
Kochanka Wittgensteina

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- Proza Światowa
- Data wydania:
- 2022-04-18
- Data 1. wyd. pol.:
- 2022-04-18
- Data 1. wydania:
- 2002-01-01
- Liczba stron:
- 350
- Czas czytania
- 5 godz. 50 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788381964289
- Tłumacz:
- Krzysztof Majer
David Markson to amerykański pisarz, autor kilkunastu eksperymentalnych powieści, obejmujących wiele gatunków i konwencji literackich, który polskiemu czytelnikowi jest niestety zupełnie nieznany. Prezentujemy więc, uznawaną za jego największe osiągnięcie, melancholijną powieść "Kochanka Wittgensteina" dedykowaną ówczesnej kochance autora, Joan Semmel. Niewiarygodna narratorka, malarka, znana czytelnikowi jako Kate jest, jak się zdaje, jedyną ocalałą na świecie, po którym porusza się najróżniejszymi środkami lokomocji z zaskakującą swobodą. Naczelnym problemem tekstu staje się powiązanie świata z jego przedstawieniami, przede wszystkim językowymi: w tym aspekcie, choć także w rozluźnionej, wyliczeniowej formie, przejawia się inspiracja wittgensteinowska.
Krzysztof Majer, autor przekładu powieści pisze o niej tak: "Jest to rzeczywiście książka osobna, a na pewno osobliwa: obsesyjna, przewrotna, dowcipna, przejmująco smutna. Skazana na pierwszą osobę liczby pojedynczej, w bardzo szczególnym sensie post-apokaliptyczna, w nietuzinkowy sposób erudycyjna. Zwrócił mi na nią uwagę dziesięć lat temu Mark Tardi, zaprzyjaźniony poeta amerykański i kolega z łódzkiej anglistyki, mówiąc, że to jego ulubiona powieść. Podarował mi też egzemplarz, za co jestem mu bardzo wdzięczny".
Kup Kochanka Wittgensteina w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Kochanka Wittgensteina
Poznaj innych czytelników
419 użytkowników ma tytuł Kochanka Wittgensteina na półkach głównych- Chcę przeczytać 304
- Przeczytane 108
- Teraz czytam 7
- Posiadam 24
- 2023 10
- 2022 6
- Chcę w prezencie 5
- Literatura piękna 3
- Ulubione 3
- PIW 2





























OPINIE i DYSKUSJE o książce Kochanka Wittgensteina
Zbiorek ciekawostek z dziedziny wysokiej kultury ubrany w bełkot; całość nie składa się na nic pouczającego; jakieś pozory wiedzy o kulturze, które zresztą są wielokrotnie nieprawdą. Nie wiem, komu może to imponować. Powieść niby eksperymentalana, bo tak ją chyba trzeba było określić, by ktoś to wydał. Albo zarekomendował to do wydania ktoś, kto jest totalnym ignorantem i te zdawkowe "smaczki" (pejorative) mu zaimponowały. Nie wiem. Pomyłka i strata czasu. Prąd myśli to u Joycea, a to coś, to jest poziom debilny, a obraźliwy dla kogoś oczytanego z dużą wiedzą ogólną. Ogólną, bo tu jest ogólnikowa. Smutne.
Zbiorek ciekawostek z dziedziny wysokiej kultury ubrany w bełkot; całość nie składa się na nic pouczającego; jakieś pozory wiedzy o kulturze, które zresztą są wielokrotnie nieprawdą. Nie wiem, komu może to imponować. Powieść niby eksperymentalana, bo tak ją chyba trzeba było określić, by ktoś to wydał. Albo zarekomendował to do wydania ktoś, kto jest totalnym ignorantem i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo tozjawiskowe
https://open.spotify.com/episode/0LnYB3QOlmRS5f5rtsEah4?si=e98557608b9047e6
zjawiskowe
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttps://open.spotify.com/episode/0LnYB3QOlmRS5f5rtsEah4?si=e98557608b9047e6
Studium szaleństwa, erudycyjna z dużą ilością odwołań do kultury.
