Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Głębia ciemności

Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Wydawnictwo: Amber
5,6 (146 ocen i 27 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
4
8
6
7
30
6
34
5
35
4
16
3
11
2
1
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Deep in the Darkness
data wydania
ISBN
9788324133352
liczba stron
216
słowa kluczowe
Horror, Miasteczko, Izolanci
język
polski

Demoniczny rytuał. Krwawa ofiara. Koszmar, przed którym jest tylko jedna droga ucieczki... Doktor Michael Cayle razem z żoną i córeczką wyprowadza się z Manhattanu i obejmuje prywatną praktykę w cichym miasteczku wśród malowniczych lasów. Wszystko wydaje się tu spokojne i cudowne. Wydaje się... Tymczasem mieszkańcy opowiadają szeptem legendy, które budzą dreszcz grozy. Wkrótce Michael będzie...

Demoniczny rytuał. Krwawa ofiara. Koszmar, przed którym jest tylko jedna droga ucieczki...

Doktor Michael Cayle razem z żoną i córeczką wyprowadza się z Manhattanu i obejmuje prywatną praktykę w cichym miasteczku wśród malowniczych lasów. Wszystko wydaje się tu spokojne i cudowne. Wydaje się... Tymczasem mieszkańcy opowiadają szeptem legendy, które budzą dreszcz grozy. Wkrótce Michael będzie musiał w nie uwierzyć. Pozna przerażający sekret złowrogich złotych oczu, które śledzą go z głębi ciemności...

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoamber.pl/kategorie/sensacja-...(?)

źródło okładki: http://www.wydawnictwoamber.pl/kategorie/sensacja-...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 300
Barcki | 2012-06-19
Na półkach: Przeczytane

Choć cenię sobie horrory wydawnictwa Amber, to muszę jednak przyznać, że najlepsze powieści grozy tego wydawnictwa, to te autorstwa Jonathana Aycliffe’a i Johna Ayvide Lindqvista – reszta to mniej lub bardziej strawne przeciętniaki, najniższą półkę zaś zajmuje w moich oczach Michael Laimo, którego co prawda znam tylko za sprawą „Głębi ciemności” , ale jakoś nie sądzę żeby ów pisarz miał w zanadrzu jakieś inne, pozytywnie zaskakujące majsterwerki literackie. Facet gór nie przenosi, zaś umieszczony na okładce komentarz niejakiego Przemysława Marczewskiego, wedle którego Laimo to „jeden z najciekawszych młodych pisarzy grozy na świecie”, można tłumaczyć dwojako – albo Marczewski ma kiepski gust i małe wymagania, albo współcześni, młodzi pisarze horrorów są tak ciency w butach, że nawet taki Laimo może uchodzić w ich marnym gronie za jednego z najlepszych. Rzeczą wartą odnotowania jest fakt, że „Głębia ciemności” dostała nominację do Bram Stoker Award – widać takie nominacje rozdaje się w dzisiejszych czasach jak popadnie.
Zaczyna się do bólu standardowo: lekarz Michael Cayle, wraz z żoną Christine i córką Jessicą, przenoszą się na wiejskie łono miejscowości Ashborough, gdzie Cayle przejmuje dom i praktykę lekarską po poprzednim lekarzu. Na starcie wszystko zapowiada się sielsko i anielsko, szybko jednak w głowie Michael’a odzywają się dzwonki alarmowe, wywołane różnymi mniej lub bardziej niepokojącymi zajściami, z czasem zaś nasz bohater uświadamia sobie, że ów alarm nie był fałszywy.
„Głębię ciemności” można w zasadzie pochwalić tylko i wyłącznie za dwa aspekty: ma jakiś tam klimat i sam pomysł jest całkiem niezły (trzęsący okolicą Izolanci), przynajmniej dopóki nie ulegnie dalszemu rozwinięciu (przewodząca Izolantom wiedźma i patronujący im demon). Cała reszta to jeden wielki popis literackiej niedojrzałości. Psychologia bohaterów stoi na poziomie rolki papieru Bunny Soft, co dochodzi do głosu już na wstępie – rozumiem, że małe dziecko może mieć doła w związku z przeprowadzką z tętniącego życiem miasta na odludną wieś, ale pochlipująca w drodze do nowego domu Christine prezentuje się bardziej jak gimnazjalne emo niźli dojrzała kobieta, która przeżyła w życiu swoje, założyła rodzinę i wydała na świat dziecko. Zresztą, absurdalne zachowanie głównych bohaterów to jeden z absolutnych „hajlajtów” tej powieści - Michael znajduje w szopie ranną łanię i pada komentarz: „zaczął się pojedynek na spojrzenia, kto kogo przetrzyma”. Pojedynek na spojrzenia z rannym, przerażonym jelonkiem – mocne! Christine wcale nie robi wrażenia mądrzejszej, szczególnie kiedy po naprawdę traumatycznych wydarzeniach, w których miała nieszczęście uczestniczyć cała jej rodzina, postanawia usiąść z mężem i omówić wszystkie, najbardziej odpychające i makabryczne szczegóły ostatnich zajść. Michael, niczym wzorowy ojciec, proponuje aby ich córeczka poszła grzecznie do swojego pokoju i nie musiała tego słuchać, ale Christine stwierdza, że to zły pomysł: „Jess, kochanie, zostań. Posłuchaj, co tata i mama będą mówić, a jak przyjdzie ci coś do głowy to nam powiesz”. Bardzo rozsądne posunięcie, niech się pięcioletnie dziecko nasłucha o tej całej, brutalnej makabrze, może przyjdzie jej do główki jakieś rozwiązanie tej patowej sytuacji. Matka wie najlepiej – jak twoją rodzinę osaczają ze wszystkich stron krwiożercze bestie, to nawet zdanie kilkuletniego dziecka się liczy w dyskusji, i pal licho szok pourazowy!
Absurdalność zachowań to jedno – do irytacji czytelnika dużo wnosi ton narratora, którym jest sam Michael, a który w swym monologu brzmi niczym niejeden bohater historii spisanej przez Poego bądź Lovecrafta, z tym że w wersji dla ubogich. Jednym słowem, sprawia wrażenie bardzo poruszonego i targanego emocjami, ale brzmi przy tym jak niedoświadczony narrator taniego audiobooka, któremu przez głos przebija wątpliwa gra aktorska. Ogólnie mam wrażenie, że gdyby w ekranizacji „Głębi ciemności” zagrali totalnie mierni i sztuczni aktorzy, w pełni oddałoby to charakter literackiego pierwowzoru i nie stanowiłoby dla niego żadnej ujmy.
„Głębia ciemności” to tak naprawdę jeden wielki B-standard, gniot z przebłyskami przyzwoitości. Nie ma w tej powieści nic rewolucyjnego, całość bazuje na ogranych do bólu standardach (co może gryźć się z tym co napisałem wcześniej o „niezłym pomyśle”, z tym że w moich oczach coś może być „niezłe”, nie będąc „oryginalnym”), sam zaś warsztat pisarski autora ewidentnie kuleje. Marczewski Marczewskim, nominacja nominacją, ale przed panem Laimo jeszcze długa droga i wiele tygodni, miesięcy, bądź lat szlifowania swojego – póki co wątpliwego – talentu. Ja być może jeszcze kiedyś sięgnę po jakąś jego powieść, ale tylko w ramach czysto naukowej ciekawości, z zamiarem sprawdzenia, czy ten facet potrafi choćby wyściubić nos poza granicę okupowanej przez niego, nie do końca górnolotnej, literackiej klitki. Póki co: „au revoir, monsieur Laimo”.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
All In

Kolejna dyszka. Nie mogę ocenić tej książki inaczej. Dla mnie „All in” jest perfekcyjnie obmyśloną i napisaną historią, podobnie jak pierwsza część. P...

zgłoś błąd zgłoś błąd