Kup Things We Lost in the Fire: Stories w ulubionej księgarnii
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
usłyszałem o tej książce przez przypadek w programie II PR, poszperałem w necie i zamówiłem. oj, jak dobrze mi się czytało te argentyńskie opowiadania. ich klimat jest właśnie taki jaki lubię: trochę creepy, trochę weird; w prawie każdej historii pojawiają się duchy i inne zjawiska nadprzyrodzone. a to wszystko w boskim Buenos Aires oraz prowincjonalnych miasteczkach Argentyny.
poziom opowiadań jest bardzo wyrównany. nie ma lepszych czy gorszych. warsztatowo bez zarzutu. jestem ciekaw czy Mariana Enríquez to wszystko wymyśliła czy czerpała inspiracje z własnych doświadczeń (jest dziennikarką). niektóre historie czytałem z wypiekami na twarzy np. o chłopaku ze slumsów, którego policjanci utopili w rzece, toksycznym ścieku, a który to przeżył i został otoczony czcią w wierzeniach plemiennych; czy o nowej uczennicy, która nie zaakceptowana w klasie wyrywa sobie paznokcie, a później samookalecza się by się zabić. chyba najbardziej zapadającym w pamięć opowiadaniem jest "Brudny dzieciak". to historia dzieciaka ze slumsów Buenos Aires, którego matka jest w ciąży i ćpa crack. oboje mieszkają na ulicy. pewnego dnia na miejscu ich koczowania zostaje znaleziona obcięta głowa dziecka, a ćpunka wraz z dzieciakiem znika. pojawia się również historia seryjnego mordercy dzieci #PetisoOrejudo oraz problem spalania niewiernych kobiet przez mężów.
jeśli chodzi o Argentynę, to znam ją tylko dzięki Maradonie i stadionie Maracana. i to tyle. ze względu na znaczną odległość od Europy raczej nie wybieram się. nie mniej jednak, historie przedstawione przez autorkę zachęcają do odwiedzin, szczególnie slumsów, których wielokulturowość, szamanizm przedstawiała w sposób barwny i ciekawy. polecam
usłyszałem o tej książce przez przypadek w programie II PR, poszperałem w necie i zamówiłem. oj, jak dobrze mi się czytało te argentyńskie opowiadania. ich klimat jest właśnie taki jaki lubię: trochę creepy, trochę weird; w prawie każdej historii pojawiają się duchy i inne zjawiska nadprzyrodzone. a to wszystko w boskim Buenos Aires oraz prowincjonalnych miasteczkach...
Przerażające, szokujące i porywające historie grozy. Czytanie ich to stan między majaczeniami ciężkiej gorączki a zimnym potem lęku - dziki świat, gdzie nie ma żadnej kontroli - jest za to bieda, nierówność i obrzydliwa rzeczywistość.
Szokujące pokazanie marginalizacji kobiet w epoce maczyzmu i patriarchatu. Każde zakończenie jest prowokacją do refleksji i wołaniem "Dopowiedz resztę. Ale czy na pewno tego chcesz?". Bo te historie nie kończą się na ostatniej stronie - pozostają w głowie jak niewygodne echo.
Przerażające, szokujące i porywające historie grozy. Czytanie ich to stan między majaczeniami ciężkiej gorączki a zimnym potem lęku - dziki świat, gdzie nie ma żadnej kontroli - jest za to bieda, nierówność i obrzydliwa rzeczywistość.
Szokujące pokazanie marginalizacji kobiet w epoce maczyzmu i patriarchatu. Każde zakończenie jest prowokacją do refleksji i wołaniem...
Bardzo dobry zbiór opowiadań. W zasadzie nie czytam literatury typu horrory czy grozy, ale literatura iberoamerykańska wystarczy, że opisuje rzeczywistość, która sama w sobie jest zbiorem grozy. Tak jest właśnie z opowiadaniami zawartymi w tej książce. Wystarczy, aby bohaterowie tylko naruszyli granicę, a wypadki stają się wręcz niewyobrażalne w swojej tragiczności. Groza, która jest opowiadana przez autorkę, to w zasadzie codzienność argentyńskich i paragwajskich ulic, tam rzeczywistość jest w stanie przerosnąć wyobraźnię pisarza. Fakt, że zło jest tak powszechne i stale przypomina o swoim istnieniu, a widziane z perspektywy kobiet żyjących w kulturze maczyzmu, nadaje opowiadaniom swoistej formy manifestu. Dodatkowym atutem opowiadań zebranych w tej książce jest ich otwartość. Autorka stwarza możliwości czytelnikowi dopowiedzieć ich zakończenie. Spokojnie polecam sięgnąć po niniejszy zbiór opowiadań.
Bardzo dobry zbiór opowiadań. W zasadzie nie czytam literatury typu horrory czy grozy, ale literatura iberoamerykańska wystarczy, że opisuje rzeczywistość, która sama w sobie jest zbiorem grozy. Tak jest właśnie z opowiadaniami zawartymi w tej książce. Wystarczy, aby bohaterowie tylko naruszyli granicę, a wypadki stają się wręcz niewyobrażalne w swojej tragiczności. Groza,...
„To, co utraciliśmy w ogniu” Mariany Enriquez to zbiór dwunastu opowiadań grozy, które wciągają czytelnika w mroczny, duszny świat pełen przemocy, tajemnic i niepokoju. Choć na bookstagramie było i jest o tej książce dość cicho, uważam, że powinno się o niej mówić więcej - bo to świetna propozycja dla miłośników literatury grozy, zwłaszcza tej bardziej nieoczywistej i pełnej psychologicznego napięcia.
Enriquez serwuje nam historie o duchach, mo_derstwach, narkotykach, tajemniczych domach i autodestrukcji - ale oczami kobiety, co nadaje im świeżości i unikalnego charakteru. Niektóre opowiadania są brutalne, inne bardziej subtelne, zostawiając czytelnika z niepokojącym uczuciem, że coś złego czai się tuż za rogiem. Autorka świetnie oddała też klimat Argentyny - momentami wręcz można ją poczuć, zobaczyć brudne ulice, poczuć zapach spalonego powietrza i usłyszeć szmery w ciemnych zaułkach.
Jak to bywa w zbiorach opowiadań, nie wszystkie teksty przemówiły do mnie jednakowo, ale jestem pewna, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Mnie szczególnie zapadły w pamięć trzy: "Brudny dzieciak", który już na otwarcie uderza w czytelnika mocnym akcentem, "Dom Adeli" oraz "Patio sąsiada" - każde z nich budziło inne emocje, ale wszystkie pozostawiły po sobie ślad.
Jeśli więc szukacie czegoś mrocznego, klimatycznego i jednocześnie innego niż typowy horror, „To, co utraciliśmy w ogniu” będzie dobrym wyborem.
A na koniec mała ciekawostka - w jednym z opowiadań pojawia się polski akcent 😃
„To, co utraciliśmy w ogniu” Mariany Enriquez to zbiór dwunastu opowiadań grozy, które wciągają czytelnika w mroczny, duszny świat pełen przemocy, tajemnic i niepokoju. Choć na bookstagramie było i jest o tej książce dość cicho, uważam, że powinno się o niej mówić więcej - bo to świetna propozycja dla miłośników literatury grozy, zwłaszcza tej bardziej nieoczywistej i...
Szokujące, przerażające, dziwne... Opowiadania Mariany Enriquez mogą się nie podobać czy odstraszać, ale ta dziwności jest w jakiś sposób fascynująca. Nigdy nie byłam zwolenniczką prozy, która powoduje strach i niepokój, a jednak dzięki tej książce zmniejszyły się moje uprzedzenia. Są opowiadania mniej i bardziej udane; według mnie najlepszym jest to tytułowe.
Szokujące, przerażające, dziwne... Opowiadania Mariany Enriquez mogą się nie podobać czy odstraszać, ale ta dziwności jest w jakiś sposób fascynująca. Nigdy nie byłam zwolenniczką prozy, która powoduje strach i niepokój, a jednak dzięki tej książce zmniejszyły się moje uprzedzenia. Są opowiadania mniej i bardziej udane; według mnie najlepszym jest to tytułowe.
opowiadania mariany enriquez zgromadzone w tym zbiorze przenika napięcie i groza, a sceną dla ich niecodziennych wydarzeń staje się argentyńska rzeczywistość. dwanaście zestawionych obok siebie historii podejmuje temat figury zła i jego nieustannego, choć zazwyczaj podskórnego udziału w powszedniości ludzkiej egzystencji. ta wciąż pulsująca pod powierzchnią społeczeństwa i miast siła od czasu do czasu przypomina o swojej nieobliczalności, choć zaznacza to z różną mocą.
zdecydowaną większość narracji przejmuje tu kobiecy punkt widzenia i problemy, z którymi muszą się one zmagać - m.in. uzależnienia, bieda czy nieszczęśliwe związki. połączenie gotyckiego klimatu, fikcji przecinającej się z rzeczywistością i wyobraźnią płatającą z pozoru niewinne, choć niepokojące figle kieruje reflektor literackiej uwagi na często powtarzający się w feministycznym dyskursie zarzut o histerię, długowieczne podważanie rzeczowości kobiecej narracji i ich autorytatywność.
„to, co utraciłyśmy w ogniu” jest oniryczną opowieścią o monotonii, która momentami staje się brutalna w antylogicznie subtelny sposób. omijając makabryczne szczegóły binarnie kojarzące się z niebezpieczeństwem czy złem, narracja to rzecz o ciemności instynktu wychylającej się tuż zza rogu, stale pozostającym w ruchu wahadle zemsty, a także uwierającym braku domknięcia niektórych wydarzeń, jakie spotykamy na swojej drodze, a których reperkusje pozostają nieodgadnione.
opowiadania mariany enriquez zgromadzone w tym zbiorze przenika napięcie i groza, a sceną dla ich niecodziennych wydarzeń staje się argentyńska rzeczywistość. dwanaście zestawionych obok siebie historii podejmuje temat figury zła i jego nieustannego, choć zazwyczaj podskórnego udziału w powszedniości ludzkiej egzystencji. ta wciąż pulsująca pod powierzchnią społeczeństwa i...
Najbardziej przerażający mnie typ grozy: wywiedziony z prawdziwych, autentycznych ludzkich dramatów. Ameryka Południowa ma osobliwą duchowość, iż wszędzie można by wpisać różne nadprzyrodzone siły, ale tu ich nie ma.
W każdym opowiadaniu czuć grozę i chociaż człowiek może łatwo snuć domysły, na sam koniec odpowiedź się nie zjawia, a trzeba żyć dalej. Niektóre tragedie dają wolność, inne sprawiają, iż coś w umyśle człowieka cały czas pozostanie otwarte. Ale trzeba żyć dalej. Chociaż nie uważam, by spotkał mnie dramat, frustracja w postaci nieznajdowania wyjaśnienia albo wcale, albo takiego, bym była usatysfakcjonowana, jest mi bardzo bliska.
Właśnie to, iż nie można do końca uzasadnić zachowań bohaterów, kolei wydarzeń albo bohaterkę omija kluczowy tok, żeby sobie zobrazować w głowie tak, by nie czuć się źle z tym, co się stało.
Dramaty związane z polityką, są w Argentynie i Paragwaju (dwa kraje, gdzie toczy się akcja opowiadań) jest bardzo żywy. Mariana Enriquez to pokazała. Druga rzecz to brutalne piękno Ameryki Południowej i jej specyfika społeczno-kulturalna. Nie lubię, gdy akcja nie jest pokazana w odpowiednio wykreowanej otoczce. Nie lubię neutralności np. u Harukiego Murakamiego, który wymienia japońskie nazwy i elementy, lecz nie ma w tym... serca. Serca jego kraju.
Poruszyło mnie tutaj wiele rzeczy, lecz najbardziej myślę nad tym, jak źle może się skończyć pomaganie narkomanom itp. ludziom żyjącym na ulicy. Z drugiej strony światki przestępcze zdają się być żywym organizmem, który żywi silnych, zaś reszcie pozwala umrzeć lub wręcz zabija.
