do Tymoteusza

Wzruszająca aż do łez… dotyka do szpiku kości. Po przeczytaniu książki „List do Tymoteusza” zaczyna się spostrzegać rzeczy czarne albo białe, zimne lu...

zgłoś błąd zgłoś błąd