7,23 (123 ocen i 19 opinii) Zobacz oceny
10
10
9
14
8
22
7
42
6
27
5
2
4
3
3
3
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788326813086
liczba stron
240
słowa kluczowe
miodek, bralczyk, język
język
polski

Brawurowa opowieść o słowach, których tak chętnie lubimy obecnie (nad)używać, mówi o nas więcej niż niejedna powieść i socjologiczna rozprawa… Dopóki będziemy mówili i pisali, profesorowie Bralczyk, Markowski i Miodek będą mieli tematy do kolejnych felietonów, bo nasz język zmienia się wciąż wyjątkowo dynamicznie, a – jak pisze Jan Miodek - jeśli słowo jest bardzo wygodne, to staje się zbyt...

Brawurowa opowieść o słowach, których tak chętnie lubimy obecnie (nad)używać, mówi o nas więcej niż niejedna powieść i socjologiczna rozprawa…

Dopóki będziemy mówili i pisali, profesorowie Bralczyk, Markowski i Miodek będą mieli tematy do kolejnych felietonów, bo nasz język zmienia się wciąż wyjątkowo dynamicznie, a – jak pisze Jan Miodek - jeśli słowo jest bardzo wygodne, to staje się zbyt wygodne i zaczynamy go nadużywać. Czy wszystkie te słowa, nowe lub dobrze znane, ale obecnie stosowane w innym lub kolejnym znaczeniu, da się zamienić? Czy w gąszczu polszczyzny, nasiąkniętej kalkami z obcych języków, atakowanej przez terminologię komputerową z jednej strony i lingwistyczną pomysłowość gimbazy (poczytacie!) z drugiej, aby na pewno jeszcze wiemy, co mówimy?

Z powszechnie znaną lekkością, humorem i oczywiście oczywistą (poczytacie!) erudycją, panowie profesorowie przeprowadzają nas przez labirynt znaczeń, dawnych i nowych, sypiąc obficie przykładami i anegdotami. I tłumaczą, pochylając się z aprobatą (pomiziać), dziwiąc się, prześmiewając, a nawet złoszcząc się, choćby na gwiazdy mediów, że lansują odrażające pod każdym względem, także fonetycznym słowo zajebiście…

Dlaczego „mąż, żona czy szef, którzy zatruwają nam życie, są toksyczni, a nie trujący?” Czy rzeczywiście hejtować jest łatwiej niż nienawidzić? Co zrobić z paparazzo i czy kobietę, zajmującą się namolnym fotografowaniem, nazwalibyśmy paparacka? Jak to się stało, że polewka – zupa zmieniła się w polewkę, jaką mamy z kogoś, a facet - całe lata funkcjonujący w polszczyźnie jako żartobliwe, ironiczne, lekceważące określenie mężczyzny – zaczął faktycznie oznaczać twardziela? Mistrzowie polszczyzny obczajają całe morze słówek i zwrotów, zatem i także słówko obczaić, choć – jak zauważa Jerzy Bralczyk - kiedy poznaję jakieś młodzieżowe słowo, mogę być pewien, że z prawdziwie młodzieżowej mowy właśnie wyszło i od tej pory będzie używane tylko przez (to też już trefne określenie) zgredów.

Ale „100 słów polskich, które musisz znać” to nie tylko opowieść o słowach i zwrotach. To kapitalna rzecz o naszej współczesności i życiu w ogóle: o chciwych, którzy jednocześnie wcale nie są chytrzy i o chemii, w którą zmieniamy nasze uczucia, o tym, że gdy dzióbek jest, słitfocia udana i, że modowa szafiarka to nie szafarka, szafującą dobrami wszelakimi, o tym, że „trochę szkoda, że nagroda, premia, dodatek ustępują miejsca bonusowi”, ale cóż zrobić skoro bonus – to brzmi dumnie! Dzięki opowieściom o języku, przyglądamy się sobie w sytuacji, gdy kupujemy czipsy i wypłacamy pieniądze z bankomatu, gdy lajkujemy na fejsbuku, czy wpisujemy do życiorysów miękkie umiejętności, a nawet gdy… dłubiemy w nosie! (felieton o babolach). I nasuwa się od razu słynna myśl Wittgensteina, że granice mojego języka są granicami mojego świata: tak, właśnie w ten sposób żyjemy, co profesorowie Bralczyk, Markowski i Miodek słyszą doskonale i wychwytują natychmiast…

 

źródło opisu: http://kulturalnysklep.pl

źródło okładki: http://kulturalnysklep.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1083
Maleństwo | 2017-07-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 30 czerwca 2017

Każdy z nas ma swoje pasje. Jeden jeździ konno, inny na motorze, jeszcze inny hoduje pieski, uprawia ogródek, szyje, wyszywa i co tam komu jeszcze przyjdzie do głowy. Ja czytam. Czytam dużo, a swoje myśli przelewam na przysłowiowy papier. Nie chcę stwierdzić, że piszę, bo to górnolotnie brzmi, ale bloga popełniłam i od siedmiu lat coś tam dziergam. Można więc bez wyrzutów sumienia powiedzieć, że pracuję słowem. Kocham wyrazy (felieton o słowach i wyrazach wita nas na początku książki) i uwielbiam się nimi bawić. Nic więc dziwnego, że książka "Trzy p 33" mnie zachwyciła.
Książka powinna być zatytułowana "Trzy po 13", bowiem trzech wspaniałych językoznawców w osobach p. Miodka, p. Bralczyka i p. Markowskiego, pogrupowało w 13 tematycznych grup 102 króciutkie felietony, które skrzą inteligencją i humorem. Panowie przyglądają się różnym słowom, które na dobre zagościły w naszym życiu i z większym lub mniejszym zaangażowaniem opisują wszystko to, co na ich temat przyjdzie Im do głowy. Słowa są różne - zarówno te codzienne jak i te zapomniane. Sporą część książki zajmują słowa nowe, stworzone na potrzeby nowoczesnego świata przepełnionego nowinkami technicznymi. Oswajają takie słówka jak know - how czy hejt. Te felietony są świetne, ale ja zakochałam się w rozdzialiku pt. "Gdzie są słówka z tamtych lat, czyli bałamutny spiker" Klisza, bałamutny czy chachmęcić - kto dzisiaj tak mówi! Panowie zdają sobie sprawę z "dawności" poszczególnych słówek i z pewną dozą wzruszenia opisują ich znaczenie kiedyś i dzisiaj. Rozwodząc się nad ich etymologią czy znaczeniem, często przytaczają cytaty z twórczości np. Jeremiego Przybory czy też Hemara, wprowadzając czytelnika w nastrój z dawnych lat.
Najbardziej śmiałam się przy felietonie pt. "Babole". Słowo to ma wiele znaczeń ale mnie urzekła następująca definicja" "Babol to wydzielina z nosa, głównie zaschnięta". Wpadłam pod krzesło i długo nie mogłam się podnieść. Nawet moje dzieci rżały ze śmiechu jak młode kucyki.
Podsumowaniem całej książki i tego "plecenia trzy po trzy" są króciutkie dialogi, świetnie oddające nastrój książki. Przytoczę jeden:
Miodek: Wrzuciłem na bloga swoja focię ze słynną szafiarką i gimbaza miała polewkę.
Markowski: Zupełnie nie ogarniasz bazy. Ale obciach!"
Bralczyk: Profesorze, polewka z kolegi? To hejt.
Widzicie tych trzech statecznych Panów (może nie pod krawatami, ale w marynarkach na pewno) przerzucających się takimi hasłami? Skrzy cała książka inteligencją i humorem, a czytelnik bawi się świetnie od samego początku, aż do ostatniej literki. Panowie rewelacyjnie żonglują słowami ukazując ich różne znaczenia i pochodzenie. Może się okazać, że słówko, które korzeniami sięga do czasów średniowiecza przetrwało do dzisiaj, ale jego znaczenie jest całkowicie odmienne od tego pierwotnego. To właśnie jest to piękno języka polskiego, które mnie zachwyca i ujmuje.
Śmiech śmiechem, ale miejscami potrafi być tez poważnie. Bo przecież nie zawsze chodzi o to, aby się tylko pośmiać, ale warto tez dowiedzieć się czegoś nowego. I tak np. dowiadujemy się, że słowo chachmęcić pochodzi od słowa chachmęć (zarośla, chaszcze), które używane było już w XVII wieku. Wyraz podejście (w znaczeniu podejście do tematu, czy też drugie podejście np. do egzaminu) kilka wieków temu określanie było w ówczesnych słownikach jako oszukanie, podstęp, fortel, zdrada... Niesamowite jest to, jak język polski przez lata ewoluował i rozwijał się, ale żeby aż tak! Trudno aż wyobrazić sobie drogę, jaką przeszło to słówko do dzisiejszego, zupełnie niewinnego przecież, znaczenia.
Na zakończenie dodam, że "Trzy po 33" to nie jest książka do czytania tzw. ciurkiem. Po kilkunastu felietonach czytelnik bardzo wielu szczegółów nie zauważy, jako że ogarnie go po prostu zmęczenie. Warto mieć tę książkę zawsze gdzieś w pobliżu i dawkować sobie szczęście. Gwarantuję, że nie pożałujecie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Błękitne przestrzenie. Wyprawa śladami kapitana Cooka

Książki Horwitza są idealną proporcją literatury podróżniczej i historycznej. Tym razem autor przemierza pacyficzne szlaki - od Nowej Zelandii po Alas...

zgłoś błąd zgłoś błąd