Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Musimy porozmawiać o Kevinie

Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski
Wydawnictwo: Videograf II
8 (1037 ocen i 156 opinii) Zobacz oceny
10
151
9
253
8
310
7
201
6
70
5
26
4
8
3
11
2
3
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
We Need to Talk About Kevin
data wydania
ISBN
978-83-7183-590-2
liczba stron
424
słowa kluczowe
szkoła, masakra, kevin, matka
język
polski
dodała
Ewa

Inne wydania

Dramat rodzinny w najlepszym thrillerze psychologicznym ostatnich lat. Musimy porozmawiać o Kevinie to poruszająca powieść psychologiczna o trudnym macierzyństwie. Tytułowy Kevin - 14-letni chłopak z zamożnej amerykańskiej rodziny - bez szczególnego powodu zabił dziewięcioro kolegów ze swojej szkoły i dwoje dorosłych. Jego matka próbuje stawić czoła tej dramatycznej sytuacji i jednocześnie...

Dramat rodzinny w najlepszym thrillerze psychologicznym ostatnich lat. Musimy porozmawiać o Kevinie to poruszająca powieść psychologiczna o trudnym macierzyństwie. Tytułowy Kevin - 14-letni chłopak z zamożnej amerykańskiej rodziny - bez szczególnego powodu zabił dziewięcioro kolegów ze swojej szkoły i dwoje dorosłych. Jego matka próbuje stawić czoła tej dramatycznej sytuacji i jednocześnie odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego?

 

źródło opisu: Wydawnictwo Videograf II, 2008

źródło okładki: http://www.dictum.pl/books/show/13389

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1069
Andzia | 2011-11-16
Przeczytana: maj 2010

Idąc do biblioteki i przechadzając się wśród półek wybieramy książki, które zainteresują nas tytułem, grzbietem bądź też zobaczymy nazwisko znanego nam pisarza. Taką książkę wyciągamy z półki i szukamy opisu, który decyduje o tym czy książka ląduje pod pachą czy z powrotem na półce. Z książką Lionel Shriver było inaczej – wybrałam ją pod wpływem impulsu – dość gruba, więc rzuciła mi się w oczy, chwyciłam ją i zobaczyłam okładkę. Nie musiałam czytać opisu, żeby stwierdzić, że książkę z całą pewnością zabieram ze sobą do domu.
Nie boję się ciężkich tematów ani trudnego języka, nie boję się nudnych pierwszych 50 stron książki, jeśli tylko okaże się, że warto. A było warto, bo po przeczytaniu ostatniego zdania długo trzymałam książkę na kolanach, nie wspominając o tym, że w bibliotece rośnie już kara za przetrzymanie książki, bo wciąż jakoś nie mam serca jej oddać. A teraz muszę z kimś porozmawiać o Kevinie. O tym fikcyjnym Kevinie, ale także o prawdziwych „bohaterach”, takich jak Eric Harris i Dylan Klebold.
Tytułowy Kevin kilka dni przed swoimi 16 urodzinami wkracza do szkoły uzbrojony i dokonuje masowego mordu – zabija 9 uczniów oraz 2 dorosłych. Jego matka Eva próbuje w listach do swojego męża odpowiedzieć na pytanie dlaczego. Opisuje relacje Kevina z rodzicami, rówieśnikami a także z rodzeństwem od momentu urodzenia po dzień zbrodni jakiej się dopuścił, dzień który Eva symbolicznie nazywa Czwartkiem. Matka opisuje Kevina jako złego, okrutnego, przebiegłego i wyrachowanego chłopca. Ale czy dzieci rodzą się złe? Czy to możliwe, że dziecko rodzi się jako socjopata, psychopata, morderca? Według Evy, Kevin właśnie taki się urodził. Nie chciał ssać pokarmu, nie przestawał płakać, nie bawił się zabawkami tylko je niszczył, chodził w pieluszce do 10 roku życia... co ciekawe, zła w Kevinie nie widział jego ojciec, który usprawiedliwiał każde jego przewinienie, a nietypowe zachowania nazywał „dziecięcymi wybrykami”, z których Kevin na pewno wyrośnie. Lionel Shriver tak wyraźnie i żywo zarysowała każdą postać, że czytając książkę czytelnik wścieka się na ojca za obdarzenie syna tak ślepą miłością, oburza zachowaniem matki, która tak bezwzględnie oceniała swoje dziecko, a także czuje współczucie do Kevina-socjopaty, który mimo dokonania tak makabrycznej zbrodni wzbudza sympatię (a może jednak litość?).

