Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Martwa strefa

Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,07 (3907 ocen i 279 opinii) Zobacz oceny
10
221
9
351
8
783
7
1 343
6
744
5
333
4
66
3
51
2
10
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Dead Zone
data wydania
ISBN
9788376480688
liczba stron
480
słowa kluczowe
powieść, nauczyciel, dar, wypadek
język
polski

Młody nauczyciel angielskiego Johnny Smith uważa się za człowieka szczęśliwego. Ma ukochaną dziewczynę, jest lubiany przez uczniów i jest przekonany, że w życiu nie spotka go nic złego. Jednak pewnego dnia w wyniku groźnego wypadku samochodowego zapada w śpiączkę. Kiedy budzi się po prawie pięciu latach, z niepokojem odkrywa w sobie niezwykły dar - widzi przeszłość i przyszłość innych ludzi....

Młody nauczyciel angielskiego Johnny Smith uważa się za człowieka szczęśliwego. Ma ukochaną dziewczynę, jest lubiany przez uczniów i jest przekonany, że w życiu nie spotka go nic złego. Jednak pewnego dnia w wyniku groźnego wypadku samochodowego zapada w śpiączkę. Kiedy budzi się po prawie pięciu latach, z niepokojem odkrywa w sobie niezwykły dar - widzi przeszłość i przyszłość innych ludzi. Johnny potrafi przewidzieć dosłownie wszystko, niekiedy więcej, niżby sobie życzył... Niezwykły talent staje się dla niego przekleństwem...

 

źródło opisu: Prószyński i S-ka, 2007

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Martwa_strefa-p-31769-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 274
Tea | 2014-11-05
Na półkach: Przeczytane

Recenzja ukazała się na www.kreatywna-alternatywa.blogspot.com

Jak pewnie zdążyliście zauważyć przynajmniej raz w miesiącu staram się, aby w moje dłonie wpadła książka autorstwa Stephena Kinga. Spytacie się pewnie, dlaczego? Otóż postanowiłam, że po tylu latach unikania, muszę w końcu nadrabiać dzieła Mistrza. Bo o tym, że King jest prawdziwy asem w swoim fachu nie muszę nikogo przekonywać, prawda? No, ale wracając do meritum – „Marta strefa” był kolejną lekturą, z którą postanowiłam się zmierzyć. Ciekawy opis znajdujący się na tylnej okładce tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że wybrałam dobrze. Niemniej jednak po ponad 500 stronach historii, muszę się przyznać, że czułam maleńki niedosyt. Książka, co prawda nie rozczarowała mnie, ale nie mogę również powiedzieć, że wciągnęła mnie do tego stopnia, abym nie mogła oderwać od niej wzroku.

Jak zwykle swoją recenzję zacznę od bohaterów, bo to właśnie ci dodają zawsze pikanterii danej książce. W „Martwej strefie” pierwsze skrzypce gra Johnny Smith – młody, niepozorny nauczyciel angielskiego, który uważa się za człowieka szczęśliwego. Co prawda nie jest bogaty, nie ma wspaniałego samochodu, ani nic z rzeczy, które charakteryzują bogaczy – ale będąc w zgodzie ze samym sobą twierdzi, że nic mu więcej nie potrzeba, żeby czerpać satysfakcję z życia. Pełnie szczęścia zamyka fakt, że z wzajemnością jest zakochany w koleżance z pracy – ślicznej i uroczej Sarah Bracknell. Wydawać by się mogło, że taka sielanka będzie trwać już zawsze… a jednak! Wypadek w wyniku, którego Johnny na prawie pięć lat zapadł w śpiączkę, przekreśla wszystkie jego marzenia. Po przebudzeniu Smith dowiaduję się, że rzeczywistość, w której funkcjonował „zmieniła się” o 180 stopni – jego matka stała się religijną fanatyczką, ojciec już go „pogrzebał”, a ukochana kobieta znalazła szczęście u boku innego mężczyzny, z którym doczekali się również syna. Na domiar złego okazuję się, że Johnny ma dar – i to nie byle jaki dar! Po przez dotyk może „lustrować” innych ludzi – widzieć ich przeszłości, teraźniejszość i przyszłość. Ktoś mógłby sobie pomyśleć „super, też tak chcę” – jednak myślę, że w tym miejscy Johnny polemizowałby. Dar, przez jego matkę nazywany „błogosławieństwem” okazał się prawdziwym przekleństwem dla młodego mężczyzny, który nagle stał się obiektem zainteresowania mediów. Można by… ale chwila, chwila! Tea przystopuj bo zaraz całą książkę streścisz! Wracając, więc do samej postaci Johnny jest taki… swój. To słowo chyba najlepiej się nadaję do jego charakterystyki. Zabawny, ostrożny, a przy tym wszystkim intrygujący z pewnością spodoba się wielu czytelnikom – moje serce skradł niemal natychmiast! Jest taki w sam raz – nie za idealny, nie za bardzo przereklamowany. Ale będąc przy bohaterach muszę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, zupełnie odbiegając od osoby naszego przemiłego nauczyciela, King idealnie opisuje psychopatów! Jego kreacje takich ludzi są po prostu mistrzowskie i co najbardziej w tym wszystkim przeraża to to, że autor nie wybiera sobie za „psycholi” jakiś kryminalistów, dewiantów i tak dalej – nie! On zakłada, że takie osoby mogą jak najbardziej funkcjonować w „normalnym” świecie, jako lekarze, policjanci, ogrodnicy itp. Przerażające, ale jednocześnie tak intrygujące!

O samej akcji troszkę się wygadałam. Co prawda w „Martwej strefie” nie mamy jakiś spektakularnych pościgów, gonitwy z czasem i tak dalej, niemniej jednak to wcale nie przeszkadza Kingowi w budowaniu napięcia. Nic z tych rzeczy! W wydawać by się mogło, że w błahych sytuacjach autor daję się ponieść wyobraźni i bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę. Jednak muszę również wspomnieć o czymś co niezbyt przypadło mi do gustu, a mianowicie o zakończeniu, które było takie... nijakie. Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, a dostałam coś, co odebrałam, jako takie „na odwal” i co zaważyło na mojej ostatecznej ocenie.

No i został nam jeszcze język, do którego jak zwykle nie mogę się przyczepić. Uwielbiam styl pisania Kinga i tą charakterystyczną dla niego lekkość pisania. Po prostu coś wspaniałego!

Reasumując, lektura z pewnością spodoba się wszystkim kingomaniakom oraz osobom, które lubią sobie poczytywać o zjawiskach paranormalnych. Ja sama czuję niedosyt po tym konkretnym tytule, mam jednak nadzieję, że kolejna historia Kinga, z którą będę miała do czynienia, sprawi, podobnie jak „Miasteczko Salem”, że nie będę mogła spać.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Małe życie

Fakt - historia niebywała, oryginalna, jedyna w swoim rodzaju. Później jest tylko gorzej... Czwórka przyjaciół - mężczyzn, jak się okazuje w większoś...

zgłoś błąd zgłoś błąd