Linoskoczek 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 9 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-24 19:40:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Marcin Wolski to autor płodny i na półeczce pod tytułem twórczość własna dopycha ostatnie wolne przestrzenie. O ile nowej sobie nie sprawił. Niegdyś popełnił „Agenta Dołu” i jeśli ktoś pamięta tamtą opowiastkę, to w obecnej znajdzie do niej niejakie nawiązanie. Nie bezpośrednie, jednakże bliskie tematyką. Choć nie stylem,. „Agenta Dołu” przepajał humor, mniej więcej na wylot, „Ostatnie... Marcin Wolski to autor płodny i na półeczce pod tytułem twórczość własna dopycha ostatnie wolne przestrzenie. O ile nowej sobie nie sprawił. Niegdyś popełnił „Agenta Dołu” i jeśli ktoś pamięta tamtą opowiastkę, to w obecnej znajdzie do niej niejakie nawiązanie. Nie bezpośrednie, jednakże bliskie tematyką. Choć nie stylem,. „Agenta Dołu” przepajał humor, mniej więcej na wylot, „Ostatnie konklawe” od tego dalekie. Nie tylko podejście związane z dowcipem się zmieniło, również strony konfliktu. Dawniejsze dzieło było podawane z perspektywy diabelskiej, obecne z przeciwnej, choć i tu i tam mamy do czynienia ze zbieraniem kompanii mającej przeprowadzić spisek dający odpór nadnaturalnym adwersarzom.
Lata minęły, więc zbierane kompanie odmienne. Tamte były przebojowe, obecne są nieco dychawiczne i mocno po przejściach, ale rzecz także dotyczy spraw pierwszej wagi, to bój zostanie stoczony niemal na miarę kosmogoniczną.

Bohaterowie, jak wspomniałem, po przejściach, z rzędu tych duchowych, z bardzo poplątanymi doświadczeniami życiowymi. Choć tu nieco się zapędziłem. One są dość przewidywalne, pełne upadków. Tak jak sztampowy prawicowiec wyobraża sobie niemoralne ekscesy osobników, co poza używaniem, niczego nie pożądają. Zatem bohaterowie mają za uszami niejedno, prowadzili życie rozwiązłe, ale już się wyleczyli, już takiego nie chcą, pokutują. Daje im to wielka pociechę życiową i byłoby to zapewne ogromną reklamą wspólnoty religijnej, gdyby nie pozostawało łopatologiczne, mniej więcej kierując się w stronę wymiotną.

Nie mam nic przeciwko cnocie, biorąc pod uwagę jak jej we współczesnym świecie mało, to z wielką ulgą przyjmuję jej coming outy, co nie znaczy, że życzę sobie żarliwej agitki. Każda taka politgramotka, nieważne z której strony podawana bardzo słabo spełnia się w literaturze, bo niestety prawe postacie kreuje tak proste jak przysłowiowa budowa cepa, a antagonistów maluje w karykaturalnie przejaskrawionych barwach, za wszelką cenę usiłując ich zohydzić. I robią to dwie strony, z czego wniosek, że beletrystyka jednakże słabo sprawdza się w roli argumentu w bitwie ideologicznej.
Czyli przewidywalność i sztanca, z bardzo zacnymi pobudkami, które pokazują jak zamysł ideowy ma w nosie, czy sama forma bogata. Furda ona! Cel ważniejszy!

Ponadto, patrząc na poczynania nazbyt łatwo zebranej grupki do zadań walki ze złowrogim diabelskim planem, daje się zauważyć, że Autor po prostu kompensuje sobie wcześniejsze życie grzeszne i upadłe, na rzecz obecnego cnotliwego i kościółkowego. I właśnie tak, bo pojawiający się obrazek twórcy po przejściach, ale już nawróconego, zawierającego związek taki przysłowiowo pobłogosławiony, by ostatecznie, aż boli mnie to pisać, potomka spłodzić, samemu się poświęcając, to jednakże brzmi słabo i dobre chęci niczego tu nie tłumaczą. Tak tworzyć literatury po prostu nie wolno.
Choć się tworzy.
Schematycznie.

Językowo niewyraźnie. Aż zdumiewające, bo Wolski potrafi pisać żartobliwie i lekko. Widać jednak, że kiedy przychodzi do wyznania wiary, umiejętności idą na dalszy plan. A w zasadzie powinno być odwrotnie. Pamiętam jak kiedyś pewien rockman na pytanie o tym, jak będzie grać po nawróceniu, w domyśle, że złagodnieje, bo obraz wierzącego to płaczliwy aniołek ze złożonymi rękoma piejący słodziutkim głosem bogobojne psalmy, odpowiedział, że dla Jezusa jeszcze mocniej.
Przypominam sobie coś tak mało znanego, jak „Atomistyka” Babuli. Perełka sprzed lat, w której bohater nie dopuszcza do popełnienia grzechu przez Adama i Ewę, a później z obrzydzeniem patrzy na nudny świat, w wyniku jego interwencji powstały. Podobną wizję, niestety, w „Ostatnim konklawe” przedstawia Wolski. Więc mamy u niego obrazki z rzędu poczciwych i tylko sam finał, z odważnym kataklizmem, śmiało niszczącym nie byle jakie sacrum budowlę robi wrażenie.
Ale to finał.

Jak ocenić „Ostatnie konklawe”?
Nie ma co ukrywać, że ziewałem przy nim, przecierałem oczy ze zdumienia i ogarniały mnie refleksje, że Autor tracący z powodu wiary pazur, dobrze swej wierze się nie przysługuje, ale to nie kwestie ocenialne. Chodzi o samo dzieło.
Dam cztery gwiazdki, za ten finał śmiały, zdający mówić, że Wolski jeszcze mógłby.
Choć tu akurat cienko pieje.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
159 159 1099
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (9)

Ulubione cytaty (6)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd