Maska kłamstw

Okładka książki Maska kłamstw
James Luceno Wydawnictwo: Amber Seria: Star Wars: Gwiezdne wojny fantasy, science fiction
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Seria:
Star Wars: Gwiezdne wojny
Tytuł oryginału:
Cloak of Deception
Wydawnictwo:
Amber
Data wydania:
2002-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2002-01-01
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
8372459193
Tłumacz:
Katarzyna Laszkiewicz
Tagi:
Star Wars
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
5,9 / 10
533 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
216
212

Na półkach:

Próba pokazania nieco większej ilości politycznego tła w SW z czasów Mrocznego Widma. Całkiem udana, do tego miło było zobaczyć znowu Qui Gona.

Próba pokazania nieco większej ilości politycznego tła w SW z czasów Mrocznego Widma. Całkiem udana, do tego miło było zobaczyć znowu Qui Gona.

Pokaż mimo to

avatar
376
89

Na półkach:

Kolejny przeczytany przeze mnie wstęp do "Mrocznego Widma". Jest to też kolejna powieść Jamesa Luceno, w której więcej polityki niż akcji. Nie przeszkadzało mi to, a nawet przypadło do gustu.

Kolejny przeczytany przeze mnie wstęp do "Mrocznego Widma". Jest to też kolejna powieść Jamesa Luceno, w której więcej polityki niż akcji. Nie przeszkadzało mi to, a nawet przypadło do gustu.

Pokaż mimo to

avatar
186
58

Na półkach:

Polityka na pierwszym planie. Nużąca historia. Nie polecam

Polityka na pierwszym planie. Nużąca historia. Nie polecam

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
455
451

Na półkach:

Na ogromnym zasobie wiedzy, informacji, przepastnej i ciekawej tematyce, fantastycznego w swej fikcyjności Uniwersum Gwiezdnych Wojen, wychowuje się obecnie kolejne pokolenie entuzjastów i jego miłośników. 42 lata z kawałkiem, to czas nieustannej ewolucji Uniwersum - rozprzestrzeniania swej niebywałej galaktycznej magii poza obręb fikcji, wprost do realnego świata rozkochanych w przygodach, nietuzinkowej rozrywce, wyjątkowej baśniowej otoczce Jasnej i Ciemnej Stony Mocy, mieczy świetlnych, Jedi oraz Sithów, fanów. Tam ,,dawno, dawno temu w odległej Galaktyce” rozbrzmiewa historia, która nigdy się nie skończy, nie zestarzeje; która w środowisku kultury popularnej wyrosła do statusu bóstwa, wręcz do pozycji czegoś na miarę ,,kamienia milowego” czy ,,świętego Graala”, którymi Gwiezdne Wojny musiały się stać.

Do globalnego jestestwa kultury masowej Gwiezdne Wojny wniosły gigantyczny, nie dający się dokładnie ocenić, wycenić, ani okupić żadnym złotem wkład, a narzekania rozgoryczonych członków tzw. fandomu, przy znaczącym współuczestnictwie tego Uniwersum w tworzeniu dziedzictwa kultury popularnej, po prostu bledną. Ów wkład z perspektywy czasu był i jest swego rodzaju dominantą. Zagoszczenie na ekranach kin sagi filmowej Star Wars w latach 1977-1983 wywołało pewne ruchy i drobne, rozciągające się do dziś rewolucje – w wielu gałęziach literatury, kina, małoekranowych produkcji i świata filmowych gadżetów i zabawek.

Nic nie jest idealne, tym bardziej coś, co jest ,,fikcyjne” – co stworzył, i robi to nieustannie człowiek, jako chaotycznie trwający w swym życiu i postanowieniach, obsesyjnie podążający za tym co ciekawe, a odchylający się od tego co bije odrazą, strachem i lękiem świadomy, rozumny byt. Po zrealizowaniu jednej z najpiękniejszych filmowych trylogii w dziejach: trylogii Epizodów kinowych Star Wars, od IV – VI, zwaną popularnie Klasyczną Trylogią, wydawało się, że twórca Gwiezdnych Wojen, skromny, zarażający pozytywnie swym podejściem do zawodu scenarzysty i reżysera, traktowany w środowisku entuzjastów galaktycznych wojaży, jako półbóg, czy zesłany na Ziemię do misji stworzenia nowego wymiaru rozrywki Tytan, George Lucas, będzie ofiarowywał całemu światu same cudowne, pozbawione większych wad, spójne, zapadające na zawsze w pamięć Gwiezdne Wojny. Że nic złego się nie może wydarzyć; że te starwarsowskie filmy, książki, komiksy będą - po 1983 roku - wychodziły zawsze, gdzie w tym przypadku dla najważniejszych filmów nie oczekuje się dłuższej niż 2 – 3 lata przerwy w ich kontynuacji tudzież dalszej realizacji. Jednak nikt nie spodziewał się, że będzie inaczej. Nikt, filmowi krytycy, popkulturowi maniacy, analitycy rynku kinowego, ktokolwiek, nie domyśliłby się, że świat, globalny byt kultury popularnej, czeka 16-letnia przerwa z Gwiezdnymi Wojnami. Dopiero, bo sama Moc w końcu musiała to wywołać, gdy nastał specyficzny 1999 rok – okres na rozstaju starego a przywitaniu nowego tysiąclecia, wtenczas, 19 maja miała miejsce premiera Epizodu I – "Mrocznego Widma". Film w Chronologii wydarzeń na osi czasu Uniwersum Star Wars, rozpoczynał tzw. Kinową Trylogię Prequeli, wtłaczając tym samym do serca Galaktyki ciąg rozmaitych historii, masę informacji, wątków, postaci itp. – czyli wszystko to, co rozgrywało się we Wszechświecie Gwiezdnych Wojen na około 32 lata przed wydarzeniami z kinowego Epizodu IV – "Nowej Nadziei", gdzie nieustraszony Luke Skywalker poznaje Obi-Wana, styka się pierwszy raz Lordem Vaderem, spotyka przyjaciół Hana, Chewiego, Leię oraz droidy R2D2 i C3PO i wiele innych cennych mu postaci; gdzie w końcu wkracza na ścieżkę Jasnej Strony Mocy - na ścieżkę bycia Jedi. Widz oczekiwał więc, że gwiezdnowojenne Prequele odpowiedzą na jedne z najważniejszych dla tego Uniwersum pytań, związanych przede wszystkim z: prawdziwą tożsamością Dartha Vadera, powstaniem Imperium, z którym, co logiczne, wiązały się koniecznie zawiłe i dramatyczne przemiany, zaognione zapewne przez rozległe wielo-systemowe i światowe konflikty, przyczyniające się do rozpadu jakiegoś wcześniejszego statecznego systemu władzy i istnienia politycznej tożsamości w Galaktyce, na korzyść później powstałego Imperium i władającego nim Imperatora. I owszem widz to dostał, lecz jako bardzo rozciągnięte, nierówne widowisko, przyprawione o mało atrakcyjną relację głównych postaci i zbytni romantyzm, wyzierający z kłębiącego się uczucia pomiędzy przyszłym Darthem Vaderem a Padme Amidalą, która urodzi mu Luke’a i Leię, przyszłych bohaterów Rebelii i odrodzenia się Republiki w tkance Mocy Galaktyki.

Co by nie było – jak zwykliśmy w wielu sytuacjach mówić – Kinowe Prequele z potężnej w swym zasięgu i rozmiarze Sagi "Star Wars" były konieczne, aby powstać. Gdyby nie to, w jakiej formie w eterze popkultury się one pojawiły, czy jak zareagował na nie świat miłośników tego Uniwersum, współcześnie odbiór Sagi filmowej Star Wars, i wszystkich jej odnóg tematycznych – literatura, komiksy, seriale, animacje – od niej odchodzących - nie wybrzmiałby tak wspaniale, z takim rozmachem, z tą fascynacją, umiłowaniem, i przez niektórych odbiorców franczyzy niezrozumieniem bądź odrazą, jak to widzimy obecnie. Nie wszyscy dość intensywnie zanurzeni w galaktycznych zamętach Sagi miłośnicy, rozumieją Kinową Trylogię Prequeli. Mimo gigantycznego szacunku do tych trzech filmów, i ja mam problem z całkowitą akceptacją tego, co one we wszystkich płaszczyznach, czy aspektach same sobą wyłaniają. Szczególnie cięższy z tejże trylogii w przyswojeniu - w kontekście do całej historii dziewięcioepizodowej Sagi Skywalkerów – jest Epizod I, "Mroczne Widmo". Pośród odmętów tego filmu pojawiła się pewna powieść, która wcale się nie musiała pojawić, aby wyjaśnić ,,upolitycznienie" tego widowiska.

Aby dać sobie kolejną szansę na jeszcze dokładniejsze zrozumienie specyfiki filmowego Epizodu I z ponadczasowej Sagi Star Wars, na którego do dziś ,,wylewa się pomyje”, postanowiłem wspomóc się beletrystyką gwiezdnowojennego dziedzictwa, a mianowicie powieścią z Kanonu "Legend" Star Wars: "Maską Kłamstw", autorstwa Jamesa Luceno. Książka przedstawia wydarzenia osadzone, prawie że na przededniu startu biegu fabuły Epizodu I – filmu cennego, ale pierwszego w historii tego Uniwersum, który w pewien sposób podzielił środowisko entuzjastów Gwiezdnych Wojen. W powieści przeważa duch polityczny, chyba aż za nadto. Na całej rozpiętości pozycji, uśredniając, nie dochodzi do zwiększenia tempa akcji na tyle, aby być w pełni usatysfakcjonowanym z jej przebiegu. Panuje tu dziwna przesunięta ku ,,polityce w polityce” atmosfera, gdzie wiele rzeczy – wątki, decyzje postaci, pojawienie się walecznych Jedi – rozgrywa się na boku, zamiast być czymś dominującym. Bo przecież kreacja Palpatine’a, jako odważnego polityka, próbującego dostać się na szczyt piramidy powiązań i wpływów władzy całej Galaktyki, była dla Jamesa Luceno o wiele ważniejsza niż stworzenie, dzięki obecności samego Qui-Gon Jinna, Obi-Wana, wielu innych Jedi, oraz Federacji Handlowej i syndykatów zbrodniczych, stabilnej porywającej historii, od której nie będzie można oderwać wzroku.

Szwindel, korupcja, chaos, nikczemność władz i ich brudne gry. Tak niepewny status Republiki Galaktycznej, to jakby nie patrzeć kreacja, która Jamesowi Luceno wyszła w dość przystępnym, satysfakcjonującym stylu. Jednak to by było na tyle spośród plusów i walorów powieści. Tytuł pozostawił ogromny niedosyt; praktycznie rzecz biorąc "Maska kłamstw" rozwinęła głównie zagadnienie tego, jaką osobowością, z jakimi celami, odznaczał się Senator Palpatine, który w przyszłości pogrąży Galaktykę w swej własnej apodyktycznej utopii, gdzie miałaby dominować Ciemna Strona Mocy i strach przed potęgi Imperium. O dziwo, powieści tej równie dobrze mogłoby nie być. Czytelnik i fan Uniwersum na pewno nie uroniłby łzy, wyobrażając sobie galaktyczny kosmos bez tej książki właśnie. Pan Luceno mocno przesadził, nagiął wolę i cierpliwość entuzjastów franczyzy Star Wars do akceptowalnych granic. Nawet Rada Jedi, z niesamowitym potężnym w Mocy, mistrzem Yodą - poznając jej cały skład, dowiadując się, że istniała pośród jej członków żeńska przedstawicielka rasy do której należał Yoda, i jej sylwetka została intrygująco tu rozpisana - zachowywała się koszmarnie biernie. Poziom akcji powieści, na całe szczęście, uratowali poniekąd Obi-Wan w roli padawana oraz jego mistrz Qui-Gon Jinn, czy samo pojawienie się młodego, stawiającego pierwsze kroki w polityce, ale dla Republiki, Wilhuffa Tarkina. Zamach na aktualnego kanclerza Senatu Galaktycznego, Finisa Valoruma był przewidywalny, jednak zrobiono wokół tego zbyt dużo niepotrzebnej szopki, jakby miała to być jedyna ,,solidna” doza motywującej fabułę do rozruchu akcji.

"Maska kłamstw" Jamesa Luceno, jest niczym głęboki sen, który przez ponad 250 stron przeciąga się i przeciąga, mimo usilnych starań czytelnika, aby się z niego wydostać. Przesadność w opisywaniu fizyczności statków kosmicznych, okrętów i innych elementów środowiska akcji, którą w niniejszej beletrystyce doświadczyliśmy, niestety, na ten sposób narracji, elementy fabuły i atmosferę z niej wynikającej, nie zadziałała ona w należyty sposób. Intensywna kreacja przestrzeni miejskiej, środowiska planet, wyglądu postaci wzmogły wrażenie stateczności i jałowości upolitycznienia, które bez niektórych, drobnych elementów było w publikacji Luceno, cóż... całą powieścią. "Maska kłamstw" to prawdziwa krwawica, to najsmętniejsza, najgorsza powieść, jeśli miałbym już wybierać, z całego Nowego i Starego Kanonu Star Wars, jaką przeczytałem do tej pory. Tytuł doświadczajcie na własną odpowiedzialność, moi drodzy, traktujcie jego konstrukt jako ciekawostkę, a nie coś dla Gwiezdnych Wojen istotnego.

Na ogromnym zasobie wiedzy, informacji, przepastnej i ciekawej tematyce, fantastycznego w swej fikcyjności Uniwersum Gwiezdnych Wojen, wychowuje się obecnie kolejne pokolenie entuzjastów i jego miłośników. 42 lata z kawałkiem, to czas nieustannej ewolucji Uniwersum - rozprzestrzeniania swej niebywałej galaktycznej magii poza obręb fikcji, wprost do realnego świata...

więcej Pokaż mimo to

avatar
365
116

Na półkach:

Czytałem lepsze tego autora. Dobre wprowadzenie do Mrocznego Widma.

Czytałem lepsze tego autora. Dobre wprowadzenie do Mrocznego Widma.

Pokaż mimo to

avatar
369
342

Na półkach:

Jedna z pierwszych Gwiezdno Wojennych książek jakie dopadłem w swoje ręce. Od razu powiem szczerze, że nie przepadam za Luceno i jego stylem pisania (jak dla mnie zbyt rozwlekły, nudny i pełen zbędnych przemyśleń). Przy czym muszę obiektywnie ocenić, że Luceno idealnie łączy wszystkie fakty z książek napisanych przez innych autorów Star Wars :)
"Maskę kłamstw" czyta się przyjemnie. 7/10.

Jedna z pierwszych Gwiezdno Wojennych książek jakie dopadłem w swoje ręce. Od razu powiem szczerze, że nie przepadam za Luceno i jego stylem pisania (jak dla mnie zbyt rozwlekły, nudny i pełen zbędnych przemyśleń). Przy czym muszę obiektywnie ocenić, że Luceno idealnie łączy wszystkie fakty z książek napisanych przez innych autorów Star Wars :)
"Maskę kłamstw" czyta się...

więcej Pokaż mimo to

avatar
130
51

Na półkach: ,

Oceniam jako dobrą, bo intrygi, które tutaj się przeplatają są na tyle nie-porywające, że przysypiałam, pomimo mojej całej radości z relacji Obi-Wana i Qui-Gon'a, która zdecydowanie ratowała fabułę, gdyż to,c o tyczyło senatora Valoruma było doprawdy poprowadzone w taki sposób, że nie było cienia szansy na zainteresowanie czytelnika, ale generalnie polecam, bo są momenty, który przyciągały, ale zdecydowanie brakowało mi pojedynków, w których moc ukazana byłaby należycie. Może oczekuję czegoś, co dostałam w trylogii Bane'a?

Oceniam jako dobrą, bo intrygi, które tutaj się przeplatają są na tyle nie-porywające, że przysypiałam, pomimo mojej całej radości z relacji Obi-Wana i Qui-Gon'a, która zdecydowanie ratowała fabułę, gdyż to,c o tyczyło senatora Valoruma było doprawdy poprowadzone w taki sposób, że nie było cienia szansy na zainteresowanie czytelnika, ale generalnie polecam, bo są momenty,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
22
5

Na półkach:

Chwilami ciekawa, a chwilami nudna. Zwłaszcza gdzieś tak w środku fabuły, ale to u Luceno często się zdarza. Plus za Qui- Gona. Ogólnie oceniam książkę jako średnią. W universum Star Wars są dużo lepsze.

Chwilami ciekawa, a chwilami nudna. Zwłaszcza gdzieś tak w środku fabuły, ale to u Luceno często się zdarza. Plus za Qui- Gona. Ogólnie oceniam książkę jako średnią. W universum Star Wars są dużo lepsze.

Pokaż mimo to

avatar
424
348

Na półkach:

http://ksiazkiilubczasopisma.blogspot.com/2014/11/wstep-do-upadku.html

Powieść Jamesa Luceno jest niejako wprowadzeniem do wydarzeń znanych z filmu "Mroczne Widmo", poszerza wątek polityczny oraz dostarcza sporo akcji. Kto oglądał film wie, że powodem do ogromnych zmian w gwiezdnowojennej galaktyce staje się z pozoru błahostka w postaci blokady planety Naboo przez protestującą przeciw opodatkowaniu szlaków handlowych Federację Handlową. Wszystko to co doprowadziło do opodatkowania szlaków handlowych jest osią "Maski kłamstw".

Dla kogo?
Myślę, że raczej dla fanów ceniących rozbudowane intrygi polityczne oraz zwroty akcji. Początkujący czytelnik z racji ogromu nawiązań może czuć się nieco zagubiony. Same nawiązania do "Mrocznego Widma" będące jego podbudową, budujące ważny kontekst dzięki, któremu film nabiera nieco innego zabarwienia, warte są przeczytania.

http://ksiazkiilubczasopisma.blogspot.com/2014/11/wstep-do-upadku.html

Powieść Jamesa Luceno jest niejako wprowadzeniem do wydarzeń znanych z filmu "Mroczne Widmo", poszerza wątek polityczny oraz dostarcza sporo akcji. Kto oglądał film wie, że powodem do ogromnych zmian w gwiezdnowojennej galaktyce staje się z pozoru błahostka w postaci blokady planety Naboo przez...

więcej Pokaż mimo to

avatar
319
114

Na półkach: ,

Kolejna książka ze świata Star Wars trafia do mojej kolekcji, tym razem opowieść ze schyłkowego czasu Starej Republiki. Akcja dzieje się kiedy Federacja Handlowa na skutek ataków Frontu Mgławicy jest zmuszono zwiększenia sił obronnych Federacji. Wszystko to okazuje się jednak wielkim spiskiem Dartha Sidiusa który wymierza wszystkie swoje intrygi w republikę i w obecnego kanclerza Valoruma, chcąc osłabić jego wpływy. Cóż mam żec o książce, czytadło, dało się czytać fakt, historia taka sobie ani fajna ani nie aż tak nudna żeby chciało się ją wywalić do kosza. Da się czytać, ale daleko do wybitności. Kolejna książka lądująca na półce jako przeciętniak. Pozdrawiam
Z Panem Bogiem

Kolejna książka ze świata Star Wars trafia do mojej kolekcji, tym razem opowieść ze schyłkowego czasu Starej Republiki. Akcja dzieje się kiedy Federacja Handlowa na skutek ataków Frontu Mgławicy jest zmuszono zwiększenia sił obronnych Federacji. Wszystko to okazuje się jednak wielkim spiskiem Dartha Sidiusa który wymierza wszystkie swoje intrygi w republikę i w obecnego...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
James Luceno Maska kłamstw Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd