Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Plac dla dziewczynek

Tłumaczenie: Zygfryd Radzki
Seria: Czarna seria
Wydawnictwo: Czarna Owca
5,61 (329 ocen i 61 opinii) Zobacz oceny
10
5
9
9
8
25
7
65
6
92
5
52
4
38
3
21
2
12
1
10
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
[Flickornas Torg]
data wydania
ISBN
9788375544428
liczba stron
388
język
polski
dodała
Ag2S

Urokliwe miejsce na szwedzkiej prowincji nad jeziorem Skiresjon, niedaleko Vimmerby, gdzie urodziła się Astrid Lindgren. Brutalne i perwersyjne morderstwo burzy sielankę i elektryzuje miejscową społeczność. Oprócz policji własne śledztwo prowadzi również jedna z mieszkanek – Zuza Wolny, imigrantka z Polski. Szuka nie tylko mordercy, ale również miłości i nie powstrzymuje jej nawet to, że na...

Urokliwe miejsce na szwedzkiej prowincji nad jeziorem Skiresjon, niedaleko Vimmerby, gdzie urodziła się Astrid Lindgren. Brutalne i perwersyjne morderstwo burzy sielankę i elektryzuje miejscową społeczność. Oprócz policji własne śledztwo prowadzi również jedna z mieszkanek – Zuza Wolny, imigrantka z Polski. Szuka nie tylko mordercy, ale również miłości i nie powstrzymuje jej nawet to, że na jednym zabójstwie się nie kończy. Odkrywa drugą stronę szwedzkiego raju – szokujące namiętności, złe pożądanie, traumy, z którymi dorosłe „dzieci z Bullerbyn” nie potrafią się uporać.

 

źródło opisu: Czarna Owca, 2012

źródło okładki: http://www.czarnaowca.pl/kryminaly/plac_dla_dziewczynek,p1354985568

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 93
Solveig | 2015-10-07
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 07 października 2015

Kto napisał książkę „Plac dla dziewczynek”?
Pytanie podchwytliwe, mimo, że na okładce widnieje imię i nazwisko. Ale wrócimy do tej kwestii później – tak na zaostrzenie apetytu.

Książka została wydana w „Czarnej Serii”, co sugeruje, że należy do gatunku sensacyjno-kryminalnego. Czytelnik spodziewa się zatem, jak najbardziej słusznie, intrygi kryminalnej, wciągającej akcji, wielu tajemnic, może sporej dawki brutalności i okrucieństwa, a przede wszystkim porywającego finału. Niestety niewiele z tych elementów udało mi się odnaleźć we wspomnianej pozycji.

To, co pierwsze rzuca się w oczy, to brak jednego przewodniego bohatera, czy jakiejś określonej grupy. Oczywiście nie każdy kryminał musi mieć swojego detektywa-supermana bądź policjanta, który mimo skomplikowanego życia osobistego i słabego charakteru, jest świetny w tropieniu złoczyńców. Ale jednak, skoro dostajemy do ręki kryminał, wypadałoby, by policja była chociaż w części zainteresowana śledztwem tak, jak postronni świadkowie.

Nie ta jednak obojętność wymiaru sprawiedliwości jest tak zniechęcająca, ale bijąca od niemal każdego bohatera, bez względu na wiek, płeć, zawód, status społeczny czy inne mierniki, żądza seksu, obsesyjno-kompulsywne myśli kręcące się wokół niego, wyrażane bardzo często w nieapetycznych słowach. Jesteśmy oczywiście w stanie przyjąć, że każdy mężczyzna myśli o czynnościach seksualnych widząc wydekoltowaną kobietę, albo zamarzy mu się to i owo, kiedy przesłuchiwana zwilża językiem wargi, ale w dobrej prozie nie wspomina się o każdej tego typu myśli i u każdego bohatera – chyba, że jest to literatura z działu porno, ewentualnie romans erotyczny. Ponadto, tak jak zrozumiałe są niewybredne żarty i niesmaczne słownictwo podczas wymiany zdań kolegów przy piwie, tak już ciężko jest przyjąć, że tym samym językiem posługuje się tutaj każdy – nastolatka, pani psycholog, wykształcony celebryta czy staruszka. Ta wulgarność stosowana w opisie wszelkiego rodzaju zbliżeń, realnych czy wyimaginowanych, naprawdę zaczyna przeszkadzać, kiedy powtarza się co kilka stron. Z pewnością nie ułatwia lektury fakt, że akcja toczy się cały czas w upale, żar leje się z nieba, a autorka co i rusz używa przymiotnika „nabrzmiały”….

Ale idźmy dalej – co z samym morderstwem? Niestety ma się nieodparte wrażenie, że jest ono tylko pretekstem do pokazania galerii postaci, mniej lub bardziej ściśle ze sobą powiązanych, pokaleczonych i zwichrowanych, ale nie mających tak naprawdę zupełnie interesujących osobowości. Wszystko to jakieś takie płytkie, jak prześlizgiwanie się po powierzchni problemów, skrywanych sekretów, błędów młodości czy obecnych grzeszków. Polka, która opiekuje się sparaliżowaną staruszką, zaczyna się nieudolnie bawić w detektywa, ale najważniejsze jest dla niej zaliczenie jakiegoś samca. Nieśmiały policjant przeleciałby właściwie prawie każdą posiadaczkę żeńskich narządów płciowych, pani psycholog lubi prowokować, ale właściwie to chyba seks już dawno się jej znudził, za to uwielbia „pigułkowe” koktajle, a lokalny celebryta-fotograf z ostrym syndromem lolity nie wie właściwie czego chce. Czyli znowu wracamy do seksu, ale wybaczcie – trzymam się wiernie treści książki.

Mało wiarygodna jest cała sytuacja, w której amatorka jest bardziej zaangażowana w sprawę, niż policja, która zresztą jest tu bardzo mało widoczna, może poza wiecznie spoconym policjantem-erotomanem. Przyczyna, dla której Polka bawi się w detektywa również jest nieprzekonywująca – osoba, która prosi ją o pomoc, robi to raz, a potem właściwie już się nie pojawia na scenie, co sugeruje zbudowanie kolejnego wątku prowadzącego donikąd. Takich zresztą jest tutaj kilka – jakby autorka chciała wywieść w pole czytelnika, by się czasem nie domyślił, kto jest sprawcą, ale potem już o tym zapomina, nie wyjaśnia tych dziwnych sytuacji, nie przywołuje, nawet w epilogu, odpowiedzialnych za nie bohaterów, co trąci naprawdę wielką prowizorką. A finał? Cóż…, w pewnym momencie domyśliłam się częściowo, kto jest mordercą, ale ani nie dało mi to satysfakcji, ani nie sprowokowało do wydania okrzyku – „A to jednak on!”. Właściwie od jakiejś 50 strony męczyłam się i kontynuowałam lekturę tylko z obowiązku – bo czy można mieć prawo do napisania krytycznej recenzji, kiedy przeczytało się tylko część książki?

Podsumowując – postacie są nienaturalne, m.in. przez to, że posługują się wszystkie niemal identycznym językiem, myślą o jednym i właściwie niewiele poza tym mają jakichkolwiek refleksji. Nie ma tutaj chyba bohatera, którego czytelnik mógłby polubić lub któremu będzie w ten czy inny sposób kibicował. Sprawa morderstwa zaciekawia na początku, ale potem się rozmywa i właściwie w pewnym momencie tracimy nią zainteresowanie. Styl autorki nie jest taki zły, pojawia się nawet kilka ciekawych porównań, ale giną w oparach ciężkiego powietrza i rozerotyzowanych myśli bohaterów.

Słowem – nie jest to tak naprawdę ani kryminał, ani powieść erotyczna, a coś pomiędzy nimi. Autorka, chcąc chyba być tak oryginalną i wyróżniającą się na tle pozostałej literatury kryminalnej, wpadła w pułapkę tzw. przedobrzenia. Co za dużo to nie zdrowo, i nie tyczy się to tylko, jak widać, tłustych potraw z grilla.

A wracając do samej autorki – jak się okazuje, próżno szukać informacji o niejakiej Lenie Oskarsson, poza okładkową notką opisującą ją jako uznaną szwedzką psycholożkę. Co więcej, nie dość, że Lena nie istnieje, nie istnieje również jej tłumacz, pan Zygfryd. W internecie można za to znaleźć informacje o mistyfikacji wydawnictwa w połączeniu z oburzonymi opiniami niektórych czytelników. Są oczywiście tacy, którzy komentują, że przecież, nie jest ważne, kto jest autorem, a sama treść. A i owszem. Tylko, jeśli treść jest marna, a chce się ją sprzedać w obcym ubranku, dorabiając do tego jeszcze filozofię, że autor jest zagraniczny, a co więcej pochodzi z kraju, który od kilku lat przoduje w wydawaniu kryminałów, to już takie nieważne to nie jest. Nie mam nic przeciwko pseudonimom artystycznym czy nawet nazwiskom zaczerpniętym z obcego języka, ale kiedy ktoś wymyśla nie tylko fikcyjnego autora, ale i fikcyjny przekład – to już uważam za chwyt poniżej pasa – ale jak widać, to akurat mieści się idealnie w klimacie całej opowieści…

Jeśli zmęczyła was ta recenzja, to znaczy, że spisałam się dobrze – przynajmniej w części udało mi się oddać atmosferę „Placu dla dziewczynek” ;)

http://fileiholicy.blogspot.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wskrzeszenie. Gdy śmierć zderza się z cudem

Glęboka, poruszająca i dość mocna.. Książka opowiada o 9-cio letnim chłopcu - C.J.Walkerze, który wskrzesza zmarłą sąsiadkę. Sprawą zaczyna się inter...

zgłoś błąd zgłoś błąd