Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Barcki 
32 lat, mężczyzna, Barnsley, status: Czytelnik, ostatnio widziany 13 godzin temu
Teraz czytam
  • Pandora
    Pandora
    Autor:
    Pandora (gr. pan – wszystko, dδron – dar) to według jednego z mitów greckich pierwsza kobieta. Kobieta, którą bogowie wyposażyli we „wszystkie dary” i posłali na ziemię jako karę dla ludzkości za niep...
    czytelników: 792 | opinie: 43 | ocena: 7,26 (229 głosów) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-09-13 02:36:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2017-09-13 01:13:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Przypadkowo trafiłem tutaj na tę książkę i przypomniałem sobie, że przecież czytałem ją będąc wesołym rozpustnym studentem. Pamiętam, że postawiła mi włosy na karku lepiej niż niejedna udana powieść grozy.

 
2017-09-05 00:09:55
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2017-09-05 00:01:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Prosta, przyjemna rozrywka. Typowo hollywoodzcy czarno-biali bohaterowie, większość zwrotów fabularnych bardziej przewidywalna od bożonarodzeniowego kazania w kościele, sporo tandetnego patosu i humoru suchego jak gardło alkoholika wczesnym rankiem - ale skłamałbym stwierdzając, że się nie bawiłem dobrze. Bardzo miłym akcentem były wszystkie te drobne nawiązania do klasyki horror/sci-fi (imię... Prosta, przyjemna rozrywka. Typowo hollywoodzcy czarno-biali bohaterowie, większość zwrotów fabularnych bardziej przewidywalna od bożonarodzeniowego kazania w kościele, sporo tandetnego patosu i humoru suchego jak gardło alkoholika wczesnym rankiem - ale skłamałbym stwierdzając, że się nie bawiłem dobrze. Bardzo miłym akcentem były wszystkie te drobne nawiązania do klasyki horror/sci-fi (imię głównego bohatera, które tylko jedną literką różni się od imienia bohatera "The Thing" Carpentera, okręt Nostromo, zatytułowanie jednego z rozdziałów "Kto tam podąża", co w oryginale najpewniej brzmiało "Who goes there?" a to przecież tytuł noweli Campbella, na której Carpenter oparł swojego "Cosia"). Porządne czytadło do zabicia czasu.

pokaż więcej

 
2017-09-02 12:36:52
Ma nowego znajomego: Radek
 
2017-08-24 17:48:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Warhammer

Bardzo przyjemna pozycja z uniwersum Warhammera, do którego to mam ogromny sentyment (do dziś pamiętam sesję w Warhammer Fantasy Roleplay, którą odbyłem lata temu z kumplami, a która trwała rekordową ilość 11 godzin). Dawno już nie miałem nic z tej serii w rękach - ostatnio był to chyba któryś tam tom przygód Gotreka i Felixa, które z każdą pozycją robiły się coraz bardziej groteskowe i... Bardzo przyjemna pozycja z uniwersum Warhammera, do którego to mam ogromny sentyment (do dziś pamiętam sesję w Warhammer Fantasy Roleplay, którą odbyłem lata temu z kumplami, a która trwała rekordową ilość 11 godzin). Dawno już nie miałem nic z tej serii w rękach - ostatnio był to chyba któryś tam tom przygód Gotreka i Felixa, które z każdą pozycją robiły się coraz bardziej groteskowe i infantylne, więc "Rota" tym bardziej pozytywnie mnie zaskoczyła bo tutaj mamy Warhammer na poważnie pełną gębą. Powieść to może i przewidywalna, momentami przynudzająca, poza tym jednak posiada wszystkie te składniki, które historia z uniwersum Warhammera posiadać powinna - mroczny klimat , okrucieństwo świata, brutalne opisy bitew i pojedynków, interesujące wielowarstwowe postaci. Do tego dochodzi świetny motyw kislevickiej roty, wzorowanej na polskiej husarii. No i okazjonalny humor, choćby przy okazji strony 51, kiedy to po bitwie Karl przywołuje Friedla do porządku, każe mu brać miecz a Friedel szlocha na kolanach i krzyczy "zesrałem się, co za wstyd, zesrałem się!".
Ocena może i trochę przesadzona ale z sentymentami nie wygrasz. Miłośnikom Warhammera bardzo mocno polecam, ludziom z Warhammerem nie obeznanym proponuję się zapoznać - możliwe, że zakochacie się w owym uniwersum na dobre.

pokaż więcej

 
2017-08-18 12:24:12
Ma nowego znajomego: Wera Klement
 
2017-08-08 18:49:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Bardzo dobra powieść. Napisana przystępnym językiem, klimatyczna, z interesującymi postaciami i ciekawą intrygą w tle. Choć to w zasadzie kryminał, za sprawą opisów przyrody i skrywanych przez nią tajemnic nie trudno w "Istocie zła" odczuć sporą dawkę atmosfery rodem z powieści grozy. Pewnie dodałbym jeszcze jedną gwiazdkę lub dwie, gdyby nie zbyt ckliwe momenty z życia rodzinnego głównego... Bardzo dobra powieść. Napisana przystępnym językiem, klimatyczna, z interesującymi postaciami i ciekawą intrygą w tle. Choć to w zasadzie kryminał, za sprawą opisów przyrody i skrywanych przez nią tajemnic nie trudno w "Istocie zła" odczuć sporą dawkę atmosfery rodem z powieści grozy. Pewnie dodałbym jeszcze jedną gwiazdkę lub dwie, gdyby nie zbyt ckliwe momenty z życia rodzinnego głównego bohatera i czasami mocno absurdalne zachowania bohaterów (głównie Jeremiasza, który drążenie tajemnic lokalnej społeczności stawia ponad dobro rodziny). Pomimo tych drobnych potknięć, jestem bardziej niż zadowolony z lektury.

pokaż więcej

 
2017-08-02 23:36:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Nie doczytałem do końca. I nie dlatego, że ta powieść jest jakaś skrajnie nędzna – po prostu nadchodził czas oddania książki do biblioteki a przedstawiona w niej historia nie zaangażowała mnie na tyle, bym fatygował się przedłużyć jej wypożyczenie. 250 stron czy coś koło tego i pomachałem „Marsjaninowi” na pożegnanie.
Żeby dla odmiany zacząć jakimś pozytywnym akcentem (co rzadko mi się zdarza...
Nie doczytałem do końca. I nie dlatego, że ta powieść jest jakaś skrajnie nędzna – po prostu nadchodził czas oddania książki do biblioteki a przedstawiona w niej historia nie zaangażowała mnie na tyle, bym fatygował się przedłużyć jej wypożyczenie. 250 stron czy coś koło tego i pomachałem „Marsjaninowi” na pożegnanie.
Żeby dla odmiany zacząć jakimś pozytywnym akcentem (co rzadko mi się zdarza w przypadku książek, które mi nie zaimponowały), muszę przyznać, że Weir odrobił pracę domową jeśli chodzi o niuanse techniczne. Koleś dysponuje naprawdę imponującą wiedzą z wielu dziedzin, co niestety szybko staje się jego piętą achillesową – zbyt gęste nagromadzenie tego typu nowinek potrafi odbić się czkawką. Nie wiem na ile pomysły autora mają odzwierciedlenie w rzeczywistości bo astronautą ani też technicznym od rakiet kosmicznych nigdy nie byłem (i raczej nie zostanę), niemniej na okładce książki znalazły się peany jakiegoś astronauty, więc chyba wypada zaufać Weirowi na słowo. Facet umie też pisać, ma bardzo lekkie pióro, przynajmniej kiedy nie brandzluje się nad wspomnianymi już aspektami czysto naukowymi.
W czym więc problem? Ano, w tym, co powinno stanowić creme de la creme całej historii, czyli głównym bohaterze i jego beznadziejnej sytuacji, która nie zna precedensu w historii ludzkości. Ja po historii samotnego człowieka porzuconego na Marsie oczekiwałem psychologicznego dramatu głównego bohatera wespół z przytłaczającym klimatem wrogiej jakimkolwiek formom życia planety. Nic takiego nie uświadczyłem – o Marsie tu tyle co kot napłakał, sam zaś protagonista wydaje się nie podlegać jakimkolwiek prawom ludzkiej psychiki. Facet skończył sam na Marsie, za parę lat może go uratują, a może nie (o ile do tego czasu nie umrze z głodu, pomimo swoich błyskotliwych pomysłów na rozwiązanie problemu braku żywności), cały ten czas będzie musiał spędzić zamknięty w jakimś kosmicznym baraku, bez możliwości wyjścia na zewnątrz (chyba że w skafandrze), bez jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi i znanym mu światem... i wiecie co? Facet tryska humorem! Żadnych ataków paniki, depresji, klaustrofobii, czy czegoś w tym rodzaju – gdzie tam, Mark Watney już na samym początku prezentuje się niczym android, któremu większość miejsca na dysku twardym zapisano poczuciem humoru i sarkazmem. Koleś potrafi przeprowadzić wszelkie analizy i wyliczenia dokładniej niż większość komputerów, pomimo iż z wykształcenia jest botanikiem, na wszystkim się zna. Wolny czas zaś spędza na słuchaniu muzyki i oglądaniu starych filmów – i to, podobnie jak wszystko inne, robi w pełni wyluzowany i z beztroskim uśmiechem na ustach. Nie wiem jak silną psychikę posiadają astronauci ale z postacią Watneya to sobie autor chyba trochę pofolgował. Najgorsze jest to, że to właśnie nasz protagonista zniweczył cały potencjał tej historii – bo jak przejmować się losem człowieka, który w najbardziej ekstremalnej sytuacji z możliwych sam się sobą nie przejmuje.
Watney to jedna strona medalu – druga to historia z perspektywy ludzi na naszej rodzimej planecie. NASA dowiedziało się, że Watney żyje, wiadomość poszła w świat, zaczęła się wrzawa. O ile fabuła z perspektywy głównego bohatera podana jest bardziej stonowanie i sterylnie, o tyle z perspektywy Ziemian aż bucha tanimi, hollywoodzkimi emocjami – i ta część powieści ewidentnie pokazuje, że nawet jeśli Weir nie pisał „Marsjanina” z myślą o dużym ekranie, to gdzieś tam za szyszynką ciągle czaiła się ta myśl. Z tego co mi wiadomo, na podstawie książki powstał film – co nie zmienia faktu, że powieść Weira bardziej przypomina nowelizację filmu.
Nie rozumiem i nie zrozumiem chyba nigdy zachwytów na tą powieścią. Rzecz gustu, wiadomo, ale jeśli o mnie chodzi, Weir totalnie spartolił sprawę czyniąc swojego bohatera wiecznie zbakanym lekkoduchem o umiejętnościach MacGuyvera podniesionych do potęgi n-tej. Wyobrażacie sobie coś takiego? Być jedyną żywą istotą na obcej planecie, z ograniczonymi zasobami i świadomością, że pomoc może nigdy nie nadejść. Pomyślcie jaki potencjał ma taka historia. A u Weira co? Cała Ziemia dostaję padaczki z obawy o Watneya a sam zainteresowany, który powinien być tym wszystkim najbardziej przejęty, pajacuje i macha na wszystko ręką. Do dupy z takim Marsjaninem!