Kiedy myślimy o środkach wyrazu, zwykle myślimy o pisarzach, ale ja także mam na uwadze osoby tłumaczące (kiedy czytam wersje polskie obcojęzycznego oryginału). Pierwsze czy autor/autorka czuje temat, ma ciekawą koncepcję i czy ma coś w sobie, by mnie do siebie przekonać. Mariana Enriquez pokazuje świat w taki sposób, że nawet jeśli ostatnie opowiadania mnie niezbyt ciekawiły, to mogę powiedzieć, że się zakochałam w jej pisarstwie. Także dowiedziałam się paru rzeczy i poznałam nowe poszlaki w daremnych próbach wyjaśniania sobie świata. Muszę zadowolić się, kiedy mi 'kliknie', bo zwariowałabym. Druga rzecz właśnie osoba tłumacząca: czy jest odpowiednia. W dzisiejszych czasach łatwo wrzucić w Google, żeby się zorientować, o czym jest tekst, ale do prawdziwego odczytania trzeba znać specyfikę danego języka i kontekst odnośnie środowiska społecznego i/lub naturalnego.
Najlepsze, iż nie ma tutaj powszechnego epatowania agresją, lecz fragmenty pokazane wraz z sugerowaniem sprawiają, że aż się boję ścieżek, które mogą się otworzyć w moim umyśle... że wpadnę do świata nonsensu. Przemoc i rozwiązanie złej sytuacji zdają się być rozdawane na ślepo. Ludzie zdają się mieć prawdziwe uczucia oraz własne myślenie, lecz większość rzeczy tracimy. Musimy tracić, bo byśmy oszaleli. Kiedy czytałam, czułam osobliwy spokój z praoceanem zgrozy przy krawędzi umysłu.
To jest właśnie proza, do której mam słabość, chociaż przez nią nabawiam się konieczności dalszych dociekań. "Nasze podmorskie żony" Julii Armfield, którą przeczytałam poprzednio, używają podobnych technik, lecz nastrój tamtej powieści jest inny. Nie można powiedzieć, że jest to jeden rodzaj prozy.
Najbardziej przerażający mnie typ grozy: wywiedziony z prawdziwych, autentycznych ludzkich dramatów. Ameryka Południowa ma osobliwą duchowość, iż wszędzie można by wpisać różne nadprzyrodzone siły, ale tu ich nie ma.
W każdym opowiadaniu czuć grozę i chociaż człowiek może łatwo snuć domysły, na sam koniec odpowiedź się nie zjawia, a trzeba żyć dalej. Niektóre tragedie...
jak dobrze jest czasem przeczytać coś dobrego. ten zbiór zrobił na mnie ogromne wrażenie, i muszę się wypowiedzieć na temat tych postaci - absolutnie niesamowity był dla mnie ich realizm. oprócz tego użekło mnie, że żadna z tych historii nie jest domknięta. żadna nie daje jednej odpowiedzi, i każdą da się zinterpretować w dowolny sposób. z jednej strony to książka o paskudnej rzeczywistości, historie które wydarzyły się już wiele razy, a jednocześnie historie, w których nic nie jest prawdziwe. mocne. nieironicznie miło się do niej wraca.
jak dobrze jest czasem przeczytać coś dobrego. ten zbiór zrobił na mnie ogromne wrażenie, i muszę się wypowiedzieć na temat tych postaci - absolutnie niesamowity był dla mnie ich realizm. oprócz tego użekło mnie, że żadna z tych historii nie jest domknięta. żadna nie daje jednej odpowiedzi, i każdą da się zinterpretować w dowolny sposób. z jednej strony to książka o...
Rewelacyjne opowiadania, kojarzące mi się z prozą Viana i trochę z Toporem. Horrory, które zostawiają po sobie ślad, co ostatnio rzadko mam z literaturą. Polecam bardzo mocno!
Rewelacyjne opowiadania, kojarzące mi się z prozą Viana i trochę z Toporem. Horrory, które zostawiają po sobie ślad, co ostatnio rzadko mam z literaturą. Polecam bardzo mocno!
Of the Flesh Bridget Collins, Mariana Enríquez, Michel Faber, Lewis Hancox, Emilia Hart, Ainslie Hogarth, Irenosen Okojie, Lionel Shriver, James Smythe, Lavie Tidhar, Francine Toon, Evie Wyld, Louisa Young
Argentyńska pisarka i dziennikarka. Urodzona w Buenos Aires w 1973 roku uznawana jest za jedną z najważniejszych latynoamerykańskich autorek. Debiutowała w 1995 roku. Jej opowiadania ukazywały się w antologiach i czasopismach na całym świecie. Wydany w 2016 roku tom opowiadań "To, co utraciłyśmy w ogniu" wdarł się na listy bestsellerów w Argentynie i Hiszpanii. Od tamtej pory został przetłumaczony na trzydzieści języków. Jej powieść "Nasza część nocy" zdobyła jedną z najważniejszych nagród literackich w świecie hiszpańskojęzycznej literatury, Premio Herralde de Novela, a w 2021 r. znalazła się w finale Międzynarodowej Nagrody Bookera za zbiór opowiadań "Niebezpieczeństwa palenia w łóżku".
OPINIE i DYSKUSJE o książce Things We Lost in the Fire: Stories
usłyszałem o tej książce przez przypadek w programie II PR, poszperałem w necie i zamówiłem. oj, jak dobrze mi się czytało te argentyńskie opowiadania. ich klimat jest właśnie taki jaki lubię: trochę creepy, trochę weird; w prawie każdej historii pojawiają się duchy i inne zjawiska nadprzyrodzone. a to wszystko w boskim Buenos Aires oraz prowincjonalnych miasteczkach Argentyny.
poziom opowiadań jest bardzo wyrównany. nie ma lepszych czy gorszych. warsztatowo bez zarzutu. jestem ciekaw czy Mariana Enríquez to wszystko wymyśliła czy czerpała inspiracje z własnych doświadczeń (jest dziennikarką). niektóre historie czytałem z wypiekami na twarzy np. o chłopaku ze slumsów, którego policjanci utopili w rzece, toksycznym ścieku, a który to przeżył i został otoczony czcią w wierzeniach plemiennych; czy o nowej uczennicy, która nie zaakceptowana w klasie wyrywa sobie paznokcie, a później samookalecza się by się zabić. chyba najbardziej zapadającym w pamięć opowiadaniem jest "Brudny dzieciak". to historia dzieciaka ze slumsów Buenos Aires, którego matka jest w ciąży i ćpa crack. oboje mieszkają na ulicy. pewnego dnia na miejscu ich koczowania zostaje znaleziona obcięta głowa dziecka, a ćpunka wraz z dzieciakiem znika. pojawia się również historia seryjnego mordercy dzieci #PetisoOrejudo oraz problem spalania niewiernych kobiet przez mężów.
jeśli chodzi o Argentynę, to znam ją tylko dzięki Maradonie i stadionie Maracana. i to tyle. ze względu na znaczną odległość od Europy raczej nie wybieram się. nie mniej jednak, historie przedstawione przez autorkę zachęcają do odwiedzin, szczególnie slumsów, których wielokulturowość, szamanizm przedstawiała w sposób barwny i ciekawy. polecam
usłyszałem o tej książce przez przypadek w programie II PR, poszperałem w necie i zamówiłem. oj, jak dobrze mi się czytało te argentyńskie opowiadania. ich klimat jest właśnie taki jaki lubię: trochę creepy, trochę weird; w prawie każdej historii pojawiają się duchy i inne zjawiska nadprzyrodzone. a to wszystko w boskim Buenos Aires oraz prowincjonalnych miasteczkach...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzerażające, szokujące i porywające historie grozy. Czytanie ich to stan między majaczeniami ciężkiej gorączki a zimnym potem lęku - dziki świat, gdzie nie ma żadnej kontroli - jest za to bieda, nierówność i obrzydliwa rzeczywistość.
Szokujące pokazanie marginalizacji kobiet w epoce maczyzmu i patriarchatu.
Każde zakończenie jest prowokacją do refleksji i wołaniem "Dopowiedz resztę. Ale czy na pewno tego chcesz?". Bo te historie nie kończą się na ostatniej stronie - pozostają w głowie jak niewygodne echo.
Przerażające, szokujące i porywające historie grozy. Czytanie ich to stan między majaczeniami ciężkiej gorączki a zimnym potem lęku - dziki świat, gdzie nie ma żadnej kontroli - jest za to bieda, nierówność i obrzydliwa rzeczywistość.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzokujące pokazanie marginalizacji kobiet w epoce maczyzmu i patriarchatu.
Każde zakończenie jest prowokacją do refleksji i wołaniem...
Bardzo dobry zbiór opowiadań. W zasadzie nie czytam literatury typu horrory czy grozy, ale literatura iberoamerykańska wystarczy, że opisuje rzeczywistość, która sama w sobie jest zbiorem grozy. Tak jest właśnie z opowiadaniami zawartymi w tej książce. Wystarczy, aby bohaterowie tylko naruszyli granicę, a wypadki stają się wręcz niewyobrażalne w swojej tragiczności. Groza, która jest opowiadana przez autorkę, to w zasadzie codzienność argentyńskich i paragwajskich ulic, tam rzeczywistość jest w stanie przerosnąć wyobraźnię pisarza. Fakt, że zło jest tak powszechne i stale przypomina o swoim istnieniu, a widziane z perspektywy kobiet żyjących w kulturze maczyzmu, nadaje opowiadaniom swoistej formy manifestu. Dodatkowym atutem opowiadań zebranych w tej książce jest ich otwartość. Autorka stwarza możliwości czytelnikowi dopowiedzieć ich zakończenie.
Spokojnie polecam sięgnąć po niniejszy zbiór opowiadań.
Bardzo dobry zbiór opowiadań. W zasadzie nie czytam literatury typu horrory czy grozy, ale literatura iberoamerykańska wystarczy, że opisuje rzeczywistość, która sama w sobie jest zbiorem grozy. Tak jest właśnie z opowiadaniami zawartymi w tej książce. Wystarczy, aby bohaterowie tylko naruszyli granicę, a wypadki stają się wręcz niewyobrażalne w swojej tragiczności. Groza,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„To, co utraciliśmy w ogniu” Mariany Enriquez to zbiór dwunastu opowiadań grozy, które wciągają czytelnika w mroczny, duszny świat pełen przemocy, tajemnic i niepokoju. Choć na bookstagramie było i jest o tej książce dość cicho, uważam, że powinno się o niej mówić więcej - bo to świetna propozycja dla miłośników literatury grozy, zwłaszcza tej bardziej nieoczywistej i pełnej psychologicznego napięcia.
Enriquez serwuje nam historie o duchach, mo_derstwach, narkotykach, tajemniczych domach i autodestrukcji - ale oczami kobiety, co nadaje im świeżości i unikalnego charakteru. Niektóre opowiadania są brutalne, inne bardziej subtelne, zostawiając czytelnika z niepokojącym uczuciem, że coś złego czai się tuż za rogiem. Autorka świetnie oddała też klimat Argentyny - momentami wręcz można ją poczuć, zobaczyć brudne ulice, poczuć zapach spalonego powietrza i usłyszeć szmery w ciemnych zaułkach.
Jak to bywa w zbiorach opowiadań, nie wszystkie teksty przemówiły do mnie jednakowo, ale jestem pewna, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Mnie szczególnie zapadły w pamięć trzy: "Brudny dzieciak", który już na otwarcie uderza w czytelnika mocnym akcentem, "Dom Adeli" oraz "Patio sąsiada" - każde z nich budziło inne emocje, ale wszystkie pozostawiły po sobie ślad.
Jeśli więc szukacie czegoś mrocznego, klimatycznego i jednocześnie innego niż typowy horror, „To, co utraciliśmy w ogniu” będzie dobrym wyborem.
A na koniec mała ciekawostka - w jednym z opowiadań pojawia się polski akcent 😃
„To, co utraciliśmy w ogniu” Mariany Enriquez to zbiór dwunastu opowiadań grozy, które wciągają czytelnika w mroczny, duszny świat pełen przemocy, tajemnic i niepokoju. Choć na bookstagramie było i jest o tej książce dość cicho, uważam, że powinno się o niej mówić więcej - bo to świetna propozycja dla miłośników literatury grozy, zwłaszcza tej bardziej nieoczywistej i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistorie grozy. Niesamowite, klimatyczne, przejmujące.
Świetne opowiadania.
Historie grozy. Niesamowite, klimatyczne, przejmujące.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietne opowiadania.
Szokujące, przerażające, dziwne... Opowiadania Mariany Enriquez mogą się nie podobać czy odstraszać, ale ta dziwności jest w jakiś sposób fascynująca. Nigdy nie byłam zwolenniczką prozy, która powoduje strach i niepokój, a jednak dzięki tej książce zmniejszyły się moje uprzedzenia. Są opowiadania mniej i bardziej udane; według mnie najlepszym jest to tytułowe.
Szokujące, przerażające, dziwne... Opowiadania Mariany Enriquez mogą się nie podobać czy odstraszać, ale ta dziwności jest w jakiś sposób fascynująca. Nigdy nie byłam zwolenniczką prozy, która powoduje strach i niepokój, a jednak dzięki tej książce zmniejszyły się moje uprzedzenia. Są opowiadania mniej i bardziej udane; według mnie najlepszym jest to tytułowe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toopowiadania mariany enriquez zgromadzone w tym zbiorze przenika napięcie i groza, a sceną dla ich niecodziennych wydarzeń staje się argentyńska rzeczywistość. dwanaście zestawionych obok siebie historii podejmuje temat figury zła i jego nieustannego, choć zazwyczaj podskórnego udziału w powszedniości ludzkiej egzystencji. ta wciąż pulsująca pod powierzchnią społeczeństwa i miast siła od czasu do czasu przypomina o swojej nieobliczalności, choć zaznacza to z różną mocą.
zdecydowaną większość narracji przejmuje tu kobiecy punkt widzenia i problemy, z którymi muszą się one zmagać - m.in. uzależnienia, bieda czy nieszczęśliwe związki. połączenie gotyckiego klimatu, fikcji przecinającej się z rzeczywistością i wyobraźnią płatającą z pozoru niewinne, choć niepokojące figle kieruje reflektor literackiej uwagi na często powtarzający się w feministycznym dyskursie zarzut o histerię, długowieczne podważanie rzeczowości kobiecej narracji i ich autorytatywność.
„to, co utraciłyśmy w ogniu” jest oniryczną opowieścią o monotonii, która momentami staje się brutalna w antylogicznie subtelny sposób. omijając makabryczne szczegóły binarnie kojarzące się z niebezpieczeństwem czy złem, narracja to rzecz o ciemności instynktu wychylającej się tuż zza rogu, stale pozostającym w ruchu wahadle zemsty, a także uwierającym braku domknięcia niektórych wydarzeń, jakie spotykamy na swojej drodze, a których reperkusje pozostają nieodgadnione.
opowiadania mariany enriquez zgromadzone w tym zbiorze przenika napięcie i groza, a sceną dla ich niecodziennych wydarzeń staje się argentyńska rzeczywistość. dwanaście zestawionych obok siebie historii podejmuje temat figury zła i jego nieustannego, choć zazwyczaj podskórnego udziału w powszedniości ludzkiej egzystencji. ta wciąż pulsująca pod powierzchnią społeczeństwa i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajbardziej przerażający mnie typ grozy: wywiedziony z prawdziwych, autentycznych ludzkich dramatów. Ameryka Południowa ma osobliwą duchowość, iż wszędzie można by wpisać różne nadprzyrodzone siły, ale tu ich nie ma.
W każdym opowiadaniu czuć grozę i chociaż człowiek może łatwo snuć domysły, na sam koniec odpowiedź się nie zjawia, a trzeba żyć dalej. Niektóre tragedie dają wolność, inne sprawiają, iż coś w umyśle człowieka cały czas pozostanie otwarte. Ale trzeba żyć dalej. Chociaż nie uważam, by spotkał mnie dramat, frustracja w postaci nieznajdowania wyjaśnienia albo wcale, albo takiego, bym była usatysfakcjonowana, jest mi bardzo bliska.
Właśnie to, iż nie można do końca uzasadnić zachowań bohaterów, kolei wydarzeń albo bohaterkę omija kluczowy tok, żeby sobie zobrazować w głowie tak, by nie czuć się źle z tym, co się stało.
Dramaty związane z polityką, są w Argentynie i Paragwaju (dwa kraje, gdzie toczy się akcja opowiadań) jest bardzo żywy. Mariana Enriquez to pokazała. Druga rzecz to brutalne piękno Ameryki Południowej i jej specyfika społeczno-kulturalna. Nie lubię, gdy akcja nie jest pokazana w odpowiednio wykreowanej otoczce. Nie lubię neutralności np. u Harukiego Murakamiego, który wymienia japońskie nazwy i elementy, lecz nie ma w tym... serca. Serca jego kraju.