Studium szaleństwa, erudycyjna z dużą ilością odwołań do kultury.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę przypadkowo w tym miesiącu postanowiłam zerknąć na #MiędzyMaraton u @chrzanizm i tak się akurat złożyło, że „Kochankę Wittgensteina” miałam dodaną na Legimi, więc uznałam, że to jest mój znak, aby po nią sięgnąć.
I już od pierwszej strony wiedziałam, że to jest powieść 𝘵𝘰𝘵𝘢𝘭𝘯𝘢. Że ma w sobie to coś, co od zeszłego roku urzeka mnie w prozie eksperymentalnej. Lubię połączenie ciekawostek i wiedzy z elementami filozofii, lubię też płynący strumień świadomości.
Jednak to, co wyróżnia pozostałe książki tego typu zamknięte jest w formie, z jaką się mierzymy. Otóż Kate, nasza główna bohaterka, pisze na maszynie, lecz robi to w sposób świetnie odzwierciedlający gonitwę myśli; i tu podkreślam, wielowątkowość i nielinearność miesza się tu z fałszywymi anegdotami i informacjami.
Rzadko dostajemy fakty na temat jej życia, częściej wracamy do jednej i tej samej historii, która podobno spotkała Botticelli, gdy ten starał się o pracę u samego papieża.
A może to był Michał Anioł?
Nie, teraz jak o tym myślę to na pewno był Giotto.
I w takiej formie, często powracające motywy przeplatają się ze sobą, serwując nam cały listy utworów operowych, nazw obrazów, fragmentów żywotów malarzy (sama Kate była w końcu w życiu 𝘱𝘳𝘻𝘦𝘥 malarką),a prawdy o nich dowiadujemy się dopiero googlując sobie prawidłowe odpowiedzi.
Ale czym właściwie są te „prawidłowe odpowiedzi” w świecie, w którym nikt inny nie może ich zweryfikować? O, bo tu łapiemy kolejne sedno powieści; Kate jest ostatnią kobietą na ziemi, ostatnią istotą.
Poznajemy ją już na etapie, gdy przestała szukać innych ludzi czy stworzeń, pogodziła się ze swoją sytuacją. Czasem opowiada nam o swoich przygodach, których doświadczyła podróżując po świecie, o tym, jak być-może-na-pewno widziała kota w Koloseum, ale samych faktów wyjaśniających jak doszło do tego, że świat przerodził się w postapokaliptyczną rzeczywistość mamy niewiele.
Zawsze z przyjemnością próbuję zgadywać, co kryje się za myślami nierzetelnych narratorów, których stan psychiczny również nie jest rzeczą pewną. Jeśli też to lubicie, może to być coś dla was!
Trochę przypadkowo w tym miesiącu postanowiłam zerknąć na #MiędzyMaraton u @chrzanizm i tak się akurat złożyło, że „Kochankę Wittgensteina” miałam dodaną na Legimi, więc uznałam, że to jest mój znak, aby po nią sięgnąć.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI już od pierwszej strony wiedziałam, że to jest powieść 𝘵𝘰𝘵𝘢𝘭𝘯𝘢. Że ma w sobie to coś, co od zeszłego roku urzeka mnie w prozie eksperymentalnej. Lubię...
Świat opustoszał. Zniknęli z niego [chyba] wszyscy ludzie i [prawdopodobnie] wszystkie zwierzęta. Z rzek można czerpać wodę od razu zdatną do picia. To marne pocieszenie – móc pić prosto z Sekwany czy innej Tamizy. Marne pocieszenie, gdy nie ma o tym komu powiedzieć. Gdy jest się [prawdopodobnie] jedyną ocalałą osobą.
👉Relację z opuszczonego przez ludzi i zwierzęta świata zdaje Kate. Trudno poznać jednak nową rzeczywistość ze względu na fakt, iż narracja głównej bohaterki jest przede wszystkim niewiarygodna. Zjawisko to obecne jest bodajże na każdej stronie „Kochanki Wittgensteina”. A nawet jeśli tak nie jest, trudno dociec prawdy – odkrycie jej wymagałoby: a) specjalistycznej wiedzy dotyczącej tego, o czym mówi Kate, lub b) analizowania każdej informacji podanej przez nią za „fakt”.
