Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Bez słów

Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Wydawnictwo: Otwarte
8,01 (3428 ocen i 562 opinie) Zobacz oceny
10
897
9
644
8
706
7
577
6
300
5
141
4
67
3
60
2
26
1
10
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Archer's Voice
data wydania
ISBN
9788375153873
liczba stron
384
słowa kluczowe
Martyna Tomczak
język
polski
dodała
Ag2S

Czy są takie rany, których miłość nie zdoła uleczyć? Archer, obarczony niewypowiedzianym cierpieniem, mieszka w swojej samotni blisko lasu. Jest przekonany, że tylko tyle mu zostało. Do sennego, pobliskiego miasteczka przybywa Bree. Dziewczyna liczy na to, że w końcu odnajdzie rozpaczliwie poszukiwany spokój. Gdy spotyka Archera, jej początkowa nieufność zamienia się w rosnącą fascynację...

Czy są takie rany, których miłość nie zdoła uleczyć?

Archer, obarczony niewypowiedzianym cierpieniem, mieszka w swojej samotni blisko lasu. Jest przekonany, że tylko tyle mu zostało.
Do sennego, pobliskiego miasteczka przybywa Bree. Dziewczyna liczy na to, że w końcu odnajdzie rozpaczliwie poszukiwany spokój. Gdy spotyka Archera, jej początkowa nieufność zamienia się w rosnącą fascynację outsiderem. Próbując przedrzeć się przez warstwy niedostępności i dzikości, jakimi Archer przez lata zasłaniał się przed innymi, Bree powoli rozbiera go z kolejnych tajemnic.
Czy budzące się w ciszy uczucie uwolni ich od bolesnej przeszłości?

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 201
AsKier | 2016-06-24

http://askier-pisze.blogspot.com/2016/06/czasami-sowa-nie-sa-potrzebne.html

Trudno było mi zebrać myśli po przeczytaniu „Bez słów”, nadal nie wiem, co powinnam wam przekazać.

Ludzie czasami bez zastanowienia rzucają w kogoś mięsem, bez zastanowienia spychają kogoś na margines, obmawiają za plecami, szepczą, obdarowują gardzącymi spojrzeniami... Ludzie czasami bywają bezlitośni. Potrafią zniszczyć cudze życie tylko po to, by ich nadal było kolorowe, by nie wyszły na jaw skrywane głęboko w umyśle tajemnice. Tajemnice, które mogą zmienić wszystko. Celowe wyobcowanie kogoś nie ma usprawiedliwienia. Obcy często oceniają nas po okładce: jak wyglądamy, co nosimy, jaką przyjmujemy postawę... Oni nie wiedzą, z kim mają do czynienia. Jednak co, jeśli to najbliższa rodzina, która powinna się wspierać i wspólnie przeżywać tragedie, jest sprawcą największego koszmaru w życiu?

W sumie nie napisałam nic odkrywczego, jednak właśnie podobne kwestie Mia Sheridan porusza w swojej książce „Bez słów”. Bree ucieka przed przeszłością, która i tak wszędzie ją znajduje. Przyjeżdża do małego miasteczka, gdzie wszyscy się znają, są dla siebie mili i pomocni. Wynajmuje domek nad jeziorem, dzięki przemiłej sąsiadce znajduje pracę, koleżanki, znajomych... Pewnego dnia zupełnie przez przypadek wpada na mężczyznę, który wyróżnia się na tle ludzi poznanych do tej pory. Mężczyznę, który nie mówi, nie uśmiecha się, ale Bree widzi w nim coś intrygującego, co każe jej poznać go bliżej.
Archer jest uznawany za dziwaka, odludka. Krążą plotki, że jest głuchoniemy i niebezpieczny. Plotki, plotki, plotki... Ludzie w miasteczku ufają pogłoskom, mimo że wielu z nich zna Archera od dziecka. Przylepili mu łatkę szaleńca, bo po śmierci rodziców zaopiekował się nim szalony wuj. Bree próbuje zbliżyć się do Archera, krok po kroku nawiązuje z nim kontakt, odkrywa skrywane przez niego tajemnice, dręczące go koszmary przeszłości i blizny przypominające o tragicznym wydarzeniu.

„Boję się tej miłości. Boję się, że wyjedziesz, a ja znowu zostanę sam. Tyle że wtedy będzie mi z tym sto razy gorzej, bo będę miał świadomość tego, co straciłem. (...) Chciałbym, żeby moja miłość była silniejsza niż strach, ale nie wiem, jak to zrobić. Naucz mnie tego, Bree. Proszę. Nie pozwól, żebym to zniszczył”.

