Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Oby wszyscy tak milczeli o Bogu!

Wydawnictwo: Znak
6,43 (7 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
5
6
1
5
0
4
1
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324038688
liczba stron
272
kategoria
religia
język
polski
dodała
Ag2S

Rozmowy ks. Józefa Tischnera z jego uczennicą Anna Karoń-Ostrowską ukazały się już po śmierci wybitnego filozofa. Opublikowane pierwotnie w tomie Spotkanie (2003), obecnie trafiają do czytelników w poszerzonej wersji. Stąd nowy tytuł: akcent w książce pada bowiem na to, jak Tischner w swojej działalności potrafił połączyć erudycję filozoficzną z doświadczeniem drugiego człowieka i horyzontem...

Rozmowy ks. Józefa Tischnera z jego uczennicą Anna Karoń-Ostrowską ukazały się już po śmierci wybitnego filozofa. Opublikowane pierwotnie w tomie Spotkanie (2003), obecnie trafiają do czytelników w poszerzonej wersji. Stąd nowy tytuł: akcent w książce pada bowiem na to, jak Tischner w swojej działalności potrafił połączyć erudycję filozoficzną z doświadczeniem drugiego człowieka i horyzontem wiary.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 274
Andrzej | 2015-10-24
Przeczytana: 24 października 2015

Szereg wywiadów przeprowadzonych z ks. Tischnerem powstał w ważnym dla Polski momencie. Rok 1993. Cztery lata po rzekomym „odzyskaniu niepodleglości”, w okresie kiedy supremacja Gazety Wyborczej była coraz większa, gdy rysowały się spory światopoglądowe z taką silą, gdy wreszcie wściekły antyklerykalizm osiągał swoje apogeum. Mimo, że wywiady sporadycznie nawiązują do bieżącej sytuacji, wystarcza by stwierdzić pewna naiwność lub złą wolę (mam nadzieję, że to pierwsze) charyzmatycznego księdza z Łopusznej. Widzę to w trzech wymiarach.

Po pierwsze przecenienie rzekomego duchowego fermentu w Kościele, który podobno miał być taki ożywczy. Myślę,że ks. Tischner albo nie przewidział albo nie wiedział, iż „otwarcie się na nowe prądy” bynajmniej nie otworzy go na Nowe. Z własnego doświadczenia uczestnicząc w Niemczech na coniedzielnej mszy św. słyszę do bólu poprawne kazania, w których nie ma mowy o grzechu, o poczuciu winy, nie mówiąc o możliwośi spowiedzi, która praktycznie nie funkcjonuje. Krótkomówiąc kościół w Niemczech (ale podejrzewam że w całej zachodniej Europie) zrobił się bardzo „user’s friendly”, zerwał z tomizmem a pomimo tego stracił i wiernych i smak.

Druga rzecz, która mnie zdumiała to brak jednoznacznego stanowiska wobec aborcji (sic!!!). A takie pytanie explicite pada. Mogę sobie wyobrazić, że mądry i wykształcony ksiądz nie chciał się angażować w polityczną awanturę ponieważ nie było to w jego naturze i bał sie zaszufladkować z jakimiś politycznymi ignorantami, którzy łapali się jakigokolwiek „brandu” by dostać się do koryta. Gdy jednak pada takie pytanie – oczekiwałbym jednoznacznej odpowiedzi. Tak – tak / nie – nie. Tischner natomiast kryje się za podwójną gardą niedpowowiedzenia, aluzji, obrazu, etc... Krótkomowiąc ucieka w filozofowanie.

Po trzecie jego romans ze środowiskami Gazety Wyborczej i Tygodnika Powszechnego. Być może tylko Zbigniew Herbert miał na tyle odwagi i charakteru by odrzucić awanse Michnika za co ten go znienawidził a jego żołnierze zaczęli deptać pamięć o nim. Zdumiewające i głęboko niesmaczne są te wszystkie laurki jakie dostaje (a raczej dostawał) Michnik od naszych elit – począwszy od Tischnera na Zagajewskim skończywszy. Mimo, że redaktor Gazety Wyborczej zajmuje w książce kilka linijek to jednak jest to łyżka bardzo mocnego dziegdziu.

Myślę, ze ks. Tischner był w pewnym sensie podobny do ks. Bonieckiego. Uwielbiany, adorowany i zbyt zadowolony z siebie. Czytając tą książkę odniosłem wrażenie, że unika angażowania się w jakiekolwiek trudne spory. Pytanie, czy księdzu to uchodzi? Czy w obliczu ważnych pytań mozna być li tylko widzem? Thomas Merton twierdził, że nie. Napisał nawet o tym esej „Domysły współwinnego widza”.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zaczęło się w Radomiu

"Czy potraficie sobie wyobrazić, że w Radomiu istnieją piramidy? Że w piwniczych podziemiach kiedyś były cele, w których znęcano się nad więźniam...

zgłoś błąd zgłoś błąd