Reklama

„Strażnicy” naszych czasów – serialowa wersja komiksowej legendy

Marcin Waincetel
26.10.2019

Zamaskowani mściciele. Obrońcy sprawiedliwości. Potężni nadludzie, mutanci wykluczeni ze społeczeństwa… i zwykli, choć w zasadzie niezwykli, śmiertelnicy. Istota superbohaterstwa definiowana jest na najróżniejsze sposoby. Jednak to, co swego czasu zrobiono w komiksowych „Strażnikach”, a teraz ponownie podjęto za sprawą serialu HBO, wykracza poza jakikolwiek schemat.

Starzy superbohaterowie i nowe wzory

Alan Moore, autor kultowego komiksu, wykazał się nieprawdopodobną znajomością kulturowego kanonu superherosów, dzięki czemu mógł sobie pozwolić na twórczą reinterpretację dobrze utrwalonych archetypów. Bo „Strażnicy” są dziełem, w którym ukazano nie tylko ludzki pierwiastek bohaterów – trawionych namiętnościami, żądzami, pragnieniem osiągnięcia wiedzy oraz władzy – ale w sugestywny sposób zatarto granicę pomiędzy dobrem a złem. Szare odcienie moralności zapisano zaś na wyjątkowo malowniczym tle. Politycznej i obyczajowej transformacji.

Słynny scenarzysta urzeczywistnił bowiem alternatywną wizję świata, w której grupa zamaskowanych herosów prowadzi aktywną walkę nie tylko z przestępczością w skali mikro, ale również makro, żeby wspomnieć tylko o zaangażowaniu w czasie konfliktu w Wietnamie. Wojny widzianej z punktu widzenia ofiar i oprawców. Uczestnikiem tych krwawych wydarzeń był Komediant, wyjątkowo krewki żołnierz – jeden ze „Strażników” – który w swoich misjach wielokrotnie przekraczał granicę prawa i moralnych zasad. Jego historia ukazywana jest głównie w retrospekcjach, choć poznajemy go także jako emerytowanego weterana. Z bliznami na ciele, a przede wszystkim duszy.

Generacyjne przemiany stanowią zresztą trzon komiksowej historii, co w fascynujący sposób utrwalił Gibbons. Brytyjski rysownik ukazał różne pokolenia bohaterów – na początku lat 40. XX wieku, gdy w rolę stróża prawa i obrońcy ludzkości wcielał się nie tylko Komediant, ale też Jedwabna Zjawa, Nocny Puchacz czy Zakapturzona Sprawiedliwość, a także kilka dekad później, gdy działania superbohaterów zostały oficjalnie zdelegalizowane. Bo rządzący – nie zawsze przecież prawi, nie zawsze też sprawiedliwi – postawili pytanie: „Who watches the watchmen?”. Kto (albo inaczej – czy ktokolwiek) tak naprawdę pilnuje tych, którzy pilnują?

Moore i Gibbons sprawili, że dawni herosi musieli zmierzyć się z osobistymi traumami, na nowo zredefiniować ideały, zwłaszcza że świat w latach 80. – gdy dostrzegalne było zimnowojenne zagrożenie – zmienił się w nieprawdopodobny sposób. A na scenie pojawiał się doktor Manhattan, wybitny naukowiec, który w wyniku wypadku był w stanie dowolnie manipulować masą i energią. Nazywany żywą bronią nie był jednak wcale głównym zagrożeniem. Bo ktoś zdecydował rozpocząć polowanie na dawnych „Strażników”.

Brawurowa wizja – eksperymentalna kontynuacja

Reklama

Co dzieje się z nowym pokoleniem superbohaterów? A właściwie – czy potężni stróżowie są jeszcze potrzebni do tego, aby porządkować ziemski chaos? Idea, która stoi za istnieniem komiksowych „Strażników”, jest wciąż żywa. I niezwykle inspirująca, czego dowodem jest serial HBO. Najważniejszą osobą w tym artystycznym projekcie jest Damon Lindelof – scenarzysta hitu „Zagubieni” – który z szacunkiem odnosi się do pierwowzoru Moore’a oraz Gibbonsa, ale nie boi się też dopisywać zupełnie nowych rozdziałów historii.

W serialu – rozgrywającym się we współczesnych nam czasach – nie ma już miejsca dla bohaterów, którzy mogliby wcielać się w obrońców, sędziów, a niekiedy nawet katów. Wymierzanie sprawiedliwości stanowi domenę oficerów policji. Odpowiednio wyszkolonych stróżów, których tożsamość jest jednak ukryta za maskami. Środki szczególnej ostrożności są potrzebne, bo i czasy wydają się ekstremalnie trudne. Rasowa nienawiść to jeden z wirusów trawiących nowoczesną cywilizację.

Naszą przewodniczką po serialowej rzeczywistości jest Angela Abar, była policjantka, która postanowiła, że opieką roztoczy przede wszystkim swoich najbliższych. Najwyższą wartość w jej moralnym kodeksie stanowi rodzina. Poczucie wewnętrznej sprawiedliwości w dalszym ciągu determinuje życie kobiety, która – będąc zamaskowaną mścicielką znaną jako Siostra Noc – współpracuje z organami ścigania. Detektywistyczne śledztwo, którego podejmuje się Abar, wiąże się z zabójstwem komendanta policji, prywatnie również bliskiego przyjaciela bohaterki. Krwawe ślady prowadzą ją do grupy białych suprematystów, którzy z inspiracji zmarłym przed laty Rorschachem – jednym z najważniejszych bohaterów komiksowych „Strażników” – zakładają maski, aby bezkarnie polować na zwykłych funkcjonariuszy.

Świat pogrążony w kryzysie, w którym dawne wartości przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Tajemnicza intryga rozpisana przez Lindelofa jest naprawdę prowokująca. Bo serialowi „Strażnicy” to diagnoza społecznych lęków i fobii, z której wynika, że zwykli ludzie boją się nie tylko przestępców. Bojaźń przemieszana z respektem wyzwala się w konfrontacji z organami ścigania. A zamaskowanych herosów – niekiedy przypominających sadystów działających w imieniu rzekomej sprawiedliwości – nie brakuje. Posępna, mroczna, niejednoznaczna wizja wzbudza zainteresowanie z kilku powodów. Nie tylko z uwagi na hipnotyczną muzykę Trenta Reznora. Nie tylko z powodu Jeremy’ego Ironsa i Dona Johnsona w obsadzie. Również z uwagi na formę. I treść.

Zmodyfikowany kanon? „Strażnicy” są nieśmiertelni

Lindelof jest oddanym fanem „Strażników” Moore’a i Gibbonsa. Amerykański producent mówi o tym zupełnie otwarcie, mając świadomość, jak trudnym materiałem do zaadaptowania jest komiksowy pierwowzór. Przed dziesięcioma laty w brawurowym stylu dokonał tego jednak Zack Snyder, któremu udało się przenieść ducha powieści graficznej. Serial HBO jest natomiast czymś zupełnie innym. Bardziej nowatorskim. A przy okazji ryzykownym. Kontynuacją osadzoną w tym samym świecie, co komiks, który dla Lindelofa jest absolutnym kanonem.

Aby w pełni docenić klasę telewizyjnego widowiska, warto znać wymowę komiksowego dzieła. Jego zrozumienie daje bowiem pełniejszy obraz fikcyjnego świata. Nowi „Strażnicy” bronią się jednak jako w pełni autonomiczna opowieść, w której dawni herosi muszą na nowo odnaleźć w sobie poczucie odpowiedzialności. Sekrety zapisane w przerażających zbrodniach, w politycznych spiskach, uniwersalnych namiętnościach i osobliwej filozofii – spisanej przez szaleńca lub geniusza imieniem Ozymandiasz. Serialowa wizja zarejestrowana w dziewięciu epizodach stanowi dowód na to, że „Strażnicy” są nieśmiertelni. Choć przez lata ulegli zadziwiającej transformacji, która wykracza poza jakikolwiek schemat mówiący nam o współczesnych superherosach.

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

339
3
25.10.2019 11:08

Zapraszam do dyskusji.


1312
24
28.10.2019 08:56

Po pierwszym odcinku jest bardzo dobrze, jestem zaintrygowana i chcę oglądać dalej, bo widzę, że ten świat ma dużo do zaoferowania.


184
149
28.10.2019 13:49

Politpoprawna kupa - do filmu z 2009 r. nawet się nie umywa.


zgłoś błąd