„Bez słów” było wychwalane przez każdą czytelniczkę. Wydawnictwo zadbało o wspaniałą reklamę, bo przecież książki grające na emocjach mają powodzenie. Z pozoru brzmi trochę płytko: on – tajemniczy, wycofany, przystojny, pięknooki i umięśniony mężczyzna; ona – piękna, po przejściach, spragniona uczucia. Zapewne kolejny banał o miłości. Spodziewałam się więcej, przyznaję. Spodziewałam się czegoś... innego, lepszego. Dlatego tak długo zajęło mi napisanie recenzji. Jednak nie chodzi o to, czego się spodziewałam, ale o to, co znalazłam w tej powieści. A znalazłam znakomitą i wzruszającą historię, która zostanie w mojej pamięci na długo. I nie jest to zasługa wspaniałego języka wywołującego całą paletę emocji, nie jest to zasługa umiejętnych opisów uczuć, otoczenia i ludzi. Tego w tej książce nie ma, ale to nic złego. Bez słów jest książką wyjątkową, bo przedstawia historię tak prawdopodobną i ciężką, że aż piękną. Jest to książka po prostu życiowa, która stawia przed czytelnikiem pytanie: jak ty postąpiłbyś na miejscu jej bohaterów?

„Miłość do drugiej osoby zawsze wiąże się z ryzykiem zranienia. (...) Ale jeśli nawet miałoby się nie udać, nie sądzisz, że warto?”.
Wiemy przecież, że życie z osobą niepełnosprawną, w dodatku zranioną przez bliskich i nieznajomych, z osobą po przejściach, do pewnego momentu samotną i wyobcowaną, jest trudne. Trudno się porozumieć z niemową, trudno niemowę zrozumieć. Czy ty zaprosił(a)byś takiego człowieka do swojego serca? Czy potrafił(a)byś pokochać i wesprzeć? Mia Sheridan udowadnia, że wszystko jest możliwe, gdy się tego bardzo chce. Wszystko jest możliwe, gdy nie zwraca się uwagi na to, co ludzie powiedzą. Wszystko jest możliwe, gdy się kocha. Przykre jest, że to właśnie obca kobieta, która jest daleko od swojego domu i przyjaciół, musiała znaleźć się w tym miejscu, by pomóc Archerowi. Przykre jest, że najbliższa rodzina odepchnęła go od siebie, nie próbując nawet się z nim porozumieć. Przez nich jako młody chłopak musiał radzić sobie sam, musiał szybciej dorosnąć i w pojedynkę stawiać czoła swoim lękom. Musiał zmagać się z trudami życia na bieżąco i dźwigać ciężar wspomnień i wyrzutów sumienia, musiał uczyć się ludzkich odruchów z książek... Bree była tym wyjątkiem, którego okładka intryguje i zachęca do poznania (może dlatego, że bohaterka dużo czytała?). Może jednak przeznaczenie istnieje?

Naprawdę niełatwo mi wyrazić jakąkolwiek opinię o tej książce. „Bez słów” wciąga i skłania do refleksji nad własnym postępowaniem i życiem, ale... Nie, myślę, że "ale" nie jest tutaj potrzebne. Ciekawie stworzeni bohaterowie, dobry pomysł na fabułę to mocne strony tej powieści. Na sceny erotyczne również nie można narzekać, bo są idealnie dopasowane do całości, nie przesadzone i nie pisane na siłę. Mia Sheridan wzbudza wiele emocji, nie raz byłam na granicy płaczu, nie raz przeżywałam razem z Archerem i Bree cudowne chwile. I choć jest to książka "na raz", napisana dla chwili relaksu i odpoczynku, nie zachwyca, ale jest warta tych kilku godzin. Przede wszystkim znakomicie przekazuje prawdę o wartości ludzkiego życia, o wartości drugiego człowieka. Nie wszyscy są tymi, na jakich wyglądają.

„Nieważne, kim jesteśmy, musimy radzić sobie z tym, co przyniesie los, nawet jeśli okaże się gówniany, i robić, co w naszej mocy, żeby mimo to się rozwijać, kochać, mieć nadzieję... i wiarę w to, że droga, którą podążamy wiedzie do jakiegoś celu. A poza tym musimy pamiętać, że im bardziej życie daje nam w kość, tym jesteśmy mądrzejsi”.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Najlepiej w życiu ma Twój kot. Listy

Dziś już nikt nie pisze takich listów. Dziś już w ogóle nikt nie pisze listów, dlatego warto przeczytać.

zgłoś błąd zgłoś błąd