pokaż więcej

 
2017-07-13 11:23:38
Ma nowego znajomego: 19Kinga_70
 
2017-07-04 12:46:15
Ma nowego znajomego: Ginka
 
2017-07-04 01:51:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Planowałem tej powieści wystawić ocenę najwyższą z możliwych. Pomysł na fabułę świetny, sympatyczni bohaterowie, klimat grozy momentami bardzo mocno odczuwalny, przyjemny styl autora. Może to jeszcze nie ekstraklasa ale przez większość lektury miałem wrażenie, że niewiele do tego poziomu brakuje. Niestety, pod koniec coraz bardziej zalatuje kiczem charakterystycznym dla horrorów klasy B/C.... Planowałem tej powieści wystawić ocenę najwyższą z możliwych. Pomysł na fabułę świetny, sympatyczni bohaterowie, klimat grozy momentami bardzo mocno odczuwalny, przyjemny styl autora. Może to jeszcze nie ekstraklasa ale przez większość lektury miałem wrażenie, że niewiele do tego poziomu brakuje. Niestety, pod koniec coraz bardziej zalatuje kiczem charakterystycznym dla horrorów klasy B/C. Momentami robi się tak patetycznie i słodko, że aż mordę skręca. Samo zakończenie zaś z gatunku tych, których każdą komórką ciała po prostu NIENAWIDZĘ.
Polecam entuzjastom horrorów klasy B, sam zaś pragnę wyrazić swój niedosyt. Widać, że Pan Łukasz potrafi, niestety kończąc swoją powieść poszedł po linii najmniejszego oporu.

pokaż więcej

 
2017-07-02 13:24:44
Ma nowego znajomego: niemampomysłunanick
 
2017-06-25 01:05:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Pan Borowiec przywrócił mi wiarę w polski horror. „Wszystkie biale damy” to może jeszcze nie arcydzieło ale rzecz zdecydowanie z górnej półki. Poza kilkoma wyjątkami („Czwarte użycie noża”, „Wszystkie białe damy”, „Akt notarialny”), które robią raczej średnie wrażenie , reszta opowiadań jest naprawdę bardzo dobra. Borowiec wprawnie kreśli przed nami obraz ponurej polskiej rzeczywistości, do... Pan Borowiec przywrócił mi wiarę w polski horror. „Wszystkie biale damy” to może jeszcze nie arcydzieło ale rzecz zdecydowanie z górnej półki. Poza kilkoma wyjątkami („Czwarte użycie noża”, „Wszystkie białe damy”, „Akt notarialny”), które robią raczej średnie wrażenie , reszta opowiadań jest naprawdę bardzo dobra. Borowiec wprawnie kreśli przed nami obraz ponurej polskiej rzeczywistości, do której wkradają się różne nieciekawe siły z zaświatów i ingerują w już i tak mało przyjemne życie śmiertelników. Jest groza, jest duszny, mroczny klimat, ciekawe rozwiązania fabularne i zapadający w pamięć bohaterowie (choć - trzeba przyznać - czasami mocno irracjonalni w swym postępowaniu). Bardzo podoba mi się styl autora, z gatunku tych konkretnych i do rzeczy, bez rozlazłych opisów i brandzlowania się nad wszystkim a la Stephen King. No i fajnie w końcu poczytać udane historie z dreszczykiem o Janach Kowalskich z Wrocławia zamiast o tych wszystkich Dżonach i Brajanach ze stanu Maine czy innego Birmingham.
Z góry zakładając, że nie ma czegoś takiego jak dobry polski horror, już na początku lektury byłem gotow pogardliwie zaśmiać się autorowi w twarz a po zakończeniu lektury okazało się, że to Pan Piotr wdeptał moją gębę w piach. Miłośnikom literatury grozy bardzo polecam.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
292 82 570
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (20)

Ulubieni autorzy (15)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd