Ciemność widoma. Esej o depresji

Tłumaczenie: Jerzy Korpanty
Seria: Sfery
Wydawnictwo: Świat Książki
7,11 (297 ocen i 43 opinie) Zobacz oceny
10
17
9
24
8
69
7
96
6
66
5
13
4
8
3
1
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Darkness visible : a memoir of madness, 1991
data wydania
ISBN
9788377994337
liczba stron
128
język
polski
dodała
Ag2S

Ta książka uważana jest za pozycję wybitną, zarówno w kategoriach literackich, jak i psychologicznych. Słynny pisarz zmagał się przez wiele lat z depresją. Esej Styrona uchodzi za jedną z najważniejszych osobistych relacji ludzi cierpiących na chorobę psychiczną. Opowieść o życiu w mrokach udręczonego umysłu i o sposobach wychodzenia z tego stanu przyczyniła się wydatnie do nagłośnienia...

Ta książka uważana jest za pozycję wybitną, zarówno w kategoriach literackich, jak i psychologicznych. Słynny pisarz zmagał się przez wiele lat z depresją. Esej Styrona uchodzi za jedną z najważniejszych osobistych relacji ludzi cierpiących na chorobę psychiczną. Opowieść o życiu w mrokach udręczonego umysłu i o sposobach wychodzenia z tego stanu przyczyniła się wydatnie do nagłośnienia choroby, wokół której zawsze panowało kłopotliwe milczenie. Styron po mistrzowsku opisał cierpienia tak ogromne, że niemal zupełnie nie do wyrażenia w jakikolwiek sposób.

 

źródło opisu: Świat Książki, 2012.

źródło okładki: www.swiatksiazki.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 734
lilalu | 2017-11-04
Na półkach: Przeczytane

Według Światowej Organizacji Zdrowia, już w 2020 roku, depresja może być drugim najczęściej występującym schorzeniem u kobiet i mężczyzn, zaraz po zaburzeniach układu sercowo-naczyniowego, a zatem nie wolno jej lekceważyć, trzeba też pamiętać, że 65% przypadków samobójstw wiąże się z chorobą psychiczną, przede wszystkim z depresją.
Przejmujący esej Styrona, będący bardzo osobistą relacją z jego wieloletniej walki z tą wyniszczającą chorobą, jest uważany za dzieło kompletne pod względem literackim, ale moim zdaniem jest to dzieło, które w pierwszej kolejności powinno mieć ogromne znaczenie jeśli chodzi o psychologiczne aspekty walki z depresją. Historia życia w ciemnościach zbolałego umysłu i opisane sposoby wychodzenia z tego stanu mogą, choć wiem, że nie muszą, stać się małym światełkiem nadziei dla innych chorych, dla ich rodzin i bliskich.
Najpierw może oddam głos samemu autorowi przytaczając kilka fragmentów, które poruszyły mnie najmocniej, Styron, jako wybitny pisarz, potrafił w sposób bardzo klarowny, a przy tym mądry i celny opowiedzieć o mękach ciała i duszy, dlatego chyba warto pochylić się przez chwilę nad tym, co napisał:
"Depresja (...) słowo to, niczym ślimak wśliznęło się niepostrzeżenie do naszego języka i już od ponad siedemdziesięciu pięciu lat udaje niewiniątko, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów świadczących o jego złowrogiej naturze, a także nie dopuszczając - za sprawą swej nijakości - do powszechnej świadomości, jak straszliwe spustoszenia może poczynić ta choroba, kiedy stracimy nad nią kontrolę".
"[...]wołanie z bezpiecznego brzegu: "głowa do góry!" do kogoś, kto właśnie tonie, zakrawa nieomal na kpinę".
"[...] w ciężkiej depresji cierpienie jest zupełnie niewyobrażalne dla kogoś, kto nigdy sam go nie doznał; to cierpienie nieraz zabija, ponieważ takiej męki po prostu nie można już znieść".
"Tak więc depresja, kiedy w końcu stanęła przede mną, wcale nie była obcym przybyszem, ani nawet niezapowiedzianym gościem; od dziesiątków lat stała tuż za progiem, gotowa w każdej chwili zapukać do moich drzwi".
"Dopóki natura owego cierpienia nie zostanie rozpoznana i nie stanie się powszechnie zrozumiała, nadal wielu samobójstwom nie będzie można zapobiec. Dzięki temu, że czas ma cudowną właściwość leczenia ran - a także w wielu przypadkach dzięki interwencji medycznej lub hospitalizacji - większości osób cierpiących na depresję udaje się przeżyć, co można uznać za jedyne błogosławieństwo tej choroby. Jednakże tragicznego legionu tych, których ból nie do wytrzymania zmusza do odebrania sobie życia, nie powinno się potępiać bardziej niż tych, którzy umierają na raka".
"Powiedzenie, że czyjeś zaburzenia nastroju przekształciły się w burzę - straszliwą nawałnicę przetaczającą się przez jego mózg, co rzeczywiście jest najbardziej trafnym opisem tego, co dzieje się w głowie człowieka cierpiącego na kliniczną formę depresji - być może sprawi, że nawet zupełny laik okażę współczucie, a nie standardową reakcję, którą wywołuje ,,depresja'': ,,Też mi coś'', ,,Przejdzie ci'', czy też ,,Nie przejmuj się, wszyscy miewamy gorsze dni''.
"Poczucie straty i opuszczenia we wszelkich jego przejawach jest głównym probieżem depresji - zarówno jej rozwoju, jak i, najprawdopodobniej, źródła".
"Fizycznie nie byłem w domu sam. Jak zawsze towarzyszyła mi Rose, która z iście anielską cierpliwością wysłuchiwała moich skarg i utyskiwań. A mimo to odczuwałem bezbrzeżną bolesną samotność".
"Ustalenie indywidualnych przyczyn depresji prawdopodobnie nigdy nie będzie możliwe, przede wszystkim z powodu złożoności oddziałujących na siebie nawzajem czynników patologicznych: chemicznych, psychicznych i genetycznych. Krótko mówiąc, w grę wchodzi kilka elementów, trzy, cztery, a może i więcej, w niezliczonych kombinacjach. Dlatego największy błąd w myśleniu o samobójstwie tkwi w wierze, że jest jedna prosta odpowiedź - lub kilka komplementarnych odpowiedzi - na pytanie, dlaczego ktoś się zabił".
"...rozpacz, będąca skutkiem złośliwych sztuczek, jakie coraz bardziej udręczona psyche robi choremu mózgowi, zaczyna przypominać diabolicznie mękę uwięzienia w jakimś potwornie przegrzanym ciasnym pomieszczeniu. A ponieważ do wnętrza tego kotła nie dociera najlżejszy nawet powiew powietrza i ponieważ z tego dusznego więzienia, w którym nie daje się oddychać, nie ma żadnej możliwości ucieczki, jest jak najbardziej naturalne, że w pewnej chwili udręczona ofiara zaczyna obsesyjnie myśleć o samounicestwieniu".
"Depresja jest zaburzeniem afektywnym, tak tajemniczo bolesnym oraz w tak nieuchwytny sposób objawiającym się jaźni – intelektowi, który pełni funkcję mediatora – że opisanie jej słowami graniczy z niemożliwością. Dlatego jest ona niemal całkowicie nie do pojęcia dla kogoś, kto nigdy sam nie doświadczył jej w ekstremalnym wymiarze".
---
Długo broniłam się przed tym, aby napisać o tej książce, właściwie miałam już tego nie robić, lecz w ciągu kilku ostatnich dni temat depresji wracał do mnie niczym bumerang, a ja dłużej już od niego uciekać nie mogę. Wiem, jak wiele osób zmaga się z tą straszną, dewastującą przede wszystkim umysł, chorobą, wiem, bo sama jestem jedną z tych osób - prawie pokonanych, samotnych, zmęczonych, bezradnych, zrozpaczonych, wołających o ratunek, a jednocześnie przed tym ratunkiem się wzbraniających, bo przecież umiem poradzić sobie sam, bo jeszcze nie jest aż tak źle, bo otoczenie ciągle powtarza: weź się w garść, nie wymyślaj, inni mają gorzej. A ty przecież nie jesteś jakimś nieudacznikiem, więc wstyd ci się przyznać, że w tę garść już nie potrafisz sam się wziąć, wstyd się przyznać, że potrzebujesz pomocy specjalisty. Ta choroba to podstępny przeciwnik, uśpiony nieraz przez lata, przyczajony, tak, jak pisał o tym Styron, gotowy, by w zupełnie nieoczekiwanym momencie zaatakować, odbierając siły, chęć do życia, a w końcu zmuszając do kroku ostatecznego, jakim staje się próba samobójcza.
Trudno jest pisać o depresji, Styron rozumiał to doskonale, jednak czuł, że musi o niej napisać dla siebie i innych, dla tych, którzy sami cierpią, ale także dla tych, którzy nie są w stanie pojąć istoty tej choroby, sami będąc od niej wolni.
W bardzo poruszający sposób pisał o bólu, jaki odczuwają chorzy na depresję, bólu depresyjnym, o którym najciężej jest mówić i który chyba tak do końca nie może być zrozumiany przez nikogo, kto osobiście go nie przeżywał. On ten stan porównał do topienia lub duszenia, choć i te metafory wydawały mu się zbyt słabe, nie oddające w pełni tego, co na co dzień odczuwa ktoś, kto mierzy się z takim rodzajem cierpienia. Ja, parafrazując słowa innego mistrza pióra, również zmagającego się z mrokami depresji - Edwarda Stachury, powiem, że dla mnie ten ból to takie codzienne noszenie ostrej szpilki w głowie albo wielkiego kamienia na sercu. I nawet można z tym balastem jakoś żyć, tylko każde poruszenie się, każdy nieostrożny gest powoduje, że boli coraz bardziej, że oddycha się coraz trudniej i w końcu chcąc się uratować człowiek pragnie już tylko wyjąć te szpile z ciała, wyrzucić kamień, uwolnić się, płacąc za to nawet cenę najwyższą, jaką jest życie.
Willam Styron sam zbliżył się do tej cienkiej granicy dzielącej życie od śmierci, pewnej nocy, nie mając już sił walczyć z demonami własnej psychiki, postanowił odejść, zaplanował sobie wszystko ze szczegółami i spokojem, jednak w pewnym momencie pomyślał o żonie, o swojej Rose, która spała gdzieś obok, w ich domu, podczas gdy on szykował się do śmierci, to stało się impulsem do tego, aby jeszcze raz zrewidować plany i w końcu spróbować sięgnąć po pomoc. Poszedł po żonę i razem pojechali do szpitala psychiatrycznego. Ta decyzja uratowała mu życie i spowodowała, że dopiero wtedy zaczął z tą chorobą wygrywać, pomału, krok po kroku, dzięki wsparciu ludzi, profesjonalnych lekarzy, psychologów i psychiatrów, dając się zamknąć, paradoksalnie, znów otworzył się na świat.
Można zatem powiedzieć, że "Ciemność widoma" kończy się optymistycznie, autor chce swoim czytelnikom uzmysłowić, że z depresji można wyjść, tylko, jakby to banalnie nie zabrzmiało, trzeba naprawdę tego chcieć. Przede wszystkim trzeba zacząć się leczyć, nie bać się zrobić tego pierwszego kroku i pozwolić sobie pomóc, pamiętając, że stawką tej trudnej bitwy jest życie, które jakby nie było, nie jest takie najgorsze i warto o nie powalczyć.
Ale sama doskonale wiem, że to nie jest łatwe, może zwłaszcza nie jest to łatwe w naszych polskich realiach, bo po pierwsze na wizytę do lekarza psychiatry z NFZ trzeba u nas czekać czasem po kilka miesięcy, a po drugie często jeszcze jest tak, że osoby, które leczą się psychiatrycznie muszą zmagać się z niezrozumieniem przez część społeczeństwa, z przyklejeniem łatki wariata, a w najlepszym razie z bagatelizowaniem tej strasznej przecież choroby.
Na koniec chciałabym jeszcze krótko wspomnieć o stylu, w jakim William Styron napisał swoją książkę, bo pomimo iż traktuje ona o rzeczach najtrudniejszych, nie jest pozbawiona piękna i wyczuwalnej niekiedy poetyckości. Cóż, jest to po prostu przepięknie napisany esej, gdy trzeba mocny, nawet kontrowersyjny, ale również zawierający ujmujące, bardzo delikatnie i z wielkim talentem opisane fragmenty z życia człowieka wrażliwego, mądrego, któremu zdarzało się błądzić, być słabym, smutnym i zniechęconym. Człowieka, który, świadom swojej ciemnej strony księżyca, postanowił, że się nie podda, że wygra z chorobą, może właśnie po to, by dać świadectwo innym, że to jest możliwe.
I już na sam koniec, ponownie oddam głos Williamowi Styronowi, gorąco wszystkim jego książkę polecając:
"Nawet ci, u których wszelki rodzaj terapii okazuje się nieskuteczny, mogą liczyć na to, że burza w ich mózgu wcześniej czy później ucichnie. Jeśli uda im się przetrwać pierwsze porywy nawałnicy, po jakimś czasie jej furia prawie na pewno osłabnie, a potem zupełnie ustąpi".
(Depresja) "Tajemnicza, kiedy przychodzi, tajemnicza, kiedy odchodzi, choroba przetacza się przez mózg zgodnie ze swoją naturą, a ofiara odzyskuje spokój"...
PS tak dużo napisałam, a mam wrażenie, że nie napisałam tego, co powinnam, tak wiele słów i tak mało sensu...

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Tajemnicza śmierć Marianny Biel

Jestem zauroczona tą książką. Jest tutaj zarówno wątek kryminalny, jak i mnóstwo humoru i trafne obserwacje obyczajowe. Do tego śląska gadka, która ca...

zgłoś błąd zgłoś błąd