pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Czekolada
Do małej mieściny na francuskiej prowincji, gdzie czas się zatrzymał, przyjeżdża tajemnicza młoda i piękna kobieta z córeczką.
Mieszkańcy Lansquenet ze zdumieniem obserwują, jak Vianne z Anouk odnawia...
Do małej mieściny na francuskiej prowincji, gdzie czas się zatrzymał, przyjeżdża tajemnicza młoda i piękna kobieta z córeczką.
Mieszkańcy Lansquenet ze zdumieniem obserwują, jak Vianne z Anouk odnawiają starą piekarnię na rynku, by urządzić tam sklep z czekoladą.
W dniu otwarcia właścicielka ofiarowuje zaglądającym do niej ciekawskim gatunek słodyczy, który każdy z nich lubi najbardziej, jak gdyby znała ich najskrytsze myśli i pragnienia. Czyżby ta dziwna kobieta była czarownicą? Dla wielu mieszkańców miasteczka przyjazd Vianne jest prawdziwym darem losu, ale są i tacy, którzy zrobią wszystko, by opuściła Lansquenet. Zbliża się Wielkanoc i Vianne zamierza urządzić dla dzieci "festiwal czekolady", lecz jej wrogowie za wszelką cenę chcą jej w tym przeszkodzić...
pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
386
-
373
-
60
Opinie czytelników
Nie byłam w stanie się oprzeć, aby nie napisać o jednej z moich ulubionych pisarek, do której książek wciąż powracam z niesłabnącym uczuciem wewnętrznego podniecenia. Czytając jej książki czuję się piękniejsza, mądrzejsza i bardziej wrażliwsza na piękno otaczającego świata, po za tym mam bardzo wiele z nią - to znaczy z autorką - wspólnego, ale to moja słodka tajemnica. Imię owej pani brzmi Joanne Harris...
Ciąg dalszy na mojej prywatnej stronie:
http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2009/11/czekoladowa-wrozka-z-lansquenet.html
Pozycja smakowita. Niezaprzeczalnie. Przepełniona nie tylko słodkimi zapachami i intrygującymi smakami ale i odrobiną magii. Pozostawia w czytelniku przyjemne ciepło po zamknięciu ostatniej strony. Urokliwa.
To moje drugie, po „Jeżynowym winie”, spotkanie z tą autorką. Muszę dodać, że bardzo pomyślne. Głowna bohaterka, Vianne, jest wyjątkowa. Ma niezwykłą zdolność odgadywania „czekoladowych marzeń” innych, wie co komu najbardziej smakuje. Potrafi wejrzeć w duszę i w niej czytać… Niektórzy mieszkańcy Lansquenet podejrzewają nawet, że jest ona czarownicą! Lokalnym świętoszkom nie odpowiada nowo przybyła, szczególnie, ze nie uczęszcza do kościoła. Gdy otwiera sklep z czekoladą, większość mieszkańców traktuje ją jak intruza, grzesznicę, element niepożądany.
Joanne Harris w inteligentny sposób ukazuje konserwatyzm społeczeństwa, obłudę przykładnych parafian, a nawet samego księdza. Powoli ujawniają się grzeszne postępki i tragiczne szczegóły z ich życia. „Czekolada” opowiada o braku akceptacji tego, co nowe, inne, o niechęci, która narasta, prowadzi do potępienia z perspektywy wiary. Harris porusza także inne trudne tematy; samotność, lek przed utratą tych, których kochamy, jak umierać z godnością, i wreszcie, że ważne jest tylko jedno – żyć tak, aby być szczęśliwym.
Plastyczny, barwny język opisów – proces tworzenia czekolady i innych wymyślnych słodkich smakołyków, krajobraz wioski Lansquenet - sama przyjemność czytania. W książce panuje atmosfera niepokoju, licznych skrywanych tajemnic: „Człowiek w Czerni. Kochankowie. Baszta. Pustelnik. Śmierć”. Do tego raz po raz pojawiający się motyw wiatru, który nadaje opowieści skrzydeł, lekkości, poetyckiego sznytu. Plus czarujące, barwne, różnorodne postaci. Czego chcieć więcej?
Książka z pewnością przerosła moje oczekiwania. Żal było mi żegnać się z Vienne i jej „La Céleste Praline”. Mądra, wciągająca, okraszona szczyptą magii, przyjaźni, miłości, tradycji i obyczajów. „Czekolada” odrywa od szarej rzeczywistości, wprowadza kolory i magię do Twojego wnętrza. Zatem warto. Z żywą ciekawością zabieram się za "Rubinowe czółenka", czekoladową kontynuację.
Już od dawna planowałam przeczytać te książkę, a i film czekał w kolejce do obejrzenia. Po lekturze (jak i w trakcie) w zawrotnym tempie pobiegłam do sklepu nakupić mnóstwo czekolad do picia ;> Uwielbiam ten napój, a ta książka jeszcze bardziej wzmogła mój apetyt^^ Nie wspominając o tym, że zachłannie patrzę na czekoladki z najwyższej półki xD
A teraz o powieści.
Początek mi się podobał. Ciepła, trochę tajemnicza historia Vianne, takiej dobrej wróżki w małym miasteczku mnie urzekła. I jeszcze te opisy słodyczy! *_* To było naprawdę dobre, czytałam z przyjemnością. Mniej więcej w połowie potwornie się zanudziłam, akcji jest tu tyle co kot napłakał, do sklepu przychodzą i wychodzą klienci, co byłoby całkiem ciekawe, gdyby nie fakt, że goście są praktycznie ci sami, zamawiający wciąż te same łakocie i ciągle musiałam czytać, jak to Vianne podała temu tę czekoladkę, a innemu tamtą czekoladkę 0_0 Prawie zrobiło mi się niedobrze, nie tylko z nadmiaru opisów łakoci. Denerwowały mnie niektóre postacie, mające wciąż jeden i ten sam problem -,- Były chwile, kiedy - mimo całego uroku - chciałam rzucić książkę w kąt. Jednak nie zrobiłam tego, przeczytałam do końca i na koniec się nie zawiodłam. Z każdą stroną było coraz lepiej. Znów napływała mi ślinka, gdy czytałam o czekoladzie, a tajemnice niektórych bohaterów, tylko dodawały smaczku lekturze. Koniec był kwintesencją całej książki, dziś doszłam do wniosku, że to chyba najpiękniejsza i najbardziej magiczna jej część. Uroczy.
No, i na koniec, polecam "Czekoladę" ;P
Opowieść ta jest mieszanką miłości i magii...
Jedna z książek, które pomogły mi zrozumieć wartość mojej kobiecości.
Do małego francuskiego miasteczka przybywa młoda kobieta z sześcioletnią córeczką. Pragnie stabilizacji i szuka swojego miejsca na świecie. Całe dzieciństwo i młodość spędziła przy boku podróżującej matki, kierując się instynktem i powiewem wiatru, symbolizującym ulotność. Wydaje się jej, że owo miasteczko spełnia jej wymagania. Wynajmuje mieszkanie, otwiera cukiernię pełną czekoladowych smakołyków. Spotyka się z małymi trudnościami, bo akurat rozpoczął się okres Wielkiego Postu i wielu ludzi przez 6 tygodni wyrzeka się słodyczy, w szczególności tamtejszy ksiądz, który wypowiada cichą wojnę Vianne. Do miasta przybywają także ludzie mieszkający na barkach rzecznych, prowadzący cygańskie życie. Są w mieście niemile widziani, ale Vianne nie odmawia im wstępu do swego sklepiku. Poza tym kobieta żyje według własnych zasad, nie przejmuje się zbytnio różnymi problemami, cieszy się tym, co los jej daje i stara się wszystko w pełni wykorzystać. Pomaga ludziom przezwyciężyć lęk przed wieloma trudnościami, jak pożegnanie z przyjacielem, jakim jest pies, odejście od męża – damskiego boksera. Wprowadza radość i kolor w życie większości ludzi, a szczególnie dzieci. Jednak pojawiają się przeciwności, dla których bohaterka musi zrezygnować z kilku postanowień
Książka przekazuje treści stoickiej radości życia, jest utrzymana w spokojnym tonie, co powoduje, że czytelnik pragnie takiego życia, jakie proponuje bohaterka. Ważny jest tutaj pojawiający się motyw wiatru, który nadaje książce lekkość i magiczny urok. A smaki powodują, że często leci nam przy lekturze ślinka i pragnie się sięgnąć po coś czekoladowego.Czytając tę wspaniała książkę czujemy posmak gorącej, niezwykle aromatycznej czekolady w ustach.. Naprawdę, coś wspaniałego!.
Lubię porównywać książki z ich ekranizacjami, lecz zwykle stawiam na kolejność: najpierw książka, potem film. Tutaj było inaczej, najpierw obejrzałam film... jakieś 10 razy, potem sięgnęłam do książkę. Film jest magiczny i jest jednym z moich ulubionych. Czytając, mam przed oczami Juliette Binoche i Johnny'ego Deppa, co, nie ukrywam, w dużym stopniu wpływa na moje odczucia. Książka mi się spodobała, lecz nie potrafię ocenić jej jako dzieło, w którym nie występuje Judi Dench, Juliette Binoche czy (przed wszystkim!) Johnny Depp.
Na pewno warto było przeczytać, występuje kilka różnic między powieścią i ekranizacją, poza tym czytanie o postaci, która w mojej głowie wygląda jak Johnny Depp jest niezaprzeczalnie wielką przyjemnością!
Kilka lat temu zakochałam się w filmie "Czekolada", dlatego też z przyjemnością sięgnęłam po pozycję Joanne Harris. Niestety, już od pierwszych stron powiedziałam sobie "to nie to". Przemęczyłam (dosłownie!) 80 stron po to, aby odłożyć książkę na trzy miesiące. Powróciłam do niej kilka dni temu-znowu przemęczyłam początek, jednak tym razem odkryłam, że im dalej czytam, tym bardziej mnie pochłania... Nagle zaczęłam odczuwać magię, smak i zapach czekolady... Szkoda, że tak późno! Ostatecznie decyduję się na ocenę bdb - coś w niej jest, ale dopiero po czasie. Bez rewelacji, gdyż smak i zapach "Czekolady" przyszły zbyt późno...
OOO tak :) Nie posiada uroku filmu, ale jest niezwykła i przejmująca. Trochę magiczna a trochę zwyczajnie... ludzka. Moje wydanie zawiera okładkę ze sceną z filmu, więc tym bardziej w temacie się czułam.
Autorka mówi o ludzkich słabościach, o potrzebie przezwyciężania ich; o życiu we wspólnocie i o odrzuceniu; o ciągłym doskonaleniu się i o tym, że nie zawsze ma to dobre skutki. O tym, że nie można patrzeć na innego człowieka przez pryzmat stereotypów. Coś bardzo na czasie.
Klimatyczna. Główna bohaterka ma w sobie magnetyzm, który wraz z czytaniem książki staje się wręcz namacalny. Jest silną kobietą, która nie opiera się przeciwnościom losu, stawia im czoła i podąża pod prąd. Czarodziejka? Nie dopiszę tego...ale na pewno dobra obserwatorka, która umie przenikać ludzie umysły poznając najskrytsze pragnienia. Z pozoru lekka lektura a skłania do przemyśleń.
Najpierw był film. Cudny, klimatyczny, aż mdlący od smaku i zapachu czekolady. Piękna Juliette Binoche jako Vianne i przystojny Johnny Deep jako tajemniczy Roux. Francja. Mała cukiernia. Trochę magii. Wszystko piękne, idealne.
Teraz jest książka. Cudna, klimatyczna...i opis się powtarza.
Jeśli ktoś najpierw oglądał film, nie uniknie wyobrażania sobie Vianne w skórze Binoche i Roux'a jako Deepa. Mała cukierenka, będzie wyglądała jak ta z filmu. W ogóle przed oczami będę się ukazywały obrazy z ekranizacji "Czekolady".
A co do samej książki, jest naprawdę bardzo dobra. Ciekawy pomysł, przedstawić losy samotnej matki poprzez jej pasję, jaką jest czekolada. Bo tak naprawdę to ona, czekolada, odgrywa w tej ksiązce główną rolę.
Charaktery bohaterów zostały dogłębnie przemyślane, nakreślone z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Każda postać inna, każda wnosi coś do całości. Ale najlepsza jest ta tajemnica, to niedopowiedzenie co było przed, co będzie po. Trafnie pomyślana pierwszoosobowa narracja nadaje książce charakteru. Dodatkowo, podział na dwóch narratorów (Vienne i księdza Reynaud'a )pozwala nam spojrzeć na wydarzenia z dwóch różnych, jakże odmiennych perspektyw.
Czytając tę książkę czuje się w ustach smak czekolady.
Dodaję ją do kolekcji moich ulubionych książek.
Niezwykle klimatyczna; całkiem zwyczajna, a jednak magiczna. Zakochałam się już od samego początku. Nie jest to lektura, którą szybko się zapomina. Po przeczytaniu ostatniej strony czuję, że mam ochotę nie tylko na czekoladę, ale też inne książki tej autorki.
