Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Imperium księżyca w pełni. Wzlot i upadek Komanczów, najpotężniejszego indiańskiego ludu w historii Ameryki Północnej

Tłumaczenie: Bartosz Hlebowicz
Seria: Seria Amerykańska
Wydawnictwo: Czarne
7,5 (162 ocen i 24 opinie) Zobacz oceny
10
6
9
23
8
64
7
42
6
15
5
8
4
2
3
1
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Empire of the Summer Moon: Quanah Parker and the Rise and Fall of the Comanches, the Most Powerful Indian Tribe in American History
data wydania
ISBN
9788380490673
liczba stron
504
język
polski
dodała
Ag2S

Choć w kulturze popularnej większą sławę zdobyli Apacze, Siuksowie czy Szejeni, to Komancze, znakomici jeźdźcy i genialni wojownicy, stworzyli najpotężniejsze indiańskie imperium w Ameryce Północnej, powstrzymali hiszpański napór z Meksyku i francuską ekspansję z Luizjany. Przez kilkadziesiąt lat prowadzili wojnę z białymi Amerykanami, opierając się ich kolonizacji. Historia zapamiętała...

Choć w kulturze popularnej większą sławę zdobyli Apacze, Siuksowie czy Szejeni, to Komancze, znakomici jeźdźcy i genialni wojownicy, stworzyli najpotężniejsze indiańskie imperium w Ameryce Północnej, powstrzymali hiszpański napór z Meksyku i francuską ekspansję z Luizjany. Przez kilkadziesiąt lat prowadzili wojnę z białymi Amerykanami, opierając się ich kolonizacji. Historia zapamiętała Komanczów przede wszystkich jako okrutnych najeźdźców i łupieżców, jednak Gwynne rysuje znacznie bardziej złożony i bogaty obraz tego ludu.

Imperium księżyca w pełni to nie tylko porywający opis dziejów Komanczów; to także szereg znacznie bardziej intymnych historii – Ranalda Slidella Mackenziego, wybitnego przywódcy wojskowego, najbardziej bezwzględnego i skutecznego przeciwnika Indian, Cynthii Ann Parker, słynnej białej squaw, która porwana w dzieciństwie przez Indian, zakochała się potem w jednym z nich, urodziła mu dzieci i nigdy nie pogodziła się z tym, że zmuszono ją do powrotu do świata białego człowieka, a wreszcie Quanaha Parkera, jej syna, jedynego Głównego Wodza Komanczów, być może najbardziej fascynującego człowieka, który kiedykolwiek przemierzał Wielkie Równiny.

 

źródło opisu: http://czarne.com.pl/

źródło okładki: http://czarne.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 95
Solveig | 2015-11-02
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 02 listopada 2015

„Opowieść zaczyna się (…) w Teksasie, w burzliwym i niosącym zmiany roku 1836, dwanaście lat przed tym, zanim Cyntia Ann Parker urodziła Quanaha na poletku kwiatów preriowych nad Elk Greek, niedaleko gór Wichita w południowo-zachodniej Oklahomie”[1].

Komancze, nazywani Władcami Wielkich Równin, tworzyli społeczność składającą się z dzielnych wojowników, nieustępliwych przywódców, a przede wszystkim doskonałych jeźdźców, nie mających sobie równych nie tylko spośród Białych, ale i wśród innych grup czy plemion indiańskich. Przed przybyciem Europejczyków na ich ziemie nie znali koni i przemierzali ogromne amerykańskie przestrzenie jedynie na własnych nogach. Kiedy jednak te zwierzęta pojawiły się, za sprawą Hiszpanów, na terenach obecnego Meksyku, wojownicy Komanczów bardzo szybko zaadaptowali je do swojego stylu polowań i stali się mistrzami w strzelaniu z łuku w trakcie jazdy na końskim grzbiecie. To właśnie dzięki koniom urośli w siłę i przez pewien czas stali się wrogami niemal nie do pokonania. Stanowili mur nie do przebycia dla kolonizatorów z północy wędrujących na południe Stanów Zjednoczonych, a jednocześnie dla Meksykanów i Teksańczyków podążających w przeciwnym kierunku.

„Przybyli z wyżej położonych terenów, z miejsca, które dziś nazywamy Wyomingiem, na północny zachód od źródeł rzeki Arkansas. Mówili o sobie Nermernuh, co w ich szoszońskim języku oznaczało po prostu ludzi. Byli ludźmi gór: niskimi, o ciemnej karnacji i szerokich klatkach piersiowych”[2].

