Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zmrok

Tłumaczenie: Andrzej Leszczyński
Wydawnictwo: Świat Książki
3,47 (1450 ocen i 254 opinie) Zobacz oceny
10
14
9
47
8
27
7
84
6
101
5
194
4
133
3
277
2
151
1
422
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Nightlight: A parody
data wydania
ISBN
978-83-247-1886-3
liczba stron
160
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Zabawny, zaskakujący pastisz słynnego "Zmierzchu"! Błyskotliwa, niebywale śmieszna opowieść o pewnej licealistce Belle Goose, szukającej wampira, który by ją ukąsił, dzięki czemu mogłaby przejść na drugą stronę lustra, niczym Alicja. W ponurym miasteczku Switchblade bohaterka poznaje dziwnego Edwarta Mullena, w którym natychmiast się zakochuje. Niestety, nie jest on wampirem... Kapitalny...

Zabawny, zaskakujący pastisz słynnego "Zmierzchu"! Błyskotliwa, niebywale śmieszna opowieść o pewnej licealistce Belle Goose, szukającej wampira, który by ją ukąsił, dzięki czemu mogłaby przejść na drugą stronę lustra, niczym Alicja. W ponurym miasteczku Switchblade bohaterka poznaje dziwnego Edwarta Mullena, w którym natychmiast się zakochuje. Niestety, nie jest on wampirem...
Kapitalny język: osobliwa mieszanka żargonu młodzieżowego, nowomowy reklam telewizyjnych oraz napuszonego stylu à la Mniszkówna.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 241
blemish | 2012-12-31
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Zmrok to parodia/pastisz kultowego Zmierzchu S. Meyer. Książka miała posiadać inteligentny humor, skrycie wyśmiewający wszelkie niedoskonałości sagi pani Meyer, (jak na przyklad świecące się wampiry) ale… Wyszło jak wyszło.

BRAWUROWY PASTISZ BESTSELLEROWEJ WAMPIRYCZNEJ SAGI STEPHANIE MEYER, głosi tylnia okładka. No, zobaczymy…

OPIS: Belle Goose ma jeden cel w życiu – znależć wampira, który by ją ukąsił. Kiedy poznaje ekscentrycznego i zabójczo przystojenego Edwarda Mullena, w którym natychmiast się zakochuje, jest pewna, że jej plan się powiedzie. Gdyby nie jeden feler – Edward nie jest wampirem…

Hmm… No, opis ciekawy. Szkoda, że reszta powieści taka nie jest.

Zanim jednak napiszę, co się w tej książce nie udało, znajdę coś wartego pochwały. Jest to okładka. Wygląda genialnie! Patrząc na tę książkę w księgarni czytelnik od razu może skojarzyć sobie ją z kultową sagą. Przyciąga ona wzrok, a to jest już połowa sukcesu. Okładka połączona z dość ciekawym i zachęcającym opisem ma duże szanse, aby skusić czytelnika do zakupu. I za to plus.

Jednak, gdy skuszeni pierwszym, pozytywnym wrażeniem zagłębimy się w nią trochę bardziej… Czeka nas rozczarowanie. Styl godny pierwszego lepszego onetowego opowiadania (nie chcę nikogo obrazić, po prostu po wydanej przez jakieś wydawnictwo książce można spodziewać się wyższego poziomu, prawda?). Narracja pierwszoosobowa, tak jak w oryginale. Okay. Przemyślenia głównej bohaterki, Belle, są momentami niezrozumiałe, a czasem tak głupie, że aż śmieszne. Owszem, pastisz powinien być zabawny, na tym to między innymi polega, jednak… Nie sądze, aby miało to być aż tak głupie:

"Edwart otworzył drzwi.

- Belle! – wykrzyknął.

- Edwart! – odkrzyknęłam.

- Belle!

- Edwart!

- Belle!

- Edwart!

Dostrzegłam czosnek na futrynie nad drzwiami. Edwart trzymał w jednym ręku kołek, a w drugim koszulkę z napisem ,,Team Jacob”.

- Zostałaś ugryziona? – zapytał nerwowo.

- Nie – odparłam, ruszając w jego kierunku. – Nic mi nie jest.

- Też mi coś! – mruknął, odkładając kołek i koszulkę. – To by dopiero było!

- Nie przejmuj się. Jeśli Josh kiedykolwiek spróbuje, ja ugryzę go pierwsza i zamienię go w dziewczynę.

[...]

- Belle, naprawdę bardzo przepraszam, że zostawiłem cię na cmentarzu. Zamierzałem wziąć kilka lekcji karate i wrócić po ciebie…"

Tak, to była ta ŚMIESZNA scena. A przynajmniej miała być w zamierzeniu, tak mi się wydaje. No, może i czasem można było się pośmiać, ale nie warto wydawać pieniędzy. Autor jakby sam nie wiedział o czym pisze, książka momentami ciężka do zrozumienia i dziwaczna. Edwart to maniak komputerowy, maminsynek i ogólnie sierota ("Gdybym ci powiedział, że kiedy zastałem pająka pod prysznicem, polewalem go obfitymi porcjami wody, dopóki nie utonął, a potem przez lata musiałem żyć z poczuciem winy, nim wreszcie zostałem wegetarianinem?"). Belle natomiast uważa się za najmądrzejszą i najpiękniejszą, ale nikt raczej nie podziela jej zdania.

Podsumowując, miało być inteligentnie i ironicznie, a wyszło głupio i bez sensu. Jedyne, co w tej książce jest dobre, to okładka. Jeśli ktoś lubi humor w stylu „tak głupie, że aż śmieszne” na pewno nie zawiedzie się na tej książce. Osobiście nie polecam. A może ja jestem na takie powieści po prostu za stara? )

Na koniec jeszcze jedna „perełka”:

"Uniosłam twarz ku niemu, żeby wrócić do przerwanego pocałunku motyla. [...] Czule uniósł moje wargi do swoich, aż poczułam, jak jego oddech łaskocze mnie po drobnych włoskach, które każda normalna kobieta na nad górną wargą.

- ACH! SKURCZ NOGI! SKURCZ NOGI! – wykrzyknął.

- Jak to się dzieje?

- Nie, już dobrze…auu!…już w porządku."

Hmm… ciekawe, co on robił tą nogą, że złapał go skurcz podczas całowania. ;)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Cztery róże dla Lucienne

Książka pewnie nie dla każdego ale poczucie humoru Topora bardzo mi odpowiada. Jeszcze długo po lekturze, niektóre opowiadania "siedziały" m...

zgłoś błąd zgłoś błąd