Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kocham bohaterów

Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Wydawnictwo: Amber
6,85 (229 ocen i 24 opinie) Zobacz oceny
10
16
9
12
8
34
7
75
6
65
5
15
4
5
3
5
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Heroes Are My Weakness
data wydania
ISBN
9788324161799
liczba stron
352
słowa kluczowe
Ewa Spirydowicz
język
polski
dodała
Ag2S

Nowe wydanie bestsellera autorki najbardziej kobiecych i optymistycznych powieści Mroźny luty. Odcięta od świata wyspa. Tajemniczy dom nad morzem. To będzie długa, gorąca zima… On jest enigmatycznym pisarzem, który stroni od ludzi i tworzy przerażające horrory. Ona – młodą aktorką, której ostatnio się nie wiedzie. I musi przyjąć pracę w teatrze lalek w zapadłej mieścinie na wyspie u wybrzeży...

Nowe wydanie bestsellera autorki najbardziej kobiecych i optymistycznych powieści

Mroźny luty. Odcięta od świata wyspa. Tajemniczy dom nad morzem. To będzie długa, gorąca zima…
On jest enigmatycznym pisarzem, który stroni od ludzi i tworzy przerażające horrory.
Ona – młodą aktorką, której ostatnio się nie wiedzie. I musi przyjąć pracę w teatrze lalek w zapadłej mieścinie na wyspie u wybrzeży Maine.
On zna tysiące sposobów zabijania.
Ona – rozśmieszania.
Ale teraz Annie nie jest do śmiechu. Kiedy była nastolatką, on śmiertelnie ją przestraszył. Teraz są razem uwięzieni na zasypanej śniegiem wyspie...

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoamber.pl/kategorie/literatur...(?)

źródło okładki: http://www.wydawnictwoamber.pl/kategorie/literatur...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 96
Oktawia Gilbert | 2017-06-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 czerwca 2017

Jedna z indyjskich legend z czasów starożytności mówi, że pierwsza lalka i pierwszy lalkarz zostali stworzeni przez hinduskiego boga Brahma jako rozrywka dla jego żony Saraswati. Saraswati tak spodobała się niespodzianka męża, że pochłonięta kolejnymi to spektaklami, zaniedbywała swoje obowiązki. Brahma nie miał innego wyjścia i zesłał lalkarza i lalkę na ziemię. Tak powstał teatr lalek - jakieś sześć wieków przed naszą erą. Swój największy rozkwit zawdzięcza romantycznym twórcom, natomiast w dziewiętnastym wieku powstały pierwsze spektakle przeznaczone dla dzieci. Istnieje wiele form teatru lalek: od teatru cieni, przez kukiełki i marionetki, po pacynki, które to zyskały uznanie Susan Elizabeth Phillips, autorki popularnych romansów. Pisarka postanowiła zrobić z nich użytek w jednej ze swoich powieści.

Annie jest samotną, młodą brzuchomówczynią, dorabiającą sobie w teatrze lalek. Ma ona dziwny zwyczaj rozmawiania ze swoimi pacynkami, które zresztą chętnie komentują jej życiowe porażki, serwują "cenne" porady czy też udzielają duchowego wsparcia. Po śmierci matki i utracie kolejnej pracy udaje się do domku znajdującego się na opuszczonej przez Boga wyspie u wybrzeży stanu Maine, gdzie jako nastolatka spędziła kilka lat, podczas gdy jej rodzicielka była żoną miejscowego bogacza. Robi to niechętnie, ponieważ z wyspą wiąże się wiele nieprzyjemnych wspomnień, ale zastrzeżenia dotyczące spadku mówią, że raz w roku musi spędzić dwa miesiące w swojej posiadłości, nie ruszając się przez ten czas o krok z wyspy. Jednak ktoś wyraźnie nie życzy sobie jej obecności w tej małej społeczności. Podejrzenia Annie padają na ekscentrycznego pisarza horrorów - Theo Harpa, który w dzieciństwie skutecznie uprzykrzał dziewczynie życie.

Byłam bardzo podekscytowana przed lekturą kolejnej książki Susan Elizabeth Phillips. Autora słynie z romantycznych powieści okraszonych dobrym humorem, docenianych na listach bestsellerów New York Timesa. Sama pisarka została uhonorowana wpisem do Listy Sław Stowarzyszenia Amerykańskich Autorów Romansów (Romance Writers Association Hall of Fame). Do tej pory przeczytałam kilka książek pani Phillips i prawie nigdy się nie zawiodłam. "Kocham bohaterów" była mi szczególnie polecana, jako jedna z lepszych powieści autorki. Szczerze mówiąc, nie jestem tak usatysfakcjonowana tą lekturą, jakbym chciała, chociaż oczywiście nie mogę odmówić jej kilku dobrych aspektów. Wspominałam już przy okazji jednej z recenzji, że generalnie nie trawię książek, które uchodzą za śmieszne. Ale Susan Elizabeth Phillips, jak mało która autorka, potrafi mnie szczerze rozbawić swoimi powieściami. Pisarka w książce "Kocham bohaterów" nie uciekła się do stworzenia mało inteligentnej, ale za to niezwykle niezależnej, lubującej się we wpadaniu w tarapaty bohaterki, która podobno uchodzi za zabawną. Nie, to nie w tym tkwi źródło humoru pani Phillips. Myślę, że humor wynikał głównie z kontrastu między twardo stąpającą po ziemi Annie a jej skłonnościami do rozmawiania z lalkami, jak również z powodu samych lalek, obdarzonych przeróżnymi charakterami, a w szczególności Scamp, alter ego bohaterki, która odegrała w tej powieści niezwykle istotną rolę.

Za zaletę książki uważam też samą główną bohaterkę. Annie jest bardzo sympatyczna, uczynna, potrafi docierać do ludzi w nieco niekonwencjonalny sposób, ale jest też stanowcza i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Uwielbiam ją za jej miłość do pacynek, za to że uczyniła sobie z nich przyjaciół, przyjaciół którymi potrafiła dzielić się z innymi. Moim idolem nie jest z kolei Theo Harp - mroczny, nieobliczalny mężczyzna, ucieleśnienie najgorszych koszmarów Annie. W pewnym momencie z jego postacią stało się coś, czego niestety się obawiałam. Wiadome było, że koniec końców będzie musiał zejść na dobrą drogę, ale stało się to zbyt nienaturalnie jak dla mnie. W jednej chwili z człowieka wymachującego bronią na widok Annie stał się facetem, który pichci kolacyjki dla znajomej z dzieciństwa. Nieszczególnie porwał mnie także wątek romantyczny między tym dwojgiem. Bardzo długo nie czuło się absolutnie żadnego napięcia, niczego co byłoby zapowiedzią naprawdę gorącego romansu. Zresztą ich późniejszą relację określiłabym za mechaniczną niż kierowaną wielką namiętnością.

Książka zawiodła w swoim najważniejszym punkcie - w związku z tym powinnam ją ocenić słabiej niż to zrobiłam, ale zawsze jest jakieś "ale". Pozwoliłam sobie spojrzeć na tę powieść nieco szerzej niż gdyby to był jedynie romans. Bardzo wybijającym się wątkiem były losy Jaycie, przyjaciółki Annie, i jej wciąż niemówiącej czteroletniej córeczki. Z miejsca mnie one zaciekawiły, czego nie mogę powiedzieć o wiodącej opowieści. Szczególnie lubiłam przyglądać się próbom zwalczenia oporów Livie przed mówieniem.

W "Kocham bohaterów" pojawia się też drobna zagadka kryminalna, więc jest to powieść, która możne znaleźć szersze grono odbiorców niż zwykły romans. Przyznam się, że nie udało mi się jej rozwiązać...

http://babskieczytanki.blogspot.com/2017/06/kocham-bohaterow-susan-elizabeth.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Lifeblood. Krew Życia

''Moje Pierwsze Życie dobiegło końca, ale Wieczne - dopiero się rozpoczyna. Moje światło zaświeci... Rozgoni cienie... każde życie będzie istotne.....

zgłoś błąd zgłoś błąd