Poruszyło mnie tutaj wiele rzeczy, lecz najbardziej myślę nad tym, jak źle może się skończyć pomaganie narkomanom itp. ludziom żyjącym na ulicy. Z drugiej strony światki przestępcze zdają się być żywym organizmem, który żywi silnych, zaś reszcie pozwala umrzeć lub wręcz zabija.
Kiedy myślimy o środkach wyrazu, zwykle myślimy o pisarzach, ale ja także mam na uwadze osoby tłumaczące (kiedy czytam wersje polskie obcojęzycznego oryginału). Pierwsze czy autor/autorka czuje temat, ma ciekawą koncepcję i czy ma coś w sobie, by mnie do siebie przekonać. Mariana Enriquez pokazuje świat w taki sposób, że nawet jeśli ostatnie opowiadania mnie niezbyt ciekawiły, to mogę powiedzieć, że się zakochałam w jej pisarstwie. Także dowiedziałam się paru rzeczy i poznałam nowe poszlaki w daremnych próbach wyjaśniania sobie świata. Muszę zadowolić się, kiedy mi 'kliknie', bo zwariowałabym. Druga rzecz właśnie osoba tłumacząca: czy jest odpowiednia. W dzisiejszych czasach łatwo wrzucić w Google, żeby się zorientować, o czym jest tekst, ale do prawdziwego odczytania trzeba znać specyfikę danego języka i kontekst odnośnie środowiska społecznego i/lub naturalnego.
Najlepsze, iż nie ma tutaj powszechnego epatowania agresją, lecz fragmenty pokazane wraz z sugerowaniem sprawiają, że aż się boję ścieżek, które mogą się otworzyć w moim umyśle... że wpadnę do świata nonsensu. Przemoc i rozwiązanie złej sytuacji zdają się być rozdawane na ślepo. Ludzie zdają się mieć prawdziwe uczucia oraz własne myślenie, lecz większość rzeczy tracimy. Musimy tracić, bo byśmy oszaleli. Kiedy czytałam, czułam osobliwy spokój z praoceanem zgrozy przy krawędzi umysłu.
To jest właśnie proza, do której mam słabość, chociaż przez nią nabawiam się konieczności dalszych dociekań. "Nasze podmorskie żony" Julii Armfield, którą przeczytałam poprzednio, używają podobnych technik, lecz nastrój tamtej powieści jest inny. Nie można powiedzieć, że jest to jeden rodzaj prozy.
Najbardziej przerażający mnie typ grozy: wywiedziony z prawdziwych, autentycznych ludzkich dramatów. Ameryka Południowa ma osobliwą duchowość, iż wszędzie można by wpisać różne nadprzyrodzone siły, ale tu ich nie ma.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW każdym opowiadaniu czuć grozę i chociaż człowiek może łatwo snuć domysły, na sam koniec odpowiedź się nie zjawia, a trzeba żyć dalej. Niektóre tragedie...
jak dobrze jest czasem przeczytać coś dobrego. ten zbiór zrobił na mnie ogromne wrażenie, i muszę się wypowiedzieć na temat tych postaci - absolutnie niesamowity był dla mnie ich realizm. oprócz tego użekło mnie, że żadna z tych historii nie jest domknięta. żadna nie daje jednej odpowiedzi, i każdą da się zinterpretować w dowolny sposób. z jednej strony to książka o paskudnej rzeczywistości, historie które wydarzyły się już wiele razy, a jednocześnie historie, w których nic nie jest prawdziwe. mocne. nieironicznie miło się do niej wraca.
jak dobrze jest czasem przeczytać coś dobrego. ten zbiór zrobił na mnie ogromne wrażenie, i muszę się wypowiedzieć na temat tych postaci - absolutnie niesamowity był dla mnie ich realizm. oprócz tego użekło mnie, że żadna z tych historii nie jest domknięta. żadna nie daje jednej odpowiedzi, i każdą da się zinterpretować w dowolny sposób. z jednej strony to książka o...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRewelacyjne opowiadania, kojarzące mi się z prozą Viana i trochę z Toporem. Horrory, które zostawiają po sobie ślad, co ostatnio rzadko mam z literaturą. Polecam bardzo mocno!
Rewelacyjne opowiadania, kojarzące mi się z prozą Viana i trochę z Toporem. Horrory, które zostawiają po sobie ślad, co ostatnio rzadko mam z literaturą. Polecam bardzo mocno!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to