Goralenvolk. Historia zdrady

Wydawnictwo: Firma Księgarsko-Wydawnicza Kanon
6,47 (19 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
2
7
5
6
6
5
0
4
0
3
2
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-62309-09-2
liczba stron
672
kategoria
historia
język
polski
dodał
Artur Kiela

Książka, która wypełnia Białą Plamę historii Polski czasu hitlerowskiej okupacji. Przedstawia nieznaną historię o największej zinstytucjonalizowanej kolaboracji na ziemiach okupowanej Polski. Porusza temat niewygodny, przemilczany, bulwersujący, emocjonujący szczególnie współczesnych górali, dotychczas „zamiatany pod dywan”. Temat o bolesnej Hańbie Podhala. „Goralenvolk to piętno, które było i...

Książka, która wypełnia Białą Plamę historii Polski czasu hitlerowskiej okupacji.
Przedstawia nieznaną historię o największej zinstytucjonalizowanej kolaboracji na ziemiach okupowanej Polski.
Porusza temat niewygodny, przemilczany, bulwersujący, emocjonujący szczególnie współczesnych górali, dotychczas „zamiatany pod dywan”.
Temat o bolesnej Hańbie Podhala.
„Goralenvolk to piętno, które było i jest z nami”.
Książka mocno oparta na zachowanych i nieznanych dotychczas dokumentach m.in. z IPN-u, Muzeum Tatrzańskiego, zbiorów prywatnych.
Nieznane zdjęcia. „Żywe relacje”. Liczne cytaty z pamiętników, dzienników i przesłuchań.

Czy znasz termin Goralenvolk?
Czy wiesz coś o liczącym kilkadziesiąt tysięcy narodzie góralskim?
Czy słyszałeś o Legionie Góralskim Waffen SS?
Czy wiesz o góralskim klubie sportowym grającym mecze piłkarskie z klubem Gestapo?
Jak to możliwe, że w czasie gdy okupant niemiecki dokonywał eksterminacji narodu polskiego, jego „honorna” część poszła z wrogiem na współpracę?

W dotychczasowej historiografii ścierały się dwa przeciwstawne nurty, obciążające się nawzajem za kolaborację z niemieckim okupantem: cepry i górale. Jednakże dotychczas nikt nie wskazał na głównego winowajcę akcji Goralenvolk – nazistów niemieckich.

Trudno rozgrzeszyć osoby, które zdecydowały się na współpracę z okupantem. Czym kierowali się w tym niełatwym wyborze moralnym – własną korzyścią, przekonaniami, poszukiwaniem mniejszego zła czy przemożnym strachem?

Niemcy od czasu zakończenia wojny nieustannie przepraszają wszystkich za zbrodnie wojenne. I świat im wybaczył, choć nie zapomniał. Rosjanie z rozliczeniem swoich zbrodni mają problem – przez dziesięciolecia wypierali się ich, w chwili słabości przyznali do nich, ale nie rozliczyli się, a co najważniejsze nie przeprosili. Bez pokuty nie ma przebaczenia. Podhale nie może popełnić tego samego błędu. Za zdradę Polski przez swoich synów, choćby i nielicznych, musi się rozliczyć, przeprosić i prosić o wybaczenie.
Z takim przesłaniem powstała książka Goralenvolk – Historia zdrady.

 

źródło opisu: Firma Księgarsko-Wydawnicza Kanon, 2012

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3673
żabot | 2012-12-03
Przeczytana: 30 listopada 2012

Edytorsko-redaktorskie niechlujstwo z ważkim tematem w tle.
Podziwiam odwagę autora, by zmierzyć się z historią własnej rodziny i środowiska. Jest to mój jedyny podziw. Nie brakuje w książce ciekawego materiału, również publikowanego po raz pierwszy, ale dobra książka to nie tylko to, ale również solidne opracowanie. Autor chyba z góry założył, że napisze wielką monografię Goralenvolku, ale sił zbrakło. W wielu fragmentach książka jest boleśnie ogólnikowa. W dużej też mierze zbiera informacje już znane. Autor w kolejnych rozdziałach wielokrotnie powtarza te same informacje. Przytrafia się nawet – z drobnymi zmianami - powtórzenie całego akapitu! Cytuje garściami fragmenty prac Włodzimierza Wnuka, by po chwili samemu napisać to samo własnymi słowami. W rozdziale o niemieckich teoriach pochodzenia górali możemy obejrzeć aż trzy wielkie ilustracje góralskich spinek, ale nie znajdziemy informacji, które spinki skąd pochodzą. Można znaleźć logiczne absurdy, jak na str. 94, gdzie przyczyną rozpisywania się Antoniewicza o spinkach jest fakt… że niemiecki wywiad zainteresował się jego pracą... po jej napisaniu! Wielokrotnie autor wspomina „jakieś” procesy góralskie, cytuje zeznania świadków, ale dopiero po ponad 450 stronach dowiemy się, gdzie i kiedy te procesy się odbyły. Autor lubuje się w zapowiedziach o czym będzie mówił w kolejnych rozdziałach. Takie „ciekawe” informacje można znaleźć nawet w przypisach. Biorąc to opasłe tomiszcze można doznać zdziwienia i poczuć się oszukanym. Tekst wydrukowano zwiększoną czcionką. Dodatkowo znacząco poszerzono marginesy stron. W dużym stopniu więc płacimy za puste kartki! Zastosowano prymitywny chwyt wydawniczy, żeby przekonać czytelnika do wysupłania pieniędzy - książkę wydano na tzw. papierze objętościowym W efekcie dostajemy grubą, półtorakilogramową cegłę. Dość powiedzieć, że indeks i spis treści, które „normalnie” zająłby może 10 stron, tutaj mają 30! Książka mogła być o połowę cieńsza i lżejsza bez uszczerbku dla treści, czyli być poręczniejsza. Tylko kto wtedy zapłaciłby w księgarni prawie 85 złotych? Przy tak zbójeckiej cenie oczekiwałbym ilustracji wydrukowanych na kredowym papierze i lepiej opracowanych. Na kiepskim papierze zdjęcia tylko tracą. Wiele ilustracji jest bezładnie rozrzuconych po tekście spełniając rolę zapchajdziury. Chyba najbardziej kuriozalne jest zamieszczenie wielkiego zdjęcia żołnierzy niemieckich na Kasprowym Wierchu na koniec rozdziału kończącego się słowami… że nie zachowały się żadne zdjęcia ilustrujące tworzenie legionu góralskiego SS. Pominę dziwaczności komputerowego składu i tanie efekty graficzne, zwiększające objętość książki, oraz żałosną jakość fotokopii dokumentów. O niedoróbkach pisarsko-edytorskich można by jeszcze długo. Jednym z najbardziej szokujących mnie stwierdzeń autora jest, że pewne informacje podane wcześniej znajdują potwierdzenie... w Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej Paryskich. WET jako wiarygodne źródło historyczne? I takie coś pisze historyk, do tego muzealnik? O ile jednak mogę zrozumieć pewne bałaganiarstwo i kiepski styl autora, nie rozumiem za co wziął pieniądze zespół redakcyjny składający się aż z 4 osób, którego obowiązkiem było wyłapanie takich błędów. Cóż, gdzie kucharek sześć…Mamy więc ważny i fascynujący temat, ciekawy materiał, ale byle jak napisany i wydany. Aż dziw, że to rezultat jakoby 5 lat pracy autora. Czym prędzej sprzedam tę pozycję, żeby zrobić miejsce na solidniejsze opracowania.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Nowe przygody pana samochodzika

Była to jedna z niewielu książek w serii, której w dzieciństwie jakoś nie doceniłem. Choć bawiłem się świetnie, to oczywiste, czytałem więcej niż raz,...

zgłoś błąd zgłoś błąd