Przewodnik po sztuce współczesnej. Dlaczego pięciolatek nie mógł tego zrobić?

Wydawnictwo: Arkady
5,76 (25 ocen i 5 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
4
7
4
6
7
5
5
4
3
3
1
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Why Your Five Year Old Could Not Have Done That
data wydania
ISBN
9788321348315
liczba stron
224
słowa kluczowe
sztuka, sztuka współczesna
kategoria
sztuka
język
polski
dodała
loobeensky

W przeszłości pozycja artysty w wielkim stopniu zależała od jego technicznych zdolności, umiejętności wiernego odtwarzania realnego świata. Portret miał być prawdziwą i wierną podobizną, a krajobrazy rozpoznawalne w każdym szczególe. Jednak, zwłaszcza po pojawieniu się fotografii, wielu artystów zrezygnowało z tworzenia tego „prawdziwego” podobieństwa na rzecz bardziej bezpośrednich,...

W przeszłości pozycja artysty w wielkim stopniu zależała od jego technicznych zdolności, umiejętności wiernego odtwarzania realnego świata. Portret miał być prawdziwą i wierną podobizną, a krajobrazy rozpoznawalne w każdym szczególe. Jednak, zwłaszcza po pojawieniu się fotografii, wielu artystów zrezygnowało z tworzenia tego „prawdziwego” podobieństwa na rzecz bardziej bezpośrednich, pogłębionych obrazów, które wyrażały uczucia dotyczące malowanego tematu. Od początku tych ogromnych zmian artystycznych ambicji krytycy mylili pozorny brak umiejętności warsztatowych z brakiem artyzmu i finezji, wyśmiewając ekspresyjne prace i porównując je do niepodlegających ocenie merytorycznej wysiłków dzieci.

W tej prowokującej do myślenia książce Susie Hodge przygląda się 100 dziełom sztuki, które wywołały ogromną wrogość krytyków – od nabazgranej przez Cy Twombly’ego Olimpii (1957), prymitywnego, ale spontanicznego Drzewa życia (1994) Johna Hoylanda do pozornie naturalnego bałaganu Mojego łóżka (1998) Tracey Emin – i tłumaczy, dlaczego nie są one nieistotnymi nowinkami, ale pełnym inspiracji logicznym rozwinięciem artystycznych idei minionych czasów.

Autorka wyjaśnia, w jaki sposób głośne dzieła, takie jak Nierzeźbione klocki (1975) Carla Andre – prostokątna aranżacja brył czerwonego drewna cedrowego, którą faktycznie mogłoby łatwo skopiować dziecko – wypełniają pustą niszę w historii idei, pokazując zarówno wpływy wcześniejszych twórców, jak i zainspirowanych przez nie artystów. Pięciolatkowi mogłoby powieść się wykonanie obrazu wirowego podobnego do tych, jakie tworzy Damien Hirst, ale nie zrozumiałby stojących za nim idei oraz miejsca, jakie zajmuje w historii dążeń artystycznych. Susie Hodge gruntownie i wyczerpująco tłumaczy, dlaczego sztuka współczesna nie jest i nigdy nie była dziecięcą zabawą. Hodge umieszcza każdą pracę w kontekście kulturowym, wspierając się ilustracjami dzieł od Hansa Arpa do Andy’ego Warhola, aby zaprezentować dokonania współczesnych artystów. Książka pomaga zrozumieć, w jaki sposób sztuka ewoluuje od realistycznych dzieł wcześniejszych stuleci, zmieniając nasze nastawienie do prezentowanych prac podczas wizyt w galeriach.
Susie Hodge

Susan Hodge jest autorką ponad 70 książek dla dorosłych i dzieci. Uczyła plastyki i historii sztuki w szkołach i na uczelniach, prowadziła konwersatoria i wykładała dla dorosłych i dzieci. Pisze edukacyjne pomoce dla różnych instytucji, zarówno dla nauczycieli i studentów. Od 15 lat maluje i ilustruje oraz prowadzi warsztaty z pisania i malarskie oraz pokazy dla wszystkich grup wiekowych i ludzi o różnych zdolnościach.

 

źródło opisu: Arkady, 2014

źródło okładki: Arkady, 2014

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1249
Dociekliwy_Kotek | 2017-02-18
Przeczytana: luty 2017

Wiecie, jaki mam największy problem ze sztuką? Kiedy robi się pretensjonalna. Dostaję szału, kiedy Artysta - używając tu metafory jednego z recenzentów - stawia marchewkę na środku galerii i każe zastanawiać mi się nad ekologią, marnotrawstwem konsumpcyjnego społeczeństwa, nierównościami społecznymi, kontaktem z naturą, kobiecą więzią z naturą, nad intuicją, sztuką prymitywną, rolą matki w społeczeństwie, ironią autora, krytyką środowiska artystycznego i karykaturą zaprawioną szczyptą absurdu rodem z dada.
Wkurza mnie to po pierwsze dlatego, że imputuje mi brak myślenia, po drugie - za nieskuteczność (proszę państwa, kto z was zaczął segregować odpady albo kupować mniej pod wpływem dzieła sztuki?), po trzecie wreszcie - za absolutnie niewybaczalną "inflację" między wagą poruszanych zagadnień a banałem, jaki ma je wyrażać. Plus odbiera mi ochotę na marchewkę.

Mimo wszystko - staram się być dzielna i co jakiś czas robię kolejne podejścia do Cy Twombly'ego, do Damiena Hirsta, do Jeffa Koonsa i reszty tej wesołej gromadki. Może coś zaskoczy, może zmienię zdanie, może coś do mnie przemówi, może zobaczę w tym coś więcej niż banał, który nie wychodzi poza granice bezmyślnie powtarzanego frazesu.
Miałam cichą nadzieję, że pomoże mi w tym książka Hodge - ach, jak ślicznie wydana, jak pomysłowa, jak dobrze pomyślana, dokładnie taka pigułeczka, jakiej potrzebowałam, taki przewodnik dla laików, łopatologiczny i paluszkiem pokazujący pięciolatkowi Wartości, Znaczenie i Przekaz. Cudownie.

Ujmijmy to tak: przekonanych przekonywać nie trzeba, nieprzekonanych przewodnik zostawi z poczuciem, że sztuka współczesna jest technicznie prymitywna, estetycznie żadna, nie stawia sobie żadnych wymagań ani żadnych wyzwań, bo i tak załatwi wszystkie pytania i zarzuty prostym "to był zamysł autora, a że zamysł i koncepcja nie są na pierwszy rzut oka widoczne w dziele, to już nie nasz problem, my cię zmuszamy do myślenia, więc myśl, do cholery".
Jeśli jakiemuś głupiemu leniowi nie chce się myśleć, dlaczego kupka cukierków odzwierciedla stan USA dzisiaj albo jak się ma dziura w płótnie do wieczności (piękna dziura w płótnie, swoją drogą), czy żyrandol z majtek do intymności, to może pomyśleć, dlaczego jeśli przekaz, znaczenie i wartość rzeczywiście są obecne w tym czy innym dziele, to jakim cudem udaje się je spisać na powierzchni odpowiadającej powierzchni paczki chusteczek do nosa?

Na deser: byłam pewna, że ten podtytuł, "Dlaczego pięciolatek nie mógłby tego zrobić", to taki sobie żarcik. Byłam przykro rozczarowana, kiedy się okazało, że nie: zniżanie argumentacji do takiego pytania jest jednak trochę żenujące. Jest żenujące tym bardziej, kiedy okazuje się, że często odpowiedź ogranicza się do "nie mógłby, bo nie jest artystą i nie miał Zamysłu".

Wszystkim, którzy mają szczęście wychowywać małe dzieci (w wieku lat 5 lub w okolicach), a nie chcą dać się wykluczyć z kultury, więc bywają w muzeach i galeriach, gdzie cierpią męki, kiedy dzieciak zrobi coś niewłaściwego, np. wstydliwy jakiś odgłos wyda, serdecznie radzę, żeby nauczyli dzieciaczka główkę trzymać wysoko i bezczelnie obwieszczać, że miał Zamysł, więc zrobił, co zrobił.
Obstawiam, że po kilku latach podobnych ekscesów, z niewielką pomocą PRu i wydatną pomocą miłośników sztuki, zabezpieczycie finansowo przyszłość pociechy. Zamysł. Byle Zamysł mieć, a wszystko jakoś się ułoży.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
More Happy Than Not. Raczej szczęśliwy niż nie

Z początku można by było pomyśleć że to kolejna książka która zaoferuje czytelnikowi typowe rozwiązania dla romansów męsko/meskich. Bardzo się cieszę...

zgłoś błąd zgłoś błąd