Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Smutna historia braci Grossbart

Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Wydawnictwo: Mag
5,9 (128 ocen i 24 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
3
8
17
7
24
6
38
5
17
4
14
3
9
2
4
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-7480-253-6
liczba stron
384
język
polski
dodał
Fenrir

Myśmy nie złodzieje ani mordercy. My są uczciwi ludzie, których pokrzywdzono.

Jest rok 1364. Wygłodniałe stwory grasują w ciemnych lasach średniowiecznej Europy i zarówno morze, jak i niebo są pełne niewypowiedzianej grozy. Jednakże żadna nikczemność, żadna czarownica czy demon nie dorównują okradającym groby braciom, Heglowi i Manfriedowi Grossbartom. Oto ich historia, smutna lecz prawdziwa.

 

źródło opisu: http://www.mag.com.pl/ksiazka-1,82,1084--0-0-Smutn...(?)

źródło okładki: http://www.mag.com.pl/ksiazka-1,82,1084--0-0-Smutn...»

Brak materiałów.
książek: 1651
Isadora | 2012-06-15
Na półkach: Powieść, Przeczytane
Przeczytana: 15 czerwca 2012

"Stwierdzić, że bracia Grossbart byli okrutnymi i samolubnymi zbójami, to obrazić nawet najwstrętniejszego rozbójnika, a nazwać ich krwiożerczymi świniami, to zniesławić nawet najpaskudniejszego wieprza." - rzadko kiedy opis głównych bohaterów jest równie trafny i choć brzmi dość zabawnie, zaręczam Wam, że to tylko pozory. Bracia Grossbart to rzeczywiście najbardziej odrażające i plugawe typy, z jakimi kiedykolwiek zetknęliście się na kartach powieści. To antybohaterowie w najbardziej dosłownym znaczeniu tego słowa, choć wymykają się wszelkim znanym bandyckim stereotypom; daleko im zarówno do sprawiedliwego banity w charakterze Robin Hooda czy Janosika, jak i typowego sadystycznego psychopaty pokroju Freddy'ego Krugera lub Michaela Myersa. Urodzeni w niemieckiej mieścinie Bad Endorf bliźniacy Manfried i Hegel stanowią skondensowaną mieszankę najbardziej nikczemnych ludzkich cech - starannie selekcjonowanych przez pokolenia - zamkniętych w równie odrażającej postaci. Kontynuując długą rodzinną tradycję utrzymywali się z okradania grobów bezlitośnie mordując każdego, kto stanął im na drodze. Tropem rodzinnej legendy podróżują do Giptu - krainy niewiernych na Wschodzie, gdzie wielkie grobowce kryją nieprzebrane skarby, które tylko czekają na potomków Grossbartów. Szlak ich wędrówki znaczą liczne trupy począwszy od nieszczęsnej rodziny wieśniaka Heinricha, który oskarżył ich niegdyś o kradzież rzepy, na której mszczą się w tyleż okrutny, co spektakularny sposób. Bracia napotykają na swej drodze wyjątkowo paskudną wiedźmę, która poprzysięga im zemstę, rozprawiają się z gangiem Przydrożnych Papieży, śmiertelnie niebezpieczną syreną i demonem zarazy, który nawiasem mówiąc napędził im niezłego stracha. Klątwa czarownicy podąża jednak ich śladem, i to mimo wiary w nieustającą opiekę Maryi, której czują się wysłannikami i wykonawcami Jej woli.

"Smutna historia braci Grossbart" wymyka się wszelkim konwencjom. Choć wedle słów autora jest stylizowana na średniowieczny przekaz - co rzeczywiście da się zauważyć w starannie kreowanym obrazie świata zaludnianego przez fantastyczne stwory, groźne czarownice i demony, sposobie ich przedstawiania oraz powszechnym rozumieniu skomplikowanych kwestii filozoficzno - teologicznych - pewne jej aspekty przywodzą na myśl powieść łotrzykowską w stylu przygód Sowizdrzała, choć w karykaturalnej, turpistycznej formie. Klimat powieści kojarzy się z mrocznym, posępnym nastrojem charakterystycznym dla baśni braci Grimm, ale i to nie wszystko. Mam wrażenie, że autor stworzył swój własny, oryginalny styl wzbogacając tę wybuchową mieszankę garścią czarnego humoru balansującego nieraz na granicy dobrego smaku oraz elementami typowo współczesnymi, które najczęściej przejawiają się w filozofowaniu bohaterów:

"Dlaczego się rodzimy, skoro umrzemy? Dlaczego istnieje piekło, skoro Maryja nas miłuje? Jeżeli my są niewolnikami boskiego planu, to po ch... wolna wola? Jaka to próba, jeśli wynik jest z góry wiadomy, a potem fałszywe zdziwienie, gdy jakiś złamas się wy...?"

Trzeba przyznać, że ta dość karkołomna mieszanka średniowiecznego i współczesnego światopoglądu i wynikający z niej kontrast, wulgaryzmy i wyrafinowane bluźnierstwa wplecione w poważne i pozornie logiczne filozoficzne dysputy (moim ulubionym jest przekonanie braci, że Maryja została zgwałcona przez Boga i zadbała o to, by "syn Pana był pochlipującym, pierdołowatym, najpodlejszym tchórzem tysiąclecia") tworzą wybitnie obrazoburczy, kontrowersyjny, ale zarazem niezwykle barwny i błyskotliwy melanż, któremu nie sposób się oprzeć. Z pewnością w równej mierze będzie on fascynował, jak i odrzucał czytelnika, nie można pozostać nań obojętnym. Ja sama nie mogę dokładnie określić moich odczuć, doceniam jednak oryginalność i błyskotliwość autora; ważne jest także i to, że nie widzę tu chęci szokowania za wszelką cenę, czego nie cierpię - autor czyni to jakby mimochodem, przy okazji, przywodząc skojarzenia z królewskim błaznem.
Zdaję sobie sprawę, że powieść Bullingtona nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu; antypatyczni bohaterowie nie wykazujący w najmniejszym nawet stopniu typowych ludzkich odruchów to nie jedyna niespodzianka, jaką przygotował dla nas autor. Prawdę mówiąc cały świat przedstawiony unurzany jest w ohydzie - nie ma tu żadnych pozytywnych postaci, z którymi można by się identyfikować (co pozwala zachować bezpieczny dystans wrażliwszym czytelnikom), wszystko jest skażone brzydotą tak zewnętrzną, jak i duchową. Turpizm w najczystszym wydaniu! Próżno tu szukać doznań estetycznych i wytchnienia - ostrzeżenie umieszczone na okładce książki jest jak najbardziej uzasadnione - ale poszukiwacze mocnych wrażeń i oryginalnej, trudnej do zdefiniowania i jednoznacznego zaklasyfikowania literatury powinni być usatysfakcjonowani.
Oczywiście nietrudno dostrzec, że jest to literacki debiut i że autor intensywnie poszukuje własnej artystycznej drogi żonglując konwencjami i eksperymentując środkami wyrazu, jednak jestem zdania, że potencjał, jaki ujawnił się w tej powieści, dobrze rokuje na przyszłość. Mam szczerą i głęboką nadzieję, że go nie zaprzepaści.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Bonita Avenue

Powoli odkrywają się kolejne warstwy tajemnicy. Poznajemy skrawki przemilczanej przeszłości i kulisy różnych kręgów biznesowych. Ostatecznie jednak ni...

zgłoś błąd zgłoś błąd