Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Trzepotanie jego skrzydeł

Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
Cykl: Lewa ręka Boga (tom 3)
Wydawnictwo: Albatros
6,81 (342 ocen i 28 opinii) Zobacz oceny
10
18
9
21
8
65
7
105
6
73
5
41
4
10
3
5
2
4
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The beating of his wings
data wydania
ISBN
9788378859451
liczba stron
560
słowa kluczowe
fantastyka
język
polski
dodała
aferka93

Trzeci i ostatni tom trylogii fantasy (LEWA RĘKA BOGA cz. I i II oraz TRZEPOTANIE JEGO SKRZYDEŁ) o młodym akolicie Powieszonego Odkupiciela. Thomas Cale staje na czele armii w ostatecznym starciu z papieżem Bosco, który konsekwentnie realizuje swój plan sprowadzenia na ludzkość Apokalipsy. Pisarzy takich jak Hoffman jest zbyt mało. Ta wspaniała książka zachwyciła mnie od pierwszego...

Trzeci i ostatni tom trylogii fantasy (LEWA RĘKA BOGA cz. I i II oraz TRZEPOTANIE JEGO SKRZYDEŁ) o młodym akolicie Powieszonego Odkupiciela. Thomas Cale staje na czele armii w ostatecznym starciu z papieżem Bosco, który konsekwentnie realizuje swój plan sprowadzenia na ludzkość Apokalipsy.

Pisarzy takich jak Hoffman jest zbyt mało. Ta wspaniała książka zachwyciła mnie od pierwszego rozdziału
Conn Iggulden, autor Artemis Fowl

 

źródło opisu: Wydawnictwo Albatros, 2014

źródło okładki: www.wydawnictwoalbatros.com

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 152
Linoskoczek | 2015-11-15
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 15 listopada 2015

Co za dużo to niezdrowo.
W trzeciej odsłonie cyklu Hoffmana wciąż mieszanka „Gry Endera” z „Paragrafem 22”, ale już pozbawiona lekkości poprzedniego tomu. Obserwujemy więcej Mętnego Henriego i Cale’a, o wiele mniej Kleista, który ogólną ponurość odciążał, prawie wcale Bosca dającego odmienną perspektywę.
Najpierw o zagrożeniach jaki stawia styl pokrewny dziełom Hellera. Nie ma co ukrywać „Paragraff 22” uważam za książkę wybitną i jedną dla mnie z najważniejszych. Ale dość niebezpieczną dla twórcy, który postanowi inspirować się jego pozorną lekkością wynikającą z surrealistycznego stylu. „Paragraf 22” czerpie nie tylko z humoru i absurdu, uwidacznia się w nim również nieokiełznany pęd, i żeby nie być gołosłownym, to na przykład wtedy, gdy Milo przemieszcza się w błyskawicznym tempie od Sycylii po Egipt, nie pozwalając spać swoim pilotom. Oni już marzą tylko o tym jednym. Co niejako odnosi się do całości przesłania tej książki, upominającej się o sprawy podstawowe. Sposób jaki przyjął Heller doskonale się sprawdza w ukazaniu nie tyle wojny, co świata zbiurokratyzowanego, w którym jednostce nie pozwoli się zaspokoić jej podstawowych potrzeb.
„Gra Endera” przedstawiając zwycięskiego wodza, ukazując go poprzez dziecko, czyniła to zestawiając zniszczenie z miłością, w taki gordyjski sposób, że Ender niszczy to, co doskonale poznaje, tak głęboko tego doświadczając, że to, co zostało przeznaczone do zniszczenia, zaczyna kochać.
Cykl „Lewej ręki Boga” ociera się o bardzo poważne zagrożenie. I o ile poprzednia odsłona obroniła się, dzięki złożoności i rozproszonej uwadze narratora podążającej za wieloma odmiennymi bohaterami, to obecny tom poległ, bo zabrakło w nim tych tak potrzebnych rozwiązań. Ponadto język „Paragrafu 22” najlepiej sprawdza się w grotesce wojującej z formalizmem i do dzieła Hellera po prostu pasuje. Natomiast bohater „Gry Endera” poza tym, że jest cudownym dzieckiem potrafiącym zniszczyć wszystko, umie także kochać, nie jest jedynie rozgoryczonym cynikiem.
„Trzepotanie jego skrzydeł” już w założeniu staje przed zadaniem iście karkołomnym. Groteska sprawdza się w „Bajkach robotów” i „Dziennikach gwiazdowych” Lema, w innych światach fantastycznych mniej. Groteska jest odrealniona, przerysowana i odbierana ogólnie niepoważnie, nieco banalizując dramat, choć przecież mówi o sprawach zasadniczych. By nie popadła w wyśmianie bólu, paradoksalnie potrzebuje spojrzenia z drugiej strony, tej krzywdzącej. Stąd tak często w „Paragrafie 22” oddaje się głos różnym Milom, Cathcartom i byłym starszym szeregowym. Po prostu potrzebuje jakiegoś ściśle zdefiniowanego, bardzo przekonującego, sformalizowanego przeciwnika, a najlepiej tak opisanego, by on mówił sam za siebie. Zbyt wczesne napiętnowanie zła okazuje się tu błędem.
„Trzepotanie jego skrzydeł” w postaci takiego totalnego przeciwnika umieszcza religię. Samo w sobie to niebezpieczne. Tu na dodatek jednostronne. Autor wyraźnie zatraca wyczucie proporcji. Przydałoby się więcej Bosca i odkupicieli.
Niestety, wyłazi również na wierzch to, co dotąd zręcznie ukrywał, a mianowicie to, że ten cykl to księga cytatów. Nie trzeba wielkiej wiedzy historycznej, by w działaniach Thomasa Cale’a czy wypowiedziach innych bohaterów dopatrzyć się dobrze zapoznanych wydarzeń niejednokrotnie opisanych na kartach historii.
Należy zadać pytanie, o czym mówi „Lewa ręka Boga”. Jeśli tylko o tym, że złe wychowanie krzywdzi dzieci, to po co całe rekwizytorium fantastyki? By w beletrystyce uzasadnić taką tezę nie trzeba uciekać od realności tu i teraz, wręcz ta obecna rzeczywistość daje większe pole do popisu, dramat staje się bardziej namacalny, przez to przekonujący.
Ponadto, i tu się przyznam, nie cenię tego całego postmodernizmu, w który w zasadzie nie opisuje nic więcej niż nas tu obecnych, dawne epoki oraz fantastyczne światy w ujęciu takiej metody służą do tego byśmy się śmiali z wynaturzeń naszych czasów. Ja zaś wolałbym, by dawne epoki mówiły o sobie, fantastyka o czymś niespotykanym, bym to poznając, odkrywał inny świat, a nie tysięczny raz wygrzebywał dobrze poznaną wiedzę o naszym, a taką to, że nasze dzisiaj tak brzydko skonstruowane, że sensu mu brak, toteż pozostaje z nich tylko postmodernistycznie się ponabijać, bo inaczej przeraża.
Lecz by dojść do takiej konstatacji, nie potrzeba fantastyki. Ona mi niezbędna, by odkryć i zachwycić się czymś, czego nie znam, czego do końca nazwać nie potrafię i pochwycić w łapska. To ma być nieznane. Schematyzm postmodernizmu mi tego nie da.
Na dodatek Autor coraz bardziej skłania się ku roli zaangażowanego publicysty, który opowiedział się po jednej ze stron sporu, niż pisarza dążącego do przedstawienia różnych racji, nie baczącego jak bardzo może to być sprzeczne z ideologią, jaką wyznaje. Autor musi wznieść się wyżej. Na tym polega artyzm, by w ferworze ideologicznego sporu w ofierze nie złożyć sztuki. Bo trzeba powiedzieć wyraźnie, że jakakolwiek teza nie jest sprzymierzeńcem pisarza, już prędzej wątpliwość, a na pewno danie możliwości czemuś innemu niż ta strona, której się wiernie kibicuje.
Podsumowując, książka Hoffmana nie powie nam nic, czegośmy by już nie wiedzieli. Wyraźnie gubi umiar, przez co zaczyna przypominać natrętną agitkę, i mimo korzystania z atrybutów groteski, mało bawi.
Być może wynika to z samej natury postmodernizmu, w którym inne światy są pretekstem i w istocie służą tylko do opisania naszego. Czyli całkiem niepotrzebne użycie fantastyki, bo bez jej sztafażu także da się to zrobić. Fantastyka ma za zadanie stawiać bohatera wobec wyzwań granicznych, których bardziej realistyczna literatura spełnić nie potrafi. W jaki sposób młodych socjopatów można ukazać, wykorzystując zasób, jakim obdarowuje fantastyka – doskonale pokazuje „Mechaniczna pomarańcza”.
Słowem spodziewałem się więcej to trzecim tomie „Lewej ręki Boga”. Wprawdzie da się to czytać, ale bez zachwytu. Niestety autorska wizja nabiera cech nużących. Lekkość poprzednich części rozpłynęła się w potrzebie dokonania rozrachunku.
Ale tragiczne to nie jest, miejscami ciekawe, więc sześć gwiazdek dam.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dracula

Przeczytałam wieki temu, ale nowe wydanie w twardej oprawie sprawiło, że skusiłam się i kupiłam ponownie. O książce chyba nie trzeba nic pisać, każdy...

zgłoś błąd zgłoś błąd