Ode mnie piątka z plusem za całokształt i mnóstwo pochwał za niesamowitą zabawę słowami, która pobudza wyobraźnię; 'wstawki' w języku francuskim i narrację z dwóch punktów widzenia.
Dwa małe minusy: bohaterowie przedstawieni są jako dobrzy, albo źli, raczej nie ma nikogo "po środku"; poza tym zakończenie - zdecydowanie rozczarowujące.
Jeśli chodzi o film - to już nie to samo! ;)
Uwielbiam czytać o jedzeniu.
W "Czekoladzie" wątek magiczno-romansowy, choć miły, nie wzruszył mnie aż tak bardzo, jak te aromatyczne wręcz opisy czekoladowych cudów...
Uwaga! Czytając tę książkę, warto mieć pod ręką filiżankę parującej czekolady... albo kilka belgijskich pralinek. Do smaku. :-)
Najpierw był film... Oj spodobał się bardzo! Ale jak to najpierw obejrzeć, a potem przeczytać? Wbrew zasadzie... Tyle, że o książce dowiedziałam się później- wybaczyłam więc sobie. Książka- znakomita, choć inna... Jednak jakże klimatyczna! Warto, warto do niej zajrzeć!
Magiczna, pełna uroku opowieść o czekoladzie. Zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, a opisy czekoladowych specjałów - poezja:) Bardzo lubię Joanne Haris, bo przy jej książkach choć na parę chwil można oderwać się od rzeczywistości.
Książkę przeczytałam zanim dowiedziałam się, że została zekranizowana.
Czytając ją, wręcz czułam smak i zapach czekolady. Pozycja o niesamowitym klimacie, ciepłym i zaprawionym delikatną pikanterią. Pochłonęłam w dwa wieczory.
Smaczna książka.Czytając ją wciąż miałam chęć zjeść coś słodkiego.
Do małej mieściny na francuskiej prowincji, przyjeżdża tajemnicza, młoda i piękna kobieta Vianne Rocher z córeczką Anouk. Mieszkańcy Lansquenet - miasteczka, gdzie czas zatrzymał się w miejscu dawno temu, obserwują, jak nowa mieszkanka urządza sklep z czekoladą w starej piekarni na rynku. Nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić po co w tak małym miasteczku sklepik z czekoladą.
Kobieta od razu budzi niepokój w mieszkańcach, a szczególnie w księdzu. Przybywa nie wiadomo skąd, ma córkę ale nie ma męża, jest niezależna, kusi czekoladą… taka osoba na pewno musi mieć złe zamiary. Jednak wielu Vianne okazuje się naprawdę potrzebna, pomaga im poznać samych siebie, powala im być sobą, czego do tej pory nie mogli robić.
Ta powieść w magiczny sposób przenosi nas w świat Lansquenet.
Ta powieść pachnie… czuje się zapach trufli, pralin i wszystkich wytworów Vianne. Ta powieść pieści zmysły, poprzez stopniowe ale nie nudne i nie zbyt wolne prowadzenie akcji.
To również wspaniała pożywka dla wyobraźni. Oderwać się od rzeczywistości, poczuć zapach czekolady i przenieść się w inny świat…
Pomagają w tym niezwykle barwne opisy krajobrazów czy samego procesu tworzenia czekolady… do tego bardzo przyjemny język, spokojna narracja. Magia, tajemniczość wypełniają każdą stronę napisaną przez Joanne Harris. Czuje się zmysłową potrzebę czytania dalej.
Pojawia się tu również problem nieznanego. Czy małomiasteczkowa moralność jest w stanie pokonać to, co nowe? Czy to, co nieznane zawsze musi być złe? Musi szkodzić tym, którzy jakoś stworzyli sobie spokojną rzeczywistość bez zmian, bez większego ruchu, statyczną nudę? Czy wręcz przeciwnie? Czy Vianne może wnosi ten powiew świeżości, tę radość życia, tę witalność, której mieszkańcom tak bardzo brakuje?
Vianne Rocher wraz z córką podróżują z miejsca na miejsce, nie mieszkały nigdzie dłużej, zatrzymują się wszędzie tam, gdzie czują, że mogą być potrzebne. Tak ja to odbieram. Istnieje widoczne podobieństwo między nimi a Cyganami podróżującym rzeką… też są niechciani, niezrozumiani a jednak są pełni ciepła.
Ciekawe jest bardzo poprowadzenie dwustronne narracji – raz prowadzona jest z punktu widzenia głównej bohaterki Vianne a potem księdza. Ten obrońca tradycji głęboko wierzący i religijny człowiek prowadzi rozmowę z père… tłumaczy się, kaja, dodaje sobie sił i walczy. Vianne traktuje jako wielkiego wroga, jako pogankę, która sieje zgorszenie w społeczeństwie wszystkim, co sobą reprezentuje. Kto okaże się silniejszy?
Na wieczory pry filiżance kawy lub herbaty, a najlepiej czekolady… na oderwanie się od problemów dnia codziennego polecam tę pozytywną i pełną radości opowieść z odrobinką czarów i przepisem na „coś słodkiego”.
Pewnego dnia w małym, prowincjonalnym Lansquenet uchyliły się nieco bramy do raju. Oto stara, opuszczona piekarnia na rynku otrzymała nowe, niezwykłe życie. Budynek wynajmuje kobieta, której w miasteczku nikt nigdy wcześniej nie widział. Vianne Rocher i jej kilkuletnia córka, Anouk, otwierają tam sklep z czekoladą.
Mieszkańcy początkowo podchodzą nieufnie do tajemniczej Vianne. W dniu otwarcia niektórzy z nich nieśmiało zachodzą do La Praline, gdzie, ku ich zdumieniu, kobieta wręcza im w prezencie ich ulubione słodycze, zupełnie jakby odgadywała ich pragnienia. Vianne szybko zaskarbia sobie przyjaźń kilku z nich, a sklep dorabia się stałych bywalców. Jednak nie przez wszystkich kobieta jest tam mile widziana. Proboszcz Reynaud bardzo szybko nabiera podejrzeń, które powoli urastają do niemal obsesyjnej niechęci. Nie jest w tym sam. W ciągu kilku tygodni życie w miasteczku zmienia się, a Vianne może mieć spore kłopoty, by urządzić dla miejscowych dzieci wielkanocny festiwal czekolady.
O rany, kochani, to najsmaczniejsza, najbardziej aromatyczna powieść, jaką czytałam kiedykolwiek. Jestem czekoholikiem na odwyku, a tam skaczą po stronach czekoladowe zajączki, biegają czekoladowe białe myszki, dzwonią czekoladowe dzwonki, turlają się czekoladowe jajka... Można oszaleć, tak się smacznie robi!
A spoza czekolady wyłania się niezwykła historia. Vianne zdaje mi się oazą spokoju, jakimś eterycznym zefirkiem, kobietą mądrą i piękną. Ma jakiś taki niezaprzeczalny urok - i nie chodzi jedynie o jej kulinarne (i nie tylko) umiejętności. Równoważą ej osobowość stali bywalcy czekoladziarni - Guillaume i jego smutny pies, impretynencka i uparta Armande, Josephine, która pięknie rozkwita na kartach powieści, rudy Roux, paranoiczny Reynaud... Słowem, cała plejada doskonale zarysowanych postaci, żywych, barwnych, ciekawych. Do tego całkiem zaskakujące zakończenie.
[spojler]
Porusza się w tej książce ciekawy problem - a mianowicie dominację Kościoła nad życiem mieszkańców miasta. Harris prezentuje obraz księdza, który rości sobie pełne prawo do kontrolowania wszystkiego i wszystkich, decydowania o ich losie i poczynaniach. Fabuła jest w tym kontekście zdecydowanie antyklerykalna, czemu trudno się jednak dziwić. Ksiądz Reynaud jest jednak postacią skrajną, nawet nieco przerysowaną, trzeba wziąć to pod uwagę.
[/spojler]
Zachwycił mnie język Joanne Harris. Powieść czyta się lekko, szybko, delikatnie - historia po prostu przewija się przed naszymi oczyma z całą gamą swoich subtelności. Czujemy smaki, zapachy, widzimy kolory, wnętrze La Praline,... Słowem, piękna książka.
Zapraszam do mnie! http://niedoczytanie.blogspot.com
Na półkach
Cytaty z książki
- „Szczęście. Proste jak szklanka, jak czekolada albo kręte jak ścieżki serca. Gorzkie. Słodkie. Żywe.” - 30 osób to lubi
- „Zacznij uciekać, a będziesz uciekać zawsze.” - 14 osób to lubi
- „Z czekoladą jest jak z życiem – nie poczulibyśmy w pełni jego słodkiego smaku, gdyby nie odrobina go...” - 4 osoby to lubią

Weltbild
Selkar
Empik
Matras
Albertus
Zinamon





