Kiedy zdarza się taka tragedia, ludzie myślą tylko o ofiarach i ich biednych, pogrążonych w smutku i żalu rodzicach. Mało kto pomyśli o rodzicach zbrodniarza, o tym co muszą czuć, myśleć, przeżywać. Kto poczuje współczucie dla matki, która musi żyć z myślą, że wydała na świat mordercę? Kto jej pomoże uporać się z trudnościami, a także kto pomyśli, że również i ona straciła swoje dziecko? Mało kto zdaje sobie także sprawę jak trudno jest żyć z przyklejoną łatką „matka mordercy”. Ta książka przedstawia właśnie tą drugą stronę, jednak trudno nazwać tę stronę obiektywną. Eva pisząc listy do męża, szuka odpowiedzi tylko na jedno pytanie „dlaczego?”. Odwiedzając Kevina w więzieniu dla nieletnich nie raz zadaje to pytanie synowi, wydaje jej się, że tylko on może udzielić jej odpowiedzi na to pytanie, jednak kiedy odpowiedź już pada, Eva wciąż nie dostrzega najważniejszego – nie widzi swojej roli, jaką odegrała w tej tragedii. Niechciane macierzyństwo, obwinianie syna o zakończenie kariery zawodowej, brak jakiejkolwiek chęci porozumienia się z chłopcem. Eva nie chciała mieć dzieci, ale kiedy już się na nie zdecydowała marzyła o słodkim, spokojnym bobasku, który będzie jej pozwalał przesypiać noce, który będzie ją rozbawiał radosnym szczebiotaniem i będzie się do niej tulił podczas nocy pełnej koszmarów. Kiedy urodził się Kevin – płaczący i niespokojny – oceniła to jako złośliwość, wrogość i nienawiść skierowana do niej. A przecież to było tylko dziecko potrzebujące zapewne miłości oraz troski i jak nikt potrafiące rozpoznać fałszywe i wymuszone zainteresowanie, jakim obdarzała je matka.

Jeśli siedzicie w domu i narzekacie na nudę to naprawdę polecam książkę Lionel Shriver "Musimy porozmawiać o Kevinie". Jak tylko przebrniecie przez pierwszych 50 stron to zapewniam, że później będzie trzeba siłą was odciągać od lektury i na pewno nie będziecie żałować poświęconego jej czasu. Warto przeczytać, bo podczas czytania nasuwa się mnóstwo ciężkich pytań. I kiedy zaczynamy sami odnajdywać odpowiedzi na niektóre z nich, autorka podsuwa nam mocne, zaskakujące zakończenie, które na pewno każdego wbije w fotel i sprawi, że długo nie będziecie mogli o tej książce zapomnieć, a co najważniejsze... z pewnością będziecie chcieli porozmawiać z kimś o Kevinie.
A najgorsza jest świadomość, że książka nie jest całkowitą fikcją, jest dramatem rodzinnym, częściowo opartym na prawdziwych wydarzeniach. Bo czyż w dzisiejszych czasach „masakry w szkołach” to nie powszechność?

Stany, szkoła Columbine, rok 1999 – dwójka 18-latków Eric Harris i Dylan Klebold wchodzą na teren szkoły z bronią palną i zabijają 12 rówieśników i 1 nauczyciela, 24 rannych. Na końcu popełniają samobójstwo. Obaj chłopcy uzdolnieni i nadzwyczaj inteligentni, obaj pochodzący z dobrych rodzin. Podobno podczas ataku jeden z napastników krzyczał: "To jest to, co zawsze chcieliśmy zrobić. To jest świetne!". Do popełnienia zbrodni przygotowywali się rok czasu, gromadząc broń i eksperymentując z ładunkami wybuchowymi. Dlaczego nikt nie zareagował?
Finlandia, szkoła Jokela, rok 2007 - 18-letni Pekka-Eric Auvinen zabija 8 osób w swoim liceum, w tym dyrektorkę, następnie strzela sobie w głowę. Podobno desperat zapowiadał atak w Internecie. Dlaczego nikt nie zareagował?
Niemcy, szkoła Albertville, rok 2009 - 17-letni Tim Kretschmer zabija 15 osób. W szkole uchodził za grzecznego i niepozornego. Podobno kilkanaście godzin przed atakiem napisał na forum: "Mam broń. Usłyszycie o mnie jutro. Zapamiętajcie nazwę miejsca: Winnenden". Dlaczego i w tym przypadku nikt nie zareagował?

Mogłabym tak wymieniać, w Ameryce masakry w szkołach to powszechność, już nie zajmują nawet pierwszych stron gazet. Zastanawiam się tylko co siedzi w głowach takich uczniów, którzy budzą się rano i myślą „a co tam, dziś powystrzelam paru kumpli, będzie fajnie”? Jak to możliwe, że często są to nieprzeciętnie inteligentni uczniowie, że czasem swoją zbrodnię planują miesiącami zanim wcielą ją w życie? Panuje przekonanie, że ci chłopcy na pewno pochodzą z patologicznych rodzin, otóż nie... najczęściej wywodzą się z tzw. „dobrych domów”, mieszkają w spokojnej dzielnicy, rodzice mają dobrze płatne prace. Co takiego skłania tych nastolatków do takiej zbrodni? Czy to wina rodziców – ich brak zainteresowania dzieckiem? Czy to wina dziecka i jego złej natury? Czy to wina rówieśników, którzy wykazują się coraz większym okrucieństwem? Czy to wina społeczeństwa, które promuje brutalność i aprobuje przemoc w bajkach/filmach/grach? Czy to wina prawa, które nie ogranicza dostępu do broni i materiałów wybuchowych?
Zastanawiam się czy ten problem dosięgnie również kiedyś nas...?
Nasuwa się tyle pytań i niestety podejrzewam, że istnieje również tyle samo różnych odpowiedzi. A najważniejsze z pytań to chyba: jak można zapobiec takiej tragedii?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Powrót na Ziemię

Nie mogłam się oderwać, a po przeczytaniu przepadłam... Przedstawiony świat i bohaterowie przypadli mi do gustu, nadal uważam, że autorka troszkę naiw...

zgłoś błąd zgłoś błąd