Literatura z refrenem – biografie muzyków, czyli od Mozarta przez Muńka aż do Cobaina

Marcin Waincetel
07.12.2019

Niemal od samego początku cywilizacji – a na pewno od czasów antycznych – literatura kojarzona była z muzyką. Odpowiedni rytm, słowa ułożone w wersy… oczywiście melodia – o tym mówił między innymi mityczny Linos, nauczyciel Orfeusza. Symbolem poezji była zaś lira. W prozie życia – jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało – zapisano najciekawsze utwory. Dowodem biografie muzyków.

Literatura z refrenem – biografie muzyków, czyli od Mozarta przez Muńka aż do Cobaina

Brzmienie nieśmiertelnej klasyki

Było ich trzech. W każdym z nich – inna krew. Haydn, Mozart oraz Beethoven – klasycy wiedeńscy – odznaczali się geniuszem. Pierwszy z nich urodził się w wielodzietnej rodzinie wiejskiego cieśli, co nie przeszkodziło mu w tym, aby jeszcze przed trzydziestką stać się nadwornym kompozytorem na dworze węgierskiej rodziny arystokratycznej. Jego ojciec był muzycznym samoukiem – można zatem domniemywać, że talent musiał być zapisany w genach. Nie powinno zatem dziwić, że zwolennicy frenologii odcięli głowę Haydna, aby zbadać, w której części mózgu znajduje się pierwiastek boskiego talentu.

Podobne eksperymenty mogłyby zresztą zostać przeprowadzone na Mozarcie, zwłaszcza że austriacki muzyk umiejętność gry na klawesynie opanował w wieku zaledwie 4 lat. Już rok później skomponował pierwszy utwór, aby jako nastolatek mieć ich na koncie ponad 100. Należał do wiedeńskiej loży masońskiej, do której chciał zresztą zapraszać nie tylko mężczyzn, ale również kobiety. Jego nietuzinkowa osobowość sprawiała, że część rozdziałów jego życia mogło przypominać legendy. Jak choćby to, że słynne Requiem skomponował z myślą o własnej śmierci. Sztuka przypomina przecież życie.

Wielkim perfekcjonistą był też Beethoven, który w akcie stworzenia potrafił zatracić się absolutnie i bez reszty. Komponował całymi godzinami – od świtu aż do zmierzchu, a potem na odwrót – aby zbliżyć się do ideału. Urodzony w niemieckim mieście Bonn utrzymywał się wyłącznie z komponowania, zarabiał, pracując na zamówienie, dzięki czemu mógł określać się mianem prawdziwie wolnego artysty. I to nawet bez względu na ograniczenia zdrowotne. Beethoven zaczął głuchnąć zanim skończył 30 lat. Gdy po kilkunastu latach choroby bezpowrotnie stracił zmysł… tworzył dalej. Posiadał bowiem słuch absolutny, dzięki któremu wszystkie dźwięki mógł zapisywać na wyobrażonej w głowie pięciolinii. Z czasem zaczęły zmieniać się formy artystycznego wyrazu.

Poezja wyśpiewana

Niedoceniany, a może raczej mało rozpoznawalny, którego nazwisko znaczyło jednak bardzo wiele. Jonasz Kofta, poeta, dramaturg, ale również malarz i piosenkarz, znalazł się swego czasu na specjalnej liście, na której umieszczono autorów pod szczególnym nadzorem peerelowskiej cenzury. A przecież swoje teksty – spisywane tanimi długopisami na zwiniętych w kieszeni karteluszkach – tworzył dla największych artystów epoki. Hanny Banaszak, Zdzisławy Sośnickiej, Maryli Rodowicz, Ireny Santor, Łucji Prus, Michała Bajora, Czesława Niemena, Jerzego Połomskiego… Indywidualista, który cenił niezależność, o czym dowiadujemy się z „Jego portretu. Opowieści o Jonaszu Kofcie”.

Innym wielkim był Wojciech Młynarski, „Mistrz. Absolutnie”, który dla kilku pokoleń polskiej inteligencji był kimś szczególnym. W tekstach nasączonych melancholią, ale również ironią, bezbłędną obserwacją świata, utrwalał się obraz zmieniającej się ojczyzny. I uniwersalnych uczuć. O emocjach – najczęściej, ale przecież nie tylko – patriotycznych swoje muzyczne opowieści snuł również Jacek Kaczmarski, który stał się ikoną walki i niezłomności, o czym dowiadujemy się „Mimochodem…”. A przecież trudno jest również zapomnieć o Grzegorzu Ciechowskim„Obcym. Astronomie”, znanym jako Obywatel G.C. Swoje muzyczne poezje tworzył dla Republiki, nowofalowej, przełomowej dla rodzimej sceny kapeli, ale też dla innych artystów, żeby wymienić tylko Lady Pank czy Justynę Steczkowską. Swego czasu otrzymał też specjalne wyróżnienie za „Wiedźmina” – album do filmu na podstawie opowiadania Andrzeja Sapkowskiego. Bo literatura łączy się przecież z muzyką.

Mówiono o nim/nich King…

Królewska popularność wiąże się z muzyką rozrywkową. A w tej wartości tkwi właśnie jedno ze źródeł rock and rolla. Ale nie tylko, czego dowiadujemy się z kart literackich spowiedzi. Choćby Muńka Staszczyka, który w rozmowie z Rafałem Księżykiem zdradza, że w piosenkach T.Love zawsze przemycano refleksję połączoną z autorskim przekazem. Szczery, otwarty, empatyczny, lecz także buntowniczy, niepokorny. W autobiografii zapisano obraz upadków i wzlotów, poszukiwania wiary – w siebie, w ludzi, w Boga – i ciągle zmieniającej się panoramy rodzimego przemysłu muzycznego.

Postacią z nieprawdopodobnie tragicznym rysem osobowości, która w sztuce zdawała się szukać odkupienia, wyzwolenia – ciszy i krzyku równocześnie – był Kurt Cobain. Nieodżałowany lider Nirvany potrafił – i chyba wciąż potrafi – natchnąć, ba, inspirować całe pokolenia. Nie tylko muzyków, aczkolwiek nie da się zaprzeczyć, że symbol grunge’owej muzyki wciąż zdaje się stanowić drogowskaz dla wielu artystów, którzy poszukują własnego głosu. „Wspominając Kurta Cobaina” to rewelacyjna biografia spisana piórem Danny’ego Goldberga, która ukazuje się w 25. rocznicę tragicznej śmierci amerykańskiego wokalisty. Nieśmiertelnej ikony.

Nie wszystko da się wyrazić słowami, tak jak nie wszystkie historie można opowiedzieć od razu. „Queen. Nieznana historia” to dobry przykład na potwierdzenie myśli. Bo przecież Freddie Mercury – wielokrotnie wyróżniony tytułem jednego z najlepszych wokalistów w dziejach muzyki popularnej – prywatnie nieśmiały, wręcz skryty, co często przyznawał, na scenie zamieniał się w prawdziwego demona energii. Charyzmatyczny, tajemniczy. Niejednoznaczny, o czym dowiadujemy się z zapisków autorstwa Petera Hince’a, który w latach 70. i 80. był szefem ekipy technicznej „Queen”. A przecież za kulisami dzieje się czasami najwięcej…

Dźwięki ulicy

Lecz prawdziwie piękne melodie zapisane są również w codzienności. Na ulicy. W rzeczywistości, która bywa niewdzięczna, wulgarna. Udowadnia to „Brzydki, zły i szczery”, czyli Adam Ostrowski, znany jako O.S.T.R. Ikonie polskiego rapu wróżono, że zostanie skrzypkiem, ale charakterny mieszkaniec Łodzi wolał spróbować się w sztuce wyrazistych rymów wyjętych z kart tego, co znamy. Autobiograficzna opowieść zaczyna się zresztą w mieszkaniu na trzecim piętrze bałuckiego wieżowca, w którym powstały pierwsze hip-hopowe kawałki Ostrowskiego. Utożsamiany z konkretnym miejscem i konkretnymi czasami.

