Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
7,61 (10192 ocen i 443 opinie) Zobacz oceny
10
1 006
9
1 983
8
2 606
7
2 741
6
937
5
584
4
122
3
163
2
20
1
30
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8370541534
liczba stron
593
język
polski

Inne wydania

Świat nie zginął i nie spłonął. Przynajmniej nie cały. Ale i tak było wesoło. Zwłaszcza Reinmarowi z Bielawy, zwanemu także Reynevanem, zielarzowi i uczonemu medykowi, spokrewnionemu z wieloma możnymi ówczesnego świata. Młodzieniec ten, zakochawszy się w pięknej i obdarzonej temperamentem żonie śląskiego rycerza, przeżywa niezapomniane chwile miłosnych uniesień. Do czasu, kiedy wyłamując...

Świat nie zginął i nie spłonął. Przynajmniej nie cały.
Ale i tak było wesoło.
Zwłaszcza Reinmarowi z Bielawy, zwanemu także Reynevanem, zielarzowi i uczonemu medykowi, spokrewnionemu z wieloma możnymi ówczesnego świata. Młodzieniec ten, zakochawszy się w pięknej i obdarzonej temperamentem żonie śląskiego rycerza, przeżywa niezapomniane chwile miłosnych uniesień.
Do czasu, kiedy wyłamując drzwi, wdzierają się do komnaty krewniacy zdradzanego małżonka.
I w tym momencie Reynevanowi przestaje być wesoło.
Komentując Reynevanową skłonność do zakochiwania się, Zawisza Czarny, "rycerz bez skazy i zmazy", stwierdził: "Oj, nie umrzesz ty, chłopaczku, śmiercią naturalną!"
Zawiszę, wziętego do niewoli, wkrótce ścięli Turcy.
A co z Reynevanem?

Przed nami jeszcze dwa tomy trylogii.

 

źródło opisu: [SuperNowa, 2002]

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

książek: 863
ultramaryna | 2010-05-23
Na półkach: Przeczytane, Posiadane

Przygody, romanse, pościgi, ucieczki, rzezie, bijatyki, napady, czary i magia oraz interesujące tło historyczne. A wszystko barwnie i jak zwykle nietuzinkowo opisane przez czołowego przedstawiciela polskiego fantasy. Macie ochotę?

„Narrenturm” jest inne od „Wiedźmina”. Sapkowski odchodzi częściowo od fantasy na rzecz powieści historycznej i łotrzykowskiej. Tylko częściowo, bo elementów nadprzyrodzonych też tu nie brakuje. Może Sapkowski woli nie zrywać z łatką pisarza fantastyki, może chce zadowolić swoich fanów, a może po prostu nie umie się odzwyczaić od umieszczania w książkach elementów fantastycznych? Nie wiem. Powieść na ogół z fantasy nie ma zupełnie nic wspólnego. To jednak nie przeszkadza autorowi we wtykaniu od czasu do czasu w fabułę elementów magicznych. Oczywiście, jest to dość wygodne i sprytne. Czary mogą pomóc wydostać się z opresji. A poza tym dzięki temu książka może spodobać się zarówno fanom fantasy, jak i tym, którzy za gatunkiem nie przepadają. Mamy więc wieszczenie, próbę teleportacji, zlot czarownic, czy latanie na ławce (AS ma wiele dziwnych pomysłów, a miotła w końcu jest już przereklamowana). Ale niestety. Wepchnięto tu magię nieco na siłę, zbędnie i już zupełnie niepotrzebnie. „Narrenturm” jest raczej realistyczne i dobrze by było, żeby takie zostało. Autor dodając elementy magiczne po prostu przesadził i wcale nie wychodzi to na dobre książce.