👉Nawet gdyby dowieść, które ze słów Kate są prawdziwe, nie dałoby się poznać rzeczywistości, w której przyszło jej funkcjonować. Namacalny, geograficzny świat jest bowiem jedynie tłem dla rozważań obejmujących szeroko rozumianą sztukę, filozofię oraz język.
👉„Kochankę Wittgensteina” określa się [również] jako filozoficzne science-fiction. Nie sądzę jednak, by ta łatka tu pasowała. Elementów typowych dla SF praktycznie brak [poza skąpo nakreślonym światem]. Bliżej dziełu Marksona – ale to moja wysoce subiektywna interpretacja – do powieści psychologicznej, w centrum której stoi: 1) osamotniony [i okaleczony] umysł, który próbuje wykreować świat, a zarazem 2) nie może tego stworzyć ze względu na granice wyznaczane przez język. [Osobiście uważam Kate za odizolowaną pacjentkę szpitala psychiatrycznego. Jednak dłuższa dywagacja nad tym zagadnieniem dostępna u mnie na stronie – link w bio].
👉Eksperymentalna proza Davida Marksona nie każdemu przypadnie do gustu. „Kochanka Wittgensteina” to książka trudna. Rwana narracja i fałszywa narratorka dodatkowo utrudniają odczytanie tekstu. Ale zarazem to właśnie dzięki temu można interpretować ją na wiele sposobów [np. przez pryzmat choroby psychicznej].
Książkę do recenzji otrzymałem od Wydawcy w ramach współpracy barterowej.
Dłuższa recenzja tutaj:
https://karols.pl/kochanka-wittgensteina-david-markson-recenzja/
Świat opustoszał. Zniknęli z niego [chyba] wszyscy ludzie i [prawdopodobnie] wszystkie zwierzęta. Z rzek można czerpać wodę od razu zdatną do picia. To marne pocieszenie – móc pić prosto z Sekwany czy innej Tamizy. Marne pocieszenie, gdy nie ma o tym komu powiedzieć. Gdy jest się [prawdopodobnie] jedyną ocalałą osobą.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to👉Relację z opuszczonego przez ludzi i zwierzęta świata...
Eksperymenty w literaturze mają długą tradycję. David Markson w „Kochance Wittgensteina” jest jej świadomy więc zabiera nas w czas ostateczny. Wokół panuje postapokaliptyczna pustka, a rzecz miejscami bardziej skupia się na samym języku niż treści. Trudną formułę pogłębia spora erudycja autora, który nie stara się jej przytemperować, aby być bardziej zrozumiałym. Oto co można zaobserwować: Kate – chyba ostatnia przedstawicielka rasy ludzkiej – toczy swój monolog, w którym jest uwięziona, ale i więzi czytelniczki.
Poszatkowana, niechronologiczna, pełna dziur dygresyjnych opowieść (słowo niekoniecznie najlepiej pasujące),w której nie jesteśmy pewni niczego. Nawet prawdziwości serwowanych historii. Choć poczucie absurdu nie opuszcza Kate, to jest ona osobą głęboko samotną. Tę samotność potęgują również dzieła sztuki zaludniające zdania. Zdania misternie złożone i jeszcze lepiej przełożone na język polski.
Literatura Maksona każe nam zachować czujność. Bo czy naprawdę Kate jest sama na świecie? Czy tylko sobie to wyobraża? A jeśli wyobraża, to gdzie się znajduje i w jakim stanie? Pytania, na które odpowiedzi nie ma, a zdania bohaterki – podobnie jak pytania – wieść mogą donikąd. „Kochanka Wittgensteina” unaocznia, że język jest w stanie zbudować świat. Niechby i odrębny, i samotny. Ale prezentujący niezwykłą kruchość naszych oczekiwań względem niego.
Eksperymenty w literaturze mają długą tradycję. David Markson w „Kochance Wittgensteina” jest jej świadomy więc zabiera nas w czas ostateczny. Wokół panuje postapokaliptyczna pustka, a rzecz miejscami bardziej skupia się na samym języku niż treści. Trudną formułę pogłębia spora erudycja autora, który nie stara się jej przytemperować, aby być bardziej zrozumiałym. Oto co...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEksperyment, który mnie nie ujął.
Eksperyment, który mnie nie ujął.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Kochanka Wittgensteina” znalazła się w moim rocznym zestawieniu najlepszych książek. W uzasadnieniu pisałem tak: „Niezwykłość w literaturze może mieć różne imię. David Markson wykreował postać Kate – prawdopodobnie ostatniej istoty na świecie. Ten pomysł może zwiastować powieść postapokaliptyczną, silnie egzystencjalną, albo inicjacyjną. Nie tym razem. Zamiast potworów, poszukiwania bezpiecznego miejsca do życia czy badania okruchów historii, widzimy Kate w ciągłym ruchu. Jesteśmy zamknięci w jej głowie, słyszymy jej monolog, doświadczamy przypadkowości w różnych zabarwieniach. Jeśli szukacie najbardziej niecodziennej narracji tego roku, to obok „Boba albo mężczyzny na łodzi” sięgnijcie właśnie po „Kochankę Wittgensteina”.
Choć od lektury książki Marksona minęło już nieco ponad 40 dni, nadal wracam do niej pamięcią. Im dłużej o niej myślę, tym bardziej przychylam się do wersji, że Kate tak naprawdę fantazjuje. A może nawet nie tyle fantazjuje, ile imaginuje sobie bycie ostatnią osobą na ziemi. Może jest zamknięta w szpitalu psychiatrycznym, albo została porzucona przez Wittgensteina i ma ochotę zbudować wokół siebie świat pozbawiony rozmów, kontaktu i zdarzeń? Podoba mi się takie myślenie o książce, bo sprawia, że z gruntu science-fiction przechodzimy na fundament psychologii. Markson nie podąża przecież drogą klasycznej fantastyki. Nie interesują go przyczyny i skutki, lecz to, co pomiędzy: zagadka ludzkiej natury, przeszłości, samotności. Nie czytamy tu o akcie przemocy, ani o praprzyczynach kataklizmu. Za to cały czas pozostajemy przy bohaterce.
„Kochanka Wittgensteina” dzięki swojej konstrukcji jest dziełem praktycznie nieczytalnym. Owszem, kilku przedstawicieli środowiska literackiego doceniło nieoczywiste walory tej prozy. Zasadniczo jednak ‘płynięcie’ z prądem monologów bohaterki jest trudne. Tu nie ma fabuły, nic się nie dzieje w czasie rzeczywistym, jako czytelnicy musimy nurzać się w tym, co jest nam nieznane i obce. Oswojenie wspomnień, próba zbliżenia się do pojawiających się postaci, odnalezienie wspólnych artefaktów – to wszystko z każdą kolejną stroną staje się coraz bardziej niemożliwe. Markson za nic ma nasze potrzeby. Rwie akapity, opisuje myśli podążające donikąd, nie stroni od powtórzeń. Dużą rolę odgrywa tu ulotność pamięci, z czego wynika mylenie faktów, poprawianie się, innym razem zaprzeczanie. Autor dąży do ukazania nam jak krucha jest ludzka świadomość. Jak łatwo zburzyć świat, który kreowaliśmy sobie przez całe życie.
W „Kochance Wittgensteina” ważny jest język. Celowo układany w krótkie akapity, nabierający podczas głośnego czytania specyficznego rytmu. W jednej ze scen Kate rozmyśla o tym, jak Szekspir wpłynął na tłumaczenie Eurypidesa. Chwilę później podejmuje temat z jeszcze innej strony. Grecy przecież też czytają „Romeo i Julię” w języku ojczystym, a wpływ na kształt greki miał także Eurypides. W ten sposób autorzy niepowiązani ze sobą, żyjący w innych epokach, oddziałują na to, jak my myślimy. Jakimi słowami porozumiewamy się ze sobą. Podobnych, filozoficznych rozważań i odwołań jest w tej książce dużo więcej. Pojawiają się chociażby Vincent van Gogh, William Gaddis, Helena Trojańska czy Johannes Brahms. I za każdym razem jest to wizyta nieoczywista.
Jeśli prawdą jest, że maszynopis tej powieści w 1987 roku odrzuciło pięćdziesięciu czterech wydawców, a nie mam podstaw żeby podważać tę tezę, to bardziej zastanawia mnie nie sam fakt niechęci do poświęcania czasu i środków ze osób decyzyjnych, ile zamiary autora. Pięćdziesiąt cztery to duża liczba. Determinacja Marksona musiała być olbrzymia. Mocno wierzył, że znajdzie czytelników, ba, przypuszczam, że on dobrze wiedział jak dobra jest ta książka. Jak wyjątkowa i ponadczasowa. To tylko dowodzi, że miał rozwiniętą świadomość literacką i wrażliwość twórczą. Dobrze, że ostatecznie mu się udało.
Recenzja ukazała się pod adresem http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2023/02/recenzja-kochanka-wittgensteina-david.html
„Kochanka Wittgensteina” znalazła się w moim rocznym zestawieniu najlepszych książek. W uzasadnieniu pisałem tak: „Niezwykłość w literaturze może mieć różne imię. David Markson wykreował postać Kate – prawdopodobnie ostatniej istoty na świecie. Ten pomysł może zwiastować powieść postapokaliptyczną, silnie egzystencjalną, albo inicjacyjną. Nie tym razem. Zamiast potworów,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka - bo raczej nie powieść - niekonwencjonalna i nielinearna. Zatem z góry nie przeznaczona dla kochających literaturę (?) z półnagimi facetami na okładkach. A więc o czym to jest? Najkrócej rzecz ujmując, o funkcjonowaniu naszego mózgu. Tytułowy Wittgenstein jest tu tylko symbolem. Bohaterka podróżująca myślami po wszystkim, co przeżyła, czego doświadczyła i doświadcza, odwołuje się co rusz do różnych mitów i symboli kultury, od antyku po współczesność, od artyzmu po kicz. Z jednej strony niesamowite. Z drugiej, gdy ktoś szuka w prozie emocji, to tu raczej jest refleksja - po co to komu? A no po to, by uzmysłowić każdemu z nas, że autostrada naszych myśli to jeden wielki bałagan. Przecież w ciągi dnia zaledwie udaje nam się myślami dotknąć tysiące rzeczy, postaci, obrazów, czy czego tam jeszcze. Niuanse? Możliwe, ale żeby zrobić z tego literaturę, potrzeba odwagi, talentu i wiary, że czytelnik zechce na chwilę się zatrzymać i zadumać nad swoim światem. Ale żeby mieć taki wewnętrzny świat, jaki posiada bohaterka, trzeba wiele się nauczyć, wiele przeczytać, a jeszcze więcej zobaczyć. Stąd też tyle filozofii w tej prozie. I jeszcze jedno. Zaletą tej książki jest to, że można zacząć ją czytać od dowolnej strony. Satysfakcja zawsze będzie ta sama. Trzeba tę książkę przeczytać. Jeśli ktoś zada sobie po lekturze pytanie, po co? No właśnie - po to.
Książka - bo raczej nie powieść - niekonwencjonalna i nielinearna. Zatem z góry nie przeznaczona dla kochających literaturę (?) z półnagimi facetami na okładkach. A więc o czym to jest? Najkrócej rzecz ujmując, o funkcjonowaniu naszego mózgu. Tytułowy Wittgenstein jest tu tylko symbolem. Bohaterka podróżująca myślami po wszystkim, co przeżyła, czego doświadczyła i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka bardzo niekonwencjonalna i trudna w ocenie. Na pewno nie jest to pozycja dla każdego. Ma dość nietypową formę i strukturę. Całość jest zapisem luźnych myśli głównej bohaterki - ostatniej żywej istoty na Ziemi.
Pełno tu odniesień do literatury, sztuki, czy filozofii. Na pewno dzięki tej książce powiększyła mi się lista nazwisk do zapoznania się. Tytułowy Wittgenstein wspominany jest kilka razy, ale znacznie częściej widać jego wpływ na myśli autorki.
Na pewno jeszcze kiedyś do Kochanki wrócę.
Książka bardzo niekonwencjonalna i trudna w ocenie. Na pewno nie jest to pozycja dla każdego. Ma dość nietypową formę i strukturę. Całość jest zapisem luźnych myśli głównej bohaterki - ostatniej żywej istoty na Ziemi.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPełno tu odniesień do literatury, sztuki, czy filozofii. Na pewno dzięki tej książce powiększyła mi się lista nazwisk do zapoznania się. Tytułowy...