Głosem pokolenia jest też Miuosh, właściwie Miłosz Paweł Borycki, raper i producent, osobowość muzyczna, który w swoich artystycznych projektach miksuje pojęcie lokalnego patriotyzmu, uniwersalne emocje i nowoczesne aranżacje z różnych gatunków. Wyznanie Miuosha znajdziemy na „Wszystkich ulicach bogów”, czyli w rozmowie z Arkadiuszem Gruszczyńskim, w której raper odmalowuje sugestywny obraz Śląska, małej ojczyzny, gdzie nowe łączy się ze starym, tradycja z awangardą, a muzyka z literaturą. W całości zapisano też felietony i nigdy dotąd niepublikowane wcześniej teksty utworów.

Literatura z refrenem

Podobno najbardziej lubimy historie, które już znamy. W biografiach muzyków można odszukać prawdy oczywiste, ale też prawdy nieznane. Bo sztuka artystów to nierzadko esencja ich życia. Katharsis. Cel poszukiwań. Więzienie i ucieczka. Czy będą to wiedeńscy klasycy, ikony rocka, współcześni bardowie, awangardowi twórcy, raperzy… W prozie życia – jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało – zapisano najciekawsze utwory. Dowodem biografie muzyków.


komentarze [9]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

341
3
05.12.2019 10:38

Zapraszam do dyskusji.


2703
569
07.12.2019 16:40

Ciekawy tekst. Bardzo lubię czytać biografie kompozytorów, muzyków, jak i malarzy. Najczęściej są to biografie zanurzone w epoce danych osób i często pozwalają zrozumieć tło ich twórczości. Przypomniałabym jeszcze
 Komeda. Osobiste życie jazzu Komeda. Osobiste życie jazzu  Ja, Urbanator. Awantury muzyka jazzowego

więcej

1858
1232
09.12.2019 06:51

Jest też biografia Armstronga oraz Arethy Franklin. A autobiografia, którą pokazujesz, jest ciekawa./Czytałam.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

341
96
08.12.2019 18:07

Wymienioną w tekście "biografię" Cobaina traktuję jako zwykły skok na kasę. Serio, można zawrzeć życie jednego z najwybitniejszych muzyków lat 90. (a może i w ogóle), postaci tak skomplikowanej psychologicznie, że wymykała się wszelkim schematom, na 320 stronach?? Danny Goldberg jest albo genialnym biografem, albo zwykłym blagierem - optuję za tym drugim. Zastanawia mnie...

więcej

2703
569
08.12.2019 23:26

Mnie też. Ciekawe, że nie ma przykładów biografii z muzyki klasycznej,czy jazzu.


341
3
09.12.2019 21:27

PedroP, sztuka to, rzecz jasna, niełatwa (co by zawrzeć artystyczne bio na kilkuset stronach), natomiast autor "Wspominając Kurta Cobaina. Biografia lidera Nirvany" nie rości sobie praw do tego, aby przedstawić wszystko o wszystkim. Rzeczowo określa kontekst, przybliża postać, stara się analizować, ale nie osądzać.

Co do jazzu i nowości - tekst jest przefiltrowany przez...

więcej

2703
569
09.12.2019 21:39

Dziękuję. Właśnie mi tego zabrakło, że to jest subiektywny wybór, według własnych upodobań. Każdy z nas słucha innej muzyki i będzie ciągną w swoją stronę, ale to nie jest krytyka czyiś upodobań muzycznych.


341
96
09.12.2019 22:31

@ Marcin

Po prostu brakuje dobrej biografii Cobaina, i w sumie nie wiem z czego to wynika (na pewno Courtney Love jest w posiadaniu materiałów, które rzuciłyby więcej światła na Kurta i jego życie). Jedyne, co pamiętam w miarę znośnego (choć bardziej o samej Nirvanie), to książka Azerrada "Bądź jaki bądź", niezbyt obszerna, ale zawierająca sporo mniej znanych faktów z...

więcej

2703
569
10.12.2019 17:44

Dziękuję, chyba ją widziałam w taniej księgarni i się zastanawiałam, czy warto kupić.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

zgłoś błąd