Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Nie ma się czego bać

Tłumaczenie: Jan Kabat
Seria: Lemur
Wydawnictwo: Świat Książki
6,88 (83 ocen i 12 opinii) Zobacz oceny
10
5
9
8
8
19
7
24
6
11
5
8
4
3
3
2
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Nothing To Be Frightened Of
data wydania
ISBN
9788324715909
liczba stron
320
język
polski

To zdarzy się każdemu. Odchodzimy. Według naturalnego porządku najpierw odchodzą nasi dziadkowie, potem rodzice, wreszcie my... Ale czym jest to odchodzenie? Barnes opowiada o swej rodzinie, o pustych miejscach, pozostawionych przez najbliższych, o pamiątkach po nich. Zastanawia się, czy należy wypełniać obietnice dane zmarłym, polemizuje z bratem, który te same zdarzenia z przeszłości...

To zdarzy się każdemu.

Odchodzimy. Według naturalnego porządku najpierw odchodzą nasi dziadkowie, potem rodzice, wreszcie my... Ale czym jest to odchodzenie?

Barnes opowiada o swej rodzinie, o pustych miejscach, pozostawionych przez najbliższych, o pamiątkach po nich. Zastanawia się, czy należy wypełniać obietnice dane zmarłym, polemizuje z bratem, który te same zdarzenia z przeszłości zapamiętał inaczej, rozpatruje śmierć w kategoriach religijnych i świeckich, cytując filozofów i... piosenkę Brela. Sypie barwnymi anegdotami, niepokoi i porusza, by oswoić nas z tym, co nieuchronne.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1297
Mimetyczka | 2012-02-11
Na półkach: Przeczytane, 2012
Przeczytana: 06 lutego 2012

Szczerze mówiąc, dziwię się, że Julian Barnes nie postanowił wydać tej książki po swojej śmierci. Napisać ją, lecz zatrzymać w szufladzie, zapomnieć i dodać dopisek, aby pojawiła się na rynku bez żadnych poprawek i wątpliwości, bo jest ukończona.

Opowiada o sobie gdy ma ponad 60 lat i-jak przyznaje, dużo myśli o śmierci, o Bogu, miejscu religii w postchrześcijańskim świecie i swoim braku wiary. Mówi o swym teoretycznym Ostatnim Czytelniku i bawi się wymyślając co by było gdyby umarł w połowie sło
Byłby jeszcze bardziej niepoprawny i so british!(jak zachwycają się Francuzi), gdyby jej po prostu nie wydał za życia.

Barnes napisał quasi-kronikę swojej najbliższej rodziny, spisał wspomnienia, odkrył kilka(naście) intymniejszych szczegółów ze swojego życia, rozpisał ewolucję swoich i czyichś refleksji na temat śmierci, dodał do tego filozofię, autotematyczne komentarze, cytował gęsto poetów, pisarzy, muzyków i swojego brata(filozofa), dorzucił angielski humor, erudycję i rozbrajającą ironię.
Bo choć przekonuje, że w pewien sposób obawia się śmierci i budzi się czasem z wszechogarniającym lękiem, to podchodzi do niej często swawolnie, z żartem, i z kpiarskim uśmiechem nadstawia głowę pod kosę.

Kolejny raz dostajemy od tego pisarza literacki patchwork, gdzie krzyżują się, a raczej mieszają gatunki w bezkształtną masę.
Bo i jest bezkształtna, a sam Barnes wytrąca nam krytyczne argumenty z ręki, zgaduje nasze słowa, które mamy dopiero na końcu języka.
Już, już wie co też możemy mu zarzucić!

"Nie jest to, tak przy okazji, 'moja autobiografia'. Nie podążam też 'tropem swoich rodziców'.

"Chyba powinienem was ostrzec(zwłaszcza jeśli jesteście filozofami, teologami albo biologami), że niektóre partie tej książki uznacie za zbyt amatorskie, dzieło domorosłego majsterkowicza. Ale w końcu wszyscy jesteśmy amatorami swojego życia i amatorami w swoim życiu.(...) Muszę też was ostrzec, że będzie w tej książce dużo o pisarzach."

"...moje kuśtyka od anegdoty do anegdoty. No,(...)powieść o najbardziej nawet kunsztownej strukturze musi sprawiać wrażenie pewnej niezgrabności. Życie toczy się niezgrabnie. A te moje anegdoty należy traktować podejrzliwie, ponieważ pochodzą ode mnie"

Co ciekawe swoje pisanie przyrównuje do życia("amatorstwo" i "niezgrabność"), za to książka "Nie ma się czego bać" dotyczy... śmierci.
Barnes jest po prostu niepoprawny.

Czy właściwie on sam wiedział co powstaje spod jego pióra?
Jak wyznaje, wymarzył, że swoją ostatnią książkę napisze o umieraniu, a zacznie od zdania: ""Wyjaśnijmy tę sprawę ze śmiercią". "Nie ma się czego bać" tak się nie zaczyna, nie jest też(jak profetycznie musiał obliczyć swoje szanse Barnes) jego o s t a t n i ą książką.
Zaczyna się za to od innego zdania, nie mniej wymownego.
"Nie wierzę w Boga, ale odczuwam Jego brak"-co podobno brat-filozof skwitował słowem "ckliwe".

Bo i dużo jest tutaj kwestii wiary i braku wiary, próba odpowiadania na pytania jak śmierć przyjmują wierzący i ateiści, dowcipy na temat ateistów w zaświatach, którzy wściekają się, że jednak po śmierci coś istnieje.

Barnes przyjmuje w wielu fragmentach tak luźną formę, że stawiamy sobie pytanie o to, jaki właściwie charakter ma ta powieść-esej. Barnes czyni wyznanie, bawi się i trochę podśmiewa z siebie i czytelników, czy naprawdę poszukuje odpowiedzi? Miał ambicje na stworzenie postmodernistycznej ars moriendi?
Bo akurat o sztuce umierania jest w tej książce dużo. Wypisy z biografii znanych(i mniej znanych) ludzi, ostatnie słowa, które wypowiadali na łożu śmierci, nastroje towarzyszące i próba uchwycenia zależności między życiem a śmiercią. Mamy tutaj małą, luźną antologię tekstów i życiorysów, a wszystko wokół wdzięcznego końca istnienia człowieka.
Całemu temu wykazowi i wodewilowi śmierci patronuje Jules Renard(kolejny po Flaubercie ulubieniec Barnesa) i jego zdanie:
"Kiedy stajemy w obliczu śmierci
zaczynamy garnąć do książek".

Oczywiste jest za to jedno, Barnes dobrze się czuje w tych hybrydycznych formach, czyta się do dobrze, wręcz uczestniczy w tym pisaniu i dialogowaniu o śmierci. Czyta w końcu po to, aby zobaczyć do czego to prowadzi. Do jakiegoś pisarskiego psikusa? Poważnej konkluzji? Ma być to pewnego rodzaju przedśpiewem do próby generalnej jaką może być ta ostatnia w życiu powieść("Wyjaśnijmy tę sprawę ze śmiercią")?
Całe 320 stron i jak odpowiedzi nie było, tak nie ma. Pewnie dowiemy się o tym po drugiej stronie(jeśli takowa istnieje).

Książka Barnesa nie złożyła się właściwie w żadną powieść, trudno nazwać to esejem. Ten autor po prostu lubi mówić, co jest zaletą, lecz może być słodką pułapką. Mam wrażenie, że "Nie ma się czego bać" jest momentami przegadana.

Jeśli znaleźć cechę, która pozwoliła napisać Barnesowi te rozmyślania, to będzie to chyba elegancka nonszalancja(elegancka nawet przy tej "amatorszczyźnie" i"niezgrabności").
To książka wcale nie smutna, nie strasząca kostuchą, raczej ciepła, dobroduszna wypowiedź czołowego współczesnego pisarza angielskiego i o miejscu Boga we współczesnym świecie, i o wspomnieniach, i o umieraniu.
Właściwie jeden temat-forma literackiego worka. I mam wrażenie, że albo kupi się tego (czarnego, diabelskiego, źle wróżącego) kota w worku, albo nie kupi się nic.

Na samym końcu Barnes pisze:

"Uwaga do drukarza: drobną czcionką, proszę.

KONIEC

Tak, sądzę, że teraz jest dobrze. A Ty?

JB"

Ja myślę, że jestem za, a nawet przeciw. Jest pan, panie Barnes, niepoprawny!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wyścig śmierci

Książka o niezwykle ciekawej narracji, trzymająca w napięciu przez większość trwania akcji. Prezentowana jest historia dwóch niezwykle absorbujących o...

zgłoś błąd zgłoś błąd