Książka S. C. Gwynne niezwykle wnikliwie opisuje czas potęgi i poszczególne etapy działania Komanczów na Wielkich Równinach doprowadzające w ostateczności do ich upadku. Nie jest to jednak opowieść tylko o potężnej społeczności, która niestety dla większości mieszkańców Dzikiego Zachodu kojarzyła się jedynie z okrutną masą „dzikusów” zostawiających za sobą krwawy ślad. To również historia jednostek. Autorowi udało się w plastyczny sposób przybliżyć realia życia Białych i Indian w XIX wieku, pewną nieuchronność losów, które splotły się ze sobą doprowadzając do wielu nieszczęść, ale też i wydarzeń będących kolejnym dowodem na to, że tak naprawdę nie ma znaczenia ani kolor skóry, ani język czy pochodzenie, a ważne jest to, co człowiek myśli, czuje i jakie są jego czyny. Jak mądrze zauważył kiedyś jeden ze słynnych wodzów z plemienia Czejenów, Czarny Kocioł, „zarówno wśród Białych jak i wśród Indian są źli ludzie. To źli ludzie ściągnęli na nas kłopoty”. Cyntia Ann Parker nigdy nie zdołała pogodzić się ze śmiercią swojego indiańskiego męża, utratą ukochanych synów i wyrwaniem jej ze świata, w którym przez lata wiodła szczęśliwe życie. Dla niej tragedią nie było porwanie przez Komanczów, ale ratunek ze strony krewnych.
S. C. Gwynne nie powstrzymuje się przed naturalistycznymi opisami okrucieństw zadawanych Białym przez Komanczów. Takie były fakty, z nimi nie można dyskutować. Faktem były jednak również przerażające czyny najeźdźców, białych generałów i szeregowych żołnierzy, nie mniej bestialskie i krwawe, niż działania Indian. Plemiona indiańskie żyły przez setki lat według określonych reguł i tradycji, gdy nagle ich tereny najechali obcy ludzie roszczący sobie do nich całkowite prawo. Ci obcy nie tylko uważali ziemie Indian za swoje, ale wybijali bizony, tratowali równiny, ścinali drzewa, a także zabijali ich żony i dzieci. Myślę, że autor doskonale zdawał sobie z tego sprawę, sam w wybranych akapitach opisując butę i zbytnią pewność siebie Amerykanów. Jednak w tego typu publikacjach, szczególnie, kiedy idą bardziej w stronę porywającej opowieści, niż traktatu naukowego, potrzeba mocniej i bardziej jednoznacznie podkreślać, że to Europejczycy, zdobywając nowy ląd, byli w większym stopniu winnymi tragedii i masakr, które się tam rozegrały. „Jedni i drudzy z powodzeniem zagarniali kolejne rozległe ziemie. Różnica polegała na tym, że Komanczom wystarczało to, co zdobyli. Białym Amerykanom, dzieciom ‘naturalnego przeznaczenia’ – nie”[3]. Wciąż za mało w sercach Białych poczucia winy, wciąż niewiele w działaniach zadośćuczynienia za zniszczenie tej wspaniałej i niezwykle różnorodnej kultury, jaką przedstawiały indiańskie plemiona. Ich członkami byli ludzie mądrzy, wrażliwi i o wielkich sercach. Byli tacy jak Quanah Parker, napędzani zemstą i zmuszeni do realizacji zadań, które narzucił im los, ale niezłomni i waleczni, chroniący swój lud oraz niezwykle inteligentni, świetni politycy. I byli wreszcie inni współplemieńcy - bezwzględni, okrutni i porywczy. Ta różnorodność ludzkich typów osobowości dowodzi doskonale, jak niewiele Indianie różnili się od każdej innej społeczności czy rasy zamieszkującej nasz ziemski glob. Historia pokazuje, choć może wciąż jeszcze za mało wyraźnie, jak wielu przedstawicieli białej rasy stosowało wymyślne tortury w czasach inkwizycji, wycinało w pień całe wioski najeżdżając wrogie królestwo, nieludzko traktowało czarnoskórych niewolników, a wobec niejednej squaw zachowywało się gorzej, niż Apacz czy Siuks.

„Upojony zwycięstwem nad Czirokezami, teksański dowódca generał Kelsey Douglass poprosił o pozwolenie na wyczyszczenie ‘gniazd szczurów’ innych, w większości pokojowo nastawionych grup indiańskich we wschodnim Teksasie. (…) Kukurydziane pola i wioski wszystkich Czirokezów, Delawarów, Szaunisów, Caddo, Kikapów, Krików, Muskogee i Seminoli we wschodnim Teksasie zostały spalone. Nie miało znaczenia to, że byli niewinni. To, czy konkretne morderstwo popełnił Indian Kiowa, Caddo, Wichita czy Krik, obchodziło Teksańczyków coraz mniej”[4].

„Imperium księżyca w pełni” to bardzo dobra literatura, równie ważna i potrzebna jak historyczne rozprawy. Nie możemy zapominać, że poza warstwą literacką, tego typu pozycje dotykają niezwykle ważkich problemów, ludzkiej kondycji i opisują wydarzenia, które pokazują miarę naszego człowieczeństwa.

„Z tego olbrzymiego kraju, gdzie przez setki lat nasi przodkowie wędrowali i nikt nie podważał ich władzy nad nim, co nam zostało? Zwierzyna, nasze podstawowe źródło utrzymania, jest wybijana i wypędzana, a my musimy cofać się do najbardziej jałowych i opustoszałych części kraju i głodować. Przed nami tylko eksterminacja i czekamy na nią ze stoickim spokojem. Dajcie nam kraj, który moglibyśmy nazwać naszym własnym, gdzie moglibyśmy pochować naszych ludzi w spokoju”[5].

http://fileiholicy.blogspot.com/

[1] S. C. Gwynne, Imperium Księżyca w pełni. Wzlot i upadek Komanczów, Wydawnictwo Czarne, Kołowiec 2015, s.40
[2] tamże, s. 59
[3] tamże, s. 53
[4] tamże, s. 123
[5] tamże, s. 173

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Żebro Adama

Już polubiłam autora i bohaterów jego 2 pierwszych wydanych w Polsce książek z serii Śledztwa Rocca Schiavone. Ubaw i świetna rozrywka, jak na krymin...

zgłoś błąd zgłoś błąd