Sapkowski w pisaniu powieści historycznej wypada całkiem nieźle. Ciężko mi oceniać zgodność z wydarzeniami historycznymi, zresztą na początku książki są one raczej tylko tłem. Husyci są w Czechach, my wraz z Reinmarem na Śląsku. O nich i o wydarzeniach historycznych dowiadujemy się przede wszystkim dzięki opowieściom będącym niejakim przerywnikiem w barwnych przygodach Reynevana. Bohaterowie często dyskutują na temat czeskiej herezji, ale zazwyczaj na dyskutowaniu się kończy. Dopiero później historia zaczyna mieć większy wpływ na losy naszego bohatera. Wypada to jednak zgrabnie – nie jesteśmy przytłoczeni nadmiarem opisów wydarzeń historycznych, nie odczuwamy ich braku.

Dużo się dzieje i właściwie nie mamy wiele czasu na wytchnienie pomiędzy kolejnymi przygodami. Wszystko to jednak dość schematyczne, a różnorakie wydarzenia są głównie przerwami między kolejnymi ucieczkami i pościgami. To niestety główny motor fabuły. Reynevan wciąż zostaje schwytany i zawsze jakimś cudem udaje mu się uciec. I tak w kółko, bez przerwy. Czytając możemy być całkowicie pewni, że co najwyżej za 100 stron czeka nas kolejny pościg. I na pewno się nie pomylimy, gdyż właśnie na ciągłych ucieczkach Reynevana opiera się akcja książki. Nie możemy jednak mieć nadziei na to, że sytuacja poprawi się w kolejnych tomach, bo przecież Reinmar uciekając narobi sobie coraz to więcej wrogów.

Bardzo ważny dla rozwoju akcji jest bohater. Kogo nam potrzeba, żeby wciąż było ciekawie? Kogoś kto ma dar przyciągania kłopotów! Reynevan sprawdza się więc znakomicie. Ma pecha, bo wciąż wpada w tarapaty. I szczęście, bo cały czas wychodzi z nich cało. Młody, przystojny i zupełnie bezmyślny. Na każdym kroku robi jakieś głupstwo, co powoduje lawinę pasjonujących wydarzeń. Zamiast czym prędzej uciekać na Węgry, zostaje na Śląsku, by „uwolnić” piękną Adelę de Stercza. Słabość do płci przeciwnej oczywiście nie wychodzi mu na dobre, ale dzięki temu otrzymujemy jeszcze wątek miłosny. Chce pomścić śmierć swojego brata, ale sprawców szuka zupełnie nie tam, gdzie trzeba. Bez większego wahania wyprawia się do miejsc, w których mogą na niego czyhać najgorsze zasadzki. Czyż to nie idealny materiał na bohatera takiej książki?

Ale potrzebna mu jeszcze jakaś kompania. A więc podróżuje z nim Szarlej – zakonnik skazany na więzienie za niejasne przewinienia, a także Samson Miodek – uwięziony w ciele klasztornego głupka, a przywołany nieudolnymi czarami Reinmara i Szarleja, nieznany byt ze świata równoległego.

Rzecz jasna, smaku książce dodaje świetny styl autora, który właściwie nie zmienia się w porównaniu z „Wiedźminem”. Wciąż Sapkowski zaskakuje językiem. Wciąż pisze nieco starodawnie, zgrabnie używa archaizmów, a także wplata w tekst liczne wyrażenia, pieśni i modlitwy w języku łacińskim (wyjaśnienia niektórych możemy znaleźć na końcu książki). Jakby trochę mniej znalazło się w książce przekleństw albo ja już ich tak łatwo nie zauważam. I mniej humoru właściwego Sapkowskiemu, choć przecież czasem mamy okazję do śmiechu.

Reasumując i porównując, czego nie można chyba uniknąć: „Narrenturm” jest niestety gorsze od „Wiedźmina”. Nie trzyma tego samego poziomu, odstaje dość znacznie. Ale znakomicie spełnia swoje główne zadanie i dostarcza czytelnikowi sporą dawkę rozrywki.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pokój numer 10

Po serii dobrych i znakomitych kryminałów rodem ze Skandynawii przyszła pora na pierwsze rozczarowanie. W „Pokoju numer 10” nie znalazłam nic z tego,...

zgłoś błąd zgłoś błąd