Literatura serialowa – „Mroczne materie”

Marcin Waincetel
23.11.2019

Mówi się, że wyobraźnia nie zna granic. Ani terytorialnych, ani gatunkowych. W encyklopedii krain fantasy znajdziemy zresztą miejsca, które są naprawdę egzotyczne. Ale co to właściwie znaczy? Odpowiedzi zapisano w serialu „Mroczne materie”. I trzeba powiedzieć jasno, że HBO przywróciło blask literaturze Philipa Pullmana.

Rzeczywistość, jakiej (nie)znamy

Nawet najbardziej dziwaczna idea może zyskać realny wymiar. Choćby wieloświat. Superwszechświat, w którym nie ma jednej do końca określonej rzeczywistości. Istnieją bowiem warianty. Alternatywy. Naukowe rozważania, które swego czasu podjął Philip Pullman, są interesujące już w samych założeniach. A jeśli dopowiemy, że „Mroczne materie” stanowią szczególną baśń, w której fizyka kwantowa łączy się z teologią, a zwierzęta stanowią rodzaj duchowych przewodników… ciekawe, prawda? Bo magia splata się niekiedy z nauką, co utrwalono na filmowej taśmie. Serial reżyserowany przez Toma Hoopera, laureata Oscara za „Jak zostać królem”, jest niemalże barokowy, jeśli chodzi o formę realizacji. I bogaty w symbole, gdy mówimy o treści, która nareszcie odnosi się do literatury Pullmana.

Religia i wiedza, czyli prawa „Mrocznych materii”

Reklama

Brytyjski twórca wydaje się zresztą usatysfakcjonowany telewizyjną wersją swojej historii. Nic zresztą dziwnego, wszak Jack Thorne, scenarzysta serialu, autor sztuki „Harry Potter i Przeklęte Dziecko”, konsultował się z Pullmanem w sprawie najważniejszych założeń „Mrocznych materii”. Świat Lyry – głównej bohaterki opowieści, charakternej, acz wrażliwej nastolatki – umocowany jest bowiem na ścisłych i skomplikowanych założeniach. Prawo ustanawiają przedstawiciele Magisterium – religijnej, właściwie fanatycznej organizacji, której celem jest jednak nie konkretne wyzwanie, sfera sacrum, a władza. Nad duszami śmiertelnych. A chyba nie ma trudniejszego zadania.

Zdają się o tym przekonywać właśnie twórcy serialu, którzy w doskonały, bo subtelny sposób nakreślili kontury świata. Jesteśmy świadomi, że wszystko, co widzimy na początku – choćby Oksford, miasto będące centrum nauki – jest tylko jedną z płaszczyzn rzeczywistości. Wielbiciele prozy Pullmana mają wreszcie szansę, aby porównać literackie obrazy fantasy z wierną, choć nieco uwspółcześnioną wersją wieloświatów.

Lyra, czyli Arya

Przewodnikiem po „Mrocznych materiach” mógłby być – a w zasadzie powinien – Lord Asriel, w którego w serialu wciela się James McAvoy. Jednak nie podróżnik i ceniony odkrywca (prywatnie wuj Lyry), lecz właśnie dorastająca dziewczynka będzie odsłaniać sekrety zapisane w magicznych rzeczywistościach. Do zrozumienia tego fenomenu potrzebna jest wiedza na temat Pyłu, przedziwnej substancji, która wpływa na prawa rządzące światem kierowanym przez Magisterium.

I nie sposób uciec od porównań, w których to Lyra – błystkotliwa, empatyczna, osierocona dziewczynka – przypominać może Aryę Stark z „Gry o tron”. Jest w Dafne Keen nieprawdopodobna wręcz siła i hart ducha, jakiś rodzaj emocjonalnego magnesu, dzięki któremu chcemy towarzyszyć jej w drodze. Właściwa misja rozpoczyna się zaś w momencie, gdy znika jej najlepszy przyjaciel. Roger jest zaś ofiarą uprowadzoną przez porywaczy cygańskich dzieci. Bo serialowe widowisko mieni się bogactwem związanym także z etnicznością. Ludzki majestat przejawia się w różnych kulturach. I cywilizacyjnych formach.

Retronowoczesność – scenograficzne cuda

Reklama

Magiczna treść zapisana w trylogii Pullmana została zwizualizowana w arcyciekawy sposób. Miejsca, w których będziemy się znajdować, sprawiają wrażenie niezwykle wręcz wiarygodnych. Będą to zatem salonowe wnętrza z dziedzictwem kolonializmu, monumentalne przestrzenie zaanektowane przez Magisterium czy robotnicze dzielnice Londynu, albo polarne, dzikie piękno, do którego prowadzi nas złoty kompas, czyli Aletheiometr.

Wydaje się, że prawdziwa magia – bo nie sposób odmówić czarowności „Mrocznym materiom” – zawiera się między innymi w scenografii. Z jednej strony odtworzono historię, którą znamy z atlasów i kronik. Z drugiej zaś to tylko jedna z rzeczywistości… Wiktoriański styl zmieszano z elementami steampunku, czego świadectwem są chociażby modyfikowane sterowce. Modernizm łączy się zaś z technologią przyszłości. Zadziwiające, prawda? A przecież w tym świecie istnieją jeszcze duchy.

Zwierzęca magia ludzkiej duszy

Dajmony. Trudno o jednoznaczną definicję tego, czym są tak naprawdę. Stanowią manifestację duszy myślącej istoty. W harmonijny sposób wiążą się ze śmiertelnikami. Wyglądem przypominają zwierzęta – lisy, sowy, papugi, szczury, małpy – których ostateczny kształt utrwala się po osiągnięciu dojrzałości. Są towarzyszami w ziemskiej wędrówce każdego człowieka. I w tym elemencie zawiera się kolejna wartość serialu.

Bo wydawać by się mogło, że dajmony to jedynie dodatek. Efektowny, ujmujący – ach, po prostu słodki. Dajmony są jednak nierozerwalnie połączone z ludźmi, dzięki czemu zyskujemy informacje o tym, kim tak naprawdę są niektórzy bohaterowie. A najwięcej tajemnic często zapisano w postaciach kobiet. Udowadnia to Ruth Wilson, która wcielając się w enigmatyczną panią Coulter, potrafi pociągać za charakterologiczne sznurki. Kusi, wabi, manipuluje. I potrafi się troszczyć. Bo w „Mrocznych materiach” oddano moralne odcienie szarości. A przecież każdy, zwłaszcza w czasie wyprawy na daleką Północ, może się zmienić. Prawda?

Inny rodzaj baśni

Historia Lyry to dopiero początek. Pierwszy sezon nie będzie bowiem końcem. W przeciągu kilku najbliższych lat dostaniemy bowiem adaptacje „Delikatnego noża” i „Bursztynowej lunety”. Pullman wreszcie doczekał się wersji, która jest nie tylko wierna, ale zdaje się również wzbogacać źródłowy materiał. Bo światem dajmonów i ludzi rządzą nie do końca znane siły. Wszystko zapisane jest w symbolach.

Niektórzy pytają, czy „Mroczne materie” będą stanowić zastępstwo dla „Gry o tron”. Otóż nie. Bo i takie porównanie nie ma większego sensu. Nowy świat rządzi się swoimi prawami. Jest bardzo unikalny, a przy okazji bardzo różny od tego, co swego czasu opracował George R.R. Martin. W encyklopedii krain fantasy znajdziemy zresztą miejsca, które są naprawdę egzotyczne. „Mroczne materie” to inny rodzaj baśni, w których nauka łączy (bądź przeciwstawia) się z magią, piękno z niebezpieczeństwem, a ludzkie serca z sercami dajmonów. A to przecież dopiero początek podróży.

Reklama

komentarze [8]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

341
3
21.11.2019 14:40

Zapraszam do dyskusji.


31
31
23.11.2019 20:45

„Mroczne materie” czytałam jako nastolatka, i szczerze mówiąc podziałały na mnie jedynie jako "wypełniacz" wolnego czasu. Owszem, pomysł jest ciekawy. Ale czegoś brakuje. Czegoś co sprawi, że znajdę się w tym świecie. Czytając serię czułam się, jakbym oglądała wystawę sklepową przez szybę. Niby to co się za nią znajduje jest piękne. Wciąż jednak dzieli nas szyba.

Co...

więcej

1545
631
25.11.2019 16:26

Dla mnie "Mroczne materie" to jedna z ulubionych serii fantasy, która plasuję się w moim sercu zaraz obok Harrego Pottera i Opowieści z Narnii.

Zaczęłam dzisiaj oglądać serial, jestem po pierwszych trzech odcinkach i bardzo mi się podoba. Na pewno zapowiada się lepiej niż poprzednia ekranizacja. Dla mnie świat stworzony przez autora ma swój unikalny klimat, nie mogę się...

więcej

216
21
26.11.2019 00:38

Ja również jestem fanką "Mrocznych materii". (Pierwszy raz czytałam tę książkę jakieś 15 lat temu.To było 1 polskie wydanie i tylko to wydanie polecam!).
Oglądałam także film "Złoty kompas",który był wspaniałą ekranizacją pierwszej części serii pt."Zorza polarna"! Cudowna kreacja świata Pullmana i magii stworzyła piękną, niesamowitą baśniową atmosferę! Aktorzy dobrani...

więcej

1015
27
28.11.2019 00:32

Książka Pullmana jest bardzo mocno anty-religijna i anty-kościelna w wymowie. I zawsze przez to była kontrowersyjna. Co do "politycznej poprawności" - aż szkoda strzępić język na te bzdety. Ciekawe, że nie przeszkadza kolor włosów Lyry i pani Coulter, które miały bardzo charakterystyczną złotą barwę. Ale przecież to tylko włosy i jakie to ma znaczenie prawda?
Zapewne się...

więcej

216
21
28.11.2019 17:11

Masz prawo mieć swoje zdanie moja droga.
Film był świetny,a złoto włosa aktorka rewelacyjnie dobrana do swoich książkowych korzeni, a Nikol grała genialnie,ale to klasa sama w sobie.
Nie mam nic przeciwko równouprawnieniu, ale lubię "uwierzyć" w to co oglądam i dlatego gra aktorska jest dla Mnie ważna...
Gdybym chciała iść "zadziornym tokiem myślenia" zauważyłabym,iż Nikol...

więcej

Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

1015
27
28.11.2019 00:19

Czytałam Pullmana dwa razy, w obu przypadkach jako dorosła i jest to absolutnie fenomenalna seria. Natomiast serial niezbyt na razie przypadł mi do gustu, jakoś nie czuję tej zadziornej Lyry, bohaterka ma zupełnie inne cechy charakteru w ekranizacji.


1599
110
28.11.2019 15:52

dobrze, że powstał serial, przez książkę nie mogłam przebrnąć...


zgłoś błąd