Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Królewska krew. Wieża elfów

Tłumaczenie: Edward Szmigiel
Cykl: Odkrycia Riyrii (tom 1-2) | Seria: Seria "Nowej Fantastyki"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,55 (525 ocen i 78 opinii) Zobacz oceny
10
53
9
74
8
140
7
156
6
71
5
17
4
7
3
5
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Crown Conspiracy. Avempartha
data wydania
ISBN
9788376489513
liczba stron
736
język
polski
dodał
Hersus

Pościgi, pojedynki, magia, spiski i zamachowcy – w tej książce znajdziecie wszystko, za co pokochaliście fantasy! Zamordowany został król. Władza przeszła w ręce spiskowców, którzy sądzili, że każdy element ich planu był doskonały. Poza jednym. Winą próbowali obarczyć Royce’a i Hadriana. Ci nie są jednak byle złodziejaszkami i nie pójdą dobrowolnie pod pręgierz. To okryty złą sławą duet...

Pościgi, pojedynki, magia, spiski i zamachowcy – w tej książce znajdziecie wszystko, za co pokochaliście fantasy!
Zamordowany został król. Władza przeszła w ręce spiskowców, którzy sądzili, że każdy element ich planu był doskonały. Poza jednym. Winą próbowali obarczyć Royce’a i Hadriana. Ci nie są jednak byle złodziejaszkami i nie pójdą dobrowolnie pod pręgierz. To okryty złą sławą duet Riyira, i nikt nie powstrzyma ich przed krwawą zemstą! Los królestwa spoczywa w rękach dwóch najemników.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011.

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 7886
Beata | 2014-11-16
Na półkach: Papierowe

Klasyka fantasy i „Ojciec chrzestny” w jednym

Na polski rynek właśnie trafiły dwie pierwsze powieści cyklu fantasy The Riyria Revelations Michaela J. Sullivana. „Królewska krew” i „Wieża elfów” wydane zostały w jednym woluminie (przypuszczam, że decydująca była ich stosunkowo niewielka objętość), lecz każda z nich – choć osadzona w tym samym świecie i opowiadająca o przygodach tych samych bohaterów – stanowi zamkniętą fabularnie całość. Nie ukrywam, na początku zainteresował mnie autor tym właśnie: niewielką objętością książek. Być może przez kontrast z grubaśnymi tomiszczami innych cykli fantasy opisującymi szczegółowo wszystkie, istotne i nieistotne dla fabuły, poczynania bohaterów, zatęskniłam za skondensowaną formą. I bardzo się cieszę z dokonanego wyboru, bo historie opowiadane przez Sullivana – choć bazują na ogólnie znanych schematach fantasy – absolutnie nie nudzą. I niemała w tym zasługa zwięzłości języka autora, pomijającego milczeniem wszystkie te szczegóły, których czytelnik z łatwością może się domyślić.
Punktem wyjściowym książek są schematy. Począwszy od perypetii dwójki złodziei, najlepszych w swoim fachu, bez względu na okoliczności wypełniających przyjęte zlecenia, poprzez ich wizerunek (niewysoki, zwinny specjalista od otwierania wszystkich zamków i przewyższający go wzrostem i muskulaturą ekspert od walki wieloma rodzajami broni) czy sam obraz powieściowego świata, zamieszkałego przez ludzi, krasnoludy i elfy, na podobieństwie zasady działania zamków w drzwiach Avemparthy i Morii skończywszy. Ale to tylko punkt wyjścia, po kilku scenach czytelnik ze zdumieniem odkrywa, że autor nie dość, że opuszcza utarte koleiny schematów i łamie stereotypy, to jeszcze sięga do popkultury. I tak: księżniczka nad wytworne toalety i bale przedkłada codzienne znoszone stroje i ciszę własnej komnaty, w której może poświęcić się nauce magii; wbrew tolkienowskiej sielankowej wizji ludzie nie umieją żyć w pokoju z elfami; a skłonny do intryg wielmoża otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. Tolkien i „Ojciec chrzestny” w jednym, Sullivan stawia na grę skojarzeniami, wykorzystując znane czytelnikowi schematy, żongluje nimi swobodnie, w efekcie otrzymując brzmiącą całkiem świeżo całość, o żywej akcji okraszonej niewymuszonym humorem.
Nie jest to opowieść o następujących po sobie przygodach duetu złodziei, której spoiwem są jedynie postaci głównych bohaterów, choć z początku robi takie właśnie wrażenie. Hadrian i Royce rychło wplątują się w intrygę polityczną, autor w tym momencie stopniowo rozszerza perspektywę i robi się bardziej epicko – stawką nie jest już tylko honorarium za wykonanie zadania, ale udaremnienie złowrogich, zakrojonych na szeroką skalę, knowań przeciwników. Opisy ograniczone są do minimum, bohaterów poznajemy w działaniu, nigdzie autor nie opowiada o ich cechach charakteru – wszystkie wnioski czytelnik musi wyciągnąć sam, bazując jedynie na przedstawionych zachowaniach i mozolnie składając w całość strzępy informacji. Charaktery złodziejskiego duetu prezentują się całkiem prawdopodobnie, choć można dyskutować czy obaj panowie nie są aby zbyt ufni, jak na zawód, który wykonują. Większe zastrzeżenia mam do postaci Alrica, następcy tronu, który na początku robi wrażenie nadętego, popędliwego, upartego, rozpieszczonego i w sumie niezbyt mądrego, by potem dać pokaz przenikliwości i zdrowego rozsądku. Wprawdzie negatywne zachowania Alrica można tłumaczyć szokiem, w jakim wtedy się znajdował, ale i tak zaprezentowana przez niego skrajność postaw jest nieco rażąca, szczególnie na tle charakterów innych postaci – dopracowanych i prawdopodobnych psychologicznie.
Tę samą metodę informowania nie wprost autor stosuje przy opowiadaniu o wykreowanym świecie: czytelnik jest od razu wrzucony w sam środek opowieści, Sullivan nie zatrudnia narratora do czynienia historycznych wstępów, nie przywołuje prastarych przepowiedni ani fragmentów kronik. Aby przekazać informacje o historii powieściowego świata autor stosuje inny chwyt – w pierwszym tomie bohaterowie spędzają czas jakiś w towarzystwie mnicha o ejdetycznej pamięci, który odkrywa przed nimi fragmenty zapomnianej przeszłości, pochodzące z przeczytanych przez niego ksiąg i manuskryptów; jednak nie jest gadułą i nie mówi wszystkiego, co wie – odpowiada jedynie na pytania. Ponieważ spotkanie z mnichem jest całkowicie nieplanowane, a jego zdolność zapamiętywania stanowi absolutne zaskoczenie dla bohaterów, całość wypada bardzo naturalnie. W dalszej części narracji rolę mnicha częściowo przejmuje czarnoksiężnik, ale on także nie jest zainteresowany prowadzeniem wszechstronnej edukacji bohaterów, zatem ujawnia tylko niektóre i świadczące na jego korzyść fakty z przeszłości. Dodatkową zaletą opowiadania w taki sposób o świecie powieści jest utrzymywanie zainteresowania czytelnika na stałym poziomie: otrzymuje on tylko niezbędne w danym momencie informacje i cały czas ma świadomość, że wciąż nie dysponuje wszystkimi elementami układanki.
Język dwóch pierwszych powieści składających się na 'The Riyria Revelations' nie jest stylizowany i wydaje się, że autor jednoznacznie określił się jako przeciwnik stosowania archaizacji. Jedna z postaci mówi takim językiem (jest to uzasadnione fabularnie), jednak sformułowania, jakimi się posługuje, prowokują pouczenia ze strony pozostałych bohaterów i nalegania na konieczność aktualizacji zasobów językowych. Na tym epizodzie stylizacja języka kończy się i nie sądzę, aby autor zamierzał do niej wrócić w kolejnych częściach cyklu. Mocną stroną obu książek jest dystans, z jakim traktują siebie Hadrian i Royce, momentami wisielczy humor i bardzo dobre dialogi – płynne, brzmiące naturalnie i przekazujące dużo informacji. Mimo że znakomitą część wiedzy o bohaterach i świecie powieści autor przekazuje właśnie w dialogach, udało mu się zachować dyscyplinę, nie ulec pokusie uatrakcyjnienia ich ponad miarę i uniknąć pułapki przegadania. Bohaterowie odzywają się wtedy, gdy mają coś do powiedzenia, nie ględzą bez opamiętania i nie usiłują co chwilę błyszczeć dowcipem. Tak rozmawiają ludzie znający się od lat, szanujący wzajemnie swoje umiejętności, a jednocześnie pewni, że drobna złośliwostka od czasu do czasu nie będzie wykorzystana jako pretekst do spektakularnej obrazy i zerwania przyjaźni.
Podsumowując, jeśli ktoś ma ochotę na lekturę nowego cyklu fantasy, o wartkiej akcji, ciekawej intrydze, z dowcipnymi dialogami, którego autor nie tylko ceni zwięzłość wypowiedzi, ale i niekonwencjonalnie wykorzystuje znane, nie tylko w fantasy, schematy i chwyty fabularne, to „Królewska krew. Wieża elfów” jest książką dla niego. Ze względu na grę skojarzeń zastosowaną przez autora, korzystna wydaje się minimalna znajomość klasyki gatunku, niewątpliwie ułatwiająca wyłapywanie wszystkich nawiązań; nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by po książkę sięgnął również i młodszy czytelnik – seksu w książce jest jak na lekarstwo, autor unika także epatowania przemocą. Mam nadzieję, że wydawnictwo zdecyduje się na wydanie kontynuacji i jeśli tylko dopilnuje korekty (w drugim tomie zdecydowanie zawiodła), mam przeczucie, że kolejne książki cyklu będę czytać z prawdziwą przyjemnością.

Recenzja ukazała się 2011-10-18 na portalu katedra.nast.pl

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Lokatorka

Dobra,wciągająca historia z ciekawym zakończeniem. Podobał mi się styl pisania i forma narracji. Sporo skuch. Już myślisz, że wszystko wiesz,a tu kl...

zgłoś błąd zgłoś błąd