Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania

Okładka książki Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania autorstwa Alberto Castoldi
Okładka książki Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania autorstwa Alberto Castoldi
Alberto Castoldi Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria publicystyka literacka, eseje
174 str. 2 godz. 54 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Bibliofollia
Data wydania:
2024-02-06
Data 1. wyd. pol.:
2024-02-06
Liczba stron:
174
Czas czytania
2 godz. 54 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383250731
Tłumacz:
Joanna Ugniewska
Od stuleci ludzi łączy z książkami silna miłosna więź – filia. Ci, którzy jej ulegli, kochają wszystkie książki, również te zaginione, nienarodzone, a nawet fikcyjne. Chronią się przed światem w zaciszu bibliotek, własnych, pieczołowicie kompletowanych, ale i tych mitycznych, utraconych i wyobrażonych. Schronienie czasem zmienia się jednak w pułapkę, labirynt, w którego wnętrzu kryje się szaleństwo – follia. Ludzie dotknięci tym szaleństwem niczym zazdrośni kochankowie chcą posiadać upragnione księgi na własność, i aby to osiągnąć, skłonni są popełnić najgorsze zbrodnie.

Alberto Castoldi odnotowuje objawy tego miłosnego obłędu, opisane przez tych, którzy sami się z nim zmagali: Flauberta, Eco, Calvino, Borgesa, Canettiego, Balzaca czy Musila. Przygląda się tym, którzy książki chronią i darzą kultem. I tym, którzy je palą, fałszują i pożerają. Nam wszystkim, dla których są chlebem, zwierciadłem i światem.
Średnia ocen
6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania



1565 451

Oceny książki Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania

Średnia ocen
6,9 / 10
59 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania

avatar
88
86

Na półkach:

Tak generalnie to książka o książkach, pisarzach i bibliotekach. Trochę oryginalne spojrzenie na literaturę, nieszablonowe, ale całość poparta ogromną wiedzą literacką autora. Taka personifikacja książek w osobach czytelników i zbieraczy. Mamy więc książki morderców, książki sprowadzające obłęd, książki wiodące do oszustw i fałszerstw, książki prowadzące do manii i fobii. Ktoś takie podejście może przyjąć, inny się tym zrazi, lecz całość do do pomysłu i realizacji bardzo oryginalna. Mnie osobiście pozycja wzbogaciła co do świata literatury, wiele się dowiedziałem, choć muszę przyznać że autor dość szeroko porusza się wśród literatury francuskiej i włoskiej, co przy braku znajomości tych języków, wyklucza znajomość cytowanych wielu z dotykanych dzieł. Nasuwa mi się refleksja, jak potwornie bogata jest literatura tych narodów, jak nieprawdopodobnie głęboki rynek wydawniczy. To naprawdę budzi szacunek i podziw.
Pozdrawiam

Tak generalnie to książka o książkach, pisarzach i bibliotekach. Trochę oryginalne spojrzenie na literaturę, nieszablonowe, ale całość poparta ogromną wiedzą literacką autora. Taka personifikacja książek w osobach czytelników i zbieraczy. Mamy więc książki morderców, książki sprowadzające obłęd, książki wiodące do oszustw i fałszerstw, książki prowadzące do manii i fobii....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
536
403

Na półkach:

Mnóstwo cytatów, odniesień, nazwisk, tytułów. Chcąc nadążyć za tekstem, trzeba by znać kilka tysięcy książek z większości europejskich krajów (Polskę można sobie odpuścić, literacki mainstream jest gdzie indziej).
Tekst dla erudytów, zwłaszcza z francuskiego i angielskiego kręgu kulturowego. I trochę dla zwykłych miłośników książek, ale mogą po drodze się zgubić.

Mnóstwo cytatów, odniesień, nazwisk, tytułów. Chcąc nadążyć za tekstem, trzeba by znać kilka tysięcy książek z większości europejskich krajów (Polskę można sobie odpuścić, literacki mainstream jest gdzie indziej).
Tekst dla erudytów, zwłaszcza z francuskiego i angielskiego kręgu kulturowego. I trochę dla zwykłych miłośników książek, ale mogą po drodze się zgubić.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
156
138

Na półkach:

Przeczytałem. Nie zjadłem ani strony. Nie popełniłem harakiri. Nie dowiedziałem się więcej niż wiedziałem. Nie dałem rady z wielką liczbę przypisów i książek o temacie związanym z książką. Na koniec był wielki niedosyt jak niedokończony tekst. Bibliomarazm mnie ogarnął. Do bibliodzenia.

Przeczytałem. Nie zjadłem ani strony. Nie popełniłem harakiri. Nie dowiedziałem się więcej niż wiedziałem. Nie dałem rady z wielką liczbę przypisów i książek o temacie związanym z książką. Na koniec był wielki niedosyt jak niedokończony tekst. Bibliomarazm mnie ogarnął. Do bibliodzenia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

228 użytkowników ma tytuł Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania na półkach głównych
  • 155
  • 70
  • 3
43 użytkowników ma tytuł Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania na półkach dodatkowych
  • 12
  • 11
  • 6
  • 4
  • 4
  • 4
  • 2

Tagi i tematy do książki Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania

Czytelnicy Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania przeczytali również

Drabina Eugenia Kuzniecowa
Drabina
Eugenia Kuzniecowa
Drabina to książka pozornie cicha, a w istocie boleśnie głośna. Nie krzyczy, nie oskarża wprost, nie domaga się współczucia. Zamiast tego cierpliwie układa kolejne szczeble doświadczenia, po których czytelnik musi wspinać się sam, bez poręczy, bez gwarancji, że na górze czeka jakiekolwiek ocalenie. Niczym Tolik ( główny bohater )wchodzący do swojej sypialni po drabinie ... No właśnie. To proza o wojnie, ale pozbawiona wojennej retoryki, o uchodźstwie, ale bez sentymentalnych skrótów, o stracie, która nie potrzebuje wielkich słów, bo i tak wypełnia wszystko. Kuzniecowa pisze o świecie rozszczelnionym. O rzeczywistości, w której normalność przestała być stanem trwałym, a stała się chwilowym przywilejem. Drabina nie opowiada o heroizmie ani o wielkich gestach. Interesuje ją codzienność pęknięta na pół, życie „pomiędzy”: pomiędzy domem a obcym miejscem, pomiędzy językiem ojczystym a obcym, pomiędzy pamięcią a koniecznością zapomnienia, żeby w ogóle przetrwać. Tytułowa drabina nie jest tu obietnicą awansu ani drogi ku górze. To raczej konstrukcja prowizoryczna, chwiejna, zbita z doraźnych decyzji, kompromisów i strat. Niczym te pomidory w fontannie, które skradły moje serce. Każdy szczebel kosztuje tutaj: energię, godność, poczucie ciągłości własnego życia. Wspinaczka nie daje satysfakcji, nie prowadzi do triumfu, jest raczej ruchem wymuszonym, próbą utrzymania się nad przepaścią. Język autorki jest prosty, ale nie banalny. Zdania są klarowne, pozbawione ornamentów, a jednocześnie nasycone emocją, która nie potrzebuje podkreśleń. Autorka nie moralizuje, nie tłumaczy świata czytelnikowi, pokazuje go takim, jaki jest: nieuporządkowany, niesprawiedliwy, pełen drobnych okrucieństw i jeszcze drobniejszych aktów czułości. To właśnie ta powściągliwość sprawia, że Drabina działa tak silnie: dramat rozgrywa się w półtonach, w niedopowiedzeniach, w rzeczach, które „po prostu się dzieją”. Relacje międzyludzkie przedstawione w książce są kruche i niestabilne, jak wszystko, co powstaje w warunkach zagrożenia. Bliskość bywa chwilowa, pomoc niepewna, a solidarność często obciążona zmęczeniem i strachem. Kuzniecowa nie idealizuje ani ofiar, ani tych, którzy pomagają. Pokazuje ludzi zmęczonych, zagubionych, czasem egoistycznych, czasem zaskakująco dobrych, zawsze jednak prawdziwych. Szczególnie przejmujące jest to, jak Drabina opowiada o tożsamości. O tym, jak łatwo ją stracić, gdy trzeba porzucić miejsce, język, rytm życia. Bohaterowie noszą w sobie dawny świat jak ciężki bagaż: nie mogą go zostawić, ale też nie potrafią z nim iść dalej bez bólu. Pamięć nie daje ukojenia, raczej przeszkadza, potyka, ciągnie w dół. To książka pozbawiona łatwego finału. Nie oferuje katharsis, nie zamyka ran. Zostawia czytelnika w stanie zawieszenia, dokładnie tam, gdzie znajduje się jej świat. Drabina nie próbuje dawać nadziei na siłę. Jeśli jakaś nadzieja się tu pojawia, jest cicha, nieśmiała, związana z trwaniem, nie z wygraną. To jedna z tych książek, które czyta się z poczuciem, że literatura spełnia swoją najważniejszą funkcję: nie pozwala odwrócić wzroku. Bez patosu, bez oskarżeń, bez manifestu. Po prostu pokazuje, jak wygląda życie, gdy grunt usuwa się spod nóg, a człowiek mimo wszystko próbuje się wspinać. Dziękuję Wydawnictwu ZNAK za egzemplarz recenzencki z roku 2024 :)
Mariola Sternahl - awatar Mariola Sternahl
ocenił na73 miesiące temu
Duchy Bałtyku. Podróże wzdłuż niemieckiego wybrzeża Paul Scraton
Duchy Bałtyku. Podróże wzdłuż niemieckiego wybrzeża
Paul Scraton
„Duchy Bałtyku. Podróże wzdłuż niemieckiego wybrzeża” to fascynująca książka, która zawiera liczne historie i retrospekcje dotyczące miejscowości położonych nad Bałtykiem, po niemieckiej stronie. Warto zauważyć, że te tereny niegdyś stanowiły granicę między wschodnią a zachodnią częścią kraju. Podróż czytelnicza rozpoczyna się od analizy dwóch obrazów Caspara Davida Friedricha – artysty, którego prace cieszyły się szczególnym uznaniem wśród zwolenników nazistowskich idei. Jego dzieła, ukazujące mroczne lasy rozciągające się wzdłuż wybrzeża, wprowadzają czytelnika w klimat opisywanych regionów. Co ciekawe, niektórzy z najwybitniejszych pisarzy okresu powojennego, jak Gunter Grass czy Thomas Mann, wybrali nadbałtyckie rejony na miejsce swojego osiedlenia pod koniec życia. Książka podejmuje wiele zagadnień, między innymi historię miejskich ośrodków – ich wzloty i upadki, okres świetności za czasów Hanzy oraz późniejszą biedę, która dotknęła te regiony po II wojnie światowej. Autor niejednokrotnie zwraca uwagę na wydarzenia, takie jak zatopienie statku Wilhelm Gustloff przez Rosjan czy bombardowanie Szczecina, które pochłonęły liczne ofiary, a o których tematykę mówi się zbyt rzadko. Warto dodać, że te tragiczne momenty, choć bolesne dla Niemców, były często pomijane w dyskursie historycznym z powodu odpowiedzialności Niemiec za wybuch wojny i Holokaust. Najbardziej zaskoczyła mnie historia pewnego lekarza, który długo przygotowywał się do ucieczki z Niemiec, decydując się przepłynąć morze aż do Szwecji. Początkowo lektura wydawała się niepozorna i nie wzbudzała mojego zainteresowania, jednak z biegiem czasu zaangażowałem się coraz bardziej. Autor precyzyjnie przedstawia historię każdego z opisywanych miejsc, koncentrując się na przemianach związanych z panowaniem faszystów, a później wpływem Rosjan. Co ciekawe, mimo upływu lat Niemcy nadal są podzielone na część zachodnią i wschodnią, różniącą się zarówno zabudową, jak i mentalnością. Gorąco polecam tę lekturę każdemu, kto interesuje się historią oraz kulturą regionu. Czytajcie!
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na61 rok temu
Kasta. Korzenie naszej goryczy Isabel Wilkerson
Kasta. Korzenie naszej goryczy
Isabel Wilkerson
Czy zastanawialiscie sie kiedys, na czym zbudowane sa systemy spoleczne? Od wiekow opieraja sie na warstwach uprzywilejowanych i podleglych. Laureatka Nagrody Pulizera Isabel Wilkerson nazywa to kastowoscia. Pojecie kasty wywodzi sie z systemu warn w hinduizmie. Urodzenie sie w okreslonej kascie warunkowalo cale zycie. Kazda z nich powstala z innej czesci ciala kosmicznego bytu. Czlowiek nie mial mocy tego zmienic. Powinien z pokora przyjmować swoj los. Wilkerson porównała ten system do nazistowskich Niemiec i do niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych. Jej ksiazka nie mowi o rasizmie. Chodzi o ponadrasowe kasty: dominujaca i podlegla. O tym, jak nadal pokutuja w swiadomosci i podswiadomosci spolecznej. Maja wplyw na absolutnie kazdy aspekt zycia. Ksiazke czyta sie swietnie. Wywody autorki sa logiczne i poparte wieloma badaniami i dowodami. Ktos, kto pochodzi z kasty dominujacej nie moze dyskutowac z odczuciami dyskryminowanych i ponizanych ludzi. To uczucia i emocje, ktorych nie da sie zrozumiec, dopoki nas nie dotycza. Te podzialy dotycza wszystkich - i osob uprzywilejowanych i zdominowanych, ktore probuja dorownac do kasty wyższej. Dzieki przekazywanym przez pokolenia uprzedzeniom, caly system ma sie swietnie. I osobista refleksja. Kiedy mieszkalam w Polsce nie rozumialam, co czuje osoba dyskryminowana. Zrozumialam to dopiero po przeprowadzce do Holandii. To przede wszystkim bezsilnosc. Pewien pan powiedzial do mnie, ze jest lepszy ode mnie, bo jest Holendrem. Jedno jest pewne - miejsce, czy kasta, w ktorej sie urodzilismy nie jest nasza zasluga. Nie mamy w tym zadnego udzialu.
mamalgosia - awatar mamalgosia
oceniła na811 miesięcy temu
Następnym razem pożar James Baldwin
Następnym razem pożar
James Baldwin
„Następnym razem pożar” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Jamesa Baldwina o którym słyszałem wyłącznie dobre rzeczy. Znajoma radziła mi by zacząć od jego powieści, jednak przypadek sprawił, że pod ręką miałem właśnie ten esej – i dziś cieszę się, że to właśnie on otworzył mi drogę do jego pisarstwa. Baldwin już od pierwszych stron pokazuje, jak niezwykłą ma umiejętność łączenia osobistego tonu z przenikliwą analizą społeczną. Książka, choć krótka, okazuje się niezwykle gęsta od treści. Baldwin pisze z jednej strony o religii – o jej urokach, sile ale też o momentach, w których potrafi zawieść. Interesujące jest to jak umiejętnie pokazuje napięcia między duchowością a codzienną rzeczywistością, w której religia bywa zarówno drogowskazem jak i narzędziem kontroli. Jego spojrzenie jest jednocześnie intymne i szerokie, zakorzenione w doświadczeniu a zarazem świadome szerszego kontekstu historycznego. Największe wrażenie robi jednak to jak Baldwin pisze o rasie, pochodzeniu i rasizmie. Robi to z pasją ale i chłodną przenikliwością. Stawia ważne pytania – o to jak społeczeństwo wytwarza nierówności, jak uprzedzenia przenikają codzienność a także o to jak radzić sobie z gniewem i poczuciem niesprawiedliwości. Jego wnioski są dojrzałe, odważne i poruszające, zwłaszcza że wynikają z bezpośredniego, własnego doświadczenia. To lektura, która zostaje w głowie długo po odłożeniu książki na półkę. „Następnym razem pożar” daje przedsmak niezwykłej wrażliwości i odwagi Baldwina – i sprawia, że chce się sięgnąć po więcej jego tekstów. Jeśli jego powieści są równie intensywne, przenikliwe i uczciwe, to przede mną bardzo dobre literackie spotkania.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na85 miesięcy temu
Słone łąki. Wybrzeże Morza Północnego Dorthe Nors
Słone łąki. Wybrzeże Morza Północnego
Dorthe Nors
Od dawna już miałem ten tytuł w czytniku a zaciekawił mnie nie tylko jako kolejny tom serii Sulina wydawnictwa Czarne, ale i byt autonomiczny - poprzez swój własny doskonały i intrygujący tytuł. Czy wycieczka duńskimi i niemieckimi wybrzeżami Morza Północnego może być jakoś atrakcyjna? Czy może nas tam coś zachwycić? Bywa ktoś nad takimi morzami na wakacjach? Autorka podróżuje i stale powraca na duńskie wybrzeże Morza Północnego i odbywa wielkie wyprawy: do historycznych kościółków na wybrzeżu, do szeregu latarni morskich, na przylądek Skagen, wyspę Sylt (to już przygranicznie - Niemcy). Szwendactwo na miarę niemalże Macfarlane’a, a wizjonerstwo przyrodnicze i plastyka opisu prawie jak u Lopeza? Może i nie dorównuje mistrzostwu tamtych dwóch podróżników i szwendaczy, a może do kogoś przemówi nawet bardziej? Nie brak Jej wszak ostrości spojrzenia, zdolności obserwacyjnych i umiejętności wprzęgnięcia poezji do opisu świata. W opowieści Autorki jutlandzkie wybrzeże jawi się jako żywy organizm i jest nim w istocie ze swą zmienną linią, wędrującymi wydmami i morzem pochłaniającym metry klifów i kolejne ludzkie budowle. Sporo też mówi o czasie; o osobach, miejscach i zdarzeniach, które pochłonęła historia, czasem zaś i surowe morze. Obrazy opisywanych miejsc wybrzeża Morza Północnego stają się pretekstem do rozważań nad przemijalnością świata, poszukiwania korzeni ludzi tu żyjących, ale i własnych śladów przeszłości Autorki - i tych faktycznie przeżytych, i tych jedynie wyobrażonych, a sięgających głęboko w przeszłości regionu. Sporo wątków autobiograficznych dobrze uzasadniających Jej sięgnięcie po opisywaną tematykę. Początkowo sądziłem, że mniej mi się ta książka spodoba, że niżej ją też ocenię. Ale jak mogę ocenić, skoro wzbudziła ona tęsknotę za jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie - zapodbiegunowym wybrzeżem Norwegii oglądanym w czasie białych nocy (jeszcze dokładnie rok do kolejnego takiego wyjazdu…),a do tego skłania mnie do przyjrzenia się wybrzeżom Morza Północnego (Niemcy czy może właśnie Dania?) jako potencjalnemu kierunkowi jednego z najbliższych wyjazdów wakacyjnych? Może to coś dla tych, którzy - jak ja - nie przepadają za upałami, tropikami i all-inclusive resortowym wypoczynkiem?
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na89 miesięcy temu
Furia i inne opowiadania Silvina Ocampo
Furia i inne opowiadania
Silvina Ocampo
O Silvinie Ocampo dowiedziałem się dzięki "Dziennikowi" Gombrowicza. Don Witoldo na pewno wspominał o jej mężu (Bioy Cesaresie, również znanym autorze) oraz siostrze Victorii (wydawczyni). Twórczości Silviny nie komentował, ale kiedy zobaczyłem w księgarni piękne wydanie opowiadań (seria "Inne konstelacje" urzeka estetyką),nie wahałem się zakupić egzemplarza. W zbiorze znajdziemy trochę latynoskiego kolorytu i jak to określa Olga Tokarczuk: bizarności. Te miniatury czyta się z zaciekawieniem, mając poczucie obcowania z jakościową prozą – po kobiecemu intymną i niepokojącą. Czytamy o przedmiotach, które objawiają swe straszne oblicze, gdy się na nie za długo patrzy ("Przedmioty"),o bliźniakach oszukujących żonę jednego z nich: sypiają z nią naprzemiennie, czego ona się nie domyśla ("My"),o chłopcu z bębenkiem zaduszonym poduszką przez towarzysza jego opiekunki ("Furia") czy wreszcie o kacie-techniku, z którego magicznej skrzynki wydobywają się krzyki torturowanych ofiar ("Kat"). Groza chwilami przeraża, a chwilami bawi. Gdy złośliwa dziewczynka wpuszcza jadowitego pająka w misternie ułożony kok panny młodej, a ta niczego nieświadoma pada martwa na swoim wymarzonym ślubie ("Ślub") lub kiedy ciekawski chłopczyk podgląda mamę i jej koleżanki, jak w samej bieliźnie mierzą swoje talie, sprawdzając, która jest najcieńsza, po czym cieszą się, że malec zamknął drzwi na klucz, bo przynajmniej nikt im nie będzie przeszkadzał. Tymczasem chłopiec zaintrygowany ozdobnymi zapałkami (wykradzionymi z salonu) rozpala ogień pod drzwiami, doprowadzając roznegliżowane panie do efektownej śmierci w płomieniach ("Głos w telefonie"). Ból i śmierć powracają "jak paciorki niekończącego się różańca" ("Zeszyt"). Miłość bywa namiętna, lecz zarazem okrutna i zdradliwa. Świat luster, lalek, wstążek odbija się w oczach dziecka: wielkich i nieruchomych. Jeśli ktoś pamięta film "Nakarmić kruki" Carlosa Saury, to może odnaleźć tu podobny klimat. Ocampo miejscami hipnotyzuje – jej małe opowieści są jak sny, z których wybudzamy się z lękiem i fascynacją jednocześnie. Zresztą moje ulubione opowiadanie traktuje o snach expressis verbis. 120-letnia Leopoldyna ("była tak stara, że wyglądała jakby niestarannie ją naszkicowano") mimowolnie materializuje przedmioty, które jej się śnią. Są to jednak zawsze rzeczy bezwartościowe: kamyki, gałęzie, piórka. Jej dwie potomkinie: Ludovica i Leonor ("od urodzenia Leopoldyny wszystkim kobietom w rodzinie Yapurra nadawano imiona zaczynające się na L") co wieczór nad strumykiem wypatrują objawienia się Matki Boskiej. Zawiedzione brakiem efektów ponaglają Leopoldynę, żeby w końcu wyśniła coś cennego. Ta niejako w proteście przestaje w ogóle spać. W końcu pod groźbą zastrzyku zasypia, po czym budzi się odmieniona. Wstaje z wiklinowego krzesła, na którym przesiedziała ostatnie 30 lat i zwracając się do narratora, Malucha wychodzi z nim na zewnątrz. Tam pochłania ją i unosi w powietrze (a wraz z nią wszystko dookoła) potężny wicher zonda. Maluch okazuje się psem, który "spisał tę historię w przedostatnim śnie swej pani". To bardzo w stylu Borgesa, do którego Ocampo często porównywano. Na zakończenie cytat z "Listu zagubionego w szufladzie", tekstu może najbardziej reprezentatywnego dla całości: „Twoje szczęście się skończy wraz z moim życiem i tym listem. Wtedy zagłębisz się w ogród podobny do tego z naszej szkoły, będącej jak więzienie, w ogród zwodniczy, strzeżony przez dwa posągi z dwiema świecącymi kulami w rękach, które rozświetlają twoją niemożliwą do ugaszenia samotność”.
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na79 miesięcy temu

Cytaty z książki Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania

Więcej

(...) są dni, w których książki stawiają opór czytaniu, i czym innym są cechy danej książki, a czym innym zdolność czytelnika, by je sobie przyswoić.

(...) są dni, w których książki stawiają opór czytaniu, i czym innym są cechy danej książki, a czym innym zdolność czytelnika, by je sobie p...

Rozwiń
Alberto Castoldi Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania Zobacz więcej

(...) wyłączne posiadanie na własność biblioteki wymaga całkowicie osobistej klasyfikacji, niepodzielanej z nikim - w tym wypadku labirynt pozostaje niezbadany.

(...) wyłączne posiadanie na własność biblioteki wymaga całkowicie osobistej klasyfikacji, niepodzielanej z nikim - w tym wypadku labirynt p...

Rozwiń
Alberto Castoldi Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania Zobacz więcej

Mało czytać i dużo myśleć o książkach, czy też, co na jedno wychodzi, dużo o nich wspólnie rozprawiać - oto sposób właściwego ich przyswojenia.

Mało czytać i dużo myśleć o książkach, czy też, co na jedno wychodzi, dużo o nich wspólnie rozprawiać - oto sposób właściwego ich przyswojen...

Rozwiń
Alberto Castoldi Bibliofollia, czyli szaleństwo czytania Zobacz więcej
Więcej