Ulica Żółtego Błota

Okładka książki Ulica Żółtego Błota autorstwa Can Xue
Okładka książki Ulica Żółtego Błota autorstwa Can Xue
Can Xue Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Proza Dalekiego Wschodu literatura piękna
203 str. 3 godz. 23 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Proza Dalekiego Wschodu
Tytuł oryginału:
黄泥街
Data wydania:
2023-03-29
Data 1. wyd. pol.:
2023-03-29
Liczba stron:
203
Czas czytania
3 godz. 23 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381965200
Tłumacz:
Katarzyna Sarek
Can Xue to jeden z najbardziej wyrazistych głosów literackiej sceny Chin. Autorka kilkunastu powieści, około pięćdziesięciu nowel, ponad stu opowiadań i kilku tomów krytyki literackiej, od lat jest wymieniana w gronie faworytów do literackiej Nagrody Nobla. Jej proza - obrazoburcza i oniryczna, odrzuca tradycyjną narrację i realizm, sięga za to po domysły, emocje i obrazy. Pisząc – jak sama przyznaje - podświadomością, Can Xue stworzyła niepowtarzalny i rozpoznawalny styl. „Ulica Żółtego Błota” to powieść o losach mieszkańców jednej ulicy i rozgrywających się tam niezwykłych wydarzeniach. O ludziach, którzy nie potrafią ze sobą rozmawiać inaczej niż partyjnymi sloganami, ślą do władz petycje i donosy, dzielą lękami i paranojami, wyczekując zbawcy, o którym nie widzą ani kim jest, ani co ma przynieść. Niepewne jest jego istnienie, ale i równie mało pewny jest cały ten rozpadający się, chaotyczny świat, w którym piętrzą się absurdalne i groteskowe zdarzenia. Równie dobrze wszystko to może być jednym, długim koszmarnym snem…
Średnia ocen
6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ulica Żółtego Błota w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Ulica Żółtego Błota



1291 740

Oceny książki Ulica Żółtego Błota

Średnia ocen
6,3 / 10
90 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Ulica Żółtego Błota

avatar
175
26

Na półkach:

Schulz na nasze czasy? Can Xue tworzy unikatowy obraz świata zanurzonego w beznadziei i powolnym rozpadzie. Nikt nie jest tu spełniony, nikt nie ma intencji przejrzystych, nikt nie potrafi spać spokojnie. Bohaterowie "Ulicy żółtego błota" postępują irracjonalnie w dwojnasob- z jednej strony wbrew moralności czy instynktowi samozachowawczego, z drugiej zaś zgodnie z ślepym posłuszeństwem "górze" i "naturze kwestii" które ich nurtują. Takie trochę szatańskie tango ale się więcej dzieje. Majstersztyk.

Schulz na nasze czasy? Can Xue tworzy unikatowy obraz świata zanurzonego w beznadziei i powolnym rozpadzie. Nikt nie jest tu spełniony, nikt nie ma intencji przejrzystych, nikt nie potrafi spać spokojnie. Bohaterowie "Ulicy żółtego błota" postępują irracjonalnie w dwojnasob- z jednej strony wbrew moralności czy instynktowi samozachowawczego, z drugiej zaś zgodnie z ślepym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
29
16

Na półkach:

„Jak tylko pojawiało się słońce, wszystko gniło, wszędzie gniło. (…) Woda z kranu nie nadawała się do picia, podobno jakieś zwłoki zablokowały wylot pompy, przez kilka dni ludzie pili trupią wodę i bali się epidemii.
Z wrzodów na nogach kilku stulatków ciekła cuchnąca ciecz. Starcy codziennie siadali na progach i podwijali nogawki, aby przechodnie mogli się nacieszyć widokiem popękanego czerwonego mięsa. (…)
Mieszkający na rogu Wang Sima nagle stracił ucho. Kiedy ludzie pytali, co się stało, patrzył na nich podejrzliwie i mówił: „No wiadomo, w nocy zgniło i odpadło”. Od samego patrzenia na „ucho” — nagi i wypełniony żółtą ropą ledwo widoczny otwór — ludzie czuli się nieswojo i zaczynali bać się o swoje uszy, czy czasem i im nie odpadną, bo co wtedy?”

"Ulica żółtego błota" to proza operująca lakoniczną miniaturą, zbudowaną z absurdów, obrazów cielesnej degradacji i atmosfery chorobliwego rozkładu. Po kilku stronach ten festiwal ohydy zaczyna sprawiać wrażenie dość mechanicznego powtarzania chwytu.

Zasadniczą kwestią jest interpretacja biograficzna. Nie bez powodu wydawca umieścił na początku rys biograficzny autorki; wyraźnie wprowadza on ramę interpretacyjną, sugerując, by szukać tutaj projekcji świadomości ukształtowanej przez traumatyczne dzieciństwo i opresyjny system. Fragmentaryczność i groteska miałyby być zapisem rozbitego doświadczenia; psychicznej dezorientacji w świecie przemocy i arbitralnej władzy, rozpadzie sensu. Pozostaje pytanie, czy ten kontekst rzeczywiście pogłębia lekturę, czy pełni funkcję estetycznego alibi dla konwencji, która sama w sobie dość szybko się wyczerpuje.

Pojawiające się we wstępie wzmianki o nominacji autorki do literackiego Nobla brzmią jak kolejny paratekstowy zabieg mający wzmocnić aurę doniosłości wokół prozy, która w mojej ocenie pozostaje dość jednostajnym eksperymentem z estetyką obrzydliwości.

„Jak tylko pojawiało się słońce, wszystko gniło, wszędzie gniło. (…) Woda z kranu nie nadawała się do picia, podobno jakieś zwłoki zablokowały wylot pompy, przez kilka dni ludzie pili trupią wodę i bali się epidemii.
Z wrzodów na nogach kilku stulatków ciekła cuchnąca ciecz. Starcy codziennie siadali na progach i podwijali nogawki, aby przechodnie mogli się nacieszyć...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
171
82

Na półkach:

Oddzielając historię Chin i tak dalej - nie widzę nic wartościowego w tej książce. To oniryczny zlepek koszmarów ludzi śniących na Ulicy Żółtego Bagna. Uwielbiam taki klimat, jeśli tylko ma jakikolwiek cel. A ty niestety...

Oddzielając historię Chin i tak dalej - nie widzę nic wartościowego w tej książce. To oniryczny zlepek koszmarów ludzi śniących na Ulicy Żółtego Bagna. Uwielbiam taki klimat, jeśli tylko ma jakikolwiek cel. A ty niestety...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

408 użytkowników ma tytuł Ulica Żółtego Błota na półkach głównych
  • 289
  • 116
  • 3
54 użytkowników ma tytuł Ulica Żółtego Błota na półkach dodatkowych
  • 26
  • 6
  • 5
  • 5
  • 5
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Ulica Żółtego Błota

Inne książki autora

Okładka książki Kamień w lustrze. Antologia literatury chińskiej XX I XXI wieku Mai Ge, Cheng Gu, Jinghui Meng, Shiying Mu, Oser, Qian Zhongshu, Han Shaogong, Shen Congwen, Tiesheng Shi, Wenbo Sun, Su Tong, Yiduo Wen, Wenjian Wu, Chuan Xi, Wang Xiaobo, Zhimo Xu, Can Xue, Geling Yan, Hua Yu, Chengzhi Zhang, Lunyou Zhou
Ocena 8,1
Kamień w lustrze. Antologia literatury chińskiej XX I XXI wieku Mai Ge, Cheng Gu, Jinghui Meng, Shiying Mu, Oser, Qian Zhongshu, Han Shaogong, Shen Congwen, Tiesheng Shi, Wenbo Sun, Su Tong, Yiduo Wen, Wenjian Wu, Chuan Xi, Wang Xiaobo, Zhimo Xu, Can Xue, Geling Yan, Hua Yu, Chengzhi Zhang, Lunyou Zhou
Can Xue
Can Xue
Właściwie Deng Xiaohua. Urodzona 30 maja 1953 roku w Changsha, stolicy prowincji Hunan. Autorka kilkunastu powieści, około pięćdziesięciu nowel, ponad stu opowiadań i kilku tomów krytyki literackiej. Can Xue uznawana jest za jeden z najbardziej wyrazistych głosów chińskiej sceny literackiej. Prozę pisarki cechuje oniryczność, obrazoburczość i odrzucenie tradycyjnych narracji. W książkach Xue trudno doszukać się cech realizmu. Autorka sięga po domysły i obrazy. Pisze wyłącznie długopisem na papierze, bez poprawek. Jak sama bowiem przyznaje, pisze podświadomością. Siadając do pisania, nigdy nie wie, co znajdzie się na kartce. Pseudonim Can Xue tłumaczyć można zarówno jako „brudny wiosenny śnieg, który nie chce się stopić”, jak i „najczystszy śnieg utrzymujący się na górskich szczytach”. Zabieg ten doskonale oddaje twórczość chińskiej pisarki, łączącej pozornie sprzeczne elementy. Z bogatego dorobku Can Xue polski czytelnik może przeczytać dwa opowiadania „Chatka na górze” i „Pył” w tłumaczeniu Zofii Jakubów, opublikowane w tomie „Kamień w lustrze. Antologia literatury chińskiej XX i XXI wieku”. W marcu 2023 roku Państwowy Instytut Wydawniczy opublikował „Ulicę Żółtego Błota”, pierwszą powieść pisarki przetłumaczoną na język polski.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Ulica Żółtego Błota przeczytali również

Flagi pokrył kurz William Faulkner
Flagi pokrył kurz
William Faulkner
"Wszyscyśmy posłuszni rękom lalkarza"... . "Flagi pokrył kurz" to jak przedsionek "Schronienia". Sprawia także, że "Schronienie" chciałoby się przeczytać raz jeszcze - z pełną świadomością tych wszystkich fabularnych nici łączących obie powieści. Łącznikiem są nie tylko bohaterowie (Horace Benbow oraz jego siostra Narcissa),ale także te wszystkie "sprawy soczyste i namiętne" wpisujące się w ludzką naturę, dla których Faulkner potrafi stworzyć całe zasłony kunsztownych fraz, wywołując rodzaj mesmerycznej więzi między czytelnikiem a wykreowaną postacią czy kreślonym obrazem. Tak samo dotyczy to opisów przyrody, która epatuje kolorami, zapachami, dźwiękami, jak i opisów emocji, które zapisują się na siatkówce oka tym bardziej, im los bohaterów Faulknera wydaje się jak ten "poblask spadających meteorów odbity na ciemnej siatkówce świata". Bo rządzi nim fatum. . Proza Faulknera wywołuje tutaj być może złudliwie wrażenie prostoty. Opowieść osadzona na amerykańskim Południu, oddająca koloryt świata przemian-  lat 20-tych XX w. - z jednej strony prężącego muskuły w skoku w nowoczesność (stąd ważne wątki to lotnictwo oraz podróże samochodem),ale z nostalgią wpisaną w pamięć za czasem minionym- wspomnienie świetności Południa, choć zabarwioną klasizmem i rasizmem. Być może to także powieść o człowieczych ucieczkach przed przeznaczeniem- choć "włóczyć ciało po świecie i uchylać się od jego natarczywych żądań" nie jest równoznaczne z tym, by pokonać ów zew wpisany w rodzinne geny, dla którego szkłem powiększającym jest m.in. udział w I wojnie światowej oraz kolejne rodzinne tragedie przyspieszające upadek rodu Sartorisów, także moralny. . Otrzymujemy więc powieść gęstą, wielowątkową, na wskroś amerykańską, w której bohaterowie szukają swojego miejsca w świecie, w otaczającej ich rzeczywistości, rozprawiając się lub ulegając całej defiladzie złudzeń, przetaczającej się przez ich umysł. Być może ta powieść nie wibruje od napięcia, nawet grozy jak "Schronienie", ale angażuje podobnie - kładąc fundamenty pod całe uniwersum, jakim jest mityczne hrabstwo Yoknapatawpha oraz fikcyjne miasto Jefferson. A w którym zdecydowanie warto zagościć na dłużej. Polecam.
Ananke144 - awatar Ananke144
ocenił na81 miesiąc temu
Wizja świata. Opowiadania wybrane John Cheever
Wizja świata. Opowiadania wybrane
John Cheever
Rzadko daje “10” zbiorom opowiadań, ale dla takiego arcydzieła innej oceny być nie mogło. John Cheever kreśli porażający obraz amerykańskiej średniej klasy średniej oraz wyższej z nowobogackich suburbiów Wschodniego Wybrzeża, mieszkańców kredytowanych domów z samochodem na podjeździe, basenem i idealnie przyciętym trawnikiem. I tylko on jest idealny. Mamy tu wielką dekonstrukcję amerykańskiego mitu, który zawsze był nieco oszukańczy i mocno nieegalitarny, co dzisiaj rysuje nam się szczególnie wyraźnie. Z tych tekstów - bezlitosnych dla postaci świata przedstawionego, ale także dla osoby czytającej - jednoznacznie wynika, że American Dream to jedna wielka lipa, choć protagoniści uporczywie trwają w ułudzie, że jest inaczej. “Gości w salonie Farguarsonów zdawało się jednoczyć milczące przeświadczenie, że żadna przeszłość nie istnieje, żadnej wojny nie było – że na świecie nie ma zagrożeń ani problemów”. Większość bohaterów żyje w wiecznej niepewności, by nie powiedzieć: w strachu, przed utratą stanu posiadania: majątkowego, społecznego, rodzinnego - żadne inne uczucia, a już szczególnie wyższe , nie mają tu racji bytu… A już najgorzej, gdy ktoś, kto wierzy w wieczny wzrost i nieograniczony zysk, spotka się z klęską finansową, która pociąga za sobą wszystkie możliwe i niemożliwe pozostałe. “Są takie chwile, gdy zmarszczki wokół ludzkiego oka przypominają podmyte półki skalne, a wpatrujące się w nas źrenice mają w sobie coś tak po zwierzęcemu dzikiego, że nie wiemy, co począć”. Pustka życia tych wzorowych mieszczan, poza miastem mieszkających, poraża - choć rzadko ich samych. Odnajdujemy tutaj to wszystko, co możemy sobie sami wyobrazić: rasizm, obłudę religijną i seksualną, brak jakichkolwiek ideałów - oprócz kultu dolara, odmóżdżającą pracę oraz przede wszystkim: mizoginię. Kobiety nie mogą się odnaleźć w tym generalnie męskim świecie: “- Mam paskudne wrażenie, że jestem postacią w serialu komediowym – powiedziała. – To znaczy może jestem niebrzydka, nieźle ubrana, dzieci mi się udały, są dowcipne i urocze, ale mam paskudne wrażenie, że jestem czarno-biała i że każdy może mnie wyłączyć. Po prostu mam paskudne wrażenie, że można mnie wyłączyć”. Nikt tu nie jest szczęśliwy, relacje w małżeństwie to dramat. Mężowie mają zawsze kogoś na boku. Obowiązkowo niepracujące nieszczęśliwie bez reszty żony, nudzą się po całych dniach, wpadając w alkoholizm. “Wydaje ci się, że panie domu patrzą na ciebie z góry i są nieuprzejme.(...) Taki to już układ. Miało się wrażenie, że zachowują się tym godniej i dostojniej, im więcej piją”. Dzieci rzadko są kochanymi pociechami, zwłaszcza, że są fatalnie traktowane, nikt nie dba o ich formację, lecz tylko o formę. Praca - jakakolwiek i gdziekolwiek jest mocno toksyczna, ale i tak lepsze to niż nic: “— Daliśmy tę pracę komuś innemu, chłopcze — powiedział zachrypniętym, łagodnym tonem, jakby mówił do własnego syna. — Nie dzwoń więcej. Mamy ważniejsze sprawy na głowie niż odbieranie telefonów. Ten drugi facet po prostu bardziej się nadawał, synku. To wszystko. Nie dzwoń już więcej”. Toksyczne jest i jedzenie, jak to w Hameryce: “O pierwszej wrócili do domu na rozgotowane mięso i twarde jak kamień ziemniaki, czyli ich zwyczajowy niedzielny obiad”. Pułapka kredytowa wisi niemal nad każdym: “Próbował zdobyć pożyczkę, ale ani jego pensja, ani posiadany patent nie stanowiły wystarczającego zabezpieczenia, aby uzyskać kredyt na innych warunkach niż rujnujące”. “- Jeśli mam być całkiem szczery, bardzo się martwię o pieniądze. Wcale nie jestem pewien przyszłości. Zresztą nikt nie jest. Gdyby coś mi się stało, dostaniesz ubezpieczenie, ale to w dzisiejszych czasach na długo nie starczy”. Autor miał silne poczucie ironii: “Zachodzę w głowę, czemu w tym najzamożniejszym, najsprawiedliwszym i najznakomitszym ze światów, gdzie nawet sprzątaczki ćwiczą w wolnym czasie Chopinowskie preludia, wszyscy wyglądają na tak zawiedzionych”. Nie może się obyć bez rodaków: “Gotowała nam wynajęta na lato Polka, Anna Ostrowik. Była wspaniała – wielka, gruba, serdeczna kobieta, która swoją pracę traktowała poważnie. Lubiła gotować, lubiła, gdy się jej posiłki jadło i doceniało”. Jedno jest tam, o czym sam się przekonałem: wspaniałe: awifauna: “Śpiewały ptaki - kardynały i ostatnie drozdy wędrowne” (BTW: rybołowy wszędzie, gdzie tylko jest woda, nie to co u nas - ok. 70 par…). Największe natężenie frustracji, złych emocji, czyli wzajemnej nienawiści w rodzinach, występuje w opowiadaniu “Mąż na przedmieściach”. W kolei w “Ten o piątej czterdzieści osiem” przykładna lekcja dla mobbera z nowojorskiej firmy, który wykorzystał młodą pracownicę, dojeżdżająca tak jak ona jednym z dziesiątków “commuter trains” z suburbiów… I tenże pociąg staje się niewidoczną dla innych sceną zemsty Obraz mężczyzn jest tu dość jednoznaczny: “– Nie będę z tobą rozmawiać przez dwa tygodnie. Czyli do dziewiętnastego. (...) Po fizycznych wdziękach- jedynych, jakie miała do zaoferowania – nie było śladu. (...) Poróżnił się z małżonką – jak każdy mężczyzna z kobiety zrodzony. Ot, ludzka natura”. “Wiele spośród poznanych kobiet wybrał, ponieważ brakowało im poczucia własnej wartości”. “Życie wszystkich innych ludzi wyobrażała sobie chyba jako wspanialsze, niż było w rzeczywistości. Mieszkała w pokoju, który jemu wyglądał raczej na szafę”. “Kiedy jakąś godzinę później wkładała po tym ubranie, płakała. Zbyt mu było miło, ciepło, sennie, by się szczególnie przejąć jej łzami. (...) Kiedy wyszła na lancz, zadzwonił do kadr i kazał ją zwolnić. I wziął wolne popołudnie”. “Odsiecz nadejdzie już za minutę, myślał Blake; (...) ale pociąg się zatrzymał, ludzie wsiedli, wysiedli, a Blake wciąż był na łasce tej kobiety. Z ewentualnością, że odsiecz nie nadejdzie, nie umiał się zmierzyć”. “Ucisk lufy na brzuchu trochę zelżał. - Od życia chciałam zawsze tylko odrobinę miłości - powiedziała”. W “Olbrzymim radiu” zamiast programu ze studia, słychać to, co dzieje się w mieszkaniach sąsiadów. "Podsłuchała przejawy niestrawności, miłości fizycznej, bezdennej próżności, wiary i rozpaczy. (...) Dobywający się tego ranka z urządzenia bezpośredni, czasem nawet brutalny język zdumiewał ją i wprawiał w zakłopotanie". Wstrząsający jest tragikomiczny “Pływak” - bezwzględnie najlepsze opowiadanie zbioru. Neddy Merrill - nieświadomy że to podróż w ciemność - wraca do domu w luksusowej miejscowości, raz idąc, a raz płynąc przez kolejne baseny swoich sąsiadów. Tam i wtedy baseny poszczególnych posesji oddzielały tylko żywopłoty (sic!). “Jak gdyby w jednej chwili dojrzał – okiem kartografa – ów sznur basenów, półpodziemny strumień, przebijający się krzywizną przez całe hrabstwo. Poczynił odkrycie, oto jego wkład w nowożytną geografię; strumień postanowił nazwać Lucinda, na cześć żony”. “Była to jedna z tych niedziel w samym środku lata, gdy wszyscy mówią: +Za dużo wczoraj wypiłem+”. “Szwankowała mu pamięć? Czy też tak ją wytrenował w wypieraniu nieprzyjemnych faktów, że uszkodził sobie zmysł prawdy? Obstawał jednak przy własnej oryginalności i miał niejasne słynne poczucie, że jest postacią legendarną”. “Wracając do domu inną trasą niż zwykle, czuł się jak pielgrzym, odkrywca, człowiek niesiony przeznaczeniem, a wiedział że na całym szlaku znajdzie przyjaciół”. I nagle przyjemność staje się drogą przez mękę, nie tylko fizyczną. Raz basen jest pusty, a woda spuszczona, gdzie indziej wymagane są specjalne identyfikatory. Ned musi też przejść w slipkach autostradę. W jednym z domów ignorujący go czemuś “przyjaciele” milionerzy; w innym dawna, rozczarowana kochanka. “Wciąż by tylko gadała o pieniądzach. To jeszcze gorsze niż jedzenie groszku nożem”. Bohatera nie opuszcza jednak nadzieja - o pardon: wiara w obowiązkowy sukces. “Miłość – a raczej łóżkowa kotłowanina – to najwspanialszy eliksir, środek przeciwbólowy, kolorowa tabletka, która przywróci jego krokom sprężystość, jego sercu radość życia”. “Czemu czuł, że musi ukończyć przeprawę, choćby zagrażała jego życiu? W którym momencie ten dowcip, ten żart, ten wygłup przerodził się w coś poważnego.(...) Zawrócić nie mógł (..) Mniej więcej w godzinę pokonał taki dystans, że powrót stał się niemożliwy. Przepłynięcie całego dystansu okazało się zadaniem ponad jego siły– skąd jednak mógł o tym wiedzieć”. A gdy już stanie przed swym domem…… Od razu obejrzałem ekranizację tej noweli z lat 60., z Burtem Lancasterem w roli tytułowej. I przekonałem się po raz tysięczny, że jednak to, co najważniejsze, nie jest dostępne kinomanowi, w przeciwieństwie do czytelnika… To trzecia moja książka Wydawnictwa Czarne z serii “opowiadania amerykańskie” - po znakomitych “Ci, co nieśli” Tima O’Briana oraz “Instrukcji dla pań sprzątających” Lucii Berlin, a jeszcze od nich lepsza. Następne przede mną. PS Tłumacz używa gdzieś zwrotu “Salopczycy” - pojęcia, którego nie ma go w Internecie, czyli coś takiego zapewne nie istnieje (nie chodzi chyba o ludzi w salopkach, po cóż byłaby wtedy wielka litera). Ponadto kolejny tu przypadek bezsensownej przedmowy - i to samego Juliana Barnesa. Nie tylko mogłoby jej nie być, ale nawet i powinno….
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na102 miesiące temu
Tysiąc księżyców Sebastian Barry
Tysiąc księżyców
Sebastian Barry
Świetna tematyka, ale nie będzie to moja ulubiona powieść tego irlandzkiego pisarza. Czasy po wojnie secesyjnej, stan Tennessee, trafiamy na jedną z farm, gdzie żyją bohaterowie powieści, a więc Winona Cole, która pochodzi z plemienia Lakotów i jest narratorką w tej książce, są wyzwoleni niewolnicy, są też i byli żołnierze. W ogóle w tej powieści widzimy całą amerykańską mozaikę ludnościową, z naszej perspektywy warto chociażby wspomnieć o jednym z bohaterów, czyli Jasiu Jońskim, który jest Polakiem. Jak to u Barry'ego, jest ciężka i duszna tematyka związana z zemstą i wyrównaniem rachunków ("Czas starego Boga" mi się przypomniał). Skoro widzimy Amerykę drugiej połowy XIX wieku, to oczywiście za każdym rogiem czai się zło, drogami poruszają się bandy maruderów i bandytów, mnożą się napady i morderstwa, na drzewach wiszą powieszeni ludzie, a prawo jest egzekwowane w sposób delikatnie mówiąc średni. Nie trudno się domyśleć, że w tej sytuacji niektórzy nasi bohaterowie ze względu na kolor skóry nie znajdują się w dobrym położeniu i spotykają ich niemiłe rzeczy. Mój największy zarzut jest taki, że kiedy Barry sugeruje nam, że za chwilę będzie wielkie starcie, to czytelnik jednak liczy na jakieś fajerwerki w akcji, a tutaj kończy się to wszystko kapiszonem. Sporo jest tu takich meandrów, sugestii, że postać x zrobiła coś y, ale w sumie to nie wiadomo czy to faktycznie ona czy ktoś inny, trochę jak w nienajwyższej jakości kryminale. Bohaterowie mierzą się z demonami, ale jest to w dużej mierze walka wewnętrzna, związana z przebytymi traumami. Zakończenie jest pozytywne, ale jednocześnie tak prostolinijne i na zasadzie, że na ostatnich trzech stronach autor nam wyjaśni wszystkie tajemnice, więc wydaje mi się, że niektórzy czytelnicy będą zgrzytać zębami. Ta książka ma bardzo fajny, taki mętny i brudny klimat Ameryki, pełnego zła, alkoholu, niesprawiedliwości i przestępstw. Jednocześnie fajny jest zabieg, że narratorka mówi niezbyt wyrafinowanym językiem z jakimś tam specyficznym słownictwem, a już na przykład bogatsza warstwa miasteczka włada łaciną. Mimo wszystko, fabularnie był tu chyba potencjał na coś więcej.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na72 miesiące temu
Schron przeciwczasowy Georgi Gospodinow
Schron przeciwczasowy
Georgi Gospodinow
"Od czego właściwie wyszedłem, co chciałem opowiedzieć ... ? Próbuję dokończyć książkę o utracie pamięci i... Spieszę się, żeby ją skończyć, zanim zapomnę, o czym właściwie jest. Ale jeśli wszystko, co piszę, się spełnia, muszę uciec w inną osobę." Dla mnie ta powieść jest jak zagłębianie się w umyśle człowieka ogarniętego chorobą psychiczną — a zarazem kogoś, kto przeżył traumę 1939 roku, uznawanego przez niego za „koniec ludzkiego czasu”. To opowieść o człowieku owładniętym pragnieniem odnalezienia bezpiecznego miejsca w tym, co znane, i jednocześnie sparaliżowanym lękiem przed tym, co może przynieść przyszłość. Pojawia się tu wiele wątków — zarówno osobistych, jak i metafizycznych: postać alter ego bohatera, motyw postępującej choroby Alzheimera, która niczym tytułowy schron staje się azylem, a zarazem osobliwą formą wyzwolenia. Równolegle rozwija się płaszczyzna politycznej dystopii, budowanej na narodowych resentymentach, tworzących przedziwne, chorobliwe konstrukcje — jakby mogły zrodzić się w umyśle szaleńca. Wątek narodowo-europejski wydaje mi się już nieco wyolbrzymiony; mam wrażenie, że osłabia wcześniej subtelnie i ciekawie zarysowane problemy wyobcowania, kruchości pamięci oraz traumy i rozpadu jednostki — procesu, w którym, jak pisze autor, „ktoś wyłącza elektryczność w pokojach twojego własnego ciała”.
karczoch - awatar karczoch
ocenił na72 miesiące temu
Trudne miłości Italo Calvino
Trudne miłości
Italo Calvino
„Prawdziwa miłość nie jest dialogiem, lecz splotem dwóch monologów, które błądzą w poszukiwaniu wspólnego rytmu pośród zgiełku codzienności”. Bohaterowie zbioru opowiadań „Trudne miłości” autorstwa Italo Calvino to postacie zanurzone w głębokiej, egzystencjalnej samotności, mimo że ich historie formalnie dotyczą relacji z drugim człowiekiem. Calvino nie kreśli tu klasycznych romansów; jego bohaterami są m.in. podróżny w pociągu, kobieta kąpiąca się w morzu, urzędnik czy fotograf. Każdy z nich znajduje się w sytuacji pozornej bliskości, która jednak zostaje uniemożliwiona przez barierę nieporozumienia, wstydu lub po prostu niefortunnego zbiegu okoliczności. Ich „trudność” nie wynika z wielkich życiowych dramatów, lecz z drobnych, wewnętrznych blokad: braku odpowiedniego słowa, lęku przed dotykiem czy obsesji na punkcie własnego postrzegania rzeczywistości. Są to ludzie, którzy kochają bardziej swoje wyobrażenie o miłości niż osobę stojącą obok, co czyni ich sytuację tyleż komiczną, co przejmująco smutną. Największą zaletą prozy Calvino jest jej niesłychana precyzja i intelektualna elegancja. Autor posiada rzadki dar opisywania najbardziej ulotnych stanów emocjonalnych w sposób niemal geometryczny, klarowny, a zarazem poetycki. Każde opowiadanie to zamknięta, dopracowana do perfekcji miniatura, w której autor analizuje mechanizmy pożądania i alienacji z dystansem badacza i wrażliwością artysty. Styl Calvino jest lekki, a jednocześnie gęsty od znaczeń – potrafi on uczynić z prostego aktu zgubienia części kostiumu kąpielowego wielką metaforę utraty tożsamości. Kolejnym atutem jest humor; subtelna ironia, która pozwala czytelnikowi uśmiechnąć się nad małostkowością i zagubieniem bohaterów, rozpoznając w nich własne lęki. ⚠️ Wady i niedociągnięcia Przyznając ocenę 7/10, należy wskazać na pewną chłodną dystansowość, która dla części odbiorców może być barierą. Calvino bardziej operuje intelektem niż czystym afektem, co sprawia, że historie te czyta się z podziwem dla konstrukcji, ale rzadko z autentycznym wzruszeniem. Momentami narracja staje się zbyt analityczna, co może nużyć czytelnika szukającego w literaturze o miłości większego ognia i emocjonalnego zaangażowania. Niektóre opowiadania wydają się też nieco zbyt abstrakcyjne, tracąc grunt pod nogami w dążeniu do formalnej doskonałości. „Trudne miłości” to lektura obowiązkowa dla wielbicieli prozy wyrafinowanej i poszukującej. Italo Calvino udowadnia, że o uczuciach można pisać bez patosu, skupiając się na milczeniu, które dzieli kochanków skuteczniej niż odległość. To rzetelny, błyskotliwy portret ludzkiej niekomunikatywności, który mimo upływu lat nie stracił nic ze swojej aktualności.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na72 miesiące temu
Nazwij to snem Henry Roth
Nazwij to snem
Henry Roth
Henry Roth napisał „Nazwij to snem” w latach 30. dwudziestego wieku. Powieść, zyskała większą popularność na rynku amerykańskim dopiero po trzydziestu latach, a następnie znów została zapomniana. Nie bez powodu znalazła się wśród książek wybranych do publikacji przez ArtRage w ramach serii Cymelia, chociaż nie jestem zwolenniczką nazywania arcydziełem każdego tekstu o wartościach artystycznych, a tak właśnie są reklamowane. Wśród opublikowanych w ramach Cymelii, są pozycje naprawdę wyjątkowe, niedoceniane i zasługujące na przypomnienie, a może wręcz odkrycie. Arcydzieło to jednak coś więcej. Można dyskutować na temat utworów, które spełniają warunki przynależności do arcydzieł. Niekwestionowane to Odyseja, Iliada, twórczość Williama Shakespeare'a, Tołstoja. „Nazwij to snem” to z pewnością bardzo dobra, a jak na czasy jej powstania, wręcz nowatorska powieść o traumatycznym dzieciństwie. Sposobem w jaki Roth opisał przeżycia kilkuletniego Dawida z pewnością wyprzedził swoje czasy, kiedy psychologia dziecięca dopiero zaczynała się rozwijać. To również wnikliwy obraz początków wielkiej żydowskiej emigracji i życia tej mniejszości w Nowym Jorku, w okresie poprzedzającym lata Wielkiego Kryzysu. Krótki zarys fabuły. Razem z największą falą uchodźców, wśród nich europejskich Żydów, do Nowego Jorku przybywa sprowadzona przez męża z Austro-Węgier Gienia z ich synem Dawidem. Jest rok 1907. Ojciec nie widział jeszcze syna, ale już nie żywi do niego żadnych cieplejszych uczuć. Jest żydowskim emigrantem, człowiekiem pełnym sprzeczności, apodyktycznym, porywczym, złośliwym - trudnym mężem, okrutnym ojcem. Opiekuńcza, czuła i kochająca matka stara się wynagrodzić chłopcu brak ojcowskiej uwagi. Żydowska diaspora w Nowym Jorku klepie biedę w ubogich czynszówkach emigranckiej dzielnicy – rodzaju getta dla pogardzanej przez inne mniejszości grupy społecznej. Matka chłopca porozumiewa się tylko w języku jidysz, prowadzi dom, gotuje, opiekuje się chłopcem. Niezależnie od miejsca i czasu potrzeby dziecka są takie same. To poczucie bezpieczeństwa, miłości, zaufania i własnej wartości. Wobec ich braku, Dawid, mimo starań matki, nie ma szans na normalne dzieciństwo. Jego życie wypełnione jest lękiem: przed ojcem, utratą matczynej opieki, kolegami, obcą okolicą, niezrozumiałą religią, rabinem, otoczoną tajemnicami przeszłością. Przypomina koszmarny sen o dzieciństwie: „Można to właściwie nazwać snem. Bo tylko tuż przed snem uszy zyskują moc powtórnego przywołania przeraźliwego wrzasku, ochrypłego głosu, krzyku strachu, dźwięku dzwonu, ciężkiego oddechu, ryku tłumu i wszystkich dźwięków, które fermentowały w kadziach ciszy i przeszłości” Powieść ma wiele walorów, wśród nich są żywe dialogi, psychologiczna prawda wielu (nawet drugoplanowych) postaci, niezwykłe wewnętrzne monologi dziecka. Ma świetne sceny i trzymające w napięciu fragmenty, ale są w niej również rozdziały które powodowały zawieszenie akcji. Doceniam ciekawą formę i wartości kulturowe. To było ciekawe, ale jednak dość męczące doświadczenie. O ile mogę się emocjonalnie odseparować od przeżyć ludzi dorosłych, to wobec cierpienia osamotnionego w brutalnej rzeczywistości dziecka trudno pozostać obojętnym, chociaż nadmierna empatia dla postaci literackiej żyjącej sto lat temu na innym kontynencie wydaje się irracjonalna.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na71 miesiąc temu
Małe preludia Helen Garner
Małe preludia
Helen Garner
Głównymi bohaterami kameralnej prozy australijskiej pisarski są Dexter i Elizabeth, oboje po czterdziestce, w czasie studiów byli blisko ze sobą, a teraz spotkali się przypadkowo na lotnisku w Melbourne, kiedy to Elizabeth czekała na przylatującą nastoletnią siostrę Vicky. Nasza para bohaterów ma już swoje rodziny: Dexter żonę Athenę oraz dwóch synów: mocno autystycznego Billy'ego i Arthura. Elizabeth z kolei żyje w nieformalnym związku z Philipem z którym ma córkę Poppy, no i oczywiście jest Vicky. Dość skomplikowane relacje między tą ósemką bohaterów są treścią książki. Portretuje Garner z wielką czułością swoich bohaterów, w gruncie rzeczy zagubionych ludzi, którzy często dokonują złych wyborów, ale są tylko ludźmi z ich potrzebami, tęsknotami, rutynami. To taka czuła książka, nie sposób nie lubić żadnego z jej bohaterów. Jakoś poruszyła mnie postać Vicky, która obserwując chaotyczne i zimne życie swojej siostry, zaczyna lgnąć do rodziny Dextera, gdzie jest miłość i bezpieczeństwo. W tej rodzinie jest też jakieś szaleństwo: śpiew Dextera, granie na pianinie Atheny no i szalony syn, ale też sporo ciepła. Rzecz cała jest bardzo plastyczna: maluje Garner obrazy złożone ze słów rzuconych na papier. Można te krótkie teksty potraktować jako impresje, preludia muzyczne delikatnie powiązane ze sobą. To taki kolaż scen z życia, pięknie zresztą opowiadanych, ale czytelnik musi sam je sobie złożyć w całość. Dobrze to czytać powoli, robić sobie przerwy, żeby w pełni napawać się pięknem tej prozy. To także proza poetycka, w książce znalazłem sporo pięknych zdań. Kilka przykładów: „Dexter zobaczył ją w lusterku i pomyślał, że zasnęła. Teraz, bez żadnych przeszkód, jego czułość dla całego świata natychmiast ją otuliła.” „Duży, drewniany, pokryty bliznami stół był nakryty na jednym końcu białym bawełnianym obrusem, stała na nim sterta misek i leżała garść łyżek.” Pokryty bliznami stół, piękne... „Przez okna o podniesionych brwiach dobiegał pisk metalu z ulicy na dole.” Okno o podniesionych brwiach... „Po drugiej stronie niczym podprogowe sugestie migotały sylwetki rowerzystów, którzy spokojnie jechali do domu na kolację.”
almos - awatar almos
ocenił na81 miesiąc temu
Komu ukazał się wiatr Carson McCullers
Komu ukazał się wiatr
Carson McCullers
Jesteśmy na południu Stanów Zjednoczonych, gdzie ciągną się pola bawełny, zapach ryby i kukurydzy miesza się z dymem, słyszmy dźwięki harmonijki wygrywającej smutnego bluesa a czarnoskóre pomoce domowe pieką ciasta. Jest w tym jakaś duszna małomiasteczkowość i chęć ucieczki z rodzinnych stron. Dużo tu ciężaru, np tytułowe opowiadanie to przejmujący obraz rozpaczy, samotności, beznadziei i grozy jaka czasem spotyka ludzi w związkach i autorka pisze o tym niezwykle przejmująco, jednak całość zbioru nie jest też pozbawiona lekkości i przebłysków humoru (zostanie ze mną aronia losu). Chociaż tematyka tych opowiadań jest różna, to dla mnie najbardziej wyróżniają się tu opowieści o dorastaniu. O tym bardzo specyficznym okresie, gdy w młodym człowieku miesza się jeszcze to co dziecięce z dobijającą się brutalnie dorosłością. To czas rozedrgania, metamorfozy i bolesnego czasem przepoczwarzania się. Czas strachów, irracjonalnych obawi osobliwego, niewytłumaczalnego smutku. Gdy bohaterowie czują się jakby już nie znali siebie, gdy pojawiają się pytania odnośnie świata, „w nerwach gra jazzowy smutek”, serce drętwieje i zamiera, nie można się pozbyć ucisku z piersi, pojawiają się uczucia, których nie umie się nazwać. Gdy czasem ma się serdecznie dosyć bycia sobą. Gdy budzi się seksualność. Carson McCullers opowiada o tym z niesamowitą wrażliwością i empatią i bardzo trafnie ujmuje w słowa to co nieuchwytne.
uczta_babette - awatar uczta_babette
ocenił na73 miesiące temu
Zmierzchanie świata Werner Herzog
Zmierzchanie świata
Werner Herzog
Nie rozumiem fascynacji wojną. Czytania książek wojennych czy oglądania filmów. Oczywiście na pewno warto wiedzieć coś na ten temat, ale wracanie do tego tematu, maglowanie go z każdej strony i epatowanie cierpieniem to już nie dla mnie. Po co nurzać się w bólu kiedy nikomu to nie przyniesie ulgi, a nam odbierze dobry nastrój, spokój i chęć życia? Jak pisze Walter Benjamin w "Pasażach" historia pokazująca rzeczy, tak jak działy się naprawdę, była najsilniejszym narkotykiem stulecia". I niewątpliwie ja też zauważam pewien rodzaj uzależnienia u ludzi, którzy z przyjemnością, i jakby ulgą, sięgają po kolejną książkę o beznadziei, cierpieniu, śmierci, lęku i wszystkim co z tą sytuacją jest związane. "Zmierzchanie świata" jest opowieścią niby o wojnie, ale przede wszystkim o tym jak trudno czasem wrócić do normalnego życia. Czasem jest to wręcz niemożliwe i sama wojna, mimo że nieistniejąca realnie, jest już jedynym sensem życia. W książce unosi się jakby duch wojny, czuć zagrożenie i duchotę, ale przedstawione jest to w oszczędny, a jednocześnie obrazowy sposób. Łatwo zauważyć, że autor jest reżyserem. Pełno tu gotowych kadrów. Werner Herzog napisał książkę niewielką fizycznie, ale dała mi ona mnóstwo powodów do rozważań, m.in., że świat, w którym żyjemy jest jedynie naszą projekcją. Każdy z nas wybiera w jakim świecie żyje i czyim życiem. Mogłabym przytoczyć wiele wspaniałych fragmentów, ale to zaledwie 157 stron. Kilka chwil w lepkiej od wilgoci dżungli, która jawi się kadrami z filmu "Czas apokalipsy". Z tyłu głowy słyszałam czasem "This is the end"... A na końcu jest świetne posłowie, które tak zainteresowało mnie osobą Wernera Herzoga, że zapragnęłam dowiedzieć się więcej, przeczytać autobiografię, choć nikt nie przetłumaczył niestety, i w końcu obejrzeć jakiś jego film. Stary, ale zapewne wciąż aktualny. Cytuję za posłowiem Pawła Mościckiego:"Jak głosi (...) aforyzm z wczesnego filmu Herzoga:<<Wojny są dziś bardziej konieczne niż kiedykolwiek. Nawet przegrana jest lepsza niż nic.>> Prawdziwe szaleństwo wojny polega na tym, że staje się ona źródłem sensu, że wydaje się porządkować świat, który zarazem nieuchronnie niszczy." Nie dajmy się zatem oszukać. Kłamstwo lubi przebieranki.
Tusiak - awatar Tusiak
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Ulica Żółtego Błota

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ulica Żółtego Błota